Niefortunna Kradzież

01. Wszystko zaczęło się bardzo dawno temu, po badaniach Mariana Popradka nad systemem nadawania magii. Po masakrze, do której doszło w jego laboratorium niektórzy magowie rodu Diakon zauważyli możliwość dokonania fuzji między człowiekiem i demonem by stworzyć hybrydę. Magowie, którzy tą wiedzę zachowali stworzyli po Zaćmieniu gildię Milennium.

02. System fuzji demonów z ludźmi i aktywnego wykorzystywania viciniusów sprawił, że Milennium - mimo, że niewielkie - stało się stosunkowo potężnym graczem wśród gildii na Śląsku. Do tego stopnia, że zdecydowali się na bardziej jawne działania i "ujawnienie" swej egzystencji. Tymczasem pewien mag Milennium, nieco sfrustrowany swoją stosunkowo niską pozycją (zwłaszcza, że nie nosi prawidłowego nazwiska Diakon) zdecydował się na gambit agresywny. Odnalazł dość sfrustrowaną czarodziejkę (z podobnych powodów) w Srebrnej Świecy, w rodzie Zajcew.

03. Czarodziejka ta, nekromantka, była odpowiedzialna za… nic ważnego a z uwagi na urodzenie nie była w stanie awansować mimo swojej niewątpliwej kompetencji i inteligencji. Gdy spotkał się z nią czarodziej Milennium, połknęła haczyk. Cały plan opierał się na tych dwóch magach. Dopiero później udało im się zdobyć dość leniwego, ale bystrego terminusa ze Srebrnej Świecy, bez nazwiska.

04. Cała ta "organizacja" opierała się na tym, że "ręka rękę myje". Magowie przekazywali sobie technologie, informacje i poglądy, pnąc się do góry nie tyle w hierarchii "oficjalnej" co w "nieoficjalnej". W pewnym momencie mag Milennium (dalej zwany M), nieuświadomiony że fuzja NIE DZIAŁA prawidłowo na magów (a działa na ludzi) dał nekromantce (dalej zwanej N) artefakt i pigułki z esencją demona, by ją wzmocnić.

05. Niestety, nie zadziałało - miała jednak szczęście, przeżyła. Choć do końca życia potrzebuje teraz stałego pola energii magicznej, inaczej po prostu zginie. Jako rekompensatę otrzymała wspomaganie dla kilku swoich najlepszych ludzi.

06. I od tego zaczęły się wszystkie problemy. Młody, kompetentny i inteligentny człowiek w służbie Zajcewów dostał nagrodę Fuzji. N chciała go wykorzystać do akcji niszczącej i upokarzającej swojego arcywroga. Tymczasem on wracając do domu autobusem miał pecha, kieszonkowiec obciął mu kieszeń i zwinął jeden z komponentów Fuzji - artefakt (pozostawiając jedynie pigułki). Artefakt ten zapewniał pole magiczne, bez którego pigułki były śmiertelnie toksyczne. Ów człowiek wrócił do domu, zauważył brak artefaktu, wpadł w panikę (nie mógł go znaleźć) ale nie miał wiedzy o korelacji między toksycznością pigułek a działaniem artefaktu. Wziął pigułkę, poszedł spać i umarł w nocy.

07. Rano ze zrozumiałych powodów nie zaraportował do N, którą zmartwił ten fakt. Poszła do jego mieszkania, zajrzała przez okno i zauważyła, że się jakby nieco nie rusza (po zaklęciu wspomagającym). Nie mogła znaleźć Artefaktu, lecz rzuciła czar nekromantyczny - soul steal. Mając astrala nieszczęśnika udała się do swojej kwatery, myśląc jak to dalej rozwiązać…

08. Następnego dnia do domu weszli przedstawiciele rodu Zajcew chcąc "wyjaśnić" sprawę kastetem. Nie udało się, bo nie żyje. Wezwani nekromanci też nie dali rady wezwać ducha, ale kataliści wyczuli ogromne promieniowanie magiczne - as in: artefakt klasy arcymaga, który został owemu człowiekowi ukradziony (bo artefakt MA promieniować), co gorsza - ukryty. Wywołało to zrozumiały stres, bo złamanie Maskarady i w ogóle. Praktycznie wszyscy magowie rodu Zajcew zostali rzuceni na poszukiwania owego tajemniczego artefaktu, a dodatkowo zrobiono działanie dodatkowe.
Jako, że Zajcewowie powinni zgłosić potencjalne złamanie Maskarady (bo przecież Maskarada może być złamana) z czym wiążą się OGROMNE koszty i katastrofa i w ogóle, zrobili obejście - powiadomili 6 ważniejszych rodzin w SŚ i "zgłosili złamanie Maskarady", ale terminusi nic nie robią. Jak Zajcewom się uda, "nie było sprawy". Else, ci terminusi na to wpadli.

09. I na to weszła Krysia, której wujek Stanisław Bankierz, dość… specyficzny, ale zręczny polityk zlecił to zadanie. Jej cel to nic nie robić, chyba że ma ochotę się pobawić. Nagroda tak czy inaczej będzie. Z drugiej strony świata, Patrycjusz Diakon miał wizytę młodej Lamentii Zajcew (siostry Ewy) - młodej, beztroskiej, wesołej i przyjaciółki Tatiany do tego. Gdy od niego wyszła, przybyła Irina Zajcew i wyjaśniła mu całą sprawę. Powiedziała, że jego spojrzenie - spojrzenie człowieka może być tu dużo bardziej przydatne niż kolejny mag.

10. Patrycjusz bez żadnego problemu korzystając ze swoich znajomości wśród księgowości rodu Zajcew zapisał się na poszukiwania artefaktu i wylądował wraz z Krysią i 5 innymi terminusami na miejscu zbrodni. Tam czekał już bardzo mało istotny ale godnie wyglądający Zajcew, który wyjaśnił wszystkim ogólniki (okradziony w autobusie, nekromancja nie działa, artefakt na wolności, niewykrywalny, wszyscy dostali detektory impulsowe krótkozasięgowe…) - dużo mniej niż wie Krysia i Patrycjusz. Tam też Patrycjusz przeprowadził eksperyment na myszach przy użyciu obrazu pola magicznego generowanego przez artefakt (stworzył pole jakie skopiował) i tabletek - mógł wnioskować, że gość sam się zabił bo nie wiedział, że tabletki są dlań mordercze. Krysia dołączyła do niego i pomagała mu w tym, jako jeden z nielicznych kompetentnych terminusów. Jeden z tamtych terminusów to trzeci z Wielkiej Trójki (dalej nazywany T), z zainteresowaniem obserwujący śledztwo i informujący o tym M.

11. Dzięki dostępowi do sieci monitoringu (Zajcew) udało się uzyskać obraz nekromantki. Z pomocą Krysi Patrycjusz uzyskał przybliżoną sygnaturę magiczną zaklęć rzuconych przez nekromantkę. Powiadomiona Irina zarządziła poszukiwania. Ciekawostka: dzięki uzyskaniu bardzo wysokiej mocy (testy na 30) udało się określić, że sygnatura tej czarodziejki nie jest do końca ludzka.
Po analizach przeprowadzonych na dostępnych śladach Patrycjusz zdołał zebrać dość informacji, by móc stworzyć detektor wychwytujący sam artefakt, a nie tylko jego ślad.

12. Lamentia poinformowała o wykryciu śladu artefaktu w sklepie jubilerskim.

13. Krysia udała się tam z Patrycjuszem. Patrycjusz przebrał się za policjanta. W tej roli przepytał jubilera, uzyskując lapisowane pudełko, w którym przechowywany był artefakt. Krysia - po zadaniu kilku pytań odnośnie wyglądu zawartości pudełka - wywnioskowała, że mają do czynienia z nietypowym kryształem Quark. Patrycjusz zaklęciem rzuconym z ubikacji uzyskał obraz osoby, która próbowała sprzedać kryształ - okazało się, że jest to znany mu złodziejaszek.
Przy okazji Lamentia założyła, że Krysia jest dziewczyną Patrycjusza i zachowywała się wobec niej zbyt swobodnie i można powiedzieć, niezbyt elegancko. Dopiero gdy wstrząśnięty Patrycjusz zauważył, że to tien Bankierz, Lamentia szczerze przeprosiła i okazała odpowiednią skruchę. Krysia jej darowała, choć poczuła się lekko dotknięta.

14. Rozpuszczeni agenci Zajcewów odnaleźli poszukiwanego mężczyznę. Martwego. Jak się okazało, zmarł z powodu mutacji. Niestety, nie miał już przy sobie kryształu. Wypytanie klientów pobliskiego baru dało informację o chłopaku, który przeszukał kieszenie zmarłego (wtedy jeszcze żywego).

15. Gdy Patrycjusz i Krysia zbliżyli się do miejsca zamieszkania chłopaka, detektory wskazały obecność kryształu. Krysia - przewidując możliwą walkę, przygotowała tarcze (nie chciała skończyć z nożem w brzuchu).

16. Po krótkiej rozmowie odzyskali kryształ. Patrycjusz poprosił Krysię o eskortę do chwili, w której odda znalezisko.

17. Podczas eskorty, gdy byli na ruchliwej ulicy zaatakował z zaskoczenia T. Nie spodziewał się terminusa-mesmera i tego, że Patrycjusz wyjmie pistolet i odda kilka strzałów w powietrze. Wpierw Krysia go zlokalizowała (invis na dachu), potem Patrycjusz go postrzelił a gdy bezradnie odczołgiwał się stamtąd Patrycjusz zaatakował go magicznie a Krysia backfirowała jego tarczę. Pokonali go i wzięli jako łup wojenny.

18. Magowie rodu Zajcew wzięli N. na przesłuchanie. Po odebraniu jej źródła energii magicznej okazało się, że niestety umarła w męczarniach. NIKT się tego nie spodziewał (a już najmniej N. - w bólach powiedziała wszystko, co chcieli wiedzieć by przerwali tortury a oni nie wiedzieli że ją torturują). Na szczęście T. okazał się być podobnie rozmowny i tożsamość M. została przekazana Milennium z adnotacją "wiecie, jeśli to był przypadek, to jemu przydałby się wypadek".

19. M, poinformowany o wszystkim odpowiednio wcześnie zdecydował się prysnąć ZANIM go dorwą. Udało mu się (uczciwy rzut, 20) - nie znajdą go szybko. Zanim udało się zdobyć informacje o Fuzji (co by się Krysi przydało na następnej misji :>) została odwołana przez ciocię Edmundę mieszkającą w Psinosie…

20. Milennium bardzo kombinowało jak powiedzieć SŚ i Zajcewom o Fuzji i śmierci N. nie mówiąc im o Fuzji i badaniach. Ech, życie…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License