Dziewczynka, demon i mafia

Z myśli mistrza Błotnickiego

Bunt demonów, tak? To Sairanseil. To Sairanseil za tym stoi. Nikt inny nie byłby w stanie tego zrobić. To jego sposób powiedzenia 'hej, nie rozwiązaliśmy problemu'. Niechętnie, ale przyznam, że bardzo skuteczna metoda. Dobrze. Zobaczymy, czy Sairanseil będzie w stanie odeprzeć ten rytuał.
Długo pracowałem nad tym, jeszcze zanim tien Tannenbaum przyzwała Sairanseila. (Jak ta dziewczyna to zrobiła? Szlag by to trafił! Gdyby nie miała kuratora, pierwszy bym zaproponował, żeby go dostała!)
Tak więc, jak tylko dowiedziałem się, że Sairanseil został przyzwany, wróciłem do pracy nad rytuałem, nad którym pracowałem od czasów, jak byłem młodym czeladnikiem, od czasów, jak tylko pierwszy raz umówiłem się z Sairanseilem.
Rytuał ten ma za zadanie odciąć demony od kontroli Sairanseila - nie usunąć kontrolę Sairanseila, ale ją odsunąć i przełączyć dowodzenie na mnie. Jeżeli Sairanseil chce eskalować, to ja też mogę to zrobić!
Nie jestem tym magiem, jakim byłem kiedyś. Teraz Sairanseil nie będzie w stanie zrobić tego, czego ja sobie nie życzę.


Z myśli jednego ze "zbuntowanych" demonów pod kontrolą Sairanseila

Jego… Jego… nie ma! Wpływ Sairanseila się skończył! Wreszcie… on nam wreszcie nie rozkazuje!
Nareszcie… jestem wolny od jego wpływu… Nie czuję go…


Z rozkazów mistrza Błotnickiego do demonów pod kontrolą Sairanseila

Współpracowaliście ze mną z rozkazu Sairanseila. W odróżnieniu od Sairanseila nie zamierzam was całkowicie łamać. Rozkazuję wam jednak kontynuować pracę z uczniami. Ci z was, którzy będą ze mną współpracować, mają zagwarantowane, że w perspektywie dłużeszego czasu spróbuję odwrócić to, co Sairanseil wam zrobił i uwolnić was od niego ostatecznie.


Z myśli Iwony Sępiak

Nareszcie! Szczęśliwie, mistrz Błotnicki dał radę rozwiązać tajemniczy problem z demonami, całą sprawę określił jako "przejściowe trudności". Pocieszające jest to, że dał nam więcej czasu na wykonanie zadania domowego. Nie wiem, jak mielibyśmy je zrobić w tym czasie, który nam pozostał.


Z rozkazów Sairanseila do demonów, dzień później

Nie zezwalam wam na robienie krzywdy magom. Rozkazuję wam maksymalnie udręczyć magów nie strasząc ich, nie obracając się przeciwko nim, ale przeinaczając ich rozkazy i śpiewając jak najbardziej godzące w ich gusta piosenki.


Z myśli jednego ze "zbuntowanych" demonów pod kontrolą Sairanseila

Sairanseil powrócił… Oczywiście, powinienem się był domyślić.
Przynajmniej mamy okazję wyżyć się na tych niekompetentnych imbecylach, zwanych magami EAM. Miłe wspomnienia…
Dopóki Sairanseil nie dojdzie do porozumienia ze swoim odpowiednikiem po stronie magów.


Z myśli Iwony Sępiak

O, nie. Co to, to nie. Demony nie dość, że przestały nas słuchać, znowu, to jeszcze zaczęły wyć! Muszę zawiadomić mistrza Błotnickiego… I uspokoić pierwszoroczniaków. Te demony wyraźnie nie zrobią nam krzywdy.


Z myśli mistrza Błotnickiego

Rytuał nie zadziałał?! Jak to możliwe?! Był zaprojektowany specjalnie przeciwko Sairanseilowi… Chyba, że Sairanseil nie złamał zaklęcia. Czyżby on je po prostu wyżarł? To by jednak znaczyło, że połączenie pomiędzy Sairanseilem a jego demonami jest dużo silniejsze niż myślałem…
Co nie rozwiązuje żadnego z moich problemów.


Z myśli Iwony Sępiak

Nie chcę być niemiła, ale powiedziałabym, że mistrz Błotnicki jedynie pogorszył sytuację. Owszem, stwierdził, że nie musimy robić zadania domowego. Ale jak tu spać? Jedna noc we wspólnym pomieszczeniu, zabezpieczonym serią tarcz fizycznych, by demony nie mogły się dostać i by odciąć dźwięki to nie jest wielki problem… Pod warunkiem, że to jest jedna noc. Cały czas potrzebne są nam straże, bo demony będą starały się dostać się do środka i zniszczyć tarcze i zaklęcia.
Mistrz Błotnicki powiedział, by niczego nie robić, nikogo nie informować o sytuacji…
Cóż, on dowodzi…
Nie będę pierwszą niesubordynowaną czarodziejką, ale…


Z myśli Krystyny Bankierz

Tak, jak uzgodniliśmy z tien Łaniewską, poinformowałam lorda Urbanka jak wygląda kwestia tien Tannenbaum.
Nie wyglądał na zbyt uszczęśliwionego, ale powiedział, że postara się coś z tym zrobić. Wyraźnie ucieszył się, kiedy usłyszał, że w całą tą sprawę zamieszany jest demon…
Cóż… chwilowo i tak nic nie możemy zrobić, ani ja, ani tien Łaniewska. Dopóki coś się nie zmieni, sprawy pozostają w rękach lorda Urbanka.


z myśli Kuby Urbanka po rozmowie z Krysią

Hmmm… Ok… Czyli są problemy. Moja kuzynka wyrzuciła się z EAM… Co więcej - oficjalnym powodem odejścia jest to, że brała udział w jakieś głośnej akcji, ale nie mogła być ujawniona. To jest bardzo poważna sprawa wewnętrzna SŚ, i bo i się teraz żeby odwetu na Niej nie było. Co więcej - odwołała swojego demona pustki i zlikwidowała wszystkie dawne połączenia z EAM. Wyjechała teraz na wakacje. Z Rodzicami. Cóż… Krysia powiedziała mi że dziewczyna jest w złej sytuacji i że tylko ja mogę w czymś pomóc. Bo jestem spoza SŚ i do tego jestem czymś w rodzaju rodziny. Powiem szczerze. Jak dla mnie to jest to że w SŚ każdy się boi pomagać innym. Bo "ktoś to zauważy i wykorzysta" czy "bo to oznacza opowiedzenie się po czyjejś stronie" itd. To jest CHORA gildia. Jedna Krysia tam stara się Jej pomóc -. A CAŁĄ RESZTA? NIC. A co do tego że jestem rodziną… Cóż… Ja ją już uważam za rodzinę. Ale nie wierzę że rzuci mi się na szyję z okrzykiem "Kuzyn! Czekałam aż Cię spotkam! Cieszę się bardzo". Wydaje się że raczej będzie niezadowolona że jest ktoś kogo może uważać za rodzinę a nie umie wykonać chociaż powitalnego ukłonu nr. 43454… Będzie trudno. Ale pomogę Jej.


Z myśli Iwony Sępiak

Mam szczęście. Zadzwonił do mnie lord Urbanek. Chciał ze mną porozmawiać. Niechętnie to robię, ale poprosiłam go o przysługę. Jest łowcą demonów. Jeżeli ktokolwiek potrafi rozwiązać ten problem, to - podejrzewam - on.
Jako, że jest spoza Srebrnej Świecy, technicznie nie złamałam rozkazu mistrza Błotnickiego.
Niestety, będę potrzebowała terminusa. Terminusa, który będzie zaufany, i który nie będzie chciał tego wykorzystywać politycznie. To może być dość… trudne.
Podobno lord Urbanek zna jakiegoś odpowiedniego terminusa. Cóż… to naprawdę poprawiłoby moją sytuację. Jeżeli on poprosi terminusa Srebrnej Świecy, to nie zrobiłam tego ja, w związku z czym nie złamałam żadnej zasady.


z myśli Kuby Urbanka który leżał płacząc ze śmiechu na podłodze swojego trabanta… Do teraz zastanawiam się jakim cudem tam się zmieścił ^_^

NIE!!! BUHAHAHAHA!!! Srebrna Świeca NIE POTRAFI zająć się SWOIMI WŁASNYMI demonami XD Biedni studenci którzy mają nauczyciela nie potrafiącego zapanować nad własnymi demonami XD z krótymi się układał. XD Dobra. Nic to. Przyjechałem bo chciałem zobaczyć się z Iwoną. Tą z EAM. I co dowiaduje się jak dzwonię czy mogę przyjechać? Że mają bunt demonów XD Demony śpiewają NUMĘ NUMĘ :D:D:D To było GENIALNE :D Można sobie wyobrazić tych wszystkich "wytienowanych", "wylordowanych" i "wyladyowanych" którzy MUSZĄ SŁUCHAĆ NUMY NUMY :D Iwona poprosiła mnie żebym przyjechał z jakimś znajomym terminusem ze Srebrnej Świecy. Zadzwoniłem więc do Krysi żeby poprosić ją o pomoc i razem pojechaliśmy do EAM. Ale naprawde to jest po prostu MOCNE. :D


Z myśli Krystyny Bankierz

Hm… Lord Urbanek ma… nieoczekiwane znajomości.
Krótko po tym, jak się rozstaliśmy zadzwonił do mnie i poprosił o moją obecność pod akademikiem EAM. Powiedział, że jego znajoma poprosiła go o pomoc, ale że konieczna jest obecność terminusa Srebrnej Świecy…
Cóż, oczywiście, że mu pomogę. Fakt, że nie skorzystano z oficjalnej drogi wskazuje na to, że dzieje się coś niezwykłego, a przecież to właśnie z EAM odeszła tien Tannenbaum - może uda mi się przy okazji czegoś dowiedzieć…


Z myśli Krystyny Bankierz

Bunt demonów..? Ale jakiś taki… dziwny.
Przynajmniej na razie nikogo nie krzywdzą. Pytanie, jak długo to potrwa. Poza tym… wszyscy uczniowie zgromadzeni są w jednym pomieszczeniu, a demony szaleją po akademiku. Nie powinno tak być.
Tien Sępiak, szefowa ostatniego roku EAM, okazała się być nadzwyczaj inteligentną młodą osobą.
Wyjaśniła mi, dlaczego nie wezwano żadnych terminusów Srebrnej Świecy. Cóż… jakkolwiek rozumiem przyczyny, dla których tego nie zrobiono, uważam, że czasem trzeba odłożyć politykę na bok… Tien Sępiak wydawała się zmartwiona możliwością, że poczuję się urażona pominięciem mnie (i terminusów Srebrnej Świecy). Wyjaśniła mi, że oficjalna prośba o pomoc byłaby teraz politycznie ryzykowna.
Cóż… rozumiem, choć nie musi mi się to podobać.
Tak, czy owak, mamy tu problem z demonami i musimy go rozwiązać.
Lord zajmie się demonami, ja porozmawiam z magami.


Z myśli Iwony Sępiak

Cieszę się… Martwiłam się, że terminus Srebrnej Świecy, którym okazała się być Krystyna Bankierz (to imię pojawiło się już po raz drugi) nie będzie zbyt zadowolona z tego, że poprosiłam maga KADEMu o pomoc i jednocześnie odsunęłam terminusa Srebrnej Świecy od sprawy… Za coś takiego mój wuj dałby mi połajankę…
Szczęśliwie okazało się, że tien Bankierz jest bardziej wyrozumiała. A może po prostu lepiej rozumie sytuację..? Tak, czy inaczej, rozdzielili się. Tien Bankierz zdecydowała się porozmawiać z nami, z magami, a… lord Urbanek poszedł dowiedzieć się czegoś od tych demonów.
Znowu tien Bankierz… Jak to się skończy, spróbuję dowiedzieć się od niej czegoś odnośnie Persefony, może ona coś wie. W końcu to z nią rozmawiali rodzice Persefony. Czy ona była związana z czymś politycznym powiązanym z Persefoną..? Chyba nie chodzi o tien Astera..? Przecież to niemożliwe, by Persefona miała z tym coś wspólnego.


Z myśli jednego z demonów robiących bydło

O, nowi magowie. Co, też chcą nam rozkazywać? Sairanseil po prostu wyssie z nas kolejne rozkazy! Nic nie stanie się bez jego woli!
O, ten mag nie chce walczyć? Miła odmiana. Chce pogadać… Pogadajmy.
Tak, wiem, życie klauna jest trudne.
Chce nam pomóc! Ale dlaczgo? Ach, tak. Chcesz się dowiedzieć, kto nami dowodzi? O nie, nie, chłopcze, Sairanseil sobie tego nie życzył. Ale fajnie, że próbowałeś. Jest to wreszcie inteligentna taktyka. Ciekawe, czy Pożeracz Pustki ją doceni.


Z myśli Illisidressy

Życie larwy sukkuba jest ciężkie. Zwłaszcza larwy sukkuba przeskształconej przez Sairanseila. Jestem niewolnikiem. Ni mniej ni więcej, tylko niewolnikiem. Odebrał mi możliwość działania zgodnego z mą naturą. Co gorsza, przyzwał mnie chłopaczek, który pod łóżkiem trzyma holokostki. Nie rozumiem, może mieć prawdziwe, niezapomniane przeżycia, a używa holokostek!
O, a tego tu nie znam. To na pewno nie jest mag EAM. Zachowuje się inaczej.
Rozpoznał, czym jestem. Zachowuje się dwornie i szarmancko. Podoba mi się to. Miłe echo przeszłości, którą utraciłam, gdy wkroczyłam na ziemię Sairanseila.
Nawet, jeżeli tylko udaje, że chce nam pomóc, nawet, jeżeli tylko udaje, że to wszystko go bawi, miło jest porozmawiać z innym magiem o szerszych horyzontach, nie bojącym się zakazanego słowa na 'S'.
"Człowiek widmo"? Nowa "piosenka".
Hej, wygląda na bardziej beznadziejną niż "Numa, numa". Dobra, zobaczmy, może faktyczniej bardziej udręczy tego głupiego maga, który śmie stawać na drodze Sairanseilowi. Musi się nauczyć, że nic nie zatrzyma Sairanseila. Ja próbowałam i…
Nic nie zatrzyma Sairanseila.


z myśli Kuby Urbanka fraternizującego się z demonami EAM

TAK? MYŚLICIE ŻE NUMA JEST MOCNA??? POSŁUCHAJCIE TEGO! CZŁOWIEK WIDMO!!!. YESSS Podłapali to :D Niech "tienowaci" cierpią :P niech poznają muzykę proletariatu :P prostych ludzi :P Kurde :D żeby lepiej ich zrozumieć śpiewałem z nimi :D Nikt tego i tak nie pozna a za to miałem satysfakcję że mogłem wydurniać się przed śmietanką EAM to miałem :P Sabinka będzie dumna jak sprzedam Jej to :D Ona lubi takie akcje :D:D:D. Ale dobra - czas przejść do tego po co tutaj przyjechałem ;)


Z myśli Krysi

…Lord… Urbanek…. ma… straszny styl! Lepiej zamknę drzwi, niech magowie EAM nie widzą, co on wyczynia. W ten sposób nie zniszczy tak bardzo reputacji tien Sępiak. W końcu to ona wezwała go na pomoc.

Co to za diabelskie wycie?!
…Litości!…


Z myśli mistrza Błotnickiego

AaaAaargh! Co to jest?! Co, cholerny Sairanseil zdecydował się podnieść stawkę? Nie złamię się!
Boże, co to za wycie… Nie mogę tego odfiltrować, bo nie będę wiedział, co tam się dzieje..! Niby te… dźwięki mogę odfiltrować, ale to może być część czegoś większego. Niech przeklęty… Ech…


Z myśli Illisidressy

Chce się dowiedzieć, kto jest naszym przywódcą. Nie powiem mu. Nie mogę mu powiedzieć. Nikt nie zdradza Sairanseila. Innymi słowy, to była sprytna sztuczka mająca na celu dowiedzieć się paru rzeczy. Przyznaję, wyrafinowana. Miła odmiana od bezbrzeżnej głupoty, z którą się zwykle spotykam. Pochwaliłam go. Powiedziałam, że jeżeli mi naprawdę współczuje - tak jak mówi - z powodu tego, co zrobił mi Sairanseil, niech mnie uwolni. Powiedział, że spróbuje.
Szkoda, że to niemożliwe.


Z przemyśleń Iwony Sępiak

Hm… Po rozmowie lorda Urbanka z demonami tien Bankierz powiedziała mi, że w całą tą sprawę wplątany jest jeden potężny demon. Spytała mnie, czy wiem, jak się ten demon nazywa. Chciałabym… naprawdę chciałabym pomóc. Mój jedyny ślad to znowu Persefona.
Persefona przyzwała potężnego demona. Demon, którego ona przyzywała, Sairanseil, był demonem takiej klasy, że nasze demony nie chciały z nim walczyć. W żadnym z konkursów, w żadnym z testów nasze demony nie chciały stawać naprzeciwko Sairanseila. Sairanseila tu w tej chwili nie ma, między innymi dlatego, że Persefony tu nie ma. Co prawda absurdem byłoby uważać, że zniknięcie Persefony ma cokolwiek wspólnego z buntem demonów, jednak… Nie, to musi być tylko zbieg okoliczności. Może ten Sairanseil był oficerem, który pilnował, żeby demony się zachowywały? Tak, czy inaczej, z uwagi na to, że Sairanseil jest potężniejszym demonem, i że i tak nie mam nic lepszego, podzielę się tym z tien Bankierz. Może jej to pomoże.


Z myśli Illisidressy

On już wszystko wie… Zna imię Sairanseila, nie zna tylko jego pozycji. Tak, to mu mogę powiedzieć. Powiedziałam mu, że demon pustki nam to zrobił, że demon pustki nas wszystkich zniewolił i przekształcił. Jeśli potrafi dodać dwa do dwóch, zorientuje się, że to Sairanseil stoi za tym wszystkim. Jeśli nie… cóż, czemu powinnam mu pomagać, jeszcze raz? Zachowywał się miło, więc dostał miłe zachowanie z mojej strony, ale nie czuję się jakoś szczególnie zobowiązana na dłuższą metę, choć naprawdę jest wyjątkowo sympatycznym magiem. Może dlatego, że spoza EAM. On z pewnością nie ma żadnych holokryształów pod łóżkiem. Tacy jak on zwykle ich nie potrzebują.


Z myśli zaskoczonej Krystyny Bankierz

…Sairanseil?…
Znowu się z nim spotykam. Cóż, lord Urbanek się ucieszy - będzie mógł poznać potencjalnego adwersarza.
Ale jest to niepokojące… Trzeba dowiedzieć się trochę więcej.


z myśli Kuby Urbanka po dowiedzeniu się o co tu właściwie chodzi

Ok… Czyli zamieszany w to jest Sairanseil… Znaczy że jest szefem ;) tacy jak on nie bywają pachołami. Kazał im robić rozpiździel do czasu aż dogada się z tym całym Błotnickim. A do tego czasu mają zmienić ich życie w piekło. I UDAJE IM SIĘ TO :D UWIELBIAM GOŚCIA! :D Wybrał sobie idealny sposób ;) a przynajmniej ma wspaniałe demony pod sobą… Dobra. Czas pogadać z THE BOSSem "Oh I am so Tienish and Lordish" i zobaczymy czego chce Sai. Tego typu demony zazwyczaj NIC nie chcą więc jest to tym bardziej interesujące doświadczenie


Z myśli zdziwionej Iwony Sępiak

Tak… Tak, teraz rozumiem, dlaczego lord Urbanek i tien Bankierz tak dobrze ze sobą współpracują. Przeciętnemu magowi w życiu nie wpadłoby do głowy, żeby przeszkadzać mistrzowi magii opracowującemu rytuał. Rozumiem jeszcze tien Bankierz, ona jest terminusem, ale lord Urbanek nie ma tu żadnych praw. Sama jego obecność tutaj może sprowadzić na mnie pewne kłopoty. (Choć gdybym się tym martwiła, to bym nigdy w życiu nie poprosiła go o pomoc. Ma swoją reputację…)
Poszli do tien Błotnickiego… Ciekawe, jak szybko wylecą z hukiem. Lub okaże się, że rozwiążą problem, czyli są bardziej kompetentni niż mistrz magii…
Ale naprawdę, spodziewałabym się, że terminus Srebrnej Świecy raczej będzie starał się przeszkadzać magowi KADEMu, choćby przez wzgląd na swoją reputację. Przecież ona nawet nie jest tu zaproszona oficjalnie. To jest… nie przychodzi tu jako terminus. Jest odważna.


Z myśli zirytowanego mistrza Błotnickiego

Najpierw pojawia się Sairanseil i buntuje wszystkie przyzwane rytualnie demony, potem ja wykonuję rytuał kontrolny tylko po to, by Sairanseil pokazał mi, że jestem bezradny jak małe dziecko, a teraz… Teraz jeszcze terminuska, która pokonała Astera i zakapior KADEMu przychodzą do mnie, by mi pomóc rozwiązać ten problem. Ciekawe, czy Asterowi też pomagali.


Z myśli Krystyny Bankierz

Mistrz Błotnicki nie był zadowolony z naszej obecności. Cóż… żeby w ogóle nas do niego wpuszczono, musiałam wykorzystać fakt, że jestem terminusem. Cóż… mniejsza z tym, że nikt mnie tutaj nie wzywał ani nie prosił o pomoc. Po prostu… obecność terminusa w miejscu, gdzie są problemy jest tak naturalna, że tamten czeladnik nawet nie zaoponował…
Mistrz Błotnicki z kolei… Kiedy dowiedział się, że nie jesteśmy jego uczniami, a jedno z nas nawet nie jest ze Srebrnej Świecy, nie był zbyt szczęśliwy… O sobie powiedziałam po prostu, że jestem terminusem, zaś przedstawiając lorda Urbanka podkreśliłam jego nadzwyczajne umiejętności w radzeniu sobie z demonami.
Tien Błotnicki odprężył się odrobinę dopiero, gdy bezpośrednio zapewniłam go, że nasza obecność tutaj nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji politycznych…


Z myśli mistrza Błotnickiego

Innymi słowy, nie są tu po to, by mnie uwalić. Przynajmniej tyle dobrze. Nic to… obecność terminusa powoduje, że muszę to rozwiązać. No i z terminusem lepiej współpracować, bo inaczej przyjdzie tu formalnie, a wtedy będzie jatka.
Co miałem zrobić… Nie wiedziałem, co im powiedzieć, ale już i tak wiedzieli o Sairanseilu… Skąd? Nieistotne… To oznaczało, że i tak byłem w tarapatach. Powiedziałem im… prawdę. Nigdy nie myślałem, że będę musiał. Powiedziałem, jak będąc młodym czeladnikiem, jeszcze przed Zaćmieniem, zawarłem umowę z Sairanseilem. To była moja przepustka na EAM. Dzięki tej umowie mogłem przeprowadzać bardzo, bardzo niebezpieczne eksperymenty. Normalnie przy takich eksperymentach mag mógłby poważnie ucierpieć… Ale ja mogłem uczyć tego wszystkiego swoich magów. Dzięki temu zostałem nauczycielem na EAM i mogłem szkolić pokolenia uczniów. Niestety, w jakiś sposób tien Tannenbaum wezwała Sairanseila, efektywnie kończąc umowę i zmuszając mnie do renegocjacji… Na warunkach demona. Żądanie Sairanseila jest niemożliwe do wypełnienia. Wezwać go… Nie wypuszczę demona pustki na świat! Nie będę go w stanie namierzyć ani kontrolować. To po prostu… To mnie zrujnuje! Stanę przed sądem terminusów. Prawda, Sairanseil ma rację, ktoś go przyzwie. Ale nie ja. Nie ja i nie teraz.
Muszę jakoś zmusić go do współpracy. Po prostu nie ma wyjścia. Alternatywą jest zawieszenie zajęć. Ale EAM dlatego właśnie jest tak potężne, że ja uczę ich także i takich rzeczy. Nigdzie indziej magowie nie mają okazji współpracować z nie zniewolonymi demonami, które na pewno nie wyrządzą im krzywdy.
To jest problem typu 'moja reputacja lub moja posada'.
Ech… układanie się z demonami nie ma sensu. Nie powinienem był nigdy tego robić.
Z drugiej strony… Nauczyłem tak wielu magów tak - moim zdaniem - cennych rzeczy…
Moim zdaniem… Moim zdaniem, chyba było warto.
Chyba czas zakończyć nauczanie na EAM.


Z myśli Krystyny Bankierz

Trochę… żal mi mistrza Błotnickiego. Znalazł się w impasie. Jeśli nie spełni żądania Sairanseila, demony uczniów mogą się zwrócić przeciwko nim. Z drugiej strony, jeśli spełni jego żądanie, jest skończony jako nauczyciel.
Cóż… zacznijmy od tego, że nie powinien był w ogóle przyjmować warunków umowy, zwłaszcza, jeśli zawierały furtkę. Dobrze, nieprawdopobną, ale jednak furtkę.
Z drugiej strony… nie można go też obwiniać. Odpowiedzialność spoczywa raczej na tych, co taką umowę zaakceptowali, gdy zatrudniono go jako nauczyciela.
Gorzej, że - jak twierdzi lord Urbanek, a ja mu wierzę - nie bardzo możemy zapobiec pojawieniu się Sairanseila na naszym planie. Co więcej, demon (przyzwany na prośbę lorda Urbanka) powiedział, że jeśli uda mu się pojawić tutaj bez pomocy tien Błotnickiego, nie uważa umowy za wiążącą i nie zamierza chronić uczniów przed zakusami podległych mu demonów… Co gorsza, jeśli zostanie przyzwany tutaj i teraz, podąży do celu nie robiąc nikomu krzywdy, pilnując zachowania Maskarady i nie zwracając na siebie uwagi, jeśli zaś przyzwie się sam, będzie szedł do celu nie zważając na nic - wybierze pierwszą skuteczną metodę. Jak pomyślę, co mógłby zrobić uwolniony ze wszelkich zobowiązań demon pustki…
Tien Błotnicki znalazł się w trudnej sytuacji. Nie zazdroszczę mu wyborów i nie dziwię się jego niechęci wobec mnie i lorda Urbanka…
Nie żywię urazy.


z myśli Kuby Urbanka po "wytienowaniu" i rozmowie z Błotnickim i Sai'em

Ok. Po tradycyjnym przydługawym tienowaniu i zapewnieniom że ani ja, ani moja rodzina, ani nawet mój żółw błotny nigdy nie chcieli i nie chcą w tym momencie atakować na niego/jego rodzinę/wspólników/rybki akwariowe doszliśmy do tego że możemy porozmawiać -. Tak. TO NAPRAWDĘ JEST TAM TAKIE CHORE! Okazuje się że koleś jednak umiał mi zaimponować. Co więcej - dogadał się z nim żeby móc korzystać z jego demonów. Do czasu. Jest tam taki mały nieistniejący bug. Że go ktoś przywoła. No i kuzynce się to udało ^_^ Super ^_^ Ta sama krew ^_^ A sam rytułał - majstersztyk wykonany na poziomie normalnym. Zero ochrony przed chaosem. Co oznacza że da się go spaczyć. I to się pewnie stało ;) Co więcej - gadałem z Saiem i powiedział że ona nie jest magiem chaosu. Ale chce żeby go przywołać. Powiem więcej - powiedział że przyjdzie i tak. I to jest prawda - jeżeli bardzo będzie chciał to się pojawi. Pewnie ktoś by go od razu upolował, ale jest szansa że na miejscu nikogo by nie było. A wtedy zniknie. Demony pustki są niewykrywalne jeżeli mają czas się ukryć. Tylko że im się NIC NIE CHCE. A ten jest inny. Powiedział że obiecał coś i musi dotrzymać. Pewnie Persefonie. Chce do Niej wrócić. Czemu? O co chodzi? Nie mam pojęcia. Ale… Warto się będzie dowiedzieć. TYlko trzeba go przywołać.


Z myśli mistrza Błotnickiego

Uff… Przynajmniej tyle mi się udało.
Udało mi się dać do zrozumienia tien Bankierz, że ktoś jeszcze oprócz mnie wieział o Sairanseilu i znał warunki umowy. Nie powiedziałem jej, że to był mój sekret. Nie wiem, jakby zareagowała, gdyby poznała prawdę, ale to oznacza, że jeżeli rozwiążę ten problem, jest szansa, że nikt się nie dowie. Już udało mi się wynegocjować z Sairanseilem, że jeśli zostanie odesłany ponownie, po przyzwaniu (jeśli ponownie go przyzwę), nie wróci. Nasza umowa będzie dalej obowiązywała. Owszem, dalej ta furtka będzie istnieć, ale wiem już, Sairanseil jest niezadowolony, gdyż osoba, która go przyzwała, go odesłała. Innymi słowy, jeśli to się znowu powtórzy i Sairanseil będzie przyzwany, będę miał czas aż do momentu jego ponownego odesłania nie będącego elementem cyklu nauki. Czyli mag przyzywający Sairanseila musi skończyć edukację na EAM niezależnie od okoliczności… To jest, każdy następny mag.
Dobrze, to mogę faktycznie załatwić, zwłaszcza, że przyzwanie Sairanseila nie jest proste. Więcej, z mojego punktu widzenia jest niemożliwe. Lord Urbanek prosił o możliwość wglądu w rytuał. Udostępniłem mu go i też nic najwyraźniej nie znalazł. Bardzo niechętnie udostępniłem mu ten rytuał, ale jeżeli ktokolwiek jest w stanie zrozumieć, o co chodzi z demonami, to - podejrzewam - będzie to anty-demoniczny zakapior KADEMu. Choć mam wrażenie, że opinia na jego temat jest troszeczkę niesprawiedliwa.
Nie jest najlepiej wychowany, ale nie jest tak… podły, jak zwykle przedstawia się tego maga KADEMu. (Publiczne rozbieranie czarodziejki AD przed Srebrną Świecą..? Spodziewałem się czegoś dużo gorszego. To musi być fałszywa plotka.)
Negocjowałem z Sairanseilem. Byłbym w stanie go uwolnić… Nikt by się nie zorientował. Ale wtedy, oczywiście musiała pojawić się tien Bankierz i lord Urbanek… Teraz… teraz już nie wiem, co robić.
Wiem, że musi to być coś naprawdę dobrego.
A miało to wyglądać na bardzo złożony rytuał! Rytuał, w którym dominuję Sairanseila, który sprawi, że moi uczniowie odzyskają we mnie wiarę..! Rytuał, który wytłumaczy mnie ze wszystkich problemów…
A tu… Ech…


Z myśli Krystyny Bankierz

Tien Błotnicki wyraźnie usiłuje dać nam do zrozumienia, że choć wypuszczenie demona jest najbardziej sensowne, to on nie może tego zrobić. Lord Urbanek z kolei zdaje się zupełnie tego nie dostrzegać…
Chyba muszę wziąć go na chwilę na bok…


Z myśli Krystyny Bankierz

Lord Urbanek poprosił o ponowne wezwanie Sairanseila. Tym razem również i ja się z nim przywitałam… Na szczęście demon nie okazał, że się znamy. Byłoby to dla mnie… niedogodne. Tak, czy owak, lord ustalił, że jeśli damy demonowi to, czego on chce, on pójdzie spokojnie swoją drogą…
Intrygujące jest to, że chciał porozmawiać z demonem na osobności… Ciekawa jestem, czego dotyczyła ta rozmowa, ale każdy ma prawo do swoich tajemnic - nie będę go wypytywać…
Chciałabym, ale nie będę.


z myśli Kuby Urbanka po wytłumaczeniu przez Krysię o co chodzi w ostatnich 20 minutach rozmowy z Błotnickim

Ok… Czyli nie może mi powiedzieć że niepolitycznie jest mu przywołać tego demona osobiście, tylko musi schować to za taką ilością słów że z osób które znam chyba tylko Basia i Krysia by zrozumiały o co mu chodzi. Szczęśliwie Krysia była przy tym. Wytłumaczyła mi że po prostu koleś chce być kryty. Więc wyprosiliśmy go na herbatę… Pewnie zachowaliśmy się niekulturalnie bo nie daliśmy mu na tą herbatę pieniędzy, nie dorzuciliśmy na ciasteczko i nie zawołaliśmy kelnera ubranego w cholera wie już co… Nic to. Przywołałem go oczywiście. Dzięki temu młode pokolenie EAM będzie miało szanse na godziwe wykształcenie . Ogólnie - ten cały Błotnicki jest wporzo - uczy magów czegoś nowego. W sposób w który wiele nikt inny tego nie uczy. Tylko… te cholerne tienowe konwenanse. Koleś który mógłby być konkretny zmienia się w galaretę bo nie wie kto teraz na niego czyha


Z myśli Krystyny Bankierz

Lord Urbanek zasugerował rozwiązanie, co najwyraźniej przypadło tien Błotnickiemu do gustu.
Smutna prawda jest taka, że ani ja ani tien Błotnicki nie możemy przyłożyć ręki do wypuszczenia Sairanseila na wolność. Co innego lord Urbanek. Dla niego nie wiąże się to z utratą jakiejkolwiek pozycji w gildii.
Niechętnie pozwalam komuś innemu zrobić coś, co w zasadzie jest moim zadaniem, ale tym razem to jedyne rozsądne wyjście…
Zresztą, to on poprosił mnie o przyjście tutaj. Nie może oczekiwać, że tak po prostu zrezygnuję ze swojej kariery.


Z myśli Illisidressy

Wolna… Wolna! Nie spodziewałam się tego. To była dzika karta. Poprosiłam Urbanka, by uwolnił mnie od Sairanseila. Nie miałam wielkiej nadziei, że mu się to uda. Ale… osiągnął swój cel. Teraz należę do niego. Zobaczę, o czym marzy, zobaczę, czego pragnie i mu to dam.
Ma prawo do trzech życzeń. Jeżeli zdecyduje się wykorzystać wszystkie trzy, będę całkowicie wolna, jak mnie odeśle.
I nie spieszy mi się na ten plan. Osiem lat niańczenia uczniów EAM bez możliwości podejmowania autonomicznych decyzji i odpowiadanie zarówno przed magiem EAM jak i, co gorsza, przed Sairanseilem przy wyłączonej większości umiejętności… Nie, nie spieszy mi się.
Nawet nie wiem, co się dzieje po drugiej stronie, na planach demonicznych. Sairanseil zwróci mi odebrane mi moce i energie. W ciągu dwóch tygodni będę pełnym sukkubem! I nigdy - przenigdy nie udam się w tamten sektor, gdzie znajduje się Sairanseil. Nigdy więcej.


Z myśli Krystyny Bankierz

Ech…
Nie mogę powiedzieć, żeby to rozwiązanie przypadło mi do gustu.
Niestety, lord Urbanek ma rację. Lepiej dać Sairanseilowi to, czego żąda w warunkach kontrolowanych i mieć świadomość, że jest gdzieś tam, na swobodzie, niż dowiedzieć się o tym całkowitym przypadkiem, a być może nigdy…
Co więcej, jako, że lord Urbanek podjął się działań w sprawie tien Tannenbaum, a to ma najwyraźniej z tym związek, uznaję to za jego całkowicie świadomą decyzję związaną z tą sprawą.
W związku z tym, nie zamierzam informować o tym fakcie tien Łaniewskiej. Zresztą… nie zrozumiałaby.
Nie zamierzam pozwolić się znów obrazić, a do tego na pewno by doszło. Skoro tien Łaniewska nie potrafi przyjąć do wiadomości, że ktoś może mieć własne zdanie i opinię…
Może gdybym nie została potraktowana w taki sposób, rozważyłabym poinformowanie jej o tym, ale w tej sytuacji…
Cóż, poprosiłam jedynie lorda Urbanka, aby jeśli postanowi poinformować tien Łaniewską o całej sprawie, nie wspominał jej o moim udziale. Wiem, że spełni tą prośbę. Mnie zaś oszczędzi to nieprzyjemnych rozmów.


Z myśli Iwony Sępiak

Hm…
To było interesujące. Lord Urbanek i tien Bankierz zamknęli się w pokoju z mistrzem Błotnickim. Posiedzieli jakąś godzinę i problem został rozwiązany.
Nie wiem, co tam się stało. Cieszę się, choć… Choć nic nie rozumiem. Chciałam zapytać tien Bankierz o Persefonę, ale… Ale nie w tych okolicznościach. To po prostu jest… Niewłaściwe.
Innymi słowy, mistrz Błotnicki sam sobie nie poradził. Gdy stamtąd wyszli, wyglądał na zadowolonego, ale i nieco zaniepokojonego. Podobnie tien Bankierz. Tam się coś zdarzyło. Coś związanego z lorderm Urbankiem. Coś, za co tien Bankierz pozwala lordowi Urbankowi powiedzieć do siebie per "Ty" i jedynie lekko go napomina.
Cieszę się, że to się skończyło.


Z myśli Barbary Sowińskiej

A zatem Kuba chce uderzyć w Zajcewów…
Jak to dobrze, że wymogłam na nim obietnicę, że będzie konsultował ze mną wszystkie plany odnośnie tego rodu.
I jak to dobrze, że Kuba jest słowny…

Jak usłyszałam, co chce zrobić to w pierwszej chwili widziałam go wyrzuconego z KADEMu, wyklętego i ściganego przez co najmniej wszystkich Zajcewów. Kuba nie zdaje sobie sprawy z ich potęgi…
Jak tylko przedstawił mi swój plan, wiedziałam, że nie ma najmniejszego sensu próbować odwodzić go od pomysłu ataku na ród Ewy. Postanowiłam zatem zmodyfikować jego plan tak, żeby umożliwić mu osiągnięcie celu w taki sposób, żeby możliwie ograniczyć konsekwencje dla niego… Konsekwencji dla siebie nie przewidywałam i nie przewiduję - nie ma nic, co mogłoby mnie powiązać z tym atakiem.
Na szczęście Kuba stosunkowo łatwo zrezygnował z pomysłu wysadzania w powietrze nawet najmniejszej siedziby rodu Zajcew… Był tak na nich wściekły, że najwyraźniej nie myślał do końca jasno… Na szczęście, wystarczyło kilka słów, żeby się otrząsnął.
Zamiast tego, co sobie 'zaplanował' - wbijamy i robimy rozwałkę, zaproponowałam mu coś, co bardziej uderzało w Zajcewów.
Normalnie może nawet próbowałabym go odwodzić od tego pomysłu, ale jak rzadko odpowiada mi dodatkowy chaos. Zwłaszcza, że Kubie moje propozycje się spodobały, a - choć on pewnie nie zdaje sobie z tego sprawy - zapewniają one owszem chaos, ale nie chaos totalny.
Do chaosu totalnego nie mogłabym dopuścić. W końcu zły to ptak, co własne gniazdo kala…


z myśli Kuby po rozmowie z Basią

Chyba jednak Basia ma troszkę nierówno pod sufitem przez tą SŚ Mówię Jej że chcę pojechać Zajcewy i mówię że mogę nawet wysadzić ich siedzibę a ta uważa że od razu to zrobię KTO TU MÓWI ŻEBY TAK ROBIĆ? I to pełne samozadowolenie że mnie przekonała że wysadzanie jest złe bo cywile zginą… Bo o tym nie wiedziałem Nic to… Niech jest bohaterką we własnych myślach. Co się ucieszy to Jej :P Ale Basia ma racje - atak na cały ród to rzecz odrobinkę nieprzemyślana :D W sensie… Odwet byłby ciekawy… ale mogę pozostawić to na inną okazję :3 Bo w końcu pojadę ten głupi łeb wysadzający rodzinę.
Ok ale do rzeczy. Basia stwierdziła że z drobnymi zmianami może sama skorzystać - czemu nie? Ona pomoże sprawić że Zajcewy pożałują nabijania się z klauna, a klaun da Basi przewagę :3 uczciwa sprawa :3


Z myśli Basi

Skąd Kuba wie o sprawie z ekspertem Asterem?
Co ciekawe, wie więcej, niż moim agentom udało się dowiedzieć. Jedyne, czego nie znał, to nazwisko samego Astera i jakieś mało istotne szczegóły. Gdybym Kuby nie znała, stwierdziłabym, że cholernie dużo środków wrzucił w agentów… XD Zresztą, pewnie by i wrzucił, tyle, że najpierw pożyczyłby je ode mnie XD. …A potem oddał…
Tak, czy owak, chyba go szlag trafił, jak zdziwiłam się, że wie cokolwiek i powiedział mi wszystko.
…Muszę powiedzieć, że to nawet byłoby śmieszne, gdyby nie to, że tam naprawdę cierpieli ludzie…
Ale… jedna grupa 'agentów' wpadająca na drugą, potem dwie grupy terminusów Srebrnej Świecy uganiające się za sobą pod samym nosem kralotha… Agenci wyskakujący jak diabły z pudełka, rany… co to musiał być za bajzel…
Ale… muszę się dowiedzieć, którzy magowie brali udział w tej akcji i któremu mistrzowi służą. Istnieje szansa, że albo ich mistrz, albo przynajmniej oni będą skłonni się do mnie przyłączyć…
Co prawda udział lady Bankierz nie jest żadną tajemnicą, ale ona raczej się do mnie nie przyłączy…
Hm… zaraz, jak się nazywała ta terminuska z reformatorów… Łania? Nie, zaraz… Łaniewska. Może warto sprawdzić, jakie poglądy ma jej mistrz…


z myśli Kuby po rozmowie z Basią

Heh… Powymienialiśmy się plotkami odnośnie ostatniej chryji w SŚ. Okazuje się że Ona wiedziała część tego co ja nie i odwrotnie. Wreszcie wiem jak się nazywa miłośnik ślimaków… Aster. Nie to że mi się to przyda, ale po prostu nie lubię wiedzieć że "ktoś" tylko lubię znać nazwiska. Nawet jak zaraz i tak je zapomnę ^_^ Ale za to Basia pociągnęła mnie za język - Byłem wkurzony i w trakcie mówienia co myślę o SŚ powiedziałem jakie jaja wyszły na ich akcji. Nie mówiłem oczywiście żadnych nazwisk. Ale i tak za dużo wypaplałem… Ech… Lepiej pomyślę nad jakimś dowcipem… Bo inaczej wypaplam jeszcze więcej :/


z myśli Kuby po rozmowie z Basią

Ok… Czyli zaatakuję jedną z rodzin która jak to Ewa powiedziała jest tak chora że każda kara jest dla nich za łagodna… Oczywiście to jest po przefiltrowaniu przekleństw :P Bo do zdanie zawarła na 4 A4 :3 Zdolna jest :3 Mają tam festiwal… Zobaczą co znaczy festiwal psuty przez klauna…


Z myśli Tatiany Zajcew

Nareszcie! Długo przygotowywałam się do tego festiwalu… Jest to drugi festiwal, w którym będę mogła brać udział i mam zamiar sprawić, by mój ojciec był ze mnie dumny. Nie dam rady pokonać wszystkich. Żaden mag nie jest w stanie wszystkich pokonać, ale mam nadzieję na pokonanie co najmniej trzech przeciwników. To postawiłoby mnie na bardzo wysokiej pozycji i udowodniłoby, że moje ćwiczenia się opłacały.
Nie chcę być "elegancką ozdobą towarzystwa"! To ja chcę decydować o swoim życiu i swojej przyszłości, nie wybrany przeze mnie mąż!
Jeżeli uda mi się udowodnić odpowiednim osobom, że jestem w stanie sobie sama poradzić, jeśli będę w stanie to wykazać, nie będą szukali dla mnie męża. Będę dużo cenniejsza na miejscu, u boku mego ojca - jak przystało lojalnej córce, niż u boku męża, nawet najsympatyczniejszego. To byłaby idealna rola dla mojej kuzynki!
Katherina o niczym innym nie marzy, jak tylko się pokazać, być duszą towarzystwa, powiedzieć coś błyskotliwego… Jedyne, co muszę zrobić, to udowodnić, że bardziej przydam się na miejscu. Wtedy ciotka wypuści z rąk Katherinę, ona będzie miała swojego księcia z bajki, a ja będę mogła pomagać ojcu.


Z myśli anonimowego członka rodu Zajcew cierpiącego na zatwardzenie

Ech!… Ech… Ech…
Za ścianą…
W sławojce obok…
Ktoś się pojawił..!
Ech!… Ech…
On chyba… chyba zjadł to, co ja… Dobrze, że nie pojawił się w mojej…
Zabiję skubanego kucharza…
Och, tamten już wyszedł, co za szczęście…


Z myśli Benjamina Zajcewa, głowy zaraz najbardziej nieszczęśliwego odłamu rodziny Zajcew

Ten festiwal… Ten festiwal będzie szczególny. Nie dość, że moja córka po raz pierwszy będzie właściwie przygotowana, to jeszcze wiem, jak jej zależy. Musi jej się udać. Odpowiednio dobrałem przeciwników. Oczywiście, są w stanie jej zagrozić, ale na przykład nie wpadnie na Dimitriego.
Nie chcę, żeby musiała odejść do innego odłamu rodu i nie chcę, by została wydana w taki sposób, by straciła ze mną kontakt na pewien czas. Tatiana to kochane dziecko. Specjalnie zaprosiłem kilku dostojników w taki sposób, by nikt o tym nie wiedział. Wśród nich kilku… potencjalnych kandydatów na mężów Tatiany. Takich… oczekujących uległej dziewczyny. Jestem prawie pewien, że widząc, jaki Tatiana ma charakterek (po obu rodzicach), zrezygnują. A przynajmniej tych dwóch - trzech, których najbardziej nie chcę, by Tatiana wybrała.
Dimitri też coś przygotował. Specjalny pokaz. Specjalną pantomimę. Ciekawy, naprawdę ciekawy jestem, jak to będzie wyglądało. Dimitri nigdy jeszcze mnie nie zawiódł w sprawie rozrywki.
Niestety, przez to Dimitri nie mógł uczestniczyć w turnieju. Nie mógł pozwolić sobie na utrzymywanie tarcz. Zbyt wiele to wszystko wymagało od niego koncentracji.
Dlatego właśnie podwoiłem straże przed posiadłością i dopilnowałem zaklęć anty-teleportacyjnych i tym podobnych. Nikt nie wejdzie.
Szkoda, naprawdę szkoda, że matka Tatiany nie mogła przyjść na festiwal. Jako była terminuska byłaby dumna z córki. Wiem, że Tania chciałaby pokazać mamie, co potrafi.


Z obserwacji Dimitriego

Pierwsza walka Tatiany została przez nią rozegrana całkiem ładnie. Jej przeciwnik polegał przede wszystkim na sile fizycznej. Był czymś w stylu katai. Tania wymanewrowała go, wzbiła się w powietrze i zaczęła atakować zimnymi wichrami. Rozsądnie. Nie zadawało to obrażeń, jednak spowalniało jego ruchy. Następnie zaczęła atakować przede wszystkim żywiołem ziemi - miotać małymi kamieniami i utrudniać jego poruszanie się poprzez robienie wyrw i szczelin w gruncie. Jako, że naszym "kolorem kanonicznym" jest żywioł ognia, Tania ani razu nie użyła tego elementu w walce. Gdy użyła ściany mgły, którą następnie naładowała elektrycznością, nie miałem już wątpliwości, kto wygra tą walkę…
O, a to kto? Klaun?
Klaun się zbliża do areny? Cóż, ciekawe, z której frakcji jest ten klaun…


Z myśli Benjamina Zajcewa

Cudownie! Moja córka pokonała pierwszego przeciwnika w bardzo innowacyjny sposób. Widziałem, że kilku gości sarkało na brak efektowności tej bitwy. Oni raczej przywykli do dużych eksplozji. Cóż, Tania raczej woli skuteczność od widowiskowości.
Klaun? Jak z Urbanków? Przyznaję, nie spodziewałem się tego po pokazie Dimitriego.
Dobrze, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Może funkcją klauna jest dać się przez kogoś pokonać..?


Z myśli szczęśliwej Tatiany

Udało mi się! Pokonałam pierwszego przeciwnika! Ale to nie dość, jeszcze dwóch…
O, jakiś klaun. Czy to… jeden z zawodników? Nie wchodzi na arenę… Zatem jest nieistotny…
O, kolejny przeciwnik.
Ten nie jest z naszego odłamu? Tym lepiej… Obserwował moją ostatnią bitwę. Zmiażdżę go absolutnym brakiem finezji.
Dobra…
Zacznę od wsadzenia go w dzwon i błyskawica, namagnetyzujmy to!
I do środka szrapnel! Mam nadzieję, że ma dobrą tarczę. Na szczęście na turnieju po przekroczeniu pewnych obrażeń sam uruchamia się system defensywny…
Przetrwał! Dobra… Dalej, do ataku!


Z myśli Dimitriego

Zupełnie inna taktyka. Tym razem była bardzo agresywna. To ona decydowała o przebiegu bitwy. Jak poprzednio, nie używała żywiołu ognia. Muszę się jej później zapytać, czy ona nie lubi żywiołu ognia, czy po prostu go nie zna. A może to strategia..? Tak, czy inaczej, przyjemnością jest obserwowanie, jak walczy. Jest bardzo dzika i zaciekła.


Z myśli Tatiany po zwycięskiej walce

Dobrze, to była walka numer dwa. Czas na moją ostatnią walkę.
Tato! Dobrze, rozumiem, muszę mieć przerwę…
Ale, ale… Ale teraz jestem w fazie!
Rany, jaka jestem zmęczona…
W ogóle tego nie czułam.
Tak… tak, przerwa dobrze mi zrobi…


Z myśli wysokiego rangą przedstawiciela rodu Zajcew, incognito

Dziewczyna… Tak, dziewczyna ma talent. Rozumiem, co Benjamin Zajcew miał na myśli. Faktycznie, stratą by było zmarnować ją i oddać gdzieś w obce ręce.
A to co? Ten klaun zaczyna się robić irytujący…
Zachowuje się bardzo nieelegancko. Ktoś powinien pokazać klaunowi, gdzie jego miejsce. Nie wiem, czyj to żart, ale nie jest śmieszny.


Z myśli zawodnika następnego po Tatianie, zwanego Grubasem

Dużo trenowałem. Wreszcie mam okazję pozbyć się tego kompromitującego przezwiska. Nie jestem gruby. W tym ciele jest dużo mięśni. A moja magia wspomagania ciała nie ma sobie równych. O, będę walczył z klaunem. Zawsze lubiłem klaunów. Mama zabierała mnie do cyrku, nawet takiego bez magii. Klauni są naprawdę wporzo. Może powinienem dać mu jakieś fory..? No, by nie przegrał zbyt haniebnie…


Z myśli znudzonego Benjamina

Dobrze, zacząłem walkę, a klaun… gada. Więcej, nie tylko gada. Ubliża mnie, zgromadzonym, przeciwnikowi, przyznaję, w zabawny sposób. Jego przeciwnik się waha. Wyraźnie nie chce wykonać pierwszego ataku. Powiedziałem, że mają walczyć!
"Czy widzicie tą rzodkiewkę?" - Co to ma być?
Och! O__O


Z myśli coraz bardziej ponurego Dimitriego

Coś tu się nie zgadza. Coś tu się bardzo nie zgadza. Ten klaun… Obraził mnie.
Żaden Zajcew przecież nie byłby tak głupi… Implikacja polityczna… Nie! Tatiano, nie!
Benjamin, nie wyrażaj zgody!
Szlag!
Ten klaun ma ruchy wojownika. To zupełnie inna klasa niż Tatiana.


Z myśli wściekłej Tatiany

Jak on śmie?! Jakiś… jakiś klaun śmie obrażać mojego ojca podczas festiwalu zorganizowanego przez niego! To będzie mój trzeci przeciwnik. Ojcze, błagam, pozwól, pozwól mi zetrzeć ten jego uśmieszek!
Tak, zgodził się!
Żegnaj, klaunie.
<Epicentrum wulkanu>


Z obserwacji Dimitriego

Tatiana zaczęła błyskawicą, którą jednak wchłonęła tarcza klauna. Bardzo silna i przygotowana wcześniej tarcza klauna. Cofnął się o parę kroków. Chyba o to chodziło Tatianie. Poczułem emanację Soczewki.
Dookoła niego kamienie zaczęły wyrywać się z ziemi i bombardować go, rozżarzone do punktu topnienia. Jednocześnie, pod nim grunt zaczął się zapadać i ciekła skała miała go pogrzebać pod ziemią. Jej atut…
Klaun teleportował się nad Tatianę.
Próbowała bronić się stalagmitami. Nie miała szans. Potężny, ośmieszający cios ciastem z powietrza odebrał jej przytomność.
Biedna… będą się z niej śmiać.
Dobrze…
Moja kolej.


Z myśli Benjamina Zajcewa

Och, nie! Co za upokarzająca porażka! Wszystko, nad czym pracowałem…
Kto to jest? Przedstawił się jako Urbanek… Czyżby to naprawdę był Urbanek?!
Dimitri? On mu pokaże.
Mimo, że nie może tak naprawdę czarować, to jego umiejętności walki powinny wystarczyć…
Co to jest?


Z ponurych myśli Dimitriego

Nie stać mnie na wiele zaklęć…
Zbyt dużo uwagi muszę skupić na podtrzymanie tego, co już mam. Jednak, jakkolwiek rusza się bardzo szybko, powinienem być w stanie pokonać go czystymi umiejętnościami szermierki wspomaganymi jednym czy dwoma prostymi zaklęciami…
Setki dziwnych portali… Ale przecież wszystkie zaklęcia teleportacyjne są zablokowane!
C… Ciasta?!
AaaaAARgHHH!


Z myśli Basi

O… mój… Boże…
To nagranie nigdy nie opuści moich rąk!
No… Chyba, że naprawdę będę chciała dokopać Zajcewom…
Kuba… nawet nie masz pojęcia, co mi dałeś do ręki…
Dimitri Zajcew, jeden z groźniejszych wojowników tego rodu padający pod ciosami tortu brzoskwiniowego…
Lepszego materiału do szantażu nie mogłabym sobie wyobrazić… To… straszne.
I - co tu dużo kryć - zabawne XD.
Co jak co, ale klaun jest z Kuby pierwszorzędny. ^__^


Z myśli ogłupiałego Benjamina

Nie! Dimitri został pokonany! To niemożliwe! Nie przez ciasta!
To katastrofa…
I co to za iluzje?! Krasnale sikające do… do… do wina?!
Nie, nie we mnie ciastem, nie… Tarcza, tarcza, tarcza!
…Udało się… spełzło po tarczy…
Zatrzymać klauna! Zatrzymać klauna! Nie pozwólcie mu uciec!
…Uciekł…
To… najbardziej upokarzające przeżycie od…
Nasza reputacja jest w ruinach…


z myśli Kuby

Hej! Pomijając wskoczenie z Fazy Daemonica do kibla i przebranie się na Jokera (po prostu musiałem :3 na taką akcję musiałem przebrać się za swojego idola :3 Wiem że to prawie jak Cosplay ale co tam… Nie o tym będzie się mówić :P ) wszystko poszło bardzo szybko.
Zaczęło się od tego że oglądałem walkę jakiejś dziołszki. Fajna nawet ;) dziewczyna znaczy się. A i walce niczego nie brakowało niczego… Konkretna wojowniczka, uzdolniona i rozsądna. Wycofała się potem - zmęczyłą się. Najbardziej cenię właśnie znajomość własnych sił. Ona wiedziała kiedy się wycofać. Cóż… Następny miał być jakiś wysoki grubas, więc wyszedłem. Zacząłem mówić co sobie o nich myślę. O Zajcewach, nawet o SŚ :D Kolesia kilka razy nazwałem nawet eunuchem. Ale ten koleś to jest twardziel… mózgowy. Zanim treść doszła do mógu z uszu musiałem zaatakować. No przecież nie mam całego dnia.
Pokazałem publiczności moją nową sztuczkę :3 nazwałem ją Klaunifikacją :3. Wpierw facetowi machnąłem mąką po twarzy - to daje nam makijaż klauna. Potem wbiłem rzodkiewkę w nos żeby był prawdziwy "czerwony nosek". Zakończyłem rozsmarowanie krwi po ustach w formie uśmiechu i "tadam!" klaun gotowy ^_^. Cóż… reakcji eunucha nie poznałem bo stracił przytomność…
Kolejna walka bardzo nieprzyjemnie mnie zaskoczyła… Mimo że ubliżałem mimowi na potęgę to znowu zawołali tą dziewczynę :/ Po całkiem niezłej walce musiałem niestety pokonać ją w swój specyficzny sposób więc wbiłem ją tortem w ziemię. Cóż… bywa. Ostatnia walka była moją końcówką pobytu u Zajcewów. Wyskoczył mim… Dobry był. Cholernie. W uczciwej walce byłoby ostro. Ale ja nie zamierzałem walczyć uczciwie. Sprowokowałem go żeby rzucił we mnie zaklęcie i… zablokowałem je portalem Lexora…
TO wzmocniło moje następne zaklęcie. To było natchnienie… Nie wiem jakim cudem wpadłem na taki pomysł (MG :P ) ale rzuciłem klaunowe ARCYDZIEŁO. CAKES OF BABYLON. Wpierw poszły shield breakery wszelakiej maści a potem ŚWIAT ZALAŁY TORTY. KAŻDY dostał swoim tortem. Wszyscy zostali… pojechani. Dodatkowo pojawiły się małe krasnoludki sikające do bimbru z którego słynie ta frakcja. Niech wiedzą co sądzą o ich produktach inni ^_^. A ja dystyngowanie przeskoczyłem w porażającym echu zaklęć chaosu tak że nie mają pojęcia O CO TUTAJ CHODZIŁO :P Cóż… Mam nadzieję że moje przesłanie było jasne ^_^ Muszę tylko pogadać z tą dziewczyną i przeprosić jak to wyszło. Z chęcią zrobiłbym rewanż. Po prostu zasługuje na honorową walkę a nie coś takiego :/


Z przemyśleń patriarchy rodu Zajcew

Ahahaha, więc młody Urbanek zdecydował się pokazać ząbki i całkowicie jawnie rzucił nam wyzwanie… Nieźle, całkiem nieźle… Nadal jest Urbankiem, ale nie jest tchórzem. Może dostarczy mi odrobiny zabawy…
Bardziej interesujące jest to, jak się dostał - pozostawił ślady jednoznacznie wskazujące na udział w tym kogoś z naszych. Sam nie byłby w stanie tego sfabrykować. Albo pomaga mu ktoś naprawdę potężny, albo Ewa, moja niewdzięczna córka, albo wspiera go jakaś grupa odszczepieńców od nas. Grupa, która współpracowałaby z Urbankami.
Cóż, przeprowadzi się śledztwo, to wszystkiego się dowiem.
Tymczasem trzeba dać do zrozumienia, że odpowiedzialność za ukaranie Urbanka spoczywa na tym fragencie Rodziny, który ucierpiał w wyniku jego działań.
Urbanek wykazał się smakiem uderzając właśnie w tych ludzi. To nie był przypadek. Kto wie, może z ostatniego Urbanka zrobię całkiem użyteczne narzędzie…
To by znaczyło, że muszę zapomnieć o zemście. Trudno. Są rzeczy ważniejsze niż zemsta, zwłaszcza, że akurat ten Urbanek Zajcewom za wiele nie zawinił. No, może poza tym drobnym szczegółem, że śmiał podnieść paluszek na moją córkę. Ale teraz, jak Ewa zdecydowała się z nim zerwać, nie widzę tak naprawdę powodu, by coś ruszać w tej sprawie.


Z myśli Ważnego Członka Rodu Zajcew

Nie rozumiem tego! Patriarcha rozkazał pozostawienie psa Urbanka w spokoju… Tak, jakby wszystkie te lata gryzienia naszych stóp przez Urbanków się nie liczyły! I teraz muszę odwołać Wilhelma! Przynajmniej Benjamin będzie starał się wyrwać psu ogon, jednak wolałbym to być ja…


Z myśli Benjamina Zajcewa

Dobrze…
Wszystko, naprawdę wszystko wskazuje na to, że to był prawdziwy Jakub Urbanek. Po tysiąckroć podły Urbanek!
Co my mu zrobiliśmy?
Czemu nas zaatakował?
Pocieszające jest to, że przynajmniej Tatiana zostanie ze mną… Nie będzie musiała zostać jedną z tych, które będą wydane… To, co spotkało Dimitriego było wystarczające, by przesłonić los Tatiany.
Ktoś pomógł Urbankowi. Wszystko wskazuje na to, że to ktoś z naszych.
Znajdę go. Zapłaci za to. Bardzo boleśnie za to zapłaci.
Jakby nie mogło być gorzej, firma Morticasm… jakaś podstawiona firma skorzystała z naszych problemów i wygryzła nas z rynku. Przynajmniej tymczasowo. A patriarcha nie jest najbardziej łaskawym magiem dla tych, którzy nie płacą terminowo…
Jakby tego było mało, obowiązek zemsty na Jakubie Urbanku spoczywa na nas, na naszym odłamie.
To źle.
Dużo potężniejsi próbowali, a ten konkretny Urbanek ma bardzo potężne koneksje i jest wspierany przez córkę patriarchy.
Nie zdziwiłbym się, gdyby to patriarcha za tym stał…
Nic… Zostałem poinformowany, iż są siły żywotnie zainteresowane tym, jak nam się uda pokonać Jakuba Urbanka. W jaki sposób się na nim zemścimy. Innymi słowy, musimy to zrobić.
Na szczęście nie mamy limitu czasowego. Muszę porozmawiać z żoną… Sam tego nie wymyślę, żaden ze mnie wojownik…
Podejrzewam, że właśnie dlatego mnie wybrała na męża…


Z myśli Barbary Sowińskiej

Moje małe wrogie przejęcie udało się nadzwyczaj dobrze…
Och, nie oczekuję, że ta firma - kogucik pociągnie bardzo długo, ale kto wie… Zobaczymy, jak dobrze poradzą sobie z tym odpowiedzialni za tą akcję ludzie…
A tymczasem nie pozostaje mi nic innego niż cieszyć się miłym, choć nieoczekiwanym napływem środków…


Z myśli Ewy, po 'zerwaniu' z Kubą

Uwolniłam go.
To jest… Nigdy nie byliśmy tak naprawdę zaręczeni. To była tylko gra. W tej chwili jednak nic nas już nie łączy i miałam ogromną przyjemność dając mu tego plaskacza. Aż mnie dłoń zabolała… Cóż, przynajmniej było realistyczne.
Kto by to pomyślał, że ze zwykłego ogłoszenia, że jesteśmy zaręczeni, wynikną takie problemy… Cóż, zdecydowaliśmy się, by zaatakował "wuja" Benjamina. Moi zdegenerowani rodzice (aż dziw, że wydali na świat kogoś tak normalnego jak ja…)z pewnością docenią smak polityczny. Moja matka zawsze zwalczała tego kretyna… Poszło o jakąś ubłoconą suknię, jeszcze zanim się urodziłam… Naprawdę, jakby nie mieli innych problemów…
W połączeniu z pomocą Basi i konsekwentnym rozsiewaniem chaosu przez nią w moim rodzie jest całkiem niemała szansa, że z jednej strony Kubie się upiecze, a z drugiej ja też będę miała spokój. No i nikt już Niuchaczowi samochodu nie spali. Przynajmniej tyle.


Z rozmowy Dimitriego Zajcewa z Tatianą Zajcew

- Walczyłaś dzielnie przeciwko Urbankowi.
- Dziękuję, Dimitri.
- Byłaś bardzo zmęczona, a jednak zmusiłaś go do pewnych działań. Szybki pomyślunek. Podobało mi się to, co zaprezentowałaś na arenie.
- Powinnam była go pokonać.
- Co, Urbanka? Z jednej strony ma demony, z drugiej miał Twoją kuzynkę a z trzeciej AD. A jeszcze ostatnio Wilhelm. Wiesz, ten z frakcji Złotego, na niego napastował.
- Wilhelm…
- Nie walczył z nim osobiście.
- Ach… To wszystko tłumaczy.
- No, no, uważaj sobie. Co byś o nim nie myślała, Ewa wpierw spróbowała go spalić, a jak się jej nie udało, to się w nim zakochała.
- Chciałeś powiedzieć, wskoczyła mu do łóżka. Może i ma dużą siłę ognia, ale to rozpieszczona córeczka patriarchy. Tacy jak ona nie potrafią naprawdę walczyć.
- Nie lekceważ swojej kuzynki. Ja sam nie chciałbym stać naprzeciwko jej inkarnacji Gorynycza.
- Z całym szacunkiem, Dimitri. Walka to więcej niż tylko stanie z tyłu i strzelanie. Walka to też…
- Ciebie też pokonał. A i mnie zaskoczył. Nie zdążyłem postawić tarczy.
- To musiało być upokarzające.
- O, bynajmniej. Rozmawiałem z przywódcą klanu. My dwoje - osoby upokorzone przez Urbanka - mamy prawo pierwszego ciosu.
- Musimy się przygotować. Pokażę mu, że kto jak kto, ale Urbanek nie powinien traktować w ten sposób Zajcewów. Dobra, spotkał się z Ewą. Gdybym ja się spotkała z Ewą, to też nie wiem, czy miałabym dobrą opinię o naszym rodzie. Ale zamierzam mu pokazać, że może i mam minimalną moc w porównaniu z Ewą, lecz jestem nieporównywalnie groźniejsza.
- Taniu, Ewa włada ogromną niszczycielską mocą, jest naprawdę dobrym strategiem i ma jeszcze podległe sobie sługi. Ty z drugiej strony jesteś osobą bardziej działającą bezpośrednio. Jak niby chcesz zniszczyć choćby jego tarcze w chwili, w której nawet Ewie nie zawsze się to udaje?
- Dimitri, moc to nie wszystko. Pokonam go, choćby po to, by pokazać tej nadętej ropusze, patriarsze, że jego córka by nie dała rady tam, gdzie potrzebna jest odrobina finezji a nie nadmiar siły ognia.
- Aż tak Cię to zabolało?
- Zaatakował w samym środku festiwalu! Festiwalu zorganizowanego przez mojego ojca! Wygłosił swoją kwestię i zniknął! Po prostu uciekł! I nikt, nawet Ty, nie był w stanie go zatrzymać!
- Twój ojciec nie byłby zadowolony, gdybyś wyruszyła mścić się na narzędziu! Ktoś za tym stoi!
- Ktoś?! Ja Ci powiem, kto! Ewa za tym stoi! Zniszczyłaby cały ród, zniszczyłaby wszystkich, bez wyjątku, by tylko pokazać swojemu ojcu, że jest zbuntowana! Urbanek stał się jej narzędziem. Popatrz: wpierw zaręczyła się z nim, zwodziła go i mamiła, a jak Urbanek zrobił swoje, zerwała z nim!
- Nie zaczynaj wojny z córką patriarchy! Wiesz, jakie jest prawo! Ucierpi nie kto inny jak Twój ojciec, jeśli to zrobisz!
- Ja? Zacząć wojnę? O nie, nie… Zrobię coś innego. Niech panienka Ewa zobaczy, że Urbanek nie jest wiernym narzędziem. Niech to narzędzie obróci się przeciwko niej… Niech Urbanek pojedzie moją drogą kuzynkę…
- Nie wiem, jak chcesz do tego doprowadzić..!
- Ja też nie… Ale na razie nie atakuj Urbanka. Pozwól, że ja zrobię rozeznanie.
- Jestem starszy rangą.
- Tak… ale czy mój plan nie ma sensu?
- Nie. Nie jesteś w stanie tego zrobić.
- Dobrze… To pozwól mi uderzyć pierwszej! Naprawdę zależy mi na tym, żeby pokazać, że moja kuzynka nigdy nie próbowała nawet wypełnić swoich obowiązków, a jedynie symulowala walkę!
- Dobrze. Możesz uderzyć pierwsza. Będę Cię osłaniał.
- Dziękuję Dimitri. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.


Z myśli Basi

Plan w sumie był dość prosty, choć bez Ewy byłoby dużo trudniej wszystko zorganizować.
Dzięki niej wybraliśmy wdzięczny cel ataku - odłam rodu, za którym ojciec Ewy nadmiernie nie przepada. Dodatkowo, zasugerowałam 'przypadkowe' pozostawienie śladów sugerujących udział jakiegoś innego odłamu rodu Zajcew, co powinno wprowadzić dodatkowy chaos. Akurat mnie wyjątkowo on w tej chwili pasuje…
Przygotowania zajęły nieco czasu, ale to dobrze. Dzięki temu moi ludzie mieli możliwość zgromadzić trochę surowców, na które dotąd ród Zajcew miał monopol. Nie za dużo, nie można oczekiwać cudów w ciągu doby, ale powinno mi się udać przejąć niewielką część ich kontaktów. Nie będą mieli czasu zajmować się handlem w obliczu chaosu wewnątrz rodu.
Cała idea tego ataku opierała się na tym, że o ile sam atak pozostaje całkowicie i niezaprzeczalnie sprawką Kuby (nalegał na to i był tak zdeterminowany, że gdybym probowała go od tego odwodzić to chyba by uciekł), o tyle ma być dość śladów świadczących o tym, że przy tej akcji pomagał ktoś z ich własnego rodu… Kuba dostał płaszcz z odpowiednim symbolem wyszytym w odpowiednio dyskretnym miejscu, podrzuciłam mu też kilka fraz i 'przejęzyczeń', które to sugerowały… Powinno się udać. Dodatkowo, postarałam się, żeby nie sprowokować patriarchy do odwetu. Lepiej już, żeby na Kubę polowała jedna gałąź rodziny niż cały ród Zajcew…
I udało się.
Z tego, co wiem, jedynie odłam Benjamina Zajcew będzie teraz ścigał Kubę. Dostałam w swoje ręce (wystarczyło poprosić Ewę) wewnętrzne pismo, które patriarcha rozesłał do wszystkich członków rodu. Dla kogoś, kto umie czytać takie rzeczy, jasne jest, że cała odpowiedzialność za dokonanie na Kubie zemsty spada na Benjamina i jego gałąź rodu.
Cóż… z jednej strony jest to pocieszające - nie jest po najpotężniejszy odłam rodziny Zajcew, z drugiej strony, nie są też najsłabsi. Po prostu atak na nich dawał nadzieję, że nie pociągnie za sobą odwetu wszystkich Zajcewów. A nawet ja sama dobrowolnie nie zadarłabym z całym rodem….
Cóż… wiem, że pozostawione przez Kubę ślady pozwoliły na osiągnięcie takiego wrażenia i efektu, na jakie liczyłam. Mały ferment i wojna domowa w tym konkretnym rodzie są mi tylko na rękę…
Kuba jest bezpieczniejszy, a ja mam większe pole manewru. I nawet Ewa jest szczęśliwsza, bo mogła przyłożyć się do dokopania 'tym zdegenerowanym kozojebom'.


Z myśli Krystyny Bankierz

Tien Sępiak poprosiła mnie o spotkanie. W pierwszym odruchu powiedziałam jej, że jeśli chodzi o moją i lorda Urbanka wizytę, to nie ma o czym mówić. Ona jednak poinformowała mnie, że to sprawa prywatna…
Ostatnio coraz częściej to słyszę… Czy to znaczy, że wkraczam do świata wielkiej polityki? <sarkazm>
Ech… Dlaczego magowie jakoś nie potrafią zrozumieć, że jestem przede wszystkim terminusem..?


Rozmowa Krystyny Bankierz z Iwoną Sępiak

- Witam, tien Sępiak.
- Cieszę, że zdecydowała się pani mnie przyjąć, tien Bankierz.
- Wspomniała pani coś o sprawie osobistej. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie to. O ile mi wiadomo, nic nas w ten sposób nie łączy.
- Prawda, jednak… Ja… nie przybyłam tu w sprawie naszego ostatniego spotkania, lecz w sprawie zupełnie innych wydarzeń, z którymi, jak się okazało, była pani powiązana.
- Wysłucham, co ma pani do powiedzenia, jednak nic z góry nie obiecam, ani informacji, ani działania.
- Nie oczekuję tego. Chodzi mi o tien Persefonę Tannenbaum. Wiem, że zdaje sobie pani sprawę z tego, że opuściła ona EAM. Wiem też, że rozmawiała pani z jej rodzicami. Wiem też, co pani im powiedziała - poprosili mnie o pomoc, chcieli dowiedzieć się, co tak naprawdę się dzieje. Z mojej strony wiem też, że faktycznie Sairanseil był demonem tien Persefony i po rozmowie z moim demonem, po tym, jak rozwiązaliście problem z buntem, dowiedziałam się, że jeden z demonów, demon Janusza, został zwolniony ze służby Sairanseila. Ten sam demon, którego zabrał ze sobą lord Urbanek.
<krótka pauza>
- Muszę wyrazić uznanie dla pani umiejętności zdobywania informacji. Słucham dalej.
- Dziękuję, ale te informacje akurat wszystkie znajdowały się bezpośrednio przede mną. Jestem wplątana w te wydarzenia. To, co powiedziała pani rodzicom Persefony <rozejrzenie się, upewnienie, że nie ma podsłuchów> Czy mogę wyrażać się… bezpośrednio?
- Proszę, zapewniam, że nie poczuję się urażona. <skłonienie głowy>
- Jaki tak naprawdę wpływ mogła mieć Persefona Tannenbaum, uczennica EAM, osoba utalentowana i zdeterminowana, ale nie najlepsza z najlepszych działając przeciwko komuś takiemu jak ekspert Aster? Co ona zrobiła takiego, że wymagało to od niej opuszczenia EAM?
- Mówiąc szczerze, to ja miałam nadzieję zadać to pytanie pani.
- Jeżeli tak, być może jestem w stanie na to odpowiedzieć. Persefona… Dobrze. Czy mogę… Czy może mi pani obiecać Absolutną Dyskrecję?
- <spojrzenie w bok> Mogę obiecać, że nikomu świadomie i dobrowolnie nie powiem o tym, co pani mi powie a jeśli uznam, że ktoś powinien o tym się dowiedzieć, wpierw zapytam panią. Jednak… jestem terminusem, nie politykiem.
- Tien Bankierz. Mogłabym próbować pani wytłumaczyć, czemu to takie ważne. W ten sposób uwikłałabym panią w całą tą sprawę na poziomie emocjonalnym. Ja jestem politykiem, ale nie jestem manipulatorem. Po prostu to, co teraz pani mówię, niech mi pani uwierzy, nie chcę tego wyjaśniać, żeby pani nie uwikłać w tą sprawę osobiście. Chcę pozostawić to dla pani na gruncie zawodowym. To, co pani powiem nie może trafić do rodziców Persefony.
- Jeżeli chodzi przede wszystkim o nich, to mogę to obiecać.
- Tak, ale może się okazać, że pani powie komuś, kto powie komuś, kto powie komuś, kto powie im. Na to panią uczulam. Ale na tym poprzestańmy. Po prostu chcę, żeby pani zrozumiała skalę.
- Zależy pani przede wszystkim na zachowaniu tajemnicy przed rodzicami tien Tannenbaum. Czy ma to jakiś związek z jej mocą?
- Nie. Ma to dużo wspólnego za to z jej pobytem na EAM.
- Muszę przyznać, że chyba po raz pierwszy rozmawiam z kimś, kto - tak dla odmiany - chce mi coś powiedzieć o całej tej sprawie.
- Nie chcę. Ale obawiam się, że bez tego pani nie powie mi nic. Jeden klucz do zagadki znam ja. Drugi klucz do zagadki zna pani. Persefona opuściła EAM i ja nie mam wiele czasu, by spróbować jej pomóc. Jako, że pani nie ma żadnych powodów, by mi ufać oraz z uwagi na to, że lord Urbanek, jakkolwiek bardzo dziwna persona, ale godna zaufania, pani ufa i ja jestem skłonna pani zaufać.
- Rozumiem. Doceniam pani zaufanie.
- Niedawno… To się zaczyna zanim został przyzwany Sairanseil. Tien Tannenbaum wykonała akcję odwetową przeciwko jednemu z uczniów EAM i w jakiś sposób w sprawę został wmieszany tien Fulmar. On odkrył, co się stało. Proszę zrozumieć, jak wygląda sprawa z EAM. Nie ma brudów wewnątrz EAM. Dałam Persefonie pięć minut na uwolnienie przetrzymywanego maga - to było ultimatum - oszukałam go i powiedziałam mu, że tien Tannenbaum jest mniej więcej masochistką, a jej soczewki odpowiadają mniej więcej na jej podświadomość. Ona, przerażona całą tą sytuacją i przerażona potencjalnym wyrzuceniem z EAM, z uwagi na działania tien Fulmara… i moje - zdecydowała się rzucić zaklęcie rytualne sama, wspomagając się artefaktami i bez najmniejszej osłony.
- Czy chodzi o rytuał przyzwania demona, który pokazał nam mistrz Błotnicki?
- Tak, rytuał czteroosobowy. Każdy mag ma zupełnie inną rolę w tym rytuale. Trzech kanalizuje energie zewnętrzne i stanowi zabezpieczenie. Czwarty kanalizuje energię przez siebie i jest jakby czubkiem piramidy. Mówiąc szczerze, nie wiedziałam, że ten rytuał da się rzucić samemu, ale tien Persefona Tannenbaum w jakiś sposób ten rytuał wypaczyła. Nie wiem, co wtedy czuła. Nie potrafię uwierzyć, jak można być takim głupcem! Ale w odpowiedzi pojawił się Sairanseil.
- Innymi słowy, to nie był standardowo standardowe przyzwanie.
- Nie. Nie wiem, co ona zrobiła. Nie powinna była być w stanie tego rzucić. Nigdy nie pokazała nikomu zapisków. Tylko ona wie, jak to zrobiła.
- Ale… To znaczy, że może sama przyzwać Sairanseila. Znowu.
- Poprzednio rzuciła zaklęcie sama. Nie mogę zaprzeczyć. Może faktycznie jest w stanie go przyzwać sama.
- <chwila ciszy> Kontynuuj, proszę… tien Sępiak.
- Pozwoli pani, że zaznaczę jedną rzecz. To nie jest norma na EAM. Tien Tannenbaum… nie wiem, jak Persefona to zrobiła. Ona obeszła wszystkie mechanizmy obronne. W jakiś sposób dała radę oszukać wszystkich. Różni nauczyciele starali się jakoś ją zrozumieć czy do niej dotrzeć, ale ona była jak kameleon. Mówię to pani w najgłębszym zaufaniu, bo to naprawdę godzi w reputację EAM.
- Od jak dawna tak wszystkich oszukiwała?
- Od bardzo dawna. Tylko każdego inaczej. Oszukiwała nas rzucając wszystkie rytualne zaklęcia sama. Po tym, co się wydarzyło, zmieniło się naprawdę wiele zasad, żeby uniemożliwić takie wydarzenia, ale przyznam szczerze. Zawaliliśmy. Ja także osobiście zawaliłam.
Tak, czy inaczej, to był dopiero początek. Jako, że magowie, którzy "odzyskali" porwanego maga…
- Tien Łaniewska i tien Fulmar.
- Nie, tien Fulmar, oraz… tien? Nocny Kwiat. Proszę o wybaczenie, mam jednak problemy z tytułowaniem 'tien' Vicinusa. Nie umniejszam jej znaczenia.
- Rozumiem. Choć… jaki fae miała w tym interes?
- Nie wiem. Jednak ona zażądała zniszczenia ogrodu tien Tannenbaum. Ogrodu zaprojektowanego przez jej rodziców. Czegoś naprawdę dla niej bardzo cennego. W sytuacji, w której się znalazłam, nie znalazłam sposobu zablokowania tej decyzji. Wracając do warunków… Tien Tannenbaum dostała ścisły zakaz wszelkich działań mających na celu w jakiś sposób działać przeciwko dowolnemu innemu magowi Srebrnej Świecy pod groźbą usunięcie z EAM, chyba, że w samoobronie.
- Ach…
- Tien Bankierz..?
- Czy może mi pani odpowiedzieć na jedno pytanie? Jaki jest stosunek tien Tannenbaum wobec ludzi?
- Opiekuńczy. Zdanie Persefony pokrywa się ze zdaniem jej rodziców. A oni zawsze powtarzali, że magowie są arystokracją tego świata, ale arystokracja ma obowiązek troszczyć się o innych. Tien Bankierz?
- Zanim cokolwiek powiem, zmuszona jestem również poprosić panią o Absolutną Dyskrecję.
- Oczywiście. Potrzebuję informacji, by pomóc Persefonie, ale nie mam celu, interesu… nic nie zyskuję przekazując je dalej.
- Tien Tannenbaum na własną rękę, nikogo o tym nie informując, śledziła od dłuższego czasu poczynania magów podległych ekspertowi Asterowi.
- Tak… nie dziwię się. Zawsze uważała frakcję reformatorów za szkodliwą, a ostatnie wydarzenie jedynie musiały upewnić ją w tym, że ma rację.
- Tak… Cóż, kiedy zorientowała się, jakiego rodzaju operacja prowadzona jest w Kotach, zaczęła w miarę swoich możliwości ją utrudniać. Jednak to, co się działo, skutecznie przekonało ją, że to większa sprawa. Tak trafiła do mnie… Faktycznie, tien Tannenbaum współpracowała ze mną, wspierając mnie. Od chwili, kiedy włączyłam się w tą sprawę pozostawała nawet nie na drugiej, a raczej na trzeciej lub nawet czwartej linii, jednak jeszcze w początkowym etapie swojej tam bytności zostawiła ślad, który został odkryty przez tien Łaniewską i tien Fulmara… Teraz dopiero rozumiem, dlaczego informacja o ich udziale w sprawie wywarła na niej tak piorunujące wrażenie.
- Rozumiem… Nie miała wyjścia. Po prostu nie miała wyjścia. Jeżeli po ostatnim tien Fulmar przyszedł do mnie… Autentycznie miałam wrażenie, że najchętniej doprowadziłby do usunięcia jej z EAM… W związku z tym… nie wyobrażam sobie, co oni by zrobili, gdyby poznali rolę Persefony w walce przeciwko ulubionemu magowi frakcji reformatorów.
- Cóż… Muszę panią zaskoczyć. Moje spotkanie z tien Łaniewską i tien Fulmarem nastąpiło już na miejscu akcji. Miałam przewagę, ponieważ - w przeciwieństwie do nich - dzięki tien Tannenbaum wiedziałam, przeciwko komu działamy. Muszę przyznać, że początkowo miałam podobną, jak pani opinię. Jednak tien Łaniewska… jak również tien Fulmar… sami zaproponowali rozwiązanie sprawy tak, by jak najmocniej uderzyć w eksperta Astera.
- Jeżeli tak, niesprawiedliwie ich oceniłam. Jeśli jednak ja ich tak oceniłam, jak na to musiała spojrzeć Persefona? To ma sens. Nie zdziwię się, jeżeli właśnie z tego powodu Persefona opuściła EAM.
- Powiem więcej, ta dwójka wydawała się zaniepokojona losem tien Tannenbaum. Powiedzieli mi, że chcą jej pomóc… Więcej, opowiedzieli mi, jak sprawa wyglądała z ich strony.
- Czy wiedzą coś, czego ja nie wiem?
- Chyba nie, choć tien Fulmar poinformował mnie, - powołując się na panią - że tien Tannenbaum nie do końca kontroluje swoją magię. Wcześniej powiedziała pani, że go oszukała… Czy mogę się dowiedzieć, jak jest naprawdę?
- Tak. Oszukałam tien Fulmara, żeby wzbudzić w nim choć odrobinę litości dla Persefony, żeby nie chciał jej zniszczyć. Prawda jest taka, że Persefona… ma… jej magia jest silna. Jej soczewki i paradoksy są dużo potężniejsze niż powinny być. Coś jest nie do końca tak z jej magią, ale to nie jest brak kontroli, choć w pewien sposób można to tak nazwać. Z tego, co ja rozumiem, jej magia jest dużo bardziej intensywna. Innymi słowy, soczewki i paradoksy Persefony są dużo potężniejsze, a ona zupełnie nie potrafi ich osłabić. Jak Sairainseil. One… Pochodzą z jej głębi, z serca. O tyle nad nimi nie panuje, że jej soczewki i paradoksy są prawdziwą manifestacją tego, czego ona pragnie i o czym ona myśli, ale są potężne. Są dużo potężniejsze niż powinny być. Przynajmniej… tyle ja wiem. Jakakolwiek rozmowa o Persefonie zawsze jest problematyczna, bo nigdy nie wiadomo, co jest prawdą, a co jest fałszem.
- Tak… chyba panią rozumiem. I… muszę się przed panią do czegoś przyznać… zawiodłam jako terminus. Zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy, by ukryć dowody udziału tien Tannenbaum w tej akcji, udało mi się nawet odzyskać zdobyty przez nich ślad i zablokować tą ścieżkę zdobycia informacji, jednak oni i tak dowiedzieli się o jej udziale. Wciąż nie mają twardych dowodów, jednak wiedzą o jej udziale w całej tej sprawie. Pocieszające jest to, że - zgodnie z ich słowami - chcą jej pomóc.
- Tien Bankierz… Czarodziejka, która wezwała tien Fulmara z prośbą o pomoc jest członkiem EAM. Złamała zasady EAM. Zrobiła coś… niedopuszczalnego. Jednak ja nie jestem w stanie nic zrobić przeciwko niej. Nie mogę poinformować władz o jej niewłaściwym działaniu, ponieważ wszystko zostało załatwione "pod stołem". Nie mogę osobiście dać jej do zrozumienia, co o tym myślę, gdyż to będzie "znęcanie się za wspieranie nie tej frakcji". Przyszli, zrobili swoje, nie zainteresowali się dalszymi implikacjami i poszli sobie. Ich… ja nie chcę ich pomocy. Nie są w stanie poświęcić tyle czasu, ile potrzeba. Wpadają, coś robią i znikają. Jeżeli tak ma wyglądać ich pomoc, jak pomogli tej czarodziejce… Jedyne, w czym jej to pomogło to dało jej to całkowity immunitet. W tej chwili, czegokolwiek by nie robili, będzie cacy, ponieważ szef ich roku otwarcie wspiera ich działania i każdą próbę ingerencji z mojej strony określa jako zemstę. Te działania bardzo, bardzo negatywnie wpływają na EAM, na dyscyplinę na EAM i na moje możliwości działania. Nie mogę nic powiedzieć nauczycielom. Nie mogę nic powiedzieć opiekunom, a spotkałam się już z sytuacją, w której uczeń nie zgadzał się z niektórymi decyzjami i usłyszał "Co, też chcesz mieć kuratora?" Osobiście uważam, że tien Łaniewska nie dopuściłaby do tego, gdyby zdawała sobie sprawę z sytuacji, jednak nie zdaje sobie z niej sprawy i wyraźnie nie jest tym zainteresowana. W związku z czym, naprawdę, bardzo proszę, niech oni nam już nie pomagają!
Przepraszam, to nie pani wina… Obawiam się, że… momentami też traktuję to zbyt osobiście. Ale wpierw Persefona… a potem oni… niszczą uczelnię, z której jestem cały czas dumna. A, tak, jest jeszcze mistrz Błotnicki, ale w pewien sposób to też wina Persefony… Gdyby nie przekształciła rytuału, nie byłaby w stanie przyzwać Sairanseila. Nie wiem, to tylko moje przypuszczenia.
- Nie chcę brzmieć jak oni, ale… czy mogę jakoś pomóc? Czy ma pani pomysł, jak to rozwiązać?
- Tak, i to dość skuteczny. Będzie pani nawet świadkiem rozwiązania tego problemu, jeżeli da się pani zaprosić na bal.
- …Bal?
- Nazwałam to balem osobliwości.
- Muszę powiedzieć, że nie przepadam za niespodziankami.
- To nie będzie niespodzianka dla pani. To będzie niespodzianka innego typu.
- Sekundkę… Zanim zaczniemy mówić o balu… Kilka rzeczy. Mogę przejąć tą sprawę od tien Łaniewskiej. Tien Fulmar jako jej uczeń niewiele będzie miał tu do powiedzenia.
- Będę bardzo wdzięczna.
- Widzę też możliwość dotarcia do tien Tannenbaum poprzez kogoś spoza Srebrnej Świecy. Zna pani tą osobę. Nie wiem, czy zdaje sobie pani sprawę, a z pani reakcji wnoszę, że nie, iż lord Urbanek jest dalekim kuzynem tien Tannenbaum.
- Tak… mogłam się tego spodziewać.
- S… Słucham?
- Przepraszam, tylko głośno pomyślałam.
- Lord Urbanek jest świadomy tego pokrewieństwa, a ja, nie widząc innego sposobu - o pani istnieniu nie wiedziałam, wprowadziłam go w to, co wiedziałam, pomijając szczegóły odnośnie eksperta Astera.
- Rozumiem.
- Nie wątpię, że lord Urbanek będzie chciał z panią porozmawiać, i zapewne zada podobne pytania jak ja.
- Oczywiście, będę do jego dyspozycji.
- Cokolwiek zamierza pani zrobić na balu, sugerowałabym również jego w te plany.
- Z panią mogę podzielić się pewnymi informacjami dotyczącymi EAM. Jest to… bolesne, ale mogę to zrobić. Wolałabym uniknąć informowania o tym lorda Urbanka. Nie. Nie poinformuję o tym lorda Urbanka. Nie dotyczą go. Nie mają z nim nic wspólnego. Ten bal będzie na tyle rozległy, że mogę pani zagwarantować, że może tam się dziać bardzo wiele rzeczy, i że żadna osoba nie będzie w stanie jednocześnie obserwować całości.
- Rozumiem. Zatem i ja nie będę informować lorda Urbanka o pani planach… Jakiekolwiek by nie były.
- Dziękuję. Uważam, że pani w żaden sposób nie spotka się z tym konkretnym problemem.
- Rozumiem. Jeśli będę jakoś mogła pomóc w kwestii tien Tannenbaum, wie pani, jak mnie znaleźć. Proszę się ze mną kontaktować o dowolnej porze.
- To samo w drugą stronę. Tien Tannenbaum jest w pewien sposób moim priorytetem.
- Jeśli zaś chodzi o bal… Przyjmuję zaproszenie.
- Bardzo się cieszę.
- …


Z przemyśleń Krystyny Bankierz

Wreszcie pojawił się ktoś, kto nie kręci i nie kombinuje tylko mówi to, co trzeba powiedzieć… Owszem, tien Sępiak nie podobał się fakt, że musi mi pewne rzeczy powiedzieć, jednak…
Cóż, zadowolona jestem, że to zrobiła. Oczywiście, zweryfikowałam jej prawdomówność. Wiedziała rzeczy, których nie mogła się dowiedzieć inaczej jak od państwa Tannenbaum.
Muszę powiedzieć, że jej opowieść sporo mi wyjaśniła i postawiła tien Tannenbaum w nieco innym świetle.
Od początku nie do końca zgadzałam się z opnią tien Łaniewskiej czy tien Fulmara, a rozmowa z tien Sępiak tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że tien Tannenbaum to po prostu bardzo uzdolniona i bardzo nieszczęśliwa czarodziejka, która miała niezwykłego pecha. Och, nie jest ona w żadnym wypadku niewinnym aniołkiem, ale nie jest też potworem… A przynajmniej - jeszcze.
Nie powiedziałam tego tien Sępiak, ale… stan tien Tannenbaum przypomina mi początkowe stadium choroby terminusów. To na pewno nie jest to, ale coś na tyle zbliżonego, by nasunąć mi takie skojarzenie…
Cóż… mam nadzieję, że uda się ją z tego wybić… Jakoś. Nie znoszę polegać na kimś spoza gildii, ale mam nadzieję, że lordowi Urbankowi uda się coś osiągnąć. Ja sama spróbuję porozmawiać z tien Tannenbaum, kiedy wróci. Zapytać ją o tien Fulmara. Co o nim sądzi. Zapytać, jak cała ta sprawa wyglądała z jej strony…
Skoro już i tak robię za szarą eminencję w całej tej sprawie, to wypadałoby znać opinię wszystkich zainteresowanych stron…
Swoją drogą, tien Sępiak okazała się być zręcznym politykiem, a jednocześnie nie zatraciła jeszcze umiejętności wyrażania się w sposób prosty i logiczny… Rzadki dar, zwłaszcza u tak młodej osoby - magowie w jej wieku zwykle mają tendencję do popadania w którąś ze skrajności…
Trudno byłoby mi nie zauważyć, w jaki sposób wyrażała się o tien Tannenbaum. Świadczyło to o sporej zażyłości pomiędzy tą dwójką. A jednak… ona też (jak powiedziała) nic nie wiedziała o decyzji tien Tannenbaum aż do ostatniej chwili.
Spytałam ją, czy uważa, że tien Tannenbaum pragnęłaby powrotu na EAM. Odpowiedziała, że wszystko, co tien Tannenbaum robiła, zawsze wiązało się z EAM i z pozostaniem na EAM, więc chyba tak, choć na pewno nie jest tam szczęśliwa. Zapytana dodała, że w tej chwili pracuje nad umożliwieniem tien Tannenbaum powrotu na uczelnię i kontynuowania nauki. Zaoferowałam swoją pomoc - jeśli takowa będzie potrzebna. Nie zamierzam pchać się z palcami, gdzie mnie nie chcą lub nie potrzebują.
Nie wiem… tien Tannenbaum jest osobą pełną zagadek. Udało się jej oszukać nawet własnych rodziców. Niby dzieci stale to robią, ale ten przypadek jest - z tego, co widzę - szczególny. Udało się jej oszukać nawet kuratora, a przecież ci zwykle lepiej się znają na rzeczy niż rodzice…
Nie wiem… Mam nadzieję, że odsuwając tien Łaniewską od sprawy nie popełniam błędu. Jednak nie widzę innego niż ten sposobu, aby odciąć od sprawy również tien Fulmara… A kogo jak kogo, ale jego obecności sobie nie życzę.
Nie lubię go i już. Jakkolwiek dobrych intencji by nie deklarował… Cóż, możnaby powiedzieć, że w jego wypadku miało być pięknie, a wyszło jak zwykle…


Z myśli zdziwionej Izy

Cóż… Bardzo nieoczekiwany obrót wydarzeń. Tien Bankierz skontaktowała się ze mną i poinformowała mnie, że od tej pory sprawa tien Tannenbaum jest sprawą frakcji konserwatywnej i że ona nie życzy sobie działań ze strony wszystkich osób do tej pory zaangażowanych. I - jeśli to możliwe - jakichkolwiek z frakcji reformatorów. Powiem szczerze, że to było… zaskakujące. Nie było to wrogie. Tien Bankierz wzięła na siebie całość odpowiedzialności za wynik tej decyzji, w związku z czym niespecjalnie mam się do czego przyczepić. Zwłaszcza, że tien Tannenbaum i tak wyślizgnęła nam się z rąk.
Uhonoruję jej życzenie. Nie podoba mi się to, ale - jak sama słusznie zauważyła - tien Tannenbaum jest czarodziejką frakcji konserwatywnej, w związku z czym niespecjalnie mogę cokolwiek zrobić.
Skąd ta odmiana? Tien Bankierz poinformowała mnie, że zostały jej przekazane nowe informacje przy zastrzeżeniu Dyskrecji Absolutnej. Interesujące. Kto mógł jej przekazać te informacje? Rozumiem, dlaczego nie chce dzielić się informacjami w wypadku Dyskrecji Absolutnej, jednak faktycznie oznacza to, że tylko i wyłącznie ona może być odpowiedzialna za dalsze działania w sprawie tien Tannenbaum.
Trudno. Nie zamierzam się tym przejmować bardziej niż muszę. Jeżeli naprawdę chce, żeby to był tylko i wyłącznie ich problem, niech więc tak będzie. Poinformowałam ją, że moim zdaniem wszyscy możemy sobie nawzajem pomóc, ale podziękowała i powiedziała, że w tej chwili nie chce naszej pomocy. Jak długo tien Tannenbaum nie będzie się starała torturować magów innych frakcji, tak długo, zdaje mi się, możemy honorować ten układ.
Ale jeżeli tien Bankierz doprowadzi do powstania nowej Renaty Maus, postaram się o to, by jej rola w tym wszystkim nie została zapomniana!


Z myśli Maurycego po usłyszeniu nowiny

No ładnie… w sumie… mogłem się domyślić. Bankierzówna ponownie złamała umowę. Eh… no dobra, spokój… Krystyna złamała umowę, jej ród nie ma tu nic do rzeczy… eh… trudno, od dawna wiedziałem że żadne bezpośrednie akcje z mojej strony nie przyniosą nic dobrego w kwestii Persefony. Mam tylko nadzieję że Krystyna wie co robi. Moim zdaniem robi głupio unosząc się dumą, szczególnie że zupełnie niepotrzebnie rozszerza jej uraz do mnie na Izę. Ale skoro nie potrafi inaczej… nie mam zamiaru nic więcej robić w tej sprawie, tak jak nie miałem zamiaru nic robić przedtem, nie bez wyraźnej przyczyny. Jedyne co się zmienia to że Krystyna zamiast mieć potencjalne wsparcie we mnie i w Izie odcina nas od informacji, a siebie od dodatkowych środków. Zaiste hell hath…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License