120401 Interludium: Ksiezniczka Inwazji

Z analizy Księżniczki Inwazji

Wreszcie jestem kompletna.
Idealnym rozwiązaniem naszego problemu faktycznie okazało się przekazanie Kamili z Powiewu Świeżości informacji o lokalizacji Renaty Maus. Ja sama nie miałam możliwości dostania się do Renaty Maus. Nie teraz, kiedy muszę skupić się na Przebiśnieg.
Niestety, ja wzrosłam w moc, ale i ona poradziła sobie i odcięła mnie od części moich środków. Środków, bez których nie przeprowadzę Inwazji.
Unieszkodliwienie Renaty Maus spowoduje unieszkodliwienie Karradraela. Wtedy parę planów, którym na drodze stoi niemożność zagwarantowania dominacji nad Mausem stanie się możliwa.
Jaka szkoda, że nie dowiedziałam się wcześniej o istnieniu Aurelii Maus. Pod moim nosem, w Powiewie Świeżości, znajdowała się jedna z najgroźniejszych czarodziejek w historii Srebrnej Świecy. Aurelia musi zostać wyeliminowana za wszelką cenę. Wraz z Academią - nie są szczególnie niebezpieczni, ale obecność Venomkissa uniemożliwia przeprowadzenie jakiegokolwiek efektywnego planu.
No i Przebiśnieg. Przede wszystkim Przebiśnieg.
Cóż. Wiele przede mną.


Z myśli Przebiśnieg

W bardzo głupi sposób informacja o tym, że jestem nieumarłą, została ujawniona. Ubolewam nad tym. Pozycja, którą wypracowywałam sobie w Srebrnej Świecy już od wojny, legła w gruzach. I to dzięki niczemu więcej niż prostemu przypadkowi. Apostata stworzył system obronny, coś szczególnego. Ja otrzymałam obiekt posiadający dwie osobowości. W wyniku syntezy i próby stworzenia agenta Inwazji, posłusznego mojej woli uzyskałam coś niewiarygodnie wręcz potężnego. Coś, nad czym nikt nie może panować. Innymi słowy, nie udało mi się wykonać rozkazów i sprowadziłam Inwazję.
Tak zwana Księżniczka Inwazji nie jest jednak w stanie stawić mi czoła w walce bezpośredniej, atakując moją fortecę. Mimo swojej ogromnej odporności na magię, sama nie będzie w stanie przebić się przez moje systemy - a jej słudzy, dzięki nekromancji oraz pewnej unikalnej własności demonów Inwazji, która jest mi znana, mogą być obróceni przeciwko niej.
Pojawia się tylko pytanie: czy zdążę? Czy zdążę zniszczyć Księżniczkę Inwazji zanim magowie zorientują się, że do czegokolwiek doszło?


Z myśli Iriny Zajcew

Nie zdążyłam. Zawiodłam. Nie wiedziałam, że Przebiśnieg ma taką moc. Myślałam, że jest po prostu amoralnym naukowcem, jak Seton.
Nigdy bym nie pomyślała, że to ona będzie stała za Inwazją.
W tej chwili nic nie mogę zrobić. Moje ciało mnie bardzo ogranicza… Mam tylko nadzieję, że oni nie zorientowali się, ile wiem, i że jestem świadoma, o co tak naprawdę chodzi w Inwazji.
Nie chcę ukarania winnych. Nie liczę na to. Chcę po prostu chronić swoją rodzinę. Wiem, gdzie będzie pierwsze uderzenie. Jeżeli nie zdążę, jeżeli czegoś nie wymyślę…
Ale zupełnie nie rozumiem, co on chciał tym osiągnąć. Dlaczego dwoma torami? Dlaczego Przebiśnieg oraz Księżniczka Inwazji?


Z myśli Kamili

…I co ja mam z tym zrobić?
Wisna zostawiła mnie z niezłym bałaganem… Co ja mam zrobić z tą wiedzą o Renacie? No co? Przecież jej nie zostawię, bo może ją znaleźć ktokolwiek… zwłaszcza Inwazja. W końcu ten demon wie to, co Wisna… czyli ma Renatę na talerzu…
Jeśli Renata wpadnie w łapy Inwazji… Nawet nie chcę myśleć.
A co mi pozostaje? Sama jej przecież nie utrzymam ani nie zabezpieczę. I nigdy w życiu nie narażę gildii…
Szlag by Cię, Renata, żebyś Ty miała choć jednego przyjaciela… Ale nie, po co? Kopmy wszystkich i traktujmy ich jak szmaty, żeby na pewno nikt nie chciał nam w potrzebie pomóc… W końcu wielkie damy tak mają.
Co mi pozostaje?
Oddanie jej komuś, kto będzie w stanie ją utrzymać… Czyli gildii, a raczej rodowi, bo jeśli to będzie po prostu Srebrna Świeca, to może trafić na kogoś nieświadomego całej rzeczy z Karradraelem… a to będzie oznaczało, że szybciej niż światło zjawi się w Powiewie i będzie robić rozwałkę aż się nie pojawię i grzecznie nie poddam - nie wierzę, że Renata nie wydusiłaby od zwykłych magów informacji, skąd wiedzieli… Po nitce do kłębka.
Nikt nie może wiedzieć, skąd się dowiedzieli. Nawet osoba, z którą będę rozmawiać.

Nie tak to miało wyglądać.
Zupełnie nie tak…


Z rozmowy Franciszka Mausa z przywódcą rodu Maus

- Lordzie?
- Witaj, Franciszku. Dawno Cię nie widziałem.
- Nauka na KADEMie wymaga pewnych poświęceń.
- Wierzę. Potrafię w to uwierzyć.
- Lordzie, słyszałem, że pojmaliście Renatę.
- KADEM ma doskonałe informacje.
- Mam propozycję. Skaźcie ją. Wypaczcie magicznie. Pozbawcie ją statusu maga czystej krwi.
- Nie.
- …
- …
- Dobrze, lordzie, mój ojciec był przywódcą rodu Maus zanim Jonatan Maus doprowadził do jego zniszczenia i uzurpował sobie władzę. Prawda jest taka, że jeżeli mag rodu Maus nie jest czystej krwi, Karradrael nie odpowie na jego wezwanie. Renata, która utraci kontrolę nad Karradraelem, nie jest już niebezpieczna.
- Czy Ty chcesz wezwać Karradraela?
- Ja? Nie! Gdybym chciał wezwać Karradraela, zrobiłbym to zanim Renata go wezwała.
- Ja natomiast nie jestem magiem czystej krwi. Nawet, gdybym chciał, nie mogę go wezwać.
- Do czego zmierzasz, lordzie?
- Karradrael jest nam teraz potrzebny. Jak długo istnieje czarodziej rodu Maus, który go wezwał, Inwazja nie będzie w stanie osiągać sukcesów przeciwko magom naszego rodu. Nieważne, kto będzie stał za Karradraelem. Sama jego obecność jest swoistą tarczą.
- Inwazja… Dokładnie przeciw czemuś takiemu został stworzony Karradrael.
- Tak. Dokładnie przeciwko temu. Historia się powtórzyła.
- Cóż zatem zamierzasz, lordzie?
- Chcę odebrać jej tożsamość. Chcę dać jej to, czego nigdy nie zaznała - spokój. Chcę, by była szczęśliwa. By czuła aprobatę. By nie musiała zadowalać w nieskończoność chorych ambicji swoich i jej ojca. Uważam, tak, jak i Ty, że Renata jest dobrą dziewczyną. Tylko… zniszczoną przez Jonatana Mausa.
- Cieszę się, że tak uważasz, lordzie. Nie chciałbym, by jej się coś stało.


Rozmowa Kaliny z Izą

- Widzisz? Renata została złapana i doprowadzona do sprawiedliwości.
- Sprawiedliwości…
- Izo? Renata jest w rękach Mausów. Nikt nie może nienawidzić jej bardziej niż oni. Do tego stopnia, że uważam ewentualny proces za farsę.
- Renata Maus zostanie pozbawiona swojej podstawowej tożsamości i poszczególnych wspomnień, po czym będzie normalnie koegzystować w społeczeństwie Mausów. To nazywasz sprawiedliwością?
- Może to było konieczne?
- Nie sądzę. Tyle warta jest sprawiedliwość Mausów.
- Co mieli zrobić? Zabić ją?
- Usunąć moc i przekazać komuś bardziej godnemu.
- Nie zrobiła przecież aż tyle…
- Zrobiła. Za mniej robiono gorsze rzeczy.
- Co piszesz? Co to za notes?
- Mój notatnik. Zapisuję tam wyroki, kary oraz mam listę osób, które zasłużyły, by odpowiedzieć za swoje zbrodnie.
- Mogę zobaczyć?
- Nie zrozumiesz.
- Nalegam. Naprawdę, jestem ciekawa, ile osób jeszcze zostało Ci na tej liście.
- Wiele.
- Proszę?
- Proszę. - Wzdychając, Iza podała Kalinie notes.
- …To są przestępcy?
- Tak.
- Pozycja 327, zataiła przed Tobą fakty obciążające jej ukochanego.
- Jej kochanka. Nie napisałam 'ukochanego'.
- Izo, ona została uniewinniona. Działała w afekcie. A przestępstwo nie było poważne.
- Nieistotne. Czas, który zmarnowałam, mógł stanowić różnicę między życiem i śmiercią kogoś innego w innym miejscu.
- Kamila też jest na tej liście?
- Oczywiście. Niejeden raz mi skłamała.
- Ale… To nie jest przestępstwo!
- Nie jest to też prawidłowe. Jestem oficerem prawa.
- Jesteś terminusem!
- Dokładnie.
- Izo, jeżeli będziesz tak patrzeć, nie będziesz… Po prostu… Jak masz strzec prawa, jak ustanawiasz własne?
- Przestrzegam litery prawa. Moje opinie są jedynie moimi opiniami.
- Jeżeli ktoś się o tym dowie, prędzej czy później, ktoś stwierdzi, że trzeba Cię zatrzymać.
- Nie. Jestem na tyle dobra, że nie opłaca im się to. Jestem też całkowicie lojalna. Innymi słowy, jestem dokładnie tym, czego potrzebują.
- W wielu kwestiach Twoja opinia nie jest zgodna z opinią prawa.
- Nie moja wina, że prawo jest błędne.


Z raportu Mariusza Węgielskiego

…ów pożałowania godny incydent związany ze śmiercią Andromedy Diakon oraz kilku innych magów można bezpośrednio połączyć z działaniami Millenium i Zakonu, a pośrednio z działaniami dwóch magów KADEMu, którzy operowali na tym terenie. W wyniku powyższego Srebrna Świeca zażądała wyjaśnień, co spotkało się z niedowierzaniem i oporem ze strony Millenium i aktywną agresją ze strony Zakonu. Okazuje się, że czarodziej Ezekiel Czarośmiej był kiedyś bardzo ważnym magiem Zakonu. Mimo jego wyraźnej odpowiedzialności i braku wpływu zaklęć zewnętrznych, Zakon odmawia przyjęcia jakiejkolwiek odpowiedzialności za te wydarzenia.
Nasi agenci w Zakonie potwierdzają, żę największe wpływy ma tam odpowiednik partii wojny. Doszło do znacznego zredukowania kontaktów handlowych pomiędzy gildiami - nie byłem w stanie tego przewidzieć, przez co ponieśliśmy duże straty chcąc za wszelką cenę utrzymać dobre relacje z naszymi kontrahentami, zwłaszcza w obliczu zbliżającej się Inwazji.
Zaobserwowałem też znaczny wzrost aktywności Millenium wobec gildii planktonowych, zwłaszcza tych, które zostały odrzucone przez Srebrną Świecę lub wyrosły ze Srebrnej Świecy. Jakkolwiek samo w sobie nie jest to niebezpieczne zjawisko, te grupy w Świecy, które poprzez embargo chciały wpłynąć na mniejsze gildie, poczuły się zagrożone przez Millenium i odebrały to jako metaforyczne wypowiedzenie wojny. W związku z powyższym…


Z myśli nieszczęśliwego Adama Wężowicza, oficera Nocnych Noży

Co za czasy. Dowództwo wysłało mnie, bym zajął się podchodami i łupieniem malutkich gildii planktonowych, lecz mimo dużych sukcesów na początku, coś się zaczęło psuć. Śląskie gildie planktonowe stworzyły taką sieć komunikacyjną. Większość tego, co udało nam się zdobyć w ciągu miesiąca, straciłem na jednym nieudanym rajdzie. Co gorsza, wyraźnie magowie planktonówek połączyli siły i szukają naszej bazy.
Jak tak dalej pójdzie, wycofamy się z tego terenu. Nie ma znaczenia to, że wrócimy "w niesławie", pokonani. Ważne jest to, że nikt nie jest w stanie jeszcze nas śledzić. Może na innych terenach damy radę.
Mam nadzieję, że dowódca wie, co robi.


Z rozmowy Oriona z Grażyną Mimik, przywódcą innej gildii planktonowej (Spokojnego Świata), na spotkaniu gildii planktonowych

- Nareszcie. Nareszcie po tym wszystkim jesteśmy wszyscy bezpieczni.
- Teraz, jak ta psychopatyczna Mausówna została pojmana, nie spodziewam się żadnych problemów.
- Co za ponury okres… Wpierw Łowcy Diamentów, potem Mausówna, a potem demony…
- Nie zapomnij o grabieżcach.
- Grabieżcy byli zawsze. To jednak nic wielkiego w porównaniu z… tamtym.
- Właśnie… słyszałeś? Srebrna Świeca oddelegowała terminuskę do ochrony okolicznych magów przed ewentualnymi problemami.
- Srebrna Świeca? Terminuskę? Pro bono?
- Sama nie mogłam w to uwierzyć.
- Kto to? Wiesz może? Być może to za karę..?
- Nie. Zgłosiła się na ochotnika, a gildia zaaprobowała.
- Terminuska Srebrnej Świecy… Nawet, jeżeli sama wiele nie zrobi, sam fakt, skąd pochodzi, daje nam nieprawdopodobną ochronę.
- Zgadzam się. Może jednak zmienisz decyzję?
- Nie. Mimo, że będzie dużo bezpieczniej, zawiodłem jako przywódca. Zaopiekuj się moimi magami, proszę.
- Nigdy nie myślałam, że zobaczę, jak rozbijasz Gwiezdnych Myślicieli… Kończy się pewna era, stary przyjacielu.
- Wiem, że Ty będziesz w stanie dać im to, czego potrzebują. Ja natomiast…
- Ale dlaczego Powiew? Przecież ja Cię przyjmę z otwartymi rękami!
- To byłoby trudne dla wszystkich. W Powiewie jestem po prostu starszym, nieżyciowym magiem. Spokojnym, cichym malarzem. Chcę, żeby tak zostało. Bezużyteczny, stary czarodziej.
- Nie taki stary… Nie masz nawet pięćdziesiątki.
- Spójrz na nich. Nie mają nawet trzydziestki.
- Znam to spojrzenie, nauczycielu. Nie będę Cię przekonywać. Ale odnośnie tego bezużytecznego, starego czarodzieja… szybko zmienisz zdanie.
- Mam nadzieję, że nie.
- A ja, że tak.


Rozmowa Kaliny z Izą, pakującą swoje rzeczy

- Weź mnie ze sobą!
- Nie.
- Jesteśmy przyjaciółkami! Jesteśmy nierozłączne!
- Nie. Musisz żyć sama.
- Nie rozumiem. Nie rozumiem, o co Ci chodzi!
- Wpierw Winterchill, teraz ja. Zawsze żyjesz czyimś życiem.
- Czy dlatego… Nie powiesz mi, że dlatego to zrobiłaś!
- Oczywiście, że nie. To tylko korzystny efekt uboczny.
- Izo! Ze wszystkich magów…
- Jestem idealnym kandydatem na obrońcę gildii planktonowych.
- Nie! Jesteś najgorszym kandydatem! To wymaga taktu! Serca! To wymaga zrozumienia ich sytuacji! Tam, wśród gildii planktonowych, czerń i biel nie istnieje!
- Kto powiedział, że będę wchodziła z nimi w interakcje? Oni potrzebują obrońcy. Detektywa. Eliminatora.
- Nie. Nic nie zrozumiałaś! Będziesz ich oceniać i zniszczysz wszystko, co Srebrna Świeca osiągnęła jako dobrą wolę.
- Srebrna Świeca nic nie osiągnęła. Jesteśmy ogólnie znienawidzeni. I zasłużyliśmy na to.
- Izo…
- Jeżeli ja tego nie zrobię, niedługo Śrebrna Świeca będzie dla gildii planktonowych kolejnym potworem.
- Co masz na myśli?
- Rdzeń IR. Tępienie planktonówek. Spychanie negatywnych elementów na planktonówki. Ta zwana Kwiatuszkiem. Renata Maus. Ogólna arogancja oraz złośliwa wyższość ze strony magów Świecy. Srebrna Świeca zasłużenie nie jest lubiana.
- Czegoś mi nie mówisz.
- Owszem.
- Porozmawiam z mistrzem Wołkowcem.
- Wyraził zgodę.
- ?!
- Nie dałam mu wyboru.


Ze skołowanych myśli Julii Weiner

O, rany.
Nie dość, że Orion zdecydował się do nas przyłączyć, a Gwiezdni Myśliciele przestali istnieć, nie dość, że wszystkie zagrożenia poza rabusiami przestały istnieć - zupełnie jak przed powstaniem drugiego Powiewu…
Aurelia się ujawniła. Po prostu się ujawniła. Właśnie teraz, kiedy Fundacja imienia Jadwigi Kępacz stała się faktem…
Zapanował chaos w Srebrnej Świecy.
I to teraz, kiedy wszystkie wielkie gildie rzucają się sobie do gardeł.
Powiem szczerze: teraz dużo bezpieczniej być członkiem gildii planktonowej niż jednej z wielkich gildii. Wolę być na obrzeżach Gliwic niż w samych Gliwicach.
Aurelio… Tym ruchem sprawiłaś, że już nigdy się nie zobaczymy. Jest zbyt wielu magów, którzy pragną Twojej śmierci. Co gorsza, jak długo jesteś Aurelią, tak długo niewyobrażalnie utrudniłaś działanie magom z AD. Zupełnie, jakby Ash im nie wystarczała…
Nie wiem…
Dodajmy do tego fakt, że tien Izabela Łaniewska zdecydowała się chronić gildie planktonowe… Izabela Łaniewska. Jedna z najbardziej lojalnych i fanatycznych czarodziejek Srebrnej Świecy.
Co tu się właśnie stało?
Mój kuzyn spekuluje, że coś musiało się stać. Coś bardzo złego.
Dodatkowo, towarzyszka tien Izabeli, tien Kalina Woźnica, zdecydowała się zostać łącznikiem pomiędzy gildiami planktonowymi a Srebrną Świecą - a dokładniej frakcją reformatorską. Sygnowaną przez tien Astera.
Co tu się stało?


Z myśli Kaliny

Nie miałam wyboru. Nie miałam żadnego wyboru. Nie pozwolę… nie mogę stracić Izy tak, jak straciłam Anię. Iza chce dobrze. Chce bardzo dobrze. Niestety, jej działania skończą się tym, że wszystko, o co walczyła, jej marzenia o wielkiej Srebrnej Świecy, wszystko zostanie zniszczone.
Mam poparcie samego lorda Astera. Nie mogę wiele, ale mogę pokazać gildiom planktonowym inną twarz niż pokaże im Iza. Obiecano mi, że będę miała wsparcie terminusa… Ale… Świeca nie ma nadmiaru terminusów.
Boję się. Ale jeszcze bardziej boję się całej tej sytuacji.


Z myśli Kamili

Co się ze mną ostatnio dzieje?
Niby wszystko w porządku, niby nic nikomu nie zagraża, a jednak jestem niespokojna.
O co chodzi?
Julia się pozbierała i znów prężnie działa w radzie Powiewu. Julia nie jest już przywódcą i chyba jej tego nie brakuje. Za to Roman świetnie sprawia się jako organizator i dowódca. Świetnie się zaaklimatyzował. Nawet Maks się czasem odzywa na spotkaniach.
Ania chyba też się oswoiła z nową sytuacją. Razem z Anielą wyżywają się na tej grze od Teresy i mimochodem sporo się uczą. Orion… jest trochę ponury, ale nie jest to nic, czego nie wyleczyłoby kilka kilo mruczusia na kolanach przez tydzień… Mam wrażenie, że może zrobić dużo dobrego dla dzieci, musi się tylko zaaklimatyzować.
Czemu w takim razie tak się czuję? Powiew świetnie sobie radzi. Nawet ostatnio wznowiliśmy prace nad kilkoma projektami…
Co prawda w żadnym nie biorę bezpośredniego udziału, ale są…
A może o to chodzi?
Wreszie, po raz pierwszy od dawna, mam wrażenie, że mogę wyjść z siedziby Powiewu i po powrocie nie zastać gruzów. Dziwne uczucie.
Wobec tego, że SŚ wyznaczyła terminusa do ochrony gildii planktonowych, nie muszę się aż tak martwić o obronę. Zresztą, systemy PŚ udowodniły, że sobie poradzą…
A zapewne poradzą sobie nawet lepiej beze mnie w pobliżu. W końcu mnie można szantażować…
Może zatem pora, by odejść?


Z myśli szczęśliwej Tatiany Zajcew

Hura! Nareszcie! Zgodzili się!
Będę terminusem!
Oczywiście, był warunek, że jak widzę Urbanka, mam uciekać. Ale… nie wierzę w to, że zobaczę Urbanka, to by był pech. A moja mama sobie z nim poradzi.
Więcej, od razu zostałam wysłana na pierwszą, oficjalną misję!
Serio! <chichot>
Będę strzegła jakiejś czarodziejki, która będzie takim nomadem. Wśród przerażających gildii planktonowych. Zobaczę prawdziwych tubylców! Wow!
Już się nie mogę doczekać.
Już nigdy nikt nie wyda mnie wbrew mojej woli! Nie da się zmusić do niczego terminusa!


Z rozmowy Benjamina i Iriny Zajcewów, rodziców Tatiany

- Jak mogłaś…
- Nie miałam wyboru.
- Irino… To nasza córka!
- Myślisz, że tutaj przeżyłaby jeszcze dwa lata?! Srebrna Świeca się rozpada! A my jesteśmy tam, gdzie stali Caesarowie! To jedyna szansa dla Tatiany!
- Co powiedziałaś tien Łaniewskiej? Dlaczego odesłałaś Tatianę?
- Jak długo nic nie wiesz, tak długo Tania będzie miała ojca.
- Tania potrzebuje oboje rodziców. Co Ty robisz?
- Zbieram informacje. Próbuję uratować tą gildię.
- Kosztem nas? Kosztem nas wszystkich?
- Kochanie, jeżeli ja tego nie zrobię, jeżeli ktoś tego nie zrobi, nie będzie czego ratować!
- To ma związek z Przebiśnieg.
- Nie.
- Nie umiesz kłamać.
- Nie wyciągniesz tego ze mnie. Już mam krew na rękach. Nie będę miała Twojej. Ani Tani.


Z rozmowy Venomkissa ze śpiącą Zodiac

- Piękna noc.
- …
- Wyglądasz naprawdę niegroźnie, kiedy śpisz, siostro.
- …
- Przegraliśmy pierwszą bitwę. Basia wie, że przegraliśmy. Inwazja się rozpoczęła.
- …
- Mogłabyś choćby chrapnąć. To mimo wszystko dość spore wydarzenie.
- …
- Na szczęście, jej terminusi są dużo bardziej kompetentni niż się bałem. Każde wychylenie się magów Inwazji ze swojego leża będzie zlokalizowane i usunięte.
- …
- Martwi mnie jednak to, że mamy do czynienia z trzema ogniskami Inwazji. Licz, czarodziejka Powiewu oraz czarodziej Łowców. Trzy istoty, które dowodzą Inwazją. Jakkolwiek czarodziej Łowców jest najsłabszy z nich wszystkich, nawet świeżo wykluty nie został pokonany przez Urbanka.
- …
- Tak, wiem, że Ty byś go pokonała. Ale już raz straciłem siostrę. Chciałbym, by to, co z Ciebie zostało, z Ciebie zostało.
- …
- Choćby po to, by coś dalej mogło sterować Kay'raelem. Tragedia by się stała, gdyby Astoria się odnalazła w rękach Inwazji.
- …
- Ja też tak myślę. Śpij dobrze. Jutro kolejna walka.
- …
- Nie. Nie ma nikogo, kto jest w stanie z Tobą trenować. Przykro mi.


Z myśli Romana, aspirującego do roli przywócy Powiewu

Ciekawe… Kamila po raz kolejny opuściła spotkanie w sprawie dystrybucji środków pomiędzy zespół Julii, zawierający Julię, Annalizę oraz Mariana Welkrata z doskoku zajmujący się rozszerzeniem funkcjonalności niedokończonego projektu Aurelii a zespołem Juliana Krukowicza, który wraz z Maksymilianem Łosiem, Anielą Cerekwicką i Celestyną Marduk chce stworzyć własny, "organiczny" projekt zaklęcia dla Powiewu Świeżości, motywowani tym, że "nie chcą być w cieniu Teresy".
Do finału przeszły te dwa projekty. Wszyscy magowie Powiewu mieli prawo głosu. Zaproponowałem (co przyjęto), by magowie Powiewu mieli po trzy głosy a magowie stowarzyszeni po jednym, włączając ich w głosowanie i pozwalając im na współdecydowanie w sprawach Powiewu.
Znamienne, że właśnie w tym momencie Kamila opuściła głosowanie. Nie dlatego znamienne, że ja zaproponowałem coś, co zostało przyjęte; podobało jej się to. Znamienne, gdyż coraz częściej Kamila pomija nie-kluczowe spotkania. W tych najważniejszych zawsze bierze udział, lecz te mniej istotne po prostu opuszcza.
Kamila wycofuje się ze ścisłego dowodzenia Powiewem Świeżości. Powoli się wycofuje. Ale się wycofuje. Dziwne, że Julia nie zauważyła, ale patrząc, że ona ignoruje część spotkań, mogła to przeoczyć.
Tak naprawdę, Julia nie jest stworzona jako przywódca Powiewu Świeżości. Dyplomata? Jak najbardziej. Techniczny manager? Rewelacja. Ale przywódca gildii - nie. Wpierw o wszystko pytała się Aurelii (nawet, gdy nie wiedziała, że to Aurelia), a potem Kamili i Juliana. Potem pojawiła się Rada Powiewu a teraz…
Tak, jest duża szansa, że ja zostanę przywódcą Powiewu Świeżości. Oczywiście, nieformalnym. Będę tylko jednym z oficerów, ale będę tym oficerem, który nakurwia jak chuj!
Do tej pory to robiła Kamila. Jednak świat rzeczywisty ją dogonił i nie ma już czasu napierdalać się ze wszystkim. Nie mówiąc, że się zmęczyła. W końcu za Kamili (a mogę tak powiedzieć) Powiew osiągnął szczyt. Maksimum lokalne. Jeszcze trochę i orgazm.
Jestem w stanie przejąć rolę nieformalnego przywódcy od Kamili. Jestem w stanie budować. Więcej, umożliwić im wszystkim budowanie. Ja będę tylko zarządzał. I Powiew będzie miał taki szczyt, że… że ja pierdolę.


Z myśli Julii, po głosowaniu nad projektami

Ech…
Nowe zaklęcie może się przydać, ale… Aurelia, przy całym swoim geniuszu, przy całej swojej nieprawdopodbnej wiedzy, przy całym swoim wyszkoleniu i obłędnej determinacji… ta najbardziej utalentowana czarodziejka, jaką znam, poświęciła mnóstwo czasu i jedyne, co udało jej się osiągnąć to śpiewający wąż. Jeżeli tak błyskotliwa i perfekcyjnie znająca teorię magii osoba nie była w stanie osiągnąć niczego więcej… Jakie szanse ma zespół Juliana?
I co to za pomysł, "wyjść z cienia Aurelii"? Czy oni nie rozumieją, jak wielka ona jest? Nie da się wyjść z jej cienia. Po prostu… Te wszystkie surowce! Resztki węzła, laboratorium Srebrnej Świecy uzyskane dzięki Wisnie, parę próbek z AD, coś z KADEMu… Moglibyśmy zamiast tego zrobić coś większego niż detektor. Gdy robiony był detektor, nie mieliśmy większości z rzeczy, które mamy teraz. Nie było magów chętnych nam pomóc, a przynajmniej nie aż tak. A teraz..? Norbert Sonet i Tomasz Olszakowski z KADEMu, Shadow i Midnight z AD (nadal nie jestem pewna Whisperwind - pomoże, ale…), silna grupa ze Srebrnej Świecy, więcej, nawet Sępiaczki z EAM się udzielą (zwłaszcza po tym, jak powstała Akademia imienia Jadwigi Kępacz), podobno możemy nawet liczyć na wsparcie ze strony Millenium…
Gdybyśmy to wykorzystali do stworzenia czegoś większego niż detektor, skatalogować niedokończone dzieła Aurelii i rozszerzyć oraz dokończyć jedno z nich… Powiew mógłby zrobić coś, co zawstydziłoby EAM!
A tak… skończymy z jakimiś śpiewającymi fokami.
Niestety, nie doceniłam kampanii zrobionej przez Juliana. Zwyczajnie nie doceniłam. Nie wiedzieć, czemu, większość magów przyklasnęła "wyjściu z cienia Aurelii". To takie… niesprawiedliwe wobec niej. I głupie. I nieefektywne.
Aurelia, jakakolwiek by nie była… To ona stworzyła Powiew Świeżości. I jest to coś, z czego powinniśmy być dumni. Nie wstydzić się. Przecież dzięki Kamili mamy perfekcyjny system zabezpieczeń. Marzenie Aurelii się spełniło. Wreszcie wszyscy są bezpieczni!
Jaka szkoda, że ona nigdy już z tego nie skorzysta…


Z myśli Juliana

Aurelia… owszem, Teresa była świetna - dobre, gorące, kochające serce, nieskończona cierpliwość w tłumaczeniu, pozorowana oschłość, a gdy nikt nie widział, uśmiech dumy ze swych pojętnych uczniów… Ale Julia, tak mądra, urocza i zazwyczaj rozsądna Julia, została zwiedziona przez swe poczucie skromności i głęboką lojalność wobec przyjaciółki.
Niedobrze się stało, iż Teresa nie pokazała Julii, że nie jest nikim wyjątkowym. A raczej: że mimo swego ogromnego talentu, pasji, zaangażowania i filmowej wręcz umiejętności konstruowania cennych obiektów ze śmieci, że Julia, ów nieśmiały anioł, także potrafi osiągać wielkie sukcesy.
Teresa stworzyła zaklęcie. Jednakże Aniela jest magiem chaosu (sama mi powiedziała, trwożliwe dziewczę, gdy jej koszmary zaczęły stawać się rzeczywistością), co jedynie uzasadnia, jak udało jej się osiągnąć niewątpliwy sukces - stworzenie własnego zaklęcia.
Aniela nie posiada wycentrowanych sfer magicznych. Będę musiał bliżej się z nią zaznajomić, ale wydaje mi się, że jest czymś pomiędzy technomantą a life shaperem, co wynika z głębokiej afiliacji z nieodżałowaną i ukochaną przez wszystkich Wisną.
Posiadając głębię surowców jedyne, czego nam brakuje, to biologicznej wiedzy naukowej. Szczęśliwie, zarówno Wiktoria jak i Norbert (a w ograniczonym stopniu Maks) są w stanie służyć jako eksperci w tej dziedzinie. Jakkolwiek nie jestem najlepszym katalistą, to wraz z piękną Celestyną powinno nam się udać osiągnąć sukces.
A Jurek, który wciąż czuwa nad nami, nie dopuści, by stało się coś złego.


Z rozmowy Mariusza Węgielskiego z Barbarą Sowińską, odnośnie Fundacji

- …Nie tylko Fundacja udzieliła ośmiu stypendiów dla najzdolniejszych uczniów ale i trzech magów zdecydowało się na aktywne włączenie w program Jadwiczan. Czy… czy może Wasza Łaskawość - Barbara lekko skrzywiła się na ten tytuł - wie, czym są Jadwiczanie?
- Grupa magów chcących nauczać innych… Możnaby ich nazwać misjonarzami Fundacji. To bardzo dobre wieści.
- Przyznaję, że nazwa jest… niefortunna, jednak została zaproponowana przez pierwszego Jadwiczanina i jakoś się przyjęła. Był uczniem tien Kępacz.
- Dobrze… Ilu Jadwiczan mamy obecnie?
- Sześciu. Z czego czterech jest wędrownymi Jadwiczanami skupiającymi uwagę na mniej istotnych ośrodkach Świecy. Pozwoliłem sobie wyposażyć ich w alarmowe beacony i przygotować niewielki oddział Straży, który może szybko zareagować na ten beacon.
- Doskonale. To powinno zapewnić im bezpieczeństwo gdyby sytuacja wymykała się spod kontroli. W końcu nie wszycy popierają tą ideę.
- Dokładnie o tym myślałem. Ach, jeszcze jedno, pani.
- Słucham.
- W odpowiedzi na wzrost popularności Fundacji oraz na nakłady marketingowe biografii Jadwigi Kępacz (bardzo skuteczne, biografia jest szeroko kupowana, przynosząc zyski pani spółkom) ogólna wiedza o Fundacji, idei Fundacji oraz ideologii samej Jadwigi bardzo wzrosła. Fundacja wśród niższej klasy magów jest odbierana jako coś naprawdę wspaniałego. To jednak przesunęło opinię na temat EAM na "typową wieżę z kości słoniowej". To doprowadziło do oczekiwanego ruchu. EAM zaczęło wspierać "zwykłych magów".
- Doskonale. Gratuluję, tien Mariuszu.
- Dziękuję. Pomysł był pani, ja byłem jedynie wykonawcą.
- Jakie dokładnie akcje podejmuje EAM? I jak ustosunkowuje się do Fundacji?
- Oficjalnie EAM wyraziło zadowolenie z istnienia Fundcaji. Oficjalnie cieszą się, że coraz więcej magów pomaga innym. W rzeczywistości magowie EAM uważają, że to, co oni robią, to strata czasu. Że to, w czym pomagają, mogliby robić magowie spoza EAM. To też widać w działaniach podejmowanych - dodano nowe warunki zaliczenia dla uczniów i magów niższych roczników EAM wiążące się z pomaganiem "w prawdziwym świecie" (z odpowiednimi ograniczeniami; oczywiste, że mag Mausów nie powinien pomagać Mausom)
- Wybacz, tien Mariuszu, że wpadam w słowo - myślałeś może, żeby grupce magów EAM mających wykonać zadanie pomocy podsunąć kogoś, kto rzeczywiście takiej pomocy potrzebuje w sytuacji, w której fakt ich nauki na EAM robi różnicę?
- Nie, nie pomyślałem. To kolejny dowód wyższości światłego umysłu nad moim… <intensywnie myśli> Wasa Ekscelencjo, ten genialny pomysł jest możliwy do zrealizowania. W ten sposób, gdyby Fundacja zbierała i oszacowywała problemy, to Fundacja mogłaby przekazywać tą klasę problemów EAM jako pośrednik. W ten sposób magowie EAM mieliby problemy godne ich uwagi, ale Fundacja mogłaby tą wiedzę zbierać oraz stać się takim "oficjalnym pośrednikiem".
- Doskonale. Będziesz w stanie to zorganizować, czy mam to wziąć na siebie?
- Ależ oczywiście, zajmę się tym, Wasza Ekscelencjo. Nie ma żadnego problemu.


Z raportu Prometeusza Bankierza do Barbary Sowińskiej, odnośnie Strażników

…Po wstępnym odsianiu pozostało dwudziestu trzech magów zaangażowanych w całą strukturę. Magowie ci zdecydowali się zaadaptować komunikacyjne techniki AD zgodnie z rytuałami przedstawionymi przez Fundację jako wariacje odpowiadających im chaotycznych artefaktów i rytuałów komunikacyjnych AD. Już tutaj widać słuszność współpracy między Strażą a Fundacją. Fundacja otrzymała też od Straży szczątki pokonanego potwora, którego uważa się za stworzonego przez siły Inwazji.
Straż ma wysokie morale i jest zdecydowana bronić całego obszaru przed siłami Inwazji oraz ingerencją czarnych gildii oraz czarnych viciniusów…


Z rozmowy Venomkissa z Barbarą Sowińską, bardzo dziwny temat

- Lady Barbaro?
- Tak, Er-Lordzie?
- Przybywam z drobną, nieformalną prośbą. - Barbara uniosła jedną brew.
- Słucham.
- Potrzebni mi profesjonalni intryganci. Chcę wypchnąć jednego, całkowicie nieważnego czarodzieja ze Srebrnej Świecy.
- Kogo i dlaczego?
- <tymczasowo poza konspektem> Dlaczego… Bo piękna dama sobie tego życzyła. Czarodziej ten nie stanowi żadnego zagrożenia dla Srebrnej Świecy. Nie stanowi też dla niej zysku. Pławi się w swojej indolencji i niemożności. Poza Srebrną Świecą będzie zmuszony do rozwinięcia skrzydeł, nawet wbrew swojej woli. Koniec ze słodkim marazmem.
- Skąd zainteresowanie jakimś mało znaczącym magiem Świecy? Ciężko mi sobie wyobrazić Ciebie, Er-lordzie, ulegającego wdziękom nawet najbardziej uroczej damy.
- W tej damie nie ma nic uroczego. - Venomkiss udał wzdrygnięcie. - Ostatnio im mniej mam z nią do czynienia, tym jestem szczęśliwszy. Ale, - Venom udał zaskoczenie - zapomniałem powiedzieć Ci, co z tego będzie dla Ciebie, szlachetna Lady.
- Venom, jeżeli ten mag rzeczywiście w Świecy się marnuje i popada w marazm, to sama go wykopię.
- Zbyt mało nie lubiany, by być prześladowany. Wystarczająco nielubiany, by nie chciano mu pomóc. Zbyt ubogi, by prowadzić laboratorium jak kiedyś Jadwiga Kępacz i Aurelia Maus. Zbyt znaczący i głośny, by któryś mistrz wziął go jako ucznia bez ryzyka politycznego. I zbyt nieznaczący, by próbować emancypacji. Albo go wywalisz, albo przyjmij do swojej Fundacji. Zważ, że ją trochę skopmromitujesz tym ruchem. Ma za mało sukcesów i zbyt wiele absolutnie kompromitujących porażek, by ktokolwiek brał go poważnie. Słabsi od niego się zeń śmieją. I słusznie. Dama, z którą rozmawiałem, życzy go sobie poza Srebrną Świecą. A z pewnych przyczyn chciałbym jej życzenie spełnić.
- Wiesz, Venom. Taka pozycja nie jest niczym niezwykłym w Świecy. Wielu magów jest na pozycji, z której nie mogą ruszyć w żadną stronę. Właśnie dla nich przede wszystkim powstała Fundacja. Ale - Barbara uniosła palec, powstrzymując wypowiedź Venomkissa - Fundacja jest dla magów, którym chce się przynajmniej na tyle, żeby przyjść do Fundacji i poprosić o pomoc. Moi ludzie nie chodzą po magach prosząc, by przyjęli stypendium. To magowie przychodzą do mojej Fundacji. Jeśli on nie przyszedł, są dwie możliwości: nie wie o Fundacji lub mu się nie chciało. W pierwszym przypadku jest chyba ślepy i głuchy, w drugim… no cóż, ja nie szukam magów.
- Na pewno wie o Fundacji.
- W takim razie albo nie ma pomysłu, co ze sobą zrobić, albo uznał, że Fundacja i tak mu nie pomoże.
- Nie wiem, jakie dokładnie są jego powody. Może chce przeczekać… Ostatnio był bohaterem kilku skandali. Oczywiście - Venom uśmiechnął się złośliwie - wszystko ze swojej winy.
- Wiesz… nie mam w zwyczaju wyrzucać magów ze Srebrnej Świecy.
- Jest mag - w Twej Fundacji - o którym krążą paskudne plotki. Podobno skończył EAM. Podobno jest kompetentny. Podobno jest perłą w Twej koronie… Sęk w tym, że nic z tego nie jest prawdą.
- O takich plotkach bym wiedziała…
- No dobrze. Powiedzmy, że to nie są plotki. Ale, przez czysty przypadek - i mówię to najzupełniej szczerze - Venom spoważniał. - dowiedziałem się o takim magu w Fundacji. On w tej chwili próbuje robić to, co każdy szanujący się oszust.
- Budować historyjkę? Może robić szum dookoła siebie, jeśli tak właśnie działa…
- Tak. Teraz, usunięcie <maga> pozwoli na znalezienie dowodów przeciwko oszustowi. Plus, jest jeszcze jeden zysk dla Twojej Fundacji. Jak wiesz, w AD znajduje się ta Aurelia Maus. Powiązana z Jadwigą Kępacz, imieniem której nazwano Fundację.
- Słucham dalej.
- Aurelia posiada dość sporą wiedzę na temat działań Jadwigi. Jej życiorysu i niedokończonych projektów. Dodatkowo, co przyznaję, jest bardzo utalentowana. Powyżej poziomu Quasar. Powyżej poziomu Sabiny z KADEMu.
- Jest dobra. Wiem, czytałam jej kartotekę. Jeśli dużo się nie zmieniło, to tego mniej więcej bym się spodziewała.
- Z pewnością dałoby się dyskretnie wykorzystać umiejętności bądź wiedzę Aurelii na rzecz Fundacji. Oczywiście, nikt nie może wiedzieć, że Ci pomagała. Ale ja ani ona nic nikomu nie powiemy.
- Brzmi… interesująco. Ale mam jedno pytanie. Czy to właśnie Aurelii tak zależy na wyrzuceniu tego maga? Pytam dla własnej informacji.
- Nie jestem pewny. - Barbara uniosła obie brwi pytająco. - Odkąd Aurelia trafiła na Fazę, zaczęła zachowywać się inaczej. Zaczęło się to po zniszczeniu EIS na KADEMie.
- Czyli to była Aurelia.
- Technicznie tak.
- Ale nie zachowywała się tak, jak spodziewałbyś się tego po Aurelii.
- Więcej. Aurelii na niczym nigdy nie zależy. Nie możesz jej do niczego przekonać. Nie działa na nią kij ani marchewka rozumiane w normalny sposób. Nie żyje poza swoimi projektami i o nikogo nie dba. Ma też określone manieryzmy. Osoba, z którą rozmawiałem, nie zachowywała się jak Aurelia.
- Rozumiem… Chcesz dać jej to, czego ona chce, żeby zobaczyć, co stanie się dalej. Mam rację?
- Tak. Dokładnie tak.


Z raportu Mariusza Węgielskiego do Barbary Sowińskiej odnośnie reakcji na Straż

…Wielu magów zareagowało entuzjastycznie będąc świadomymi, że są siły terminusów, którym zaufać, że nie będą przejmowały się polityką. Już pojawiły się pierwsze zapytania, czy można prosić Straż o ingerencję w sprawach nie związanych stricte z Inwazją, a też związanych z potencjalnym działaniem viciniusów - rzeczy, które gnębią magów i nie są powiązane z polityką. Pod tym względem Straż jest ogromnym politycznym sukcesem, objawem Waszego geniuszu. Legitymizuje Straż zwłaszcza Fundacja - jeden z Jadwiczan już raz wezwał Straż na pomoc, by poradzić sobie z paterplesem (zwierzchnik utopców), którego znalazł stosunkowo niedaleko Chechła.
Straż jednak wywołuje też zarzuty o tworzenie prywatnej armii w strukturach Srebrnej Świecy. Oczywiście, ja wiem, jak wielka to nieprawda, ale niektóre głosy są trudne do uciszenia. Wiem już o dwóch grupach podobnych do Straży, działających w środowisku terminusów sformowanych dookoła idei, za którymi jednak stoją wpływowi książęta Srebrnej Świecy. Interesujące, że formuje się jeszcze jedna grupa, za którą jednak nikt nie stoi. A przynajmniej - nie zauważyłem. Wszystko przekażę w raporcie Waszej Miłości, jak tylko będę pewny, że podaję fakty a nie plotki…


Z myśli zadowolonej mistrzyni Bożeny Rydlówek, nauczycielki na EAM

Tien Barbara Sowińska - być może nieświadomie - zrobiła coś naprawdę wielkiego.

Fundacja imienia Jadwigi Kępacz… uczyłam Jadwigę. Cieszę się, że jej dobre serce i kompetencja zostały należycie docenione, zwłaszcza teraz, po latach, gdy EAM próbuje się zregenerować po okresie Zaćmienia i dohodzi do walki między dwoma koncepcjami.

Nie da się zaprzeczyć, że EAM strasznie podupadło. Przywrócono do nauczania nawet mnie, osobę, która już była na emeryturze - ale EAM musi trwać. Mimo, że Zaćmienie usunęło większość kadry i zdezaktualizowało większość wiedzy.

Jaka wielka szkoda, że nie uhonorowano drugiej połówki tej pary, Aurelii Maus. Trudno jednak zrobić coś takiego w aktualnym klimacie politycznym, zwłaszcza, gdy się kłopotliwie okazało, że Aurelia żyje i wysadziła Rdzeń Interradiacyjny.

Cieszę się. Tak wybitny umysł, tak genialna czarodziejka… jedyną nowożytną osobą tak utalentowaną jak Aurelia Maus jest Robert Seton. A w odróżnieniu od niego Aurelia kończy swoje projekty. Też, jak Jadwiga, ma złote serce, gdyby tylko była trochę bardziej… albo trochę mniej…

Najważniejsze jest w tym wszystkim jednak to, że wizja Jadwigi i Aurelii po latach zwyciężyły. EAM jako służba cywilna. Owszem, z uwagi na Zaćmienie nie mamy kadry a uczniowie będą musieli pomagać częściowo pozostawieni samym sobie, ale jak młoda Oliwia Sępiak udowodniła, jest to możliwe. Są magami EAM, są w stanie osiągać sukcesy tam, gdzie normalny mag zawiedzie.

A przynajmniej, tego od nich powinno się oczekiwać, a nie "parasolu ochronnego" z rodu.


Fragment formalnego protestu złożonego ku władzom EAM przez mistrza Błotnickiego

…jakoś nie zauważyłem, by osoby najbardziej optujące za opcją "służby cywilnej" i pomaganiem innym magom spoza EAM same rzucały się w wir pomocy czy to osobiście, czy w sposób pośredni udostępniając wiedzę czy swoje prywatne środki. Uważam, że jest to wykorzystanie doskonałego pretekstu - konieczność ratowania dobrego imienia EAM wobec Fundacji imienia Jadwigi Kępacz - celem zmniejszenia liczby jednocześnie znajdujących się na Akademii studentów celem ulżenia kadrze, która nie daje zwyczajnie rady.

Zaznaczam - tien Jadwiga Kępacz pomagała, ale nie zmuszała nikogo do pomocy. Jaki skutek może mieć zmuszenie grupy młodych magów do pomagania osobom niezdolnym do audytowania prawdziwego wyniku tej pomocy? Chyba, że audyt mają zapewnić osoby do tego zdolne, jak na przykład kadra EAM… której jest za mało na prowadzenie regularnych zajęć. Moim zdaniem będzie to wizerunkowa katastrofa oraz marnowanie czasu najbardziej uzdolnionych magów Srebrnej Świecy, w wyniku czego EAM może się nie podnieść po Zaćmieniu…


Z myśli Fryderyka Bełkotka, nauczyciela-seniora na EAM, o kondycji uczelni

EAM jako uczelnia umiera. Tak jak teraz jeszcze nigdy nie było.

Najpierw cała ta sprawa z Zaćmieniem, w wyniku którego większość kadry straciła moc magiczną. Następnie grupa głupich terminusów, którzy naruszyli integralność i niezawisłość EAM i usunęli pamięć wszystkich magów EAM którzy stracili moc… a przecież nie było potrzebne kasowanie pamięci naszym kolegom, do uczenia, nawet na EAM, nie jest potrzebna duża moc; wystarczy odpowiedni sposób używania tej magii.

W wyniku tego przywrócono do służby emerytów oraz powołano kadrę spośród osób nie do końca się do tego nadających - co sprawiło, że "wojny rodów Srebrnej Świecy" po raz pierwszy w historii EAM pojawiły się na tej uczelni. A wszystko to z powodu głupiej dumy i niemożności przyznania się do skali zniszczeń jakie Zaćmienie spowodowały na EAM. Trzeba było zamknąć Akademię na trzy lata. Ale nie było to możliwe z przyczyn politycznych, lepiej żyć fikcją…

Nie wiemy też, jakie szkody Zaćmienie wyrządziło naszym uczniom. Nie wiemy tego i już - pojawiły się przyczyny polityczne uniemożliwiające na weryfikację tego i usunięcie już nie pasujących jednostek z EAM. Podejrzewam, że wypadek z Persefoną Tannenbaum (który nigdy by się nie przydarzył gdybyśmy mieli odpowiednią kadrę w odpowiedniej ilości) był przykładem uczennicy, której moc uległa zaburzeniu po Zaćmieniu.

Teraz ta próba poprawy wizerunku EAM i sprawienie, by EAM stało się czymś, czym nigdy nie było. Jadwiga Kępacz była chlubnym wyjątkiem, ale teraz nie moment, by EAM szła tą drogą. EAM musi zrobić to co KADEM, skatalogować zmiany, dowiedzieć się jak zmieniła się magia, odpowiadać na problemy…

Co za czasy… to nie Akademia wstydzi się swojego starego rezydenta, który nie ma dokąd pójść - to ja zaczynam wstydzić się za to, co pozostało z mojej ukochanej Akademii…


Z rozmowy Eweliny z Tomkiem

- Witaj. Masz chwilę, żeby porozmawiać?
- Tak. Zawsze mam chwilę dla swoich studentów. - Tomek przetarł znużone oczy. Ewelina przyjrzała mu się uważnie.
- Może lepiej się prześpij? Nie wyglądasz najlepiej.
- Technicznie nigdy nie wyglądam najlepiej - uśmiechnął się. - Mam dość sporo do zrobienia i niestety, to musi być zrobione. Sama wiesz, jak to wygląda.
- Na przykład z pająkiem?
- Też… Niestety, KADEM nie jest bez wad. Choć wszyscy będą starali się mówić coś innego.
- Ja właśnie pośrednio o tym chciałam porozmawiać.
- Słucham zatem. Czy coś się stało?
- Co wiesz na mój temat? - Ewelina odpowiedziała pytaniem.
- Jedno z tych pytań, na które nikt nigdy nie chce odpowiadać, żeby nie zdradzić się ze swoją żałosną niewiedzą.
- Muszę wiedzieć, jak bardzo jest żałosna. - Ewelina puściła oczko.
- Wiesz co… Nędza. Wiem tylko tyle, że przyłączyłaś się do KADEMu bo coś Ci zagraża i że KADEM, w odróżnieniu od "normalnego maga" - Tomek ostatnie słowa powiedział z przekąsem - jest środkiem do celu a nie celem samym w sobie.
- Prawda… ale bynajmniej nie cała.
- "To" nigdy nie jest cała prawda.
- No dobrze… Zacznijmy od początku. Jestem magiem sprzed Zaćmienia. Pochodzę z rodziny ludzkiej i nigdy nie wiązałam swojej przyszłości z magią. Mistrz nauczył mnie zasad poruszania się w świecie magów, wiem, kto jest kim i tak dalej. Nigdy nie skończyłam studiów. - Ewelina z ciekawością obserwowała reakcję Tomka. Ten wzruszył ramionami. - Nigdy nawet na studia nie poszłam.
- Więkzsość magów nie ma tak wiele wspólnego ze studiami jak im wydaje się, że powinni.
- Zamiast marnować pięć lat i skończyć w urzędzie pracy skończyłam odpowiednie kursy i jestem fryzjerką i kosmetyczką.
- Moim zdaniem to całkiem dobre rozwiązanie. Studia bardzo często nie kształcą.
- Wiem. Mam brata. Poszedł na studia.
- A, o nim też słyszałem.
- Nawet nie dziesiątą część. Ale nie o niego chodzi.
- Jest to fascynujący przypadek. - Ewelina jedynie westchnęła. - Innymi słowy - zaznaczył Tomek - wyrazy współczucia.
- Dzięki. Ale zbaczam z tematu. Do niedawna mieszkałam z rodzicami i bratem w Białowieży.
- Tego nie wiedziałem.
- Cóż… W kilku zdaniach, mój mistrz, który od zawsze się mną opiekował, a po Zaćmieniu zdołał nawet czegoś nauczyć mojego braciszka - zakałę, obudził nas w środku nocy i kazał się pakować, mówiąc, że "znaleźli go" i że mamy uciekać. Wykorzystał jakieś stare przysługi i odesłał nas w bezpieczne, jego zdaniem miejsce. Powiedział, że może nie dać rady im uciec i że upewni się, że "oni" nie zdołają z niego nic wyciągnąć na nasz temat.
- Jak na razie… Brzmi niepokojąco.
- Od tej pory nie było od niego znaku życia. Co gorsza, dotarła do mnie informacja o sygnale martwej ręki. - Ewelina spojrzała na Tomka upewniając się, że ten rozumie. Tomek jedynie westchnął. - Nie zostawiam… nikogo.
- To Ci się chwali. - Powiedział Tomek bez cienia ironii.
- Siedząc w tym 'bezpiecznym miejscu' nie mam pewności, że po pierwsze mistrz rzeczywiście zdołał upewnić się, że owi "oni" nas nie znajdą. No i… na pewno nie mam jak mu pomóc. Jeśli on nie dał rady, to ja na pewno nie dam.
- "Oni"… - Ewelina ponuro wzruszyła ramionami pod spojrzeniem Tomka.
- Niestety, wiem tyle, co i Ty w tej kwestii.
- Jak rozumiem, zależy Ci na tym, by upewnić się, że Twojemu mistrzowi nic nie grozi.
- Nie. Wiem, że mu coś grozi. Patrząc po jego przerażeniu, może nawet nie żyć. - Tomek spojrzał na Ewelinę poważnie, wahając się, czy coś powiedzieć. Po chwili uznał, że tak.
- Boisz się tej gorszej alternatywy, prawda? Że żyje, ale już nie on.
- Tak… to jest ta opcja, która… - Ewelina nie dokończyła zdania.
- Rozumiem. Zastanawia mnie to, co mówisz. "Oni"… Gdzieś w tamtym obszarze. Nie kojarzę żadnej liczącej się siły działającej w tamtym obszarze. Żadnej mało liczącej się też nie kojarzę. - Tomek zastanowił się chwilę. - Nie mówię, że KADEM wie wszystko, ale zwykle był dość zorientowany w temacie gildii czy innych zagrożeń.
- Żadnej liczącej się gildii nie ma w okolicy poza może placówką Świecy. Ale niedużą. Mag może przeżyć całe życie nie będąc w ani nawet nie kontaktując się z gildią. Posłuchaj… - Ewelina zawahała się trochę. - Powiem coś teraz, ale nie doszukuj się w tym podtekstów, tylko przyjmij to jak jest, dobrze?
- Słucham. - Tomek westchnął. Już wiedział, że to mu się nie spodoba.
- Powiedziałeś, że KADEM jest dla mnie środkiem, nie celem. Masz rację. Przyłączając się, liczyłam na to, że KADEM, jako - mimo wszystko - potężna gildia będzie w stanie pomóc mi uratowaniu mistrza lub przynajmniej poznaniu jego losu. A… nie dzieje się tak. Każdy kolejny dzień zmniejsza nadzieję, że cokolwiek da się uratować lub choćby dowiedzieć. Dopuszczam opcję odejścia, jeśli KADEM zabroni mi pójść tym tropem. I jeszcze trochę, a pójdę sama. - Spojrzenie Eweliny mówiło, jak ocenia swoje szanse. Tomek westchnął.
- Nikomu tym nie pomożesz.
- Ale przynajmniej spróbuję.
- Jest to dobry argument. Być może - zaznaczam, niczego nie obiecuję - ale być może będę w stanie Ci pomóc. Jeżeli sytuacja wygląda tak, jak mówisz, a nie mam powodu, by Ci nie wierzyć, to gdzieś tam jest w niebezpieczeństwie czarodziej. Co więcej, KADEM, do którego ja się przyłączałem, dbał o swoich magów.
- Mój mistrz nie należy do KADEMu. I wiem, że KADEM jako taki nie ma interesu, by mu pomóc, nawet, jeśli prosiłam o to osobę, z którą rozmawiałam na początku.
- Ech… Czasami robimy to, co zwyczajnie trzeba zrobić. Niezależnie od tego, czy mag należy do KADEMu czy nie. Przykładowo, mam dobrą opinię o Twoim mistrzu ponieważ Ty jesteś osobą moralną. Jesteś osobą bardzo odmienną od Twojego brata. Osobą godną szacunku. Nie zawsze się zgadzamy, ale jesteś osobą, z którą da się pracować. Mamy różne doświadczenie, różne punkty widzenia, ale to nie jest problem, tylko pewna komplikacja.
- Dziękuję. Ale opinię o moim mistrzu opierasz tylko o moje słowa.
- Nie. Zważ, że mówisz o swoim mistrzu w superlatywach i jesteś osobą moralną. O swoim bracie, mimo, że z Twojej krwi, nie mówisz w superlatywach.
- Bo mi kołkiem w gardle stają.
- A jednak o swoim mistrzu mówisz pochlebnie. Rozumiesz, co mam na myśli?
- Rozumiem. Choć nawet nie zamierzam udawać, że o mistrzu wiem więcej niż sam mi powiedział.
- To w tej chwili nie ma takiego znaczenia. Na pewno jednak ma problem. To jest fakt.
- Tak… a ja chcę mu pomóc. Nie… nie robi mi różnicy, czy jestem w gildii czy nie. Tu, na tych terenach mag nie bardzo ma wybór.
- Nie powiedziałbym, że nie ma wyboru - Tomek zmarszczył brwi. - Gildie próbują kontrolować swoich członków, ale wbrew temu, co wydaje się gildiom, zwyczajnie to nie działa. Przykładowo - Napił się zimnej kawy stojącej na biurku, po czym się skrzywił. - Nie cierpię zimnej kawy… Nie wypiłem na czas. Aha. - Potrząsnął głową, wracając do tematu. - Gdy Wojtek ruszył wam na pomoc z tym krzesłem, nikt z KADEMu o tym nie wiedział. A przecież Wojtek jest… był - poprawił się - pod opieką Norberta, jednego z najbardziej, hm… opiekuńczych? magów KADEMu. Dopiero, gdy zaczęło być bardzo źle, wezwał Ewę. Więc nie jest tak źle. Wbrew temu, co wszystkie gildie twierdzą, - zaśmiał się - a co innego mają twierdzić? Magowie są autonomiczni. Gildie to tylko możliwość "wezwania kumpli z podwórka". A jeżeli ktoś uważa, że gildie go zbyt ograniczają lub że nie chcą wspierać poglądów, z którymi się nie zgadzają, zawsze pozostają gildie planktonowe. Przykłądowo, Powiew Świeżości, który próbuje budować nowy, lepszy świat i dzielić się wiedzą ze wszystkimi, niezależnie od gildii czy Spokojny Świat, gildia, która próbuje maksymalnie odciąć politykę od swoich członków i jest gildią planktonową postrzeganą jako "bez ambicji". Chcą po prostu znaleźć w tym nowym świecie po Zaćmieniu miejsce, by spokojnie żyć. Nie, nie miejsce - Tomek się poprawił - sposób.
- Ale nie będąc w żadnej gildii nie jestem w stanie pomóc mistrzowi. A te, jak je nazwałeś, gildie planktonowe, są po prostu za słabe. - Ewelina westchnęła. - Nie zrozum mnie źle. KADEM… ludzie nie są tu źli. Znaczy, magowie - Ewelina poprawiła się. - Ale… nie jestem tu u siebie. Znam tylko Wojtka. On znał kiedyś mojego mistrza. Inni… Z Rupertem poznałam się w dość niefortunnych okolicznościach, przy okazji podpadając Diakonce, Ewa mnie zrugała jak tylko mnie zobaczyła, to chyba u niej normalne… Ale nie znam tu nikogo. I nie mam kogo poprosić o pomoc.
- Czekaj. - Tomek wpadł jej w słowo. - Wojtek znał Twojego mistrza. Ten sam Wojtek?
- Tak, mistrz go kiedyś uczył. Ale to było dawno temu. Kilka, nie… w sumie już kilkanaście lat. Chyba jestem stara… - Ewelina mruknęła do siebie cicho. - Potem Wojtek pojechał szukać lepszego miejsca. Znaczy… rodzice mu się przeprowadzili. Nie bardzo miał wybór. Raczej niewiele pomoże jeśli chodzi o jego poszukiwanie.
- Nie o to mi chodzi… To znaczy, że jakieś o nim informacje będą w rekordach KADEMu. - Tomek zamachał ręką. Ewelina zmarszczyła brwi.
- Niby czemu? Jakiś mistrz, z jakiejś zapadłej dziury, o którym nic nie wiadomo…
- Dowcip polega na tym, że w odróżnieniu od Świecy KADEM sprawdza takie rzeczy. - Widząc pełną niewiary minę Eweliny dodał. - Nie, naprawdę. To pozwala na lepsze określenie kierunków edukacji, profilu oraz pozwala na uniknięcie powtarzania tych samych błędów. Tyle… - Tomek się zasępił. - Tyle, że możemy tego nie mieć o Wojtku. Muszę sprawdzić. - Nie czekając na zachętę Eweliny, Tomek kontynuował. - Wojtek wpierw został zwerbowany przez Bernarda, a dwa tygodnie później sam poprosił o przeniesienie pod Sabinkę. Nie wiem, co go podkusiło. Najpewniej Sabinka. Potem zlitowała się nad nim Ewa - tak, naprawdę. Zrobiła jakąś skomplikowaną intrygę, (które pasjami uwielbia) w wyniku której Norbert był zmuszony wyleczyć Wojtka i wsadzić go na tydzień na leczenie kanałów magicznych.
- Zlitowała? Naprawdę? Boże, chroń mnie od moich przyjaciół, z wrogami sobie poradzę. - Ewelina uniosła oczy do sufitu.
- Uwierzysz, jak Ci powiem, że alternatywa była gorsza? W sumie nie, nie kończ. Wiem, że nie.
- Chętnie posłucham, ale mogę prosić o wersję skróconą?
- Tak. Ewa wykorzystała słabość Sabinki i doprowadziła do tego, że jeden z dowcipów Sabinki nie był niegroźny, a był bardzo niebezpieczny. Technicznie, Wojtek został bardzo naenergetyzowany, prawie skażony, a "przypadkiem" w pobliżu znajdował się Norbert, którego Ewa poprosiła o asekurację, gdy będzie uczyć stawiać tarcze swoich uczniów.
- Biedni… Ale nie rozumiem, czemu Ewie zależało na odsunięciu Wojtka od Sabiny.
- Nikt tego nie wie. Poza tym jednym nic już nie jest sekretem. A ja nie pójdę Ewy spytać.
- Rozsądnie.
- Zauważ jedną rzecz, Ewelino. - Tomek spojrzał jej prosto w oczy. - To nie jest sekret. Wszyscy to wiedzą. Łącznie z Ewą czy Sabinką. A jednak Sabinka "straciła prawa" do Wojtka. Zauważ, że niekompetentny opiekun może stracić podopiecznego. Jeżeli zarówno podopieczny jak i obaj opiekunowie, nowy i stary, się na to zgodzą. Zauważyłaś to, prawda?
- Tak… Będę musiała kilka spraw przemyśleć. Jednak wciąż wątpię żeby w danych KADEMu było coś naprawdę cennego - jeśli będzie cokolwiek - o moim mistrzu. - Ewelina wzruszyła ramionami.
- Ja też. Jednak nawet fakt, że uczył kogoś, kto został magiem KADEMu, może pomóc.
- W tej chwili nawet dwóch ktosiów.
- Tak, jak z Twojego punktu widzenia KADEM niewiele dla Ciebie robi, tak Ty z punktu widzenia KADEMu niewiele robisz dla KADEMu.
- Cóż… możnaby się kłócić. Może ta proto czarodziejka to był przypadek, ale zawsze… - Ewelina spojrzała w oczy Tomkowi wzruszając ramionami. - Ale to nie ma znaczenia. Zresztą… co takiego "dla KADEMu" robią na co dzień wszyscy inni?
- Nie, tą jedną rzecz muszę Ci wyjaśnić. Popatrz: - Tomek rozsiadł się na swoim krześle. - Kojarzysz Andżelikę?
- Tak… Bardzo źle zniosła wypad pod namioty. Dopiero nowa fryzura trochę poprawiła jej humor. Ale żal mi jej.
- Andżelika nie jest jedną z najbardziej pożytecznych osób na KADEMie, co wynika z charakterystyki jej mocy, doświadczenia i uprzedzeń. A jednak, nawet osoba tak… mało mogąca jest dla KADEMu korzystna. Gdy nie chodzi na zajęcia i nie unika kolegów, często chodzi do hali symulacji i tam próbuje znaleźć powiązania pomiędzy poszczególnymi zaklęciami, które są używane od czasu Zaćmienia. Przykładowo, para kula ognia oraz tarcza deflekcyjna; oba zaklęcia w różnych wariantach. Następnie sprawdza w archiwach KADEMu raporty o tych wariantach sprzed Zaćmienia i zbiera raporty magów używających tych zaklęć obecnie. Kataloguje najdrobniejsze zamiany i uaktualnia Wektor Sigma oraz halę symulacji, po czym sprawdza, czy na bazie uaktualnionych przez nią danych można przewidzieć działanie innych zaklęć, po czym sprawdza i je w praktyce.
- No dobrze… - Ewelina przeciągnęła ręką po twarzy. Tomek uniósł rękę, aby kontynuować.
- Co więcej, Andżelika niczego od KADEMu się nie domaga. Pomaga również KADEMowi w kwestiach formalnych kontaktów ze Srebrną Świecą. Również robi to "tak po prostu". Ty miewasz zrywy, ale potęga grupy nie jest budowana na heroicznych zrywach a na stałej pracy. Nie zrozum mnie źle. - Tomek uśmiechnął się krzepiąco. - Efektowne akcje i zrywy też są potrzebne. Najlepszy przykład, Jakub Urbanek i Ewa Zajcew.
- A uwierzysz, że wcale nie pragnę, jak to nazwałeś "heroicznych czynów"? Chcę pomóc mistrzowi, ale jeśli widzę kogoś, komu mogę po prostu pomóc, to to robię. Nawet, jeśli jest to po prostu zrobienie fantazyjnej fryzury. No i jako wróżka czasem dostaję od ludzi sygnały o wartych sprawdzenia rzeczach. Ale nie bardzo wiem, co poza tym mogłabym robić. Zresztą… magia raczej nie jest dla mnie pierwszym rozwiązaniem… Nigdy nie była. Może tu po prostu nie pasuję… Ale moja lista opcji jest ograniczona.
- Za bardzo się spieszysz. - Westchnął Tomek. - I za bardzo przeszacowujesz to, co robisz. Samo w sobie nie jest to problemem. Zaczyna być, gdy przybierasz postawę roszczeniową "ale co KADEM dla mnie dzisiaj zrobił".
- Dotąd z nikim o tym nie rozmawiałam. Nikogo o nic nie prosiłam i bynajmniej nie żądam od KADEMu pomocy. Proszę o nią, ale jej nie żądam. Od chwili, kiedy mistrz nas odesłał, żyłam w strachu. Do KADEMu przyłączyłam się niecały miesiąc temu, nie oczekuj cudów w tym czasie. Robię, co mogę, po prostu nie wiem, co mogę. To obce środowisko i obcy ludzie. W dodatku, w większości młodsi ode mnie. Samo w sobie nie jest to problemem, ale przez to zakładają, że wiem rzeczy, które uważają za oczywiste. Nie zarzucaj mi, że nic nie robię. A co do efektownych akcji… o tym nieszczęsnym krześle dowiedziałam się, bo córka moich gospodarzy, zwykła dziewczyna, nie mag, poprosiła mnie o pomoc dla swojej koleżanki. A potem okazało się, że jest tam demon i nagle dostałam ofertę przyłączenia się od KADEMu. Nie wiedziałam, na co się piszę i wciąż staram się odnaleźć. Ale o ile ja mam na to czas, mój mistrz nie.
- Nie chodzi mi o Twoją sytuację. Chodzi mi o Twoją postawę. Oczywiste, że Twojemu mistrzowi trzeba pomóc teraz. Nie oznacza to jednak, że postawa typu "KADEM dla mnie nic nie robi" w połączeniu z "KADEM ma ze mnie takie zyski"…
- Argh… Dobrze, najwyraźniej nie umiem przekazać tego, o co mi chodzi. Nie zrozumiałeś mnie. Po pierwsze, KADEM nie musi nic dla mnie robić. Owszem, przyłączyłam się z nadzieją, że uda mi się zdobyć pomoc dla mistrza. I po prostu się o niego martwię. Nie zamierzam nikogo szantażować, przykro mi, jeśli tak odebrałeś moje słowa. Jedyne, co miałam na myśli to to, że ważniejsze jest dla mnie pomożenie mistrzowi niż przynależność do jakiejkolwiek grupy czy gildii. A czy KADEM ma ze mnie zyski… nie umiem oszacować. I staram się pomagać, choć najwyraźniej niewystarczająco, żeby zostało to zauważone. Cóż… Muszę wymyślić, jak ktoś taki jak ja może przydać się bardziej… - Ewelina była lekko zasmucona
- Nie musisz nic wymyślać. Po pierwsze, jeszcze się wdrażasz. Nic dziwnego, że tego jeszcze tak nie widać. Po drugie, od tego jest opiekun. Pomogę Ci znaleźć coś, w czym możesz się po prostu przydać, jeżeli chcesz. A jeżeli chodzi o brak zauważenia… widać. Problem polega na tym, że jesteś jak ten rycerz, co przyniósł smoczą głowę, dwa dni temu inny rycerz zabił mantykorę terroryzującą okoliczne wsie, a w poprzednim tygodniu trzech innych rycerzy ubiło licza. Rozumiesz?
- Rozumiem. Ale nie jestem rycerzem. Jestem najwyżej ciurą obozowym, który akurat miał szczęście i rzucił włócznią w akurat odpowiednim momencie. I nie chcę być rycerzem. Nie chcę jeździć na białym rumaku z mieczem u boku. Jestem szczęśliwa zajmując sie pracami obozowymi. Zresztą nieistotne. Chcę uzyskać pomoc dla swojego mistrza. Jest to mój priorytet. Jeśli uzyskanie tej pomocy wymaga dodatkowej pracy, chcę wiedzieć, co muszę zrobić i to będzie zrobione. Nie oczekuję forów czy taryfy ulgowej. Jeśli nie jest możliwe uzyskanie pomocy tutaj, poszukam innych możliwości. Znowu, to nie jest groźba czy tupanie nogą. Po prostu tak jest. I nie będę uważać, że ktokolwiek mnie oszukał czy wyprowadził w pole. Czy jest to odpowiednio uczciwe postawienie sprawy?


Z myśli Andżeliki Leszczyńskiej, po usłyszeniu decyzji Kuby

Ale… jako to? Czemu? Dlaczego mam być wychowanką Norberta Soneta zamiast samego Lorda Urbanka? Czy coś zrobiłam nie tak? To znaczy… Prawda, zgadzam się, nigdy go nie ma, ale od kiedy to jest problem? Radzę sobie naprawdę dobrze.
Norbert Sonet nie ma żadej pozycji w Srebrnej Świecy! To jest całkowita degradacja! Nikt w KADEMie nie ma takiej pozycji jak sam Lord Urbanek…
Wiedziałam, że to zbyt piękne, by mogło trwać…


Z raportu do dowództwa Pretorian Umbry

…i z wielkim żalem muszę zgłosić, że nasz paterples został zniszczony przez wrogie siły. Zgodnie z planem pojawiły się próby wprowadzenia na teren jeziora Chechła viciniusa, który mógłby być odpowiedzialny za nasze niektóre działania. Udało się dojść do porozumienia z paterplesem, viciniusem znanym z umiejętności negocjacyjnych i możliwym do dogadania się. Niestety, zanim udało się zapewnić pełną kooperację ze strony paterplesa, został on zniszczony przez coś, co wyglądało jak włócząca się banda magów Srebrnej Świecy. Najpewniej polowali na quarki. W związku z powyższym jestem zmuszony rekomendować nie podejmowanie prób wykorzystania viciniusów w podobny sposób. Koszty tej operacji wyniosły…


Rozmowa Tomka i Marty po rozmowie Tomka z Eweliną

- …to jak już wyjaśniła mi pani pozostałe tematy; niepokoją mi ci inni ze wschodu.
- KADEM nie posiada informacji o tym, żeby na wschodzie miały się znajdować jakieś nieznane siły.
- A czy KADEM posiada informacje sugerujące, że na wschodzie nie ma takich grup?
- Nie. Mamy pewien obszar działania i tam akurat nikogo nie mamy.
- Żadnego zwiadowcy?
- Po co? KADEM nie ma ambicji mocarstwowych.
- Ale ewentualne problemy idące ze wschodu też w nas uderzą.
- Najpierw uderzą w wiele innych gildii. Lokalną sieć detekcyjną mamy. To, czego nie mamy, to dokładnego rozeznania politycznego i taktycznego odnośnie poszczególnych gildii w obszarach polskiego wschodu. Możemy spróbować dowiedzieć się czegoś przez Srebrną Świecę.
- To może być dobry pomysł. Przynajmniej, to jedyny pomysł, który ma szanse w miarę szybko zadziałać.
- …
- Ten sposób jest moim zdaniem najszybszy, zwłaszcza, że nie mamy zwiadowców, ani nikogo zdolnego do rozeznania sytuacji, a w końcu tamten mag z pewnością może poczekać tyle, ile trzeba, by skuteczne i szybkie procedury Srebrnej Świecy doprowadziły do jego odnalezienia.
- Ironia. Pozycja mistrza Eweliny Jołki jest nieznana już od ponad miesiąca. Wszystkie ślady są zatarte. Sygnał martwej ręki dodatkowo jest dość jednoznaczny.
- Ale może ktoś go widział. Ktoś go zauważył. Może ktoś nam coś powie.
- Nam? To znaczy komu? I dlaczego miałby? Jeżeli szukamy maga, który jest lubiany w swej okolicy, nikt nie zdradzi obcemu jego lokalizacji. Jeżeli szukamy maga, który zniknął lub miał problemy, a ktoś zauważył jego brak, z pewnością sprawa została przekazana do lokalnych magów z lokalnych gildii bądź filii tych gildii.
- Podobno tam nie ma typowych, ścisłych struktur Srebrnej Świecy. To obszar, w którym jest dużo niższe zagęszczenie ludności. Tam nie ma dość magów, żeby stworzyć gidlię. Owszem, Srebrna Świeca ma swoje placówki… Bo Srebrna Świeca jest wszędzie. Ale naprawdę to wszystko. To bardziej lokalni magowie, z czego część za dnia należy do Świecy, a nocą tworzą własne, bliższe swemu sercu gildie planktonowe. Tam nadal ludzie wierzą w czarownice. Nie bez powodu.
- Andżelika Leszczyńska oraz Ewelina Jołka?
- Tak. Ewelina chciała zrobić coś dla KADEMu, a wiedza, którą posiada o tamtym rejonie jest nieoceniona. Jeżeli tam faktycznie są jacyś "inni", lepiej, by dzięki wiedzy obu dziewczyn żaden z naszych ewentualnych agentów nie wpadł w pułapkę.
- Jakub Urbanek jest w tym obszarze.
- On? Dlaczego?
- W tamtym kierunku udały się siły Inwazji. W świetle tych informacji to się staje bardziej zrozumiałe.
- Siły Inwazji, czyli to, co zostało z Wisny?
- Tak.


Z myśli Tomka po rozmowie z Martą

To jest problem. Faktycznie czas, który minął, w połączeniu z sygnałem martwej ręki, nie daje temu magowi wielkich szans. Ale bardzo martwi mnie fakt, że coś tam w ogóle może być. A jeśli to jest powiązane z Inwazją, to już w ogóle powód do płaczu…
KADEM poza Kubą sam z siebie nikogo nie wyśle. Przekażę mu informacje o zaginionym magu, ale nie wiem, czy to wiele da. Wolałbym móc dać Ewelinie coś konkretnego. Niekoniecznie "pierwszy egzekutor KADEMu zajmuje się tą sprawą pomiędzy zajmowaniem się innymi sprawami" bo jej to nie uspokoi. Zwłaszcza, że nie jest to aktywne poszukiwanie, o które jej chodzi, a "może znajdę". Owszem, Ewelina zgodziłaby się zostać przynętą, ale nie chcę tego robić, dopóki nie dowiem się, z czym mamy do czynienia… Jeżeli dalej tak pójdzie, będę rozważał poproszenie o pomoc Kamili… Zobaczymy.
Na razie jeszcze nie wiem, co z tym zrobię. Nie zostawię tego jednak tak po prostu.


Z rozmowy Warmastera z Aurelią w pokoju Warmastera

- Jakim prawem wdarłaś się do mojego pokoju?!
- Nie był dość dobrze zabezpieczony. O ile się nie mylę, tu, na AD, obowiązuje prawo silniejszego.
- Nie jesteśmy zwierzętami!
- Jest to zdanie oczywiste i nie wiem, co chciałeś przez nie powiedzieć.
- Wyjdź z mojego pokoju albo będę zmuszony okazać Ci swój gniew!
- Byłaby to miła odmiana, Warmasterze.
- Co?! Jak śmiesz… się mnie nie bać?
- Osoba, która straciła wszystko, nie ma czego się bać.
- Czego chcesz? - Warmaster był bardzo zirytowany.
- Niszczysz się. - Na twarzy Aurelii nie drgnął ani jeden mięsień. - Wisna była bardzo bliska wielu magom Powiewu, ale i oni nie byli w stanie jej uratować.
- To tylko Powiew! - Warmaster parsknął pogardliwie. - Oczywiste, że nie był w stanie jej uratować. Ale ja jestem! Nie jestem magiem Powiewu, Spokojnej Starości czy jak im tam…
- Spokojnego Świata. - Poprawiła chłodno Aurelia.
- Czy czegokolwiek! Jestem magiem AD.
- Technicznie rzecz biorąc - zauważyła czarodziejka - AD jest gildią planktonową. Nie jest klasyfikowana jako taka tylko z uwagi na Srebrną Świecę i KADEM. Żadna z tych gildii nie przyznałaby, że "jakaś gildia planktonowa" pokonuje ich członków i ma dostęp do rzeczywistości, o której oni marzą.
- Nie porównuj nas do gildii planktonowych! Sama jesteś członkiem AD, nie wiesz, czym jest duma?
- Bardzo głupim uczuciem, którego próbuję unikać.
- Duma sprawia, że w ciele mężczyzny krew płynie szybciej i jest zdolny do wielkich czynów!
- Technicznie, nie ma potwierdzenia na to, że krew płynie szybciej. To, co opisałeś jest raczej działaniem adrenaliny, która występuje…
- Jesteś… jak moja nauczycielka z polskiego tylko gorsza! - Aurelii spodobała się ta obelga, więc zdecydowała się ją zapamiętać i użyć przy jakiejś okazji. - Wpadasz mi do pokoju, rozwalasz drzwi i nie dajesz odpocząć po kolejnej ciężkiej porcji eksperymentów magicznych!
- Twoja nauczycielka z polskiego wpadała Ci do pokoju rozwalając drzwi? Czy gorsza, ponieważ ona nie rozwalała drzwi… - Aurelia zgubiła się w temacie.
- Nie! Nie zmieniaj tematu! Czego chcesz?
- Z punktu widzenia naukowego; pod względem metod badawczych, formalnego przygotowania, rozumienia magii… - Aurelia zawiesiła głos - w porównaniu ze mną nie umiesz nic. - Warmaster się zapowietrzył. Aurelia nie zauważyła efektu swoich słów i kontynuowała. - Uzyskałam skany Wisny jeszcze przed jej transformacją od Julii, druida Paprotki oraz skany auratyczne od Wiktorii Diakon. Sama Wisna także współpracowała, choć niechętnie - Aurelia uśmiechnęła się do swoich wspomnień. - Po przeanalizowaniu wszystkich tych skanów stwierdziłam jednoznacznie, że jest to proces nieodwracalny. Wisna nie stała się tą istotą. Ona tą istotą była wcześniej. Innymi słowy, badania, które prowadzisz i eksperymenty, które przeprowadzasz, są bezsensowną stratą czasu i surowców.
- Skąd wiesz? Nie jesteś… Nic nie wiesz o organizmach żywych! Sama analiza aury nic nie daje! To za mało. Skąd miałabyś wiedzieć o powtarzalnych i odwracalnych rzeczach?
- Gdy zostałam Spustoszona - Aurelia wzdrygnęła się na tą myśl - sam skan auratyczny wystarczył, bym była w stanie ocenić skalę problemu. Doświadczony naukowiec, mający do dyspozycji sprzęt odpowiedniej klasy, jest w stanie wiele wywnioskować z samych pływów energii magicznych. Nie potrzebuję być ekspertem od organizmów żywych, by móc określić, czy mam do czynienia z pasożytem napływowym, czy…
- No dobra, przestań w końcu gadać! I tak nic nie rozumiem. - Warmasterowi przeszła pierwsza furia. - To co możemy zrobić, żeby jej pomóc?
- Właśnie do tego dążyłam. Nic. - Stwierdziła Aurelia z charakterystyczną dla siebie delikatnością.
- Zawiodłem ją. Gdyby nie… - Warmaster opuścił głowę. Aurelia podeszła dwa kroki do młodego czarodzieja i płynnym, odmierzonym ruchem go spoliczkowała. - Co?! Jak śmiesz? Ja Cię…!
- W literaturze to powinno pomóc na histerię. Jesteś niespotykanym przypadkiem. - Aurelia była skonfundowana.
- Jaką histerię, do cholery?!
- Tak, czy inaczej, jest lepiej. Przestałeś się nad sobą użalać.
- Nie użalam się nad sobą! Próbuję jej pomóc! Ty chyba nigdy nie straciłaś nikogo dla Ciebie ważnego!
- Straciłam. - W oczach Aurelii pojawiły się iskierki gniewu. - I dlatego właśnie chcę ukierunkować Twoje działania na coś, co może się przydać. Twoje eksperymenty to jak rzucanie rozmoczonym papierem toaletowym różnych firm w ceglaną ścianę. - Było to ulubione powiedzonko Jadwigi, za którym Aurelia przepadała. - Prędzej czy później doprowadzisz do tragedii. Albo Tobie coś się stanie, albo komuś zrobisz krzywdę. Nie jesteś na EAM, by marnować czas na głupoty.


Z rozmowy Aurelii i Warmastera, parę dni później

- …i dlatego EIS musiała zawieść.
- Na jakiej zasadzie ten "silnik EIS" oparty o Ciebie i Twoją koleżankę doprowadzał do niestabilności? To znaczy… jak to się stało, że aktualne uczucia mogły przenosić się na EIS?
- Nie chcę Ci tego zdradzać, bo jest to technika, w wypadku której lepiej by było, gdyby została zapomniana.
- Aha… - Warmaster zaczął intensywnie myśleć. - Ale byłaś magiem Powiewu. Założycielką. Ty chciałaś, żeby całość wiedzy była dostępna dla każdego. W związku z tym, czy nie jest to sprzeczne z Twoimi własnymi poglądami?
- Nie. Nie ufam Ci na tyle, by nauczyć Cię lub nawet skierować Cię na coś tak niebezpiecznego. Nie mam wątpliwości co do Twojej moralności, jednak Twój rozsądek i umiejętność oceny sytuacji pozostawiają zbyt wiele do życzenia.
- Aleś mi dowaliła…


Z rozmowy Aurelii i Warmastera, parę dni później

- …w ten sposób możemy stworzyć autonomiczne platformy bojowe bądź system zabezpieczeń oparty o klasę viciniusa.
- Czekaj. Chcesz wykorzystać to - Wskazał palcem na resztki EIS - i w jakiś sposób połączyć to z viciniusem? Z czymś, co Ci mogę wezwać? Z czymś, co ma być całkowicie zdominowane i pod kontrolą? Co ma żyć tylko po to, żeby niszczyć Twoich wrogów?
- Nie moich a ogólnie rozumianych wrogów AD. Poza tym, tak.
- Przecież to jest nieludzkie! Okrutne! - Warmaster potrząsnął głową w oburzeniu. Aurelia spojrzała na niego bez zrozumienia.
- Co?
- Istoty, które tworzę, wzywam lub wzmacniam… one nie służą tylko do tego, by dla mnie umierać.
- Przecież widziałam. - Aurelia skwitowała sucho. - Był vicinius, zniszczyli viciniusa, wyhodowałeś nowego.
- Widzisz tylko to, co laik może zobaczyć. - Skwitował Warmaster z wyższością. - Najważniejszy jest rój. Mam istotę tu, na zamku AD, która jest głównym koordynatorem. Ta istota zapewnia mi odpowiednie osobowości jako końcówki. Muszę jedynie podłączyć przedstawiciela danego gatunku do tej istoty. Na przykład gorathaula. Od tej pory mam do dyspozycji tą konkretną istotę i osobowość. A raczej… emulowaną istotę i osobowość. Czyli nie krzywdzę prawdziwych zwierząt ani viciniusów. - Aurelia zastanowiła się chwilę.
- Nigdy o czymś takim nie słyszałam.
- Nie mogłaś. - Uśmiechnął się Warmaster ponuro. - Jest tylko jedna istota, która tak działa. Kay'rael.


Z myśli Whisperwind, obserwującej z boku Aurelię i Warmastera

Nigdy bym nie pomyślała, że najbardziej nieludzka i niemiła osoba, jaką znam (wliczając w to Quasar, choć może się przyzwyczaiłam) będzie mieć tak pozytywny wpływ na Warmastera. Hamster całymi dniami rozpamiętywał "swoją porażkę z Wisną". Ale ona w jakiś sposób przekonała go, że trzeba działać dalej. Oczywiście, gdy ja mówiłam to Warmasterowi, mnie nie wierzył. Ech… Ważne są wyniki - Warmaster wrócił do nas. Teraz tylko mieć nadzieję, że wróci też Hamster.
Zabrali się za coś, co Aurelia nazwała "nowym nowym systemem defensywny Powiewu Świeżości". Stwierdziła, że nie ufa systemowi Kamili, bo on nie ma prawa działać, a jednak to robi.
Jako, że ten system ma być oparty na połączeniu istot żywych jako jednostek kontrolnych dla autonomicznych platform… czy coś tam, nie do końca zrozumiałam, i że chcą na AD podpiąć to bezpośrednio do Kay'raela…
Jak dla mnie brzmi to niepokojąco podobnie do Spustoszenia. Sama Aurelia przyznała, że Spustoszenie było dla niej inspiracją. Czyli… Kamila nie ufała systemowi opartemu na nieco psychopatycznej sztucznej inteligencji, więc zamiast tego wprowadźmy system oparty o Spustoszenie? I wtedy zaufa?
Jak długo dobrze się bawią… <wzruszenie ramionami>


Z rozmowy dwóch magów Gabli, lokalnej glidii śląskiej

- Czyli jak to było w końcu z tym paterplesem?
- No mówię Ci, Kurza Stopa powiedział mi, że w jeziorze Chechle pojawił się inny paterples.
- Inny niż Kurza Stopa?
- Tak. Przez to Kurza Stopa musiał zmywać się jak niepyszny. Ten drugi był dużo silniejszy, rozumiesz?
- Rozumiem. Obcy paterples wszedł Kurzej Stopie na teren, przez co ten uciekł.
- Tak. A potem pojawiło się paru magów Świecy i rozwaliło tego obcego paterplesa, z czym Kurza stopa nie ma nic wspólnego. Naprawdę nie ma. To stary krętacz, ale panicznie boi się magów Świecy.
- Nie bez powodu. To przez nich musiał sobie doprawić kurzą stopę w miejsce tej, którą stracił.
- Tak, czy inaczej ten obcy paterples był… obcy. To nie był jakiś okoliczny. On się tu pojawił po prostu znikąd.
- Jacyś inni magowie.
- Świeca?
- Może. Ale… Za dużo kombinowania.
- Może to jakieś różne grupy Świecy?
- Nie wykluczam. To, co ważne: mają bazę gdzieś koło Chechła. Coś tam się dzieje. Nie wiem, na czym ta baza polega, ale bardzo wiele viciniusów skarży się że tam coś się dzieje.
- Ale konkretnie nic nie wiadomo?
- Nie, na razie nie.


Z rozmowy Kaliny z Grażyną Mimik, przywódcą Spokojnego Świata

- Naprawdę?
- Oczywiście. Nie przez przypadek niektórym magom polującym na lokalne viciniusy celem zdobycia quarków przydarzają się "wypadki".
- Ale to tylko oni? To znaczy… Tylko członkowie Gabli mają tak dobre relacje z lokalnymi viciniusami?
- Nie. Owszem, magowie Gabli mają najlepsze relacje i najlepiej wiedzą, z kim dyskutuje się na jakim terenie. Ale są też przyjazne viciniusy.
- Jak oni to zrobili? W jaki sposób udało im się oswoić niektóre viciniusy?
- Często nie była to kwestia oswajania. Powiem więcej to bardzo rzadko była kwestia oswajania, choć i takie sytuacje się zdarzały. Gabla jest bardzo starą gildią. Operuje jedynie na terenach Śląska. Zważ, że Śląsk kiedyś był dużo bardziej dziki, a z uwagi na ukształtowanie terenu i znaczenie polityczne tego obszaru, był bardzo aktywny magicznie obfitując w dzikie węzły. Cały obszar Śląska przez to ma proporcjonalnie więcej magów niż możnaby oczekiwać. Ten wstęp jest o tyle istotny, że w związku ze zwiększonym stężeniem energii magicznej także i viciniusy były tu inne i było ich tu więcej. Srebrna Świeca powstała na dworach natomiast Gabla powstała oddolnie. Na początku magowie, którzy później stworzyli zalążek Gabli zwyczajnie stanowili pomost pomiędzy ludźmi a bardzo potężnymi viciniusami. Mniej z nimi walczyli, bardziej próbowali zrozumieć lub współpracować. Zważ, że przeciętny mag Gabli solidnie harował, a dopiero na wieczór wracał, by się posilić i jego znajomość magii była dosyć podstawowa.
- Skąd nazwa "Gabla"? Nic mi to nie mówi.
- "Gabla" to znaczy "proca" po śląsku. Już sami nie wiedzą, czemu tak, ale się przyjęło. Najpewniej było jak w tym kawale - zapytali członka gildii "a kim wy jesteście?"; on nie zrozumiał i pokazał na procę mówiąc jej nazwę. Członkowie Gabli bardzo rzadko mówią o "organizacji". To bardzo luźna grupa, luźne skupisko. Nie jest to typowa gildia.
- Dużo wiesz o tej gildii. Czy byłaś kiedyś członkiem?
- W pewnym sensie nadal nim jestem.
- Ale jesteś przywódcą Spokojnego Świata! Nie możesz być jednocześnie członkiem Gabli. To znaczy: mag jest członkiem tylko jednej gildii.
- No i właśnie widzisz… Ani Gabla ani Spokojny Świat nie kolidują ze sobą. Gabla praktycznie nie wydaje rozkazów. Możesz powiedzieć, że to zamknięty klub albo rodzina nie powiązana krwią.
- Taka struktura jest trudna do wyobrażenia osobie takiej jak ja, czarodziejce ze Srebrnej Świecy.
- Tak, wiem. Dlatego właśnie próbuję Ci to wytłumaczyć, żebyś nie zrobiła błędnych założeń.


Z myśli zrozpaczonego Franciszka Mausa, po zobaczeniu Renaty po transformacji

To… to nie ona. To nie jest Renata Maus, lady Renata Maus!
To… jest to dziewczyna nieśmiała, sympatyczna, uczynna, koszmarnie nudna i bez cienia formy czy własnego wyrazu, czy ambicji… ma jej oczy, ma jej ciało, ale to nie jest ona.
Szczęśliwa? Jak ona może być szczęśliwa?! Tylko poprzez szczęście jako formę ignorancji! To nie jest godne bycia Mausem, nie mówiąc już o mojej arcyprzeciwniczce, lady Renacie Maus, tej, która przyzwała Karradraela…
Renata Maus nie żyje……


Gdzieś na wschodzie, niedaleko domu państwa Jołków, wieczorem

- Kochanie? - Matka Eweliny i Andrzeja odwróciła się do swojego męża. - Ten dziwny człowiek znowu patrzy na nasz dom.
- Znowu? - Zdenerwował się mężczyna.
- Tak. Przychodzi o różnych porach dnia, staje tam i po prostu godzinami patrzy w nasze okna.
- Poczekaj chwilę. - Ojciec ubrał się, wziął psa na krótką smycz, po czym podszedł do obserwatora.

- Nie wiem, kim pan jest i czego pan tu szuka, ale pańskie zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Proszę odejść i nie pojawiać się tu więcej lub będę zmuszony zadzwonić po policję.
Nieznajomy obrzucił pana domu wodnistym spojrzeniem, po czym szepnął:
- Tak… Nie będzie potrzeby, bym się tutaj jeszcze pojawiał - Po czym illuminati oddalił się bez zbędnego komentarza. Echo aury magicznej w tym miejscu było bardzo, bardzo stare - praktycznie niezauważalne. Z doświadczenia illuminati wiedział, że jeśli po dwóch tygodniach obserwacji żaden mag się tu nie pojawił, prawdopodobieństwo jego ewentualnego pojawienia się było znikome…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License