Nowy Powiew Świeżości

Z myśli podnieconej Laetitii

Jak on śmie?! Bezczelny błazen się znalazł! Że niby jest odważny! Na tyle, że odważy się przejść przez potencjalnie nawiedzony cmentarz w środku nocy, a jeżeli mu się uda (w co szczerze wątpię), to Iza ma go pocałować! Też coś! Jakby jakakolwiek szlachcianka… ale on także nie zachował się w sposób godny szlachcica! I dlaczego w ogóle doszło do tego zakładu?
Teraz Izabela histeryzuje. Pomogę jej. Nie przez wzgląd na nią. Przez wzgląd na niego. Nie dostanie tego, czego chce. Nie w taki sposób.
W sumie… On może oszukiwać. Powiem więcej: na pewno będzie oszukiwał! Ja bym oszukiwała, a jestem przecież ze szlachetnej krwi i dobrze wychowana. On natomiast udowadnia, że urodzenie bez wychowania jest… cóż…


Z myśli Laetitii

Wywoływanie duchów to jest świetna zabawa. Może Na… czarodziejka Wisna byłaby tym zainteresowana. W końcu jest w tym potencjalnie bardzo dobra. A banie się jest w końcu przyjemne.


List Laetitii do Wisny

Szlachetna czarodziejko Wisno,

Byłabym niezmiernie zobowiązana, gdybyś zdecydowała się na towarzyszenie mi z wizytą w okolice rdzenia IR celem wywoływania duchów dla rozrywki.
Z poważaniem,

kochająca Laetitia Caesar.


Ze słów Iminessy po zobaczeniu demonicznej kaczki

Czy to sen..? Widzę zło. Widzę naprawdę wielkie zło, kochanie… Tak… Nie pragniesz go zobaczyć? Ta kaczka służy mrocznym panom. Służy złym władcom. A Ty możesz dokładnie dowiedzieć się, czego pragniesz.
Ofiaruję Ci oczy… Oczy, dzięki którym żaden demon nie oprze się Twemu rozkazowi. Pomyśl tylko… Nigdy więcej ślepego i rozpaczliwego poszukiwania. Po prostu spojrzysz na demona i rozkażesz mu, a on posłucha Twej komendy, gdyż Twe słowo jest prawem, moja ukochana królowo…


Z myśli zdegustowanej Laetitii

Nie wierzę…
Przekradałyśmy się w nocy (przez ciemny las) jak najbliżej rdzenia IR. Nagle coś strasznie zakwakało spod krzaka. Dobrze, to była demoniczna kaczka. Wyglądała… kaczkowato. Miała różki. I ogon. Wężowaty. I była czerwona, ze świecącymi, żółtymi oczami. No… Wyglądała tak… poczciwie.
Ale Wisna… Zrobiło jej się słabo. Jak to możliwe, że… ona jest taka strachliwa? Aż tak przestraszyła się kaczki?
Dobrze, zagram w jej grę. Udam, że się przejęłam. Zacznę od uśpienia jej. Potem wezwę parę duchów i ją obudzę. Zobaczymy, jak będzie wtedy. Dodam duchy kaczek, może się kaczek boi.
Ale "to ten rdzeń, słabo się czuję". No proooszę, najstarsza wymówka świata! I ja mam w to uwierzyć?


Z myśli przestraszonej Laetitii

To… to nie to! Próbowałam ją uśpić, próbowałam w nią wlać energię negatywną, ale jej naprawdę coś się stało! Mam nadzieję, że żadne z moich zaklęć tego nie spowodowały! A mój szlachetny ojciec ostrzegał: "uważaj z energią negatywną, nigdy nie wiesz, co naprawdę się dzieje"

Tak, oczywiście, droga Wisno, oddalimy się stąd. Jak najszybciej. Idziemy do Powiewu.

Jakie to… miłe. Wisna się o mnie troszczy. Nie chce, by Iza całowała się z Patrykiem. Ale nie mogę pozwolić na to, by przedkładała to nad swoje zdrowie. Patrykiem zajmę się później. Teraz trzeba zająć się Wisną…

Koniec dyskusji. Powiedziałam, że teraz musimy przywrócić Cię do stanu perfekcyjnego.


Z myśli zdziwionej Anieli

Ojej… Tam były szkielety! Ta… Dziewczyna w koronkach, wyglądająca na moją rówieśniczkę - ale ubiera się bardzo wytwornie - zrobiła coś Wisnie. Przyniosła ją w lektyce, niesionej przez cztery szkielety! Słyszałam, że lektyki czasami noszą Chińczycy, ale… nie miałam śmiałości zapytać jej, czy te szkielety pochodzą z Chin.
Grunt, że ta dziewczyna wtarabaniła się do Powiewu, zaanektowała dwa pokoje przyległe do pokoju Wisny, wprosiła się do większego i zaczęła Wisnie nadskakiwać.
Ja nic nie mówię. Nie jestem zazdrosna. Ale nie dość, że Wisna trochę nie zasłużyła na takie traktowanie, to jeszcze ta… tajemnicza dziewczyna nie ma prawa tak się szarogęsić. Zwłaszcza po tym, jak wygoniła Maksa z kuchni.
Nikt nie wygania Maksa z kuchni. A na pewno nie jakaś odpicowana księżniczka. Ma szkielety - niech sobie zrobi zupę na kościach. W pokoju Wisny! O!


Z myśli przerażonego Maksa

O. Mój. Boże.
Wróciłem do kuchni, ale… Wygląda na to, że młoda czarodziejka, która wprowadziła naprawdę duży chaos w nasze i tak już dość ciekawe życie w Powiewie, wyznaje bardzo osobliwą szkołę przyprawiania. Im więcej, tym lepiej. Naczytała się, (mam nadzieję) że im więcej przypraw, tym lepiej. Naczytała się też, że ryż jest zdrowy i wolno go jeść w wypadku chorób żołądka. Nie wiem, gdzie pomiędzy tymi dwoma faktami a rozgotowanym kleikiem z ryżu z ogromną ilością soli, pieprzu, pieprzu białego, pieprzu cayenne, kurkumy, curry, bazylii, ziela angielskiego, szałwii, tymianku… i wszystkiego, co miałem w kuchni…
Wisna tego nie przeżyje.


Z myśli zatroskanej Laetitii

Biedactwo… Nie jest głodna… Ale musi jeść. Nie no, wmuszę w nią trochę. To tylko i wyłącznie dla jej dobra. Niby Wisna jest starsza ode mnie i powinna zachowywać się jak osoba dorosła i odpowiedzialna… Z drugiej strony, przed chwilą była Nadzieją. Innymi słowy, nie jest nawet rocznym dzieckiem. Nie przez przypadek dzieci są ubezwłasnowolnione i muszą słuchać starszych i mądrzejszych od siebie.


Z myśli nieco rozbawionej Kamili

Ugh… Wisna, wisisz mi dużą przysługę. Samo powąchanie tego ryżu było bolesne…
Maks przyszedł do mnie i powiedział mi, co Laetitia wypichciła na Wisnę…
Musiałam jej jakoś pomóc. Przecież to byłoby okrucieństwo.
Odciągnęłam uwagę Laetitii używając kota.
Na szczęście Wisna miała dość przytomności umysłu, żeby wyrzucić kleik przez okno…
Ale co zjadła to jej.
Nie wiem, czym sprowokowała tą małą do takiego zachowania, ale ona wyraźnie troszczy i martwi się o Wisnę.
Po swojemu.
Cóż, na przyszłość Wisna będzie miała nauczkę, żeby tej troski nie prowokować.


Z myśli rozmarzonej Anieli

Ech… Wisna ma się fajnie…
Leży sobie w łóżeczku, nie musi nic robić… Ta dziewczyna czyta jej bajki… Przygotowuje jej jedzenie i podaje je do łóżka…
A ja? Szkoła, dom, Powiew. To nie jest sprawiedliwe, Wisna jest dorosła, ja jeszcze nie!
Mogliby mnie trochę porozpieszczać…


Z myśli Maksa

Plan B ratowania Wisny rozpoczęty. Kamila powiedziała mi, że Wisna dużo tego nie je, ale jeden raz będzie musiała się poświęcić. Przygotowałem środek przeczyszczający, taki dający objawy niesprawności żołądka. Wisna nie będzie mi za to wdzięczna, ale dzięki temu dam radę przekonać lady Caesar do podawania jej czystego, nie przyprawionego kleiku.


Z myśli Julii Weiner

To było… interesujące. Tien Caesar opuściła nas po prawie tygodniowej obecności, cała zadowolona i w skowronkach. Wisna natomiast miała minę "zabijcie mnie, proszę, już nigdy tego nie zrobię". Nie wiem, co między nimi zaszło, i… nie wiem, czy chcę wiedzieć.
Przynajmniej tyle dobrego, że tien Caesar nauczyła się gotować kleik. Przynajmniej to powiedział mi Maks, a jestem skłonna uwierzyć mu w takich kwestiach.


Z myśli zbierającej się w sobie Kamili

Miejmy to już za sobą. Pora przeprosić Teresę…
Muszę się bardzo pilnować i zagryźć zęby. To nie będzie ani proste, ani przyjemne…


Z myśli Teresy

Proszę, proszę, proszę. Prosi mnie o "audiencję" sama Kamila Maliniak… Cóż to, wyważenie kolejnych drzwi byłoby niemodne? Przecież mogła mnie wypłoszyć bombą z gazem łzawiącym…
Tak, jestem wściekła na Kamilę. Tak, jest mi z tym dobrze. Tak, mam zamiar dać jej to odczuć tak wyraźnie, jak to tylko możliwe. Może sobie pójdzie.
Moje miejsce w Powiewie Świeżości właśnie się zwolniło. Julia pozbawiła mnie możliwości podejmowania decyzji, a Kamila…
Naprawdę ufałam tej dwójce. Z Julią założyłam Powiew Świeżości. Zaakceptowałam nawet to, że teoretycznie Julia w dowolnym momencie mogłaby wrócić do Srebrnej Świecy, że dla niej to tylko zabawa, a ja poświęciłam Powiewowi wszystko, paląc stare mosty i skupiając się na idei Powiewu.
Jaka jest za to moja nagroda?
Przyszła Kamila. Tak, zgadzam się, bardzo wzmocniła Powiew Świeżości. Jedna z nielicznych osób w tej gildii, które faktycznie coś robią. Nie przeszkadzało mi to, że Julia faworyzowała Kamilę w łańcuchu dowodzenia. Sama wiem, jak bardzo mi nie wychodzą kontakty z ludźmi.
Ale Kamili było mało. Jej zawsze było za mało.
Kamila tak ustawiła wszystko, że stała się dla Powiewu niezbędna. Nie jest to jej "wina" - okoliczności sprawiły, że Julia przez pewien czas była niedysponowana, a ci członkowie Powiewu, którzy nie pochodzą z dawnego AZ mają mniejsze doświadczenie niż poplecznicy Kamili. Po pojawieniu się Kamili stała się ona… szarą eminencją Powiewu - Julian większość swoich decyzji zawsze konsultował z Kamilą, a po dołączeniu Celestyny i Wisny członkowie dawnego AZ - i jednocześnie poplecznicy Kamili - zaczęli zdecydowanie dominować.
Widziałam to niejeden raz w Srebrnej Świecy. Kamila, ambitna czarodziejka wiecznie głodna władzy zaczęła szukać innych obszarów, w których może przejąć kontrolę. Ja jestem całkowicie apolityczna. Moją polityką jest statut Powiewu, jest idea Powiewu, a moim sztandarem jest skuteczność i kompetencja.
Kamila to wykorzystała. Zawsze obracała się blisko Julii i w sytuacjach, w których musiałam podjąć niepopularną decyzję jako szef zabezpieczeń i ochrony Powiewu Świeżości, Kamila albo nie mówiła nic, albo aktywnie wspierała Julię w jej bezsensownym "ale pomyśl o delikatnych uczuciach osób poddawanych kwarantannie". Moje decyzje były niepopularne, choć każda z nich w perspektywie czasu okazywała się być słuszna.
Dlatego, po tym, jak mnie samą dotknęło Spustoszenie, w wyniku błędnej decyzji Julii, nie miałam wyboru. Podczepiłam do systemu zabezpieczeń EIS.
EIS zrobiła coś, czego się nie spodziewałam. Przeskanowała zjawisko Spustoszenia, obserwując dokładnie proces mojej transformacji i nie tylko zaadaptowała się do tego, ale też przyjęła część metod za swoje. Mimo wszystko, po odwróceniu Spustoszenia, okazało się, że wszystkie pięć protokołów strażniczych działa prawidłowo. Gorzej, że przemiana EIS całkowicie unieszkodliwiła system zabezpieczeń.
To znaczy: unieszkodliwiła w tym zakresie, że odłączenie EIS spowodowałoby, że system zabezpieczeń jest tylko i wyłącznie reaktywny, zależny od komend wydawanych przez magów.
Nie mogłam odłączyć EIS. Nie mogłam też nikomu powiedzieć o tym, że EIS jest elementem naszego systemu. W świetle tych informacji jedynym sensownym wyjściem było pracować z tym, co mam.
W wyniku okrutnych i sadystycznych działań czarodziejki Wisny Mirny EIS zakwalifikowała ją jako zagrożenie z punktu widzenia zarówno taktycznego, jak i intuicyjnego. Udało się to przekalibrować. Powiedziałam EIS, żeby zignorowała zachowanie Wisny. Niestety, zło się stało. Kamila zainteresowała się systemem zabezpieczeń i odkryła EIS. Jaki był tego wynik? Odesłała wszystkich poza swoim najwierniejszym przydupasem, Wisną, i doprowadziła do przeładowania danych EIS.
Pięknie rozegrała sprawę politycznie. Naprawdę, kardynał Richelieu byłby z niej dumny.
Parę miesięcy temu to ona przyłączyła się do Powiewu. W tej chwili ona stanowi większość polityki Powiewu. A ja, która byłam cenionym członkiem gildii, szefem zabezpieczeń i osobą wolną jestem w tej chwili pariasem, któremu odebrano kontrolę nad własnym projektem i możliwość decydowania o sprawach, na których się znam.
Powiew miał być inny niż Srebrna Świeca. Miało chodzić o projekty a nie o system feudalny. Jaka szkoda, że Julia i Kamila zaprzepaściły to wszystko.
Nie pozwolę się wyrzucić z Powiewu. Sama odejdę. Założę coś nowego. W końcu mi się uda.


Z myśli Kamili

Ech… w sumie mogłam się tego spodziewać. Teresa oświadczyła, że mi nie ufa i nie zamierza dopuszczać mnie do żadnych swoich projektów… Cóż… po tym, co powiedziała mi pani profesor, mogłam w sumie tego oczekiwać…
I nie, nie czuję się winna!
Mogę Teresę przeprosić za przeszkodzenie w jej projekcie, ale nie będę przepraszać za to, że się bałam. W końcu jestem człowiekiem, mam prawo się bać i popełniać błędy, a skoro Teresa widzi świat jako czarno - biały to jest to wyłącznie jej problem…


Z myśli Kamili

Heh… Jest coś, co mogę zrobić, żeby przynajmniej częściowo przekonać Teresę o swoich intencjach. Oddam jej EIS. W końcu osiągnęłam cel - to, co wybiegało poza pierwotny plan systemu zabezpieczeń, zostało z niego usunięte.
Nawet, jeśli oznacza to konieczność odbudowania systemu niemal od zera, uważam to za lepsze rozwiązanie.
Wciąż przerasta moje pojęcie, jak Teresa mogła spać spokojnie wiedząc, że nie przetestowana sztuczna inteligencja kieruje zabezpieczeniami…
Nawet, jeśli EIS praktycznie zniszczyła system zabezpieczeń, Teresa wciąż mogła przyjść. Mogła powiedzieć "słuchaj, podczas Spustoszenia musiałam włączyć dodatkowy system w obwody zabezpieczeń i efekty trochę przerosły moje oczekiwania". Mogła powiedzieć, że jest tak i tak, nie potrafi odpiąć systemu. Rany, jeszcze bym jej pogratulowała. Ale nie.
Mroczna, nierozumiana, samotna wojowniczka własną piersią osłaniała swój projekt, który bynajmniej nie działał prawidłowo. Nawet, jeśli to naprawiła, Wisna mogła za to bardzo drogo zapłacić…
Cóż… EIS nie może już wpływać na system zabezpieczeń. Z przyjemnością odtworzę go do pierwotnego stanu.
Oddam EIS Teresie. Postawię tylko jeden warunek - nie odda EIS kontroli nad zabezpieczeniami. Może ją podłączyć na podgląd, ale nie chcę, aby niepewna sztuczna inteligencja mogła swobodnie rozporządzać systemem…
Teresa zawsze może podpiąć wyjścia pod symulator.


Z myśli niezadowolonej Teresy

No, nie. Czy Kamila uważa, że jestem aż tak głupia? Wierzę, że jest jej przykro. Wierzę, że przeprasza szczerze. Uważam jednak, że całe jej zachowanie wcześniej także było szczere. Naprawdę Kamila myśli, że po tym wszystkim z radością będę odpowiadać jej na pytanie dotyczące EIS lub jakiegokolwiek innego projektu?
Po co? Żeby jeszcze bardziej zaszkodziła? Jeżeli Kamila chce się czegoś dowiedzieć, niech pyta moich współpracowników, jeżeli się jacyś pojawią. Naprawdę, im dalej jest od moich projektów, tym lepiej. Dla nas obu. W ten sposób ona nie będzie panikować na widok najmniejszej kombinacji migających diod, a mnie nie będzie drażnić jej obecność.
Swoją drogą… Skąd wiedziała o emocjach EIS? Strzelała na ślepo? Ale dlaczego? Co działo się po moim omdleniu? Coś wtedy…
I… Kamila i Julia nigdy nie dowiedzą się, o co chodzi z EIS. Już i tak mam dość problemów.


Z myśli Kamili

A więc to o to chodzi z EIS…
Emocje… To może być cholernie niebezpieczne. Tyle dobrze, że Teresa dała słowo, że nie pozwoli EIS ponownie przejąć kontroli nad zabezpieczeniami bez bardzo dokładnego przetestowania całości systemu…


Z myśli Julii

Kamila ma rację. Trudno mi odróżnić, jak wiele z mojego zdenerwowania całą tą sytuacją wynika z faktu jej zaistnienia, a jak wiele to uczucie, że zdradziła mnie przyjaciółka.
Teresa zdradziła Powiew Świeżości. Zdradziła jego ideały.
Jeżeli jednak wierzyła w to, co robi, może ma to sens, by jej wybaczyć.
Pojednanie nie będzie proste. Teresa musiałaby sama zrozumieć, że zrobiła coś źle, przyjąć to do wiadomości. Zrozumieć, że tak, jak ona się zachowywała, po prostu nie można. Nie ma sensu straszyć sojusznika, nie można traktować magów tak bezdusznie. Powiew jest czymś więcej niż tylko zbiorem projektów.
Kamila ma rację. Trzeba dać jej szansę. Ale ona też musi dać szansę nam. To nie może być jednostronne. Na szczęście Kamila rozmontowała cały ten system zabezpieczeń. W tej chwili jesteśmy wreszcie bezpieczni.
Teresa ma obsesję na punkcie tego projektu. Jest to jedna z tych rzeczy, które robi regularnie. Jeżeli tak bardzo zależy jej na analizie tego projektu, plan Kamili jest bardzo dobry. Niech ma taką możliwość. Po prostu niech nie dokonuje samodzielnych zmian w systemie zabezpieczeń, na którym polegają wszyscy magowie.


Z myśli Teresy, po przeanalizowaniu całej sytuacji

Myliłam się. Połączenie faktów: szczere przeprosiny Kamili, oddanie przez nią EIS, całkowitą przebudowę Powiewu oraz zachowanie dowodzenia nad systemem zabezpieczeń może dowodzić tylko jednego: Kamila też jest idealistką. Kamila ma swoją wizję Powiewu Świeżości i będzie do niej bezwzględnie dążyć, niezależnie od tego, jak bardzo by nie było to dla niej bolesne. Dokładnie tak, jak ja.
Tylko że Kamila, jako ta lepiej obyta w świecie polityki zidentyfikowała mnie jako największe zagrożenie dla swojej wizji i uderzyła pierwsza. Rozumiem ją. Gdybym ja wiedziała, co ona zamierza zrobić, także bym próbowała sabotować jej wizję, wzmacniając swoją.
Jej wizja Powiewu nie jest zła. A przynajmniej to, co na razie nam pokazała. Mam przeczucie, że tych zmian jest więcej, tylko one będą następowały stopniowo. Ja jestem jej naturalną przeciwniczką i rywalką.
Bardzo dobrze się stało, że ci dwaj magowie Łowców Diamentów zdecydowali się do nas dołączyć. Niezależnie od ich kompetencji pomogą w rozwodnieniu kliki Kamili.
Nareszcie wszystko staje się zrozumiałe.
Ale nadal uważam, że sabotowanie czyjegoś projektu jest wyjątkowo niskim ciosem.


Z myśli Anieli w trakcie zebrania

Nie rozumiem… Czemu one się kłócą? Teresa jest mądra i bardzo dużo rzeczy wyjaśnia, Kamila jest mądra i… no, jest mądra, chociaż straszna czasami. Każe mi robić złe rzeczy. To znaczy… Dlaczego się muszą kłócić? To jest złe…


Z myśli skonfundowanej Celestyny

Taaak… Tu się dużo dzieje za kulisami. Dużo więcej, niżby się wydawało. Zastanawiam się tylko, przeciwko komu jest to skierowane. Tak, czy inaczej, Kamila na razie prowadzi. Jeśli tylko będę w stanie jej pomóc, na pewno to zrobię. Powinnam być w stanie wymanewrować Teresę. Rodzice zrobili mi szkolenie w zakresie politycznych manewrów Srebrnej Świecy. Mam przynajmniej tą przewagę nad Teresą. A i - być może - Kamilą.


Z myśli Juliana

Kamila mi już mówiła o tym pomyśle! Jest po prostu rewelacyjny! Dzięki temu będziemy mieli więcej kontaktów z magami. Co więcej, nie będziemy pariasami świata magów. Nie wiem, czy teraz nimi jesteśmy, ale wszystko, dzięki czemu będzie tu przychodzić więcej pięknych dziewcząt jest cudowne…


Z myśli Anieli

Boję się. Jak dojdzie do tej zmiany to się po prostu nie wykręcę z tego tłumaczenia magom, jak działa komórka. Ja nie umiem tłumaczyć! Do tego trzeba mieć posłuch! Kamila jest taka elegancka, taka mądra… No to jest taka starsza pani już… Niedługo będzie miała męża i trójkę dzieci! Takich jak ona wszyscy słuchają. A ja… Mnie nikt nie słucha…
Nie poradzę sobie. Kamila zrobiła taki ambitny plan z panią Julią. Przeze mnie to się nie uda…


Z myśli Julii po zebraniu gildii

Nie wierzę w to. Teresa zgodziła się na zmiany w Powiewie! Jest to jedna z najbardziej nieprawdopodobnych rzeczy, jakie można sobie wyobrazić. Byłam pewna, że nie tylko zarzuci nam złą wolę, ale będzie jeszcze święcie przekonana, że robimy to po to, by odebrać jej władzę. Naprawdę, przyjaciółka powinna wiedzieć lepiej. Nie jestem osobą żądną władzy dla samej władzy. Ten zarzut jest chory i głupi. Może czuje się skrzywdzona, ale głupia nigdy nie była. Czemu więc nagle zaczęła zachowywać się w taki sposób? Ech…
Najważniejsze, że już po wszystkim… I Teresa syta, i Powiew cały. Kamila ma rację. W starej wersji Powiew Świeżości nie przetrwałby. Nie byłby w stanie. Ale że Kamila dała radę uzmysłowić to Teresie. To jest największe dokonanie. Najdziwniejsze jest to, że Teresa dalej jest święcie przekonana o złej woli Kamili… Nie mówiąc już o mojej. Dlaczego zatem się zgodziła? Gdyby to nie była Teresa, powiedziałabym, że jest w to zamieszana jakaś polityka.


Z myśli Anieli

Na szczęście już się dogadały i będzie dobrze.
Czemu po prostu nie mogą się dogadać? "Jak dorośli"? Zastanawiające jest to, że dorośli się dużo mniej dogadują niż nastolatki. W obliczu tego "zachowuj się jak osoba dorosła" naprawdę brzmi jak żart.


Z myśli Kamili

…Nie wierzę. To nie mogło przejść tak bezboleśnie! <szok>
Przygotowywałam się do wielkiego starcia z Teresą, a ona to po prostu… przyjęła.
…miau?…


Z myśli Teresy po analizie planów przebudowy Powiewu

Kamila ma trochę racji. Większość magów po prostu przychodziła do Powiewu, brała to, czego potrzebowała i odchodziła bez słowa. Nowa wersja, nowa struktura wymusi na pasożytach, które mogłyby pomóc i się czymś podzielić, rozszerzenie wiedzy Powiewu. Z drugiej strony statut nie uniemożliwia podzielenia się wiedzą z osobami, które nie mogą co prawda niczym się podzielić, ale które zasłużyły na tą pomoc.
Kamila przedstawiła to w świetle porównań pomiędzy licencją BSD a GPL. Osobiście wolę licencję GPL, w związku z czym uważam, że ta zmiana faktycznie może Powiew Świeżości wspomóc - w nowym systemie nie tracę możliwości zrobienia niczego, co mogłam zrobić w starym, a jedynie dostaję narzędzie represji wobec pasożytów. Co prawda uważam rozbicie Powiewu na kręgi i wtajemniczenia za dziecinne, ale jednak rozumiem, że inna gildia mogłaby wysłać maga na przeszpiegi, by został członkiem Powiewu na parę dni i zwinął wszystko, czego potrzebuje. Zgadzam się z tym, że lepiej zniżyć się do ich poziomu i się obronić.
Zwrócenie mi EIS udowadnia, że albo mam jeszcze jakąś moc sprawczą w Powiewie, albo Kamila naprawdę szczerze przeprasza. W obu wypadkach lepiej będzie zostać w Powiewie, bo jest jeszcze szansa odzyskania go, jeżeli będzie to potrzebne.


Z myśli Kamili po otrząśnięciu się z zaskoczenia reakcją Teresy

Naprawdę byłam zdumiona, kiedy Teresa po raz pierwszy stwierdziła, że moja propozycja nie jest taka zła. Normalnie musiałam pozbierać szczękę z podłogi. Gdyby ktokolwiek inny był na miejscu Teresy, od razu zaczęłabym wietrzyć podstęp. W jej przypadku po prostu byłam ogromnie zaskoczona. Podobnie zresztą jak i Julia…
Cóż, sposób, w jaki przedstawiłam sprawę, na pewno pomógł. Wiedziałam, że jeśli zaczną od ograniczeń narzucanych przez zmiany, Teresa nigdy w życiu tego nie zaakceptuje. Po prostu… strasznie bałam się, że Teresa odejdzie… Tak po prawdzie to większość argumentacji była szaloną improwizacją - choć wcześniej nad tym długo myślałam, jakoś nie potrafiłam nic sensownego poskładać tak, żeby trzymało się kupy… Wykręciłam więc trochę kota ogonem i zaczęłam od tego bardziej smakowitego końca. Teresa chyba spodobał się fakt zagonienia do pracy darmozjadów. A i Julia bardzo pomogła, wtrącając kilkakrotnie bardzo dobre argumenty.
Ech… Niby mi się udało, niby wszystko poszło po mojej myśli, a jakoś nie potrafię się cieszyć… Pod pewnymi względami paskudnie się czuję. W niczym nie zmienia to faktu, że gdybym miała zrobić to samo ponownie, nie zawahałabym się ani chwili, a jednak…
Trochę to smutne. Teresa… z powodu tego, jaka jest, de facto zaczęła tracić Powiew. Początkowo była bardzo blisko Julii, jednak się od niej oddaliła. Przez swoją całkowitą bezkompromisowość i przez swoją aspołeczność Teresa de facto straciła Powiew. To tak, jakby na stanowisku menedżera umieszczono świetnego programistę - nie zna się na tym, nie chce tego robić i niemal na pewno zaszkodzi projektowi na wszystkich poziomach… Teresa stała się zagrożeniem dla Powiewu. Nie potrafi zrozumieć, że nie żyjemy w próżni i że trzeba przynajmniej reagować na środowisko, w jakim się znajdujemy…
Dopóki Teresa tego nie zrozumie, i dopóki nie zmieni swojego nastawienia do ludzi, nie będzie w stanie "odzyskać" Powiewu.
I nawet, jeśli jest mi przykro z powodu Teresy, wiem, że przemian w Powiewie dokonałabym jeszcze raz.


Z dyskusji Łowców Diamentów

Roman: Słuchajcie no, tak dalej być nie może! Pomiatają nami, więcej, rozwalają nas. Doszczętnie. Dwa… nie, trzy razy zostaliśmy wykorzystani przez jakieś podłe siły. Słuchajcie, my się nie umiemy sami obronić!
Kwiatuszek: Masz rację. Ale mimo wszystko…
Kozica: Mądrze gada!
Praktykant: No nie? I jest piękna…
Kozica: Mówiłem o Romanie!
Kwiatuszek: Doprawdy?
Roman: Cisza! Kurwa, raz chcę odrobinę powagi!
Kwiatuszek: Zamieniam się w słuch.
Roman: No. Innymi słowy…
Praktykant: To przecież nie jest duży problem. Wystarczy wynająć najemnika.
Kozica: I czym mu zapłacimy?
Kwiatuszek: Nie musimy…. <zły uśmiech>
Roman: Kurwaaaaaaaaaaaa!
Praktykant: Nie klnij przy damie, szefie!
Kwiatuszek: Ja? Dama? Pfffft!
Roman: Zamknijcie się, popierdolone troglodyty!
Kozica: Szefie, źle wyglądasz. Zioła?
Kwiatuszek …jemu potrzebna strzykawka.
Roman: Nie chcę waszych dragów! Kurwa, mówię, że rozwiązuję Łowców!
Praktykant: Nie możesz tego zrobić!
Kozica: Szefie…
Roman: Cicho, Kozica! Nie mogę bo co?
Kwiatuszek: Bo nie będę się miała z kogo śmiać?
Roman: Kwiatuszek! Co to ma znaczyć?
Kwiatuszek: Taka pierdoła jak ty nadaje się tylko do tego, żeby się z niej śmiać.
Kozica: Nie mów tak do niego!
Kwiatuszek: Alfredzie… Lepiej bądź grzeczny, bo nie dostaniesz ziółek.
Kozica: To nie dostanę! Nie mów tak do niego, co?!
Roman: Alfred…
Kwiatuszek: Wow… Zobaczymy, jak będziesz mówił po dwóch tygodniach bardzo bolesnego odwyku…
Roman: Nie groź mu!
Kwiatuszek: Grozić? Tylko stwierdzam fakty. <z lubością coś żuje>
Roman: Tak, czy inaczej, moja decyzja…
Praktykant: Jaka decyzja?
Roman: Kurwa, jest nieodwołalna! Łowców Diamentów już nie ma!
Kwiatuszek: Ależ my jesteśmy…
Roman: To wymyślcie se inną nazwę! Pierdoleni Łowcy Melanżu czy coś!
Kozica: Szefie, co zamierzasz zrobić?
Roman: Dołączę do Powiewu Świeżości.
Praktykant: Do nich?!
Kozica: Szefie, to bardzo wymuskane ziomy!
Kwiatuszek: Tak, pasujesz tam. Idealnie się nadasz, harcerzyku.
Roman: Może i harcerz, ale nie ćpun! Co myśmy zrobili? A oni mają osiągnięcia!
Kozica: Nie przejmuj się, szefie. Mają osiągnięcia tylko dlatego, że ich szefowa da dupy każdemu, kto zapewni im odrobinę mocy!
Praktykant: To się nazywa "dyplomacja", Kozica.
Roman: Mimo, że Kwiatuszek jest naszą wybitną dyplomatką…
Kwiatuszek: Ej no, ja mam zasady! Z tobą na przykład bym się nie przespała.
Roman: Tak, masz zasady. Nie dajesz dupy, póki kogoś nie uzależnisz, ty chora na obsesję na punkcie władzy dziwko!
Kwiatuszek: Zapamiętam te słowa, przyjacielu… Zapamiętam je…
Kozica: Tacy jak on nie boją się takich jak ty!
Praktykant: Możecie się nie kłócić? Rozmawiamy tu o przyszłości gildii!
Roman: Jakiej, kurwa, przyszłości? Nie ma Łowców Diamentów! Nie mamy przyszłości! Ja idę do Powiewu.
Kozica: Ja też!
Kwiatuszek: Bo ciebie przyjmą!
Praktykant: A czemu nie? Nie mają wiele lepszych od nas. Kozica to spoko ziom, z dupy nie jest.
Kozica: Właśnie! Ciebie by nie przyjęli!
Kwiatuszek: Ja nie zamierzam aplikować. Zakładam własną gildię, Melanżyści Miłości.
Roman: Co, kurwa? Nie, ja pierdolę, ja stąd idę.
Kozica: Też idę do Powiewu.
Praktykant: Melanżyści Miłości?
Kwiatuszek: Jakiś problem?
Praktykant: Nie, pasuje mi.
Kwiatuszek: Doskonale. Idź więc za nimi.
Praktykant: Co?
Kwiatuszek: Idź do tego Powiewu, dołącz do nich, uzyskaj, co będziesz w stanie i wróć do Melanżystów.
Praktykant: Mam być Twoim szpiegiem?
Kwiatuszek: Nie. Ale jeżeli wydobędziemy z Powiewu ile się da, to my osiągniemy sukces szybciej.
Praktykant: Racja. Dobrze, zrobię, jak chcesz.
Kwiatuszek: Dziękuję ci, skarbie. Wiem, że na tobie mogę polegać.


Z myśli Kamili

Ech… Mam nieodparte wrażenie, że przemiany w Powiewie zostały dokonane w ostatnim możliwym momencie…
No niech mnie, przyszło do nas trzech członków Łowców Diamentów, w tym ich przywódca, Roman. Poinformował nas, że rozwiązał swoją gildię i że chce się do nas przyłączyć.
Przyprowadził ze sobą Alfreda Kozicę… Ech… widziałam już wcześniej tego maga, jest… dziwny. Trudno mi wyzbyć się do niego uprzedzeń. Już wcześniej go spotkałam i był… cóż, jego nazwisko wiele o nim mówi…
Z drugiej strony, Roman się do niego odnosi z szacunkiem, a on najwyraźniej stara się wspierać swojego dowódcę…
Ech… Dam mu szansę… Zobaczymy, co po sobie pokaże.
No i jeszcze przyszedł mag przedstawiający się jako Praktykant, jednak zrezygnował, jak tylko Julia wyjaśniła mu nowe zasady… Zresztą, wściekał się, obrażał Julię i osobiście miałam ochotę zorać mu facjatę pazurami… Roman próbował gościa osadzić, a Alfred Kozica śmiał się po swojemu… trochę, jakby nie rozumiał, co się dzieje. Co gorsza, Alfred Kozica ma takie samo zdanie jak ten cały Praktykant… Choć powstrzymał się i nic nie powiedział. Tyle dobrze, że Julii insynuacje Praktykanta nie wzruszyły za bardzo. Tak po prawdzie to w kilku momentach wyglądała na odrobinę rozbawioną…


Z myśli Julii oceniającej kandydatów

Alfred Kozica… Kamila zadziałała w samą porę. Kozica to degenerat. Ten mag wyleciał ze Srebrnej Świecy. Nie powiem, żeby to było trudne - wylecieć ze Srebrnej Świecy - ale Alfred wyleciał w specyficznym stylu. Poza imprezami i obleśnym przystawianiem się do wszystkich dziewczyn… łącznie z nauczycielkami, Kozica nie robił naprawdę nic. Obleśne żarty, wyjątkowo irytujące manieryzmy… Nie chcę go w Powiewie! Sama obecność Alfreda Kozicy jest poważnym ciosem w reputację naszej gildii! Chwała Kamili za wprowadzenie nowego systemu. Co prawda lord Urbanek, czarodziej Norbert Sonet, czarodziejka Whisperwind, czy tien Maurycy Fulmar mogliby poczuć się nieco urażeni wiedząc, że według nowego statutu, jeżeli Alfred Kozica zrobi parę kompetentnych rzeczy, może osiągnąć ten sam poziom partnerstwa, co oni, ale jest to coś, z czym będą musieli się, niestety, pogodzić.
Cóż, na razie są kandydatami na członków Powiewu Świeżości, jak każdy, kto chce się przyłączyć i nie jest członkiem gildii.
Roman Aistlik… Ten czarodziej wygląda dużo bardziej interesująco. Nie znam jego pochodzenia. Nigdy nie był członkiem Srebrnej Świecy. O jego rodzinie nic mi nie wiadomo poza tym, że nie ma w okolicy nigdzie swoich krewnych, zarówno wśród magów, jak i ludzi. Jeśli chodzi o jego umiejętności i potencjał… Plasuje się gdzieś w okolicach Juliana. Jest to mag mający ambicję i pragnienie, by tworzyć. Co więcej, jego zachowanie wobec Alfreda Kozicy sugeruje, że jest lojalny wobec przyjaciół… Lub dowolnej grupy osób, za którą czuje się odpowiedzialny.
Tak, jeśli jest poważny, jeśli naprawdę chce dołączyć do Powiewu, z przyjemnością go zaakceptuję. Oczywiście tylko wtedy, gdy będzie się nadawał.


Rozmowa Praktykanta z Kwiatuszkiem

- Szefowo…
- Kochanie, nie nazywaj mnie tak… Jeśli musisz nadawać mi tytuł, niech to będzie Wielka Melanżystka.
- Jak ty w ogóle masz na imię?
- Czy to ma znaczenie, Mariuszu? Tu nikt z nas nie ma imion…
- W sumie nie… Ale chciałbym wiedzieć, jak masz na imię, tak po prostu…
- Skoro nalegasz… Nazywam się Różyczka.
- Róża?
- Mhm… Stąd ten przydomek.
- Rozumiem, Kwiatuszku. Słuchaj, nie dołączyłem do Powiewu. Zmienili zasady przyjęcia. Już nie łykają wszystkiego jak leci.
- Zmienili zasady przyjęcia specjalnie po to, by nie przyjąć Kozicy. W innym przypadku nie przyjęliby Wisny…
- Kogo?
- Taka czarodziejka… Mała, śmieszna znajdka, myśląca, że jest druidem…
- To czemu ją przyjęli?
- Bo w odróżnieniu od Kozicy ma styl. To jest też powód, dla którego mnie by przyjęli od ręki.
- Nie, ciebie by nie przyjęli. Baliby się, że zrobisz z Powiewem to samo, co zrobiłaś z Łowcami Diamentów.
- Ja? Ja coś zrobiłam z Łowcami Diamentów?
- No tak… Gdyby nie ty, Łowcy dalej by istnieli…
- Naprawdę masz mi to za złe?
- Nie… Choć, kurde, szkoda Kozicy.
- Wróci. Obiecuję, że wróci…
- A szefu?
- Nie wykluczam tego. Choć powiedział pod moim adresem parę brzydkich słów, których nie zamierzam mu zapominać.
- Jakie są twoje dalsze plany?
- Na początek? Pokazanie, że Melanżyści Miłości są lepsi niż Powiew Świeżości. <Kić: oficjalnie ODMAWIAM uznania Melanżystów za swoich wrogów!>
- Jest nas tylko dwoje!
- W odróżnieniu od Powiewu my będziemy współpracować z innymi gildiami.
- Kwiatuszku, oni cały czas starają się pracować z innymi gildiami!
- Oni się starają. My to zrobimy.


Z ponurych myśli Romana

Noż kurwa, ja pierdolę… Powiew Świeżości. Tak, zasłużyli na swoją nazwę. Nic brudnego, plugawego i skalanego nie ma prawa znaleźć się w tej czyściutkiej i wylizanej gildii. Alfred już na wejściu się wpakował w kłopoty - wpakował się w pojedynek na przydatny projekt z tą… rudą Tereską, najmniej ludzką z czarodziejek byłej Srebrnej Świecy.
Kurwa, ten odwyk go zżera. On musi dać radę. Pomogę mu jak tylko będę w stanie. Ale ja to widziałem. Ja to wiem. Oni po prostu nie chcą Alfreda w Powiewie Świeżości. Widziałem te miny i uśmiechy.
No kurwa, jak jeszcze się dowiedzą, że Alfred jest na ciężkim detoksie, to już w ogóle się nie zgodzą na to, by nawet dać mu szansę. Skorzystają z okazji i go wywalą. Tak bez dania mu żadnej szansy.
Nie, może Łowców Diamentów nie ma, ale ja jestem i nie zostawię Alfreda samego. Pomogę mu! Co ci magowie z Powiewu wiedzą o jakichkolwiek kłopotach i problemach..?
Alfred, pokażemy im! Bo inaczej nie mam ani gildii, ani potencjału do zrobienia jakiegokolwiek projektu.


Z myśli Alfreda Kozicy

Boli… ledwo mogę myśleć. Potrzebuję zioło! Jeszcze ten pojedynek…
Nie! Muszę go wygrać! Mogę zrobić tylko jedną rzecz.
Wiem, że Kwiatuszek ma takie zioło, po którym i moc jest większa i mózg lepiej pracuje. Muszę to zdobyć. I wiem, jak.


Z rozmowy Praktykanta z Kwiatuszkiem

- Ach, aaaa… Moja głowa…
- Spokojnie, skarbie… Nic ci nie jest?
- …Kurwa, głowa mnie napierdala…
- Zachowałeś się prawidłowo.
- Prawidłowo… Ktoś mnie pieprznął w łeb i ukradł Ci torbę z lekami!
- Ależ skarbie… Nie przejmuj się tym… Podejrzewałam, że do tego dojdzie. Chciałam cię ostrzec, ale…
- Co masz na myśli?
- To musiał być Roman lub Alfred.
- Ale czemu?
- Alfred nie wytrzyma bez zioła. Na nieszczęście dla niego wiem o tym. Zostawiłam mu malutki prezent…
- Prezent?
- To, co mi ukradziono, zawiera wyjątkowo silne dawki mające jedynie spotęgować uzależnienie. A następnym razem jak przyjdą, będziemy gotowi.
- Jak gotowi?
- Powiedzmy, że jeżeli przyjdą i nie będą nas błagać na kolanach, to kogoś innego będzie pobolewać główka, nie ciebie, skarbie…
- Masz coś na głowę..?
- Oczywiście, proszę. Mamusia przygotowała zupkę.
- Mmmmm
- Widzisz? Od razu lepiej…


Z myśli rozradowanego Alfreda Kozicy

Tak! Tak! Tak, kurwa, tak!
Zapieprzyłem jej torbę z ziołem. Ma te wszystkie roślinki i specyfiki. Bez problemu tak zażyję, by pokonać tą Teresę w projekcie. Zostanę w Powiewie… Dragów starczy mi na miesiąc, jeśli będę je używał odpowiednio rzadko. Powinno starczyć mi czasu, żeby się odtruć.
Taka sprytna, co? Dragi zaćmiewają jej umysł…


Z pamiętnika Kamili

Aniela z Celestyną powiedziały mi, że program szkolenia magów w zakresie ludzkiej technologii jest przygotowany.
Bardzo mnie to cieszy.
Już wcześniej prosiłam Marcina, żeby zorientował się czy znajdą się jacyś chętni. Okazuje się, że zainteresowanie nie jest małe. Poprosiłam go więc, żeby wybrał kilka osób, które naprawdę interesuje ten temat i które uszanują nauczycielkę pomimo jej młodego wieku.
Muszę przyznać, że troszkę się zdziwiłam, kiedy Marcin powiedział, że będzie jednym z kursantów. Tym lepiej. Kto jak kto, ale on na pewno nie przerazi Anieli.
Zapytany o najbliższy pasujący termin rozpoczęcia kursu, powiedział, że może to być nawet przyszły tydzień.
Mam nadzieję, że uczniowie będą potrafili oswoić nauczycielkę…


Z rozmowy Ani z Tajemniczym Magiem

- Witaj. Cieszę się, że Cię widzę.
- O, proszę… Najpiękniejsza z Saith, moja ulubiona. Czy chcesz może… kaukaskiego miodownika i herbatkę?
- Nie, dziękuję Ci. Przyszłam tu w pewnej sprawie.
- No tak… <teatralne westchnięcie> Ech, Basiu, Ty nigdy nie przychodzisz po prostu w odwiedziny do starego przyjaciela.
- Teraz mam na imię Ania.
- Proszę bardzo, Aniu. Wybacz mnie, po trzykroć żałosnemu, że ośmieliłem się zapomnieć imię takiej piękności.
- Daruj sobie. Mnie nie oczarujesz tym pięknym uśmiechem.
- Pomasować Ci plecki? Pytam całkiem niewinnie.
- Nie, dziękuję.
- To może choć pozbędziesz się tej zbroi pod suknią? Gwarantuję Ci, że nie mam zamiaru Cię atakować.
- Nie boję się Ciebie. Zbroję mam dla ochrony przed Twoimi… zakusami innego typu. Jest sztywna.
- Aniu! Ranisz me serce!
- Zam Cię zbyt dobrze, sir.
- Dobrze więc, bez masażu, bez herbatki, bez miodownika… Cóż mogę dla Ciebie zrobić?
- Ten chłopak i ta dziewczyna.
- Och, jaka śliczna z nich para…
- W tym rzecz. Chciałabym, żeby nią zostali.
- Najpiękniejsza z Saith bawi się w swatkę? I do tego celu udaje się do nas? Ależ proszę, Aniu! My się bardziej nadajemy do rozbijania małżeństw.
- Drogi książę. Ta dwójka ma się ku sobie. Moim zdaniem nie trzeba wiele, żeby zostali parą.
- Aniu… Jako Twój stary przyjaciel mogę to dla Ciebie zrobić. Ale czemu po prostu nie wlejesz im napoju miłosnego do zupy? Gwarantuję, że będzie to mniej pracy.
- Książę… nie cierpisz na brak zabawy ostatnio? Ponadto jest to rozwiązanie nieeleganckie.
- Czyżby… czyżby moja droga przyjaciółka rozważała już tą opcję i z jakichś powodów ją odrzuciła? :3
- Tak. Byłoby to taktycznie nieporęczne.
- Może… zbyt skuteczne? :3 :3 :3
- Wasza Ekscelencjo! Nie ma nic głupszego, co możesz zrobić magowi, jak wlać mu eliksir miłosny do zupy! Po kilku chwilach uniesienia zorientuje się, że to jest sztuczne! A potem z tą drugą osobą zostaną na zawsze tylko przyjaciółmi… I to przyjaciółmi z dziwnymi wspomnieniami.
- Ale za to ile zabawy by mieli… Jakby ona powiedziała "prawdziwa miłość przetrwa nawet napój miłosny w zupie".
- …
- Dlaczego przyszłaś z tym do mnie?
- Nie mam innych przyjaciół?
- Ojoj… Nasza kochana Saith nadal nie nauczyła się kłamać? Teraz chcesz wywołać we mnie poczucie winy i współczucie… To będzie Cię kosztować cztery przytule i wspólną kąpiel w basenie, w którym rozpuszcza się ubranie.
- Nie tym razem drogi książę. Nie boję się Twoich pogróżek.
- Ech… nauczyłabyś się cieszyć życiem. Byłabyś dużo weselsza.
- Może.
- Wiesz, że my raczej słyniemy z… łączenia w pary osób dążących do maksymalizacji zabawy, a nie do stałego uczucia?
- Uczucia do siebie już mają. Teraz ktoś musi zrobić pierwszy krok.
- Ach, rozumiem… Dobrze. Pomożemy Ci. Ale z tymi przytulami nie żartowałem. Z basenu warunkowo zrezygnuję.
- Hm… Nie chcę, żeby mnie ktoś dotykał.
- Dziewczynie się nie dasz dotknąć?
- To Ty?!
- A co za różnica? To nieistotne. Powiedziałem Ci już. Pomożemy.
- Ja… Ech…
- Cztery przytule? Bez zbroi?
- Tego nie było w umowie!
- Dobrze, droga Aniu. Mogą być cztery przytule w zbroi. Ale opowiesz nam całą historię dokładnie. Jak to się stało, że arcy potężna Saith bawi się w swatkę dla jakiegoś maga i tak strasznie nie chce odpowiadać na pytania. Zwłaszcza, że przyszła z tym do osób, które słyną z… niekonwencjonalnych metod.
- … Stanie na czterech przytulach. Bez zbroi.
- Dorzuć jeszcze ciasto i herbatkę i mamy umowę.
- Wiesz, że jestem zarówno zagrożona, jak i jestem zagrożeniem.
- Tutaj?! Tu spodziewałbym się jako gość jedynie trzech dziewczyn. Ochrona tego miejsca jest przywilejem, o który biją się skrzydła nowicjuszy terminusów. Naprawdę, kochana Saith, możesz mi wierzyć. To jest najbezpieczniejsze miejsce na Ziemi.
- Nie, nie skuszę się na basen!
- Oooo… za dobrze mnie znasz…
- …


Z rozmowy Ireny z Kamilą przy herbatce

- Kamilo… co myślisz o Kubie Urbanku?
- Jest… potężny. Dobrze walczy… Stara się pomagać. Dba o swoje interesy.
- A co myślisz o nim? … Nie, nie o to mi chodzi. Moje zainteresowanie Kubą Urbankiem jest czysto zawodowe!
- Tak, wiem. Co myślę o nim… Z jednej strony bardzo nam pomógł, kiedy pracowaliśmy nad detektorem. Pomógł również podczas sprawy z maską, choć nie miał z tego nic oprócz ryzyka… Z drugiej najwyraźniej ubzdurał sobie, że nic nie robię tylko wykorzystuję Tomka, żeby mieć dostęp do KADEMowego Wektora Sigma, próbował ukryć przede mną kilka faktów, które miały dla mnie znaczenie…
- Kuba Urbanek mnie martwi.
- Dlaczego?
- Widzę wojownika, który jest jednocześnie…
- Człowiekiem?
- Chciałam powiedzieć akceptowalnym mężczyzną. Marcina zaakceptowałam. Maksymiliana także. Ale Jakub Urbanek…
- Wiesz… Chyba mogę powiedzieć, że go trochę lubię. Ale również boję się tego, czym się staje. Boję się tego, czym już jest. Jest… naprawdę potężny. Zbyt potężny. Z tego, co wiem, walczy dla przyjemności walki, a jego sparringi z niejaką Ewą Zajcew są czymś, co dla każdego innego byłoby walką na śmierć i życie. A on - tak mi mówiono - świetnie się przy tym bawi.
- Nie na tym polega problem, ale masz rację. Martwi mnie to, że najpewniej w końcu staniemy po przeciwnej stronie i będę musiała go… pokonać.
- Uwierzysz, jak Ci powiem, że coś podobnego martwi i mnie?
- Kamilo, Ty nigdy nie będziesz z nim musiała walczyć.
- Ale mogę być zmuszona… lub chcieć.
- …
- Widzisz… nie widziałam go jeszcze w towarzystwie przyjaciół, tak po prostu. O, miał towarzyszy. Choćby z maską… Ale to nie był zespół. Kuba nie chroni towarzyszy. Nie groziło im nic ostatecznego, więc on chciał, żeby nauczyli się swojej lekcji… Nawet, jeśli miałoby to być kosztem ich życia prywatnego, planów na przyszłość czy czegoś innego. W walce… bezwzględny, i choć wie, zatrzymać, zrobi wszystko, by wygrać. Trochę hipokryta. Tyle mówi o skuteczności, ale tak naprawdę bardzo ważny jest też dla niego "styl"… Powiedział przy mnie, że wolałby odnieść ranę niż zostać uratowany przez kota… I miał to na myśli…
- Dziękuję Ci, Kamilo. Potwierdziłaś wszystkie moje obawy.
- Wiesz… On nie jest zły.
- Nigdy tego nie powiedziałam. Kuba w tej chwili jest akceptowalny. To, czym się staje, jest jednak tym, z czym zwykle walczę.
- Nie zrozum mnie źle. Nie uważam, że należy się od niego odciąć. Na swój sposób go lubię. Ale nie podoba mi się kierunek, w którym zdąża. W tej chwili chętnie będę go mieć u boku w walce, ale zrobię co w mojej mocy, aby nie dopuścić go do żadnego aspektu życia mojego czy gildii. Jeśli chcesz i masz pomysł, jak mu pomóc, pomogę Ci jemu pomóc.
- Rozmawiałam z nim o tym. Jego zdaniem ja się mylę, a on idzie w dobrym kierunku. Nie masz powodu, by się go aż tak bardzo bać. Gdy zobaczę w nim pierwsze objawy skażenia, powiem Ci od razu. Obiecuję.
- Irena… O siebie się nie boję. Gdyby chodziło tylko o mnie, nie byłoby sprawy. Ale on może skrzywdzić Powiew… Może skrzywdzić Tomka, "bo się musi chłopak nauczyć".
- Tomek sam wybrał swój los. Nikt nie kazał mu iść na KADEM. Jeżeli chodzi o Kubę… Z jednej strony mówimy, że odcina się od wszystkich i chce żyć w samotności, a z drugiej Ty sama go odcinasz częściowo od Powiewu.
- Częściowo masz rację. Jednak… Nie zamierzam mu zabraniać przychodzenia, pracowania z nami, czy po prostu zaprzyjaźnienia się z kimś. Po prostu nie życzę sobie, żeby pchał łapy tam, gdzie go nie chcą - na przykład w sprawy osobiste innych ludzi bez zaproszenia. Jest taki strasznie zaborczy w sprawach gildii. "To KADEMU, to nie rusz!" Czyli co? Co twoje to i moje, a co moje to wara? Nie, jak najbardziej niech przychodzi, niech pracuje z nami, niech nawiązuje przyjaźnie… o ile magowie Powiewu są tego godni…
- Kamilo, zachowanie Kuby wobec Tomka przesłania Twój obiektywizm. Kuba nie zrobił czegoś takiego. Nie mam podstaw tak myśleć.
- Nie wiesz wszystkiego. Akurat Tomek tutaj nie ma nic do rzeczy. Racja, sam sobie wybrał gildię. Ale Kuba usiłował zachować w sekrecie coś, co powinien był powiedzieć mi lub Julii. To nie jest mój sekret, więc nie będę się nim dzielić. Ale… Zrobił wszystko, co mógł, żeby nikt poza nim się o tym nie dowiedział. On nie wie, że ja wiem. I tak ma zostać.
- Oczywiście…
- Wiesz… Kuba trochę mi się kojarzy z Cierniem. I jeden, i drugi jest potężny. I jeden, i drugi stara się chronić otoczenie. Oboje pozwolą Ci "ponieść konsekwencje", choć jeśli akurat będą mieć taki kaprys, to Cię przed nimi obronią. I oboje są samotni. Cierń już całkiem odrzucił możliwość, że istnieje równe mu klasą towarzystwo. I jest strasznie samotny. A Kuba jest na prostej drodze do tego samego. Cierń w tej chwili ma tylko jedną rozrywkę: walkę. Zabijanie potworów. Nie ma już nic… Być może uda mi się go oswoić, ale to będzie długotrwały i bardzo bolesny proces. Mam nadzieję, że Kuba nigdy nie zajdzie tak daleko. Nie życzę tego ani jemu, ani nikomu innemu.
- Trafne. Tego właśnie się boję.
- W tej chwili Kuba nie szuka towarzystwa. Jeszcze go nie unika, ale już nie szuka. Pytałam jego przyjaciół. Powiedzieli, że od jakiegoś czasu widzą go dużo rzadziej i nawet nie wiedzą, co robi - nie mówi im.
- Zaufaj mi. Proszę Cię o jedno. Pozwól mu podjąć decyzję. Na razie mu zaufaj.
- Zupełnie, jakbym mogła mu czegoś zabronić. Nie będę go odcinać od jakichkolwiek kontaktów.
- Jeżeli tak myślisz, to nie wiem, czy jesteś w stanie mu zaufać. Ja… kiedyś byłam w podobnej sytuacji. Pozwól mu podjąć tą decyzję samemu. Potraktuj go jak mnie. Ja z nim porozmawiam.
- Nie obdarzę go aż takim zaufaniem, jak Ciebie, ale skoro Ty o to prosisz, dostanie ode mnie kredyt zaufania. I… bynajmniej nie mam zamiaru z nim o tym rozmawiać, chyba, że sam poruszy temat.
- Ty nie. To moja walka. Ciebie nie zrozumie.
- Mnie nie weźmie na poważnie. W końcu nie mogę go pokonać…
- Wiem. Dlatego ja muszę go pokonać. Inaczej mnie też nie weźmie na poważnie.
- … Jeśli będziesz potrzebowała dyskretnej pomocy… Lub jakiejkolwiek pomocy, powiedz.
- W tej chwili… Pozwól mi pomyśleć. Ale to będzie miało sens tylko wtedy, jeżeli to ja pokonam jego.
- Bynajmniej nie zamierzałam brać udziału w starciu. Ale nikt nie mówił, że masz iść nie przygotowana.
- Problem polega na tym, że muszę pokonać go na obszarze, w którym jest najsilniejszy. Bez sztuczek.
- Ale nie bez myślenia. I nie bez przygotowania.
- Rozumiem Cię, Kamilo. Tym razem jednak musisz zaufać mojej ocenia sytuacji. Pokonam Kubę tak, jak Wiktoria pokonała mnie.
- Wiktoria zna Cię od podszewki. Ty nie znasz tak Kuby.
- Jest wojownikiem. Walka jest językiem, który oboje rozumiemy. Jeżeli się z nim teraz nie porozumiem, nasza następna walka może być na serio. Dlatego potrzebuję Twojej pomocy.
- Pomogę.
- Żeby mi pomóc, po prostu zaakceptuj go bezwarunkowo. Na razie.
- We wszystkich sprawach, prócz jednej.
- Nie oczekuję cudów.


Z myśli Ireny

Kuba jest… akceptowalny. Ale rośnie w siłę. Rośnie w siłę nie zważając na koszty. Owszem, ma swoje powody. Teoretycznie, ja powinnam zrobić to samo - ściga mnie Milennium, jestem jedynym tak naprawdę obrońcą Powiewu na wypadek katastrofy. A jednak…
Znałam osoby, które postępowały tak, jak Kuba teraz. To się źle skończy. Te osoby zawsze się wypalały i przechodziły na drugą stronę. Kuba już przekształcił się sam, używając magii. To dopiero pierwszy ruch - ich będzie więcej.
Każdy wojownik samotnie podejmuje decyzje. Prawdziwy wojownik jest jedynym władnym do podejmowania decyzji o swojej przyszłości. Kuba, tak, jak i ja, odrzucił możliwość posiadania jakiegokolwiek życia prywatnego, jakiejkolwiek rodziny. Jakiejkolwiek osoby, którą mógłby kochać. Jakiegokolwiek słabego punktu. Jego umysł i dusza są skupione tak, jak moje. A jednak… Ja zachowuję kontakt z przyjaciółmi. Pozwalam sobie na tą jedną słabość.
Wchodzę w interakcje ze światem ludzi. Staram się nie zatracić siebie w dążeniu do perfekcji. Kuba sam odrzucił wszystko, zostając samotnym wojownikiem. Jak Ania.
Różnica jest taka, że Ania ucieka w rezygnację i w samotność. Kuba dla odmiany ucieka w walkę. Porównanie z Cierniem było bardzo dobre.
Na razie walka toczy się o to, co jest naprawdę istotne, ale po pewnym czasie zostanie tylko pusta bestia, walcząca ze wszystkim dookoła, bo tylko w ten sposób potrafi udowodnić sobie i innym, że naprawdę jeszcze żyje.
Nie wygrywam każdej walki, ale pozostaję sobą. Jak Kamila zauważyła, Kuba Urbanek i Cierń są dwoma odbiciami tej samej monety. Nie jestem w stanie pomóc kotu, ale może jeszcze zdążę pomóc temu magowi, który tak wielu pomaga.
Jego sojusznicy już się go boją. Już czują się nieswojo w jego pobliżu. Krok do Ewy… Dwa kroki do Renaty. Trzy kroki do Kazimierza…
Nie dopuszczę do tego.
Tej bitwy nie przegram.
Jeżeli Wiktoria była w stanie pokonać mnie w walce wręcz, to ja pokonam Kubę Urbanka w walce. Między nami jest mniejsza różnica.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License