Nie zawsze się da

Rozmowa Amandy Diakon z Zeusem Diakonem

- Znalazłam go. W niespodziewanym miejscu.
- Kogo, Amando?
- Kojarzysz operację "trujący cierń"?
- Koci chowaniec, który ucieka Srebrnej Świecy, zanim gildia go zabije?
- Tak. A w wyniku miejscowość Koty tak naprawdę wypada spod jurysdykcji Srebrnej Świecy.
- Po tym, jak my pomogliśmy paru magom to zatuszować. I zrobiliśmy tam swoje… Tak.
- O nim właśnie mówię. Nazywa się Ryszard Hide.
- Chyba teraz.
- Nie bądź taki drobiazgowy. Osoba tak niezrównoważona ma prawo do drobnych dąsów imiennych.
- Wysłałaś go na jakąś tajną operację?
- Można tak powiedzieć… Trzymam go w odwodach w Powiewie Świeżości.
- W planktonie?!
- Ten akurat plankton jest dla mnie interesujący z przyczyn osobistych, drogi bracie.
- Wiktoria?
- Oczywiście.
- Daleki strzał.
- Bliższy niż uważasz. Dlatego ja jestem mózgiem operacji.
- Znowu z nim spałaś, Amando?
- A Ty nie?
- Nie gustuję w starszych od siebie.
- Widzisz… z wiekiem przychodzi doświadczenie. Nie, ostatnio z nim nie spałam. To jest nagroda, mam inne metody zaspokajania swoich żądz.
- Pracoholiczka.
- Potrafię połączyć przyjemne z pożytecznym.
- Co z nim zrobisz?
- Nic. Nie potrzebuję go. Na razie. Jednak jako mag teoretycznie spoza Millenium, będzie mógł robić rzeczy z nami nie powiązane. Jeżeli dzięki temu wzmocni się Powiew Świeżości, tym lepiej.
- Po co chcesz wzmacniać plankton?
- Srebrna Świeca to kolos. Zakon także jest ogromny, potem masz KADEM… a potem… potem my i mnóstwo gildii planktonowych. Wolałabym, żeby pomiędzy Millenium a planktonem było coś jeszcze.
- Zapomniałaś o AD.
- AD jest planktonem. Przepraszam, ale wszystko poniżej dwudziestu osób nie zasługuje na miano gildii.
- Przy okazji… pośrednio wzmacniasz Wiktorię, jeżeli masz rację… Przynajmniej tyle, że nie dołącza z powrotem do Srebrnej Świecy.
- Dlatego właśnie musiałam jej przekazać gwarancję bezpieczeństwa. Udało mi się wymusić to nawet na Edwardzie. Rada dyrektorów wie najlepiej, jak niebezpieczna potrafi być Wiktoria.
- Nadal nie wiem, co Ty w niej widzisz… To tylko piękna, wychuchana lalunia.
- Och… Nadal się gniewasz, że puściła Cię wtedy nago po akademikach i rozproszyła magię?
- Takich rzeczy się nie robi dumnemu magowi z własnego rodu!
- Właśnie za tą dumę… Uwierz, wielu nie docenia Wiktorii Diakon. Podejrzewam, że wbrew temu, co ona o sobie myśli, dorównuje Edwardowi.
- Gdyby tylko znalazła chwilę pomiędzy nowymi rozrywkami z przygodnymi ludźmi…
- Kochany Zeusie… Wiktoria jest Diakonem. Każde z nas ma jakiś fetysz. Twój, według moich standardów, jest jeszcze głupszy.
- Ale ja wykorzystuję odpowiednio wyhodowanych ludzi do tego celu. Lub magów. Ludzie to tylko żywe wibratory.
- Nie dla niej.
- To zły wpływ tej nieudanej Mojry.
- Zamiast zaklinać rzeczywistość, dostosuj się do niej.
- Czekaj. Chcesz wykorzystać Ryszarda jako broń przeciwko Edwardowi!
- Ryszard jest osobą zbyt małego kalibru. Ale gdyby udało nam się nawiązać kontakt z nim
- Z tym mitycznym super-geniuszem ukrytym w mózgu Ryszarda?
- Nabijaj się dalej, to tej nocy Ty skończysz na dole, już ja o to zadbam. W nim coś jest. Ryszard, z którym rozmawiałam dzisiaj, nie wymyśliłby planu oddającego Koty właściwie jako tajną placówkę Millenium.
- Przecież to nie on wymyślił.
- Oczywiście, że nie, kochany braciszku. To wszystko wymyślił Edward…


Z myśli Amandy Diakon

Proszę, proszę, proszę…
Mój drogi Rysiaczek już zaczął kombinować. Pytał mnie o napad na antykwariusza.
Powiedziałam mu zgodnie z prawdą, że interesowało mnie przede wszystkim pokrzyżowanie szyków KADEMowi i że napad był częściowo spontaniczny. Był nim zainteresowany… Czyżby Powiew się tym interesował? Nawet coś takiego mówił. Ale to w końcu on. Nie wiadomo nigdy, co jest prawdą, a co fikcją.
Tak, czy inaczej, rzucę mu kość. Dostanie parę adresów. Parę nazwisk. Jeżeli jest tam coś, co Powiew chciałby odzyskać, pozwolę im na to. Te cenne artefakty już należą do Millenium.
Jeżeli jednak jest tam artefakt, który Millenium chciałoby posiadać, to jest to tym lepszy powód, by pozwolić Powiewowi go przejąć. Pomoże to Rysiaczkowi wkupić się w łaski Powiewu i udowodnić, że nie pracuje już ze mną.
Swoją drogą… Gdyby Edward domyślał się, jak wiele wysiłku wkładam we wprowadzenie agenta do Powiewu Świeżości, to rada dyrektorów by mnie wyśmiała.


Z rozmowy Kamili z Jurkiem

- …mógłbyś mi powiedzieć, dlaczego nie zablokowałeś tego zaklęcia teleportacyjnego Ani? Wydawało mi się, że beacony są zawsze włączone…
- Są, ale w wypadku rzeczy niebezpiecznych.
- Wiesz… to było niebezpieczne.
- <westchnięcie> Przywykłaś do EIS. Może masz jakieś masochistyczne tendencje, ale EIS była dość kiepskim systemem zabezpieczeń. Prawda, adaptowała szybciej niż ja i lepiej dobierała sprzęt niż ja, lecz miała zasadniczą wadę: myślała binarnie. "Beacony są włączone lub wyłączone". W moim wypadku beacony analizują każde zaklęcie z osobna. Zaklęcia teleportacyjne wewnątrz Powiewu, rzucane przez magów Powiewu, nie niszczące czegoś ważnego innego maga Powiewu są przepuszczane. Po pierwsze, gdyż rozmowa i dyskusja są cenniejsze niż twarde zakazy. Teleportacja wbrew pozorom się przydaje, a w ten sposób wysyłasz sygnał, że wszystkim ufasz. <wredny uśmieszek> Po drugie, mówiąc boleśnie, nie stać Cię na ciągłe utrzymywanie włączonych wszystkich beaconów. Beacony są strasznie quarkożerne… A po trzecie, była to doskonała nauczka dla dziewczyny.
- …To o quarkach bolało… ale to prawda.
- Prawda jest taka, że masz do wyboru: móc robić projekty w Powiewie lub mieć świetny system zabezpieczeń. Powiem więcej. Dalej nie mam osłony przed atakami takimi, jak artyleryjskie wystrzelenie pocisku z odległości kilku kilometrów. Zwykle stosuje się wtedy jakieś bariery. Owszem, spróbuję wystrzelić antyrakietę. Gorzej, jeżeli pociskiem będzie na przykład niewidzialny głaz. Tego nie mam jak wykryć. Dalej… nie blokujemy w ogóle astrala i mentala. Na ataki gazowe mamy świetne wentylatory, lecz wszystko opiera się na prądzie. Mamy jeszcze dużo luk. Co gorsza, nie jesteśmy w stanie ich załatać.
- Nie wspominając już o brutalnej sile.
- Oczywiście. Dlatego atak Renaty Maus po prostu spadł nam z nieba. Mogliśmy pokazać Skorpiona. Wolę system zabezpieczeń opierający się na odstraszaniu niż taki, który faktycznie ma strzelać.
- Jak najbardziej się zgadzam… I chyba mam pewien pomysł. Po pokazówce z Renatą, ktokolwiek będzie chciał atakować, najpierw najpewniej będzie próbkował system. Gdyby udało nam się sprawić, żeby system wyglądał odpowiednio dobrze tam, gdzie mamy luki, może nie ruszą… Wiesz, papierowa ściana zatrzyma konia…
- Powiem Ci, że jestem z Ciebie dumny. Właśnie na tym się skupiłem. Bardzo pomoże to, że Teresa ujawniła się jako Aurelia Maus… której projektów nawet ja nie rozumiem… Większość technomantów badających ten system, nie zrozumiała, o co chodzi. W związku z tym, wprowadziłem jeszcze jedną innowację. Kilka kabli, drutów, układów i płytek, żeby tworzyć obwody, które nie robią absolutnie nic, ale bardzo mądrze wyglądają. NOPy, poumieszczane losowo w Powiewie. Jakbyś natrafiła na taki układ, to się nie martw. Nikt go nie rozumie.
- Ech… Z tego ataku Renaty przyszła chyba najlepsza rzecz, jaka mogła… Wreszcie Julia czuje się bezpieczna. A z nią pozostali magowie PŚ.
- Tak. Atak Renaty był najlepszą rzeczą, jaka się nam mogła przytrafić. Nie mówiąc już o prestiżu, karmie, tym wszystkim, co mówiła Ci Wiktoria i public relations.
- Taa… Wielka Renata Maus pokonana przez plankton
- Nie. Przez Powiew. Subtelna, ale ważna różnica.


Z myśli Kamili

Ród Maus postanowił oddać do Powiewu jednego ze swoich uczniów do terminu. Co ciekawe, jest to Maus, nie Myszeczka, Mysz czy ktoś z innej, pobocznej gałęzi…
W dodatku jeszcze jeden ród SŚ zadeklarował chęć oddelegowania swojego ucznia do terminu…
To oznacza, że będę mieć nagle czwórkę dzieci, każde z nich dramatycznie wymagające nauki…
Co gorsza, dwoje z nich będzie najpewniej absolutnie pozbawione jakiejkolwiek edukacji z zakresu zwyczajnego, ludzkiego życia.
Może gdyby ich wysłać do szkoły razem z dziewczynami..? Przygotowanie dodatkowych papierów i legendy nie powinno być problemem, kiedy mam Jurka i Ryśka. Jednak…
Nie, to będzie dla nich zbyt duży szok. Poza tym, najpewniej uznają to za swoistą degradację…
Ale gdyby tak… Ania pójdzie do szkoły z przyjemnością. Przy odrobinie pracy i wysiłku, Aniela również da się przekonać, że szkoła może być dobrą zabawą. Gdyby sprawić, że obie będą patrzyły na fakt chodzenia do szkoły jak na nobilitację, być może udałoby się do tego zachęcić i tą nową dwójkę…
Najlepiej byłoby, gdyby sami przyszli prosząc o możliwość chodzenia do szkoły… Na razie na pewno uznaliby to za karę…


Z myśli tien Przebiśnieg, po zaproszeniu Wisny

Pomyślmy… Wpierw wypytuje o Spojenie i Spojonych, następnie "pragnie zgłębić tą gałąź", a później umawia się ze mną na osobności na wizytę w lesie, by poszukiwać roślin pozostawionych przez agenta Inwazji?
Powiedziałabym, że jest to całkiem nieporadna próba wciągnięcia mnie w pułapkę. Dobrze więc. Wejdę w nią zatem. Już raz nie była w stanie mnie zabić. Skąd pomysł, że da radę po raz drugi? Zwłaszcza, że teraz ma inhibitor.


Z rozmowy Wisny z tien Przebiśnieg, chwilę przed atakiem Wisny

- To tam, w głębi tej jaskini.
- Kwiaty w głębi jaskini?
- Dlatego panią poprosiłam, to magia.
- Prowadź więc, Ty przodem.
- Te kwiaty mogą być niebezpieczne… Trochę się ich boję. Proszę, niech pani pójdzie przodem.
- <patrzy Wisnie prosto w oczy z lekkim uśmieszkiem> Taaak. Chyba najlepiej, jeżeli ja pójdę pierwsza…


Z myśli Wisny patrzącej za tien Przebiśnieg wchodzącą do jaskini

Domyśla się. Musiałaby być skończoną idiotką, żeby się nie domyślała. Jest też wyjątkowo pewna siebie. Myślisz, że zwycięstwo będzie proste? No to zdziwisz się, droga nauczycielko. Zdziwisz się.


Z monologu tien Przebiśnieg nad rozpadającą się Wisną

…że Ciebie nigdy nie zainteresował fakt, że zabiłaś wszystkich, a ja przeżyłam. <regeneruje się energią negatywną> Artefakt, który powoduje, że Twoje niekompletne Spojenie obróciło się przeciwko Tobie to inhibitor. Jestem troszkę urażona, że stwierdziłaś, że wejdę w tą żałośnie oczywistą pułapkę tak po prostu…
Odłączyłam Cię od Twoich mocy i nie powinnaś już słyszeć głosów. Teraz przestań walczyć. Zaraz kontrolę przejmie Nadzieja, a potem wymodelują osobowości tak, jak one powinny wyglądać.
(Gdyby Wisna uciekła z inhibitorem, każdy mentalista mógłby pozostawić jej kontrolę uciszając pasożyta i Iminessę.)


Z myśli zbitej z tropu Wisny

A więc to tak. Myślałam, że uciekła, dlatego jeszcze żyje. Dzięki za informację na temat mocy tien Przebiśnieg, drogi Pasożycie. Teraz ty stracisz tak długo wyczekiwaną kontrolę, a ja będę wesoło paradowała po świecie w różowych gatkach i bez świadomości. Masz jakiś pomysł?


Z myśli Warmastera, wpadającego na Fazę Naturalną

O Boże… Wisna! Młode foki, atakować!
Żeby tylko nic jej się nie stało…
Muszę ją ratować!


Z myśli Wisny po odzyskaniu stabilności

Udało się… już nie boli. Trzeba działać, mamy spore szanse. Moja, twoja, nasza moc… zniszczymy ją.


Z myśli Warmastera

Dobrze! Przygniotły ją! Uciekaj!
Nie! Nie strzelaj do niej!
Szlag! Wisna w życiu tego nie uniknie!
Szlag!


Z myśli tien Przebiśnieg

Nie można nie być wdzięcznym tej małej czarodziejce. Myślałam, że nigdy nie wygrzebię się spod tych zębatych fok. Zwłaszcza po tym, jak wyjadły mi gałki oczne. Szczęśliwie, dzięki temu, że strzeliła, nie tylko mam na sobie sto kilogramów foki mniej, ale i poznałam jej pozycję.
Wystrzeliłam.
Trafiłam coś.


Z myśli Wisny

Nie, Warmaster! Cholera, miał tutaj nie przychodzić! Mówiłam! Muszę mu pomóc, muszę go ratować… pomóż mi…


Z myśli Pasożyta, przejmującego nieodwracalnie kontrolę nad Wisną

Idealnie…
Plan powiódł się doskonale.
Oddała mi kontrolę, by ratować tego maga. Uratuję go. Zaszczepię w nim kolejnego agenta Inwazji. A co do Ciebie, mała nekromantko, w pełnej formie nie jesteś w stanie mnie zatrzymać.


Z myśli Wisny po "uleczeniu" Warmastera

To niewiarygodne. Cofnęłam takie zniszczenia, praktycznie od ręki, bez wysiłku. Nie mieści mi się w głowie, ile jeszcze będę potrafiła zrobić. Mam moc. Pasożyt ma moc. Pasożyt i ja mamy wspólny cel, działamy razem, więc MAMY moc. Mogę wszystko. Plan powiódł się doskonale.


Z rozmowy Mariusza Węgielskiego z Barbarą Sowińską, w nocy

- Tak, tien Mariuszu? Co się stało?
- Błagam o wybaczenie…
- Tien Mariuszu, wiem, że nie obudziłby mnie pan bez powodu. Co się stało?
- To tien Aurelia Maus zniszczyła rdzeń interradiacyjny. Przyjaciółka tien Kępacz.
- … Aha… Czyli żyje… Szczegóły?
- Rdzeń interradiacyjny dodawał ten "demoniczny ślad", o którym mi Pani mówiła, gdy mówiła, przed czym Panią przestrzegał szanowny ojciec. Ktoś dostał się i wypaczył rdzeń interradiacyjny. Srebrna Świeca prowadzi śledztwo. Przesłuchiwany jest między innymi tien Welkrat. Już przyznał się, że część z tych planów otrzymał; terminusi, którzy na pewno nie mogli być zaangażowani w całą tą sprawę, łącznie z Pani gwardią, już się tym zajmują.
- Dobra robota.
- Dziękuję! <ulga> Rozmawiałem też z Aurelią. Jest mi coś winna… Tak, czy inaczej, nie ma zamiaru stać na drodze naszej fundacji… przepraszam, od Pani fundacji!
- Naszej… Jest tak samo moja jak i Twoja. Mów dalej.
- Tak jest. Aurelia po zniszczeniu rdzenia przycupnie i nie ma zamiaru wchodzić z nami w interakcje. Po prawdzie, jest to lepsze rozwiązanie, mniej chaosu i problemów politycznych. Obiecała mi jednak, że wesprze mnie w odkrywaniu prawdy o rdzeniu interradiacyjnym.
- Przycupnie gdzie? Jeśli ją ktoś znajdzie, może być nieciekawie.
- Nie, nie znajdzie. Unikała wszystkich przez ponad rok, a przecież żyła w Powiewie Świeżości.
- W… Powiewie..?
- Tak. Jej aliasem była Teresa Rączka. Widziałem się z nią kilka razy, ale jej nie rozpoznałem.
- …Nie wiedziałeś, że żyje. To wydatnie ułatwia ukrycie się.
- Nie w jej wypadku.
- Cóż… jeśli wciąż jest w Powiewie, możemy uznać ją za złapaną.
- Nie. Z pewnością jej tam nie ma. Nie mam pojęcia, gdzie jest, ale jej wierzę, gdy mówi, że jej nikt nie znajdzie. Mogłaby zmienić się w dowolne urządzenie elektroniczne świata ludzi lub rozproszyć się w impulsy elektryczne. Skończyła EAM i jest geniuszem. Aurelia była dużo zdolniejsza od Jadwigi, tyle, że miała nieakceptowalny charakter…
- No dobrze… Ufam pana ocenie. Mówił pan, że obiecała wsparcie w kwestii rdzenia… Co może dostarczyć? I jak, skoro nie wiadomo, gdzie jest?
- Najpewniej spróbuje się połączyć przez hipernet lub przez ludzkie środki komunikacji. Na pewno może dostarczyć wiedzę i inżynierię wsteczną rdzenia interradiacyjnego. Jeszcze nad tym pracuje. Sama mi powiedziała, że musiała się ujawnić, by ściągnąć ogień na siebie, bo wszyscy podejrzewaliby wszystkich o tajemnicze zniszczenie rdzenia. Zwłaszcza, że były ofiary śmiertelne…
- …kto? <cicho>
- Dwóch terminusów. Jeden ze Srebrnej Świecy. Plus, ogromne skażenie… Naprawdę… dlatego… nie chcę, żeby Aurelia miała cokolwiek z nami wspólnego. Najprawdopodobniej uznała, że tylko w taki sposób zatrzyma konstrukcję drugiego rdzenia. Uda jej się, ale…
- Rozumiem… Mogłaby komuś powiedzieć… Choćby panu. Nawet jeśli pan jej nie rozpoznał, ona mogła poznać pana… To było… bezwzględne.
- Nie chciała ryzykować niczyjej pozycji… powiedziała mi jeszcze jedno. W ten sposób zmusi Srebrną Świecę do wyciągnięcia prawdziwych konsekwencji. Magowie będą żądali odnalezienia prawdziwego winnego. Maga, który za tym wszystkim stoi. Oczywiście, nie pomyślała, że opinii publicznej można rzucić każdego na pożarcie. Przyznaję, ułatwi to trochę Pani i Pani ojcu życie, ale uważam, że nie potrzebowaliście takiego typu wspomagania. Że nawet, gdyby były podejrzenia, że wy stoicie za zniszczeniem rdzenia, bo wycofaliście strażników, to i tak doprowadzilibyście właściwie sprawę do końca. Nie musieli umierać…
- Ma pan rację. Z drugiej strony, ona o tym wszystkim nie wiedziała… <chwila milczenia> Tien Mariuszu? Proszę zadbać, by rodziny tych terminusów otrzymały opiekę i pomoc.
- Oczywiście. Proszę mi wierzyć, nie wiedziałem o tym wszystkim… Ja bym tak nie zrobił.
- Wiem o tym.
- Ona jest strasznie radykalna. Między nią i Jadwigą naprawdę coś było. Jadwiga potrafiła temperować Aurelię. W tej chwili… Po prostu nic jej nie zatrzyma. To geniusz. Radykalny geniusz o dobrym sercu. Najgorsza możliwa kombinacja. Aha, do tego upośledzona emocjonalnie. <ukrywa twarz w dłoniach>
- Jest twoją przyjaciółką, prawda?
- Tak… Choć uważam, że nigdy by tak nie pomyślała.


Rozmowa Kamili z Elwirą, w pokoju Kamili późno w nocy po zniszczeniu rdzenia IR

<Kamilę w środku nocy budzi obecność. Elwira siedzi na jej łóżku i cała się trzęsie.>
- Elwira! Co się stało? <przytula>
- Ja… widzę, co się stało! Widzę, co się stanie!
- Spokojnie… <głaszcze po głowie>
- Zawsze mówię… zawsze staram się nie być dzieckiem kurhanu. Staram się powiedzieć. Staram się uratować…
- Będzie dobrze… Jesteś dobrą dziewczynką… Jesteś dzielna…
- Ale… Muszę powiedzieć. Muszę Ci powiedzieć. Ale jeżeli Ci powiem, pożre Cię tęcza! Jeżeli Ci powiem, Ty coś zrobisz i pożre Cię tęcza! Jeżeli Ci powiem i Ty nic nie zrobisz, też pożre Cię tęcza! Muszę Ci powiedzieć, ale nie mogę! Nie chcę! Ale muszę… Już… już od dawna muszę… Jestem tu, żeby Ci nie powiedzieć! Nie po to, żeby Ci powiedzieć! Po to przyszłam!
- A zatem… nie mów mi.
- Mogę?
- …Możesz. A jest coś, co możesz mi o tym powiedzieć tak, żeby tęcza mnie nie pożarła?
- <myśli> Kocham Cię.
- …<przytula>
- Czasami… czasami musisz po prostu przytulić. Nic innego nie możesz zrobić. Tylko tak możesz wszystkich uratować…
- Kogo przytulić?
- <Elwira zatyka uszy, kręci głową przecząco, coraz szybciej>
- Dobrze… <głaszcze po głowie> W końcu nie chcemy, żeby tęcza kogokolwiek pożarła…
- Muszę iść… Tam.
- Czy jeśli mi nie powiesz, tęcza pożre Ciebie?
- Tak… Muszę iść. Wtedy mnie nie pożre, bo mnie nie będzie.
- Jeśli powiesz komuś innemu, czy tęcza pożre jego?
- Nie. Pożre wszystkich i Ciebie. Bo spróbujesz ich uratować. Nawet ona Cię nie uratuje. Nawet ona nie jest w stanie.
- Ona?
- Piosenka poza czasem. Zdrajczyni bez winy. Zamek rozpaczy.
- …Ania… Wrócisz jeszcze, kiedy tęcza już nie będzie mogła Cię pożreć?
- Jeżeli nigdzie nie będę potrzebna. Na pewno jeszcze wrócę. Dobrze mi z Tobą…
- Mi z Tobą też… Uważaj na siebie. I uściskaj ode mnie Jurka kiedy go spotkasz.
- Chcę wszystkich uratować. Muszę, prawda?
- Nie kosztem samej siebie. <mocno przytula> Więcej dobrego zrobisz, jeśli nie dasz się pożreć ani zniszczyć. Dbaj o siebie.
- Śpij… Jesteś bezpieczna… <pojawia się muzyka>


Z analizy sytuacyjnej tien Przebiśnieg, siedem godzin później

Fascynujące. Demon całkowicie przejął kontrolę nad czarodziejką. Innymi słowy, "Wisna" jest stracona.
Mam bardzo słabą moc magiczną. Nie wiem, czy zdążę ją zregenerować, zanim potwór nie zniszczy tego ciała… oraz filakterium.
Na szczęście mam jeszcze jeden inhibitor. Oraz wystarczającą ilość czasu. Im mniej magów Srebrnej Świecy w to zaangażuję, tym większa szansa, że nikomu nie stanie się krzywda, a mnie się uda odzyskać kontrolę nad eksperymentem.


Z ponurych myśli Sariath

Kto mógł doprowadzić Warmastera do takiego stanu? Większość jego ciała została porażona energią negatywną, a potem, za pomocą magii chaosu, ukryto w nim zalążki Inwazji. Ustabilizowałam go, ale jeszcze trochę potrwa, nim wróci do formy.
"Chaos" implikuje tylko jedną osobę. Najprawdopodobniej czarodziejka Wisna Mirna stała się właśnie agentem Inwazji… a z uwagi na zniszczenie rdzenia interradiacyjnego i wywołane tym wypaczenia na Fazie, nie mogę nic zrobić na Fazie materialnej - magowie AD będą zajęci wszystkim innym.
Venom poinformuje o tym Basię Sowińską. I musi ostrzec ją przed potencjalnym drugim demon lordem. Tym razem silniejszym niż ten pierwszy. I władającym magią chaosu.
Warto byłoby też poinformować o problemie KADEM…


Z rozmowy Basi z Venomkissem

- Lady Sowińska?
- Tak, Er-Lordzie?
- Na fazie materialnej pojawił się demon silniejszy niż ten, na którego poluje tien Aster.
- …
- Wzmacnia się przez rdzeń interradiacyjny, przez tą Szczelinę, która została po rdzeniu. Potrafi władać magią chaosu. Co więcej, być może zawiera moce pokrewne bytom Apostaty. Z pewnością mając czas jest zdolny do dokonnia infekcji porównywalnej ze Spustoszeniem, ale tylko wobec magów. Niestety, to wszystko, co o nim wiem.
- Dziękuję za ostrzeżenie. Zlecę swoim naukowcom badania - może uda się ekranować Szczelinę.
- W jakiś sposób ten demon jest powiązany z tien Przebiśnieg.
- Dowiem się tego.
- Polecam zachowanie szczególnej ostrożności. Nie ma po co tracić cennych terminusów. Na jego tropie jest Whisperwind, ale Whisperwind nie jest w stanie tego demona pokonać.
- Rozumiem, co to znaczy… Wezmę to pod uwagę.
- Proponuję ostrzec Srebrną Świecę. Ten demon jest zniszczalny. Ma też słabe punkty. Po prostu my ich jeszcze nie znamy.
- Być może miałoby sens oddelegowanie kogoś z AD tutaj.
- Quasar. Emocje nie zburzą jej rozumowania, niczego nie przeoczy, jest w stanie utrzymywać jednoczesny kontakt z Fazą, a ponadto będzie w stanie pomóc w analizach. Po naszej stronie łącznikiem Quasar będzie Aurelia.
- <lekkie zaskoczenie> Aurelia… Maus?
- Tak. Oczywiście, nieoficjalnie. Jako Maus oraz jako wybitny umysł, będzie w stanie bardzo pomóc.
- …Oczywiście. Wyślę siły do wzmocnienia Fazy w czasie, gdy Twoi magowie będą zajęci tutaj.
- Jeszcze lepiej. Wyślij mi słabszych magów, jedynie kilku silniejszych, a ja zwolnię Ash, Shadowa i Midnight na Fazę Naturalną. Ash będzie w stanie dużo szybciej rozwiązać problem efemeryd i wypaczeńców związanych ze Szczeliną niż Twoi magowie, za to oni dużo lepiej poradzą sobie z fortyfikacją i utrzymaniem obszaru niż Ash. Ufortyfikowany obszar pozwoli mi wysłać odwody - Shadowa i Midnight - na Fazę Materialną. Jako ostatnią linię obrony pozostawiam potwory Warmastera i Zodiac.
- Będę również utrzymywać korodon przy szczelinie, złożony z regularnych terminusów, wspartych moimi. Dodatkowo, będę trzymać w odwodzie jeden oddział… Ściągnę też osobistą gwardię ojca z Warszawy.
- Jak mniemam, magowie Świecy już poinformowali Cię, że Szczelina najpewniej wybuchnie?
- Nawet więcej. Najpewniej stanie się żywym portalem. Jej zamknięcie będzie… trudne. Nawet jeszcze nie wiem, jak się do tego zabrać.
- Skontaktowałaś się z KADEMem?
- Już nad tym wspólnie pracujemy.
- A Inwazja jeszcze się nie zaczęła…


Z myśli Whisperwind, polującej na Wisnę

Dobrze… Zniszczyłaś licza. Możesz sobie być demon lordem Inwazji, ale ciężko skrzywdziłaś mojego przyjaciela. Osobę łagodną i o dobrym sercu. To, co zrobiłaś, będzie najsilniejszą raną emocjonalną… Nie wybaczę ci tego…
Znajdę cię i zniszczę. Bloodrail może cię nie zabije, ale kilka bloodraili cię bardzo osłabi. A ja jestem defilerem. Ślady prowadzą do miasta… Zobaczysz, ile mam tam amunicji…


Rozmowa mistrza Astera ze swoim zaufanym zabójcą

- Iriplaxathayet. Dziękuję, że przybyłeś.
- To zaszczyt, mistrzu.
- Dowiedziałem się o bardzo potężnym demonie, który w tej chwili jest na Fazie Materialnej. Wstępna klasyfikacja jego mocy jest pomiędzy ekspertem a adeptem.
- Egzekucja takiego bytu będzie trudna.
- Udasz się do zbrojowni. Tam otworzysz sejf. Wewnątrz znajduje się lapisowa pochwa, w której znajduje się arildisowy miecz. Miecz ten należał do Apostaty. Zabij dla mnie tego demona.
- Jak rozumiem, jedno cięcie, a miecz nie może opuścić pochwy poza egzekucją.
- Oczywiście.
- Oczywiście, mistrzu. Jak rozkażesz.


Rozmowa Barbary Sowińskiej z mistrzem Rojowcem

- Tien Rojowiec. Witam.
- Witam, lady Sowińska. Czym mogę służyć.
- Radą, doświadczeniem i spełnieniem mojej prośby.
- Jestem do dyspozycji.
- Proszę, by tymczasowo przekazał mi pan dowodzenie nad terminusami ze Śląska. W zaistniałej sytuacji nie mogę sobie pozwolić na opóźnienia.
- Nie masz doświadczenia bojowego, ani taktycznego.
- Dlatego analizę i decyzje bojowe pozostawię osobom kompetentnym. Współpracuję z AD i KADEMem, wyszkoliłam swoich terminusów, dodatkowo patriarcha przekazał mi dowodzenie nad gwardią Sowińskich. Chodzi mi o prędkość działania, nie o faktyczne wydawanie przeze mnie rozkazów.
- Dobrze, na to mogę się zgodzić.
- Dziękuję.


Z rozmowy Mariusza Węgielskiego z Barbarą Sowińską, w nocy

- Tak, tien Mariuszu? Co się stało?
- Błagam o wybaczenie…
- Tien Mariuszu, wiem, że nie obudziłby mnie pan bez powodu. Co się stało?
- To tien Aurelia Maus zniszczyła rdzeń interradiacyjny. Przyjaciółka tien Kępacz.
- … Aha… Czyli żyje… Szczegóły?
- Rdzeń interradiacyjny dodawał ten "demoniczny ślad", o którym mi Pani mówiła, gdy mówiła, przed czym Panią przestrzegał szanowny ojciec. Ktoś dostał się i wypaczył rdzeń interradiacyjny. Srebrna Świeca prowadzi śledztwo. Przesłuchiwany jest między innymi tien Welkrat. Już przyznał się, że część z tych planów otrzymał; terminusi, którzy na pewno nie mogli być zaangażowani w całą tą sprawę, łącznie z Pani gwardią, już się tym zajmują.
- Dobra robota.
- Dziękuję! <ulga> Rozmawiałem też z Aurelią. Jest mi coś winna… Tak, czy inaczej, nie ma zamiaru stać na drodze naszej fundacji… przepraszam, od Pani fundacji!
- Naszej… Jest tak samo moja jak i Twoja. Mów dalej.
- Tak jest. Aurelia po zniszczeniu rdzenia przycupnie i nie ma zamiaru wchodzić z nami w interakcje. Po prawdzie, jest to lepsze rozwiązanie, mniej chaosu i problemów politycznych. Obiecała mi jednak, że wesprze mnie w odkrywaniu prawdy o rdzeniu interradiacyjnym.
- Przycupnie gdzie? Jeśli ją ktoś znajdzie, może być nieciekawie.
- Nie, nie znajdzie. Unikała wszystkich przez ponad rok, a przecież żyła w Powiewie Świeżości.
- W… Powiewie..?
- Tak. Jej aliasem była Teresa Rączka. Widziałem się z nią kilka razy, ale jej nie rozpoznałem.
- …Nie wiedziałeś, że żyje. To wydatnie ułatwia ukrycie się.
- Nie w jej wypadku.
- Cóż… jeśli wciąż jest w Powiewie, możemy uznać ją za złapaną.
- Nie. Z pewnością jej tam nie ma. Nie mam pojęcia, gdzie jest, ale jej wierzę, gdy mówi, że jej nikt nie znajdzie. Mogłaby zmienić się w dowolne urządzenie elektroniczne świata ludzi lub rozproszyć się w impulsy elektryczne. Skończyła EAM i jest geniuszem. Aurelia była dużo zdolniejsza od Jadwigi, tyle, że miała nieakceptowalny charakter…
- No dobrze… Ufam pana ocenie. Mówił pan, że obiecała wsparcie w kwestii rdzenia… Co może dostarczyć? I jak, skoro nie wiadomo, gdzie jest?
- Najpewniej spróbuje się połączyć przez hipernet lub przez ludzkie środki komunikacji. Na pewno może dostarczyć wiedzę i inżynierię wsteczną rdzenia interradiacyjnego. Jeszcze nad tym pracuje. Sama mi powiedziała, że musiała się ujawnić, by ściągnąć ogień na siebie, bo wszyscy podejrzewaliby wszystkich o tajemnicze zniszczenie rdzenia. Zwłaszcza, że były ofiary śmiertelne…
- …kto? <cicho>
- Dwóch terminusów. Jeden ze Srebrnej Świecy. Plus, ogromne skażenie… Naprawdę… dlatego… nie chcę, żeby Aurelia miała cokolwiek z nami wspólnego. Najprawdopodobniej uznała, że tylko w taki sposób zatrzyma konstrukcję drugiego rdzenia. Uda jej się, ale…
- Rozumiem… Mogłaby komuś powiedzieć… Choćby panu. Nawet jeśli pan jej nie rozpoznał, ona mogła poznać pana… To było… bezwzględne.
- Nie chciała ryzykować niczyjej pozycji… powiedziała mi jeszcze jedno. W ten sposób zmusi Srebrną Świecę do wyciągnięcia prawdziwych konsekwencji. Magowie będą żądali odnalezienia prawdziwego winnego. Maga, który za tym wszystkim stoi. Oczywiście, nie pomyślała, że opinii publicznej można rzucić każdego na pożarcie. Przyznaję, ułatwi to trochę Pani i Pani ojcu życie, ale uważam, że nie potrzebowaliście takiego typu wspomagania. Że nawet, gdyby były podejrzenia, że wy stoicie za zniszczeniem rdzenia, bo wycofaliście strażników, to i tak doprowadzilibyście właściwie sprawę do końca. Nie musieli umierać…
- Ma pan rację. Z drugiej strony, ona o tym wszystkim nie wiedziała… <chwila milczenia> Tien Mariuszu? Proszę zadbać, by rodziny tych terminusów otrzymały opiekę i pomoc.
- Oczywiście. Proszę mi wierzyć, nie wiedziałem o tym wszystkim… Ja bym tak nie zrobił.
- Wiem o tym.
- Ona jest strasznie radykalna. Między nią i Jadwigą naprawdę coś było. Jadwiga potrafiła temperować Aurelię. W tej chwili… Po prostu nic jej nie zatrzyma. To geniusz. Radykalny geniusz o dobrym sercu. Najgorsza możliwa kombinacja. Aha, do tego upośledzona emocjonalnie. <ukrywa twarz w dłoniach>
- Jest twoją przyjaciółką, prawda?
- Tak… Choć uważam, że nigdy by tak nie pomyślała.


Z myśli Kamili po rozmowie ze Spojonymi

…czyli Spojeni nie mogą się pojawić w pobliżu resztek rdzenia, nawet, gdyby chcieli.
Wisna… mam nadzieję, że nie stało się nic, co wzmocniłoby Pasożyta za bardzo. Jeśli jednak tak… Wisna, proszę, pozostań sobą. Nie chcę musieć niszczyć kolejnej osoby… Zwłaszcza, że mogę nie być w stanie… Po prostu jestem za słaba.


Rozmowa Julii z Kamilą, rankiem

- Kamilo?
- T.. tak?
- Przepraszam, że Cię budzę…
- Coś się stało?
- Zatrzymali konstrukcję drugiego rdzenia. Patriarcha Sowiński osobiście ją zatrzymał.
- To dobrze…
- W wybuchu rdzenia zginęło co najmniej dwóch magów.
- Wiem. Byłam tam.
- Czy Szczelina jest już opanowana? Też tam byłam, ale ja działałam bardziej na obrzeżach.
- Kiedy odchodziłam, nasz odcinek przejęli terminusi… nie mam pojęcia skąd.
- Wisna jeszcze nie wróciła.
- … Mam nadzieję, że nie pałętała się w pobliżu rdzenia…
- Olgierd i Julian poszli jej poszukać. Na odchodnym Julian kazał włączyć czerwony tryb zabezpieczeń i zachować szczególną ostrożność. Uważam, że miał rację.
- Dawno wyszli?
- Dwie godziny temu. Nic im nie będzie. Mają kontakt z centralą. Z sierżantem Jakubczycielem.
- <potakuje>
- Jak nas nie było, dwóch magów Srebrnej Świecy weszło do Powiewu i przesłuchiwało obecnych odnośnie Aurelii.
- Mieli prawo?
- Złożyłam zażalenie, ale nie będę naciskać. Rozumiem ich. Nie zachowywali się źle. Sama rozumiesz… Widziałaś, co ona zrobiła <z niedowierzaniem>
- Widziałam… Nie naciskaj.
- Z ich rozmowy wywnioskowałam, że tien Przebiśnieg także nie wróciła.
- <przeciąga ręką po twarzy> Co ta Wisna narozrabiała..?
- Wisna nie byłaby w stanie jej zatrzymać. To elitarna czarodziejka. Coś pomiędzy ekspertem a mistrzem. Wisna to chyba nie te progi…
- Ale wyszły razem. I żadna nie wróciła. Jeśli nadziały się na coś zdolnego zrobić krzywdę tien Przebiśnieg…
- Wiem…


Z samoanalizy dokonanej przez Pasożyta

Mamy dostęp do formy cornusa, formy pośredniej oraz formy maga.
Moc magiczna uległa podniesieniu do wysokiego czeladnika / eksperta.
Mamy dostęp do regeneracji energią rdzenia IR. Zniszczenie rdzenia jest wielce niefortunne.
Mamy dostęp do projekcji do trzech klonów w krótkim zasięgu. Klony są niezdolne do czarowania i nie mają dostępu do większości mocy.
Widzimy słabe punkty i strachy osób, na które patrzymy.
Potrafimy przekształcić maga w agenta. Krótkoterminowo. Długoterminowa transformacja jest niemożliwa przez utratę rdzenia IR.
Mamy bardzo wysoką antymagię i umiejętność dominacji demonów.
Analiza w toku…


Rysiek i Celestyna, noc po kłótni o Wisnę

Celestyna spała słodko w zwojach pościeli. Na jej twarzy żarzył się jeszcze płomienny rumieniec w akompaniamencie delikatnego uśmiechu. Zasnęła niedawno. Rysiek obserwował ją i próbował zebrać myśli.
- Co ją dzisiaj napadło? - zastanawiał się. - Jeszcze jej nie widziałem takiej roztrzęsionej.
- To histeryczka - rzekł Kain siedzący w fotelu obok łóżka. - Albo wariatka, tak jak ty.
- Mógłbyś się chociaż ubrać jak mi się pokazujesz - powiedział Rysiek z niesmakiem.
- Hahaha! - roześmiała się halucynacja. - I kto to mówi? Zresztą chyba nie myślałeś, że to - skinął głową w kierunku Celestyny - tylko twoja zasługa?
Podszedł do śpiącej dziewczyny i bezceremonialnie zaczął macać ją po pośladkach. Celestyna z oczywistych powodów nawet nie drgnęła.
- Fajna dupcia - orzekł Kain. - Nie rozumiem jak mogłeś tak długo czekać z przeleceniem jej? Powinieneś mieć więcej takich. Wprawdzie myje się do Amandy, ale przynajmniej nie gryzie podczas szczytowania.
- Odwal się od niej! - zirytował się Rysiek.
- Od Cel, czy Amandy? - zadrwił Kain. - Słuchaj, mam prośbę… Czy mógłbyś rozchylić trochę jej uda? Chciałbym się tam dostać i pobawić jeszcze trochę…
Rysiek machnął ręką w okolicach twarzy. W ręku pojawiła mu się wyimaginowana maska sukinsyna. Cisnął ją mocno w fotel. Żałował teraz, że postanowił skorzystać z tej osobowości. Następnym razem użyje Roberta. Tak, Robert jest znacznie bardziej taktowny.
Celestyna obróciła się odsłaniając swoje wdzięki. Rysiek słyszał jak bezradny Kain wyje wściekle w jego świadomości. Dobrze. Niech się uczy kto tu rządzi.
Wstał i podszedł do okna. Był jeszcze środek nocy. W ogrodzie stała postać skąpana w świetle księżyca. Biała sukienka powiewała na nocnym wietrze. Twarz bez oblicza wpatrywała się w niego niczym porcelanowy upiór. Księżyc zniknął za nocnym obłokiem, a wraz z nim dziewczyna w bieli. Obłok szybko odpłynął, ale ogród ciągle pozostawał pusty. Rysiek poczuł nagle jak drobne ręce oplatają mu tors. Zimny pot zrosił mu czoło, a serce waliło jak oszalałe. Gdy uświadomił sobie, że ciało, które go dotyka jest nagie, to uspokoił się trochę.
- Co się stało, Skarbie? - zapytała Celestyna. - Nie mów, że cię przestraszyłam.
- Wydawało mi się, że to ktoś inny - powiedział zanim zdążył ugryźć się w język.
- Taaaak?? A kto? - zapytała nadymając policzki.
- Nocna zjawa - spróbował zażartować Rysiek. Jego świadomość (najpewniej Kain) nazwała go skończonym debilem.
- Gdzie?? - przestraszyła się Celestyna i nerwowo rozglądała się po pokoju. Kain nie skomentował. Chyba był w szoku.
- Oj, ty mój Głuptasie - powiedział Rysiek i przytulił ją mocno do siebie.
Kobiece piersi mają magiczną moc. Zwłaszcza te jędrne, nagie i przyciśnięte do ciała.
- Oj… - zachichotała Celestyna. - Komuś tu mało nocnych wrażeń.
Na jej twarzy wykwitnął złowieszczy, rubaszny uśmiech. Zaczęła miarowo poruszać udem jednocześnie drażniąc i stymulując Ryśka.
- Wpuść mnie! - krzyczał Kain. - Tak ją wyrucham, że rano nie będzie mogła chodzić!… Słyszysz mnie? Rysiek, no kurwa! Co ty odpier…
Iluzjonista uśmiechnął się z satysfakcją wspomaganą przez Celestynę. Nie da Kainowi tej satysfakcji. Podpadł za bardzo. Kolej na Roberta… Na twarzy Ryszarda zamigotała biała maska amanta.
Robert objął dziewczynę delikatnie za kark i pocałował namiętnie w usta.

Tempus est iocundum, o virgines,
modo congaudete, vos iuvenes.
Oh, oh, totus floreo,
iam amore virginali totus ardeo,
novus, novus amor est, quo pereo.

Zanucił Robert, a pokój zniknął. Stali na wydmie bezkresnej pustyni. Księżyc zasłaniający połowę nieba tryskał światłem odbijanym przez srebrny piach. Delikatny, ciepły wiatr oplatał kochanków, jakby chciał przyłączyć się do pieszczot.
Celestynie zaparło dech w piersiach.
- Wow - westchnęła podniecona. - To coś nowego… jak tu pięknie. Zachowujesz się zupełnie inaczej niż wcze…
Nie zdążyła dokończyć. Robert zatopił się w niej głębokim pocałunkiem. Silne ramiona ułożyły ją na miękkim piasku. Jęknęła cichutko, gdy dłoń mężczyzny wylądował między jej udami. Nie stawiała żadnego oporu. Nie była w stanie zalewana falami rozkoszy, obłąkana ekstazą i pragnieniem. Robert nie przerywał pocałunku…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License