120131 Bo Mialbym Negatywa

Postacie pierwszoplanowe:

- Ewelina Jołka (Kić)
- Andrzej Jołka (Sparrow)
- Rupert Duszek (Dust)
- Ania Diakon (NPC, przeciwnik?)

Postacie drugoplanowe:

- ojciec rodziny (Antoni Piwosz)

Konspekt punktowy:

01. Ania Diakon poszła do Ruperta i spokojnie wyjaśniła mu, że potrzeba jej młodszej siostry. A potrzeba. Wpakowała się mówiąc o młodszej siostrze, a chce odzyskać lalkę by dowiedzieć się jakie są poziomy mocy i mniej więcej używane zaklęcia w tamtym domostwie (prosty "nasiąkacz energią magiczną" i pasywny skaner. Rupert jej akurat wisiał, więc…
Ania prosi o pomoc Ruperta; potrzebuje młodszej siostry, więc zamieni go w dziewczynkę. Ustalają, że teraz to Ania będzie mu wisiała. Niemało. Zwłaszcza, jak doszło do nich jaką "specyfikację" dziewczynki będzie potrzebowała Ania. Ustalili, że następnego dnia Rupert odwiedzi Anię, ona rzuci czar i go squarkuje (by już na wizycie nie było żadnej emanacji magicznej - Ania pomyślała o wszystkim)

02. Tymczasem Andrzej, po tym jak Ewelina ochrzaniła go, że miał z "tym" coś zrobić (zwłaszcza z lalką - a Ewelina jest dość zdrowo paranoiczna), wystawił lalkę na Allegro. Dostał niezłą kwotę (120 zł!), ale nie zdążył samej lalki wysłać. (Uczciwy rzut kością: lalka nie zostanie wysłana zanim pojawi się "siostra").

03. Ania i Rupert dotarli do domu w którym mieszka rodzeństwo Jołków, chcąc odzyskać lalkę. Po rozmowie z Eweliną dostali się do Andrzeja. Andrzej nie chciał oddać lalki (przynał się, że ją sprzedał!). Ania chciała odkupić, ale ustawił zaporową cenę (Ania nie ma 500zł…) Doszło do kłótni, Ewelina widząc, że Ania czymś szantażuje Andrzeja, odciągnęła brata na chwilę. Wyciagnęła z niego częściową prawdę o jego "podbojach" - i uznała za ostatniego kretyna.

Ewelina jest nieufna wobec Ani, nie wie, że Ania jest magiem, ale podejrzewa, że jakiś mag może być wplątany w jej pojawienie się tutaj. A że mistrz kazał się ukryć i nie zwracać na siebie uwagi, Ewelinie nie podoba się obecność jakiegokolwiek maga w okolicy.

Ewelina nie każe jednak bratu oddać lalki - skoro ktoś, kto może być powiązany z magami tak bardzo chce ją odzyskać, po tym jak poleżała u nich kilka dni, może ją jakoś wykorzystać (Ewelina nie jest katalistą, nie ma jak sprawdzić czy coś jest artefaktem czy nie).

04. Po tym, jak Andrzej postawił sprawę jasno - nieważne, że to był prezent. Nieważne, że Ania się "pomyliła" i dostał nie tą lalkę. Nieważne, że chce dać inną - bez 500 zł nie ma o czym mówić - Ania i "Marysia" (Rupert) odchodzą, obie wkurzone postawą Andrzeja. Rupert nie rozumie - Ania przecież chciała tą lalkę, zależało jej na niej. Ania tłumaczy "Marysi", że lalka spełniła swoje zadanie - pozwoliła ocenić Andrzeja. Ania nie chce mieć z nim nic wspólnego. Nieważne, kim on jest i jaki on jest - z "czymś takim" Ania nie będzie współpracować a lalkę… mimo, że dość fajną (wielokrotnego użytku) po prostu wliczy w koszty.

05. Rupert widząc nieszczęśliwą minę Ani postanawia włamać się do domku i odzyskać lalkę. Ania nic o tym nie wie, oczywiście - po co jej mówić. Można jej zrobić fajną niespodziankę ^_^. Ale za dwa dni - wpierw trzeba anulować zaklęcie, potem musi aura wygasnąć (normalne).

06. Po odejściu Ani Andrzej jeszcze tego dnia jedzie nadać lalkę pocztą. (Artefakt wyląduje gdzieś w Gdańsku…) Ewelina w tym czasie pakuje jego rzeczy. Andrzej przy furtce domku znajduje swoją walizkę i siostrę, która każe mu się wynosić. Bez słowa protestu zabiera swoje rzeczy i odjeżdża. Ewelina jest BARDZO niezadowolona z tego, że Andrzej tak "zawalił" tą sprawę.

07. Jednocześnie, tak paranoiczna Ewelina jak jest, zdecydowała że przez parę dni warto pułapkę na ewentualne problemy zastawić. Przenosi trochę rzeczy do pokoju Andrzeja (tak, żeby nie wyglądał na pusty) i podejrzewając, że ktoś może chcieć włamać się po nocy, zaczaja się w ciemnym pokoju. Zwłaszcza, że zależało im na tej lalce.

08. Andrzej znajduje tanie miejsce w akademiku. Studenci go z radością powitali, bo w końcu Andrzej sobie już trochę marki wyrobił. Po drodze, przemyślawszy sprawę, uznaje, że może był nieco za pazerny (niezły DJ połasił się na 400 zł…, ale cóż, he's eeeevil after all) Dostaje pokój o dwa pokoje od Ani… o czym ani Ania ani sam Andrzej… nie wiedzą.

09. Rupert podejmuje próbę włamu. Ubrany w lekką (stworzoną magicznie) zbroję płytową. Podejmuje próbę wspięcia się na drzewo i spada robiąc sporo hałasu. W związku z czym pod samymi oknami rzuca jeszcze zaklęcie, tworząc sobie sprzęt do wspinaczki. Ewelina, stwierdzając, że ten włamywacz może narobić za dużo szkód próbując wejść, ustawiła okno w pozycji otwartej… Sama zaczaiła się z tyłu, mając pod ręką kij od mopa.

10. Zaatakowała z zaskoczenia, nie udało się jej jednak pozbawić przeciwnika przytomności (4 liczniki). Drugie starcie zakończyło się remisem - Rupert nie złapał Eweliny, a ona go nie przewróciła. Jednak ustawiła się pomiędzy nim a oknem wrzeszcząc "złodziej!". On jako miły bonus ją zmacał… i nieco ogłupiał. Dziewczyna go bije?!

Rupert postanowił poddać tyły, i uciekł na korytarz. Jako, że drzwi do pokoju obok były zamknięte na klucz (trafił na pokój Eweliny), postanowił uciec schodami na dół, gdzie wpadł na głowę rodziny. Ojciec rodziny potraktował intruza paralizatorem… przynajmniej tak sądzi Ewelina.

Rupert padł nieprzytomny.

Doktor uznaje, że to musi być mag i pyta Ewelinę, czy poradzi sobie z trupem… Ta bardzo się cieszy, że nie przyznała się do nekromancji - przekonuje doktora, że tymczasem najlepiej będzie przenieść dryblasa do komórki - ona się nim zajmie.

Doktor pomaga jej i wraca spać, Ewelina związuje i knebluje Ruperta, zostawiając mu dodatkowo dwa zaklęcia mentalne - żeby nie wzywał pomocy i nie zwracał na siebie uwagi oraz, żeby odpowiadał na jej pytania zgodnie z prawdą.

11. Ania orientuje się, że nie może skontaktować się z Rupertem (idąc "na akcję" zostawił komórkę w swoim pokoju). Szalejąca z niepokoju, wpada na Andrzeja. Uznaje, że to on jest winny zaginięciu Ruperta i postanawia go schwytać. Andrzej dobrowolnie wchodzi do pokoju Ani (!!) OD tej pory jest w jej rękach.

Jako, że Andrzej niespecjalnie przejmuje się swoją sytuacją i ją bardzo prowokuje, lalki Ani ranią Andrzeja nożami, jednak sama Ania nie potrafi torturować i dla niej cała ta sytuacja jest bardziej nieprzyjemna niż dla Andrzeja. Owszem, rany go bolą, ale nie są głębokie (raczej ma krew płynąć trochę, proste chlaśnięcia tępym nożem) jednak on sam wydaje się nie rozumieć całej sytuacji.

Dopiero zmieniając go w dziewczynkę i zapowiadając, że za 2 dni ma okres a teraz jest seksbombą a ONA, Ania, zna ludzi którzy z radością seksbombę przelecą (wypróbowana sztuczka Diakonów) Ania wyciąga z niego, że Ewelina jest magiem, dowiaduje się o astralice i nekromancji (Ewelina rzadko korzysta z magii, a Andrzej na tyle nie zwraca na nią uwagi, że pozostałych ścieżek nie odnotował…).

Poza tym sam nie zna się na magii. Punkt, który załamuje Anię - Andrzej pyta kim są "ci Diakonowie".
Ostatecznie Ania każe Andrzejowi napisać odręczny list do siostry, plami go krwią Andrzeja i wynajmuje studenta, żeby list dostarczył.

12. Ewelina przesłuchuje Ruperta i dowiaduje się, że Ania jest magiem. Wypytuje go o powody całej tej akcji i usiłuje się dowiedzieć, czy Ania działa sama czy z czyjegoś polecenia. Niestety, Rupert nie wie. Jako, że jest dzień, pozostawia Ruperta w komórce; zamierza go wypuścić później, kiedy szanse, że ktoś go zauważy, będą mniejsze.

13. Ewelina otrzymuje list. Idzie do komórki, uzyskuje od Ruperta słowo honoru, że nie będzie się rzucał, krzyczał czy uciekał, anuluje zaklęcia zmuszające do mówienia prawdy i powstrzymujące przed ucieczką. Pokazuje Rupertowi list od Ani. Jako, że i tak Rupert o nich wie, postanawia zaryzykować. Mówi mu, że razem z bratem się ukrywają i po prostu chcą spokoju; stara się (z powodzeniem) wzbudzić w Rupercie współczucie, zwłaszcza dla siebie (nie dość, że się ukrywa, to jeszcze musi opiekować się niezbyt rozumnym bratem)

Okazuje się, że Ania nie zostawiła numeru telefonu ani innego sposobu kontaktu…
Rupert ma namiary, ale komórkę zostawił w domu…

14. Po odzyskaniu komórki Ruperta (siostra uważa, że Rupert znalazł sobie nową dziewczynę) idą do spokojnego parku i stamtąd Ewelina dzwoni do Anii z własnej komórki (wyłączając prezentację numeru)
Po rozmowie (komórka wędrowała pomiędzy Eweliną a Rupertem) uzgadniają, że Ania wypuści Andrzeja.

Niestety, Ewelinie nie udaje się zmusić Ani do spotkania. Może i lepiej, bo na tyle martwi się o brata, że sytuacja mogłaby się różnie rozwinąć. Udają się do akademika, Ewelina opieprza brata, każąc mu natychmiast wracać do domku.

Ania, odcięta od swojego MMO, świadoma, że "wrogowie" wiedzą, gdzie mieszka i naprawdę mającą paaaaskudnego kaca moralnego (do poziomu wymiotowania) postanawia się znieczulić i zalewa się w trupa pierwszy raz w życiu. Rano rozumie, czemu to jest tak zły pomysł.

Ale nie czarowała po pijanemu :P

Konspekt zwykły


Z myśli wściekłego Olafa Rajczaka, po rozwiązaniu sprawy z czarowaniem po pijanemu

No, tak nie może być… nie może jakaś czarodziejka Srebrnej Świecy, podrzędnej gildii czuć, że ze mną wygrała. Wiem, że gra w jakieś gry na kompie. Jak zwykli ludzie. Dobra, ma więc słaby punkt - i to niemały słaby punkt.
Zobaczymy, co powie na to, jeśli odrobinę się zemszczę. Prawda, nie zrobię jej niczego poważnego, ale muszę doprowadzić do tego, że troszeczkę ucierpi. Przecież honor KADEMu by ucierpiał, gdyby pojechała mnie jakaś magiczka SŚ.
A prawda jest taka, że nawet, jak to wyjdzie - żaden mag który się liczy nie będzie chciał wyciągać konsekwencji za to, że coś stało się jej w grze. To nawet nie działanie w świecie ludzi - to działanie na jeszcze jednym poziomie. Coś nie istniejącego mającego miejsce w świecie ludzi. Po prostu ilość porażki na jednostkę przestrzenną w wypadku tej magiczki, tej… kujonki-dyletantki jest… niewyobrażalna.
Gardzę nią.


W pokoju Ani Diakon w akademiku

- Szlag by to..! - Syknęła Ania zdejmując słuchawki i przecierając oczy.
- Hm? Coś się stało, Aniu? - Kasia potrząsając głową zrzuciła swoje słuchawki.
- Przepraszam, tien Katarzyno. - Kasia przewróciła oczami. - Nasz kleryk zawalił.
- …Ile razy muszę powtarzać..? Posłuchaj, jeśli już nic innego nie dociera, Twój ród jest większy, starszy i potężniejszy niż mój. Jak mi tienujesz, czuję się jak stara purchawka.
- Nie mam… - Ania zawiesiła głos dla efektu. - nic wspólnego z moim rodem. Nic.
- Dobrze, dobrze… - Kasia obronnym gestem uniosła obie ręce. - Niech ich pchły pogryzą, ale nie tienuj mi.
Ania ciężko westchnęła, zrezygnowanym ruchem podniosła zimną kawę.
- Nie mam nic przeciwko noobom, sama nie jestem najlepsza, ale w środku bossfightu gość nie powinien po prostu iść na papieroska…
- Cokolwiek powiesz. To pewnie trochę jak punkt kulminacyjny w powieści, co?
- Tak. - Westchnęła Ania. - Coś takiego.
- No to rzeczywiście nie powinien. - Kasia zaśmiała się krótko - Właśnie sobie wyobraziłam terminusa stwierdzającego do potwora "poczekaj, muszę zapalić". - Kilkoma szybkimi gestami Kasia nakreśliła iluzję obrazującą tą sytuację.
Wbrew sobie, nawet Ania musiała się uśmiechnąć.
- Przynajmniej tyle dobrego, że nie był to świat rzeczywisty a tylko gra.
- Musisz mi kiedyś pokazać, o co w tym wszystkim chodzi. Zupełnie nie rozumiem tych ludzizmów…
- Próbowałam - Ania wzruszyła ramionami - Po prostu dla Ciebie sterowanie pośrednie, myszą i klawiaturą, pozbawione wszelkiej mocy, do której przywykłaś ze świata rzeczywistego i abstrakcja występująca w tej grze…
- Jak to mówisz to brzmi tak mądrze… Nie da się jakoś prościej? - Kasia przekrzywiła filuternie głowę, a po chwili wzruszyła ramionami.
- Można. - Ania odwróciła się w kierunku Kasi. - Tyle, że prosta wypowiedź Ci się nie spodoba. Będzie brutalna.
- Za głupia jestem czy co..? - Kasia zupełnie nie była urażona.
- Nie za głupia. - Prychnęła Ania. - Nawet ludzie sobie z tym radzą.
- No to o co chodzi?
- Jesteś bogiem pośród ludzi, jesteś magiem. - Zaczęła Ania. - W grze byłabyś noobem.
- To jakiś stwór? Z tego, co mówisz, są wszędzie. Ewoluują?
Ania z wyraźnym zakłopotaniem podrapała się po głowie.
- Noob to ktoś, kto nie zna gry. Kto się nie zna i nie próbuje być lepszy. Ktoś bardzo nieporadny. Lubiący narzekać.
- No ale każdy kiedyś nie znał czegoś.
- Prawda. - Westchnęła Ania. - Ja sama wielu rzeczy nie znam. Czytam fora, liczę różne korelacje ekwipunku, sprawdzam patchnoty… - Wyraz twarzy Kasi po ostatnim słowie wyraźnie wskazywał, że nie zrozumiała - Dobrze, gra nie ma stałych zasad. Troszeczkę się zmienia. Co więcej, zmiany mogą dotyczyć wszystkiego. Sprzętu, synergii, umiejętności postaci, wprowadzenia nowej lokacji… wszystko to wpływa na wartość ekwipunku, to, co trzeba zdobyć oraz na prawidłowy dobór sprzętu branego na każdą akcję.
- Trochę jak terminusi - Kasia pokiwała energicznie głową, ciesząc się, że zrozumiała. - A te zmiany zasad to trochę jak takie małe Zaćmienia. - Ania się skrzywiła.
- Tak, świetna analogia. - Pokiwała głową - Teraz, każdy gracz musi to wszystko sam wiedzieć i być na bieżąco. A raczej… powinien. Terminusi dostają odgórny sprzęt z dowodzenia, który mogą zmodyfikować. W naszym wypadku informacja zwykle przekazywana jest przez dowódcę gildii lub drużyny. Jeżeli skład jest stały.
- Czekaj… gildie takie jak Srebrna Świeca? - Kasia szeroko otworzyła oczy. - Jak można należeć do Świecy i takiej gildii?
- Nie, kolizja definicji! - Ania przeczącym gestem zamachała rękami. - Gildia to sformalizowana grupa graczy. Coś takiego, jak stowarzyszenie. Owszem, mogą mieć własny wspólny sprzęt, strukturę dowodzenia, ale ogólnie przynależność jest całkowicie dobrowolna. Na różnych postaciach możesz nawet należeć do różnych gildii. To zupełnie coś innego niż gildia w świecie rzeczywistym.
- Aha… Ty oczywiście dowodzisz swoją gildią, prawda? - Kasia raczej stwierdziła niż spytała.
- Tak, oczywiście. - Skłamała Ania bez mrugnięcia okiem. - Na tym właśnie polegał problem, byłam w drużynie z losowo zebranych graczy i nasz kleryk… Cóż, był wyjątkowo niekompetentny.
- Dlaczego go zatem nie zdyscyplinowałaś? Jako dowódca…
- Był z innej gildii, potężniejszej niż moja. Nie mam nad nim żadnej władzy.
- To po co go brałaś?
- Bo nie wiedziałam, jaka z niego dupa wołowa - W głosie Ani pojawiła się lekka irytacja na tego gracza. - Teraz już będę wiedziała.
- Dziwne, że się na niego złościsz i jeszcze nic mu nie zrobiłaś. Normalnie nie puszczasz takich rzeczy płazem. Zwłaszcza niekompetencji.
- Jego gildią rządzi mag z frakcji reformatorskiej. Nie chcę, by człowiek doprowadził do scysji między magami. - Skłamała Ania powtórnie, nie chcąc tłumaczyć różnicy w jej podejściu do ludzi i magów.
- Frakcje nigdy Ci szczególnie nie przeszkadzały, ale chyba rozumiem. A nawet jeśli nie rozumiem - Kasia wzruszyła ramionami - to przecież Ciebie zirytował, nie mnie. Jeśli nie chcesz dać mu nauczki, masz do tego prawo. - Kasia uśmiechnęła się do Ani.
Ania nie po raz pierwszy zaczęła się zastanawiać, czy nie próbuje kreować zbyt skomplikowanych planów jak na Kasię. Po chwili stwierdziła, że nadmiar ostrożności jest cnotą.
- Tak… Sama rozumiesz, na czym polega problem. Żeby wejść w tą grę musiałabyś zdobyć dużo wiedzy na temat samej gry a i wtedy byłabyś słabsza od wielu ludzi. Zwykłych ludzi, nie magów.
- A nie mogłabyś Ty mi mówić, co i jak? W końcu już to wiesz. A samo chodzenie tam chyba nie jest takie trudne… - Ania uśmiechnęła się złośliwie.
- Siądź przy moim komputerze. WSAD - ruch, spacja - skok. Spróbuj wskoczyć na tamten kamień.
Kasia spojrzała na klawiaturę i odnalazła klawisze. Usiadła przy biurku Ani i chwilę bawiła się, próbując poruszać postacią. Na kamień udało się jej wskoczyć za czwartym razem. Ania była pod wrażeniem.
- Naprawdę myślisz, że nigdy w nic nie grałam? - Kasia wzruszyła ramionami. - Może nie w takie gry i nie na tym, ale… - Ania oceniła Kasię chłodnym okiem. - Poza tym, czasem się przyglądam, jak grasz, przecież sama wiesz. - Ania nigdy tego nie zauważyła. - Nie, żebym wiele rozumiała z tego, co się dzieje, ale… zawsze coś. - Ania stwierdziła, że nic dziwnego, ona sama czasami nie wiedziała, co się dzieje.
- Hm…
- A co do ludzi… Skąd wiesz, kto jest magiem a kto nie? W końcu nawet w rzeczywistości nie da się tego poznać… - To niewinne pytanie bardzo Ani nie pasowało.
- Akurat tamtego maga znam osobiście. Niezbyt się lubimy.
- Aha.
- Normalnie nie mam pojęcia. - Westchnęła. - Raz zdarzyło mi się przyłapać pewnego maga na oszukiwaniu. O mały włos a złamałby Maskaradę, w świecie wirtualnym są zabezpieczenia przed oszustwami i jak się o tym nie wie… - Ania nie dokończyła zdania. - To też jest powód, dla którego gram na myszy i klawiaturze. Szybsza komunikacja nie oznacza szybszego łącza. Część rozkazów komputer po prostu by pomijał.
- Niezbyt mądry artefakt.
- Ludzistyczny.
- To jak, pokażesz mi to? Tylko tak od podstaw, jak temu… nubukowi… - Ania mimo woli znowu się uśmiechnęła. Po chwili spoważniała.
- Zdajesz sobie sprawę, że w pewnym momencie będziesz grała ze zwykłymi ludźmi? I oni będą lepsi od Ciebie? Nieporównywalnie lepsi? Nie tylko jak chodzi o sprzęt, chodzi też o umiejętności. I będą niezadowoleni z tego, co robisz, bo nie będzie Ci się udawało. Bo są tam trudne rzeczy. I będą na Ciebie krzyczeć przez mikrofon. Wytrzymasz to bez wysadzania ich? Lub palenia im sprzętu? - Ania złapała Kasię za rękę. - Pytam najzupełniej poważnie.
- Wiesz… Nawet choćbym chciała, to co im zrobię, jak moja moc nie gra z ludzizmami? Ciekawa jestem, jak to jest. No i na pewno nie chcę tam wchodzić sama. Poza tym… w tym akademiku też są ludzie i potrafią być nawet fajni… A ile razy mnie już obrazili? I co, nawet im wzdęć nie zafundowałam.
- Fakt. - Zauważyła Ania. - Nie zwróciłam uwagi. Nie skupiałam się na Tobie tak bardzo.
- Wiem. - Kasia wzruszyła ramionami. - Taka już jesteś. Ale mieszkamy razem już od miesiąca i w końcu chcę Cię poznać. A inna nie będziesz.
- Po co? - Spytała Ania ze spokojem - Ja naprawdę nie mam niczego, co się może komuś przydać, a z uwagi na mój ród możesz jedynie wpakować się w kłopoty.
- Podtrzymuję to, co powiedziałam o pchłach. A po co… Bo nie jesteś złą czarodziejką. W dodatku mamy mieszkać razem przez co najmniej najbliższy rok. Nigdy dosyć dobrych magów dookoła. No i w przyszłym roku… jak się dogadamy to wolę mieszkać z kimś, kogo znam, nie?
- Tak, ma to sens. - Zastanowiła się Ania. Spojrzenie jej trochę złagodniało. - Nawet jeżeli wspólna gra nie wyjdzie, i tak możemy ze sobą dobrze żyć.
- To na dobry początek daruj sobie tien, dobrze?
- Chyba nie mam wyjścia. - Westchnęła Ania.


Z myśli Kasi

W końcu! W końcu udało mi się przebić przez obronną skorupę Ani! W końcu w ogóle dostrzegła, że ma współlokatorkę.
Przecież mieszkamy razem już miesiąc, a tak naprawdę dotąd nie zamieniłyśmy więcej niż trzy zdania.
Teraz też próbowała mnie odepchnąć. Naprawdę myślała, że jak mi powie, że ludzie będą ode mnie lepsi, to podkulę ogon i ucieknę? Zawsze był ktoś lepszy ode mnie, nawet w mojej własnej dziedzinie.
A to, że ludzie są ode mnie lepsi w ludzizmie, jakoś mi nie przeszkadza.
Co innego, gdyby nagle okazali się lepsi w magii leczniczej, wtedy poczułabym się oszukana.
Ale nic to.
Fajną minę miała Ania jak udało mi się wskoczyć na ten narysowany kamień. Jednak opłaciło się moje męczenie Andrzeja w zeszłym tygodniu. Zupełnie nie rozumiał, po co mi w ogóle wiedzieć cokolwiek o ludzizmach, a tym bardziej po co chcę umieć z tego korzystać… Ale wyjaśnił.
Andrzej w sumie mógłby uczyć. Wyjaśnił prosto i zrozumiale. Nawet dał trochę poćwiczyć.
W sumie to wcale nie jest aż tak różne od grania na fortepianie. Też jest klawiatura i też każdy klawisz robi co innego. Co z tego, że są inaczej ustawione… Jak mogłam się nauczyć fortepianu to i taką klawiaturę mogę opanować.

Ale wciąż niemal boję się uwierzyć, że udało mi się znaleźć szczelinę w tej zbroi Ani. Ona jest… całkiem sympatyczna, kiedy przestaje się pilnować. I tak strasznie stara się wszystkich odepchnąć… I po co? Ja rozumiem, jej ród jest potężny, ale przecież łatwiej by jej było gdyby miała pomoc. W pewnym momencie, jeśli grupa robi się duża, to nawet słabych magów nikt nie ruszy. No i czemu w ogóle powiedziała, że przez jej ród mogę się wpakować w kłopoty? Przecież ona jest w Świecy, a inni Diakonowie to głównie Millenium. I wara im od niej. Chce być w Świecy to nie widzę problemu.

No ale jeśli się ich boi… Może po prostu dała się zaszczuć?
Nieważne, na razie wychodzi na to, że będę mieć całkiem sympatyczną współlokatorkę. Może nawet uda mi się ją przekonać, żeby znów zaczęła zauważać magów, bo na razie skutecznie odpycha wszystkich.


Z myśli zaintrygowanego Olafa Rajczaka

Co, co to ma być? Czego ona używa do tego całego internetu? Myszy i klawiatury?
Doktor Seton nam zapewnił nie mniej niż pełne połączenie, całkowicie bez komputera, przełączenie do internetu naszego astrala… czy coś takiego.
Widziałem u Miłosza, że Srebrnoświecowcy mają dostęp do nieco innego narzędzia - oni mają takie wielkie hełmy co się je zakłada na głowę dla pełnego połączenia…
A ona używa myszy i klawiatury, jak zwykły człowiek.
Nieoptymalne, wolne, bezużyteczne, nie ma połączenia…
Czemu tak?


Rozmowa telefoniczna Ani Diakon z mamą

- Tak, będę jutro. Przyjadę od razu po zajęciach. Kupić Ci chleb?
- …
- Naprawdę? Uwielbiam Twoje klopsiki!
- …
- Oj, mamo, ubieram się w ten sposób, bo bardzo lubię ten zespół.
- …
- I co, że szatan? To nie ten szatan! To szatan symboliczny! W tamtych tekstach jest bardzo wiele głębokiej prawdy o introspekcji i medytacjach.
- …
- Naprawdę.
- …
- Yyy, muszę kończyć, pa! Cześć Marek. <odkłada słuchawkę>


Z myśli Ani Diakon

Naprawdę, gdybym dorwała w swoje ręce tego półmózgiego mentalistę, to rozerwałabym go na kawałki! To, że utracili moc magiczną, nie znaczy, że należało robić z moich rodziców głęboko bojaźliwych z przyczyn religijnych członków tego społeczeństwa. I ja się dorobiłam problemów z powodu nazwy mojego ulubionego zespołu, bo w nazwie jest słowo "szatan". Oszaleć można!
To boli, gdy pamiętam, jak to było przed Zaćmieniem… i jak jest teraz. Przynajmniej osobowość mają bez zmian. Nadal ich kocham i będę ich kochać. Szkoda, że moja siostra tak nie umiała… Że nie wytrzymała. Że uległa. Trudno, jej wybór. Ja jestem dumna z tego, że mam rodziców i jakich mam rodziców.
Jestem Diakonką. Jeszcze raz usłyszę kazanie o tym, że dziewczyna w moim wieku potrzebuje chłopaka… Stałego chłopaka, koniecznie zero seksu przed ślubem… I jeszcze raz będą mnie trwożliwie wypytywali o to, czy nie mam jakichś bliskich koleżanek…
Jestem Diakonką. Naprawdę, ten mentalista… rozerwałabym go!


Rozmowa Ani z Kasią, tydzień później

- Podoba Ci się?
- Tak, całkiem fajne. Czasem trochę frustrujące, ale co nie jest…
- Wiem, sterownik. To bardzo trudne, przyzwyczaić się do tego, że tu czarujesz inaczej.
- Pal diabli sterownik! Dlaczego ten czarodziej, którym gram, nic nie umie?! Co to, magia ogranicza się do kul ognia i błyskawic? A klerycy… też mi klerycy od siedmiu boleści..! Przecież co to ma być, co Ty możesz zrobić? Gdzie wzmocnienie ciała, refleksu, siły… Gdzie podstawowe transformacje, gdzie regeneracja, gdzie… cokolwiek! Co to za magia jest?! Nie, chyba muszę zagrać wojownikiem…
- Wojownik nic nie umie. Serio. Musisz dużo sprzętu zmieniać, ale to chyba jest klasa "trzymasz klawisz myszy i wszystko dzieje się samo".
- Przynajmniej nie jest kaleką magicznym…
- Chcesz grać człowiekiem? - Ania uniosła brwi.
- A to to co jest? Każdy człowiek z rozpisanym rytuałem by tak mógł!
- Cóż… - Ania na to nie potrafiła nic powiedzieć. - Możemy zrobić sobie nowe postacie.
- A kim Ty grasz na swojej głównej postaci?
- Czarodziejem. - Westchnęła.
- I Cię nie wkurza?
- Nie? - Ania pokręciła głową. - Tragedia. Przynajmniej gram kontrolerem. Wyłączam wrogów z akcji, wspomagam naszych… Nie jest to "full retard mode".
- To może i ja spróbuję czegoś podobnego… Albo może jakiegoś rozbójnika czy innego złodziejaszka… Bo magia w tej grze jest… uboga.
- Wiem coś o tym… - Westchnęła Ania. - Wyobrażasz sobie, że nie da się w żaden sposób kontrolować bossów? Nic nie można im zrobić, tylko czary bojowe.
- …cóż… Widać, jak ludzie rozumieją magię.
- W rzeczy samej. - Pokręciła głową Ania.
- Aniu, w tą grę koniecznie powinien zagrać jakiś poważny terminus. - Ania zachichotała.
- Oj, tak. Słodko by się frustrował.


Z myśli Ani Diakon, parę dni po katastrofie z jej postacią

…to nie może tak wyglądać, sytuacja jest po prostu niemożliwa do zniesienia. Liczniki raidów mi lecą a z gildii dostaję maile, że są zmuszeni do brania innych postaci jako kontrolerów, bo mnie nie ma. Jak dalej tak będzie, wykluczą mnie z gildii a co najmniej stracę pozycję oficera.
Zrobiłam co mogłam, by określić, co tak naprawdę się dzieje, ale z samą katalizą, nie mając dostępu do infomancji czy zaawansowanej technomancji nie mogę określić nawet prawidłowego punktu przecięcia płaszczyzn magicznych. Nie mówiąc o próbach rozproszenia zaklęcia… jeśli to jest zaklęcie.
Jedno jest pewne - samo z siebie to nie przechodzi. Jestem zmuszona niestety odnaleźć maga zdolnego do rozwiązania mojego problemu. To oznacza, że potrzebny mi najemnik, czarodziej, skłonny do pracy za pieniądze czy Quarki. Oczywiście, nie cierpię na nadmiar żadnego z tych surowców a ostatnie na co mam ochotę to pokazać komukolwiek, że mam jakiś problem. Jakikolwiek, nie mówiąc już o tak poważnym, jak ten, z którym mam do czynienia.
Potrzebny mi mag, który nie będzie zadawał pytań. Ktoś tani. Ktoś, kto mnie nie zna i przez to nie wejdę w żadne długi honorowe - jeszcze tego mi brakuje…


Z myśli wściekłej na Andrzeja Ani Diakon

Co za… niekompetentny, arogancki bałwan!
A ja uważałam go za osobę, z którą można się w jakiś sposób dogadać. Wyraźnie się myliłam.
Powiedziałam mu, że dostał tą a nie inną lalkę przez przypadek. Rupert też świetnie udawał małą dziewczynkę, która chce odzyskać to, co należy do niej…
I co on na to? Sprzedał na Allegro! Dostał prezent - piękną lalkę - i on ją sprzedał!!! Zajęło mu to ile? Trzy dni?
Nie tylko to. Więcej, ten bezczelny, godny pogardy… czarodziej o empatii przeciętnego brokuła stwierdził, że nie mogę tego od niego nawet odkupić. Na Allegro sprzedał lalkę za 120 zł. 120! A próbował mnie oszukać, że 500 zł, zupełnie, jakbym była głupsza od niego.
Ugh… jak ja nie cierpię obślizgłych łgarzy. Mam jednego takiego w gildii…

Dobrze… zaproponowałam mu to 120 zł (w końcu ta lalka jednak trochę dla mnie znaczy) a on… zażyczył sobie 500 zł! Mimo wszystko. Mimo, że np. 150 zł to by była premia 30 złotych ponad to, co normalnie już zarobił.
Ale nie. Dostał prezent od dziewczynki. Okazało się, że prezent to była nie ta lalka. Sprzedał go na Allegro. Więcej, chce jeszcze na nas zarobić. I to nie po prostu zarobić - zarobić OGROMNĄ kwotę.

Ze wszystkich rozbójniczych, żałosnych, obślizgłych, moralnie dennych i niekompetentnych kretynów trafił mi się jeden, który jest dobrym DJ-em. Powinnam była pamiętać po wizycie za kulisami "Szponów Śmierci" - doskonała muzyka i umiejętności tego typu nie są gwarancją choćby szczątkowej moralności.

Rupert się zdziwił, że nie chciałam lalki z powrotem, ale… nie takim kosztem. Nieważne, kim on jest. Nieważne, co on umie. Nie wynajmę go. Nie chcę z nim pracować. Oczekuję choć szczątkowej moralności po swoich najemnikach.

Gdybym go zatrudniła… ktoś taki w nocy wyrwałby złote zęby własnej babci. W moim wypadku… ukradłby mi wszystko z komputera i przetopił moją kartę graficzną na miedź by sprzedać na złomowisku. Bo by to rozpoznać… trzeba intelektu.
Aha, i wystawiłby na Allegro moją bieliznę.
Bo tak.

Chciwiec.


Z myśli Eweliny po usłyszeniu żądania Andrzeja

Co?!
Mój brat to idiota… W życiu nie uwierzę, że dostał za lalkę pół tysiąca!

No proszę, ona też nie uwierzyła…
On naprawdę uważa, że tyle od niej wyciągnie?
Nawet to dziecko, które ze sobą przyprowadziła, skrzywiło się na taką kwotę.

…Ja na pewno mam brata? Jeszcze dał z siebie wyciągnąć, ile naprawdę dostał… Cholera, może ktoś go podmienił jak był w kołysce… Teraz to już nic nie dostanie. Przecież tą dziewczynę prawie szlag trafił!

O, ciekawostka. Ona próbuje go szantażować. I chyba jej wychodzi…
…Zdecydowanie, na pewno ktoś podmienił mojego brata w kołysce.
Co on zrobił, że ona może go szantażować, a on się od tego rumieni niczym panienka?


Z myśli Eweliny

…Wiedziałam, że faceci myślą tym, co pomiędzy nogami, ale jakby mojego braciszka wykastrować, to stałby się roślinką…

Jak on mógł? Z jakąś nieletnią? Po prostu… Okropne. Ile razy mu tłukłam do łba, żeby się kontrolował, no ile..?
Nie potrafię do niego przemówić. A on uważa się za boga, lepszego od wszystkich ludzi. Szkoda, że uzyskał magię. Zanim to się stało był może nieco aroganckim, ale całkiem miłym dzieciakiem…


Z myśli Eweliny

…I jeszcze patrzy na mnie, jakby oczekiwał, że mu powiem, co ma robić. Nie. Nie powiem. On dalej uważa, że dostanie swoje pół tysiąca… Cóż, tym lepiej, mi nie zależy, żeby ona tą lalkę odzyskała, skoro jej tak na tym zależy…


Z myśli Eweliny

No tak… Mój braciszek z empatią godną kamienia umiejętnie wkurzył zarówno starszą jak i młodszą…
Dlaczego mam wrażenie, że to tak się nie skończy?
Muszę się go pozbyć z domu na choćby jedną noc, ale tak, żeby żadna z tej dwójki nie wiedziała o tym. Nie powinno to być szczególnie trudne…
Ani jedno, ani drugie.
Mam wrażenie, że mogę dziś spodziewać się nieproszonych gości.
Chyba pora zastawić pułapkę…


Z myśli Eweliny

…To brzmiało jak kupa metalu spadająca z drzewa na ziemię.
…Nie wierzę…
…Po prostu nie wierzę własnym oczom…
…Otworzę mu okno, bo jeszcze się na nie przewróci i je wyłamie…


Z myśli Eweliny w trakcie starcia

Szlag, duży jest…
I silny. Nie poradzę.
Ale może uda mi się go spłoszyć.


Rozmowa Marii Piwosz z Antonim, w nocy, po akcji z paralizatorem

- Co to było?
- Nic szczególnego… Spokojnie, śpij.
- Coś słyszałam! Stłumiony krzyk…
- Cśśś… To tylko "nasi" magowie.
- Aha… Chodź do łóżka.
- Zaraz. Jeszcze chwilę poczekam, chcę się upewnić, że już po wszystkim.
- Za trzy godziny masz dyżur. Musisz się wyspać.
- Wiem. Odeśpię.


Z myśli Eweliny po przesłuchaniu Ruperta

Diakon!
Czego ona chce od mojego brata?
Po co jej ta lalka? O co jej w ogóle chodzi?
Jaki ma cel… i czy pracuje sama czy na czyjeś zlecenie?

W coś Ty się wplątał… Nie, w coś Ty nas wplątał?


Z rozmowy dwóch anonimowych studentów w akademiku

- Słyszałeś? Będzie z nami mieszkał DJ Andrzej!
- Co, w akademiku?
- No, normalnie tak!
- Suuuper…
- Będziemy mogli na niego wyrywać laski!
- Kurde, teraz to już nie mam szans u Oli z biotechnologii…
- Zawsze zostaje Ci jedna z tych w 204.
- Anna i Katarzyna? Nie, dziękuję. Nie moja liga.


Z myśli Eweliny po otrzymaniu listu

Andrzej..!
Tylko Ty tak potrafisz…
Specjalnie Cię wygoniłam, żeby nic Ci nie groziło. Miałeś znaleźć spokojnie miejsce, mieszkanie, cokolwiek!
Zamiast tego dostaję list z żądaniem okupu…
Gdyby ten cały Rupert nie postanowił się włamać i nie był tak nieudolny, nie miałabym nawet za co Cię wymienić…

Braciszku…


Z myśli Eweliny

…Nic nie mogę teraz zrobić. Muszę poczekać. I tak jest już późno… Poczekam do północy… Ślady zaklęć zejdą ze złapanego "paladyna". Ta cała Ania nie musi znać dokładnie moich możliwości.
Tylko zapisać sobie jej numer…
Gdzie jest jej numer..?

Nie. Wierzę.
<facepalm>
Co z niej za porywacz? Nawet numeru nie zostawiła! Przez jej niekompetencję mój brat jest w niebezpieczeństwie!
…Może ten cały paladyn zna namiary? W końcu wydaje się znać tą żałosną czarodziejkę.
…W sumie… może udałoby się go trochę przekabacić?

…A chciałam tylko świętego spokoju i miejsca, gdzie można by przeczekać kłopoty…

…Ciekawe, czy będziemy mogli kiedyś wrócić… Chcę do domu.


Z myśli bardzo zestresowanej Ani Diakon, godzinę po oddaniu Andrzeja Ewelinie

To jakiś koszmarny sen… zupełnie jakbym była jedynym klerykiem w sześciogodzinnym raidzie grając z bardzo kompetentnymi Chińczykami, których zupełnie nie rozumiem i którzy używają nietypowej taktyki… albo, jakbym była moderatorem na forum…
Tak więc… torturowałam obcego, nieznajomego maga, którego podstępnie skłoniłam do wejścia do mojego pokoju. To… w żadnych okolicznościach nie brzmi korzystnie i nie wskazuje na moją przewagę moralną bądź prawną. A moje ewentualne usprawiedliwienie na wypadek bardzo niekorzystnego spotkania z organami uprawnionymi do przesłuchań… na przykład terminusami… "on zaczął".
Jest to tak absurdalnie infantylne, że nie uważam, by dało się ustawić jakąkolwiek linię obrony na bazie tych dwóch słów. Zwłaszcza, że jedno z nich jest tylko zaimkiem. Za to osobowym. Przynajmniej poznaję osobowość zaimka. Może, ale tylko może, terminusi uznają to za okoliczność łagodzącą? <nerwowy śmiech>

Co mi odbiło?!

Owszem, ów osobnik należy do tej bardziej odrażającej podrasy niezbyt szanownego bractwa magicznego, ale potrafię - normalnie - opanować się na tyle, by obcowanie nawet z czymś takim jak roszczeniowy moralny karaluch, mimo, że sprawia mi niewielką przykrość (pomyśleć ile przykrości musi sprawiać jemu bycie czymś takim) nie wiązało się z żadnymi negatywnymi konsekwencjami dla jego żałosnej i godnej pogardy osoby.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że połączenie zaginięcia Ruperta oraz długoterminowa niezdolność do gry sprawiły, że jestem nieco mniej stabilna niż zwykle. A normalnie… nie słynę niestety z nadmiaru stabilności emocjonalnej.

Bardzo - bardzo - martwi mnie to, że ów mag specjalnie nie przejął się byciem torturowanym. Oraz to, że mnie sprawiło to jakąkolwiek przyjemność. Co prawda przyjemność w możliwości wyładowania się na swojej ofierze jest dość naturalną reakcją dla przeciętnego arystokraty światy magów, jednak jest to uczucie dla mnie całkowicie nowe i wolałabym więcej nigdy go nie czuć. Zbyt przypomina mi reakcję przeze mnie silnie tępioną - dołączanie pojedynczego newba do drużyny tylko po to, by go upokorzyć i wyśmiać.

…to ma miejsce w realu, nie w grze. Sytuacja zdecydowanie nie jest godna pozazdroszczenia i wygląda na bardzo niebezpieczną. Zwłaszcza, że… oni wiedzą, gdzie ja mieszkam. W realu.

Innymi słowy, mam potencjalnie krwiożerczą mentalistkę, której brat był torturowany (niezależnie od skuteczności owego torturowania) która koniecznie chce się ze mną spotkać oraz samego brata - moralnie na poziomie przeciętnego sześcioletniego księciunia Srebrnej Świecy, czyli najgorsza możliwa kombinacja "należy mi się" i "dostanę wszystko na czym mi zależy" - to jest już dwóch magów o których wiem, którzy potencjalnie mogą chcieć się na mnie zemścić. Co gorsza, w zaistniałych okolicznościach nie jestem taka pewna, czy ktokolwiek miałby im to za złe. Nie wiem, czy ja sama miałabym im to za złe… zakładając, oczywiście, że sytuacja dotyczyłaby jakiejkolwiek hipotetycznej osoby trzeciej a nie osoby pierwszej, czyli mnie.

…niezależnie od punktu widzenia uważam, że mam większe kłopoty niż Sarmanter po tym, jak zostaje mu 15% życia a wszyscy DPSi mają boss beatery. W końcu w wypadku Sarmantera kleryk noob może nie rzucić sanktuarium na czas…

Nie jestem magiem bojowym. Owszem, jestem katalistką (specjalizującą się w magii sympatycznej) i znam się na golemach, ale nie jest to pierwszoliniowa rola miliarna a trzecioliniowa rola wsparcia. Jestem bardziej klerykiem niż nukerem, a na pewno DPS ze mnie żaden. Gorzej - z uwagi na specyfikę mojego miejsca zamieszkania złożone i potężne systemy obrony magicznej po prostu nie wchodzą w grę - do mojego pokoju często wchodzą ludzie. No i nie mieszkam sama.
Najlepszą opcją byłoby wyjechanie na wakacje! Niestety, w zaistniałych okolicznościach nawet strategicznie preferowany plan musi zostać przesunięty, bo za dwa dni mam laboratorium z sieci komputerowych z doktorem, który raz mnie już nie przepuścił na piąty rok studiów.

Pozostaje jeszcze pytanie odnośnie najbardziej pozornie oczywistego działania które mogę podjąć by troszeczkę rozładować sytuację. Mianowicie: czy ich przeprosić, czy zaniechać ewentualnych przeprosin. Nie wnikam tu oczywiście w sposób przeprowadzenia owych przeprosin - jest to zupełnie inna dyskusja…


Przeprosiny przesłane śnieżnobiałą gołębicą do domu, w którym przebywa Ewelina i Andrzej. Dwa dni później, gdy już Ania wyleczyła się z kaca i zebrała się na odwagę.

Chciałam bardzo przeprosić za szkody wyrządzone przeze mnie czarodziejowi Andrzejowi Jołce w formie ran fizycznych (zaleczonych przed oddaniem) oraz ewentualnych szkód psychicznych, których nie byłam niestety w stanie wyleczyć. Uważam, że moje działania nie mogą być w żaden sposób usprawiedliwione i nic, co ów czarodziej bądź czarodziejka Ewelina Jołka zdecydowali się zrobić nie dawało mi prawa do zachowania się w taki sposób.

Chciałam też zapewnić, że nie mam zamiaru wchodzić z wyżej wymienionymi magami w żadne kontakty umożliwiające powtórzenie przeszłych doświadczeń, podkładać im niczego i - w miarę możliwości - pragnę próbować jak najszybciej zapomnieć, że owi czarodzieje istnieją.

W świetle powyższego nie uważam za stosowne rozgrzebywać starych ran czarodzieja Andrzeja Jołki, w związku z tym nie będę w stanie się spotkać z żadnym z wyżej wymienionych magów by nie doprowadzić do przywrócenia niekomfortowych wspomnień.

Przepraszam ponownie i proszę o wybaczenie.

PS. Odpowiedź zwrotna nie tylko nie jest oczekiwana - jest ona nawet niepożądana w związku z możliwością istnienia pułapki znajdującej się w wiadomości.

Z wyrazami ubolewania,
~Anna Diakon.


Z myśli dumnej z siebie Ani Diakon

Odniosłam sukces godny leczenia solo Halibuta używając postaci czarodziejki i samych scrolli. Skomponowałam zgrabny list z przeprosinami a jednocześnie udało mi się zapewnić sobie, że nie będą musieli ani chcieli się ze mną spotkać. Uważam, że udało mi się bardzo skutecznie znaleźć granicę między pokornymi przeprosinami (niestety, szczerymi) a wyrazami niechęci do bratania się magami o dużo niższej moralnej kondycji niż ja. Nawet, jeśli finansowo stoją zdecydowanie wyżej. Oni nie mieszkają w akademiku.
Oczywiście, słowa o moralnej wyższości w ustach osoby torturującej relatywnie mało winnego maga brzmią nieco niewłaściwie, ale znając sytuację stwierdzam, że można to wybaczyć.
Ten list powinien rozwiązać problem dalszych interakcji z tymi magami.
…jeśli trafi mi się odrobina szczęścia w życiu. Na razie mam pecha. Musiałam zrobić czterdzieści dwa runy by zdobyć amulet arcymaga z Halibuta. Przy droprate 8,5%!

Ale jako osoba z natury ostrożna będę zasłaniać zasłony zapalając światło. Powinno to zneutralizować… kilka oczywistych ataków. Może jeśli będą chcieli coś mi zrobić ten krok ich tak skonfunduje, że się rozmyślą? <zaciera ręce z zadowoleniem>


Z myśli zrezygnowanej Eweliny, dużo później

Paladyn w płytówce (nawet, jeśli odchudzonej!) wspinający się po drzewie i włażący przez okno…
Porywaczka, nie potrafiąca nawet zostawić numeru telefonu…
Mój brat, dający innym materiał do szantażu i ściągający na siebie uwagę magów…
Czy poza człowiekiem z paralizatorem jestem jedyną kompetentną osobą w okolicy..?



Kilka dobijających tekstów

- "Co miałeś z tym zrobić?!" - Ewelina
- "…coś" - Andrzej, bawiący się lalką.
- "NIE TO!" - Ewelina.

- "To już Twój problem co jej będziesz wciskał a czego nie" - Ewelina do Andrzeja,

- "Odkupię ją!" - Ania Diakon do Andrzeja o lalce, z rozpaczą
- "Sorry, dostałbym negatywa." - Andrzej, z nie mniejszą rozpaczą, o swoim koncie na Allegro

- "Ty kretynie!" - Ewelina do Andrzeja!
- "Oj no… nawinęło się taką w klubie." - Andrzej, przyznający się (choć nie do wszystkiego :P)
- "Co, następnym razem szczeniaczka Ci przyprowadzić? Bo pies za stary?!" - Ewelina

- "Siostra, luz! Widać, że im na tym zależy, można na tym zarobić…" - Andrzej do Eweliny

- "Przepraszam… zrobię Ci kanapkę z tuńczykiem" - zrozpaczona Ania Diakon do Ruperta
- "Nienawidzę ryb! Wiesz, jak szybko tonie metal?!" - Rupert.

- "Słyszysz dźwięk, jakby ktoś w zbroi płytowej spadł z drzewa podczas skradania się" - MG do Eweliny.
- "Cholera, w RPGu się udało" - Rupert do siebie w krzakach.

- "Coś tak głupiego nie może być zwykłym włamywaczem. To musi być czarodziej." - Ojciec rodziny do Eweliny.

- "A Ty znowu tu przyjdziesz?" - Ewelina do związanego Ruperta
- "Nie. Głupio mi… kumple się będą śmiali" - Rupert, muszący mówić prawdę

- "Czy to Ty jesteś tą z kijem od mopa"? - Rupert, związany, do Eweliny
- <milczenie> - Ewelina, niewidoczna
- "To jest mi jeszcze bardziej głupio. Przepraszam za cycki… niechcący." - Rupert

- "Masz rację. Nie mogę tego zrobić" - Ania do torturowanego Andrzeja
- "Nie tutaj".

- "Moj kochany, zidiociały braciszek wlazł jej na odcisk, tak?!" - Ewelina
- "No, była trochę wkurzona jak Was zostawialiśmy… ja też". - Rupert
- "Boże, czemu pokarałeś mnie takim bratem…" - Ewelina
- "Rodziny się nie wybiera, wiem coś o tym…" - Rupert, myśląc o siostrze

- "Ania… pomagałem służebnicy ciemności…" - Załamany Rupert po potwierdzeniu krwi na kartce.

- "Mój brat jest ostatnim idiotą. Jest ostatnim DEBILEM. Nie umie przycupnąć i nie słucha. Nie rozumie i nie chce rozumieć. Usiłuję go chronić…" - Ewelina o Andrzeju

- "Nie chędożysz zwłok?!" - Rupert po tym, jak się dowiedział, że jest nekromantką
- "Sam se chędoż zwłoki jak lubisz!!!" - Ewelina

- "Dobro może czasem ulec korupcji… i wtedy trzeba je uleczyć… potęgą metalu" - Rupert o Ani.

- "Rupert. Masz numer telefonu do niej? Nie podała telefonu na tym liście…" - Ewelina
- "…mam… ale telefon został w pokoju… musimy się skoczyć do mnie do domu…" - Rupert

- "W zbroi… powiedz…" - Sparrow do Kić
- "Nie powiem, że włamywał się w płytówce!" - Kić
- "Ale nie chcę być najgłupszą postacią tutaj…" - Sparrow.

- "Czemu nic nie może być białe i czarne?" - Rupert
- "Jest. On jest głupi. Nie ma nic bielszego." - Ania.

- "Włada jeszcze magią błyskawic?!" - Ania
- "Nie wiem" - R.
- "Paralizator" - E., szeptem.
- "NIEWAŻNE! Potknąłem się na schodach. Wsadziłem palec w gniazdko!" - R., nieszczęśliwy

- "I rozumiem, że przez to, że ta akurat szkoła magii mi pasuje najbardziej, przez to jestem zimna, mroczna, podła, okropna…" - Ewelina
- "Zdzieliłaś mnie mopem. Nie ma nic bardziej mrocznego". - Rupert
- "Włamałeś mi się do pokoju…" - Ewelina
- "MOPEM!?" - Rupert
- "Miał odkręcony łepek." - Ewelina

- "Zbieraj zad w troki i WRACAJ DO DOMKU!" - Ewelina
- "Do… mieszkania?" - Andrzej
- "TAK!" - Ewelina
- "Tego, z którego się wyprowadziłem"? - Andrzej
- "TAK" - Ewelina
- "Ale dwa pokoje dalej…" - Andrzej
- "Nieważne! Wracaj!" - Ewelina
- "Idę, idę…" - Andrzej

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License