Akcja Charytatywna Juliana

Ściągawka:

Osoby główne:

  • Kamila Maliniak:

- postać Kić, zobaczymy, co chce.

  • Julian Krukowicz:

- chce stworzyć jednorazową akcję charytatywną mającą komuś naprawdę pomóc
- chce wypromować swój cyrk
- chce zdobyć Renatę Sowińską jako swoją modelkę i jej pokazać, że ludzie "mają sens".
- zaimponować Renacie Sowińskiej
- uniknąć eskalacji, która mogłaby np. wciągnąć PŚ czy spowodować liczne obrażenia cielesne

  • Jan Sowiński:

- nie pozwoli Julianowi na osiągnięcie celu zdobycia Renaty Sowińskiej, za żadną cenę. Kwestia honoru Sowińskich. Upokorzyć Juliana przed Renatą.
- chce uratować Renatę Sowińską przed nią samą.
- działa w ukryciu przed regentami
- Zaimponować Renacie i pokazać jej, że to ON jest warty jej uwagi.
- Przeciętne działanie skierowane ma moc (35), niekierowane (20)

  • Mariusz Węgielski:

- działa całkowicie z ukrycia, wycentrowany jest przeciw Wiktorii i przeciw Janowi Sowińskiemu
- próbuje zmaksymalizować straty regentów i Jana Sowińskiego oraz wykryć agentów Wiktorii
- chce wzmocnić dług Wiktorii u Basi Sowińskiej
- chce sprawić, by Wiktoria spokorniała. Dać jej lekcję. Najlepiej jeszcze sprawić, by miała u niego dług/ musiała coś mu zawdzięczać.
- Przeciętne działanie skierowane ma moc (40), niekierowane (25)

  • Wiktoria Diakon:

- chce pomóc Kamili i Julianowi w osiągnięciu ich celów
- nie pozwoli się "rządzić" jakiemuś Mariuszowi Węgielskiemu, ale bardziej zależy jej na przyjaciołach
- przechytrzyć Węgielskiego, niekoniecznie ujawniać swoją obecność i zaangażowanie, ale mieć świadomość że jest lepsza

  • Renata Sowińska:

- chce się dobrze bawić, zobaczyć coś nowego, zrobić coś niespodziewanego
- chce udowodnić swoją niezależność, "trudnozdobywalność" i nie pozwolić nikomu sobą sterować
- za żadne skarby nie chce, by komuś stała się krzywda
- na miejscu ma jednego agenta obserwującego sytuację.
- podbudować swoje ego, które nie jest zbyt wysoko w tej chwili…

  • Jerzy Marduk:

- chce zmierzyć się z siłami Sowińskich i sprawdzić, jak są dobrzy w praktyce
- chce chronić swoich… "znajomych", by nie stała im ani ludziom się krzywda
- chce porwać agenta Sowińskich. Dowolnego agenta. Potrzebuje kogoś ważnego jako świadka pewnego wydarzenia i ma zamiar porwać agenta tak, by nic złego mu się nie stało i by Sowińscy dali radę go odbić - ale po drodze on ma coś zobaczyć / doświadczyć.

Osoby powtarzające się, choć poboczne:

  • brak

Osoby tła:

  • jeszcze nieznane

Ważne miejsca:

  • Miasto Toszek
    • Ratusz
    • Zamek

Konspekt punktowy:

Konspekt opisowy:


Rozmowa Juliana z Kamilą, 23:11

- Szlachetna Kamilo, czy zechciałabyś… Czy jesteś teraz sama?
- Tak, wejdź proszę. Coś się stało?
- Jedynie Ty możesz mi pomóc, technomantyczny aniele ze skrzydłami z kociego futra.
- Dobra, dobra… Sprawiasz, że czuję się jak jakiś dziwaczny transformer.
- Lepsze to niż typowy transformer w wypadku kogoś obdarzonego tak niezwykłą urodą i gracją.
- Dziękuję… To… o co chodzi dokładnie?
- Mam zamiar zorganizować wielkie przedstawienie charytatywne.
- O, chętnie pomogę. Czego potrzebujesz?
- Po pierwsze, nie ma nic słodszego niż piękna treserka kotów w trykocie i przesłodka piramidka z kociąt "wytresowanych", by robić różne sztuczki. Przyda mi się także przepiękna asystentka do różnego rodzaju elektronicznych i technicznych rozwiązań. Im mniej magii, tym lepiej.
- Skoro potrzebujesz przepięknej asystentki… Polecam Wiktorię. <lekka ironia>
- Świetny pomysł! Też ją poprosimy! Dzięki! Widzisz? Uroda i piękno, stanowisz doskonałość.
- <żartobliwie> Uważaj, bo Tomek pomyśli, że mnie podrywasz.
- Bo Cię podrywam. Niewinnie. Bez powodzenia od kilku lat, ale to nie ma znaczenia.
- Wiem. I dlatego jesteś taki słodki.
- Dziękuję. Bardzo zależy mi na Twojej pomocy. Mamy tylko trzy dni.
- …Aha. A nie mogłeś przyjść wcześniej?
- Nie wiedziałem. Uwierz, wiem, jakie to trudne, nie mam nawet pozwoleń.
- No tak… Tu bez magii się nie obejdzie.
- Będę potrzebował sponsora o dobrym sercu.
- No dobrze… Nie masz pozwoleń i nie masz sponsora… Wiesz już, na jakie cele chciałbyś przeznaczyć zebrane fundusze?
- Nie, jeszcze nie. Myślałem o dzieciach… Nieszczęśliwym dzieciom zawsze przyda się odrobina radości.
- Prawda… W Gliwicach jest dom dziecka.
- Muszę tylko przekonać prowadzących, żeby zdecydowali się przyprowadzić podopiecznych. Jest jeszcze kwestia sprzętu. - zastanowił się - To też muszę przygotować.
- Julian… kto oprócz Ciebie jest w to zaangażowany?
- Ty i Kasia.
- …Przewiduję sromotną porażkę…
- Nie! - krzyknął Julian gromkim głosem. - Jesteś ekspertem od elektroniki. Wiem, gdzie znaleźć dźwiękowców, oświetleniowców…
- Ale czemu tylko trzy dni?
- Bo tyle udało mi się wynegocjować. To skomplikowane, Kamilo. Aha. Musimy zdobyć mnóstwo sztucznych ogni. Załatwię pozwolenie na to, żeby ich używać.
- No dobrze… A z kim udało Ci się wynegocjować i o co tak naprawdę chodzi?
- Kamilo… - Spojrzenie pełne urażonej niewinności.
- Nie Kamiluj mi tu tylko gadaj.
- Nie znasz jej. Piękna czarodziejka Srebrnej Świecy, w figlarnym nastroju, o bardzo optymistycznej naturze. Zgodziła się zostać moją modelką, jeśli to zrealizuję.
- To dokładnie?
- Nie. Jeżeli uda mi się zrobić takie przedstawienie, które jej zaimponuje i na przykład na tyle wzruszy, by zdecydowała się zostać moją modelką. To dziewczyna pragnąca żyć pełnią życia. Śmiać się, płakać, bawić, cierpieć. Jest to osoba o wysokiej pozycji, z dobrego rodu. Zrobiłem jedno przedstawienie… okazało się, że jest negatką. I to wybitną negatką. Posiadanie podręcznego węzła wzmacniającego moc zaklęć niszczących też jej pomaga.
- Wysoko mierzysz…
- Warto, droga Kamilo, warto. Zawiodłem, lecz przekonałem ją, by dała mi jeszcze jedną szansę… - Zastanowił się chwilę. - Nie, Gliwice są bez sensu. Wiesz, że osobom na trybunach udziela się nastrój innych osób na trybunach. Jeżeli wybierzemy odpowiednią grupę, ludzi, którzy bardzo głęboko będą wdzięczni i jednocześnie nie mają zbyt wielkiego kontaktu z rzeczami, które my możemy dla nich zrobić, to ta wdzięczność, wzruszenie - zwłaszcza, jeżeli ją się przedstawi jako delegata sponsora - może mieć większą szansę powodzenia…
- Julianie… to do Ciebie niepodobne. Takie wyrachowanie… I tyle wysiłku, by rozebrać jakąś, niewątpliwie piękną, dziewczynę przed aparatem? Czego mi nie powiedziałeś?
- Wiesz - lekko oburzony. - połowy tych środków bym nie przeznaczył, żeby "coś dla kogoś zrobić". To znaczy… Na przykład, żeby podnieść jakiejś tam frakcji gildii wobec innej… Rozumiesz. Ale popatrz: Nasz cyrk będzie miał genialną reklamę. Naprawdę genialną. Mam szansę pokazać tej dziewczynie, czarodziejce z wyższych sfer, komuś, z kim na co dzień nie mamy do czynienia, że ludzie nie są istotami do pomiatania. Bo patrz, piękna Kamilo, ludzie śmieją się, tańczą… dobra, koty może nie są wynikiem zwykłej tresury, ale ona tego nie jest w stanie w żaden sposób zobaczyć. To jest młoda szlachcianka. Ci ludzie będą wchodzić z nią interakcje. Podziękują jej. Może ktoś nawet spróbuje z nią porozmawiać. Przedstawimy ją jako - na przykład - Chinkę. Ona może czegoś się nauczyć. Coś zrozumieć. Owszem, stanie się elementem mojej kolekcji, ale tylko, jeżeli sama powie, że się wzruszyła, że jej zaimponowałem przedstawieniem. Może odmówić. Ale dobry uczynek, przedstawienie, sama rozumiesz… Te rzeczy same w sobie są coś warte. Warto spróbować.
- Dlaczego od razu nie powiedziałeś, że to sceptyczka co do ludzi? Zróbmy to.
- Bo nie jest sceptyczką. Ona po prostu o nich nie myśli.
- Tym bardziej…
- Przed nami mnóstwo ciężkiej pracy, ale moim zdaniem sobie poradzimy. Widzisz, ona będzie oczekiwała show. Musimy to show zrobić, ale jednocześnie najważniejsze będzie przygotowanie ludzi, przygotowanie przestrzeni. Mam zamiar zrobić show, którego ona będzie integralną częścią, wyciągnąć ją na scenę. Zrobić to interaktywnie. Na oczach ludzi nie użyje magii. Zmusi ją to do myślenia. Musimy tak to wycelować, by się bawiła jak nigdy. Wtedy oba nasze cele będą osiągnięte.
- To musisz się czegoś więcej o niej dowiedzieć. Sprzętem się nie przejmuj… Ty masz kilku znajomych, ja też… Tu się podkręci, tam podrasuje i będzie dobrze.
- Wiedziałem, że to powiesz.
<Kami - stręczycielka? Naganiasz Julianowi dziewczyny do łóżka? Naprawdę?>
<Taaak… I Tomuś - alfons. Pomożesz, prawda?>
<Jasne. Lepiej ją niż Ciebie.>
<Wiesz… Julian jest słodki. Mrau>
<Pozostawię to bez komentarza z uwagi na to, że mam swoją godność.>
<Koty nie mają godności. Koty godnością.>
- Tomek nam pomoże z przygotowaniem sceny.
- Super! Tomek jest bardzo utalentowany. Zatrudnię go choćby jako klauna.
<Tak, koty składają się z godności, zwłaszcza, gdy się im pokaże kłębek wielokolorowej włóczki. Kami, patrz, włóczka!>
- Hm… Ciekawe, jak by wyglądał w stroju klauna dzierganym z włóczki…
- Da się załatwić.


Z myśli Renaty Sowińskiej, chwilę po wyjściu kuzyna

Jeżeli uważa, że "modelka dla podrzędnego szarlatana" to poniżające i niegodne rodu zajęcie, to dobrze, że nie wie, na jakich warunkach mam mu pozować. Fakt, że miałabym pozować w bieliźnie, najpewniej doprowadziłby go do próby wypowiedzenia wojny czy coś w tym guście… Jest jeszcze bardzo młody. On naprawdę chyba nie rozumie, że gdybym podporządkowała się temu, jak on chce mnie widzieć, przestałabym być tą osobą, którą tak podziwia.
Będę próbowała mieć całą tą sytuację na oku. Jest to jednak bardzo trudne, gdyż zwyczajnie nikt mnie nie słucha.
Czy żałuję, że się zgodziłam?
Nie.
Ten czarodziej, Julian z rodu Krukowiczów, przynajmniej widzi we mnie osobę, a nie pozycję…


Z myśli Jana Sowińskiego, młodego czarodzieja

Renato, jak mogłaś…
To nie jej wina. Jest tylko słabą dziewczyną. Najwspanialszą, jaka jest, najbardziej niezależną, najbardziej… ale jednak tylko dziewczyną! Wystarczył moment i jakiś lubieżny, śliniący się szarlatan zawrócił jej w głowie.
Muszę ją uratować przed sobą samą! Jeśli tego nie zrobię, sama sobie nigdy nie wybaczy. Więcej, może stracić część swojej wolności. Jest… taka delikatna. Owszem, pozornie jest silna, ale jest dziewczyną. To ją może złamać.
Uratuję ją.
Żaden szarlatan, żałosny magik, w którego żyłach nie płynie krew tak znamienitego rodu jak Sowiński, nie ma prawa nawet rozmawiać z moją kuzynką!


Rozmowa Juliana z Kamilą następnego dnia po południu

- Przepiękna Kamilo, tien Renata Sowińska…
- Sowińska. Modelka. …kontynuuj…
- Tak. Poprosiła mnie dzisiaj do siebie i powiedziała, że wystąpiła pewna drobna komplikacja.
- No pięknie… - Kamila westchnęła ciężko.
- Tak. W związku z czym mamy dwa tygodnie czasu.
- O. Przynajmniej raz czyjeś komplikacje nas nie kopną. Chyba, że jest tam jakieś "ale"?
- Ostrze Twego intelektu dorównuje jedynie Twojej urodzie, Kamilo. Tak, jest. Jeden z magów rodu Sowińskich dowiedział się o tym i życzył sobie, by tien Renata natychmiast uznała całą tą sprawę za niebyłą, a mnie kazała oćwiczyć kagańcem.
- Kagańcem. Oćwiczyć kagańcem. Wiesz, co powiedziałeś? I on to na pewno powiedział?
- Hej, ma czternaście lat, nie każde wyrażenie musiało się mu udać. Za to polot, arogancję oraz fantazję ma godną potężnego rodu Sowińskich.
- Zatrudnij go jako klauna. Masz dobrą tradycję. Egzekutor KADEMu mógł, to tym bardziej Sowiński się nada…
- Ależ droga Kamilo, trudno o lepszego klauna niż Kuba Urbanek. On po prostu jest urodzony do tej roli. Ten czternastolatek… cóż. Nie rozbawiłby nawet takiej chichotki jak Aniela.
- Nieważne… Co dalej?
- Na razie tyle… Poza tym, że to jeszcze bardziej mnie motywuje do odniesienia sukcesu.
- Jak ten dzieciak się dowiedział? Powiedziała mu?
- Autentycznie nie mam pojęcia. To jeden z tych przypadków… Z tego, co widziałem, podziwia tien Renatę oraz pragnie być takim jak ona. W świetle tego fakt, że ona miałaby być modelką jest dla niego wstrząsający.
- Cóż… twarde zderzenie z rzeczywistością. Jego bogini nie jest taka, jak sobie wyobrażał…
- Muszę Cię ostrzec. To jest Sowiński. Ma środki. I wiele osób będzie chciało się mu przypochlebić.
- Czy tien Sowińska anulowała waszą umowę?
- Nie. Powiem więcej. Im bardziej on będzie nam szkodził, tym większa szansa, że zostanie moją modelką. Z czystej przekory.
- Zatem musimy na niego uważać, nie pchać mu się pod oczy i tyle.
- Ważna rzecz. On jest wyższy pozycją niż tien Renata. On jest chyba kuzynem lady Barbary Sowińskiej. Bliskim kuzynem. Był wymieniony na liście osób mogących odziedziczyć gildię.
- Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
- Uważam, że nie powinniśmy wykorzystywać Powiewu Świeżości, choć możemy poprosić o pomoc kilka osób z Powiewu.
- A kto tu kiedykolwiek wspomniał o wykorzystaniu Powiewu? Przyszedłeś do mnie, tak? Nie do Julii. W osobistej sprawie, nie gildii, tak?
- Tak, oczywiście. Po prostu miałem nadzieję, że - zwłaszcza, że ja jestem członkiem Powiewu - uda mi się coś zrobić, by i nasza kochana gildia odrobinkę zyskała. W świetle powyższych rewelacji…
- Szczerze? Jestem trochę znużona angażowaniem Powiewu we wszystko, co robię.
- Kochana Kamilo, dlatego nawet Ci o tym nie mówiłem. To byłoby raczej podczepienie Powiewu do czegoś, z czym nie miał nic wspólnego, po prostu, by zapunktować.
- Wybacz…
- Nie mam czego wybaczać. W końcu angażujesz się w to tylko i wyłącznie na mą prośbę. Pewnikiem znużona jesteś tym wszystkim. Dawno już nie przyszłaś się przebrać w mojej kolekcji ubrań.
- Nie miałam głowy…


Telefon do Kamili, pięć minut po wyjściu Juliana

- Tak, Jurku?
- Domyśliłaś się? Jestem pod wrażeniem.
- Daruj sobie złośliwości. O co chodzi?
- Wchodzę w to. Charytatywnie
- O, Ty znasz to słowo. Wiesz, co znaczy?
- Tak, to jest to, co robią inni. Ja, by coś zrobić, muszę mieć z tego zdecydowany zysk.
- No dobra, przepraszam.
- Nie. Mówiłem serio.
- No to co jest tym zyskiem?
- Ten młody Sowiński może chcieć wykonywać operacje przeciwko wam. Sowińscy mają bardzo dobry wywiad. Chcę się sprawdzić przeciwko temu wywiadowi.
- Czyli Ty, pociągający za pajęcze nici i kopiący morlokami dołki pod szpiegami przeciwko kilku znudzonym agentom wywiadu Sowińskich, którzy zapewne będą się pałętać po okolicy z braku czegoś lepszego do roboty?
- Tak. Dobrze to ujęłaś. <lekki uśmiech> A i tak nie wiem, czy mi się uda.
- Nie narazi to Ciebie? I Powiewu?
- Nie. To znaczy… - Spoważniał - Nie będę działał osobiście. Nie mam nawet zamiaru prosić mojej ulubionej - To słowo powiedziane zostało z przekąsem - agentki. Ale będę w stanie na przykład wyłapać, że waszemu DJowi ktoś połamał obie ręce. Lub, że ktoś planuje podpalenie sceny… Zrobię, co mogę, by dać wam czas na reakcję. - Zamilkł na chwilę, a że Kamila też milczała, dodał - Pomyślałaś oczywiście o tym.
- Pomyślałam.
- Wiesz, że Julian nie jest w stanie tego zwyciężyć.
- Na pewno nie pokazem mocy.
- Nie o to chodzi. Wy macie moralność. Chcecie to zrobić słodko i sympatycznie. Oni traktują ludzi jak śmiecie i będą "bronić honoru Sowińskiej". Innymi słowy, musisz ich przechytrzyć.
- Wiesz… To, że Julian zdaje sobie sprawę, że nie zaimponuje jej mocą, nie znaczy, że oni o tym wiedzą… Spróbujemy udawać, że wszystko robimy magią, żeby odwrócić ich uwagę od ludzi.
- To może być dobry ruch. Rozważyłbym też wplątanie w to, bez informowania Juliana, jakiejś polityki.
- Whisperwind…
- Bez sensu. AD nie ma nic, co może zagrozić Sowińskim.
- AD nie… Ale widzisz, po pierwsze, Whisperwind jest potężną czarodziejką, tak? Uprawdopodobni rozwiązanie "siłowe". Co więcej, ona bardzo nie lubi krzywdzenia ludzi. Poza tym, nie chcemy zagrażać Sowińskim jako rodowi. Chcemy jedynie opędzić się od nich przez dwa tygodnie. Mniej, jeśli dobrze rozegramy sprawę.
- I Whisperwind będzie chętnie bronić ludzi, którzy są zagrożeni tylko dla kaprysu Juliana?
- Tak. Whisperwind uważa, że każdy powinien mieć prawo do własnego zdania, a tej Sowińskiej wyraźnie się na to nie pozwala. Po drugie… Możliwość przytarcia nosa jakiemuś zadufanemu w sobie magowi? Whisper po to żyje.
- Jeśli tak twierdzisz. Masz dobre argumenty. Wyjątkowo.
- A poza tym… jak ona nie wyłapie szpiegów w pobliżu… to już nie wiem, kto.
- Ja zajmę się przede wszystkim internetem, oddeleguję też parę morloków jako system wczesnego ostrzegania. Ogólnie, możesz się ze mną kontaktować, jeśli będę Ci potrzebny.
- Jurek… Jedno pytanie. Naprawdę chciałbyś ściągnąć na nas uwagę rodu Sowińskich? W sensie… jeśli dobierzemy zbyt potężnych sojuszników, to mogą nas profilatycznie wykończyć. Jeśli będziemy bandą ignorantów, którzy mieli szczęściei którym się udało, to parę osób dostanie prztyczka w nos, kilka premii pójdzie w diabły i wszyscy będziemy się świetnie bawić, a ród Sowińskich zamiecie to pod dywan. Sama Renata Sowińska z kolei będzie miała trochę więcej swobody… I przy odrobinie szczęścia będzie do niej dostęp przez Juliana.
- Hm… Trochę tego nie przemyślałem. Nie orientuję się dobrze w samych rodach magicznych i w heraldyce. Ale to, o czym myślałem… można wykorzystać Sowińskich przeciwko Sowińskim. Ten szczeniak jest kandydatem, prawda? Oczywiście, rządzić przez niego mają regenci, ale nadal jest kandydatem.
- Mówisz, żeby skontaktować się z innym kandydatem i uzyskać jego wsparcie?
- Niekoniecznie. Chcę zwrócić na to uwagę kandydata, któremu najbardziej zagraża nieopierzony młodzian i umożliwić temu kandydatowi zdyskredytowanie bądź wyeliminowanie potencjalnego problemu.
- Ambitny plan jak na dwa tygodnie… Aż tak to się w polityce Świecy nie orientuję.
- Ja też nie.
- Powiem tak: jak długo przy tej okazji nikomu z biorących udział w tym przedstawieniu nic się nie stanie, to w sumie jest mi obojętne, jakie polityczne reperkusje będzie to miało dla tego dzieciaka.
- Kamilo, ja Ci tego nie załatwię. Mogę jedynie zaproponować Julię. Ewentualnie Wiktorię. Któraś z tych dwóch może coś wiedzieć.
- A ja mam lepszy pomysł. Nie lepiej zapytać u źródła? Marcin.
- Dobre. Choć nadal twierdzę, że Julia i Wiktoria mogą wiedzieć więcej - one uwielbiają ploteczki.
- Tak, prawda. Julian i tak chyba będzie chciał Wiki włączyć. Po prostu pogadam z nią na osobności.
- Z mojej strony to już koniec pomysłów. Na razie.
- Czyli Whisperwind i Wiktoria… A przy okazji wielka kampania dezinformacji.
- Tak. Pomogę Ci z dezinformacją.
- Dzięki. I nie daj się złapać.
- Gwarantuję, że nigdy nic nie będzie mi groziło.


Z myśli Mariusza Węgielskiego po otrzymaniu tajemniczej notatki

Hmm? Informator? Jest to jakaś forma intrygi, to jest pewne… pytanie, czy a-tien Lady Barbara Sowińska ma być rozgrywającą, ofiarą czy potencjalnym sojusznikiem. I w jaki sposób ja mogę to przekształcić na jej korzyść…
Pod żadnym pozorem nie może się o tym dowiedzieć. Jeżeli Lady Sowińska nic nie wie o jakiejś potencjalnej intrydze, to znaczy, że tej intrygi po prostu nie było i w wypadku porażki zawiodły osoby jej podległe - czyli ja. Ona już niejednokrotnie udowodniła, że oczekuje inicjatywy od swoich podwładnych oraz, że nie rzuca ich na pożarcie jak coś się nie uda… a w tym wypadku nieuważny podwładny, który by powiedział swej Pani o tym, że coś takiego jest w ogóle rozważane zmusiłby ją do jakiejś reakcji… i ją zaplątał.
Nie.
Muszę zająć się tym sam. Jeśli jest szansa rozpoznać siły młodego Jana Sowińskiego i być może osłabić jego wartość w oczach regentów… czy osłabić wiarę innych w to, że regenci poradzą sobie z kontrolą Jana Sowińskiego… warto się tym zainteresować.
Zwłaszcza, jeśli przy okazji jakoś mi się uda wmieszać w to działania innego kandydata rodu Sowińskich, tak, by nikt nie pomyślał o tym, że Jej Ekscelencja Barbara Sowińska, w pełni skupiona na swojej walce z wyimaginowaną Inwazją mogła stać za tak brudną sztuczką polityczną.


Rozmowa Mariusza Węgielskiego z Wiktorią Diakon, w "Piekle" w Gliwicach

- Ty?! Wychodzę…
- Zaczekaj. To ja jestem "Chewbacca" i ja przysłałam Ci notatkę.
- Co Ty możesz wiedzieć o słabościach Jana Sowińskiego? - z pogardą spytał Mariusz.
- Niezdrowe, kazirodcze wręcz zainteresowanie Renatą Sowińską? - Wiktoria bardzo starała się zachować spokój.
- Niezdrowe? W ustach Diakona? Myślałem… - zadrwił Mariusz.
- Przestaniesz szczekać? Jestem magiem podległym Barbarze Sowińskiej, tak jak Ty i znam swoje obowiązki! To nie jest wojenka między nami. Możemy jej pomóc! - nie wytrzymała Wiktoria. Wstała i zaczęła jak Furia kręcić się po pokoiku oświetlonym czerwonymi lampami.
- Jak niby mam Ci ufać, po tym, co stało się ostatnio? - parsknął Węgielski.
- Oczekujesz przeprosin? Szybciej wskoczę z Tobą do łóżka niż Cię przeproszę, drogi Mariuszu. - zasyczała - Ale ta sprawa dotyczy możliwości wybicia Barbary Sowińskiej…
- Lady Barbary Sowińskiej! - huknął czarodziej - Nie znam nikogo, kto bardziej zasługuje na ten tytuł! Znaj swoje miejsce!
- Moim miejscem się nie przejmuj. - Wiktoria rozpaczliwie próbowała odzyskać równowagę. Średnio jej wychodziło - Może dla Ciebie jest Lady, dla mnie jeszcze nie. Nie zrobiła niczego takiego, by…
- Jak śmiesz! Przyjęła Cię pod swój dach, gdy wszyscy na Ciebie polowali! Zrobiła Cię równą mnie, tylko po to, byś ją opuściła w chwili potrzeby! Więcej, gdy tylko wróciłaś, wybaczyła Ci i nadal nie jesteś na samym dole hierarchii… a Ty twierdzisz, że nie zasłużyła na tytuł Lady?! - nie wytrzymał Węgielski.
- Mam wrażenie, że Ty wobec swojej Lady Sowińskiej jesteś jak Jan wobec Renaty, Mariuszu - syknęła Wiktoria. Czarodziej spurpurowiał.
- Ty…
- Co "ja"? Co znowu "ja"? Nie rozumiesz, że tu po prostu nie chodzi o mnie?! - krzyknęła piękna Diakonka, zupełnie nie próbując nawet nad sobą zapanować - Mam wyjątkową okazję, by osłabić pozycję tych durnych, starych śledzi próbujących wcisnąć się do władzy Srebrnej Świecy przez dupę Jana Sowińskiego, bo chłopak, który jest dzieckiem zwyczajnie zachowuje się jak szczeniak! I przez Twój cholerny upór, brak elementarnego zaufania w moją lojalność wobec Lady - zacisnęła pięści i gwałtownie odrzuciła włosy szybkim ruchem głowy - Barbary Sowińskiej; słyszałeś? Powiedziałam to! - krzyknęła - ona może to stracić. Nie ja. Nie Ty. Ona. A pomyślałeś - zamaszystym ruchem odwróciła się do niego plecami - że ja mogę czuć jej się troszeczkę zobowiązana, nie bardzo, ale troszeczkę i chcę zwyczajnie jej pomóc nie dlatego - parsknęła - że za nią przepadam, a dlatego, że zwyczajnie uważam ją za mniejsze zło? - Wiktoria zamknęła oczy i spróbowała się opanować. Była tak zła, że aż dygotała z wściekłości…
- Doskonała ekspresja i mistrzowska gra aktorska - stwierdził chłodno Mariusz - Jednak ziarno prawdy w tym, co mówisz, może być.
- Dziękuję za komplement - głos czarodziejki wręcz ociekał jadem - Masz zamiar pomóc Lady Sowińskiej, czy mam to wszystko zrobić sama, z tak ograniczonymi środkami, jakie mam do dyspozycji?
- Może się tym zajmę - westchnął Węgielski - przedstaw mi wszystkie informacje jakie masz i zobaczymy…
- Nie wiem czy zauważyłeś, drogi Mariuszu - Wiktoria odwróciła się w kierunku swego rozmówcy - Ale ja wszystkiego się dowiedziałam, ja przygotowałam już plan, ja
- Nie wiem czy zauważyłaś, droga Wiktorio - w głosie czarodzieja pojawił się lód - Ale pod twą nieobecność to ja zostałem przez Lady Sowińską mianowany jej prawą ręką. Mieliśmy działać razem, ale zrezygnowałaś, uciekając gdzieś w siną dal. - Wiktoria spróbowała mu przerwać, ale jej nie pozwolił - Nie, posłuchaj. Jestem od Ciebie wyżej w hierarchii. Jeśli naprawdę jesteś lojalna wobec Lady Sowińskiej, udowodnij to. - Uśmiechnął się paskudnie - Wtedy nie wiedziałem, jaka jest Twoja rola. Teraz dokładnie wiem, gdzie jest moje i Twoje miejsce. Jeśli Ci naprawdę zależy na sukcesie Lady Sowińskiej… powiesz mi wszystko i będziesz współpracować. - Wiktorię aż zatchnęło.
- Wygrałeś… - wysyczała głosem zmienionym przez wściekłość - Dostaniesz wszystkie informacje, do których mam dostęp.
- Bardzo dobrze. - uśmiechnął się - Działaj tak dalej, bądź lojalna, nie rób scen… i wszystko uda się bezproblemowo rozwiązać. Jeśli chodzi o tą konkretną operację… - zawahał się - trzymaj się od niej z dala.
- Co?! - krzyknęła Wiktoria. - Mam na miejscu agentów!
- Masz na miejscu agentów… Lady Sowińskiej? Przekażesz mi ich.
- Nie, mam swoich, odpowiadają tylko przede mną - prychnęła - i uprzedzając Twoje pytanie, nie, nie oddam Ci ich w dyspozycję.
- Innymi słowy, nie ma tych agentów. Nie ufam im i nie ufam Tobie. Zgodzisz się na moje warunki, lub nie mamy porozumienia. - widząc minę Wiktorii dodał jeszcze - Upewniam się, że nie będzie powtórki z tego, co działo się wcześniej. Przykro mi, ale jesteś zbyt nieprzewidywalna, nie ufam Ci i jesteś Diakonem. Może byłoby prościej… ale wolę przeznaczyć więcej środków, ale mieć świadomość, że mam tam tylko osoby, którym mogę ufać.
- Innymi słowy… - syknęła Wiktoria - ma mnie tam nie być?
- Dokładnie tak. Albo działasz na moich warunkach, albo nie wchodzę w tą operację.
- Mam Ci oddać całą operację i nie będę nawet wiedziała, co się dzieje?! - wykrzyknęła z niedowierzaniem.
- Dokładnie tak - powtórzył chłodno Węgielski.


Rozmowa Wiktorii z Kamilą

- Załatwione Kami. - Uśmiechnęła się Wiktoria. - Agenci Sowińskich będą obserwowali całą tą sprawę. Jeżeli młody Sowiński będzie zachowywał się w zbyt niewłaściwy sposób, najpewniej wkroczą. A z pewnością kontrkandydaci będą o tym wiedzieć…
- Dzięki, Wiki. Nie mam pojęcia, jak to osiągnęłaś, ale jesteś wielka.
- No… nie było lekko - ciężkie westchnięcie. - Z tym się wiąże jeszcze jedna rzecz. Oczywiście pomogę Ci - zapewniła szybko - ale będę musiała dogadać się z Julianem. Będę… - zastanowiła się, po czym na jej twarzy pojawił się filuterny uśmiech. - Zmień mnie w kota.
- Co? - Kamilę aż zatkało z wrażenia.
- No, dobrze, kotkę. Przepraszam, byłam nieprecyzyjna. - Pokręciła głową Wiktoria.
- Ale… czemu? To znaczy…
- Nie może mnie tam być - Kwaśno stwierdziła Wiki. - Co więcej, nikt nie może wiedzieć, że ja tam jestem. Poza Tobą. Mogą użyć Archera.
- OK… ale… co Ty im przeszkadzasz?
- Kochanie, takie były warunki naszej umowy. - Westchnęła ciężko czarodziejka, eksponując dekolt. - Zabezpieczają się, by to nie była jakaś intryga z mojej strony.
- Aha… No dobra, nie do końca ma to dla mnie sens, ale ja ich nie muszę rozumieć - Kamila wzruszyła ramionami.
- A jeżeli pracuję dla młodego Sowińskiego? Albo dla jeszcze innego kandydata?
- To pierwsze nie bardzo ma sens, chyba, że jako dywersja…
- Choćby. - Zauważyła czarodziejka - ponadto zważ, że niezależnie od tego, jakich ja nie mam celów, pozbawienie mnie fizycznej obecności znacznie utrudni ich osiągnięcie. Elementarny brak zaufania ze strony jednego faceta bez jaj. Proste.
- Kto jak kto, ale Ty byś mogła to naprawić. - Kamila puściła oko do przyjaciółki, po czym spoważniała. - Dobrze, zmienię Cię w kota. Czy jest coś, co chciałabyś mieć zawsze pod ręką?
- Kosmetyki, komórkę, dokumenty… To, co zwykle - Wzruszyła ramionami czarodziejka. - Możesz wszystko to wziąć do swojej torebki, ja się od Ciebie nie oddalam. Nie w tej formie.
- Twoje kosmetyki? Czy Ty uważasz, że moja torebka ma kieszeń przestrzenną? - Kamila pokazała Wiktorii język. - Będziesz musiała się ograniczyć.
- Fakt, nie pomyślałam. - Podrapała się po głowie Wiki. - A mojej torebki Ci nie dam.
- Nie chcę! Mówi się, że damska torebka zagina przestrzeń, ale Twoja to chyba zawiązuje ją w supeł.
- Moja jest magiczna. - Stwierdziła Wiktoria od niechcenia. - Zawiera uwięzionego żywiołaka powietrza oraz zagina czasoprzestrzeń. No i ma system zabezpieczeń, jak powinna.
- Nie boisz się, że Cię ktoś po tym namierzy? - Kamila zmarszczyła brwi.
- W takich sytuacjach jak teraz to akurat zaleta. Irena będzie ją miała ze sobą, a jej talent do okłamywania sensorów wszelkiego typu znasz najlepiej.
- Ok, ma sens… Ale skoro zamierzasz się ukrywać, to ostrzegam, że nie będziesz najpiękniejszym kotem w okolicy.
- Wiem, wiem, paskudny pyszczek, naderwane ucho, nieproporcjonalne łapy… - Bardzo ciężko westchnęła Wiktoria.
- Będziesz najprzytulniejszym paskudnym kotem, jakiego widział świat.
- Świetnie… - mruknęła czarodziejka - czego się nie robi dla przyjaciółki…


Z dyskretnej rozmowy Kamili z Wiktorią w kociej formie

- Wiki, na wszystkie kocie bóstwa, zachowuj się jak kot!
- No co? Zachowuję się jak kot! Ja…
- Niżej ogon! Nie machaj nim, co Ty, pies jesteś!? I nie pchaj się ludziom pod ręce!
- Każdy kot pcha się ludziom pod ręce!
- Powiedz to Cierniowi!
- <syk>
- Koty nie tak syczą! - Kamila sama zasyczała z irytacji - To było żałosne! Co ty, zdychający wąż jesteś?
- Kami, nikt nie zobaczy! Nikt sie nie zorientuje!
- Ale mnie to aż fizycznie boli! Ponadto, skąd wiesz? Każdy, kto miał w domu kota… Nie wyszczerzaj zębów! Jak jesteś zła to machasz ogonem! Jak się cieszysz, to robisz coś zupełnie innego!
- Kamilo…
- Mindlink. Musimy mieć mindlink. Będę Ci mówić, co robić.
- Nie rozumiesz słowa incognito? Mindlink z kotem zwróci uwagę.
- Wyglądasz jak Puszek z Powiewu Świeżości! Mój kot. Jestem czarodziejką! I to w dodatku każdy, kogo zapytają powie im, że zwariowaną kocią mamą! Wolno mi!


Z rozmowy Mariusza Węgielskiego z asystentem

- Nie wierzę w to, że Wiktoria Diakon dała sobie spokój. Sądzę, że jest na miejscu i próbuje mnie przechytrzyć.
- Dowódco?
- Udowodnij tą tezę. - Powiedział zimno Węgielski.
- Innymi słowy, mam udowodnić, że czarodziejka Wiktoria Diakon jest w okolicach tworzonego widowiska?
- Tak. Jest tam. - Uśmiechnął się Mariusz - Nigdy nie uwierzy w to, że ktoś może być od niej sprytniejszy. To bogata panienka z wysokiego rodu, nie zna swojego miejsca w szeregu. Dużo mniej sprytna niż myśli.
- Oczywiście, dowódco. - Asystent zebrał się do odejścia.
- Czekaj. Jak masz zamiar zbadać jej obecność?
- Czarodziejka Wiktoria Diakon cały czas nosi przy sobie artefakty. Chcę je namierzyć.
- Zbyt proste. - Skrzywił się Węgielski. - Jest sprytna. Mniej niż myśli, ale jest sprytna. Nie, postaraj się o coś lepszego.
- Archer? Zaklęcie rzucone na grupę z zapytaniem o lokalizację czarodziejki Diakon.
- Hm… Zbyt oczywiste. - Mariusz zastanowił się. - Owszem, to jest bardzo dobre rozwiązanie i jednocześnie pierwsze, na które by wpadł każdy kompetentny czarodziej.
- To co mam zrobić?
- Użyj tych dwóch powyżej oraz użyj jakiegoś ludzizmu.
- Ludzizmu, dowódco? W jaki sposób nam pomoże ludzizm?
- Nie wiem, dowiedz się. Jedno jest pewne: to jest ostatnie, czego będzie się po nas spodziewać. Porozmawiaj z infomantami, technomantami… Ogólnie zróbcie coś. - Wzruszył ramionami Mariusz.
- Tak jest. - Przytaknął jego asystent, nie po raz pierwszy zastanawiając się, czy jego dowódca nie ma obsesji na punkcie Wiktorii Diakon.


Rozmowa Juliana z Kamilą

- O piękna i szlachetna? Znalazłem to, czego szukaliśmy. Miejsce godne naszego skromnego wystąpienia.
- O, gdzie to?
- Zamek w Toszku.
- Brzmi… nietypowo. Dużo.
- Ależ nie! Ten zamek perfekcyjnie nadaje się do naszych celów. Bardzo często organizowane są tam różnego rodzaju wydarzenia. Przyznaję, zarówno charytatywne jak i zamknięte, za które trzeba płacić. My próbujemy zrobić otwarte wydarzenie charytatywne - przy odrobinie szczęścia koszt czegoś takiego mnie nie zrujnuje…
- Heh… wiesz, że się dorzucę. No i zawsze możesz wpaść na obiad.
- Dzięki! Po prawdzie, myślałem już o sponsorze.
- Mam się bać?
- Ależ skąd! Po prostu, jeśli udałoby się zrobić z tego efektowną imprezę, każdy dorzuca coś od siebie - mój cyrk działa za darmo, część kosztów wynajmu przestrzeni pokrywa sponsor, przewodnicząca Gliwickiej Organizacji Pomocy Kotom…
- Nie ma takiej.
- To zarejestrujemy, specjalnie dla Ciebie. Tak więc…
- Nie zarejestrujemy.
- Nie?
- Nie, Julian, nie zarejestrujemy. Pomagam kotom na swój sposób, organizacja tylko by mi przeszkadzała, jeśli to ja bym miała nią zarządzać.
- Dobrze, w takim razie… <intensywnie myśli>
- Julian, ja Ci pomogę, ale nie zamierzam być kimś ważnym.
- Dobrze. <zastanawia się> Wydaje mi się, że znalazłem idealnego sponsora. Jeszcze z nim nie rozmawiałem, ale…
- Kto to?
- Stosunkowo bogaty czarodziej, mecenas sztuki alternatywnej. Nie robi ludziom krzywdy. Nazywa się Elwis Diakon.
- O…K… Z tych Diakonów?
- Tak, jest… specjalistą od przebudowy ludzi. I magów.
- I nie robi im krzywdy..?
- Wiesz co, i to jest dziwne. Nie. Jego najbliższymi… podopiecznymi są ludzie. Owszem, przekształcił ich mocno, ale oni tego chcieli!
- Albo teraz tak myślą…
- Dziwne, ale on pomógł wielu ludziom - słuchaj, znam dziewczynę osobiście, widziałem, w jakim była stanie wcześniej! A on… nie zrobił z niej super modelki, o co z pewnością prosiła, a jedynie pomógł jej w głowie. Praktycznie wyciągnął ją ze szpitala po próbie samobójstwa. Gdyby chciał, nikt nie zauważyłby, że ona zginęła.
- No dobrze… Trudno w to uwierzyć, ale dobrze.
- Kamilo, nie mówię, że on jest kryształowym charakterem, ale uważa się za artystę. Jest to czarodziej, który potrafi spojrzeć na ludzi jako na coś więcej niż tylko surowiec. Nawet, gdyby był ogólnie paskudny, może nam pomóc w tej konkretnej sprawie. Co może pomóc przekonać tien Renatę Sowińską.
- Dobrze. W porządku.
- Z tych trudnych informacji, nie mogę ja z nim rozmawiać. Ja muszę zająć się podjęciem próby wynajęcia boiska w Gliwicach.
- Po co Ci boisko? Zameczek to mało?
- Ach, nie, piękna i słodka Kamilo! To pomysł Jurka!
- Jurka??
- Tak, wyobrażasz sobie? Skontaktował się ze mną i powiedział, że mam próbować zamówić boisko w Gliwicach, a on jednocześnie załatwi wszystkie potrzebne zezwolenia na wykorzystanie radiostacji.
- Że co?
- Więcej, Jurek ma środki ku temu i chce załatwić i radiostację i boisko.
- Ale… po co?
- Kochana Kamilo, jeden Jurek wie, po co mu to. Powiedział, żebyś zameczek załatwiała Ty. Ja jako bardziej poważny biznesmen, mam zająć się frontem gliwickim.


Z rozmowy Kamili z Jurkiem

- Braciszku kochany, na wafla Ci boisko z radiostacją?
- Czy wyobrażasz sobie coś bardziej bizantyjsko bezużytecznego niż wynajęcie radiostacji, otoczenie jej jakimiś kiczowatymi światełkami, dodanie kilku anty-iluzji, by po rozproszeniu magii efekt był jeszcze bardziej kiczowaty i świetlisty, z ogromną ilością efektów godnych Hollywood…
- Ile to będzie kosztować…
- …by w punkcie kulminacyjnym, używając licznych wiązek laserowych i znajdujących się w dzisiejszym świecie techniki hologramów stworzyć przedstawienie godne Miku Hatsune na gliwickim boisku? Do tego skuteczna anty-iluzja, której rozproszenie doprowadzi do prawie - złamania Maskarady? By bohaterski Julian stadem ośmiu trenowanych słoni dał radę odwrócić katastrofę i uratować panienkę Renatę Sowińską przed katastrofą do której doprowadziła, rzucając nieostrożnie zaklęcia rozproszenia?
- …A pomyślałeś, że ona może to uznać za atak na nią?
- Droga siostrzyczko… - Głos Jurka ociekał samozadowoleniem - To jest dywersja.
- A potem co, mamy ją zgarnąć z "siurprajs, właściwa impra jest gdzie indziej" ?
- Oczywiście, że nie. Chyba jednak jeszcze nie wyleczyłaś się z głupoty. To, co Ci pokazałem, to plan. Plan, który - przy odrobinie szczęścia - wycieknie do malutkiego bohatera, Jasia Sowińskiego. Tak się na tym skupi, że nie zauważy, że prawdziwa impreza ma się odbyć w malutkim zamku w Toszku. Sowińscy, zwłaszcza młodzi, nie mają pojęcia o tym, że nie wszystkich stać na wszystko. Niech on próbuje zablokować skomplikowane inwestycje w Gliwicach. My, a raczej wy tymczasem zajmiecie się Toszkiem.
- A już się bałam, że ktoś mi brata podmienił… To, co powiedziałeś wcześniej jest… no, niemożliwe. Nie ma na to technologii bez użycia magii. A już na pewno nie w granicach możliwości finansowych chyba kogokolwiek w tym kraju…
- Magowie - W głosie Jurka pojawiła się bezbrzeżna pogarda - co oni wiedzą o możliwościach współczesnej techniki..? Albo przeszacowują, albo niedoszacowują.
- Czyli Julian organizuje boisko i robi za wabia…
- Nie. Tylko przez pewien czas. Prawda jest taka, że działania w Toszku prędzej czy później zwrócą uwagę… Po zastanowieniu, przekaż Wiktorii organizację imprezy w Toszku.
- Brzmi nieźle… Zwłaszcza, że Wiki nadaje się do tego doskonale. Ale powiedz mi proszę, jedną rzecz. Co sprawiło, że zdecydowałeś się ujawnić przed Julianem? I co mu powiedziałeś?
- Ujawniłem się przed Julianem, bo niedługo będę potrzebował wsparcia ze strony kilku magów AZ. Wam mogę ufać - jesteście wystarczająco kompetentni oraz nie wbijecie mi noża w plecy przez wzgląd na lojalność AZ. Myślisz, że skąd wziął się Olgierd w Powiewie?
- Ok, czyli niepotrzebnie się przed Olgierdem czaiłam…
- Olgierd jeszcze nic nie wie. Ten gość nie potrafi utrzymać sekretu.
- Zdziwiłbyś się… Nieważne.
- Powiedziałem Julianowi, że z przyjemnością pomogę mu w jego procederze. Uważam, że Renata Sowińska powinna mieć prawo do zrobienia, czego tylko chce. Julian to kupił. Jak zwykle.
- Czyli nie wie nic o Powiewie?
- Nie, nic nie wie. Takich rzeczy nie powiedziałbym bez informowania Ciebie. Powiew jest Ci bardzo bliski.


Z rozmowy agenta z Janem Sowińskim

- Panie, chciałbym zdać raport z ruchów i posunięć czarodzieja Juliana Krukowicza.
- <czyta> A to łotr! Co za plugawa świnia! On chce upokorzyć Renatę! Co, jakiś palant, bakłażan jeden, będzie "ratował" tien Sowińską przed rozproszeniem magii? I myśli, że w ten sposób ona będzie chciała mu pozować?
- Widocznie nie zna a-tien Renaty Sowińskiej, panie.
- Żałosne. Naprawdę, nie mam po co interweniować, on sam zniszczy swoje szanse… Nie, nie mogę pozwolić, żeby Renacie stała się krzywda. Przecież jak na to pozwolę, to jej wrogowie opadną ją jak sępy! Muszę to zatrzymać!
- Oczywiście, panie.


Z rozmowy agenta z Mariuszem Węgielskim

- Oto raport, tien Węgielski.
- Dziękuję… <po przeczytaniu> Intrygujące. Coś tu jest nie tak.
- Dowódco?
- Poznałem czarodzieja Juliana Krukowicza. Widziała się z nim lady Barbara Sowińska. Jest to czarodziej poczciwy, sympatyczny, taki… głupkowato-naiwny.
- Głupkowato-naiwny?
- Nie jest to czarodziej, który zrobiłby krzywdę dziewczynie tylko po to, by ją uratować. To jest ten czarodziej, który zawsze spokojnie i ofiarnie wspiera czarodziejkę i patrzy z bezradnością, jak ona wybiera zimnego manipulatora, który doprowadził do sytuacji, w której jest od niego zależna.
- Ten plan nie wygląda jak stworzony przez taką osobę.
- Właśnie. Jesteś pewien, że… to wszystko? Że to nie dywersja?
- Dowódco… Tak. Przynajmniej na razie. Sprawdziłem jego kontakty. Nie angażował się w nic więcej.
- Z kim rozmawiał, jakich ma sojuszników?
- Jeszcze nie wiem.
- A jak "konkurencja"?
- Z tego, co mi wiadomo, próbują coś zrobić, by mu przeszkodzić.
- Ach, tak… Wzmocnijcie wrażenie.
- Dowódco?
- Proste. Jeżeli czarodziej Krukowicz będzie miał spotkanie z jakimś urzędem, niech ten urząd otrzyma niewielką łapówkę. Jeżeli będzie sprawdzany stan jego konta, niech ma dostęp do dużo większych surowców. Najlepiej dodajmy lekkie ślady prowadzące do innego Sowińskiego lub… ach, nie, lepiej, do Millenium.
- Do Millenium? Po co Millenium ma mu pomagać?
- Dla zniszczenia tien Sowińskiej.
- Dowódco, ale… po co?
- Nie wiem. Niech on się zastanawia.
- A jeżeli wieść dotrze do tien Renaty Sowińskiej?
- Trudno. Nie każdy może mieć Sowińską jako modelkę.


Rozmowa Wiktorii z Kamilą

- O, przepraszam, telefon. Tak, słucham? - Kamila starała się nie podsłuchiwać rozmowy Wiktorii.
- …
- Tak, to ja, a kogo się spodziewałeś? Marsjan? - W chwili, w której Wiktoria powiedziała te słowa, Kamila wyczuła czar lokalizujący telefon przyjaciółki.
- Ej! Co jest? - Skupiła się i rzuciła zaklęcie. Przychodzący czar był potężny, musiała się skupić i pospieszyć, by zdążyć go oszukać. Wiktoria spojrzała dziwnie na Kamilę, marszcząc brwi w chwili, gdy jej telefon na moment się zawiesił.
Kamila mruknęła cicho tak, by nie zebrał jej mikrofon telefonu.
- Jesteś w Strzelcach Opolskich. Ktoś Cię próbował namierzyć… To namierzył. W Strzelcach.
Oczy Wiktorii się rozszerzyły, a jej usta zacisnęły się w wąską kreskę. Skinęła głową.
- Co to niby miało znaczyć?! - Czarodziejka wybuchła do słuchawki - Nie, nie uważam, żebym musiała Ci mówić, gdzie jestem i co robię! - Wiktoria skinęła szybko na Kamilę, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. - Dobrze się bawię. Zwiedzam. - Rozpaczliwie pomachała na Kamilę.
Kamila w tym czasie wyszukiwała już, co można zwiedzać w Strzelcach Opolskich, po czym odwróciła do Wiktorii ekran swojego telefonu. Podświetliła jedną pozycję.
- Słuchaj no, tego nie ma w umowie. Mam Ci nie przeszkadzać, mam nie robić niczego w tej sprawie, ale chyba nie myślisz, że będę się spowiadać, gdzie się znajduję!
- …
- Dobra. Jestem w Strzelcach Opolskich. Chodzę po pięknym parku niedaleko malowniczego zameczku… a przynajmniej kiedyś na pewno był malowniczy, teraz przynajmniej jest nastrojowy. Nie jestem sama. Nie zamierzam być sama. Coś jeszcze?
- …
- To mam działać w tej operacji czy nie?
- …
- Nie. Tak to nie działa.
- …
- Albo uczestniczę w tej operacji albo nie masz prawa powiedzieć mi, że mam być sama.
- …
- Zaeskaluję do lady Sowińskiej.
- …
- Tak myślałam. Wesołego "spierdalaj".
- Wiki… - Kamila była porządnie zaskoczona - Co za lady Sowińska?
- Nie ta. Nieważne. Drop it. - Mina Wiktorii nie zachęcała do dalszego pytania.
- Dobrze…
- Żeby pokonać diabła, czasem trzeba współpracować z innym.
- Jeśli źle zrobiłam…
- Nie. Bardzo pomogłaś. Inaczej mogliby dowiedzieć się o Toszku. W ten sposób myślą, że robimy coś w Strzelcach. - Skupiła się przez moment. - Muszę pociągnąć za jakieś sznurki… Zacząć pozornie coś robić w Strzelcach. - Westchnęła. - No nie, nie mogę. Ale muszą mnie tam zobaczyć. Dobra…
- Wiesz, mogę Ci zorganizować przewodnika po Strzelcach. Stary kumpel z roku, zakochany w Śląsku. Człowiek.
- Hm… dobry pomysł. - Zamyśliła się Wiktoria. - Dobra, muszę coś przygotować, daj mi godzinę… Możesz przekląć mój telefon, by dawał pozycję Strzelców, jak długo jestem w Toszku? To istotne, w innym wypadku… Nie, czekaj.
- Wiesz… mogę zrobić tak, żeby twój telefon cały czas "myślał", że jest gdzie indziej.
- To nie to… A jeśli mnie spróbują zidentyfikować, a mnie tam nie będzie? To będzie kłopot, nie sądzisz?
- No tak…
- Kami, muszę tam jechać. Zajmę się organizacją imprezy, ale nie będę tego robiła cały czas. Zrzucę na Ciebie… lub na kogokolwiek innego tyle, ile dam radę. Ale muszę być zobaczona w Strzelcach. Toszek jest na szlaku turystycznym w Polsce, więc na pewno też go odwiedzę. Jednocześnie poproszę Olę o pomoc. Damy radę. Nie przejmuj się imprezą. Załatwię to.
- Wiki… co się dzieje? Nawet przed Edwardem się tak nie konspirujesz… Na pewno nic Ci nie grozi?
- No właśnie nie… - Wiktoria westchnęła z rezygnacją. Na tym polega problem.
- Wiesz, że to było potężne zaklęcie?
- Kami… operujesz w przestrzeni Sowińskich. - Zastanowiła się - Współpracuję z pewnymi Sowińskimi, ale oni mi bardzo nie ufają. Nie mogę być na tej operacji. To był warunek zapewnienia operacji bezpieczeństwa przed tien Janem Sowińskim, ok? Problem polega na tym, że oni mnie sprawdzają. Sprytnie, nie pomyślałabym o czymś takim. Nic mi nie grozi, ale możecie stracić ochronę i poparcie, jeżeli zrobię błąd. Rozumiesz, o co chodzi?
- Rozumiem. Mogę zrobić tak, żeby Twój telefon przekierowywał się, kiedy tego chcesz. W wybrane miejsce. Oczywiście, w pewnym zasięgu, ale…
- Dobrze, zrób to. Wtedy mogę tu zostać. Nie będą mogli mnie znaleźć nie dając mi wyprzedzenia czasowego. Najwyżej… jakoś się przeniosę.
- Mogę Cię tam zawieźć…
- Nie teraz, jak będzie potrzeba. Dobrze, mamy więc jakiś plan. - Wiktoria westchnęła ciężko - Do dzieła! - I zakasała rękawy z uśmiechem.


Rozmowa Mariusza Węgielskiego z agentem

- Strzelce Opolskie, na pewno?
- Tak, jestem tego… jesteśmy tego pewni.
- Kataliści potwierdzili, że żadne zaklęcie nie było rzucone, które mogło przekierować waszą detekcję?
- Tak. To znaczy: bardzo trudno jest ukryć takie przekierowanie zwłaszcza, że współpracowali kataliści z osobami znającymi się na ludzkiej technologii. Na pewno nie było tutaj żadnej sygnatury właściwej dla technomancji, "wieże" działały normalnie.
- Czymkolwiek te wieże nie są… Sprawdziliście, czy nie organizowane jest coś po cichu w Strzelcach Opolskich?
- Nie, dowódco. To znaczy… sprawdzono. Nic nie jest organizowane, przynajmniej z tego, co na razie nam się wydaje.
- Drążcie to. Nie wierzę, że Wiktoria Diakon czegoś nie zacznie robić. Jak ona to zrobiła.
- Ale… co dowódco?
- W jaki sposób… Nieważne. Sprawdźcie, czy tam jest fizycznie.
- Jak?
- Wyślijcie agenta. Ktoś musi ją widzieć. Archer, skan pamięci, skan wizualny…
- Dowódco, to jest poza naszą jurysdykcją. Nie możemy tego zrobić.
- Prawda… Może dlatego wybrała właśnie Strzelce… Ale skąd wiedziała? To nie ma sensu. To nie pasuje!
- Może zorientowała się, że nie jest w stanie wygrać.
- To nie w jej stylu.
- To może… chce, by dowódca tracił siły na uganianie się za nią w czasie, kiedy ona udaje grzeczną dziewczynkę i próbuje dowódcę wciągnąć w pułapkę przed lady Sowińską?
- To może mieć sens… Bardzo wyrafinowane, jak na nią, ale prawdopodobne… Dobra, wracamy do sprawy Jana Sowińskiego. Z tym nic nie zrobimy.
- Oczywiście, dowódco. - Asystent odetchnął z ulgą, zadowolony, że zmyślona naprędce historyjka odwróciła uwagę jego przełożonego.


Z myśli Juliana po rozmowie w ratuszu

Dziwne… Wszystko udało mi się załatwić. Naprawdę, nie spodziewałbym się, że są skłonni udostępnić mi… radiostację? I boisko? I zamontować tam jakieś lasery?
Wydawało mi się, że ten plan Jurka po prostu nie ma szans się udać, ale…
Jurek… to jednak ma możliwości…
Chociaż… mimo rozmachu wolałbym… nie wiem, coś bardziej… swojskiego.


Z myśli Jurka, nie mniej zaskoczonego niż Julian

O… A to co? Kompetentne siły powiązały Juliana z aktualną partią rządzącą i szepnięto słówko, że jest to powiązane z Euro 2012. Oczywiście, bez sensu… Ale skutecznie.
Ktoś powiedział, że odbędzie się koncert Miku Hatsune. Oczywiście, to nierealne. Jednak sama plotka, youtube, duża ilość pieniędzy, "przecieki" z zagranicy… Wystarczyło, by Julian został potraktowany jak wiarygodny petent, a nie szarlatan z absurdalnym planem, co było moim celem.
Nic to, podniesiemy poprzeczkę. Zobaczymy, co się będzie działo.
Z pewnością da to dość czasu Kamili i Wiktorii na przygotowanie występu w zamku w Toszku.


Z rozmowy Kamili z Jurkiem

- Hej. Mam pytanie natury technicznej.
- Słucham Cię.
- Ktoś próbował namierzyć Wiktorię. Zaklęciem przez telefon. Kompetentnie. Namierzał po wieżach. Tak na oko… czterdziestka.
- Czterdziestka… Zidentyfikowałaś typ mocy?
- Jurek… nie da się przepuścić czterdziestki przez wieżę bez użycia ludzkich technologii tak, żeby ludzie w pobliżu tej wieży nie rzygali jak koty. Dlatego technomanci nie są najlepsi w namierzaniu. Tym razem jednak zostało to zrobione… Czyli ktoś wiedział, co robi.
- Na czym zatem polega Twoje pytanie?
- Co mogłam zrobić lepiej?
- I naprawdę po moim pytaniu nie zorientowałaś się, że Ty jesteś dużo lepsza ode mnie w tej dziedzinie? - Kamilę aż na chwilę zatkało z wrażenia. Jurek przyznający się do niewiedzy? Otrząsnęła się szybko.
- Powiem tak: oszukałam ich. Przerzuciłam sygnał gdzie indziej. Wszystko wskazuje na to, że się nie zorientowali. Zastanawiam się, jak to sensownie zrobić, żeby nie rzucając zaklęcia na telefon Wiki sprawić, żeby "była gdzie indziej" w razie potrzeby. Sęk w tym, że nie zawsze. Jej telefon musi być czysty, przynajmniej w kwestii zaklęć zmieniających jego "miejsce pobytu". Ale już na przykład jakaś aplikacja będzie w porządku. No chyba, że masz pomysł jak usprawnić samo zaklęcie oszukujące.
- Hm… Problem jest dosyć złożony. Nie chcę wchodzić magicznymi programami w sieć komórkową, bo przykładowo KADEM bardzo interesuje się takimi sprawami. Raz już to zrobiłem i ledwo udało mi się uciec przed ich oswojonym demonem imieniem Yyizdath. Obawiam się, że to, co zrobiłaś, było najlepszym rozwiązaniem… A co, gdyby się dało przygotować to Twoje zaklęcie i podczepić je do ładowarki? Nie musi być podłączona. Niech Wiktoria trzyma w torebce ładowarkę, a gdy będzie chciała zakłócić sygnał, niech wczepi ładowarkę w komórkę, zmieniając zachowanie komórki. Komórka czysta, funkcjonalność zachowana, brak zewnętrznych wpływów. Co Ty na to? - Jurek znów zapomniał być złośliwy. Chyba chodziło o to, że rozmowa jest na temat techniczny, nie osobisty…
- Hm… Brzmi nieźle. Spróbuję zrobić to w ten sposób. Może i ci magowie są kompetentni, ale nawet ludzie na co dzień nie biorą pod uwagę istnienia ładowarek…
- Dokładnie. Ponadto, - w głosie Jurka można było usłyszeć uśmiech - jaki mag pomyśli o tym, że zaklęta może być ładowarka, a nie komórka? Człowiek po prostu wsadzi wtyczkę. Ponadto, większość ludzi też nie pomyśli o tym, że zaklęcie może działać w ten sposób, bo zwyczajnie nie wiedzą, co jest możliwe, a co nie.
- Dzięki, pomogłeś.
- Wiem. Powodzenia. A, jeszcze jedna rzecz. Nie bój się pytać.
- Przecież… pytam. - Odpowiedziała lekko zaskoczona Kamila. Ten sam Jurek, który nie życzył sobie jakiegokolwiek kontaktu, zachęca do zadawania pytań? Coś się zmieniło. - Ale będę pamiętać, dzięki.
- Kamilo?
- Słucham?
- Rozważ zaproponowanie Julianowi i Olgierdowi wspólnej pracy w cyrku.
- E… że co?
- AZ jako uczelnia nie istnieje. Jednak cyrk Juliana idealnie nadaje się, by stanowić "pozostałości" AZ - Julian jako przywódca, Olgierd jako siłacz, Ty jako treser kotów… każde z was ma specjalne umiejętności i to jest dobra metoda na ukrywanie tego, że jesteście magami przed ludźmi. Nawet dla Wiktorii i Ireny znalazłoby się miejsce. - Kamila wyobraziła sobie Irenę z opaską na oczach, chodzącą po linie i żonglującą nożami. Wiktoria jako asystentka… Wszystkie gafy przechodziłyby płazem.
- Oj, tak… Znalazłoby się…
- Świetnie. Pomyśl o tym. Niedługo to może stać się rzeczywistością, jeśli taka będzie wasza wola. - Kamila musiała stłumić śmiech, gdy w myślach zobaczyła mrocznego Jurka, odgrywającego rolę Quasimodo na arenie cyrku…
- A Ty byś się przyłączył?
- A myślisz, że o co w ogóle mi chodzi? Po prostu Powiew jest nie dość bezpiecznym miejscem.
- Stęskniłeś się za nami? Naprawdę? - Kamila nie mogła odmówić sobie szczypty złośliwości.
- To nie tak… - Jurek uśmiechnął się smutno. - Po prostu AZ stać na więcej. Zwłaszcza w świetle zbliżającej się Inwazji, o której dobrze wiesz.
- Wiesz coś więcej czy podejrzewasz?
- Podejrzewam coś, co jest tak nieprawdopodobne, że nie aż Ci o tym nie powiem.
- Rozumiem… Dobrze. Poczekam.


Z myśli Kamili

Ta Wiki to jednak jest aparatka. Spreparowałam jej ładowarkę tak, jak było mówione z Jurkiem. Jak tylko wyjaśniłam jej, jak to działa, ucieszyła się jak nie wiem co.
…Następne, co widzę, to Wiki wychodząca z gabinetu zarządcy zameczku ze słowami "Załatwione". Z uśmiechem, którego nie powstydziłby się kot z Alicji w krainie czarów…
Ech… Wiki…
…Ale dzięki Jurkowi mamy papiery na to, że to jest akcja charytatywna.
Kurczę, fajnie, że AZ znów działa razem.

Muszę przyznać, że Jurek mnie zaskoczył. Ciekawe, co się zmieniło… Ten pomysł z cyrkiem… Ma swój urok. Co prawda raczej nie widzę się w takiej roli do końca życia, czy jako jedynej, ale… zebranie z powrotem ludzi z AZ? To byłoby coś… Pewnie nie jest to realne. Wiki i Irena pewnie by się nie dały namówić… Mają swoje sprawy, swoje życie… Ja mam Powiew… Janek siedzi na KADEMie i dobrze mu tam, Szymek nie mam pojęcia, gdzie się podziewa, Ania… Ania to Ania.
Ech… rozeszła się nasza grupa. Ale fajnie byłoby mieć znów AZ koło siebie, nawet jeśli nie w komplecie…


Z myśli Wiktorii, po rozmowie z Kamilą

Kami bardzo się ucieszyła z tego, że udało nam się załatwić ten zamek. Bądźmy szczerzy, przy moim ciele, faktycznej obecności celu charytatywnego oraz mych niemagicznych umiejętnościach nie było możliwości, by sympatyczny dyrektor odmówił nam poparcia. Jako, że naprawdę robimy to w dobrej wierze, a sama impreza jest otwarta, pomoże to nam tylko w papierach - które dzięki Kamili i tak mamy w porządku. Naprawdę, aż dziwne, że Kamila tak dobrze poradziła sobie z przygotowaniem dokumentacji i papierów…
Zaimponowała mi. Błyskawiczna reakcja na działania tego cholernego Węgielskiego. Wiedziałam, że jest dobra, ale nie że aż tak bardzo. Nie powiedziałam jej tego, ale stawiła czoła agentom Sowińskich i to nie byle szeregowym agentom. Bardzo mi pomogła. Teraz… Na pewno Węgielski wysłał swoich agentów do Strzelców Opolskich, by mnie szukali. Nie znajdą mnie. Jeżeli będzie próbował mnie namierzyć, ja powiem, że jestem w innym miejscu. I tak będzie się mógł ze mną ścigać. Muszę jedynie stworzyć pozory tego, że byłam, ale to akurat nie jest bardzo trudne. Mam dobrą przyjaciółkę, która zawsze "chciała być mną"… Dam jej tą możliwość.


Z myśli Mariusza Węgielskiego

Wiktoria Diakon. Nie doceniłem jej. Jej torba jest w Gliwicach. To oznacza, że na pewno jej tam nie ma. Nie mogła mieć możliwości uniknięcia zaklęcia skanującego, więc jest w Strzelcach Opolskich… Skąd wiedziała, że nie do końca możemy w pełni operować na tym terenie? Przecież to absolutna nowość! Chyba, że ma informacje z Millenium… Koniecznie muszę sprawdzić związki Juliana Krukowicza z Millenium. Może przez niego dotrę do Millenium, agentów Wiktorii Diakon i do jej kontaktów w Millenium…


Z myśli Jana Sowińskiego

Więc tak… Jakieś lasery… kim jest cała ta Miku i o co tu chodzi? Sprowadza sobie jakichś magów z Japonii? I gdzie jest ta gildia, ta… Japonia? Gdzieś na wschodzie? Na Syberii? Myśli, że magami z Japonii zaimponuje tien Renacie? Jak on jej nie zna… Byle nie ucierpiała…
Na pewno są jakieś regulacje przeciwko przybyciu obcych zza granicy.
<po otrzymaniu raportu>
Aha! Miku Hatsune to vicinius! Byt w pełni elektroniczny! Inteligentny i potencjalnie niebezpieczny… Dobrze, niech ta plotka stanie się prawdą. Zobaczymy, co zrobi. Niech Miku - moja Miku skontaktuje się z tym Julianem i stanowi moją osłonę show dla tien Renaty. Jednocześnie zobaczymy, ile jeszcze barier administracyjnych mogę rzucić mu pod nogi.
Nie wspominając o zwykłym wstrząsie mózgu.


Rozmowa Juliana z Kamilą przez telefon

- Przepiękna Ateno rozwiązująca problemy skołatanych cyrkowców?
- Tak, Julian?
- Skontaktował się ze mną opiekun Miku Hatsune… Jurek coś mówił o Miku w swoim planie, więc zdecydowanie go zaangażowałem. Ale…
- Że co?
- Nie rozumiem? Zgodnie z planem, prawda?
- Czekaj, od początku. Jaki opiekun? Skąd?
- Jest to czarodziej z Japonii. A raczej, jak mówi, z Nipponu. Jest opiekunem - czyli magiem odpowiedzialnym za - viciniusa imieniem Miku Hatsune. Według planu Jurka ona ma dać koncert na tym boisku.
- Jurek jeszcze nie wie, że zaangażowałeś Miku, prawda?
- Tak, w końcu Miku przybyła od niego, prawda?
- Ale nie mówiłeś mu jeszcze o wyniku rozmowy?
- Założyłem, że wszystko wie, jak zawsze.
- No tak, to w końcu Jurek. Jak się nazywał ten mag?
- Wiesz co, nie potrafię powtórzyć, wyślę Ci to potem SMSem.
- Dzięki.


Z myśli Kamili

Brainfuck. Po prostu. Inaczej nie da się tego określić.
Jestem prawie pewna, że Jurek nie organizował Miku na tą imprezę. JAK?!
Ok, przerobić ją na viciniusa mógł, to nawet w jego stylu. Ale przecież… kilka laserów zamontowanych na chybcika na boisku… to się nie da! Nie bez łamania Maskarady!
Mój Boże… dla każdego maga Miku jest viciniusem… Ok, to zbyt prymitywne jak na Jurka. Muszę z nim pogadać.


Rozmowa Kamili z Jurkiem

- Gratuluję osiągnięcia niemożliwego.
- Nie rozumiem? - Z głosu Jurka przebijało autentyczne zdumienie.
- Kojarzysz to nieszczęsne boisko, prawda?
- Tak. Chyba nie udało mu się go zdobyć?
- Julianowi?
- No tak. Bez obaw. Julianowi na pewno nie uda się go zdobyć. To tylko tak wygląda w tej chwili.
- Nie byłabym taka pewna… Wydaje mi się, że ktoś tu zmienił strategię. Siedzisz dobrze?
- Ja zawsze siedzę dobrze…
- To nie spadnij z krzesła. Do Juliana zgłosiła się Miku. No, jej opiekun.
- Opiekun?
- Taak, mag z Japonii… czy też "Nipponu".
- O, rany… Nipponu? Naprawdę?
- Tak, Nipponu. Julian oczywiście założył, że to Twoja sprawka i przyjął ich z otwartymi ramionami.
- Bardzo rozsądne założenie. - Głos Jurka nie mógł być bardziej ponury.
- Dlatego gratuluję niemożliwego. Na wciąż nie otrzymanym boisku przy użyciu wciąż nie zamontowanych laserów wystąpi w Gliwicach Miku, nieistniejący vicinius.
- Świetnie… Miku jest sensacją.
- Wiem.
- Jak to wyjdzie poza plotki… Ale komu ja to mówię… Kamilo… muszę pomyśleć.
- Jurek… powiedz, ale tak szczerze… To zawsze tak wygląda?
- Nie zawsze. Ale często… Choć to jest przypadek drastyczny…


Z rozmowy Kamili z Wiktorią

- Wiki, proszę, zaufaj mi. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, zaufaj mi, o nic nie pytaj, tylko zajmij się organizacją tej imprezy tutaj.
- Mmm? Co się stało?
- Proszę, nie pytaj. Twój problem z Sowińskimi… nie będą Ci przeszkadzali. Nie będą mieli czasu.
- Dobrze… Ale wiesz, jak dziwnie to brzmi?
- Wiem. Ale tak jest. Zajmij się tutaj wszystkim, dobrze?
- Możesz na mnie liczyć.
- Być może będę Cię prosiła o przekazanie im wiadomości.
- Niechętnie.
- Nie, nie teraz. Tylko, jeżeli… naprawdę będzie źle. Na razie… oni mają co robić. Liczę na Ciebie.
- Nie ma problemu.


Rozmowa Mariusza Węgielskiego z Barbarą Sowińską

- Dziękuję za audiencję, pani.
- Dla Ciebie tien Mariuszu, zawsze znajdę czas.
- Doceniam pani łaskawość.
- O czym chciałeś porozmawiać?
- Pani, czy istnieje szansa, że jutro przeprowadzisz prelekcję otwartą w budynku Fundacji na temat wpływu ludzistycznych technik na obronę Academii Daemonica przeciwko Inwazji? Oraz o przewadze wykorzystania połączonych technik magicznych i ludzistycznych nad purystyczne podejście. Na przykładach Jakuba Urbanka oraz kilku magów Srebrnej Świecy, o których informacje podam później.
- Słucham? - Barbara Sowińska z zaskoczeniem spojrzała na podwładnego.
- Chcę pokazać, że pani rozumie, że technologie ludzistyczne mogą być użyteczne do walki przeciwko istotom magicznym. I chciałbym, by przykładem pozytywnym było AD. Doceni to naszych sojuszników, ale dla rozmycia chciałbym także pochwalić KADEM i kilku magów ze Srebrnej Świecy nie powiązanych z pani frakcją. W rozumieniu: przygotować się do konsolidacji sił przed Inwazją oraz trochę zmniejszyć dramatyczną nieufność pomiędzy gildiami po ostatnich wydarzeniach.
- To nie załagodzi sytuacji.
- Prawda. Ale przynajmniej pokaże, że ktoś próbował. I tym kimś będzie pani, a-tien.
- Dlaczego akurat jutro? Nie zrozum mnie źle, sam wiesz, że to nie problem, przygotować taką prelekcję, jednak… tak nagle?
- Milady, jeżeli to będzie jutro, wszyscy będą oczekiwali dramatycznych czynów, czegoś wielkiego.
- A dostaną godzinny wykład.
- Dostaną wykład osoby, która jest zaangażowana w walkę przeciwko Inwazji, która dookoła Inwazji robi swoje hasło wyborcze oraz która jest świadoma, że skłócenie gildii jest jedynie na rękę Inwazji.
- Pojutrze będzie w stanie przyjść więcej osób.
- Jeżeli tak bardziej lady pasuje. To nawet lepiej, będę w stanie zadbać o rozesłanie zaproszeń do odpowiednich osób z różnych gildii. Tak, to będzie bardziej korzystne.
- Tien Mariuszu, przyjdź za godzinę. Chcę coś załatwić.
- Oczywiście, pani.


Z rozmowy Whisperwind i Quasar, dwadzieścia minut po rozmowie Barbary z Węgielskim

- Że co ja mam z tym zrobić?
- Otrzymałaś swoje rozkazy. Masz znaleźć demona i go wysadzić.
- Quasar, to jest cholerna mina przeciwczołgowa!
- Jestem tego świadoma. Więcej, sama ją przygotowałam z Aurelią.
- Quasar, czy Venom oczekuje ode mnie, że podłożę mu tą minę, ściągnę na nią wielkiego demona oraz nagram efektowny filmik, jak go wysadzam?
- Z tego, co mówił Venom, masz dwie godziny. Warmaster już lokalizuje odpowiedniego demona.
- Ja nie jestem Spidemanem! Nie nagrywam filmików ze swoich akcji!
- Na tym polega Twój błąd - może byłoby coś, co moglibyśmy wykorzystać.
- Ale mina przeciwczołgowa… Przecież… Sam zapalnik..! Jak wielkiego demona potrzebuje, żeby mina zareagowała?
- Zmieniłam zapalnik.
- Aha… - Wyrwało się Whisperwind.
- Nie próbuj nawet wysadzić byle demona. - Quasar skierowała swoje nieruchome oczy prosto na Whisperwind. - Ta mina ma pomóc Ci zrealizować coś, czego bez niej byś nie mogła osiągnąć.
- No ładnie…


SMS wysłany do Kamili przez Whisperwind

Spóźnię się. Akcja. Co najmniej trzy godziny. Przepraszam.


Z myśli Barbary Sowińskiej

Muszę powiedzieć, że Venom się postarał. Te materiały, które dostarczył, wyglądają niemalże jak specjalnie nagrane na tą okazję… Są bardzo przekonywujące. I na pewno nie zrobione magicznie.
Najbardziej imponujące w całej tej akcji było to, że Whisper wprowadziła jedynego demona, który pasywnie wykrywał magię, prosto na minę. Zrobiła z siebie przynętę, a demon połknął haczyk z żyłką i spławikiem. Z pozostałych demonów żaden nie potrafił wykryć magii… Quasar rozstrzelała je z karabinu maszynowego. I żadna z nich nie rzuciła przy tym ani jednego zaklęcia, by demony nie były w stanie ich zlokalizować.
Kto wie, może nawet uda się przekonać kilka osób…
Kurczę, muszę zdobyć zbliżone materiały z KADEMu, ale nie 'bojowe'.
Mam!
Drzwi niemożliwe do otwarcia przez technomantę. Z pewnością Sabinka coś wymyśli.


Z myśli Sabinki pracującej nad drzwiami

…zamek kodowy. Żaden technomanta tego nie otworzy, do tego potrzebny jest infomanta. Nie! To jest Basia! Nie zrobię jej tego (a kusi) Weźmy zwykłą Gerdę… Połączmy ją z zamkiem kodowym, by potrzebny był i kod i klucz. W drzwi wstawmy potężny kryształ antymagiczny, a zewnętrzną warstwę zróbmy z materiału zmieniającego swój kształt pod wpływem magii. To, co ostatnio Seton mi pokazał… użycie słabej magii będzie zniwelowane przez kryształ, a moc przekraczająca kryształ wypaczy wszystkie bolce Gerdy i tylko magia materii pozwoli przejść… A na to da się założyć watchdogi…


Z myśli Barbary Sowińskiej

Wiedziałam, że mogę na Sabinkę liczyć w tej kwestii!
Oczywiście, zwróciłam jej koszt materiałów i sowicie ją wynagrodziłam. Należało się jej, a ja nie chcę jej wykorzystywać. Choć trochę mi żal teraz Kuby. Sabinka ma środki :3
To, co zrobiła jest… tak proste do przejścia jeśli jesteś człowiekiem… Ja sama bym na to nie wpadła. Sabinka powiedziała, że człowiek specjalizujący się w "ślusarstwie" przejdzie przez takie drzwi w dwie minuty… Chyba znajdę u siebie maga zdolnego się tego nauczyć. Jeśli nie, to moja opinia o magach zdecydowanie spadnie…


Rozmowa Barbary Sowińskiej z Mariuszem Węgielskim

- Wybacz, tien Mariuszu, przygotowania zajęły trochę dłużej, niż sądziłam.
- Nie ma problemu, a-tien, byłem zajęty innymi rzeczami.
- Dziękuję za dobry pomysł. Naprawdę mi się spodobał.
- Jestem zaszczycony.
- Zdobyłam trochę materiałów, by podeprzeć stawianą tezę.
- Naprawdę? Tak szybko? Nie żebym śmiał wątpić, ale…
- Zapraszam na prezentację.


Z myśli Mariusza Węgielskiego po rozmowie z Barbarą

O, rany… Co za nieprawdopodobny sukces. Nikt nie uwierzy, że zdobyła to tak szybko. Lady Sowińska ma perfekcyjne alibi. Co więcej, jest to w pełni zgodne z tym, co zwykle robi. Jako, że jest trochę zajęta, czas na plan odwrócenia uwagi regentów. Wykorzystam paru jawnych agentów lady Sowińskiej i wykonam bezczelny, otwarty atak. Jako, że ona w pełni koncentruje się na Inwazji (coraz bardziej podoba mi się ten arcy skomplikowany plan) oraz Fundacji, wina spadnie na mnie. Owszem, ona troszeczkę ucierpi, ale chaos, jaki to wywoła… powinien być wystarczający.
A Janowi Sowińskiemu należy szybko uzmysłowić znaczenie słowa "reklama".
I czekać.


Z myśli Barbary Sowińskiej

Ech… mam wrażenie, że Mariusz Węgielski knuje coś więcej.
Nie jestem do końca pewna, czemu, ale takie mam wrażenie.
Może dlatego, że to trochę nie w jego stylu przyjść i de facto poprosić o taką prelekcję. Normalnie najwyżej by to zasugerował. W końcu prośba oznacza, że oczekujesz, że ktoś coś zrobi.
Nie wiem do końca, do czego on dąży, ale uważam, że mogę mu dać, o co prosi. Zwłaszcza, że pomysł jest naprawdę dobry.
Zaufam mu i zobaczymy, co z tego wyjdzie.


Z rozmowy Barbary Sowińskiej z Mariuszem Węgielskim, jakiś czas później

- Co to miało znaczyć, tien Mariuszu?
- Pokornie błagam o wybaczenie! Nasz wywiad odkrył, że przeprowadzana jest akcja naszych agentów przeciwko Janowi Sowińskiemu… Naszych agentów, którzy zostali wmanipulowani w tą operację. Jedyne, co mogłem zrobić, to natychmiast doprowadzić do ich porażki… W widowiskowy sposób.
- Kontynuuj.
- Złożyłem wyrazy ubolewania i zrobiłem jedyną rzecz, którą mogłem zrobić. Zdecydowałem się zadeklarować odpłacenie za szkody. Przyznaję, że nasze stosunki z Janem Sowińskim uległy pogorszeniu, ale…
- I nie wiesz, kto za tym stoi?
- Potrzebuję jeszcze trochę czasu.
- Chcę zobaczyć materiały w związku z tą sprawą.
- Oczywiście. Tylko je zbiorę. Czy… mam przełożyć prezentację? Muszę wysłać tylko kilka wiadomości do wpływowych magów wszystkich gildii.
- Tien Mariuszu… bujać to ja a nie mnie. Ty mi tu nie machaj przed nosem wpływowymi magami.
- … - Węgielski stał, sparaliżowany strachem.
- Dlaczego do mnie nie przyszedłeś przed akcją?
- Ja… ja… spanikowałem! Oni już tam byli i… Na bazie mojej wiedzy, każda sekunda miała znaczenie..!
- Rozumiem. Dobrze. Sprawa jest świeża, musiałeś działać szybko. Zakładam, że miałeś solidne podstawy do podjęcia takiej decyzji, dlatego chcę zapoznać się z tymi właśnie podstawami.
- Oczywiście, natychmiast. W ciągu dziesięciu minut przedstawię wszystkie materiały.
- Dziękuję. - Barbara odwróciła się w stronę swojego biurka w sposób wyraźnie mówiący, że jest to odprawa. - A, tien Mariuszu? Nie jestem na pana zła. Być może przyjdzie mi podziękować panu za szybką akcję i odważną decyzję. Dobrze, że miał pan odwagę ją podjąć. Czy była dobra, czy zła, okaże się za jakiś czas.


Z myśli Wiktorii

Nie no, Kamila po prostu jest niemożliwa! Zapowiedziała mi, że będę miała spokój w organizowaniu imprezy i faktycznie Węgielski się już przestał czepiać. Naprawdę, jak na prowincjonalną czarodziejkę bez koneksji… sama chciałabym tak umieć. Po prostu… wow.
Sama organizacja imprezy nie będzie bardzo trudna. Och, jest kilka osób, które niechętnie widzą ten typ imprezy w zamku w tym terminie, ale wszyscy są do przejścia - jednych rozwiązuje się prostym "charytatywna akcja dla dzieci" - a przecież nikt nie chce być znany jako ten, kto nie pozwala zorganizować charytatywnej akcji dla dzieci - a inni… Cóż, jestem piękna, zgrabna i potrafię być sympatyczna. Ta metoda, choć nie w pełni pochwalana przez Kamilę, zawsze działa.
Uważam, że jeżeli dam lokalnym sklepom i organizacjom trochę zarobić oraz jeżeli włączę różnego rodzaju kółka obywatelskie do tej akcji, powinno to się udać bezproblemowo.
Dołączenie lokalnych grup i społeczności ma tą niezaprzeczalną zaletę, że to nie jest "ich impreza" a "nasza charytatywna impreza". Zawsze warto to zrobić. Nie tylko dodaje to mocy politycznej całej operacji, ale i sprawia, że im też zależy. To zdecydowanie zwiększa szanse powodzenia.
Teraz tylko muszę określić, jakie tak naprawdę mamy środki… Julian mówił coś o sponsorze, ale muszę to uzgodnić z Kamilą - nie mam zamiaru zbankrutować mojej kwiaciarni, choć z przyjemnością trochę do puli dorzucę.


Z myśli Kamili po rozmowie z Wiktorią

Niech to… Elwis Diakon opisany przez Wiktorię to zupełnie inna osoba niż ten opisany przez Juliana…
Mówiąc szczerze trochę ścierpłam, gdy Wiki powiedziała, że Elwisa chronią wszyscy przed wszystkimi.
W rzeczy samej, dziwny wujek. Wujek, który nie ma zahamowań przed dogłębną modyfikacją ciała i umysłu… Specjalista od przebudowy ludzi i magów. Wiki powiedziała, że bawił się Mojrami… Ciekawe, czy miał coś wspólnego z tym, co zrobili Irenie, czy to był jego poprzednik…
Jego poprzednik stworzył Mojry, jeśli on jest od niego lepszy… Chyba wolę nie wiedzieć, co mógłby stworzyć. Na szczęście podobno nie jest zainteresowany kontynuowaniem badań w tym kierunku.
Wiki powiedziała, że to dziwna osoba, że ona sama nie do końca potrafi go czytać, że jest on dla niej całkowicie nieprzewidywalny… Że on jest artystą i interesuje go sztuka. Niestety, nie potrafiła powiedzieć, jak najlepiej do niego trafić i co może uznać za sztukę, a co nie.
W dodatku, z tego, jak spoważniała, gdy tylko usłyszała jego imię, wnioskuję, że uważa go za osobę niebezpieczną.
Nic dziwnego w chwili, w której byłby on w stanie podjudzić kilka gildii przeciwko innej po prostu stwierdzając, że nastaje ona na jego swobodę i niezależność. Zastanowiło mnie też to, że z tego, co Wiki mówiła, to raczej inne gildie chronią go przed ingerencją Millenium, a on sam zachowuje pewną neutralność…
Nie, wolałabym jednak nie mieć z nim nic wspólnego.
Szlag! Julian! Natychmiast muszę go odwołać! On nie może tam iść, Elwis Diakon jest zbyt niebezpieczny, żeby mieć go za sponsora, a znając nasze szczęście i zdolności Juliana, uda mu się Elwisa przekonać. W końcu nie chcę, żeby mu się udało…


Z myśli Wiktorii Diakon po rozmowie z Kamilą

Elwis Diakon…
Dlaczego Kamila pytała mnie o niego? Właśnie o niego, ze wszystkich magów?
Elwis jest… trudno to nawet nazwać.
Jeden z najpotężniejszych magów zajmujących się kształtowaniem ciał i umysłów, "artysta praktykujący na ludzkim ciele".
Owszem, nie jest sadystą, a od pewnego czasu dużo większej ilości ludzi pomógł niż zaszkodził, ale… to tylko kaprys. Z tego, co wiem, jest samotny. Mieszka z dwoma ukształtowanymi przez siebie ludźmi oraz swoim ochroniarzem, który kiedyś był jego najgorszym wrogiem… Któremu powinęła się noga podczas Zaćmienia i który wpadł w ręce Elwisa. Który postanowił zrobić z niego przykład dla innych.
A wszystkie gildie, wszystkie, chronią Elwisa Diakona. Wszyscy boją się, że jego stanowisko obejmie ktoś zbliżony do jego poprzednika. Maga, który był twórcą Mojr. Maga, który ukształtował mnie.
Elwis Diakon nie pragnie potęgi, władzy, surowców… Nie ma niczego, co można mu zaoferować. On naprawdę uważa się za artystę. Jednocześnie ma piekielnie bystry umysł i absolutnie nie ma poczucia moralności. Z uwagi na to, że niczego nie da się mu odebrać ani dać, może robić, co chce, nie ma nic do stracenia.
On naprawdę jest wolny. Mógłby nawet zabić innego maga. Przeszłoby mu to płazem.
Boję się go. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam go w Piekle…
Mam nadzieję, że udało mi się to wytłumaczyć Kamili. Elwis Diakon nie jest magiem, którego włącza się do jakichkolwiek rozgrywek, on bowiem będzie robił, co chce - i nic go nie powstrzyma.


Rozmowa Kamili z Julianem

- Julian? Błagam, powiedz, że jeszcze tam nie dotarłeś!
- Kochana Kamilo? Dotarłem… gdzie?
- Gdziekolwiek miałeś się spotkać z Elwisem Diakon.
- A, nie, oczywiście, że nie. Za piętnaście minut jesteśmy umówieni w rezydencji mojego czcigodnego sponsora.
- Julian… nic jeszcze nie jest ustalone, prawda? On nic nie wie?
- Nie, oczywiście, że nie, ale uważam, że nie będzie z tym problemów - dwóch wybitnych artystów zawsze znajdzie porozumienie. - Obwieścił Julian udowadniając, jak bardzo nie zna się na artystach.
- Julian, proszę, posłuchaj mnie uważnie.
- Zawsze Cię słucham. Twój piękny głos…
- Dobra… - Kamila brutalnie przerwała Julianowi. - Elwis Diakon to zły pomysł. Bardzo zły. Rozmawiałam z Wiktorią. Opowiedziała mi o nim. On jest zbyt… potężny. Nie chcesz go w to wciągać, nawet tylko jako sponsora. Po prostu nie chcesz.
- Ale….
- Julian… - Kamila nie dała Julianowi dojść do słowa - Tego maga boją się wszystkie gildie w okolicy.
- O, rany… - W głosie Juliana było słuchać strapienie.
- W dodatku jest nieprzewidywalny, nawet Wiktoria nie potrafiła powiedzieć mi, w jaki sposób do niego podejść. Powiedziała, że jeśli ma jakikolwiek wybór, to ona woli trzymać się od niego z daleka.
- Kamilo… - Po tonie głosu Juliana Kamila zorientowała się, że chyba użyła niewłaściwego argumentu.
- Julian, wiem, jak bardzo Wiki nie znosi swojej rodziny. Ale to nie było to. - Kamila zdecydowała się na brudną zagrywkę. - Zaufaj mi. Wiem, co widziałam. Samo wspomnienie o tym magu sprawia, że Wiki cierpnie skóra.
- Dobrze… - Julian odpowiedział z zastanowieniem. - To jednak znaczy, że mam dwanaście minut na wymyślenie powodu biznesowego, z jakiego się spotykamy. - Kamila aż się skrzywiła. - Dodatkowo, nadal nie mamy sponsora! W ogóle! - Westchnął. - A patrząc na rozmach, zbankrutujemy.
- Ja… - Kamila zaczęła, nie wiedząc, co powiedzieć.
<Powiedz mu, że masz sponsora> - Głos Tomka rozległ się w myślach Kamili.
- Ja mam sponsora!
<Mam? Kogo?> - rozpaczliwie zapytała przyjaciela.
- Kogo? - Pytanie Juliana było dokładnym echem myśli Kamili.
<Jeszcze nie mamy> - Kamila ciężko westchnęła - <Czekaj. Ta impreza jest nieprawdziwa. Sponsorem może być ktokolwiek. Najlepiej znalazł go Jurek, który nie chce dzielić się informacjami.> - Kamila mimowolnie się uśmiechnęła. - <Tymczasem ja sprawdzę, czy nie znajdzie się ktoś chętny sponsorować imprezy w Toszku. Zostaw ten problem mnie.>
- Nie wiem. To Jurek go znalazł, ale znasz Jurka…
- Fakt. - Westchnął Julian. - Będę musiał dowiedzieć się, z jakim budżetem mamy do czynienia.
- Dowiem się. Ale najpewniej nie bardzo wielkim. Zresztą, lepiej założyć mniej i się zdziwić w tą stronę.
- Prawda. - Westchnął czarodziej. - Dobrze. Przepraszam Cię bardzo. Jakkolwiek mądrzejsza jesteś niźli Atena, muszę się rozłączyć. Przede mną spotkanie.
- Zawsze możesz go poprosić o zasponsorowanie jakiegoś wyposażenia do cyrku. Najwyżej się nie zgodzi. A jak się zgodzi, tym lepiej dla Ciebie.
- Dobry pomysł. - Rozchmurzył się Julian. - Faktycznie, jaśniejesz przy Atenie jak wiązka plazmy przy zapalonej świeczce.
- Powodzenia.
Kamila osunęła się po ścianie pokoju. <Mam nadzieję, że znajdziemy sponsora…> pomyślała do Tomka.


Z myśli Natalii Sandacz, służki Elwisa Diakona, po rozmowie Elwisa z Julianem

Sympatyczny młody mag. Widziałam jego kartotekę, jest to czarodziej, który nigdy nie zrobił krzywdy żadnemu człowiekowi i próbuje unikać krzywdzenia kogokolwiek, nawet swoim kosztem. Elwisowi też się spodobał…
Nie wiedział, jak wygląda sytuacja między mną a Elwisem, a jednak traktował mnie jak osobę, a nie ludzką służącą Elwisa. I to spodobało się mojemu mentorowi.
Z ostatniej rozmowy wynikało coś więcej niż tylko skromna prośba o dofinansowanie cyrku. Był w innym stanie umysłowym. Oczywiście, podzieliłam się tą opinią z mistrzem. Zdecydował się mu pomóc.
Spartakus odkrył, że aktualnie czarodziej Krukowicz zaplątany jest w jakąś ogromną imprezę na stadionie w Gliwicach. Elwis zdecydował się dyskretnie pomóc. Jako, że w całą sprawę wyraźnie zaangażowani są potężni gracze, zdrowie Juliana może być zagrożone… Zupełnie, jak mojej siostry…
Elwis jest przeczulony. Wysłał swoją Strażniczkę, by była jego cieniem. By nic złego mu się nie stało.
Dodatkowo… sympatyczny i przystojny mag. Co mi tam, powiedziałam Elwisowi, że inwestycja w jego cyrk i jego osobę może nie być głupia. Elwis… z przyjemnością pomoże Julianowi finansowo. Nigdy nie wiadomo, kiedy się może takie wsparcie przydać…


Rozmowa Kamili z Whisperwind w herbaciarni w Gliwicach

- Cześć. Jak na akcji? Nikomu nic się nie stało?
- Hej. - Uśmiechnęła się Whisper - Nikomu z naszych.
- Cieszę się.
- Coś potrzebujesz. A ja jestem pomiędzy akcjami. - Whisper spojrzała przepraszająco.
- Tak… Postaram się pospieszyć. Martwię się o Juliana.
- Juliana? - Whisper uniosła brwi. - W jakie tarapaty mógłby wpaść… a, no tak.
- Akurat nie takie… Na chwilę obecną ma jednego Sowińskiego na ogonie, drugi Sowiński być może będzie chciał temu pierwszemu przeszkadzać, ale tak naprawdę to wcale nie wiem na pewno, do tego ledwo udało mi się go odwieść od wkopania się w kontakty z Elwisem Diakonem - Whisper pokręciła głową z niedowierzaniem, ale w milczeniu słuchała dalej - a w dodatku wokół tej fałszywej imprezy zaczyna się robić szum, który wcale mi się nie podoba i nie mam pojęcia, czyją uwagę jeszcze przyciągnie. A, tak, no i Julian nie ma pojęcia, że to fałszywa impreza…
- Dywersja? - Spytała Whisper rzeczowo.
- Tak, ale Julian musi ją organizować z pełnym przekonaniem. I… mam nieodparte wrażenie, że więcej stron macza w tym palce niż wiem, czy też chciałabym wiedzieć.
- Rozumiem. Jak mniemam, nie potrzebujesz mnie do obsługi fotograficznej tej imprezy?
- Do tej… - Kamila się zastanowiła - Moment… Kojarzysz takie imię jak Miku Hatsune?
- Nie… - Whisper pokręciła głową. - Nic mi to nie mówi. Mogę nadać temat Quasar.
- Nie ma potrzeby. - Kamila pokrótce opisała, o co chodzi.
- Rozumiem… Mamy do czynienia z bardzo zaawansowaną technologią, a być może magią. I być może nie jest to prawdziwe zjawisko.
- Mówiąc szczerze, uważam, że nie jest prawdziwe. Niemniej, ma sporo wspólnego z grafiką, obrazem i tak dalej. Na pewno byłabym wdzięczna, gdybyś rzuciła okiem na oprawę właściwej imprezy, ale i tutaj możesz sporo zdziałać.
- Zależy, czego potrzebujesz.
- Jeszcze nie wiem. Na razie… boję się o Juliana i staram się łagodzić jeden kryzys za drugim.
- Dobrze. - Uśmiechnęła się Whisper. - W tym mogę pomóc. Midnight jest ogromną miłośniczką cyrku. Z radością pomoże chronić Juliana.
- Ale… czy nie będzie mieć z tego powodu problemów? - ostatnią rzeczą, jakiej Kamila chciała, było wpędzenie w kłopoty maga AD.
- Oczywiście, że nie! - Whisper eksplodowała entuzjazmem. - To będzie oficjalne polecenie! Szkolenie, przygoda! - Na twarzy Whisper pojawiło się złośliwe rozbawienie.
- Wiesz… przez wiekszość czasu raczej nudna… A mam nadzieję, że przez cały czas.
- I dobrze. Midnight uwielbia nudę! - Zaśmiała się Whisper. - Będzie miała okazję pouczyć się języka niemieckiego. Jest na korespondencyjnym kursie.
- Okay… - Kamila stwierdziła, że nie będzie dalej pytać.
- Ale bez obaw. Poradzi sobie świetnie. - Zapewniła ją Whisper.
- Wiem. A jeśli chodzi o oprawę graficzną, dam Ci znać jak będę wiedzieć coś więcej.
- Ja dam Ci znać, jak będę wiedziała, czy będę mogła w to wejść. - Westchnęła czarodziejka - Czy znowu nie dostanę jakiegoś dziwnego, idiotycznego wezwania.


Z myśli Kamili

Biedna Midnight. Mam nadzieję, że cały ten czas będzie się nieziemsko nudzić. I że opanuje słówka.
A w ramach rekompensaty dostanie bilet na właściwą imprezę.
… A przy okazji, ktoś z AD na sali zawsze jest dobrym pomysłem.


Notatka zostawiona Midnight przez Venomkissa

…wzruszyło me serce, że nie miałaś wiele okazji na spotkania z normalnymi, sympatycznymi i nudnymi ludźmi i magami na fazie naturalnej od czasu rozpoczęcia Inwazji. Każdy z nas - nie tylko Ty, każdy - chciałby czasem się rozerwać. Na przykład obejrzeć klauna na żywo.
Dlatego, mając nadzieję, że Twe narzekania się skończą, oddelegowuję Cię do ochrony cyrku na fazie naturalnej. Tego właśnie cyrku, w którym przebywa zwykle Twój ulubiony klaun.
Tyle, że go tam nie ma.


Rozmowa telefoniczna Kamili z Julianem

- …jak to: klaun?
- Elwis Diakon stwierdził, że żaden występ nie uda się bez klauna. Spytał, gdzie jest mój. Powiedziałem, że nie może w tej chwili uczestniczyć… Kuba gdzieś zniknął. Sprawy KADEMu…
- Cały Kuba.
- Nie, to niesprawiedliwe. - Julian poczuł się w obowiązku bronić kolegę. - Umawialiśmy się, że KADEM jest najważniejszy.
- Ale móglby Ci choć powiedzieć, na ile znika. Albo, że nie wie, na ile.
- Najpewniej nie miał czasu. - Wzruszył ramionami Julian. - Tak, czy inaczej, mamy klauna.
- To chyba dobrze… - Westchnęła Kamila, boleśnie świadoma, że ta impreza jest tylko dywersją.
- To doskonale! - krzyknął szczęśliwy Julian. - Najważniejszy jest dobry klaun!
- Kto to? - Kamila wpadła Julianowi w słowo, zanim ten zdążył się rozkręcić.
- Nazywa się… Bella.
- Ma kwalifikacje?
- Dwa ładne kucyki…
- Nie chodziło mi o wygląd. - Kamila zniecierpliwiona przerwała Julianowi. - Doświadczenie, kontakt z publiką, to wszystko.
- Kochana Kamilo, kasztanka i gniadoszka. Jej dwa kucyki. Małe koniki. - Westchnął teatralnie Julian.
- Pies z nimi. Co ona umie?
- Rozbawiła mnie. - Uśmiechnał się czarodziej. Kamila westchnęła. Z jednej strony Julian znał się na rzeczy. Z drugiej… to była dziewczyna.
- Julian, daj mi Kasię, proszę.
- Jasne, nie ma problemu. - Czarodziej nie oponował.
- Halo, halo? - Kamila uśmiechnęła się słysząc głos psotnej złodziejki.
- No hej, Kasiu. Posłuchaj, sama wiesz, jaki Julian jest jeśli chodzi o ocenę dziewczyn.
- Wiem, wiem! - Energicznie potwierdziła Kasia. - Gdyby nie to, dawno by mnie zwolnił. - Kamila postanowiła tego nie komentować, chociaż musiała przyznać dziewczynie rację.
- Jaka jest ta nowa… klaun? Nada się?
- Wiesz, przyprowadziła kucyki. - Kasia wzruszyła ramionami. - Jest ładna, doskonale… hm… - dziewczyna zasępiła się - Wiesz co… bycie klaunem jest jej pasją. Kocha te kucyki. Kocha też to, co robi. Jest… naturalna. - pokręciła głową z niedowierzaniem. - Wiesz, o takich ludziach się czyta. Ich się nie spotyka.
- Aha… - Kamila czekała na ciąg dalszy.
- Nie jest perfekcyjna. W wielu kwestiach Kuba był dużo lepszy. Ale się uczy. Nie jest tak dobra, że widać wspomaganie magiczne… Nawet nie wiem, czy jest magiem.
- A jak czujesz? Zdaj się na swój "złodziejski instynkt" - Kamila pozwoliła sobie na mały przytyk.
- Tylko bez takich! - Nadąsała się na niby Kasia. - Złodzieje to są w rządzie i… no, w podatkach. - Zaplątała się. - Ja jestem jedynie
- Współczesnym Robin Hoodem, wiem. - Kamila wpadła dziewczynie w słowo.
- Może być. Tak, czy inaczej, jeśli jest magiem to stosunkowo bezradnym. - Westchnęła. - Wiesz, taki drugi Julian.
- "Pożyczyłabyś" coś od niej?
- Już to zrobiłam. Już przejrzałam jej walizeczkę. - Westchnęła Kasia. - Nic wartego uwagi. Nic, a znam się na tym! Dodatkowo - ożywiła się dziewczyna - nic magicznego.
- O… a skąd Ty to wiesz? Przecież nie jesteś magiem. - Kamila była zaskoczona.
- Mistyczne moce przepływają dookoła mych włosów i namagnesowują ich końcówki bardziej niż szampon. - Odpowiedziała Kasia natchnionym głosem. - To moja ludzistyczna moc, nie do zgłębienia dla maga.
- Dobra, jaki artefakt i komu podwędziłaś?
- Nikomu! - Głos Kasi był pełen urażonej niewinności. - Sama wymyśliłam sposób! Taki, który nie potrzebuje magii.
- Czy Ty używasz w jakiś sposób srebra?
- Ooo… - W głosie Kasi było słychać głęboki zawód. - Wpadłaś na to.
- Nie musiałam wpadać. Dowiedziałam się od nauczycieli.
- No. To sama widzisz, jaka jestem sprytna. - Uśmiechneła się złodziejka.
- Sposób dobry, ale nie do końca skuteczny. W ten sposób znajdziesz tylko zaklęcia. W skrócie, rzeczy, które promieniują. Praktycznie żaden artefakt nie promieniuje.
- Aha… W głosie Kasi pobrzmiewał zawód. - Wymyślę coś lepszego. Po ostatnim nie chciałabym pożyczać rzeczy od magów.
- Dobra… Dzięki, dasz Juliana?
- Oczywiście.
- Tak, o piękna?
- Co osiągnąłeś u Diakona?
- Dostałem klauna. Dodatkowo zdecydował się wesprzeć finansowo cyrk. Powiedział, że "kiedyś się najpewniej zwrócimy". I to w złotówkach, nie quarkach!
- To dobrze… Ale nie będziesz jej wciągać w tą imprezę?
- Dlaczego nie? Zwłaszcza teraz, jak mamy słonia…
- Że co?
- Pozwól, że Ci wytłumaczę…


Z myśli Kamili

Ech… coś się ostatnio stało Jurkowi.
Stał się jakby bardziej… ludzki. I nie wie wszystkiego. Autentycznie był zaskoczony niejedną przekazaną przeze mnie informacją… Ktoś mógłby spytać, skąd wiem, że naprawdę był zaskoczony… Ale przecież aktor z niego pierwszorzędny nie jest… a ja go po prostu znam.
Coś się zmieniło… Tylko co?
Przecież zawsze był taki oziębły, opanowany… Zaraz… no tak! Czyżby z jakichś powodów HQ go nie wspierał w tej akcji..?

Ciekawe, dlaczego…
Nie wierzę, że Jurek jest w stanie coś przed HQ ukryć… Nie taką akcję.
Czyli HQ zostawił(..o?) Jurka samego świadomie. Ciekawe, czy to kara, czy umowa…
Jeśli to kara, to znaczy, że HQ nie podoba się ta akcja, ale Jurek ją przeforsował. Jeśli umowa… Jurek chce się sprawdzić sam?
A może HQ przygotowuje Jurka do tego, że odejdzie..? Nie, roją mi się różne głupoty. Dokąd niby HQ miał(o?)by pójść?
Ciekawe, jak jest…
Ale przecież nie zapytam Jurka…


Rozmowa dwóch regentów młodego Jana Sowińskiego

- Tien Albercie, widziałeś to?
- Tak… To jest katastrofa.
- Miku Hatsune… czymkolwiek to nie jest, Archer wskazuje na to, że to jest bardzo znane.
- W świecie ludzi?
- Właśnie tak! Na tym polega problem! Żaden mag o tym specjalnie nie słyszał! Nawet nie wiem, na czym to polega! Archer wykazał, że chodzi o jakieś iluzje.
- Jak iluzjoniści?
- Sztukmistrze. Chodzi o coś ze światłem i prądem. To jest powiązane z czymś o nazwie "anime".
- "Anime" czyli ruchome obrazki?
- Tak, coś takiego.
- …Innymi słowy, nie rozumiemy, o co tu chodzi?
- Nie. Nic a nic, a lord Jan Sowiński chce zrobić z tego wielkie ogłoszenie. Powiem więcej, to jest powiązane z ludzistyczną techniką.
- Z magią poza widocznym dla nas pryzmatem?
- Właśnie tak… Rozmawiałem ze znajomym magiem KADEMu. Powiedział, że ludzistyczni badacze z tej uczelni koło KADEMu sami chcieliby przyjść to zobaczyć.
- To katastrofa!
- Wiem! Musimy temu jakoś zapobiec!
- Wiem! Najprostsza sprawa. Wystarczy, że nie zdobędzie tego boiska. Nie będzie gdzie odbyć występu. No i - zatrzymać wszystkie reklamy.
- Innymi słowy, działamy wbrew woli lorda Sowińskiego.
- Szczerze - chłopak nam kiedyś za to podziękuje.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License