110621 Rozpoczecie Cyklu

01. Wisna ma plan ataku na twierdzę tien Przebiśnieg - budynek firmy informatycznej na W. w Gliwicach. Do tego celu lokalizuje Renatę Maus. Szuka demonów połączonych z jej aurą - ona kiedyś już miała okazję dotknąć Renatę (lub Renata dotknęła ją) i odnalazła ją mocą Pasożyta - znajduje się "gdzieś pod ziemią" w tech bunkrze. Wisna udaje się w tamtym kierunku.

02. Tech bunker znajduje się głęboko pod ziemią, więc Wisna postanawia dostać się tam w formie kreta na sterydach. Po drodze lokalizuje ją system defensywny i zmienia teren w kwas - Wisna zmienia się w CHROMOWANEGO kreta. System przekształca to w nitro i wysadza a Wisna używa tajnej broni - zmienia się w SUPER NIESPORCZAKA. Oki, pojechała mnie tym. Przeszła dalej i zrobiła dziurę w pancerzu tech-bunkra przechodząc przez formę częściowo gumowego cornusa.

03. Renata jest atakowana. Przygotowała cztery potężne demony - wojowników i stanęła koło dźwigni implozyjnej (niszczącej tech bunker). Wisna zdominowała jej demony i obróciła je przeciw Renacie, na co tamta natychmiast odesłała swój demoniczny pancerz. Demony powpadały w pułapki teleportacyjne. Renata przygotowała się do implozyjnego zniszczenia napastników.

04. Wisna wpadła do środka, Pulse Strike i Terror Supremus na Renatę. Renata w panice zaczęła uciekać, Wisna przebiła się przez pozostałe zabezpieczenia i pognała za Renatą. Ta, widząc, że nie ma szans, zabiła się rytualnie. Wisna zaczęła ją leczyć, ale nie było już duszy w ciele. Misja nieudana. Z zemsty (lub dla przyjemności) Wisna podjadła sobie zwłokami lady Maus i poznała wszystkie 7 punktów wskrzeszenia. Nie mając czasu przebijać się przez wszystkie zadzwoniła do Kamili i powiedziała jej, że Renaty już nie ma i gdzie powróci (słaba jak kocię). Sama przystąpiła do planu "atak".

05. Wisna wezwała wsparcie 2 terminusów, iluzjonisty, technomanty i mentalisty. Wszyscy należeli do sił Inwazji. Po czym Wisna weszła z nimi do budynku, szukając filakterium. Tien Przebiśnieg, poinformowana o jej obecności pozwoliła jej dostać się na schody po czym rozpoczęła błyskawiczny barrage attack. Seria szerszeni, death ray, spectre, rośliny, szkielety… Wisna w formie Cornusa negowała największe niebezpieczeństwa, ale stali w miejscu. Nie mogli iść dalej…

06. …i okazało się, że za ścianą w Wisnę wycelowano inhibitor. Nagle bez potęgi Wisny magowie byli ZMIATANI. Tylko ich heroiczne poświęcenie pozwoliło na wywalenie Wisny przez ścianę a mag (demon) który tego dokonał padł do bloodrail'a Whisperwind.

07. Wisna zdecydowała, że to nie czas na śmierć i się ewakuowała, by dołączyć do świata NPCów już jako Pasożyt. Tien Przebiśnieg zniknęła z SŚ, skupiając się na zniszczeniu lub odzyskaniu swego eksperymentu. Koniec wątku z Wisną.



Z myśli skonfundowanej Annalizy

Naprawdę… nic nie rozumiem.
Wpierw mnie wyśmiewa, dokucza mi, wyraźnie mną gardzi, podpuszcza wszystkich przeciwko mnie…
A potem… potem mnie ratuje i… zostaje ciężko ranny.
Potem zamiast się ze mnie śmiać, pilnuje, żeby mi się nic nie stało.
Nie wiem, co mam o nim myśleć. Gdyby był kurą, to bym go unikała, nie muszę nic udowadniać kurze. Ale… ale ten starszy pan jest tylko… magiem.
Pani Kamili też nie rozumiem.
Muszę być twarda. Tylko tak mogę przetrwać.
Prawa własności… Kur nie obowiązują. Co ona myśli, mieszkałam wśród kur ostatni rok. I jeszcze jestem czarodziejką. To znaczy, że podobno jestem lepsza, prawda? Prawda?
Nie. Ale sama sobie zaszyję sukienkę, sama zrobię broszkę, sama przygotuję schronienie, sama zrobię jedzenie, wszystko zrobię sama. Nie potrzebuję być tak ciągle pouczana i traktowana jak jakieś dziecko. Jeżeli czegoś potrzebuję, to to muszę dostać. Gdybym przejmowała się własnością, to nie raz już kury mogłyby wyrządzić komuś krzywdę.
A jednak… tu ze mną przynajmniej ktoś rozmawia. No i Aniela jest fajna.
Może mnie puszczą do szkoły… Najwyżej ucieknę. Kury mnie potrafiły wytropić, ale tutaj nie ma kur.
… tęsknię za rodzicami…


Rozmowa Maksa z Anielą

- Pamiętasz tą wycieczkę, którą mieliśmy sobie zrobić w tym tygodniu?
- Tak! Ta do lasu! Będziemy robili szałas… Ania ugotuje obiadek… Taki piknik, pamiętasz, widzę!
- Muszę ją odwołać.
- Ale… ale dlaczego?
- Coś się stało. Wszędzie latają magowie, stało się coś złego, jeszcze Wisna zniknęła… Nie. Nie możemy iść. Julia mi zabroniła.
- Ale… ale obiecałeś! Ponadto, jak tu jest pani Kamila, to nie ma nic groźnego!
- Na tym polega problem. To jest niebezpieczne nawet dla Kamili. Anielo… Wisna zniknęła.
- Nic jej nie będzie. Akurat jej nic nie będzie. Pani Wisna poradzi sobie ze wszystkim. Pamiętasz, jak obroniła sama Powiew? No może z nami Olgierd pójść…
- Anielo… nie. Po prostu.
- Powiedziałam Ani, że pójdziemy na piknik! Wiesz, jak się cieszyła?
- Jakoś jej to wytłumaczę. Przepraszam, ale nie mogę inaczej…
- Ale jesteś…


Rozmowa Kamili z Jurkiem

- Jurek? Dlaczego Aniela nic nie wie o systemie obronnym?
- Wiesz, że z Julią kontaktuje się sierżant Jakubczyciel.
- Połączenie "Jakubczyk" i "nauczyciel" jako nazwiska sierżanta to czysta podłość.
- Dzięki za komplement.
- To był komplement.
- O. <lekko zatkany> <odchrząknięcie> Tak więc… Julia nie chce, by ktokolwiek kiedykolwiek w Powiewie czuł się zagrożony.
- <nabiera powietrza>
- <przerywa> Tak, wiem, teraz się mści. Ale pamiętasz, w jakim stanie psychicznym była po ataku Mausówny. No i… cała ta sprawa z Aurelią. Pogrzebałem troszeczkę… Aurelia stworzyła EIS, by Powiew był w stanie robić jakiekolwiek eksperymenty, by mógł się obronić. Przedtem… po prostu była masakra. Tą jej przyjaciółkę pocięli nawet nożami. EIS… EIS była tak bezwzględna jak ja. I tak, to jest komplement.
- <chwila ciszy>
- Mamy więc Powiew, mamy magów, którym w każdej chwili mogą wszystko zniszczyć. Pamiętasz, sama się tym martwiłaś. Więc, by nie było takiego wrażenia, tego uczucia całkowitej bezradności, wprowadziła EIS. A Julia chce uniknąć tego, by ktokolwiek czuł się bezradny i słaby. Bezsens.
- Ano, bezsens… Dzięki.
- Sierżant Jakubczyciel to tępy trep. Wyleciał z wojska za dosłowne wykonywanie najgłupszych rozkazów. Co sztab Powiewu postanowi, to Twój system zabezpieczeń zrobi. Rozumiesz?
- Innymi słowy, jeżli Julia powie, żeby wysadzić Skorpiona, nawet raniąc magów Powiewu, to Ty to zrobisz?
- Tak… Ale wpierw Ci powiem. To też Twoje dzieło. Innymi słowy… rozkaz będzie wykonany, ale będziesz miała dość czasu, by go zatrzymać. Uczciwe?
- Dość… Przejmujesz się tym, że Teresa okazała się być Aurelią?
- Trudno się nie przejmować. Zawaliłem, jak rzadko.
- Nie możesz dokładnie, całkowicie i idealnie prześwietlić wszystkich.
- No nie. Nie mogę.
- Ale powinieneś móc, co?
- Ano, powinienem. <lekki uśmiech>
- Se ne da…
- Ktoś musi.
- Czekaj… czy Ty teraz grzebiesz w przeszłości Patrycjusza i Ryśka? To znaczy, nie tak, jak wszystkim, a super dokładnie?
- Zapomniałaś o Annalizie. Jej też.
- …miau.


Z rozmowy Wisny z Laetitią

- Laetitio.
- Czarodziejko Wisno?
- Tak. A raczej nie.
- Nie rozumiem? Czy coś się stało?
- Tak. Nie szukaj mnie. Nie kontaktuj się ze mną.
- Wisno?!
- Zniszczę komunikator. Nie śledź mnie! Boję się, że następnym razem, jak się spotkamy, Cię zniszczę.
- Wisno, co Ci jest? Poproszę rodziców! Oni będą mogli…
- Kamila Ci wyjaśni. Ja… mam bardzo ważne rzeczy do zrobienia. Mnóstwo żałosnych, zazdrosnych śmieci spróbuje Cię wykorzystać, by złapać mnie w pułapkę. Opuściłam Powiew. Ciebie też muszę opuścić.
- …
- Wiesz, mimo wszystko, mimo wszystkiego, co… co nas różniło, cieszę się, że mogłam Cię poznać. Naprawdę, byłaś moją przyjaciółką.
- Nie odchodź. Nie musi tak być. Kojarzysz te artefakty? Mogę dać Ci więcej… Mogę sprawić, żebyś była jeszcze silniejsza! Mogę Ci się przydać!
- W tej chwili tak naprawdę jedna z nas zniszczy drugą. Ja jestem zbyt potężna. Zbyt wielu takich, jak Renata Maus chce zdobyć moją moc. Co gorsza, mam wrogów. Poluje na mnie bardzo inteligentny licz. Nie chcę, by cokolwiek Ci się stało.
- Wisno…
- Leti, to nieodwołalne. Żegnaj… zasłużyłaś na pożegnanie.


Z myśli Pasożyta

Jest silna. I nadal jest nietypowa.
W normalnych okolicznościach już w pełni władałabym tym ciałem. Niestety, adaptacja jeszcze chwilę potrwa… A mój host wypełniony myślami pełnymi potęgi i paranoi, odcina się od wszystkich, których mogłabym wykorzystać jako narzędzia.
Szkoda.
Ale nie jest to duże utrudnienie…


Z myśli tien Przebiśnieg

Uciekła mi.
Co gorsza, on nadal jest w jej głowie. Taki wybitny umysł… co za nieszczęście, że nie udało mi się zabezpieczyć tien Kępacz…
Zatem demon w połączeniu ze Spojonym doszczętnie zniszczył osobowość Wisny. Można się było tego spodziewać, choć wyraźnie ją przeceniłam. Lub nie doceniłam demona.
Tak, czy inaczej, wszystko w moich rękach. Zanim demon uzyska pełnię sił, muszę go złapać, zagubić lub zniszczyć pozostałe osobowości i uaktywnić jego osobowość. Osoba tak zdolna, tak inteligentna, nie może po prostu zostać pożarta przez jakiegoś tam demon lorda. Jestem to winna jego rodzicom. Ale on zostanie wskrzeszony. Nawet kosztem mojej pozycji w Srebrnej Świecy.
To moja misja, to wszystko moja sprawa, i tak, jak to zaczęłam, tak to zakończę. Osobiście.


Z myśli nieco zrozpaczonego Norberta

Po długim wysiłku udało mi się przekonać Zosię, że nawet wiarygodne, interesujące iluzje mogę nie dorównywać dobremu filmowi w kinie. Po kilku tygodniach udało mi się znaleźć dobry, niezależny film, który ma Zosi otworzyć oczy na to, że ludzie też są godni uwagi.
Zosia zgodziła się pójść ze mną do kina.
Kupiłem bilety.
I właśnie przed chwilą dostałem specjalną misję. Ja, Kuba i Dorotka, będziemy ścigać bardzo potężnego demona chaosu.
Nie wiadomo, jak wiele czasu zajmie ta misja.
No ja… ja po prostu nie mogę!
Taki pech…


Z myśli Kamili po telefonie Wisny

…Wow…
Skąd?
Skąd Wisna to wie? I to… tak dokładnie?
Cholera. Ona brzmiała inaczej. Nie do końca jak Wisna.
Czy to było… pożegnanie?
Czyżby… czyżby pasożyt się uwolnił? Ale… dlaczego w takim razie w ogóle zadzwoniła? I Renata?
Pokonała Renatę? Renata się potrafi wskrzeszać? I jest potem bezradna?
Ale… moment…
Jeśli Wisna zadzwoniła, to znaczy, że jest w niej coś z Wisny. Może… może pasożyt nie do końca przejął kontrolę?
A może to pułapka?

Nie wiem.
Ale jeśli to była Wisna, to pasożyt przyjdzie i zabierze Renatę. A Renata w rękach Inwazji…
Rozsądny mag, wiedząc to wszystko, natychmiast poinformowałby Mausów i zdobył ogromną nagrodę.
Całe szczęście, że jestem kotem.

Renata jest okrutną, psychopatyczną dominatorką, która pastwi się nad innymi.
A jednak… obiecała Orionowi pomoc, choć nie musiała. Nie była mu nic winna.
Przyszła ostrzec Powiew, chociaż nie musiała tego robić.
Chciała oszczędzić Wisnie strachu, i co ją spotkało?

W ogóle, jej kontakty z Powiewem to pasmo… nieszczęść.
Za pierwszym razem… prawda, zaatakowała. Ale tak naprawdę chciała Wisnę i chciała ją nie po to, by ją skrzywdzić, a po to, by pomóc swojemu ojcu… Skończyło się na zniszczeniu Powiewu, ale i ona potem lizała rany.
Za drugim razem po prostu przyszła nas ostrzec. Poinformować o zagrożeniu. A skończyła jako śliniąca się, rozhisteryzowana maniaczka. A kiedy zaatakowała - nie miała innego wyjścia, jeśli chciała ratować reputację - Skorpion zrobił z Karradraela skwarek…

Ech… nie chcę oddawać jej w ręce Mausów. Oni… oni zrobią z niej coś na kształt Nadziei… I to tylko, jeśli będzie miała szczęście.
Nie chcę też zostawić wszystkiego tak, jak było. Teraz właśnie jest szansa coś zmienić…
Ale sama nic nie dam rady zrobić.
Tylko…
Ja nie wiem, co zrobić. I mam bardzo mało czasu na decyzję.
Jeśli przeczekam, Renata wpadnie w ręce Inwazji.
Jeśli oddam ją w ręce tak zwanej "sprawiedliwości", de facto skażę ją na śmierć.
A na wyciągnięcie jej z kryjówki i zapewnienie jakiejkolwiek ochrony po prostu nie mam środków ani ludzi…
99 procent ludzi, których mogłabym poprosić… po prostu nie mogę.
Bo kto?
SŚ? "Hej, patrzcie, mam Mausównę"
KADEM? "O, Mausówna, będzie coś na handel z SŚ"
AD? "O, Mausówna, świetna sprawa do walki z demonami"
Najemnicy? "O, Mausówna, będzie nagroda"
Julia? "Julciu, bo Renatka jest taka biedna…"
Marcin? Nie mogę mu tego zrobić, zresztą jest zajęty przy rdzeniu, jak większość SŚ.
Julian? Nie chcę go w to wciągać. On chyba akurat ma z nią najmniej na pieńku, ale ona mogłaby go wykorzsytać.
Irena? Może dałaby się ubłagać, ale… nie chcę jej prosić. I nie chcę zaciągać takiego długu.
… po prostu nie wiem, co robić…


Z rozmowy Whisperwind i Midnight przy łóżku Warmastera

- Nie udało mi się.
- Ale próbowałaś. Większość… Ja nie wiem, czy… ja bym się odważyła zaatakować coś takiego.
- Ten demon miał wyjątkowe szczęście… Pierwsza wiązka zniszczyła innego demona, który ją niósł. Druga trafiła, ale w nic kluczowego.
- Trafiła? I ten demon stał?
- Gorzej. Zaczął się regenerować.
- Po bloodrailu?!
- Tak.
- Czyli to jest demon chaosu…
- Bloodrail zabił już jednego demona choasu. Po prostu ten… jest wyjątkowo potężny.
- Jesteś pewna, że w środku była żywa czarodziejka?
- Tak. Warmaster mówił, że to Wisna Mirna z Powiewu.
- I Powiew tego nie wykrył…
- Midnight… Wraz… nie, nie tak. Demon chaosu miał wsparcie w formie pięciu magów Srebrnej Świecy. Ci magowie byli w rzeczywistości opętani. Tak naprawdę to były już demony w ciele magów. A Świeca tego nie wykryła. Jak zatem miał Powiew?
- No… Powiew jest mniejszy. Powinni się zorientować, że coś jest nie tak.
- Jak? Gdy demon jak nowotwór rozwija się w Tobie, opanowuje każdą komórkę Twego ciała, każdą myśl, wpływa na Twą percepcję… Po prostu nie widać różnicy. Midnight, Świeca nie jest niekompetentna. Świeca jest wolna. To potężny, zbiurokratyzowany kolos, ale bardzo skuteczny i kompetentny. Gdy już się ruszy.
- To znaczy, że w tej chwili każdy mag jest podejrzany?
- A co mówi Venom?
- O rany…


Bytom, dzień po zniknięciu Wisny

Był wczesny wieczór kiedy Rysiek wybrał się do miasta. Jechał iluzją grafitowego Mercedesa, a technicznie rzecz biorąc - leciał unoszony sferą sił. Niby słońce pięknie odbijało się w karoserii, a silnik przyjemnie warczał pod maską, ale iluzjonista nie czół żadnej przyjemności z jazdy. Pedały, skrzynia biegów, kierownica… to wszystko było tylko na pokaz.
- Muszę załatwić sobie normalne auto - obiecał sobie.
- Ano, przydałoby się - odparł mężczyzna siedzący na miejscu pasażera.
- Dzięki, że zgodziłeś się mi pomóc, Dice - powiedział Rysiek.
- A miałem jakiś wybór? - zakpił towarzysz.
- W sumie nie, ale i tak dziękuję. Nie chciałem mieszać w to Jego.
- Nie dziwię ci się. Ten informator może się nam jeszcze przydać. Zabawne, że wzywasz mnie dopiero jak czegoś chcesz, albo coś się spapra, a nigdy dla czystego towarzystwa.
- Ale ty nie lubisz towarzystwa… - stwierdził Rysiek.
- Prawda - zgodził się Dice. - Więc, czego chcesz ode mnie tym razem?
- Potrzebuję, żebyś pogadał z tym informatorem. On cię zna. Nie ufa ci, ale to, że cię zna wystarczy.
- Chodzi o sprawę antykwariusza?
- Zgadza się. Amanda powiedziała mi, że w akcję zamieszany jest świat ludzi. Potrzebuję twoich kontaktów.
- Wierzysz jej? - zdziwił się Dice.
Rysiek zastanowił się.
- Ogólnie to nie, ale w tej sprawie tak.
Przyjechali do Bytomia. Zaraz przy wjeździe do miasta człowiek w białej czapeczce pomachał im lizakiem w stronę pobocza.
- To pewnie nie jest jedna z tych twoich halucynacji? - zakpił Dice.
- A czy przypomina ci Elvisa? - zripostował Rysiek.
- Nie wiem. Ma czapkę.
Iluzjonista nie skomentował, tylko zjechał na pobocze. Opuścił szybę i czekał spokojnie.
- Dzień dobry panu, proszę dokumenty: prawo jazdy i dowód rejestracyjny - wyklepał szeregowy. - Wie pan czemu pana zatrzymałem?
- Pewnie za przekroczenie prędkości? - stwierdza obojętnie Rysiek.
- I pewnie za brak świateł - wtrąca Dice. - Dobrze, że nie wieziemy narkotyków w bagażniku. Chociaż ten obity poprzedni informator tam zamknięty też może budzić podejrzenia i kontrowersje.
- Dokładnie - powiedział policjant. - 80km/h w terenie zabudowanym i do tego jeszcze brak świateł.
Rysiek drapie się podłamany w czoło. Wzdycha.
- Chciałbym jeszcze rzucić okiem do pańskiego bagażnika. Chyba nie ma pan nic przeciwko? Ale najpierw dokumenty proszę.
Rysiek sięga do marynarki i wyciąga legitymację CBŚ.
- Jeszcze coś, panie władzo?
Szeregowy stanął na baczność jak tyczka.
- Młody i głupi - wtrącił Dice.
- Nie, proszę pana! Życzę miłego dnia, proszę pana!
- Do widzenia, szeregowy.
Przejechali przez centrum i zaparkowali przy bramie małego obskurnego osiedla.
- Dasz sobie radę? - zapytał Rysiek. - Dawno nie kontaktowałeś się z tymi mendami?
- Na pewno lepiej niż On z tym gościem w bagażniku. Mam w zwyczaju najpierw zadawać pytania i wyciągać informacje, a dopiero później bić do nieprzytomności.
- To moja wina.
- Trudno, w końcu się obudzi. Upewnij się, że nie wyjdzie z bagażnika.
- Nie znam włamywacza, który umiałby wydostać się z bagażnika stworzonego z pola siłowego i iluzji - uśmiechnął się pod nosem Rysiek. - Ale nie powinien się zorientować, że to nie jest prawdziwe auto. Dobra, trzymam za ciebie kciuki. Powodzenia!
- Nie będzie potrzebne…
Drzwi kierowcy otworzyły się i wyszedł z nich Dice. Poprawił prochowiec i pewnym krokiem wszedł do obskurnego zaułka. Kilku dresów zalegało w przejściu pijąc Leśne Dzbany, zaciągając się fajkami i puszczając „umcyk, umcyk" z komórki. Przedział wiekowy decydentów wahał się od 12 do 18 lat.
- Z drogi, szczyle! - warknął Dice.
- Masz kufa jakiś problem? - wyskoczył największy z nich. - Chcesz fpysk kufa dziadku?!
Dice przywalił chłopakowi. Nie specjalnie mocno, ale wystarczająco…
- A masz kufa jeszcze jakieś zęby? - sparodiował wypowiedź młodzika. - A teraz won do mamy, szczyle, zanim zrobię wam z dupy bieżnię.
Podziałało. Młodzież polska zabrała swojego ledwo kontaktującego kolegę i w pośpiechu ustąpiła drogi. Dice z niesmakiem zauważył, że ufajdał sobie prochowiec.
- Bijąc gówno licz się z tym, że się pobrudzisz - zafilozofował.
Na końcu zaułka znajdowały się kontenery na śmieci. W momencie gdy Dice zajęcty był czyszczeniem przejścia, były właśnie „obrabiane” przez lokalnego szperacza. Chwilę później słychać było tylko trzask opadającej klapy.
Facet w prochowcu nie śpiesząc się uniósł klapę do góry. W zwałach śmieci, za tarczą odoru i brudu kulił się mężczyzna koło 40ki.
- Cześć, Heniek - rzucił Dice nie pokazując po sobie zniesmaczenia. Sam kiedyś był jak on.
Szperacz wyrwał się zwinnym susem z kontenera i puścił pędem drogą dojazdową dla śmieciarek. To był błąd. Kilkadziesiąt metrów dalej zatrzymał się w mało komfortowy sposób na zamkniętej siatce.
- Oj, Heniek, Heniek… Nie poznajesz starego przyjaciela? - powiedział niewinnie Dice podchodząc powoli.
- Dice, to ty?? Nie poznałem cie, przyjacielu… - kiepski był z niego kłamca. - Co cie tutaj sprowadza? Mogliśmy się umówić na spotkanie w innych warunkach, prawda?
- Ależ oczywiście… Zniknąłbyś szybciej niż ja dostałbym raport z dostarczenia wiadomości.
- To nie tak! - motał się przestraszony Heniek. - Umówilibyśmy się jak cywilizowani ludzie w kawiarni, albo w moim gabinecie.
- To nie zastałem cię dzisiaj w twoim gabinecie? - Zadrwił Dice pokazując kciukiem kontenery. - Ciężko odejść od starych nawyków.
- Ja tylko… Wiesz jak to jest… - tłumaczył się Heniek.
- Powiedz mi lepiej dlaczego uciekałeś? - przerwał mu mężczyzna. - To, oraz gdzie znajdują się łupy z domu antykwariusza. Mniemam, ze wiesz o co chodzi.
- Ja nie… naprawdę nie! Kurwa, Dice, uwierz mi… - w tym miejscu urwał, gdy dłoń przesłuchującego uderzyła w policzek. Zapiekło.
- Nie lubię przekleństw. Skup się - powiedział spokojnie.
- Wiesz, masz opinię… - tłumaczył się Heniek. - Kiedyś byłeś jednym z nas. Razem grzebaliśmy po śmietnikach, spaliśmy na dworcach, dbaliśmy o siebie! Potem zgarnęła cię mafia i nas wykorzystałeś.
- Źle ci było, panie doktorze? Nie zapominaj dzięki komu zdobyłeś papiery, żeby dostać się na uczelnię.
- Nie o to chodzi! Jestem ci wdzięczny. Naprawdę! Ale zaczęło się robić niebezpiecznie. Potem ty zniknąłeś, a my zostaliśmy w tym szambie. Powiedzieli nam, że zginąłeś. Marian się załamał, zaczął pić i kraść. Nie mam nawet pojęcia co się z nim teraz dzieje…
- Leży nieprzytomny w moim bagażniku. Do rzeczy.
Heniek pobladł znacząco.
- Nie z-z-znam szczeeegółów - jąkał się przerażony. - Wiem tylko, że zrobili to goście powiązani z Ruskimi…
Dice niewiele więcej wyciągnał od informatora. Widocznie tamten faktycznie mało wiedział. To była standardowa akcja na zlecenie rosyjskiej mafii. Wpaść do domu antykwariusza, zdobyć cenne artefakty i działa sztuki, sprzedać je passerom z czarnego rynku. Jednak coś poszło nie tak, bo włamywacze nigdy nie dotarli do miejsca wyminy.
Zadzwonił telefon. Dice wyciągnął umorusaną w krwi ręką komórkę z marynarki.
- Halo? - zapytał grzecznie. - O, hej Kamilo, w czym mogę pomóc?
Palcem uciszył kasłającego Heńka.
- Co?? Jak to zniknęła? Nie martw się, już do was jadę - przytakuje. - Dobrze. Oczywiście, że pomogę! Pa.
Rozłączył się.
- Na czym to skończyliśmy? - zapytał. - Aha, potrzebuję, abyś dowiedział się więcej. Porozmawiaj z kim trzeba. Wiem, że ciągle masz dostęp do pomniejszych komórek. Chcę wiedzieć kto dokładnie obrobił antykwariusza i co zrobił z towarem. Nie muszę chyba mówić, że nie życzę sobie, abyś rozpowiadał o tym spotkaniu? Umówmy się zatem jak cywilizowani ludzie. Proponuję za dwa dni po wykładzie dla trzeciego roku. Pasuje?
- … Oczywiście… Czego sobie tylko życzysz…
- Do zobaczenie, przyjacielu - puścił nieszczęśnika i oddalił się powoli. - Bywaj zdrów i doprowadź się do porządku.
Gdy stanął przy wyjściu z zaułka zobaczył większą gromadę dresów koło swojego auta. Próbowali przebić opony, porysować lakier i wybić szybę Mercedesowi. Tworząc go Rysiek przewidział ingerencję czynników zewnętrznych, ale nie w takim stopniu. Karoseria piszczała pod pociągnięciami gwoździ, opony stawiały należyty opór, a szyba wydawała charakterystyczny odgłos pod wpływem uderzeń kija baseballowego. Jednak nie widać było śladów na lakierze, powietrze z opon nie schodziło, a szyba nie pękała.
Dice sięgnął ręką za poły prochowca, wyjął pistolet gazowy i legitymację CBŚ. Celując w grupę i pokazując odznakę ruszył w kierunku bandy. Wśród oprychów znajdował się chłopak z rozwaloną i opuchniętą wargą. Dice go rozponał.
- Z drogi, albo was powystrzelam! - wrzasnął.
Uliczne koksy miały zamiar rzucić się na mężczyznę, ale wycelowana w nich lufa i machająca odznaka sprawiła, że poczuli się niepewnie.
- Nie strzelisz do nieuzbrojonych cywilów! - rzucił wysoki jegomość pozbawiony karku.
- Istud vinum, bonum vinum, vinum generosum - wyszeptał Dice machając odznaką w dziwny sposób.
Dał się nagle słyszeć dźwięk zbliżających się syren policyjnych.
- Chyba nie będę musiał - rzekł Dice chowając odznakę i przytrzymując pistolet dwoma rękami. - To co, chłopaki, chcecie być zatrzymani za napaść na agenta CBŚ, skompromitowanie akcji policyjnej i dewastację mienia prywatnego? Czy też może zastrzelenie w akcie samoobrony przez tegoż funkcjonariusza? Mam w schowku już przygotowane papiery na taką okoliczność.
- SPADAMY KUFA! - wrzasnął herszt i rzucił się przodem do ucieczki. Reszta wiernych poddanych, tak jak na dobrych poddanych przystało, poddańczo i z ochotą ruszyła za swym przywódcą.
Dice spokojnie schował pistolet i usiadł na miejscu kierowcy.
- Jak poszło? - zapytał Rysiek. - Dowiedziałeś się czegoś?
- I tak i nie - odparł dwóznacznie Dice. - Może Marian będzie coś więcej wiedział.
- Marian? - zdziwił się Rysiek.
- To ten gość w Ttoim bagażniku - wyjaśnił Dice.
- Aha…
- Dobra, odpalaj. Opowiem ci w drodze. Musisz szybko dostać się do Powiewu. Dzwoniła Kamila i obiecałem, ze jej pomożesz.
Rysiek odpalił iluzoryczne auto prostym zaklęciem wymagającym jedynie kilku ruchów ręką. Ruszyli…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License