120222 Koncert Discometalu

1. Do Andrzeja przyszło dziewczę niezwykłej urody. Imię jej było Aeris, a przynajmniej tak kazała się nazywać. Pełna seksapilu, buzująca feromonami i niecnymi zamiarami zaczęła obierać się do młodego czarodzieja serią kokieteryjnych ataków biustem. Zdradziła Andrzejowi, że ma problem z jakąś golemistką, która rzuciła na nią klątwę (?).
Powiedziała, że szuka w Andrzeju sprzymierzeńca, który pozwoli jej uporać się z problemem. Obiecała go sowicie wynagrodzić bajerując sławą, bogactwem, wpływami i kobietami, a także dorzucając do tego swoje cieszące oko walory. W Andrzeju zapłakało sumienie (Sparrow: ej! Ja nie chce tego robić, ale Andrzej się jej nie oprze!), ale on pozostał niewzruszony. Niestety zniknęła wizja prostego pukanka bez konsekwencji.

2. Andrzej dowiedział się, że ową golemistką miotającą klątwami jest nie kto inny jak Ania Diakon. Postanowił wysłuchać trochę więcej, mimo iż lekko się pietrał. Przed oczami pojawiają mu się wizje podciętych kostek. "To zła dziewczyna" - bez dwóch zdań. Chciał wyciągnąć od Ani więcej informacji, a nie koniecznie zrobić sobie z niej wroga.
Aeris przedstawiła mu swój niecny plan - stworzenie armii golemów, które pozwolą inwigilować Anię, neutralizując jej lalki i uprzykrzając życie na każdym kroku. Gotowa jest bez większych oporów przelecieć Andrzeja, żeby osiągnąć swój cel. "Za co ona tak jej nie lubi?" - zastanawiał się Andrzej. Aeris nakarmiła go historyjką o pojechanym bracie i exboju w jakiejś gierce MMO. Ośmieszona rodzina szuka zemsty. Andrzej nie wyczuł fałszu w jej słowach.

3. Czarodziejowi udało się wyciągnąć od Aeris "prawdziwe imię". Przedstawiła się jako Natalia Biskup. Andrzej postanowił nie zwlekając zabrać się do roboty…
A: "Najpierw przyjemność, a potem obowiązek!"
Zabrał ją do swojego pokoju, gdzie skonsumowali zawarcie umowy. W sumie kilkakrotnie. Istny demon w łóżku. I nie mówię tu o Andrzeju. Tak więc nie spiesząc się wycisnęła z niego wszelkie wątpliwości i wahania, które spłynęły po jej obfitym, soczystym biuście babrając pościel.

4. Andrzej postanawia dopracować plan Aeris. Stworzą dwa rodzaje mechów: jeden - łatwe do odkrycia golemy dywersyjne, które dodatkowo mają na celu podnieść poziom paranoji Ani; drugi - głęboko ukryte, nienamierzalne golemy permanentnej inwigilacji wyposażone w mechanizmy maskujące, przesunięcia fazowe, kamery i mikrofony. Dodatkowo Andrzej wykręcił technoliczowi fragment wózka (5 na kości szczęścia), aby użyć jej do wzmocnienia umiejętności maskujących golemów, a ponadto umożliwić im możliwość odbudowy, gdy chociaż jeden pozostaje niezniszczony.

5. Czarują razem. Andrzej probuje przemycić magiczne zaklęcie shutdown'a, ale Aeris (kość szczęścia 25%) się orientuje i nie bardzo jest z tego powodu zadowolona. Pozwala jednak Andrzejowi na kolejne podejście do rzucenia zaklęcia i ostrzega, że tym razem nie chce żadnych sztuczek.

6. Po rzuconym zaklęciu Aeris jest pod ogromnym wrażeniem. Zapomina Andrzejowi wpadkę z ingerencją w zaklęcie.
Chłopak namówił ją, żeby została na noc. Oj, nie wyspał się. Ujeżdżała go jak ostatni Mohikanin ostatniego mustanga. Łóżko trzęsło się spazmatycznie, z sufitu leciał tynk, a szyby drgały od jęków rozkoszy Aeris. Z tego wszystkiego zapomniał o wizycie w akademiku w celu wyciągnięcia informacji od Ani.
Rodzeństwo zwabione odgłosami kopulujących, jak na nastoletnich chłopców przystało, podglądali wszystko przez dziurkę od klucza.

7. Rupert spał w najlepsze przy biurku śliniąc się na kserówki wykładów, jakie Wojtek podesłał mu z Kademu. Z głośników kompa cicho sączyła się kołysanka Szatana - "Angel in your bed, devil under pillow". Obudził go telefon. Zaspany i zmęczony miał problemy z zebraniem myśli. Dzwoniła Siostra Cierpienie proponując mu koncert w Zaćmionym Sercu. Odruchowo zgodził się. Szczegóły dogada później, bo musiał zmrużyć oczy na jeszcze pięć minut. Wieczorem zajął się przygotowywaniem własnego repertuaru i kilku znanych utworów.

8. Andrzej zadzwonił do siostry, która nie wróciła na kolejną noc. Zostawił jej wiadomość, że idzie wyciągnąć jakieś dodatkowe informacje od Ani.

S: Wyłączam telefon
Ż: Po co?
S: Nie chce, żeby siostra próbowała mnie zniechęcić.
Ż: No to ją skrzycz wtedy.
S: Ale ona tu jest dominująca!

9. Nim jednak wyłączył telefon dostał sms'a (a może zadzwoniła? Gome, nie pamiętam) od Aeris. Czarodziejka zaproponowała mu poprowadzenie koncertu w Zaćmionym Sercu. Napisała też, że spróbuje stworzyć mu fanklub. Ego Andrzeja wyszczerzyło się jak kot Chester.

10. Pora wyciągnąć jakieś informacje od Ani. Andrzej kupił przebranie (ruda peruka, piegi itp.) i udał się do akademika.

11. Ewelina na imprezie kademowców odbiera wiadomość od Andrzeja.
"…osz kurwa mać!" - wyrwało się z młodej piersi, zawisnęło w powietrzu jak szczęki jej znajomych i zamarłe ręce z butelkami piwa w pielgrzymce do nich.
Wkurzona czarodziejka opuszcza imprezę. Wali w Andrzeja astralnym przesłaniem. Miotnęło nim taranem o bramę. Takiego opierniczu jeszcze nie dostał.
Ewelinie wydaje się, że uległy brat jej posłuchał, ale żeby to sprawdzić wraca do domu

12. Przebrany Andrzej wbija do akademika pokazując w portierni pisemne zezwolenie na wstęp wypisane przez samego siebie. W pokoju przygotowuje coś, co wygląda jak przesyłka kurierska.

13. Próbuje wywabić Anię z pokoju. Dzwoni do niej i otwarcie mówi, że jest śledzona i że ma wyjść z pokoju.
Ania wychodzi z naładowanymi do strzału różdżkami. Andrzej nakłania ją do zamknięcia drzwi.
"Przesyłka do pani, DHL express…"
Pokazuje jej bloczek z wielkim napisem "Jesteś od dzisiaj obserwowana przez niewidzialne mechy." Na bezpośrednie pytanie Ani Andrzej udaje, że nie wie o co chodzi, zostawia aviso na recepcji i odchodzi.

14. Ewelina wróciła do domu przed Andrzejem. Inwigiluje pokój brata. Rzuca na łóżko zaklęcie. W koszmarach objawiać mu się będzie nieumarłe przyrodzenie, które dąży do orala, żeby wysysać mózgi… Niby śmieszne, ale mało komu podoba się widok własnej, gnijącej moszny i jęczącego prącia…

15. Po powrocie Andrzeja dochodzi do słownej konfrontacji między rodzeństwem. Ewelina ma mu za złe, że się jej nie posłuchał i sam wybrał się na niebezpieczną misję. Wytyka mu, że jest niepoważny i w ogóle nie przejmuje się tym jak ona się o niego troszczy. Przypomina mu jak niebezpieczna jest Ania…
Andrzej: "Zobaczyłem zestresowaną laskę, która mi podcina kostki żyletką."

16. Aeris zdzwoniła się z Andrzejem i umówili się razem na wieczór w akademiki. W drodze zadzwoniła do niego Ania, ale mając obok Aeris musiał udać, ze to pomyłka.

17. Zdezorientowana i zaniepokojona Ania zadzwoniła potem do jedynej osoby, u której może znaleźć trochę pociechy. Umawiają się z Rupertem na koncert w Zaćmionym Sercu. Chłopak obiecuje jej zagrać kilka piosenek Szatana.
Zaraz po jej telefonie Rupert wysyła SMS z zaproszeniem do Eweliny. Liczy, że uda się pogodzić dwie strony, z którymi się przyjaźni. Ta z kolei zaprasza na imprezę kademowców dorzucając wisienki do koktajlu pandemonium. To nie może skończyć się dobrze…

18. Andrzej wrócił do domu z Akademika. Tam zaczepił go ojciec rodziny. Wytknął mu deprawację swoich dzieci. Andrzej obiecuje, że taka sytuacja się nie powtórzy. Ojciec pogroził mu i nakazał, aby seksualne żądze zaspakajał w bardziej dyskretny sposób.

19. Ania po przybyciu do Zaćmionego Serca nawiązała rozmowę z Rupertem. Ten wyczuwając, że coś jest nie tak postanowił ją trochę pokrzepić. Obiecał rozpocząć koncert czymś wesołym z repertuaru Szatana ("Die stupid lambs!").

20. Ewelina widząc, że Ania kręci się koło Ruperta ewidentnie jej unika. Daje jednak znać Rupertowi, że też jest na koncercie. Ten postanawia ją zagadać, gdy tylko nadarzy się sposobność.

21. Na koncert przybywa Andrzej. Okazuje się, że ma być supprtem Ruperta podczas koncertu. Disco Metal? Pomysł nie bardzo podoba się Rupertowi, ale postanawia nie robić problemów. Nothing can kill the Metal!

22. Okazało się, że Andrzej ma evil plan. Chce zniszczyć wystąpienie Ruperta, a samemu wylansować się na bożyszcza tłumu. Sabotuje jego sprzęt, dominuje muzykę, którą tamten tworzy magicznie, szydzi z niego przez mikrofon. Wkurzony Rupert ("gdyby chciał uczciwie rywalizować - podniósłbym rękawicę. On jednak atakuje mój metal, a tego nie wybaczę!") niszczy mu kable, które Andrzej bez problemu naprawia technomancją. Metalowiec postanawia wyłączyć swoją muzykę i śpiewem zdobyć serca tłumu. Niespodziewanie na scenie pojawia się gromada widm, które śpiewają razem z Rupertem (Ewelina widząc, co się dzieje przychodzi z odsieczą). Niestety ktoś wpadł na pomysł, żeby do miksu dorzucić jeszcze śpiewające węże.
Andrzej: "Chyba komuś nawalił playback!"
Miarka się przebrała. Metalowe serce uderzyło niczym dzwon Zygmunta. Czarny Paladyn Metalu zamknął nicponia w metalowej puszcze, w której nie mógł już profanować koncertu.

23. Aeris wyciąga Andrzeja z żelaznego więzienia i teleportuje ich do samochodu. Mówi Andrzejowi, że ten koncert jest stracony i nie uda się z jego pomocą stworzyć fanklubu Didżeja Andżeja ("ż" celowo). Można było wyczuć urazę, jaką Andrzej zapałał do Ruperta ("Zabiję GO!!!"). Postanowił się zemścić.

24. Ewelina jest załamana zachowaniem brata. Daje o tym znać Ani. Ta jest zaskoczona, bo wcześniej nie zdawała sobie sprawy z jej obecności ("A mogła mnie zabić…"). Czyżby Ewelina nie żywiła wobec niej żądzą zemsty? Biedna Ania po dzisiejszym dniu jest naprawdę zdezorientowana. Nie wie już kto jest jej przyjacielem, a kto wrogiem…
"Don't cry babe and come to my arms
Dark angel of doom will protect you from harm
AGRRRRRRRRAAAAAAAAGGRGRRAAAA!!!!!!"
… No może poza Rupertem.

25. Do Andrzeja dzwoni Passiflora i umawia go na wizytę u mistrza Gargamela. W Piekle Gargamel mówi, że wykrywa w Andrzeju podobną aurę. Oferuje mu współpracę, pieniądze i seks. Aha i dziewczyny. Pyta czy ściągnie mu Felicję. Andrzej, w którego krwi ciągle buzowały jeszcze hormony i adrenalina, zgadza się. W zamian chce uprzykrzyć życie Rupertowi. Obleśny czarnoksiężnik zgadza się. Kilka dni później Andrzej wystawia mu Felicję. Andrzej zyskuje pseudonim Klakier.

26. Ania prosi Ruperta o przenocowanie jej. Ten mając czyste intencje zgadza się. Grają całą noc w MMO, słuchają Szatana, objadają się pizzą i piją Colę. Gdy zasnęła nad ranem przeniósł ją do swojego łóżka, a sam położył się spać na pikowanej zbroi pod ścianą. Tej nocy śniły mu się Ewelina i Siostra Niewinność. Obie były nagie i obie… I jak tu się rano wytłumaczyć Ani, że faceci tak mają jak się budzą…

Ewelina o swym bracie: "On jest jak katastrofa naturalna - zdarza się"
Andrzej:"Tak naprawdę gardzę też wszystkimi magami, ale nie mogę się z tym obnosić, bo dostałbym wpierdol…"
Rupert: "Nawet metal czasami rdzewieje i trzeba go szlifować"



Z myśli rozbawionej Ani rano, w pokoju Ruperta

Jaki on jest słodziutki! Naprawdę, Rupert po prostu jest… gość jedyny w swoim rodzaju!
Obudziłam się chwilkę przed nim i się nie ruszałam, by go nie budzić. Potem on się obudził, spojrzał w dół i… się zaczęło!
Zaczął próbować tłumaczyć, przepraszać, wyjaśniać… O, rany! Jestem Diakonką. Jak się upiję, to praktycznie obowiązkowo kończę nago w krzakach. I nie wiem, z kim, jak, po co… To się po prostu dzieje. Taką mam naturę. Próbuję z nią walczyć, ale…
On jest tak słodziutki, że sama bym go schrupała.
Nie! Aboslutnie nie! Gdybym go uwiodła… świadomie lub nie, niczym bym nie różniła się od tych wszystkich…
Ech…
To niesprawiedliwe. Taki słodki…


Z myśli siostry Ruperta

Powiedziałabym, że nareszcie mój brat przestał być dziwny (choć dalej nie lubi Biebera) i wreszcie się w kimś zakochał. Tylko czemu od razu w dwóch?! I to obie ładniejsze ode mnie..! <załamka> Ja myślałam, że ta Ewelina jest na poważnie! Ale ta Ania została na noc. Ponadto Ania… no ja ją dobrze znam. Niezła jest. Ale taka strasznie nieżyciowa. No ale Ewelina…
Nie, muszę z bratem porozmawiać. Takie trójkąty są fajne tylko na filmach. To już lepiej, żeby był w jakiejś nieszczęśliwie zakochany i miał rywala, któremu mógłby kiedyś sprać mordę. To dopiero byłoby romantyczne..!


W pokoju Ani w akademiku

- Aniu, jak tam Twój komputer?
- Komputer… Katarzyno… Jest poważny temat, który muszę z Tobą rozpracować…
- Aniu… - W głosie Kasi brzmiał wyrzut. - Czy ja wyglądam jak tien Wąchocka?
- Nie wyraziłam się używając przedrostka "tien" - W głosie Ani słychać było zdumienie.
- Nie, Anno, nie użyłaś "tien"… Ale… eeej
- Jestem zmuszona ostrzec Cię przed okolicznością wykraczającą poza moje możliwości rozwiązania. Którym częściowo mogę być winna. Dokładniej nie okolicznościom, a dyskomfortowi, który może Cię spotkać.
- No dobrze… - Kasia wstała i nalała herbaty. - A bardziej po ludzku? - Zapytała podając kubek Ani. - I rozluźnij się. Jak sama czegoś nie możesz, to we dwie możemy dać radę.
- Uważam, iż każdy nasz ruch może być obserwowany i rejestrowany przez nieznane siły o niezidentyfikowanej agendzie.
<Niewidzialny mech lepiej usytuował się na szafce, by skuteczniej nagrać rozmowę.>
- Aha… No dobrze… I co mogą zobaczyć? Jak siedzę przed kompem, jem śniadanie i kolację… A, tak, i jeszcze czytam. Dużo nie ma do oglądania… - Kasia wzruszyła ramionami.
- Jeżeli nie czujesz dyskomfortu powiązanego z byciem obserwowaną zarówno w pokoju jak i poza nim, bądź świadoma, że te siły mogą śledzić Cię w całym akademiku w dowolnym momencie. Dodatkowo, mają możliwość interakcji ze światem materialnym. Przykładowo, mogą okraść cię z zadania domowego, jakkolwiek mało prawdopodobne mi się to wydaje.
- Prędzej podejrzewałabym… kogokolwiek o kradzież Twojej bielizny…
- Takie wydarzenia miały miejsce - Przyznała Ania uczciwie - jednak przywykłam do tego w związku z jak najbardziej zasłużoną opinią, jaką cieszy się mój ród.
- A myślisz, że ja co? Wiem, że mieszkam z Diakonką. Od początku wiedziałam, na co się piszę. Jak długo zostawiają w spokoju moją bieliznę… - Kasia uśmiechnęła się lekko, po czym spoważniała. - Ale tak na serio. Uważasz, że jaka magia wchodzi w grę?
- Golemologia? - Ania westchnęła. - Nie jestem w stanie sama wykryć tych golemów. Nawet katalitycznie. A przecież udało mi się już bezpośrednio zaobserwować obecność jednej z tych istot. Jednak dla mojej magii one nie istniały.
- Może masz za słabą moc? Albo to co innego?
- Rozważałam możliwość, że jest to iluzja. Jednak wiązka katalityczna także nie dała rady dotknąć obiektu. Nie było też echa zaklęcia. Na bazie mojej wiedzy i doświadczeń, coś powinno być.
- Hm… dziwne… Może kogoś poprosić?
- Nie znam nikogo, kto byłby w stanie pomóc mi rozwikłać tą zagadkę.
- To nie jest aż taki problem… Wiesz, znam parę osób na KADEMie… Na przykład naszych kolegów z akademika.
- Mogę zagwarantować, że nie zdecydują się mi pomóc.
- Ale mnie tak. A jeśli Ci to nie przeszkadza, mogę równie dobrze odegrać znużoną wybrykami "tej Diakonki".
- Będę wdzięczna. Im mniej osób w jakikolwiek sposób łaczy nas ze sobą, tym lepiej. - Kasia pokręciłą głową. Ania zupełnie nie zorientowała się, jak można było odebrać to zdanie.
- No wiesz…
- Nie rozumiem?
- Aniu… Czy Ty właśnie powiedziałaś, że jesteś dla mnie za dobra?
- Nie, niczego takiego nie insynuowałam… Chyba, że założyłaś po mojej stronie złą wolę i chciałaś to tak odczytać.
- Aniu, to raczej to, że zakładam dobrą wolę i nie chcę tego tak odczytać.
- Przepraszam Cię. - Ania spojrzała na Kasię oczami, w których nie było nawet cienia skruchy - Coś takiego nie było moją intencją.
- Wiem… Wiesz chociaż, co powiedziałaś?
- Nie pamiętam, to nie było istotne. Potwierdziłam to, co zaproponowałaś. Czy możemy jednak zmienić temat? Cały czas nasza rozmowa może być analizowana pod kątem naszych potencjalnych słabości i niezgodności charakterologicznych.
- Cóż… co zatem ten tajemniczy podsłuchiwacz może się dowiedzieć? Że nie spodoba mi się, jak zacznie mi znikać bielizna? Dobrze, wtedy będziemy mieć potwierdzenie, że ktoś tą rozmowę podsłuchał. - Na twarzy Ani pojawił się lekki uśmieszek. Zrozumiała, co Kasia zrobiła.
- Jeszcze raz Cię przepraszam. Cała ta sytuacja jest odrobinę bardziej skomplikowana niż przywykłam.
- Spokojnie. Rozwiążesz to albo samo się rozwiąże. A jak nie, zawsze znajdzie się ktoś chętny do pomocy. - Na to zdanie Ania rzuciła Kasi spojrzenie pełne absolutnego niedowierzania. Kasia pokręciła głową.
- Aniu… Muszę przyznać, że mnie zdumiewasz. Mieszkamy razem już trzy miesiące, a ja wciąż nie widziałam w pokoju kozy, konia, demona ani nawet stadka facetów. Nie mówię, nie zamierzam narzekać, ale spodziewałam się czegoś innego.
- Pozostaje mi jedynie ubolewać, że nie wzbogaciłam Twego życia o bardziej interesujące widoki.
- Oj, tam. Zwierzęta śmierdzą, demony są demonami, a iloraz inteligencji facetów w obecności ładnej dziewczyny jest odwrotnie proporcjonalny do ich ilości.
- Mam podobne obserwacje.
- Tym bardziej, uważam, że kto jak kto, ale Ty zawsze znajdziesz chętnego do pomocy. W końcu jaki rycerz nie ruszy na pomoc nadobnej białogłowie? A w końcu każdy facet uważa się choć trochę za rycerza… Tak, czy owak, spróbuję się czegoś dowiedzieć…
- Bądź jednak ostrożna. To może być niebezpieczne.
- Dobrze… To jak, zagramy?
- Nie mogę. - Ania spuściła głowę. - Obawiam się utracić kontrolę nad moim kontem.
- …Ech…


W pokoju Ani w akademiku

- Gdzie ja to podziałam… - Kasia z zafrasowaną miną przeglądała szafki jedna po drugiej. Po kolei wyjmowała z półek ubrania i odkładała je na łóżko. Potem to samo zrobiła z naczyniami ułożonymi w szafce wyżej. W końcu przystawiła krzesło i zajrzała na samą górę szafki.
- Tu też nie… Może z drugiej strony…
Zajrzała na szafkę Ani.
- Hmm…
Odstawiła krzesło, poodkładała rzeczy na swoje miejsca i usiadła na łóżku, zamyślona.


Z myśli Kasi

Ania… chyba się pogubiła. Ja rozumiem, odrobina paranoi jeszcze nikomu nie zaszkodziła, ale to już jest przesada.
Kompa nie odpali, bo się boi utracić kontrolę.
Boi się cieni. Boi się, że straci kontrolę nad komputerem, boi się niewidzialnych mechów, podsłuchujących jej - i być może moje - rozmowy, boi się… nie wiem, czego jeszcze.
Specjalnie zajrzałam na szafki. W sumie dobrze, że nie chciało mi się wycierać tam kurzu. Ale przecież nic tam nie było, żadnych śladów. Gdyby coś tam siedziało, musiałoby jakieś ślady zostawić. Zwłaszcza, że Ania mówiła o "mechach". Przecież to technomancja, nie astral. Dobra, można połączyć te dwa, ale…
Ech, chyba po prostu muszę pogadać z KADEMowcami…


Z rozmowy Kasi z Olafem

- Słuchaj Olaf, mam problem.
- Słucham Cię, Kasiu. Mogę jakoś pomóc?
- Właśnie dlatego przyszłam, że możesz… Jak sam dobrze wiesz, moje umiejętności techniczne są… delikatnie mówiąc, znikome. Żeby nie powiedzieć, że ich nie ma.
- Moje w sumie też… Ale mam dobrego kumpla. Totalny nerd. Coś się stało?
- Moja współlokatorka trochę… jest… no dobra, wpada w paranoję. I wcale jej się z czasem nie poprawia.
- Co, ta pannica Diakonka?
- Ok, wiem, że jej nie lubisz, ale pomóż mnie, ok?
- No dobra… - Olaf westchnął. - Dziwisz się? Kto ją lubi? Przez nią prawie miałem totalną masakrę na KADEMie.
- Czarowałeś po pijaku… Nieważne. Problem jest taki, że Ania uważa, że ktoś majstrował przy jej komputerze i boi się go nawet włączyć, żeby nie stracić nad nim kontroli… - Na twarzy Olafa pojawiła się mina absolutnego niedowierzania, po czym czarodziej wybuchł śmiechem.
- Wiesz co, może jednak sobie pójdę… - Kasia zaczęła się odwracać.
- Nie, nie! Czekaj! Przepraszam. - Olaf powstrzymał łzy śmiechu. - Po prostu… Po prostu to do niej nie pasuje. W sensie… jesteś pewna, że ona nie robi sobie jakiegoś odwyku? To brzmi… sama wiesz. - Kasia wyglądała na niezdecydowaną, więc Olaf kontynuował. - Słuchaj, pomogę Ci, ale muszę wiedzieć więcej.
- No co mam powiedzieć? Nie znam się. Wiem, że od dawna nie włączyła komputera ani razu.
- No nieźle. - Na twarzy Olafa pojawił się głupawy uśmieszek. - Sorry, po prostu… ma za swoje.
- Olaf. Wiem, że jej nie lubisz, ale na chwilę zapomnij, że to Ania, ok?
- Słuchaj, jeżeli naprawdę jest źle, daję słowo maga KADEMu, że zrobię, co mogę, żeby jej pomóc z tym kompem. Czy to Ci wystarczy?
- Dzięki. Ale komp to nie wszystko.
- Nie wszystko? - Głupi uśmiech zniknął z twarzy Olafa.
- Nie, nie wszystko. Ania uważa, że jest śledzona i że to śledzenie może również obejmować mnie, jako jej współlokatorkę i że dotyczy nas w dowolnym miejscu tego akademika. Powiedziała, że widziała jakieś… mechy… wiesz, co to? Battletech czy coś.
- Battletech? Brzmi strasznie nerdowsko. Kasiu, czy jesteś pewna, że ona sobie tego nie wymyśliła? To jest… no właśnie coś w jej stylu.
- Nie widziałeś jej. Jest niezłą aktorką, ale nie aż tak.
- To jak Ci mogę pomóc?
- Ona podobno próbowała je namierzyć, ale jej moc nie wystarczyła. Z tego, co wiem, próbowała po golemach, katalizie… po wszystkim, co ma.
- Słuchaj, mamy na KADEMie niezły trening. Mogę ściągnąć czterech - pięciu magów. Mamy też kilka potencjalnych nowych… Może tez pomogą, jak będzie trzeba? Zrobi się jakiś rytualik… Sama rozumiesz. A kompem zajmę się jeszcze dzisiaj. Tylko kumpla ściągnę. Przyjdzie, dostanie pizzę.
- Dzięki. Wiesz… Ania jest ostatnio bardzo zestresowana. Ogląda się za siebie na każdym kroku. I wierzy w to, że jest prześladowana dostatecznie, żeby ostrzec współlokatorkę.
- O ja pierdolę…


Z rozmowy Olafa z Kasią, po rytuale

- Kasiu, przykro mi. Byłaś tam. Uczestniczyłaś w rytuale.
- Tak…
- Pięciu magów KADEMu. Potężne zaklęcie złożone. Były nawet świeczki. I głupie stroje. Doktor Seton… no, mówił, że to pomoże. I… nic. Nic. Żadnych mechów. Żadnych golemów. Nic.
- Wiem… Widziałam.
- Widziałaś, jak mój kumpel siedział nad kompem. Nic nie znalazł. Nic tam nie ma.
- Tia…
- Przykro mi. Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić.
- Chyba już nic… Dzięki za pomoc.
- Słuchaj, jak coś… Wiesz, jestem trzy pokoje obok.
- Dzięki.


Z myśli przerażonego sprawą Olafa

Ja pierdolę… Ja pierdolę…
Chciałem jedynie dać jej nauczkę! Nie chciałem tego.
Gdyby Kasia do mnie nie przyszła, mogliby wykryć tego daemona. I tak Yizdath wie, że coś się działo. Ale on nie wsypie.
Gorzej, że te mechy mnie niepokoją. Mój kumpel nerd potwierdził, że jest coś takiego jak Battletech. Czy ona naprawdę wpada w paranoję? Czy naprawdę coś tam jest? Nie powiem, może ktoś się podczepił i teraz ją gnębi. Naprawdę, mają za co. Ktoś taki jak ona z pewnością ma mnóstwo wrogów.
Ale… ale tak? Kurde, ona wpadnie w paranoję! I to będzie częściowo moja wina! Jeśli jej się coś stanie… Nie chcę tego!
Nie widziałem się z nią, nie widziałem, jak ona wygląda… Poprosiłem Kasię, by zaproponowała jej ubezpieczenie swojego konta i swoich działań online u Yizdatha na KADEMie. Będę pośrednikiem.
Nie jest to szczególnie drogie, a przynajmniej będzie… no, będzie miała pewność, że więcej takich rzeczy jak to, co ja jej zrobiłem, się nie stanie. Przynajmniej będzie mogła pograć.
KADEM jakoś przełknie to, że jakaś czarodziejka spoza KADEMu będzie mogła wykorzystać ochronę KADEMu…
Ale to spierdoliłem… Nie powinienem był mieszać w tak delikatnym umyśle.
Rodzice wywalą mnie z domu jak się dowiedzą…


Z myśli Ani

Dobrze, momencik… Odnoszę nieodparte wrażenie, że cała ta sytuacja doprowadziła do tego, że magowie w akademiku zaczęli uważać mnie za osobę o nieco ograniczonej stabilności emocjonalnej.
Ze wszystkich rzeczy, na których mi nie zależy, ta jest jedną z głównych. Poruszam się na cienkiej linie pomiędzy Millenium i Srebrną Świecą. I bardzo niestosownym byłoby, gdyby któraś z tych gildii zdecydowała się o mnie zatroszczyć. Zwłaszcza przy pomocy mentalisty lub psychologa.
Problem polega na tym, że fakt, że zachowuję się jak osoba o lekkich skłonnościach paranoicznych nie oznacza, że się mylę - ktoś naprawdę mnie śledzi i naprawdę próbuje coś w ten sposób osiągnąć. Z uwagi na to, że nikt mi nie wierzy, będę zmuszona zachowywać się tak, jakby takiej siły nie było. Oczywiście, mam zamiar skorzystać z okazji i wykupić ubezpieczenie na KADEMie. Katarzynę oraz… Olafa musiało kosztować to naprawdę wiele wysiłku i wyrzeczeń, przez co jestem zmuszona być im niezmiernie zobowiązana… Co jest niewyobrażalnie wręcz upokarzające.
Na plus, nie wywalą mnie z gildii. Bo będę mogła pograć.
Nie uważam za możliwe, by taka grupa magów KADEMu była w stanie przeoczyć działania przeciwnika o mniej niż bardzo wysokiej klasie. Nie posiadam takich przeciwników. Jestem zbyt nieważna.
Tym bardziej zastanawiającym jest to, że Andrzej Jołka wyraźnie był świadomy istnienia tych mechów. Wiedział o czymś, czego nie potrafili odkryć magowie KADEMu. Czarodziej, który… nie błyska intelektem. Który posiada magię od Zaćmienia.
W związku z powyższym, on będzie wiedział, kto lub co stoi za sprawą z moim komputerem oraz tymi mechami. Staje się tematem o najwyższym stopniu ważności, bym spotkała się z nim i wydobyła od niego informacje na ten temat. Jest on jedynym magiem, który poza mną potwierdził obecność zewnętrznej siły.
Dobrze… Chwilę pogram i zajmę się tą sprawą.
Nikt nie wyprowadza z równowagi Anny Diakon.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License