Szaleństwa młodszego brata

Ściągawka:

Osoby główne:

  • Ewelina Jołka, postać Kić, starsza siostra Andrzeja
  • Andrzej Jołka, postać Sparrowa, młodszy brat Eweliny. Główny bohater misji.
  • Anna (Antygona Dolores Kebab) Diakon, coś między nerdem a chichotką. Fanka "Szatana" i katalistka.

Osoby powtarzające się, choć poboczne:

  • "Szatan nawiedził mnie w nocy": zespół, który gra… dziwny metal. Zero magów w grupie.
  • "Czarny Kruk": bardziej emo hipsterskim dark wokalistą nie da się być. Nie jest magiem.
  • "Gargamel" i Passiflora: Pełzająca Perwersja z "Piekła" rodem. Jak na razie ich jedyną funkcją jest być obleśnymi. Zobaczymy potem.

Osoby tła:

  • Alfred Piwosz, dziadek, nestor rodu, eks-mag i atm techno-licz bez filakterium
  • Antoni Piwosz, ojciec, nie lubi magów, lekarz, rzadko bywa w domu
  • Maria Piwosz, matka, lubi Ewelinę i nieco obawia się Andrzeja, nauczycielka
  • Felicja Piwosz, córka, 17 lat, fanka "Czarnego Kruka" a na misji - Andrzeja
  • Filip Piwosz, syn, 16 lat, totalne tło
  • Rafał Piwosz, syn, 9 lat, jeszcze bardziej tło niż Filip
  • Mateusz Piwosz, syn, 9 lat (bliźniak Rafała). Nic do dodania.
  • Korneliusz Żwacz, mistrz Andrzeja i Eweliny. Więcej go w konspekcie niż na misji.

Ważne miejsca:

  • "Czarna Perła" : bar, w którym odbywają się audycje (przesłuchania) i grają amatorzy
  • "Piekło": miejsce, gdzie nie ma takiej perwersji czy używki, która byłaby za twarda.
  • Dom Piwoszów: bezpieczna baza dla Eweliny i Andrzeja, domki wyższej klasy średniej w Gliwicach.

Konspekt punktowy:

01. Andrzeja i Ewelinę obudził w nocy mistrz Korneliusz, w szlafroku. Powiedział im, że "znaleźli go", a z uwagi na czary Archera im mniej oni wiedzą, tym lepiej. Niech się zabunkrują u jego znajomego - rodzina Piwoszów wisi mu przysługę. Po 2-3 tygodniach mogą wrócić do domu, do rodziców. Na sugestię, że spróbują pomóc mistrzowi czarodziej uśmiechnął się i powiedział, że najpewniej nie będzie ich pamiętał.

02. Aklimatyzacja. Ewelina, jako wróżka, zdecydowała się dołożyć pieniądze do budżetu domu Piwoszy i bawić się z dziećmi. Andrzej nie był wrogi rodzinie ludzi, ale mimo, że jeszcze przed chwilą (przed Zaćmieniem) nie władał magią nie był chętny zbyt wielkiej integracji - ale nie był też wrogi. Ot, jest od nich lepszy i to wie a Ewelina zachowuje się, jakby nie była. Na razie nikt nie wie kto jest magiem i kto wie o magii a kto nie.

03. W świetle otrzymanego przez Alfreda komunikatu "Dead Man's Hand" od Korneliusza, stary były czarodziej poprosił rodzeństwo do siebie. W skomplikowanej bitwie słownej (konflikty z Eweliną) przegrał i wyjawił nie tylko, że wie o istnieniu magii ale i o tym, że kiedyś był magiem, ale z uwagi na to, co zrobił kiedyś z Korneliuszem ową magię stracił. On kiedys był nauczycielem Korneliusza a Korneliusz "wyciągnął go z pożaru" i pomógł odbudować sobie życie po utracie magii. Oki, mamy jakieś tło XD.

04. Jako, że Ewelina zdradziła, że ona i Andrzej są magami, Alfred poprosił ich czy nie mogliby spojrzeć na jego wózek inwalidzki - baterie technomantyczne się wyraźnie wyczerpują. Nie brzmi to na zbyt skomplikowaną sprawę, więc Andrzej podjął się tego zadania i… ledwo siłą woli uniknął absurdalnie potężnego zaklęcia odwracania uwagi i innych tym podobnych. Oooooki… tu jest coś więcej. Zaczął drążyć, ale sama z siebie ta struktura nie wszystko mu mówiła - "wózek" okazał się być arcyzłożonym urządzeniem technomantycznym powiązanym z nekromagią i połączonym fizycznie ze starym Alfredem. Wspólnie z Eweliną się za to zabrali, przekierowując czary zapomnienia/konfuzji na Alfreda (i tak on nic nie wie o samym wózku) i dowiedzieli się prawdy - otóż Alfred zginął w tym pożarze, z ktorego rzekomo wyciągnął go Korneliusz. Jednak ich mistrz przywrócił go jako technolicza, zasilanego prądem i innymi technomantycznymi źródłami energii. Ale ktoś zabrał najważniejszy element, zasilanie i mikroprocesor. Reszta arcyzłożonego systemu próbowała kompensować, ale… bez powodzenia, licz ulega deterioracji.
Kto zajumał liczowi zasiłkę?
Cóż… jedyne, co mogli zrobić - skonstruowali coś, dzięki czemu licz będzie w jak najlepszej formie. Andrzej jako technomanta adaptował to, co jest do gniazdka elektrycznego i z pomocą Eweliny doszli do jakiegoś rozwiązania - naprawili to tak, jak się dało…

05. I mniej więcej na tym (niestety dla Kić) kończy się na tej misji rola Eweliny. Gdyż Andrzej Przejął Inicjatywę i spróbował (skutecznie) "wyrwać" Felicję. Ale nie uprzedzajmy faktów.

06. Andrzej dowiedział się, że Felicja Piwosz podkochuje się w… hmm… niezbyt może wybitnym, ale bardzo klimatycznym one-man band zwącym się Czarnym Krukiem. Regularnie wypełza do różnych miejsc, gdzie może go podziwiać na scenie. Stwierdził, że on może wziąć ją ze sobą do "Czarnej Perły" - w końcu jest pełnoletni - co więcej, ostatnio nawet czasem tam działa jako DJ. Zabrał tam zatem Felicję ze sobą, ku wielkiej radości dziewczyny.

07. Felicja trafiła do publiczności, Andrzej zaczął zajmować się swoimi muzycznymi sprawami. Gdy na scenę wyszedł "Szatan", lekko zdębiał - grają muzykę… dziwną (każde z nich ma talent, ale razem mają dysharmonię i dysonanse). W końcu na scenę wyszedł "Czarny Kruk" i Andrzej dał z siebie wszystko - Kruk ma wypaść rewelacyjnie. Więcej - wspomógł się magią tak, by Kruk wypadł najlepiej jak to tylko możliwe, ale by wyraźnie było widać, że to jego zasługa. Kruk oczywiście konfliktował, ale nie miał większych szans (skąd ja to znam…).

08. Felicja jest mega-oczarowana. Korzystając z okazji, że wszyscy są tak zafascynowani, lokalny żulerski "gangsta" molester, Patryk Miciak zaczął dobierać się do Felicji. Na razie jeszcze nie zorientowała się, co jej grozi, ale sokoli wzrok Andrzeja wykrył zagrożenie jakie gość stanowił dla dziewczyn - zaprosił Felicję na scenę prosto do Czarnego Kruka i praktycznie wyrywając ją z objęć Patryka. Ania Diakon, która już miała interweniować zadziałała właśnie wtedy - zrobiła scenę, że niby Patryk molestował jej kolegę i macał go po genitaliach a to ona z nim przyszła. Cóż, doszło do małego chaosu a Patryk wyleciał z klubu. Ania natomiast się rozpłynęła w tłumie.

09. Po niezwykle udanym koncercie Felicja i Andrzej udali się do samochodu. Ania już zdążyła się zorientować, że Andrzej jest magiem (patrz: wpis "Z myśli Ani Diakon, za kulisami") i postanowiła go pośledzić. Traf chciał (nie, Ania nie miała z tym prawie nic wspólnego), że Patryk wypadł prosto na Andrzeja i Felicję, stając naprzeciw samochodu Andrzeja. I chciał Felicję. Bo na nią "zasłużył". A z cienia całą sprawę obserwowała Ania.

10. Cóż, Patryk poszedł na "gangsta aggressive". Andrzej próbował nie mniej niebezpieczną metodę, zwłaszcza, że otrzymał od stałego bywalca "Piekła" (Edmunda Frajera) złotą kartę za talent (bądź brawurę; Edmund nie jest magiem i poza Anią nikt maga nie podejrzewa) - pokazał kartę i próbował "podczepić się" pod Diakonów i Millenium (co by wyszło lepiej gdyby cokolwiek wiedział o Millenium i Diakonach ;-) ). Patryk nie był pod wrażeniem - za to on sam skutecznie zastraszył Andrzeja (4 liczniki na odrzucenie efektu!). Andrzej zaczął uciekać, zostawiając za sobą Felicję, lecz rzucił czar - komórka w kieszeni u spodni Patryka przegrzała i wylała baterię, parząc boleśnie osiłka i potwierdzając Ani Diakon, że Anrzej Jołka jest magiem.
Ania była szczęśliwa. A Felicja - jeszcze bardziej - jej bohater obronił ją przed SMOKIEM.

11. Ania chciała porozmawiać z Andrzejem, ale ten ją spławił (nie chcę teraz gadać). Sam się zdziwił, gdy tak łatwo odstąpiła i oddaliła się w cień. Nie wiedział, że ma już lalkę pod samochodem, która zapamiętywała trasę a po 20 minutach postoju miała wysłać magiczny beacon signal po oddaleniu się o 20 metrów od samochodu (nie najlepszy sposób śledzenia, ale wystarczający). W ten sposób lalka zaprowadziła Anię do motelu, do którego Andrzej zabrał Felicję, gdzie upojonej wrażeniami nastolatce skradł dziewictwo.

12. W końcu Andrzej ruszył do domu, kierując Anię dokładnie do punktu zamieszkania Eweliny i Andrzeja. Poszli spać. Andrzej obudził się rano w mieszkaniu Piwoszy z Felicją w łóżku. Felicja od razu zaszczebiotała, że to wspaniałe, że ma chłopaka, i to takiego, i że oni muszą teraz chodzić na spacery i w ogóle koleżanki i…
Andrzej się przeraził. Na szczęście przypomniał sobie o "Piekle". Mając nadzieję, że nikt nie zobaczy (nie zobaczył) wykradł się z Felicją z domu i udał się z nią do "Piekła".

13. Andrzej i Felicja weszli do Piekła i tam zagłębili się w dekadenckie korytarze najdziwniejszego lokalu w Gliwicach. Bardzo szybko do Andrzeja podeszła niejaka Passiflora, by spytać, na czym polega problem. Ten wybąkał, niepewny co i jak powiedzieć, że ma problem z Felicją. Ona domyślnie się uśmiechnęła ("Co, zwierzątko się zepsuło?") i odprowadziła go do swojego przyjaciela i opiekuna, niejakiego "Gargamela". Bo jest najtańszy. A w rzeczywistości - bo ma dobre serce, jest kolekcjonerem wrażeń (taki mroczny Julian) i z przyjemnością pomoże n00bowi w potrzebie.

14. Gargamel z najwyższą przyjemnością pomaga Andrzejowi. Jest obleśny, obrzydliwy, traktuje dziewczynę jak przedmiot, ale bierze jedynie symboliczne opłaty za swe usługi. Jak tylko Andrzej wychodzi z pokoju, bierze Felicję na kolana i przez godzinę się z nią zabawia po swojemu, używając swojej magii (i aktualnego ciała - domyślcie się o co chodzi) a Passiflora czeka na zewnątrz zabawiając Andrzeja rozmową. W końcu Gargamel oddaje Andrzejowi Felicję, znowu dziewicę i z odpowiednio zmodulowanymi wspomnieniami. Andrzej szczęśliwy może jechać do domu.

15. Tymczasem w domu państwa Piwoszy była Ania Diakon. Nie miała okazji porozmawiać z Andrzejem (bo go nie było), więc matka dała do rozmowy Ewelinę. Ania i Ewelina trochę porozmawiały, unikając ewentualnego tematu magii (żadna nie wie, że druga jest czarodziejką) i w końcu Ewelina otrzymała od Ani lalkę ("od młodszej siostry") do przekazania Andrzejowi. Ewelina była baaaardzo szczęśliwa tym wszystkim…

16. Jak tylko Andrzej wrócił, niczego nie świadomy i dumny z rozwiązania tego jakże skomplikowanego problemu, Ewelina go skrzyczała za to, że ktoś za nim poszedł. Dała mu lalkę. Nie wie, co to jest, ale ona się w to nie zamierza mieszać. Ewelina jest bardzo nieszczęśliwa ;-). Ania uważa, że może ma kogoś, kto pomoże w rozwiązaniu jej problemu. Andrzej jest zadowolony, bo udało mu się uniknąć potencjalnej katastrofy. I nikt nic nie wie o małym epizodzie z Felicją (był konflikt).

Konspekt opisowy:


Gdzieś na wschodniej granicy Polski

Niedawno zapadła noc. Panujący w lesie spokój przerwany został odgłosem wybuchu. Mężczyzna ubrany w coś, co na pierwszy rzut oka przypominało skafander astronauty, przewrócił się na plecy. Z epicentrum wybuchu wynurzyły się dwie cieniste postacie. Ich kształty były trudne do określenia, choć czasem przypominały ludzkie sylwetki.
Mężczyzna ocknął się, otrząsnął i wyszeptał jedno słowo. Całą polanę zalało jasne światło. Wciąż lekko oszołomiony, chwiejnie podniósł się na nogi i zaczął podchodzić w stronę środka krateru, próbując obserwować cieniste stworzenia.
- Co, myśleliście, że tak łatwo mnie pokonać? - Wydyszał. - Jestem mistrzem technomantą… Sprytna pułapka.
Zogniskował spojrzenie na jednym ze stworów.
- Takie piękne… - Wyszeptał - Co za strata…
Wyciągnął rękę w kierunku istoty, i w jego dłoni znalazła się automatycznie podana mu przez zbroję różdżka. Nie wahając się ani chwili, wystrzelił czarno-fioletową wiązkę prosto w nie spodziewające się tak błyskawicznego ataku stworzenie, po czym uderzył wiązką czystej energii magicznej i białego światła. Jednocześnie komputer bojowy zbroi wykrył zbliżanie się drugiego stworzenia i zareagował włączając dopalacze, które popchnęły maga w kierunku pierwszej istoty. Ten nie zdążył zareagować, ale i tak osiągnął swój cel, wpadając na osłabione stworzenie i taranując je. Stwór padł na ziemię, pozbawiony przytomności. W tym stanie można było dostrzec jego kształty. Czarodziej w zbroi uśmiechnął się smutno.
- Zawsze miałeś pecha, Stefanie. - Pokręcił głową. - Taki piękny… Tak perfekcyjny…
Nagle czarodziej poczuł uderzenie w twarz. Ból na chwilę go oszołomił. Usta zalała mu krew. Gdy odzyskał wzrok ujrzał, jak z krateru wychodzi jeszcze jedna, dotąd ukryta, postać.
- Nie tęskniłeś za mną, Korneliuszu..?
Zbroja automatycznie wykonała manewr unikowy, gdyż drugie cieniste stworzenie rzuciło się, by odepchnąć maga od powalonego Stefana.
Tymczasem osoba, która wyłoniła się z krateru, kontynuowała.
- Tak potężny mag… Wpadł w pułapkę zawierającą wystarczającą ilość lapisu, by jego pole siłowe przestało działać… I dałeś sobie rozkwasić twarz niewidzialnym kamieniem… Co za hańba, Korneliuszu…
Krew spłynęła magowi do kącika ust. Zbroja, reagując zgodnie z wbudowanym programem, zamknęła go w pełnej osłonie. Żadna z części jego ciała nie była już odsłonięta… Niestety, sprawiało to również, że nic nie widział i musiał polegać na wbudowanych sensorach.
Systemy zbroi wykryły wrogie zaklęcia wpływające na Korneliusza i zaczęły aplikować konieczne przeciwdziałania.
Tymczasem nieznajoma wykorzystała własną różdżkę i polanę ponownie spowił mrok. Z krateru zaczęły wychodzić kolejne istoty.
- Co… - Korneliusz doszedł do siebie. - Cholera, przeszarżowałem.
Zorientował się, że jest ranny.
- Nie! - Oczy rozszerzyły mu się z przerażenia. - Moja krew! Nie mogą..!
Zamarł, gdy zobaczył już nie niewidzialny kamień, wrzucony nonszalancko do krateru.
- Cholera..!


Sypialnia Eweliny Jołki, dwie godziny później

Mistrz Korneliusz Żwacz stał nad swą śpiącą uczennicą, rozważając wszystkie opcje. Mógł usunąć pamięć jej i jej bratu, sprawić, by zapomnieli o wszystkim. Miał nawet przygotowane, specjalnie na taką okazję, sztuczne wspomnienia i osobowości. To byłoby dla nich najbezpieczniejsze. Pogłaskał dziewczynę po głowie. Ewelina nie obudziła się, nie mogła. Już prawie miał to zrobić, ale się zatrzymał. Oni byli do pokonania. W końcu, nawet osaczony, Korneliusz dał radę nieodwracalnie zniszczyć czarodziejkę z krateru, ich jedyną defilerkę. Co prawda w ten sposób się bardzo odsłonił i pokonanie go było jedynie kwestią czasu, ale oni nic nie wiedzieli o dzieciach ani o numerze trzy.
Jeśli będą wszystko pamiętać i jeśli wszystko się uda… Może pomogą numerowi trzy.
Uśmiechnął się. Pokładał duże nadzieje w tym rodzeństwie. Miał wielu uczniów, ale ich najbardziej lubił.
Po raz ostatni pogłaskał Ewelinę, po czym ją obudził.


Z myśli Eweliny po otrzymaniu poleceń od mistrza

Ale… jak to "znaleźli go"?
I kto taki?
Wiem, powiedział, że niebezpiecznie będzie dla nas wiedzieć, ale i tak…

Mam nadzieję, że nic mistrzowi nie będzie.
I że ci, którzy go szukali, nie znajdą nas…

Mistrz… chyba był przestraszony…
… Boję się.


Z rozmowy Marii i Antoniego Piwoszów, parę dni po przybyciu rodzeństwa Jołków

- Antek, ale… o co Ci chodzi?
- O nic.
- Przecież mój ojciec poręczył za nich. Powiedział, że to przyjaciele rodziny.
- Wiem. Jego rodziny. Nawet nie Twojej rodziny.
- Ale… Ale jak możesz tak w ogóle powiedzieć?
- Bo to prawda. Twój ojciec tylko siedzi na tym fotelu inwalidzkim i tylko ma coraz to nowsze żądania.
- Jak możesz?
- Przykro mi, ale to prawda. Co kiedykolwiek dla nas zrobił?
- Jeszcze przed chorobą…
- Dobrze, może przesadziłem. Ale to jest już przesada. Wracam do domu zmęczony po pracy i napotykam na…
- Na co, właśnie? Na dziewczynę, która praktycznie na początku samym ofiarowuje, że do budżetu, bo sama zarabia?
- Jako wróżka.
- I? I co w tym złego?
- Gdyby nie Twój ojciec… I jego obsesja na punkcie magii…
- Gdyby nie to, że Ty się tak boisz tej magii…
- A Ty nie? Sprowadził nam dwóch młodych pod swój dach, a my nawet nie wiemy, czy oni potrafią czarować.
- On też nie wie.
- To może by się dowiedział. W końcu jest magiem.
- Był magiem.
- Dobra, jestem zmęczony. Marysiu, niech oni tu mieszkają, ale niech tylko tkną moje dzieci…
- Chciałeś powiedzieć nasze dzieci, kochanie. I nie, nie tkną. Mój ojciec by do tego nie dopuścił.
- Już ja widzę, ile on może…


Z myśli Alfreda Piwosza, po przekazaniu informacji o Korneliuszu

Sympatyczni, młodzi magowie. Szkoda, że Korneliusz znowu się w coś zaplątał. Znowu. Czasem mam wrażenie, że to była tylko jedna rzecz, a potem całe życie walczył z tym, co kiedyś zrobił. Gdyby mi wtedy nie usunął pamięci wiedziałbym przynajmniej, o co chodziło, i w jakich okolicznościach straciłem magię.
Z drugiej strony, jeśli wierzyć Korneliuszowi, gdyby to się stało, byliby w stanie mnie namierzyć. A ja już nic, zwyczajnie, nie mogę zrobić.
Dziewczyna gra pierwsze skrzypce. Chociaż chłopak ma buntownicze oczy; jestem pewny, że może robić rzeczy, których ona się nie spodziewa. Ona tego nie widzi. Dla niej jest "młodszym braciszkiem". Cóż… Korneliusz bardzo prosił mnie o azyl dla nich, a ja nie jestem w stanie mu odmówić. Nie po tym, co dla mnie zrobił. Kto wie, może nawet zdołają naprawić mój wózek..?


Z myśli Eweliny po przebadaniu "wózka"

A niech mnie…
Nie dość, że mój niesforny braciszek na coś się przydał, to jeszcze udało nam się dowiedzieć czegoś takiego…
Ciekawa jestem, jak mistrz zrobił coś takiego.
Przecież ten człowiek… jest niczym innym jak liczem. Tyle tylko, że nietypowym. Żaden nekromanta by czegoś takiego nie stworzył… Spełnia definicję licza w niemal stu procentach… Za wyjątkiem filakterium. Czyli, jeśli się go zabije, to umrze i się nie odrodzi. Filakterium… po prostu nie ma.
A sam wózek… To jakaś niesamowicie złożona struktura, techno- i nekromantyczna, powiązana z zaklęciami ukrywającymi i odwracającymi uwagę…
Trochę paskudnie się czuję po tym, jak przekierowaliśmy tamto zaklęcie zapomnienia na dziadka, ale… on i tak nic o wózku nie wiedział. On do teraz myśli, że jest żywy.
Ciekawe, co się stało, że brakuje tego kawałka. To nie ma sensu. Ten układ nie jest w tamtym miejscu zniszczony czy porozrywany. Wygląda to po prostu, jakby ktoś… zabrał kawałek. Ten najważniejszy. Tak, jakby ktoś zabrał kabelek zasilający, zostawiając baterię słoneczną. Nic dziwnego, że licz coraz gorzej działa…


Z myśli Eweliny po pracy nad wózkiem

No dobrze… Udało nam się trochę ustabilizować sytuację. Stan dziadka nie powinien się już pograszać. Problem w tym, że bez głównego zasilania, tego, które zniknęło, nie będziemy w stanie nic więcej zrobić…
No i to wszystko stawia mnie w trudnej sytuacji.
Z jednej strony, dziadek dotąd żył w nieświadomości i wcale mu to nie przeszkadzało, z drugiej… zna się na magii, i w końcu się zorientuje, że coś jest nie w porządku.
Może nie za miesiąc czy dwa, ale w ciągu roku na pewno.
Nie wiem tylko, jak zniósłby taką rewelację na swój temat…
A nie chcę wprowadzać do tego domu większego chaosu niż już to zrobiliśmy. Trochę głupio byłoby odpłacić za gościnę pogrzebem…

I mam wrażenie, że pan domu za mną nie przepada… Delikatnie mówiąc. Ciekawe, co mu zrobiłam…
Za to dzieciaki są w porządku. I pani domu też. Bardzo sympatyczna i ucieszyła się, gdy zaproponowałam pomoc.

Mam nadzieję, że ci, którzy ścigali mistrza nas nie znajdą. A jeśli znajdą, mam nadzieję, że się wycofam na czas, by nie skrzywdzić tej rodziny. Między innymi dlatego nie mówię im o tym, że jestem czarodziejką. Tak są bezpieczniejsi…
A i ewentualne sprytne użycie zaklęć Archera niewiele wtedy da.


Z myśli zafrasowanej Ani Diakon w pokoju w akademiku

No tak… Można było się spodziewać, że nie będzie mi łatwo, ale do tej pory sobie radziłam sama.
Tym razem pojawiła się sytuacja, która po prostu jest ponad moje możliwości.
I co ja poradzę? Autentycznie nie mam się do kogo zwrócić o pomoc. Mój mistrz ze Srebrnej Świecy… Nie dość, że nie zrozumie, to jeszcze zrobi z tego sprawę polityczną. Millenium… tylko czekają, by mi pomóc - długi honorowe i inne takie. Tylko tego mi potrzeba… KADEM? Lokalny kretyn z KADEMu to zapluty pijaczyna. Co gorsza, kumpluje się też z kilkoma magami Świecy… a ostatnie, na co mam ochotę (poza Millenium) to zwracać na siebie uwagę tamtych po ostatniej porażce przy próbach nauczenia moresu pijaczyny Olafa.
Nie, autentycznie jestem w kropce. Jak rzadko, fakt, że jestem we frakcji izolacjonistycznej, sprawia mi problemy.
Nic to. <głębokie westchnięcie>
Dziś koncert "Szatan nawiedził mnie w nocy".
Może jak się rozerwę, przyjdzie mi coś do głowy.

——
Z myśli Ani Diakon, na koncercie

Hm… Interesujące. Ten DJ… wyciągnął tą dziewczynę chwilę przed tym, jak ja zdążyłam zainterweniować. Ona wyraźnie nie była nieszczęśliwa. Szlachetny gest. Ale teraz ten bezmózg będzie próbował psuć zabawę innym. Nie mogę do tego dopuścić.
Swoją drogą, ten DJ jest świetny. Muszę go poprosić, by pomógł Szatanowi. Naprawdę, ktoś z jego klasą mógłby umożliwić najlepszemu zespołowi na świecie uzyskanie marki, jakiej jest wart…
Swoją drogą… tak dobry DJ, a ja o nim nie słyszałam?


Z rozmowy Ani Diakon z zaprzyjaźnionym ochroniarzem

- Witam serdecznie.
- O, cześć Aniu. Znowu wybierasz się do Szatana?
- Nooo… <buzia w ciup>
- <śmiech>
- Nie ma sprawy. Wszyscy wiedzą, że zawsze jesteś mile widziana za kulisami.
- Dzięki! Swoją drogą, ten gość znów tu był.
- Widziałem. Sposób, w jaki zarzuciłaś mu, że maca Twojemu koledze genitalia był mistrzowski, ale nie rób tego więcej. Ktoś taki, jak on może Ci zrobić krzywdę.
- Poradzę sobie. <uśmiech> Szybko biegam i umiem głośno krzyczeć o pomoc. Dwie najlepsze bronie nowoczesnej studentki.
- Masz ten gaz pieprzowy, który Ci kazałem kupić?
- A, tak, i to. Choć prywatnie wolę uciekać niż walczyć.
- Bardzo rozsądnie… No idź już, "Szatan" czeka.
- Dzięki, pa!


Z myśli Ani Diakon, za kulisami

Tak… co do..?! Aura magiczna? Ktoś tu rzucał zaklęcia… Dobrze, że wzięłam amplifikator.
Hm…


Z myśli Ani Diakon, minutę później, w damskiej ubikacji

Ach, tak. Ktoś rzucił zaklęcie wzmacniania wrażenia. To musiał być mag młody i niewprawny… Albo nieświadomy, czemu tak jawnie się tego nie robi. Cóż, ja jestem katalistką. Zamaskuję odrobinę aurę osoby, która rzuciła to zaklęcie wykrywające (mnie) i spróbuję wyeksponować aurę tego czarodzieja… Przy odrobinie szczęścia, gdyby ktoś badał zaklęcia, pomyśli, że ten czar, z damskiej ubikacji, rzuciła osoba z okolic sceny.
Hm… Jedyne niezwykłe rzeczy, które miały miejsce, były podczas występu Czarnego Kruka - a dokładniej działalność DJa, dzięki któremu Kruk wyszedł dużo lepiej niż powinien (przez co przegrałam dwadzieścia złotych w zakładzie… z Marysią, niech to szlag…)
Gdybym była paranoiczna, stwierdziłabym, że to spisek o 20 złotych. Ale Marysia nawet nie jest magiem.
Dziś w okolicach sceny w sposób jawny znajdowały się cztery nowe osoby. Nie będzie trudno dojść do tego, kto jest tajemniczym magiem. Stawiam na DJa. Ktoś tak młody miałby mieć tak niewiarygodne umiejętności?
<powstrzymując śmiech> Jeśli nie okaże się być magiem, będę mogła mu dokuczać, że jest wielkim fanem super-emo mrocznego Czarnego Kruka!


Z myśli Felicji, ufnie podążającej za Andrzejem przez Piekło

Zupełnie nie wiedziałam, że tu jest takie miejsce! Że to "Piekło" jest takie wielkie… że… ojej! Chyba ta kobieta, z którą rozmawia Andrzej… nie jest ubrana!
Ach, to tylko taki strój. Powiem, że bardzo realistyczny. Chciałabym mieć taką figurę…

… "Zwierzątko się zepsuło"… Jakie zwierzątko, gdzie? Ale idę z Andrzejem, nic złego mnie nie spotka. Obroni mnie, jak przed tym osiłkiem. Jest moim rycerzem… <rozmarzenie>

Bleh! Co za obrzydliwy typ! Niski, spasły, z jednym zębem… Nic dziwnego, że mówią na niego Gargamel. Ale Gargamel to przynajmniej jakoś wyglądał… I jeszcze spod tej pojedynczej szmaty na ciele prawie wystaje..! Ble!

…Co? Jak to… "wymazać pamięć i wszystko"? Co on mówi? Andrzej?
Kochanie, na pomoc? Proszę?

Nie… On mnie oddaje temu Gargamelowi! Nie! <ucieka>

Aaa! Złapał mnie! Co to jest? To nie jest człowiek! Spod jego przepaski…

Andrzej! Zostań! Ratunku!

Błagam Cię!!!

<Andrzej!!!!> Aaaaaaaaaaaaa!


Z myśli Ani, po przekazaniu lalki Ewelinie

Bardzo sympatyczna dziewczyna. Jest spokrewniona z tym magiem, co samo z siebie zwłaszcza po Zaćmieniu, nie mówi absolutnie nic. Dałam jej lalkę, wymyślając - bardzo dobrą moim zdaniem - bajeczkę o mojej młodszej siostrze, zakochanej na zabój w DJu, który miał szlachetne serce i uratował "księżniczkę" przed "smokiem". Prawdopodobieństwo, że dumny i pewny siebie mag będzie chciał spać z lalką w łóżku (zwłaszcza po tym, co widziałam ostatniej nocy w motelu) jest minimalne. Lalka prawidłowo wykona swoje zadanie…
…Jaka ja jestem głupia… Nie pomyślałam.
Ja tą lalkę muszę jeszcze odzyskać! <plaśnięcie się w czoło>
Ech… będę potrzebowała młodszą siostrę…
Antygono Dolores Kebab Diakon, zasłużyłaś na swoje imię za tą akcję…


Z myśli Eweliny po rozmowie z Anią

Jak ona nas znalazła? Mój ukochany braciszek nie potrafiłby się schować, nawet mając zaklęcie niewykrywalności do dyspozycji…
Ja rozumiem, świetnie mu idzie w pracy, ale… jechała za nim? Tak po prostu?
Albo mówi prawdę, albo kłamie, albo uważa, że mówi prawdę.
Pierwsza opcja oznacza, że mój brat to patentowany kretyn.
Druga oznacza, że najpewniej jest czarodziejką, choć nie zrobiła ani nie powiedziała nic, co by na to wskazywało. Wciąż jednak nie mogę tego wykluczyć.
Trzecia opcja oznacza, że jest narzędziem w czyichś rękach… Czyżby jednak mistrzowi się nie udało?
Chyba nie zdradziłam się niczym, że jestem czarodziejką czy choćby, że wiem o magii…


Z myśli Ani po uporządkowaniu sytuacji

Hm… Lalkę odzyskam. To nie problem. Mam już pomysł, jak. Trochę przekombinowałam, ale zdarza się najlepszym, a ja nie jestem nawet szpiegiem.
Ta Ewelina wyglądała bardzo sympatycznie. Z tego, co widziałam, traktuje ludzi jak człowiek, co sugeruje, że sama jest człowiekiem. Otwiera mi to bardzo ciekawe pole manewru - dlaczego mag taki jak Andrzej Jołka wkładałby tak wiele wysiłku by uwieść dziewczynę z którą mieszka i zabrać ją do motelu, to znaczy… czemu motel, czemu nie w tym domu? Innymi słowy, jest coś, co sprawia, że bardzo, bardzo, bardzo by nie chciał, żeby ktoś się o tym dowiedział. Stawiam na siostrę. Siostry potrafią być wredne…<wzdrygnięcie> Jeżeli zatem Andrzej okaże się być odpowiednim magiem, zdolnym mi pomóc a tylko odrobinę niechętnym, mogę delikatnie mu wspomnieć o takim jednym motelu. To, i to, że nie on jeden włada magią mentalną… Kto wie, może nie pomożenie mi będzie dla niego nieopłacalne?
A jeśli on po prostu nie chce spędzać samotnie nocy… Znam mnóstwo dziewczyn, które z przyjemnością wskoczą mu do łóżka. Nawet bez użycia magii.
Ogólnie wygląda na spoko kolesia. Taki… dobrotliwy, sympatyczny. Jasne, przeleciał dziewczynę, ale (jak mniemam) zadbał, by nic nie pamiętała i by nie było z tego żadnych konsekwencji. Sama nie jestem lepsza. Też mi się zdarza… Ale nie zrobił nikomu krzywdy. Nawet tego durnego osiłka nie skrzywdził (co mu się chwali, większość magów by go starło w proch lub torturowało do złamania) Dobrotliwy, buntowniczy chłopak. Mam nadzieję, że mam rację.


Rozmowa Gargamela z Passiflorą

- Mmmm… Ten mag, którego mi przyprowadziłaś ze swoją dziewczynką…
- Co z nimi, drogi Gargusiu?
- Dziewczyna miała uroczo pasjonujące wspomnienia. Była słodka i niewinna…
- Do rzeczy, mój drogi.
- Porozmawiam z nim jeszcze. Kto wie, wygląda na osobę, która mogłaby chcieć sobie dorobić.
- Większość magów nie jest zainteresowana pieniędzmi, a często nawet quarkami.
- Tak, ale w nim widzę potencjał. Nie ma żadnych oporów, by przyprowadzić do kogoś takiego jak ja ufną, niewinną dziewczynę. <oblizuje się>
- Była taka dobra?
- Wstyd, przerażenie, bezradność… Upokorzenie, tabu…. Passifloro, gdybym tylko był defilerem, nigdy bym jej mu nie oddał. To jest niesprawiedliwe! Wyobraź sobie, gdyby jej wymazać pamięć i pieczołowicie ją hodować pod kloszem, by potem… Arcydzieło, moja droga, arcydzieło!
- Często to mówisz, skarbie. O mnie też kiedyś tak mówiłeś.
- Ale już nie jesteś użyteczna w tym temacie, moja droga. Czasem myślę, że jesteś bardziej okrutna ode mnie.
- Słyszałam o magu, który potrafi robić obrazy.
- I? Jesteśmy w Piekle, każdy tu jest artystą.
- Tak, ale on potrafi tworzyć obrazy całościowe. Astral, stan emocjonalny, obraz… Wyobraź sobie, drogi Gargusiu… Potrzebujesz dziewczynę tylko jeden raz a zostanie z Tobą na wieczność.
- Passifloro, genialne…


Z rozmowy dwóch magów w Zaćmionym Sercu

- Ech, życie jest bez sensu…
- Wiem to równie dobrze jak Ty, mój bracie. Posil się klopsikiem żałości.
- Nie, dzięki, jestem tak wypełniony smutkiem, że ten klopsik mnie dobije.
- A cóż przemieniło ten dzień w tak wielką otchłań beznadziejności dla Ciebie?
- Wyobraź sobie, byłem na koncercie w "Czarnej Perle".
- Słuchasz "Szatan nawiedził mnie w nocy"? Ty? Myślałem, że masz bardziej wysublimowany smak…
- No co Ty… W serce wbijasz mi osikowy kołek podejrzeniami o takie bezguście z mojej strony.
- Ach, wybacz. Wybacz, mój przyjacielu.
- Nic się nie stało. Przywykłem do pogardy i bezpodstawnych oskarżeń na tym łez padole.
- Jakiej zatem nastrojowej kapeli zdecydowałeś się posłuchać w Czarnej Perle?
- Jaką? Czarnego Kruka. Jestem wielkim fanem!
- Słyszałem, że jego występ był rewelacyjny.
- Tak, ale zaćmił go DJ.
- Co?
- No… Najlepszy występ Czarnego Kruka w życiu! I nikt tego nie zauważył, nawet na mnie DJ wywarł największe wrażenie.
- To po prostu… Absolutnie beznadziejne.
- No nie..? Daj tego klopsika. … Obrzydliwe!
- Przy całym jej dobrym sercu siostra Cierpienie jest beznadziejną kucharką.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License