Koszmar w Kotach

Z dyskusji Lugardhaira z ekspertem Asterem

- Innymi słowy, mamy układ. To Ty jesteś osobą, która próbowała się ze mną skontaktować.
- Tak, choć niekoniecznie z Tobą. Z każdym kralothem chętnym do dyskutowania ze mną. To nie musiałeś być Ty osobiście.
- To u was w zwyczaju, obrażać sojuszników?
- Nie obrażam Cię. Po prostu… twardo negocjuję. Nie chcę, żebyś myślał, że jesteś niezastąpiony. Podejrzewam, że za dwadzieścia procent Quark każdy kraloth by w to wszedł.
- Mało wiesz o kralothach! Może jest przyjęte wśród was, by się płaszczyć i żebrać o każdy kryształ, ale my mamy swoją dumę! Dwadzieścia procent to zdecydowanie za mało!
- Za mało? Znalazłem Ci miejsce, zapewniam Ci ochronę, zapewniam artefakty wspomagające. Mało tego, dostarczę Ci nawet swojego ucznia jako chłopca na posyłki! A Ty twierdzisz, że to za mało?
- Widzisz… Twój uczeń będzie starał się podłapać jak najwięcej mojej wiedzy, a ja będę tym, co wykonuje całość pracy! Ty jedynie będziesz przychodził po wyniki. Twoja inwestycja jest jednorazowa…
- To moi ludzie. Mój teren. Nie jest jednorazowa, bo będziesz zużywał moje surowce!
- Ludzie się łatwo mnożą. Żadna mi inwestycja. Ponadto, co możesz z nimi zrobić teraz? Nie potrafisz nawet przedłużać swojego życia, pożywiając się nimi!
- Dwadzieścia pięć procent. Zostawię Tobie dwadzieścia pięć procent kryształów Quark. Sam jednak przyznasz, że Twoja sytuacja jest wyjątkowo dobra! Nie na co dzień czarodziej - i to potężny czarodziej - sprzymierza się z kralothem!
- Bo większość z was to bezmyślni durnie! Polujecie na drobnicę, na drobniutkie kryształki Quark. A ta wielka góra kryształów czeka na was. Ile na tym świecie jest ludzi? Miliard? Dwa?
- No, no… nie przesadzaj… Nie więcej niż sześćset milionów. Ta planeta nie wyżywiłaby tylu ludzi. Nie bez pomocy magii.
<dopisek Kić: biedny, niedouczony idioto…>
- Widzisz więc… Potrafię wyciągnąć bardzo wiele energii z inteligentnych, myślących istot. Gdybyś tylko pozwolił mi dorwać w swoje ręce jakiegoś maga lub jakąś czarodziejkę…
- Nie! Absolutnie wykluczone! Magowie i Vicinusy są sobie równe. Oczywiście, mam na myśli inteligentne Vicinusy władające magią. Jeszcze tego brakuje, byśmy zaczęli uznawać ludzi za sobie równych!
- Ludzie nadają się tylko na farmę. Zrób inwestycję. Znajdź grupę ludzi. Nie wiem, paręset, może tysiąc. Wydziel kawał terenu. Załóż tam farmę… Użyj tej swojej wszechpotężnej magii, z której jesteś taki dumny. Zapewnij im takie warunki, żeby się jak najszybciej rozmnażali i jak najbardziej wzmocnij w nich wrażliwość na moje moce. Jak mi to dasz… Nie będę potrzebował ochrony. Wezwiemy dwóch czy trzech innych kolegów, którym ufam. W przeciągu pięciu lat z odpowiednimi metodami kontroli populacji i takiej hodowli, żeby krzyżować ich między sobą, by zmaksymalizować receptywność na Magię Krwi, ekstazę i cierpienie, będziesz najbogatszym magiem na całym swoim świecie!
- No, no… Nie przesadzaj. Nie zdajesz sobie sprawy z potęgi magów tego świata i ich ilości! Ale tak, jeżeli ten eksperyment się uda, to zamierzam ściągnąć na Koty samolot, jak zwykle, nikt nie przeżyje - ateistyczni terroryści szaleją - i założymy sobie taką małą farmę. Wpierw jednak na to muszę dostać aprobatę gildii.
- Znowu aprobata? Jesteś panem czy niewolnikiem?!
- Jestem ekspertem magii ze Srebrnej Świecy! Jestem jednocześnie lojalny swojej gildii, zwłaszcza teraz, jak ci kretyni stracili władzę i możemy nareszcie w pełni uznać was, Vicinusów, za równych w prawach nam, magom. Zanim jednak przekonam całą gildię… a przynjamniej pięćdziesiąt jeden procent, muszę mieć jakieś wyniki.
- A jak nie przekonasz?
- Znajdę taką grupę magów z mojej frakcji, pojedynczego potężnego izolacjonistę i paru konserwatystów i w tej grupie może nie od razu będziesz doceniony jako równoprawny partner, ale zapewnię sobie Quarki i pozycję wystarczającą do tego, by albo samemu założyć taką farmę całkowicie legalnie, albo by założyć ją całkowicie nielegalnie, lecz poza jurysdykcją Srebrnej Świecy. Albo przekupię lorda Sowińskiego, albo schowam się tam, gdzie nawet jego ręce nie sięgną. Sądzę na przykład, że Myszeczki, jakkolwiek są plugawymi i sadystycznymi degeneratami, dadzą się kupić.
- Czterdzieści procent. Poszedłbym na to, co mówisz, ale nie masz tak silnej pozycji, jak twierdziłeś.
- Czterdzieści to zwykłe zdzierstwo.
- Czyja gwiazda będzie świeciła najjaśniej, jak nasz eksperyment się powiedzie? Twoja! Ja nic z tego nie będę mieć!
- Dostajesz trzydzieści procent kryształów Quark! To jest nic?!
- Patrząc na ryzyko? Nie zapewniasz mi żadnego bezpieczeństwa! Równie dobrze mógłbym działać dyskretnie. Miałbym wtedy trzy razy tyle!
- Dam Ci trzydzieści trzy procent. Dwa kryształy dla mnie, jeden dla Ciebie. Nie dam Ci nic więcej. Chcesz mieć więcej kryształów - wysysaj ludzi szybciej. Tylko nie złam Maskarady.
- O nie, nie, nie, tak to nie działa. Jeżeli będę wysysał ich za szybko, zmarnuję ich. Lepiej robić to stopniowo, słabiej. Nie tak zachłannie… Długotrwała procedura żywienia się ludźmi została opracowana przez naukowców kralothów. Może Tobie nie zależy na Twojej własności, ale nienawidzę marnotrawstwa!
- Rób jak chcesz. Nie wiedziałem, że jesteś moralny wobec trzody…
- To nie ma nic wspólnego z moralnością. Nie znasz się na ekonomii. Ale dobra… Trzydzieści trzy może być. Jeżeli załatwisz wszystkie te inne sprawy.
- Bez obaw. Wiem dokładnie, gdzie to zrobić.


Z myśli Kamili

Chyba udało mi się przekonać Maksa i Anielę do pomysłu zajęć z techniki niemagicznej.
Co prawda nie oczekiwałam fanfar i w ogóle, ale mogliby okazać trochę więcej entuzjazmu…
Anielę chyba wystraszyłam, a Maks… Maks wydawał się nieco zagubiony na SŚ…
Ale… powiedzieli, że spróbują.
Przedstawiłam ich Marcinowi i poprosiłam go o znalezienie mniej więcej trójki niegroźnie wyglądających magów chętnych do nauki. Jeszcze nie na teraz, najpierw musimy odbudować siedzibę, no i Maks z Anielą muszą przygotować zajęcia, ale sądzę, że najdalej w ciągu dwóch tygodni, góra miesiąca, powinniśmy być w stanie z tym ruszyć.
Okazuje się, że Marcin nie miał pojęcia, że Julian, Wisna oraz Maks i Aniela są gośćmi w siedzibie Srebrnej Świecy. To znaczy… wiedział, że są jacyś goście z Powiewu, ale nie wiedział, kto. I nie wiedział, że udział w organizacji tego nieszczęsnego balu brał Julian…
Ech… Marcin.
Swoim pojawieniem się chyba trochę przestraszył Anielę, ale jak to on, potrafił ją trochę oswoić. On nawet dzikie kotki umie oswoić.
Maks za to był wyraźnie skołowany. Biedactwo, niedawno dowiedział się (tak jak i ja, zresztą) o tych wszystkich tytułach i zwrotach grzecznościowych stosowanych na SŚ. A tu nagle pojawia się ktoś, kto jest członkiem SŚ, a do kogo ja zwracam się po imieniu… (Jeszcze czego, żebym Marcinowi 'tienowała' w obecności samych przyjaciół. Co innego przy kimś z SŚ, ale tak..?) Cóż… Maks oczywiście używał tytułu 'tien'. Marcin, jak to Marcin. Przyjął tytuł tak samo, jak przyjąłby zwracanie się do niego po imieniu - z właściwą sobie godnością.
Tak w ogóle to zaskoczyło go to, że ma Juliana pod samym nosem. Chyba Srebrna Świeca jest dużo większa, niż mi się wydawało, skoro możliwe jest, że Marcin nie miał pojęcia o czymś, co (mam nadzieję) ma dla niego jakieś znaczenie…
Oprowadził mnie trochę po swojej nowej gildii. To naprawdę… duże miejsce.
A, zapomniałabym. Zaproponowałam Anieli wspólny wypad na karaoke razem z Julią i Wiktorią. Trzeba ją trochę rozruszać, a kto jak kto, ale Wiktoria jest do tego wręcz stworzona.
Ale… to nie będzie pierwsza impreza Wiktorii po opuszczeniu KADEMu. Nie chcę Anieli zastraszyć. XD


Z myśli Kamili

Wiktoria chyba już lekko wariuje przez to zamknięcie w piwnicy. Ma co prawda Julię pod opieką, ale ileż można z nią siedzieć? Zresztą, zbyt długie 'sesje' mogłyby jej bardziej zaszkodzić niż pomóc…
Będzie trzeba pogadać z Kubą. W sumie… Wiki na pewno to zrobi, a Kubie wcale nie zaszkodzi mały kontakt ze… specyfiką Wiktorii. Szkoda tylko, że Wiki skutecznie nastraszyła Bernarda. Mam nadzieję, że nie będzie miała z tego powodu dużych wyrzutów.


Z myśli Kamili

Całe szczęście, że wpadłam na ten pomysł z zapytaniem Jurka o jakąś tożsamość, którą mogłabym podać, gdyby ktoś pytał mnie o to, jak udało mi się znaleźć Renatę. Od dłuższej chwili mnie to martwiło. Na pewno nie mógł przejść bez echa fakt, że szukała jej cała Srebrna Świeca, a znalazłam ja, osoba bez wpływów, powiązań i bez szczególnie wielkiej mocy, czy to politycznej czy magicznej.
W końcu uznałam, że najlepiej zapytać samego zainteresowanego.
…Naprawdę starałam się go nie wytrącić za bardzo z równowagi… Naprawdę. Ale on się zawsze tak pięknie podkłada…
Nie podoba mi się, że kazał użyć swojej prawdziwej tożsamości. Chyba zaskoczył go mój opór przed jej wykorzystaniem, ale w końcu… to Jurek jest moim bratem, nawet jeśli tylko połowicznie.


Z rozmowy Jurka z HQ

- Proszę, proszę… niespodzianka.
- Nie zamierzała powiedzieć, że ma te informacje od Ciebie.
- Głupio. Bardzo głupio. Nie ukrywasz wiadomości przed terminusami, którzy są tak potężni lub mogą zrobić Ci krzywdę. Ona nie ma Ciebie, HQ. Nie potrafi przesłać swojej osobowości, pamięci i wszystkiego.
- Zależy jej na Tobie.
- Nonsens. Czułaby się lepiej, gdybym już nie żył.
- Nieprawda. Cierpiałaby.
- Przeszłoby jej. Jestem dla niej mrocznym cieniem z przeszłości. Czymś, o czym powinna chcieć zapomnieć.
- Tak, czy inaczej, w świetle tych informacji, Twoja decyzja o tym, by jej nie powiedzieć, jak należy zachować się, gdy będą z nią rozmawiać terminusi, była błędna.
- Prawda, nie doceniłem, jak Kamila może być nierozsądna. Nie, głupia to jest właściwe słowo! Jakby chcieli, wydobyliby tą wiadomość… Ona nie ma wprawy w kontaktach z terminusami, nie wie, jakie to jest bolesne.
- Zamierzała Cię chronić.
- Nikt mnie nie musi chronić, ani Ty, ani żadna gildia, ani tym bardziej Kamila. Jak na razie to ona ciągle wpada w jakieś kłopoty.
- …
- Dość już o Kamili. Wróćmy do kolejnej operacji. Chronić mnie… co jej zależy?


Z rozmyślań Kuby Urbanka na temat projektu tworzenia zaklęcia tarczy Leszczyńskiej

Hmm… Ciekawe… Pierwszym elementem tworzenia tarczy było oczywiście zebranie ekipy… Co najdziwniejsze - udało mi się zebrać całkiem sporą grupę magów, którzy prawie nic z tego nie będą mieć. No… może informacje o mojej nowej tarczy która jest im w sumie… zbędna, troszkę zabawy ;) i bardzo dużo ciekawostek pod względem samej magii… No… jedna Teresa na tym zyska najwięcej :D Ale do rzeczy. Udało mi się do projektu ściągnąć takie osoby jak:

Ja - główny zarządca samego projektu i osoba po trochu zajmująca się wszystkim, główny Twórca tarcz
Andżelika - główny data obtainer tak jak i data catalogue. Ogólnie bardzo przydatna osoba bez której sam projekt trwałby 10 razy dłużej bo sam bym się w tym wszystkim pogubił --'''
Julia - Nie spodziewałem się że będzie brała udział w tym projekcie… ale skoro już na KADEMie się znajduje i zabrała mi pokój(T__T) to myślałem że chciałaby w tym uczestniczyć… i miałem rację ;) Doskonały analityk magii… Powiedzmy że drugi katalista do zbierania danych i pierwsza osoba do analizowania wyników. Okazuje się że w tym jest po prostu idealna ;) Dodatkowo bardzo przydała się jej "Tarcza Laboratoryjna" która pokazała mi kilka nowych sztuczek których nie znałem.
Krysia - Bardzo… niespodziewana pomoc. Ale strasznie przydatna - nie widziałem jeszcze takiej siły niszczącej tarcze - powiedziałbym że tak jak ja specjalizuje się w tworzeniu tarcz tak ona jest moją przeciwnością - WSZYSTKIE tarcze jak dotąd powstałe nie mają żadnych szans z Jej breakerem. Dodatkowo jako że zna się bardzo dobrze na tarczach to podrzuciła mi kilka sposobów rozwalania ich na które sam nie wpadłem. Idealna pomoc dla tego projektu
Teresa & Janek - Hmmm… założyłem że jest ona idealną pomocą do tego projektu gdy poprosiłem też… Janka. Po prostu oboje stanowią idealne dopełnienie siebie - Janek specjalista od broni technicznej i Ona specjalistka od techniki samej w sobie. Dzięki pomocy tych dwóch mogliśmy analizować nie tylko tarcze magiczne ale również kinetyczne / energetyczne i patrzeć jak się siły rozkładają w takich tarczach… Teresie w zamian za to obiecałem zaklęcie leczące ze zbioru KADEMu. Porozmawiałem z panią Szysznicką i wytłumaczyłem Jej że podarowanie zaklęcia leczącego Powiewowi może być z korzyścią nawet dla nas - czasem potrzebujemy naszego full power i przydaliby się lekarze z zewnątrz - tak zawsze możemy poprosić o to powiew. Nic specjalnego niby, ale Teresa uznała to za uczciwą wymianę ;) W zamian za to obiecałem pokazać pani Szysznickiej moją nową tarczę i różnice w sposobach obrony. Niby nie jest magiem chaosu, ale jeżeli ktoś potrafi opisać matematycznie chaos to to będzie właśnie Ona ;).
Oprócz tego poprosiłem kilku magów z mojego roku żeby porzucali kilka zaklęć w tą tarczę ot tak - zobaczyć jak wyglądają różne uderzenia zaklęć w tarczę i jak siły się rozkładają. Tyle na pierwsze próby ;)


Z myśli Krysi

Lord Urbanek jest niezwykle obrotną osobą. Aby zrealizować swój projekt potrafił zorganizować grupę składającą się nie tylko z magów z jego gildii, ale również spoza niej. Ja, tien Leszczyńska, czarodziejka Weiner… W którymś momencie pojawiła się nawet tien Zajcew.
Cóż, zobaczymy, jak ułoży się ta współpraca. Ze swojej strony oczekuję po prostu uprzejmego traktowania. Na pewno nie zamierzam iść na ostre o to, że jakiś nieobyty mag KADEMu czy innej gildii pominął mój tytuł.
To byłoby… warcholstwo.
Ciekawa jestem sposobu pracy wszystkich biorących udział w projekcie.
Zresztą… Lord Urbanek może uważać, że nie jestem w stanie odnieść korzyści z pomocy przy tym projekcie, ale to nie do końca prawda. Widzę co najmniej kilka możliwości skorzystania na istnieniu takiej tarczy.


Z myśli zaskoczonej Kamili

Maus? Co Maus tutaj robi? Ok, w razie czego jest którędy uciekać… Niby jest ten drugi, ale… Nie, nie ufam im. Z drugiej strony… są na moim terenie. Gdzie jak gdzie, ale tutaj najmniej mi grozi. Wysłucham, co mają do powiedzenia.


Z myśli Kamili

Miłe zaskoczenie. Zamiast bawić się w gry słowne i owijać w bawełnę, zapytali prosto z mostu o to, jak odnalazłam Renatę. Oczywiście, nie mogłam dać im od razu tego, czego chcieli… Byłoby to zbyt… oczywiste.
Kiedy zadali pytanie, pozwoliłam im wyjaśnić powód i cel swojego pytania. Raz, że sami od razu od tego zaczęli, dwa, że naprawdę byłam ciekawa, co powiedzą…


Z myśli Kamili

Cóż… w końcu powiedziałam im o Jerzym Marduku (wcale nie kazałam im czekać na tą informację bardzo długo. Tyle, żeby przyjęli ją bez podejrzliwości.) Ostrzegłam ich, że najpewniej niewiele im ta wiedza da…
Nie do końca powiedziałam prawdę o niemożliwości kontaktu z mojej strony, ale powiedziałam też (najszczerszą prawdę), że nawet, jeśli ów Jerzy Marduk się ze mną skontaktuje, to moje prośby o kontakt z nimi zostaną w najlepszym wypadku wyśmiane… (A w domyśle, że w najgorszym razie stracę - nawet tak niepewne - potencjalne źródło wiedzy. )
W sumie… powiedziałam im prawdę. Byliśmy razem w jednej gildii, jeszcze przed Zaćmieniem. On zawsze był skryty i było dla mnie zaskoczeniem, że po ponad roku skontaktował się ze mną, by przekazać mi tą informację… I najpewniej odnalezienie go będzie nadzwyczaj trudne.


Z myśli Kamili

Ok, przyznaję, może podeszłam trochę niesprawiedliwie do Mausów jako takich…
Tien - jak to dziwnie brzmi… Ale chyba zaskoczył ich fakt, że używałam wobec nich tego tytułu… Cóż, punkt dla mnie. A ja i tak muszę poćwiczyć używanie tytułów… Tak, czy owak, tien Maus powiedział, że Karradrael nie został dotąd wezwany, ponieważ jego ród pragnął zerwać z tą tradycją…
Powiedział też sporo niepokojących rzeczy o samym Karradraelu.
Tien Maus dobry jest… Tomek musiał mnie upomnieć, bo przez moment rozważałam powiedzenie im o tym, że przez miesiąc mogą się Renatą nie przejmować… Po prawdzie to trochę żal mi się ich zrobiło, ale co racja to racja - powiedzenie im tego ściągnęłoby kłopoty na mnie, Tomka, Kubę i wszystkich dookoła.
Ciekawe było to, że tien Maus praktycznie bezpośrednio ostrzegł mnie, że Jonatan Maus bez chwili zastanowienia łamał wszelkie pakty, i tego samego oczekiwać można po Renacie. Może bym się i przejęła, gdyby nie to, że nie mam żadnego paktu z Renatą…
Okazało się, że tien Maus nie miał większych oporów przed nieco obszerniejszymi wyjaśnieniami odnośnie tego, co Karradrael może lub nie może zrobić.
Okazuje się, że ma cztery możliwe formy. Demonlord, kontrolujący całą masę demonów (to zniszczyło Powiew), weaponsmith, zdolny do tworzenia broni na bieżąco (z opisu to to, z czym walczyliśmy z Kubą), mag, władający zaklęciami i cień, zdolny do ukrywania się gdzieś pomiędzy, poza tym planem egzystencji. Z dobrych wiadomości: Karradrael zostaje przyzwany w konkretnej formie i do następnego przyzwania nie może jej zmienić. Ze złych: co prawda wymaga to rzucenia zaklęcia strategicznego, ale przyzwanie go nawet, gdy jest już obecny na tym planie, pozwala mu zmienić formę na bieżąco.
Z ciekawostek: choć jest klasyfikowany jako demon, nie jest pewne, że nim naprawdę jest. Tien Maus powiedział, że niektórzy uważają, że jest to esencja woli przywódcy rodu ubrana w demoniczną formę… Cóż, jakkolwiek by nie było, jest naprawdę potężny.
Z bardzo złych wieści: Karradrael, nawet najsłabszy, jest zdolny do kontrolowania przynajmniej pięciu członków rodu Maus w sposób niewykrywalny dla wszystkich, łącznie z nimi samymi…
Przerażające… Wolałabym, żeby Renata Maus nie przejęła władzy nad swoim rodem. Zwłaszcza, że akurat tego tu osobnika chyba nawet mogłabym polubić.
Poinformowałam ich - tak po prostu, to nie była w żadnym wypadku groźba i oni to widzieli - że jeśli ktoś będzie nastawał na Wisnę, będę jej bronić ze wszystkich swoich sił. Smutne jest to, że równie po prostu tien Maus stwierdził, że jeśli Renata przejmie władzę nad rodem, cała potęga KADEMu może nie wystarczyć, by ich zatrzymać… To daje do myślenia.
Ech… tak czy owak… Mausowie mają dość przechlapane. Trochę mi ich żal. Ale na pewno nie dość, by zdradzić im pewne szczegóły i narazić siebie i innych na niepotrzebne nikomu kłopoty…
Cóż… nie mam sobie nic do zarzucenia jeśli chodzi o tą rozmowę.


Z myśli Kamili

Heh… Zarówno ten terminus (Maus) jak i ten drugi mag uznali zniszczenia w Powiewie za poniekąd winę ich gildii i zaoferowali pomoc. Cóż… zapewne skorzystamy z niej, ale na własnych warunkach. Na pewno nie życzę sobie, żeby pomaganie przy odbudowie Powiewu było czymś w rodzaju kompanii karnej, dlatego zaznaczyłam, że najpewniej zwrócimy się o pomoc przy odbudowie, jak tylko doprowadzimy to miejsce do stanu, w którym można ją zacząć. Powiedziałam jednak, że chciałabym, żeby magowie przychodzący nam pomóc przychodzili tu dobrowolnie.
Mam nadzieję, że jest to coś, co Julii się spodoba. Na pewno nie życzyłaby sobie przymusowych robót przy odbudowie budynku.


Z rozmowy terminusa Mausa z drugim magiem SŚ

- Nie udało nam się.
- Podała informację o Jerzym Marduku. To zastanawiające.
- Myślisz, że nam coś to da? Nie znam tego nazwiska.
- To nic nie da. Jerzy Marduk jest resztką maga, który istniał przed Zaćmieniem. Nie dość, że nie posiada magii, to jego osoba jest wykorzystywana przez cztery czy pięć jawnych grup i jeszcze więcej tajnych stowarzyszeń. Jeżeli Jerzy Marduk komuś coś mówi, to znaczy, że ktoś chciał coś komuś przekazać anonimowo.
- Myślisz, że wie coś więcej?
- Jeśli nawet… co nam to da? Sama nie powie. Dodatkowo, ona wie od Jerzego Marduka. To oznacza, że jakaś grupa skontaktowała się z nią przez niego.
- Ale… czemu z nią?
- Podejrzewam kogoś, kto nie chciał jej zniszczyć, ale chciał odzyskać magów, których porwała. Najpewniej kogoś z rodu Bankierz sekretnie z nią sympatyzującego.
- Czemu z rodu Bankierz?
- Z tego powodu, że tajemniczy informator zadziałał, jak tylko Krystyna Bankierz zniknęła.
- Może dlatego, że wiedział, czym to się może skończyć. Przecież porwanie członka rodu Bankierz zakończyłoby się dla niej fatalnie.
- Dla niej i was. Też nosisz nazwisko Maus. Bankierze nie słyną z precyzji, gdy coś jest nie po ich myśli.
- Też prawda…
- Zamierzacie ją przesłuchać?
- Nie. Gdyby coś ukrywała, to miałoby to sens. W tej chwili…


Z myśli Celestyny Marduk

Czyli teraz Kamila rządzi Powiewem… Po tym, jak Julia została… Miałam nadzieję, że trochę bardziej ucieszy się na mój widok, ale cóż… nie powiem, może nie jestem najbardziej kompetentnym magiem, ale nie jestem też całkowicie bezużyteczna, oraz zdaję sobie sprawę ze swoich ograniczeń.
Po… szorstkiej rozmowie kwalifikacyjnej (ostatnio mam wrażenie, że nikt mnie nigdzie nie chce) dostałam od Kamili zielone światło z zastrzeżeniem, że ostateczna decyzja należy do Julii. To jest zrozumiałe. Widać, że Kamila nie chce dowodzić, mimo, że większość magów oddałoby za to… no, cokolwiek.
Ale ja to mam pecha. Najpierw zgłosiłam się do Srebrnej Świecy. Zostałam odrzucona, przez powiązania z AZ. Wydawało mi się, że chociaż reformatorzy na to inaczej spojrzą, ale albo trafiłam na niewłaściwe osoby (co byłoby zgodne z moim szczęściem), albo naprawdę AZ to takie kukułcze jajo…
Następnie próbowałam dostać się na KADEM. To jest… Nie zakwalifikowałam się u tej wrednej jędzy, Weroniki Seton. Nawet nie robiła mi testów magicznych ani testów wiedzy! Ona po prostu… Ech…
Co mi zostaje?
Millenium się boję.
Zostaje Powiew lub plankton. W Powiewie przynajmniej coś dobrego mogę zrobić.
Zobaczymy, jak będzie. Uważam, że to początek nowej, lepszej przyszłości.


Z myśli Kamili jakiś czas po rozmowie z Celestyną

Ech… Dlaczego nie potrafię się pozbyć wrażenia, że w jakiś sposób uraziłam Celestynę? Oczywiście, że nie zaczęłam skakać z radości na jej widok - chwilę przed tym jak pojawiła się ona, odszedł Maus z tym drugim magiem… A ja wciąż mam na głowie odbudowę gildii… Ech… Trochę zawaliłam.
Ale… Celestyna powiedziała coś niepokojącego. Nie przyjęto jej na Srebrną Świecę ze względu na powiązania z AZ. Czyżby AZ stała się gildią pariasów? Niby wiem, że obwiniono AZ o udział w Zaćmieniu, ale… żeby aż tak? Co Celestyna była winna? To już raczej powinni mnie wykląć…
Hm…
Chwila… Skoro AZ jest wyklęte, to być może zgromadzenie magów kiedyś do AZ należących w jakiejkolwiek gildii narazi tą gildię na niebezpieczeństwo… Chyba dobrze się stało, że Marcin jest w SŚ a Janek na KADEMie. No i… jakkolwiek wolałabym mieć go zawsze przy sobie, dobrze, że Tomek też będzie na KADEMie… Ech… Nie powiedziałam Celestynie. Nie chciałam jej dołować po tym, jak powiedziała, że się na KADEM nie dostała…
Sęk w tym, że teraz w Powiewie będzie czwórka magów byłego AZ. Julian, Celestyna, Wisna i ja…
Mam nadzieję, że nie zwróci to nadmiernej uwagi…
I mam nadzieję, że Celestyna się odnajdzie i jednak poczuje dobrze.
Będzie bardzo cennym członkiem Powiewu. Ma wiedzę dydaktyczną, jest świetną nauczycielką. I choć terminus z niej… no cóż, ma wiedzę, ale z praktyką gorzej. I nie pociąga jej to. Ale może uczyć. To będzie bardzo cenne.
Cieszę się, że Celestyna przyszła do nas. Powiew ma coraz większą szansę stać się sensowną gildią.
Muszę tylko zrobić coś z tym statutem… A do tego koniecznie potrzebuję Julii.


Z myśli wycieńczonego bólem Kuby Urbanka

Ach… To CHOLERNIE boli… dzisiejszy eksperyment był… przerażający.. Ale za to dał BARDZO dużo projektowi… polegał na tym że podłączyłem tarczę do moich własnych nerwów i przekazywałem sygnały Norbertowi. On jest ekspertem od biologii więc umiał zanalizować które uderzenia są jak szkodliwe… I wcale nie jest tak że jak boli bardziej to bardziej uszkadza tarcze… Po prostu uderza w inne nerwy… Ale jedno jest pewne… Wielkość oczu Norberta widzącego co zrobiłem była tego warta :D.. Auuu. Cóż… Z większych ciekawostek - zaklęcia walili pierwszoroczniacy na początku. Moja tarcza była na tyle dobra że były to bolesne ukłucia ale dałem radę bez drgnięcia przetrwać to bombardowanie… Problemy zaczęły się jak przyszła Krysia… Pierwsze zaklęcie i już leżałem na ziemi z bólu… Cóż… Dla nauki trzeba się poświęcać, nie? Największy problem pojawił się kiedy walnęła shieldbreakerem swoim w moją pełną tarczę… Żałuję że nie zemdlałem od razu tylko po chwili… Czegoś takiego NIKT nie powinien doświadczać… To było po prostu OMFGLOLZORZ. Do teraz czuje się… roztrzęsiony… Mimo wszystko najcenniejszą kombinacją było podpięcie się do "Tarczy Laboratoryjnej" Julii i dostanie shield breakerem który ją roztrzaskał. Dane które uzyskaliśmy były po prostu niesamowite. Okazuje się że tarcza kumulacyjna wcale nie jest najlepszą możliwą tarczą. Podczas kiedy koncentruje się na jakimś miejscu wszystko dookoła jest tak wrażliwe że przepala się sama w sobie. Dlatego ta tarcza mając potencjał zatrzymać wszystko jednak upada… Muszę spróbować jakoś temu zaradzić.


Z myśli Krysi

Lordowi Urbankowi najwyraźniej nadzwyczajnie zależy na stworzeniu tej tarczy. Nigdy nie słyszałam, by ktoś dobrowolnie podłączył barierę, o której wiadomo, że zostanie zniszczona, do własnych nerwów…
Czysty masochizm.
Ale muszę przyznać, że dało to nadspodziewanie dobre rezultaty. I muszę przyznać, że kiedy miałam niszczyć różne bariery podpięte do lorda Urbanka, nie zawsze starałam się, żeby było to jedno, czyste uderzenie.
Sama byłam ciekawa, jaki jest rozkład ciosów, a obserwowanie twarzy lorda Urbanka bardzo wiele mi powiedziało, nawet bez analizy obecnego na miejscu lekarza.
Potrafię z grubsza ocenić poziom bólu…


Z myśli ludzkiej przyjaciółki Ireny

Coś… coś jest nie tak. Myślałam, że to tylko mi się wydaje, że to tylko moje złudzenia, ale wyraźnie coś jest nie tak. W Kotach cały czas jest mgła. Ludzie… zachowują się… dziwnie. Moi rodzice zawsze byli religijni, ale w tej chwili odsunąć ich od telewizora lub radia… Robię im jeść, bo mam wrażenie, że sami by po prostu sobie nie zrobili jedzenia.
Jestem w domu! Jestem w miejscu, w którym powinnam czuć się bezpiecznie!
Głupio mi, ale zadzwonię do mojej sensei. Może… może uda mi się poprosić ją, by przyjechała? Wiem, że to głupie.


Z myśli Ireny jadącej do Kotów

Koty mnie prześladują. Czy to te miauczące, czy to miejscowość. Nie powiem, jest to bardzo urokliwe miejsce. Podoba mi się. Przynajmniej podobało mi się, gdy przejeżdżałam przez Koty. Teraz jednak… Zadzwoniła do mnie Marysia, jedna z moich uczennic, które uczę asertywności, wiary w siebie i podstaw walki wręcz.
Boi się sama zostać w domu. Boi się wyjść do sklepu. Marysia jest osobą lękliwą, ale nigdy nie było tak źle. Oczywiście, najpierw jej powiedziałam, żeby się nie wygłupiała, ale zadzwoniła po raz drugi, dwie godziny później i po prostu rozpłakała się do słuchawki. Cóż… Jeżeli prawdziwy wojownik weźmie sobie ucznia, to odpowiada za niego, jego zachowanie i jego bezpieczeństwo, w dzień i w nocy. Podejrzewam, że nie będzie problemem uspokojenie Marysi, a patrząc, jak szybko dochodzi do regresu wszystkiego, co osiągnęłyśmy, Marysia może zaprzepaścić wszystko. Lepiej już, żebym tam pojechała.


Z radosnych myśli Marysi

Sensei Irena przyjechała! Najwspanialsza, legendarna wojowniczka! Teraz już nic mi nie grozi. Sama jej obecność rozwiewa mgłę! Musi u mnie zamieszkać! Ona będzie spała w moim łóżku, a ja na podłodze, by być na każde jej skinienie, gdyby tylko czegokolwiek sobie zażyczyła…


Z myśli bladej ze strachu Ireny

Co tu się dzieje?! Marysia nie ma za grosz godności! Co jej się stało?! Ona na mnie patrzy, jakbym…
Nic nie rozumiem… Czuję… dziwną aurę, ale co to jest? Muszę… pojeździć po miasteczku, może uda mi się znaleźć coś więcej.


Z myśli Kamili

Irena wykryła emanacje Magii Krwi? Pomogę jej. Oczywiście, że jej pomogę. Przecież nie zostawię przyjaciółki w potrzebie.
Nie mogłam ukryć przed Tomkiem, co zamierzam zrobić. Nie po tej sprawie z Renatą. Oczywiście, powiedział, że jedzie ze mną. Niby fajnie, bo mam transport, ale… Cóż, nie dał mi wyboru, a ja wiem, kiedy nic nie wywalczę.
Irena - tak, jak się spodziewałam - była przeciwna jego obecności, ale dała się przekonać nadzwyczaj łatwo… Albo sprawa jest naprawdę poważna, albo…
Irena powiedziała, że chce zabrać też Wiktorię, ale… nie miałyśmy jej jak wydobyć z KADEMu bez zwracania na nią niepotrzebnej uwagi. Prawda, Wiki uszy nam poobrywa, jak się dowie, że jej nie zabrałyśmy, ale Irena powiedziała, że sprawa jest poważna. Nie było czasu kombinować, jak wykraść Wiktorię. Zwłaszcza, że Tomek również nieźle sobie radzi jeśli chodzi o wszelkie negocjacje, a po to właśnie Irena chciała wziąć Wiki ze sobą.
Teraz… Powiew. Nie mogę znowu dopuścić do bezkrólewia, jeśli coś mi się stanie. Cóż, oddałam dowodzenie Julianowi. Znowu. Teresa pozostaje szefem jeśli chodzi o odbudowę, ale w pozostałych sprawach to Julian ma ostateczne słowo. Powiedziałam jej o tym. Przyjęła to nadspodziewanie dobrze.
Wymyśliłam, że zabiorę ze sobą detektor. To pozwoli nam choć odrobinę wnioskować, co się dzieje w tamtym miejscu.


Z myśli Tomka

Kami… znowu się w coś pakuje. Szczęśliwie, zabrała ze sobą głos rozsądku (mnie) i szczęśliwie, jedziemy moim samochodem - to znaczy, że ja jestem za kierownicą i ja tu rządzę. Kami jedzie z tyłu i obserwuje detektor.
Dobrze… Koty są tylko czterdzieści kilometrów od Gliwic.


Z myśli Kamili obserwującej wskazania detektora

Magia Krwi, Irena miała rację. Ta mgła… jest magiczna. Vim i Spiritus? I Aquam… W dodatku utrzymuje się tu stały poziom magii wyższy od przeciętnego tła. Aquam, Auram, Vim… Co tu się dzieje?
Wskazania są dość równomiernie rozłożone, choć gdyby przedstawić poziom magii w formie płaszczyzny wyszedłby chyba pofałdowany płaskowyż…


Z obserwacji kralotha

Oooo… Świecący punkt! Jaki smaczny! To nie mag! To nie mag! To… to Rosa! Mniam! Muszę ją przekształcić w mniej ruchomą i smaczniejszą formę! Magowie znają Rosę?! Na tym planie występuje?! Chodź do mnie, Roso! <rzuca czar>


Z myśli Kamili

Co jest?! Detektor! Czemu tak wyje?! Czar! Namierza detektor! O, nie! Rosa…! <wpadając do samochodu zbija polem osobistym> Tomek! Zabierz nas stąd!


Z myśli Ireny w osłupieniu obserwującej uciekający samochód

No dobrze…
Samochód się zatrzymał. Kamila wysiadła, po czym zrobiła przerażoną minę, szarpnęło nią, jakby… rzuciła się do samochodu i odjechali z piskiem opon.
Prawdziwy Wojownik jest stoicki jak skała. Mimo dziwnego zachowania swojej przyjaciółki.
Z samochodu dobiegał najgłośniejszy dzwonek komórki, jaki w życiu słyszałam. Syrena alarmowa. Coś tak niepoważnego to musiała być komórka Tomka.


Z myśli kralotha

Och, nie! Rosie towarzyszy mag! Co za nieszczęście… Rosa tak cudownie amplifikuje ekstazę i cierpienie..!
Nowy mag?
Gdyby nie ta mgła…


Z myśli Ireny po rozmowie Kamilą

No tak. Lepiej to chyba być nie mogło! Prosiłam Kamilę o przyjechanie. Kamilę! A z uwagi na zagrożenie detektora, Kamila odjechała odwieźć detektor do Powiewu i zrzuciła na mnie Tomka! Po co mi on?! Jedyna jego zaleta to to, że są połączeni przez więź miłości… czy coś… Kamila może sobie myśleć, że nic nie widzę, ale to oczywiste, że ten ich specyficzny mindlink to tęczowa więź miłości i koników, czy coś równie przerażającego.
Ech… trzeba przedstawić mu Marysię. Ja nie wiem, jak sprawić, żeby się opanowała…


Z posępnych myśli Tomka

Tak… Tu coś jest nie tak. To Spiritus. Tu może być stały wpływ mentalny. Irena mnie nigdy nie lubiła, lecz nigdy nie reagowała na mnie z taką… zaciekłością. Ta dziewczyna to… cóż, idealna służka. Wpatruje się w Irenę jak w bóstwo, które zstąpiło na ziemię, i któremu nie jest godna całować stópek (kształtnych stópek).
Dobrze… przygotuję tarcze mentalne dla każdego obecnego. Powinno coś to zmienić, bo Irena wyraźnie nie jest sobą. I coś dużo się rumieni. Wiem, jestem bardzo przystojny, ale…


Z myśli czerwonej ze wstydu Ireny

Zawiodłam…
"Mgła" opuściła mój umysł. Byłam nieracjonalna. Nie, byłam głupia. Dałam się owładnąć złemu czarowi. Gorąco przeprosiłam Tomka. Nie zasłużył na takie zachowanie z mojej strony.
Biedna Marysia… Jest nie mniej zawstydzona niż ja. Co mogłam zrobić… Obsztorcowałam ją za jej zachowanie. Każde inne działanie z mojej strony byłoby niewłaściwe albo naraziłoby ją na niebezpieczeństwo.


Z komunikacji mentalnej Persefony i Sairanseila

Czary…
Nowy czarodziej.
Ktoś od eksperta Astera? Muszę się przyjrzeć.
Zobaczmy więc.
Nie rozpoznaję żadnej z tych osób. Zobaczmy, co zrobią. Przygotuj się do pochłonięcia dowolnego ataku.
Jeden odjeżdża. W pośpiechu. Ciekawe, czy wróci i ciekawe, czemu używa ludzkich metod transportu…
Zbliża się do nas kot.
Nie chcę starcia. Są pod obserwacją. Możemy zniknąć.


Z myśli zaniepokojonej Kamili

Odjeżdżając zauważyłam na dachu kształt. Oczywiście, że od razu powiedziałam o nim Tomkowi i dyskretnie posłałam tam dwa z pozostawionych kotów. Niestety, kiedy dotarły na miejsce, nikogo nie znalazły, jedynie zapach… Nie potrafię go opisać inaczej niż… "pusty". Tomek, proszę, uważajcie na siebie…
Ja oddam Teresie detektor, żeby upewnić się, że nic nie zostało uszkodzone i wrócę jak najszybciej.


Z myśli stoickiej Teresy

Jeżeli Kamili udało się zepsuć detektor, to miałaby rekordowy czas. Nie jestem w stanie zbadać stanu detektora. Jedyne, co mogę zrobić to seria testów i diagnostyk. I na tym się skończy.


Z myśli Kamili

Nie wiem, mam złe przeczucia co do tej sprawy. Skontaktuję się z Marcinem, żeby ktoś wiedział, gdzie jesteśmy. Mam nadzieję, że nie będziemy potrzebować jego wsparcia. Na razie chcemy przede wszystkim zorientować się w sytuacji.


Z myśli Marcina

Cóż… Ledwo spotkałem się z przyjaciółką z AZ i od razu okazało się, że ma pewne kłopoty. Nie byle jakie, jeśli to Magia Krwi. Postanowiliśmy, że dam jej beacon teleportacyjny na wypadek, gdyby mnie potrzebowała. Skorzystam z bramy teleportacyjnej Srebrnej Świecy. Nie muszę sam wyciągać takich mocy.
Dała mi jednego ze swoich kotów, by mogła wymiauczeć prośbę o pomoc.
Spojrzę na ten detektor. W odróżnieniu od Teresy władam magią Aquam.


Z radosnych myśli Marysi

Nie rozumiem mojej sensei, ale skoro ona sobie czegoś życzy, to najpewniej ma rację. Temu koledze wstawię łóżko… polowe… do kuchni. Osobiście uważam, że jest tysiąc innych miejsc, lepszych miejsc. Ale… skoro sensei tak każe… Podobno będzie też przyjaciółka sensei - ją umieścimy w drugim końcu domu w moim pokoju. A nam dwóm zostanie pokój gościnny. Ja będę spała na podłodze, a sensei na łóżku. Mam nadzieję, że się zgodzi… Obie się zmieścimy, a ja nie chrapię.


Z myśli lekko zmrożonej Ireny

Nie mogę spać w łóżku z inną dziewczyną! Z innym mężczyzną naturalnie także nie! To byłoby jeszcze gorsze! Ale ona się upiera, że będzie spała na podłodze, a ja na łóżku. Marysia nie zdaje sobie sprawy z niezliczonych treningów i prób, jakim poddawałam swoje ciało. Przekonam ją, bym ja spała na podłodze, a ona na łóżku. Jest tu miękki dywan, a ona przynajmniej się wyśpi.


Z myśli rozbawionego Tomka

To się Irena załatwiła. Teraz to zarówno ona jak i jej koleżanka śpią na podłodze. Ech, czemu ona niczego nie może zrobić normalnie?


Z komunikacji mentalnej Persefony i Sairanseila

Nasi obserwatorzy rozmieszczeni po mieście wskazują na to, że ci nowi magowie nie wykonują żadnych nowych ruchów. Kraloth odpoczywa. Nie wysysa ludzi. Chwilowo pozostaje nam jedynie czekać i obserwować.
Przyznaję, że dzieci mgły były wyjątkowo dobrym pomysłem.
Ten samochód znowu wraca. Dzieci mgły nie dadzą mi dokładnego obrazu. Zobaczę przybyszy z bliska.
To przy okazji będzie dobry test na spostrzegawczość naszego intruza.


Z myśli Kamili

Gdy tylko dotarłam na miejsce, dyskretnie rozesłałam koty. Nie wiedziałam, czego szukam, więc szukałam miejscowych kotów. Muszę powiedzieć, że to miejsce jest… straszne. Opuszczone. To znaczy, ludzi tu mnóstwo, ale poza nimi… Mało psów, niewiele ptaków… Normalnie na wsi aż roi się od zwierząt. A tu?… Udało mi się znaleźć jednego kota. Wyraźnie na zwiadach. Nie na polowaniu. Ten kot badał teren.
A potem powiedział coś, co mnie niesamowicie zdumiało.
Jak to: "Król kazał nam opuścić to miejsce"?…


Z myśli zaniepokojonego Ciernia, kociego władcy

To co za kotka? Nie znam jej. Ma aurę mocy… Ale nie śmierdzi pełzem. Czyżby chciała rzucić mi wyzwanie o przywództwo w tej chwili? Na moim terenie? Dookoła są wierne miślęgi i niezależne koty, które wiedzą, że tylko ja, Cierń, jestem w stanie uratować je przed pełzem i przed Cieniem. Lepiej niech ta kotka też uzna moją wyższość. Bo w tym leżu władca może być tylko jeden.


Ze zrezygnowanych myśli Tomka

Koty… Koty mnie prześladują. Jesteśmy w miejscowości Koty, Kamila potrafi przybierać formę kota, a jeden z jej klonów siedzi w siedzibie miślęgów i debatuje zawzięcie z kotem, który najpewniej kiedyś był chowańcem, ale jego pan stracił moc podczas Zaćmienia - kotem, który efektywnie zebrał wszystkie co paskudniejsze cechy swojego pana i jeszcze wyraźnie był chowańcem przystosowanym do walki. Koty… Wszędzie koty…


Z myśli zdumionej Kamili

Wow… To dopiero… Kot.
Tak… niebezpiecznego kota jeszcze nigdy nie widziałam.
Oczywiście, że uznałam jego wyższość na jego terenie. Nie chciałam walczyć, tylko rozmawiać.
Zwłaszcza, że jak to jest tylko klon, nie mam szans. Posiekałby mnie tymi metalizowanymi szponami.
Ale… koty i miślęgi w jednym miejscu? W zgodzie?

Aha, to nie jest zgoda. To terror. Cierń obrazowo pokazał na przykładzie szamana, czym kończy się polowanie na koty.
…Nie wiem, czy go lubię. Ale jest silny i wie, co się tutaj dzieje. No i łatwiej zrozumieć jego informacje niż innych kotów. Ale czym, na śmierdzącego szczekacza, jest pełz?


Z myśli Tomka próbującego odtworzyć kolejność wydarzeń

Więc tak: mamy spokojną miejscowość Koty, zamieszkałą przez dwunogów (i, co ważniejsze dla opowieści, Ciernia). Miejscowość ta jest nazwana na cześć Ciernia, oczywiście. Następnie pojawia się śmierdziel, czyli mag śmierdzący laboratorium, i śmierdziel zaczyna śmierdzieć po całej miejscowości. Wybiera w końcu jedno miejsce i tam chodzi. To jest ten budynek z niebieskimi dwunogami (policja). Dobrze. Następnie pojawia się pełz. O pełzie nie wiemy nic, poza tym, że sobie pełza (jak nazwa wskazuje) i pożarł dwa koty i szczekacza (Psa. Po opisie to był jamnik.) Pełz nie pokazuje się ludziom. A raczej nie tak. Pełz pokazuje się ludziom. Jednemu na raz, po czym przychodzi Śmierdziel i człowiek nic nie pamięta.
Z relacji Stokrotki (taaaak, Cierń to jest najbardziej nietypowe imię wśród kotów) pełz dopadł jej panią wpełzając przez okno. Cierń wyważył drzwi, capnął Stokrotkę i uciekł z nią (nawet bohaterski Cierń nie chce stoczyć z pełzem otwartej walki, bo jak rozszarpać coś, co pełza?) Według relacji Stokrotki pełz coś robił jej pani. Zaczął wpełzać jej na plecy, a ona strasznie miauczała.
Ach, tak. Jeszcze jest Cień (nie mylić z Cierniem). Cień pojawił się pięć dni po pełzie i zaraz po pojawieniu się Cienia pojawiła się też mgła (ta dla odmiany z małej litery, bo to nie imię. Niespodzianka. Pełz na wielką literę nie zasłużył, bo… pełza. I szacunek mu się nie należy.) Jakkolwiek Cierń nie atakował pełza, to zaatakował Cienia. I nie dość, że poraził się energią negatywną, to jeszcze przypalone futerko na boku implikuje, że prawie trafiła go kula ognia.
No a teraz pojawiliśmy się my. Niebieskie dwunogi czasem prowadzą nie-niebieskiego dwunoga do domu wybranego przez pełza. A koty skrzyknęły się i szukały azylu u miślęgów.
Kami, to brzmi… jak jakiś czeski film. Ty to tłumaczysz Irenie.


Z myśli Kamili

Nie powiedziałam Irenie, skąd to wiem. Jeszcze nie. Najpierw niech przyjmie informacje do wiadomości. Potem powiem jej, skąd je mam.
Najważniejsze jest to, że ów "pełz" pozostawił ślad śluzu.
Cierń zgodził się nas tam zaprowadzić. Może nie pokazuje tego po sobie, ale bardzo doskwiera mu to, że na jego terenie jest jakiś pełz i robi, co chce.
Chciałabym wiedzieć, co to jest ten… pełz. Może śluz da nam odpowiedź.


Z myśli Ciernia

Dwunóg. Co, Duszka też ma swojego dwunoga? Tylko ja mogę tu mieć dwunogi! A! Jej dwunogi przyjechały z nią. To niech ma. Byle się nie osiedliły wśród moich dwunogów, bo wtedy będą moimi dwunogami.
Powiedziała, że raz wygląda jak kot, a raz jak dwunóg. Wielka mi rzecz! Gdybym chciał to bym umiał.
Bywa przydatne. Ale prawdziwy kot nie potrzebuje takich sztuczek.


Z komunikacji mentalnej Persefony i Sairanseila

Z jednej strony dwóch magów wyszło z domu, jeden został. Z drugiej strony, ten kot zmieniony magią kralotha idzie bezpośrednio naprzeciw. Ten, co nas zaatakował. To oznacza, że współpracują ze sobą.
Od zupełnie innej strony zbliża się do Ciebie kot. Kryje się. Porusza się jak inteligentny agent.
Nie zaryzykuję zranienia niewinnego kota. Sairanseil, rzuć proszę, terror.


Z myśli Kamili

To było… ciekawe. Wysłałam jednego kota, by obserwował budynki z punktu, z którego już raz dostrzegłam owego Cienia. W międzyczasie drugi kociak szedł razem z Cierniem, kroczącym dumnie, niczym pan i władca świata.
Cała ta duma zniknęła, kiedy pojawił się Cień, a ja poinformowałam o tym Ciernia. Niczym najzwyklejszy dachowiec smyrgnął pod śmietnik.
Gorzej, że jakimś sposobem ten przeklęty Cień wypatrzył mojego kociaka. Tego, który go obserwował. Kolejny raz! To zaczyna się robić irytujące. Cień rzucił jakieś zaklęcie… Nie mogłam tak po prostu odwołać kota nie zdradzając więcej, niż chciałam, więc rozpaczliwie unikałam czaru. Na szczęście się udało. Jako, że przeszło bardzo blisko (przeklęte czary stożkowe), w ramach dobrego przedstawienia kociak uciekał niczym oszalały, miaucząc ze zgrozą. To znaczy… do chwili, gdy mógł już przestać. Zaraz wrócił na posterunek…
Ale Cień rzucił się w dół, na ulicę, w kierunku mniej więcej na posterunek policji. Czy on chce złamać Maskaradę? Owszem, mgła sporo maskuje, ale…


Z myśli poddenerwowanej Ireny

Pełz. Używa Magii Krwi. Włada magią. Wykorzystuje ludzi. Kamila, to chyba kraloth! Wszystko pasuje. Łącznie z preferencją co do miejsc wilgotnych.


Z komunikacji mentalnej Persefony i Sairanseila

Sairanseil, tam! Czy ten mężczyzna w niebieskich szatach prowadzi kolejną ofiarę kralothowi?
Tak. Wyczułem od niego emanację Magii Krwi, od niej nie.
Musimy go powstrzymać!
To nic nie zmieni.
Ci ludzie nie są w stanie się bronić! Jako szlachcianka rodu Tannenbaum i córka swoich rodziców jestem zobowiązana im pomóc!
Jak sobie życzysz.


Z myśli Ireny

Przeniosłam pole widzenia do góry, by widzieć, co robi ów 'Cień'. Wylądował koło dwóch ludzi i pozbawił ich przytomności dotykiem. Nie pozwolę, by ktoś się bawił ludźmi. Kraloth, czy jakiś… cień. Dotknęłam Tomka (przez rękawiczkę i w wierzch dłoni - Kamila nie może mi nic zarzucić) i przeniosłam nas za potwora. Przygotowałam się do ataku z zaskoczenia, starając się wyjść z oszołomienia spowodowanego teleportacją, gdy Tomek, ten idiota, krzyknął 'Stój! Jesteś aresztowany!'


Z myśli Persefony

Aresztowany?! Głupiec! Amulet błyskawic nauczy ich pokory!


Z myśli Tomka

Błyskawice? Moja magia błyskawic z przyjemnością pochłonie tą wiązkę. Potwór nie będzie się spodziewał ataku Ireny.
Wow! Ten duży kot przebiegł mi koło nosa!
Wow! A z drugiej strony Irena!
Wooow! Stwór walnął falą uderzeniową, wyrzucając ich we wszystkich kierunkach. Szkoda, że Irena nie ma spódniczki…
Niestety, moje błyskawice też nie zrobiły mu krzywdy…


Z myśli Kamili

Zanim zdążyłam się tam pojawić, padły już pierwsze ciosy. …Tomek nie błysnął tym razem… Co to miało być: "Jesteś aresztowany!" ?… Sama bym w niego czymś walnęła.
Cóż… widząc, że Cień uderza falą uderzeniową, schowałam się za czymś, po czym, gdy fala przeszła (Irena postawiła tarczę dla siebie i Tomka, a Cierń… nauczył się latać. A z jakim oburzeniem miauknął!), wykorzystałam to, co w pośpiechu porwałam z domu: zapalniczka, dezodorant, do tego małe zaklęcie refuel i pchnięcie sferą sił.
Pchnęłam, ponieważ popatrzyłam na tą trójkę aspektowo i nie spodobał mi się ten widok. Mężczyzna ranny, zalany krwią, dziewczyna miała aspekt… kanapki. Trudno nie zrozumieć, o co chodziło. A Cień… Porcelanowa lalka otoczona przez pustkę…
Nie zostawię ludzi na pastwę czegoś takiego.
Zaklęcie wyszło… trochę lepiej, niż oczekiwałam. To była bardzo efektowna chmura ognia. Ale ogień był mniej istotny. Chciałam odepchnąć tego potwora od Bogu ducha winnych ludzi…
Nie do końca się udało, ale do akcji wrócił Cierń, skacząc Cieniowi na plecy…


Z komunikacji mentalnej Persefony i Sairanseila

Tu się dzieje za dużo! To jest za szybkie! Czy oni chcą całkowicie złamać Maskaradę? Prawda, mgła tworzy widziadła i ukrywa moją obecność przed istotami nie władającymi polem osobistym, więc nas nie powinni widzieć, ale… skąd oni to wiedzą?
Ściana ognia! Sai… Aha… Już osłoniłeś nas odpowiednim polem.
Dobrze, nie mamy czego tu szukać.
Amulet telepor…
Ta… kobieta zaatakowała mnie mieczem i sztyletem… Sairanseil przejął kontrolę nad walką… Ale ona zbiła polem osobistym mój teleport! Nie do końca mam jak teleportować się nie używając magii!
Aaaa!


Z myśli Ireny

Weszłam w promień absolutnej detekcji. Od tego momentu walka stała się prosta, Cień wyraźnie nie przywykł do walki krótkodystansowej. Jest silny. I szybki. Dość szybki, ale ma ograniczony zakres ruchu. Niewyćwiczone ciało? To nie ma sensu… Mimo, że nie może mnie trafić, mam problemy z zadaniem sensownej rany.
Ten kot wyskoczył odbijając się od budynku! Przyspieszył się sferą sił! Dobra!
Odskok w tył, krótka, metalowa włócznia, zapieram się o ziemię!
Nadziany!


Z myśli Sairanseila

Czarodziejka wywołująca ogniste burze porwała nieprzytomnych ludzi teleportem. Przez kontakt. Tego ciosu nie byłem w stanie obronić; ciało Persefony jest zbyt delikatne. Gdybym walczył na pełni mocy, rozerwałbym jej mięśnie. Jej amulet ochronny się spalił.
Utrzymałem równowagę, ale z jednej strony atakuje mnie ta czarodziejka, a z drugiej kot. Jestem na przegranej pozycji. Nie do końca mogę się wycofać, a moje pozostanie tutaj oznacza, że to tylko kwestia czasu aż zniszczą moją strukturę i pochwycą Persefonę.

Awatar Pustki.


Z myśli Tomka

Coś się dzieje! Ten stwór… zaraz eksploduje! Destabilizacja strukturalna…
Ja, Kamila, Irena i kociak, zapadamy się parę metrów w głąb. Potłuczemy się, ale nie obejmie nas epicentrum.


Z myśli szczękającej zębami Ireny

P… p… poraziło mnie. Jestem osłabiona… Jest mi tak zimno…
Prawdziwy Wojownik nie użala się nad sobą! Prawdziwy Wojownik nie użala się nad sobą!
Co to było? Czułam się taka… wyssana ze wszystkiego…
Cień uciekł. Nie mógł uciec daleko!


Z myśli wstrząśniętej i szczękającej zębami Persefony

Mamo… Tato…
Weź się w garść. Efekt uboczny Awatara. Ekranuję Cię na wszystkich możliwych poziomach. Zapłacisz za to później.
Gdzie… Nie, moment! Weź mnie pod kwaterę tych magów. Na pewno ich tam nie ma! Muszę zobaczyć, w jakim stanie są ci ludzie. Co im zrobili! Zebrać więcej danych, żeby mieć coś więcej niż tylko kraloth. Sam kraloth może nie wystarczyć, by skłonić kogoś do działania!
<teleport>


Z myśli Kamili

Ten atak… był straszny. Przypomniał mi… nie, nie czas na to!
Cholera! Cień pojawił się przy domu Marysi! Rzuca zaklęcie!
Mam tam kota. Zbijać czy nie..? Nie, nie narażę niewinnych ludzi. Cień właśnie dość mocno oberwał. Gdyby tak nie było, nie wycofałby się. Jeśli to zbiję, może nie będzie skłonny tam wejść i skrzywdzić ludzi. Wolę ich ochronić niż złapać Cienia.
Muszę się tam dostać. Natychmiast.


Z myśli wstrząśniętej i szczękającej zębami Persefony

Mam! Zaklęcie! Pole osobiste? Skąd?
Nie jesteś w stanie walczyć z kolejnym magiem.
Amulet! Uciekamy!


Z myśli Kamili

Szlag! Nie zdążyłam! Rozwiewa się..!
Może jeszcze zdążę…
Beacon! Spróbuję go użyć! Marcin nie będzie mi wdzięczny… Kurczę, nigdy nie używałam beaconu w taki sposób..!

Cholera, nie wyszło!


Z myśli przerażonej Persefony

Co?! Mój amulet! Boże, fala rezonansu! Aaaaa!
Stabilizacja… stabilizacja… stra…


Z myśli Kamili

A może… Chyba spaliłam Cieniowi artefakt…
Ale nie o to chodziło…
Chciałam teleportować go tutaj. Gdyby się udało, może bylibyśmy w stanie porozmawiać… To było rozpoznanie przeciwnika walką. Obie strony wiedzą, że ta druga jest mocna… Ech… Nie tak miało być…
Ale i tak jestem z siebie dumna. Pewnie nawet Kuba pochwaliłby moje działania. Umiem walczyć nie tylko kotami. :3


Z myśli zaniepokojonego Marcina

Sygnał mojego beaconu… zniknął. Kamila w jakiś sposób całkowicie zniszczyła mój beacon. Spojrzałem szybko na kotka i wyglądał… słodko. Słodko i niewinnie. Bardzo niewinnie.
Przynajmniej dobrze, że nic jej nie jest. Im słodszy kot, tym większa wina.


Z myśli Sairanseila

Nie udało mi się utrzymać kontroli nad teleportem. Udało mi się ustabilizować upadek Persefony. Poraził ją rezonans (pochłonąłem większość energii, lecz nie byłem w stanie zatrzymać wszystkiego), a dodatkowo straciła przytomność. Chwilowo usunę wszystkie te efekty uboczne, do godziny zero. Będę je stopniowo przywracał.
Nic jej nie grozi, choć jest w fatalnej formie. Zaraz przywrócę jej przytomność, choć nie zawierzyłbym jej nawet zapalenia świeczki.
Tak, czy inaczej, to kończy naszą dzisiejszą wyprawę. Zanim oboje wrócimy do formy operacyjnej, minie co najmniej tydzień.


Z myśli kralotha

Ach! To było cudowne! Ci magowie pozbyli się tej nieuchwytnej przeszkadzajki. Ale nie weszli do środka. Nie mogą nie wiedzieć o mojej obecności. Jedyne wyjaśnienie to to, że nie są powiązani z ekspertem Asterem. Czyżby okazja złamania monopolu?
Lepsze warunki pracy dla kralotha.


Z myśli Tomka

Nie udało się nam złapać Cienia, ale patrząc po amulecie i po minie Ireny, Cień chyba na dłuższy czas jest zdjęty z akcji. Irena pogratulowała Kamili wyjątkowo skutecznej operacji. Tak z ukłonem! Kami nie bardzo wiedziała, co ze sobą zrobić. Tak uroczo się krępuje. Ale widać było, że nie rozumie, dlaczego Irena jej gratuluje.
Jesteśmy osłabieni, ale został już tylko kraloth. Tylko kraloth.
To nie dziś. Chcę się wyspać na tym wygodnym łóżku polowym w kuchni.


Z myśli Kamili

Irena powiedziała mi, że wyczuła sprzężenie obu artefaktów i to, że cała fala uderzeniowa poszła w Cienia… Chyba potem poproszę Marcina o dokładniejsze wyjaśnienie tego, co zrobiłam…
Nie wiem… Nie tego chciałam…
W sumie Cień nigdy nie zaatakował żadnego kota, i Cierń mówi, że nigdy nie atakował ani kota, ani człowieka. I nigdy nie widział kralotha i Cienia razem.
A ludzie, których zaatakował, okazali się być w zaskakująco dobrym stanie. I ich aspekty się zmieniły na coś bliższego normalności. Powinni wrócić do siebie… To daje do myślenia.
Porozmawialiśmy chwilę, kiedy wyczuliśmy, jak zalegająca miasto mgła się zmienia. Stała się bardziej… nie to, że świadoma. Zaczęła nas obserwować.
Irena mówiła, że kralothy raczej nie umieją tworzyć takiej mgły, więc założyłam, że to sprawka Cienia.
Powiedziałam, że może się myliliśmy i może to starcie było niepotrzebne… Mam nadzieję, że Cień odczyta to jak to, czym było - zaproszenie do rozmowy.
Choć ten rezonans… Auć…


Z myśli półprzytomnej Persefony

Krew… Rozdarta sukienka… Chcą… Chcą negocjować…
Nie mogą zobaczyć mnie w tym stanie.
To niegodne…
Jestem brudna.
Jesteś w szoku. Przeciążyłem też Twoje inhibitory, osłabiając kontrolę mózgu nad ciałem jako efekt uboczny.
Wróćmy do domu… Nie! Nie po rezonansie..! Muszę… Przestać drgać magicznie.
Rozsądna decyzja.
Daj chwilę, dojdę do siebie.
Dojdziesz. Ale to potrwa dłużej niż chwilę.
Rezonans… To znaczy, że oba artefakty stworzył ten sam mag… Oni mieli artefakt Srebrnej Świecy.


Z myśli Tomka

Cóż… Albo nasz Cień po ostatnim zrobił się bardzo nieufny (nic dziwnego), albo - zwłaszcza tym dziwnym połączeniem artefaktów - mu naprawdę wklepaliśmy. Tak, czy inaczej, Cienia tu nie ma.
Za to Irena powiedziała, że wyczuwa we mgle byty, które nas obserwują. Albo Cień utracił kontrolę nad mgłą, albo dorzucił te byty później. Ktoś puka do drzwi?
Kamila poszła otworzyć Cieniowi…


Z myśli Kamili

Otwarłam drzwi. Kiedy rozległo się pukanie, nie pozwoliłam iść ani Tomkowi, ani Irenie. Wolę, żeby w razie czego to na mnie spadł pierwszy cios… Tomek i Irena dadzą sobie radę.
Oczekiwałam Cienia, ale…
Człowiek zdominowany przez kralotha? Przedstawił się takim dziwnym imieniem, że początkowo mnie zaskoczył. Jak to szło…? Lugardhair cośtam?
Ale nie przyszedł walczyć czy dominować. Przyszedł rozmawiać.
Całe szczęście, że Marysia akurat była na górze i nie zamierzała schodzić na dół. Mówiła coś o ćwiczeniu woli… Czy jakoś tak.


Z myśli Ireny

Agent kralotha. Cierń! Zły kot! On zaraz rozszarpie tego niewinnego policjanta! Tarcza kinetyczna! Uderzył w nią głową… Musi się otrząsnąć, co kupuje nam czas. Dobrze, nie chcę atakować. Zabicie tego człowieka nic by nie dało!


Z myśli Kamili

Cierń zaatakował tego człowieka!
Dzięki niech będą niebiosom za błyskawiczną reakcję Ireny!
Jak tylko Cierń odbił się od tarczy, przypadł do niego jeden z moich kociaków, żeby go trochę opamiętać. Było widać, że kocisko jest na Irenę wściekłe.


Z myśli Kamili

Czuję się… brudna.
Jak ten kraloth nas chwalił, jak nam dziękował, jak chciał się dzielić Quarkami…
Niedobrze mi.
Twarz Ireny pokazuje, że najchętniej chyba popełniłaby sepuku.
Na szczęście Tomek przejął na siebie rozmowę. Właśnie po to przede wszystkim tutaj jest…
Zimno mi się zrobiło, jak się tak umizgiwał do tego pełza. Podziwiam go. Ja bym tak chyba nie potrafiła. Szlag by mnie trafił…
W dodatku Tomek naprawdę szybko myśli.
Kiedy kraloth zapytał, skąd jesteśmy, powiedział, że z łódzkiego oddziału Srebrnej Świecy. I dodał, że należymy do pewnych sił w SŚ, które w pewien sposób sprzyjają jego obecności tutaj… Też chcą działkę, ale chcą wpierw wykolegować tamtych z interesu. Kraloth to łyknął. Czemu nie miałby?


Z myśli kralotha

Faktycznie, ten świat się zmienił. Poprzednio byliśmy zmuszeni do pasożytowania na prawowitych mieszkańcach tego świata. Przyznaję, prawowici mieszkańcy nie wykorzystywali ludzi, więc nie było to takie bardzo złe pasożytnictwo, ale jeśli można legalnie… Zawsze lepiej współpracować niż dążyć do konfrontacji.
Co za inteligentny młody mag. Obie samice go słuchają, choć mają własne opinie. Nieistotne. Pomogli mi. Chciałem się odwdzięczyć, ale nie chcieli ode mnie niczego. Ma sens. Teraz zbierają dane i ich przełożony zakazał im tego typu rzeczy. Strasznie wszyscy się troszczą o te wszystkie zakazy i nakazy w tym świecie…


Z myśli Tomka

To zbyt gruba sprawa. Ta sprawa jest większa niż my. Mówimy tu o wpływowym magu SŚ pomagającym kralothowi. Nawet, jeżeli rozwalimy kralotha, najpewniej przyzwie nowego. Nie, to trzeba rozwiązać politycznie. Nic nie zrobimy. Muszę pomyśleć…


Z myśli Ireny

Jestem… podłą, żałosną istotą.
Pozwalam złu się plenić.
Jedyne, co wymogłam na kralocie to to, by zostawił tą rodzinę w spokoju. Niech będę przeklęta…
Nie mogę nawet robić tego, co Cień. Kraloth pozna moją emanację magiczną.
Muszę coś wymyślić. Ale co? Nie podoba mi się pomysł, żeby wszystko zostawić w rękach mężczyzny, nawet, jeżeli to Marcin.
Nie dotknę tego. Mogę zniszczyć wszystko, jeżeli tu zostanę…


Z myśli bladej Persefony

To… BOLI! A! Sairanseil… Znasz się na ranach?
Czyste pchnięcie. Przebiło skórę. Nie jest poważne. Nic Ci nie grozi. Opanuj się! Kontroluj oddech! Jesteś Persefona Tannenbaum, nie jakaś rozhisteryzowana, kapryśna dziewuszka!
Mogłam… Mogłam zginąć!
Ta trójka nie walczyła, żeby zabić.
Jak… jak silni byli?
Mieli przewagę liczby i zaskoczenia. Żaden z nich nie był silniejszy niż Maurycy Fulmar.
Nie! Nie… nie. Zrobiłam błąd. Ale… Nie poddam… Aaaach!
Nie wykonuj ruchów lewą stroną ciała.
Sairanseil, usuń ten ból, żebym mogła myśleć! Proszę..!
Nie. Każde działanie pociąga za sobą konsekwencje. Nie jesteśmy w środku bitwy, a Ty nie zawsze będziesz mogła na mnie polegać.
Muszę to jakoś zabandażować. Zasklepić ranę.
Czy teraz rozumiesz, co to znaczy być przynętą na kralotha, co to znaczy być na polu bitwy?
Nie mam czasu na te Twoje gierki! Sairanseil, rozkazuję Ci…
Nie masz, nie miałaś i nie będziesz miała nade mną władzy. Żaden mag nigdy nie będzie panował nad Pożeraczem Pustki.
Atos! Przynieś mi różdżkę regeneracyjną!
Prawidłowa reakcja. Sama się w to wpakowałaś, więc wyjdź z tego sama.
Jak ciężko… Ty jesteś ranny?
Bardzo. Ledwo zachowuję strukturalną stabilność dookoła jądra nicości. Próbowałem ochronić Cię przed większością ataków; gdybym postanowił zablokować cały atak, nie zostałabyś ranna, ale ja zostałbym odesłany.
Mądrze zrobiłeś. Aaach!
Różdżka regeneracji działa inaczej niż różdżka leczenia. Nie jesteś przyzwyczajona do bólu. Jeżeli masz zamiar powtarzać tego typu operacje, nie mam zamiaru niwelować go - muszę oszczędzać siły.
Stop! Atos, stój!
To drżenie i słabość, które teraz czujesz są wynikiem przeciążenia układu nerwowego.
Czy mogę Cię prosić o… z… milczenie?
Oczywiście.
Atos, różdżka leczenia. Nie regeneracji!
Lepiej… Ale dalej boli…
Mistrz Aster! Ja tu leżę, a on zyskuje sojuszników! Muszę… muszę kogoś ostrzec! Auu!
Jeszcze przez dłuższy czas będzie Cię bolało. Nie masz ani jednej różdżki wykorzystywanej przez terminusów. Wszystko to są zwykłe przedmioty, można powiedzieć, że mniejszej mocy.
Muszę znaleźć maga, który to przejmie. Sairanseil, pomóż mi nie przez wzgląd na mnie. Dostałam tą przeklętą lekcję, którą chciałeś… Ale nie pozwólmy złu triumfować!
Tak. Tym razem się z Tobą zgadzam. To wszystko byłoby na marne, gdybyś nie przekazała tego dalej, lub byłoby dla Ciebie bardzo szkodliwe, gdybyś przekazała to w niewłaściwe ręce.


Z myśli Persefony

Nie mam czasu na regenerację ran. Muszę działać szybko. Pomyśleć, że uznawałam Sairanseila za przyjaciela. Rodzice mieli rację… Nieważne. W pewien sposób oddał mi przysługę.
To znaczy, że znowu jestem sama…
Nieważne. Mistrz Aster.
Najsensowniejszym wyborem jest lady Krystyna Bankierz. Lady Bankierz, z tego, co piszą, jest bardziej przywiązana do swoich ideałów, niż do jakiejkolwiek frakcji, nawet naszej. Mimo, że są jej bardzo bliskie ideały naszej frakcji, potrafi działać i z innymi magami, nawet spoza gildii, jest wspierana przez potężny ród, ale z uwagi na pewne cechy rodu Bankierz jest duża grupa osób, które jej zwyczajnie nie lubią. Nie ma bliskich kontaktów z nikim we frakcji reformatorów i na pewno nie podziwia eksperta Astera. Niestety… ostatnie akcje miała z tien Fulmarem. Mam tylko nadzieję, że łotr nie zatruł jej podłymi łgarstwami na mój temat.
Ona jest skłonna mi uwierzyć. Nawet, jeżeli nie, bardzo poważnie traktuje obowiązki terminusa, więc co najmniej sprawdzi.
Sairanseil, proszę, pomóż mi. Jestem cała roztrzęsiona. Ja się nie dam rady opanować w towarzystwie terminusa! Ona się zaraz zorientuje, że ze mną coś jest nie tak! Inni magowie zaraz dowiedzą się, że znowu coś zrobiłam i koniec, dostanę kuratora, będę musiała z nim mieszkać… O wszystkim dowiedzą się moi rodzice! I…
Pomogę Ci. Bądź jednak świadoma, że terminus wykryje nadmierne opanowanie równie dobrze, jak roztrzęsienie. Masz prawo być roztrzęsiona po pierwszej walce…
NIE! To by było niegodne! Ona się nawet nie dowie, że była walka…
Ukryjesz przed terminusem ważne informacje?
Nie, nie mogę. Nie dowie się, że zostałam ranna! Powiem jej o walce, ale nie powiem jej o ranie!
Nie rozhisteryzowana amatorka mnie wezwała, tylko zdesperowana, ludzka lecz zdeterminowana czarodziejka. Zorientuje się, że zostałaś ranna. Jeżeli nie, nie jest warta bycia terminusem.
Sairanseil! Jesteś… ostatnią rzeczą, która mi została. Jestem sama, nie kontroluję swojej magii, nikt mi nie ufa, muszę przed rodzicami ukrywać, jak wygląda sytuacja, żeby nie złamać im serca i wszyscy mogą spokojnie się mną bawić jak chcą, a ja nie mogę im nawet odpowiedzieć ogniem za ogień. Zostaje mi tylko godność. Nie pójdę na spotkanie z lady Srebrnej Świecy roztrzęsiona i rozdygotana! Może myśleć o mnie co chce, ale nigdy nie powie, że wykroczyłam poza zachowanie należne damie!
Tak lepiej. Ta osoba mnie przyzwała. Robi te same błędy, ale przynajmniej jest szczera wobec siebie.
Może robię błąd, ale to samo mówiłeś w sprawie eksperta Astera i kralotha. Aaach!
Boli, prawda? Miej nadzieję, że po rozmowie z lady terminus nie będzie boleć już więcej nic w sercu.


Z myśli Krystyny Bankierz

Skontaktowała się ze mną czarodziejka EAM. Przedstawiła się jako Persefona Tannenbaum. Powiedziała, że pragnie rozmowy z terminusem i że sprawa jest pilna.
…Nie mogłam nie usłyszeć tonu desperacji w jej głosie. Desperacji i chyba… paniki.
Takie prośby o jak najszybszą rozmowę z terminusem nie są czymś częstym, ale nigdy ich nie ignorujemy. Zwłaszcza nie, jeśli w głosie rozmówcy słychać taki ton. Oczywiście, że się zgodziłam, zapraszając ją do siebie.
Dziwne było to, że początkowo odmówiła. Nieco zaskoczona zaproponowałam, że to ja do niej przyjdę, na co najpierw zgodziła się, a potem stwierdziła, że 'tu nie jest bezpiecznie'… Dziwne.


Z myśli Persefony

Jestem głupia. Nie pomyślałam wcześniej. Oczywiście, że nie możemy się spotkać tutaj. Po ingerencji tien Fulmara i tych łotrów z frakcji reformatorów, tych wandali, wszędzie tu mogę mieć kamery i podsłuchy. Jeżeli oni dowiedzą się, że to ja stoję za - miejmy nadzieję - problemami kralotha, bez problemu podciągną to do 'działania wrogiego magowi Srebrnej Świecy'. I koniec! Nie jestem już magiem EAM… Nie, tu się nie możemy spotkać. Mój własny dom jest dla mnie zagrożeniem.


Z myśli Krystyny Bankierz

Naturalnie, zapytałam ją o to. Powiedziała, że nie ma żadnych zabezpieczeń przed podsłuchiwaniem, a to jest poważna sprawa. Ma sens…
Ponownie więc zaprosiłam ją do siebie. Musiałam rzucić dla niej portal… Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie było problemem…


Z myśli Persefony

Nie mogę spotkać się z lady Bankierz tutaj, więc muszę dostać się tam. Nie mogę… Nie przejdę zbyt daleko tak ranna w bok… Ponadto, nie mogę zostawić Sairanseila, a jego aura wskazuje na poważną ranę. Innymi słowy, jeżeli opuszczę ten budynek, to pojawi się ta pani kurator i…
Nie ze mną te numery. Może być miła, sympatyczna, ale wiem, że jak przyjdzie co do czego, to użyje zaklęcia przymusu i wszystko ze mnie wydobędzie…


Z ponurych myśli Wiktorii

W sumie to to odosobnienie ma pewne zalety. Daje czas pomyśleć. Nigdy o tym nie myślałam, ale jest na świecie nieliczna grupka osób, którym paranoja służy i którym jest z paranoją do twarzy. Na przykład Jurek. Gdyby tej ponurej mordzie zabrać paranoję, to płaszcz by opadł na ziemię, bo nic by nie zostało… (Nie, żeby pod tym płaszczem było coś imponującego) Ale… mnie Millenium po prostu zaszczuło. Nie jestem paranoiczką. Nie pasuje to do mnie. To mnie zabijało. Trzeba było maski, żebym zrozumiała, jak bardzo do mnie to nie pasuje.
Paranoja. Nie wiedziałam, że może aż tak skrzywdzić…


Z myśli Krystyny Bankierz

W chwili, kiedy tien Tannenbaum przeszła przez portal, przynajmniej część jej zachowania stała się jasna.
Wyraźnie była ranna. W dodatku otoczona była przez demona, również ciężko rannego. Bardzo ciężko rannego. Starała się ukrywać ranę. Chyba musiałabym być ślepa, głucha i głupia, żeby nie zauważyć, tych obrażeń. Ale - co ciekawe - kiedy zwróciłam na nie uwagę, bez oporów pozwoliła obejrzeć zranienie.
To było czyste pchnięcie. Bolesne jak diabli, ale nic groźnego. Opatrzyłam ją. To, co miała założone, wystarczyłoby może na otarcie, ale na pewno nie na taką ranę…


Z myśli Persefony

Nie chciałam, żeby mi pomagała. Nie chciałam, żeby mnie opatrzyła. Lady Bankierz idzie walczyć z bardzo potężnym magiem. Będzie potrzebowała wszystkiego, co może zdobyć. A z Sairanseilem będę w stanie normalnie funkcjonować mimo rany. Ponadto, nie chcę, żeby mnie zapamiętała. Ot, kolejna osoba przyszła z problemem…
Nie chcesz, żeby zapamiętała Cię terminuska, a potem nieśmiało odmawiasz leczenia na jej koszt? Zwłaszcza przy wyraźnym braku własnych surowców? Niewłaściwa taktyka.


Z myśli Krystyny Bankierz

Oczywiście, że nie zwracałam uwagi na jej protesty, tylko ją opatrzyłam.
Wyraźnie była zaskoczona, że normalnie magowie przychodzą do terminusa zanim zostaną ranni.
Zaczęła się ze mną kłócić. Cóż… zły pomysł, kiedy ktoś opatruje ci akurat ranę… I to taką bolesną. Wystarczyło odrobinkę mocniej przycisnąć przy dezynfekcji, żeby uświadomić jej możliwe konsekwencje. Swoją drogą… ten Sairanseil opatrzył jej ranę, jak mógł, ale bez porządnego opatrunku goiłoby się to co najmniej ze dwa razy dłużej. Energia negatywna i regeneracja nie idą ze sobą w parze…
O czym nie omieszkałam jej powiedzieć. Mam wrażenie, że demon świetnie o tym wiedział.
…Pierwszy raz w życiu widzę demona pustki. Jest to… dziwna istota. Nie potrafię go czytać. Nie sądzę, bym umiała go zastraszyć czy sprowokować. I najwyraźniej wspiera tien Persefonę Tannenbaum w zakresie opanowania. Ona sama powiedziała, że potrafi też niwelować ból, choć najwyraźniej tego nie robił w pełnym zakresie. Nie wiem, czy nie mógł, czy nie chciał, choć tien Tannenbaum chyba uważała, że mógłby to zrobić…


Z myśli Persefony

Lady Bankierz wypytała mnie dokładnie o sytuację i o to, co wiem, co zauważyłam i co zrobiłam. Wyraźnie była niezadowolona, że poszłam tam sama, ale co miałam powiedzieć? Już i tak, jeżeli ktokolwiek się dowie, będę miała bardzo poważne problemy.
Udało mi się przez większość czasu zachować godność damy i prawidłowe maniery. Przez większość. Nie wiem, zawsze wydawało mi się, że terminusi są raczej osobami zimnymi. Bezpośrednimi, ale… interesują się problemami, a nie osobami. Osoby są dla nich nieistotne.

Szlachetny Sairanseilu, czy jest coś, co pragniesz powiedzieć mi teraz?
Nie.
Ech… Nie rozumiem tego.


Z myśli Krystyny Bankierz

…Taaak, teraz wiem, co mój wuj miał na myśli mówiąc o EAM tym tonem. Ta dziewczyna nic nie wie o życiu. To znaczy… zna świetnie teorię. Wie, co jak powinno działać. Teoretycznie. Doskonale przekazuje informacje. Wie, co istotne a co nieistotnie… Zazwyczaj.
Ale… Co za ostatni kretyni uczą na EAM?! Jak można dopuścić, żeby osoba na czwartym roku absolutnie i totalnie nie potrafiła współpracować z innymi magami? Kiedy ją zapytałam, dlaczego nie wzięła nikogo ze sobą, popatrzyła na mnie, jakbym się z choinki urwała. Oczywiście, zaraz spuściła wzrok, ale swoje i tak zobaczyłam. Ona… Ona nie jest samodzielna. Ona jest… samotna. Po prostu nie potrafi nawet pomyśleć o współpracy z innym magiem. Równie dobrze mogłabym ją spytać, dlaczego nie pomogła kralothowi polować na ludzi…
Naprawdę, po EAM spodziewałabym się czegoś więcej.
Ona jest w tej chwili psychicznie niezdolna do pracy z innym magiem.
Przez to stanowi zagrożenie dla siebie i wszystkich w okolicy. Niby jej ciągoty do samotności sprawiają, że mniej zagraża innym, ale…


Z myśli Krystyny Bankierz

O, nie! Obsztorcowałam ją jak ostatniego sztubaka za to, że nikomu nic nie powiedziała. Twierdzi, że zostawiła wiadomość. Alarm martwej ręki… ustawiony na kilka dni. Jeśli już w ogóle pomyślała o takim zabezpieczeniu, to nie powinna była go ustawiać na taki czas! Po kilku dniach nauczyciele EAM sami by zauważyli jej brak. A jeśli nie… To są jeszcze większymi idiotami niż przed chwilą mi się wydawało.
Ech… jeżeli nawet EAM schodzi na psy, to naprawdę źle jest w Srebrnej Świecy.
A ona naprawdę powinna była komukolwiek powiedzieć, jeśli miała świadomość, że podejmuje ryzyko.
A drugi raz obsztorcowałam ją za to, że w chwili, kiedy dowiedziała się… nie, kiedy zaczęła podejrzewać, że może być tam kraloth, nie wzięła dupy w troki i nie wezwała terminusów.
Znowu EAM zawaliło. Dlaczego ona uważa, że terminus to coś, co wzywa się dopiero, jak już nie ma żadnej nadziei?…


Z myśli Persefony

Zdecydowanie nie podoba mi się ten kierunek rozmowy, ale jak nie staram się tego uzmysłowić lady Bankierz, ona mnie najzwyczajniej w świecie ignoruje.
Nie po to mam magię, żebym wzywała terminusa w dowolnej chwili!
Kraloth… Wszystkie moje obliczenia wykazały, że Sairanseil może zniwelować dowolny wpływ potwora, jego antymagia w połączeniu z moimi artefaktami są w stanie zatrzymać jego magię a odpowiednio zmodyfikowana różdżka błyskawic usmażyłaby potwora!
Czemu ona się tak przejmuje?! Przecież to nie tak, że cokolwiek dla niej znaczę. Przyszłam, powiedziałam, jaki jest problem, wyjdę i o mnie zapomni, jak wszyscy. Ona ze wszystkich osób nie powinna słyszeć wcześniej o genialnej Persefonie Tannenbaum.


Z myśli Krystyny Bankierz

Biedne dziecko… To była pierwsza walka w jej życiu… I od razu została raniona i to boleśnie. Jeżeli jest wychowywana w typowy dla szlachty sposób, to nigdy nie miała nawet wybitego palca… A wszystko na to wskazuje - dziewczyna nie ma żadnych blizn, jest wiotka i delikatna.
Cholerny demon pustki! Może udałoby mi się zmusić ją do załamania i odreagowania, tak jak zrobił to ze mną mój mistrz, kiedy było mi to potrzebne, gdyby nie ten przeklęty demon! Nie potrafiłam się przebić przez jego wpływ, a on konsekwentnie ignorował wszystkie moje sugestie, żeby pozwolił się dziewczynie wypłakać.


Z myśli zafrasowanego Marcina

Tyle dobrze, że Kamila dotrzymała słowa, które mi kiedyś dała… Zamiast ryzykować swoim życiem i wmieszać się w skomplikowaną operację w Srebrnej Świecy, poinformowała mnie o kralocie.
Poprosiłem ją, żeby zostawiła to w moich rękach. Nie była szczęśliwa, ale zaakceptowała moją decyzję. Cieszę się, że zrozumiała, że każdy mag spoza Srebrnej Świecy uczestniczący w tej operacji nieprawdopodobnie ryzykuje. Ryzyko to nie wynika z mitycznej przewagi maga Srebrnej Świecy nad magiem innej gildii, a z tego, że jest tu bardzo wiele interesów politycznych. Nawet magowie, którzy stoją po - teoretycznie - naszej stronie mogą zdecydować, że dla ochrony reputacji warto uderzyć w osoby nie związane z gildią, do czego nie mam zamiaru dopuścić.


Z myśli Persefony

Nie pozwolę sobie na słabość. Nie teraz. Nie przed nieznanym mi terminusem. Ona ma dużo ważniejsze rzeczy na głowie. Musi zająć się ekspertem Asterem. Każda chwila, w której ja tu jestem i ona ze mną rozmawia na nieistotne dla sprawy tematy doprowadza do tego, że kraloth wysysa więcej ludzi. Oni cierpią. Gdyby nie… Powinnam, powinnam była być w stanie ich ochronić!
Niczego mniej nie można oczekiwać po szlachciance rodu Tannenbaum, niewiarygodnie utalentowanej czarodziejce EAM.


Z myśli Krystyny Bankierz

Czy to dziecko chce nas wszystkich wpędzić w chorobę terminusów?
A może… jakimś sposobem udało się jej samej się w nią wpędzić?
Jakkolwiek strasznie by to nie brzmiało, byłby to ciekawy przypadek - po raz pierwszy w historii ktoś, kto nie bierze udziału w akcjach bojowych i nie jest terminusem zapadłby na tą przypadłość…


Z myśli Persefony po powrocie do domu

W sumie dobrze poszło. Mam nadzieję, że lady Bankierz zajmie się ekspertem Asterem a nie będzie skupiać swojej uwagi na mnie. Jakakolwiek uwaga może ściągnąć na mnie niepożądane zainteresowanie reformatorów.
Lady Bankierz życzyła sobie być poinformowaną o moich ewentualnych planach przeciwko kralothowi i ekspertowi Asterowi… Naturalne. Może być tylko jeden dowódca. Jeśli nie będzie wiedziała, nie dość, że walczyłybyśmy przeciwko sobie, to jeszcze jedyni, którzy by zyskali to nasi wrogowie.


Z myśli Sairanseila

Jak tylko zdjąłem z niej osłonę, całkowicie straciła nad sobą panowanie.
Chciała się położyć spać, więc wyssałem eliksir spokojnego snu. Będzie musiała zmierzyć się ze swoimi koszmarami i z konsekwencjami swoich czynów bez magicznego wsparcia.
Zawsze ma jamnika.


Z myśli mistrza Wołkowca

To przerażające. Nie dlatego, że ktoś o tym pomyślał. Nie. Dlatego, że ktoś to zrobił. Jak wielu naszych przyjaciół po Zaćmieniu znalazło się w takiej samej sytuacji jak ci nieszczęśni ludzie?! Zaćmienie otworzyło mi oczy. Luksus? Tak, oczywiście. Ale można się troszeczkę przesunąć.
To z pewnością jakiś zatwardziały izolacjonista. Jest to sytuacja wyjątkowa, bardzo obciążona politycznie. Wyślę do walki z kralothem obu posiadanych przeze mnie terminusów. Izabelę oraz Maurycego.
Ach, i Kalinę. Jeżeli tam jest kraloth, będą potrzebować opieki psychologicznej i magii mentalnej.
Jeżeli tien Chaber chce iść z nimi, kimże ja jestem, by mu zabraniać? Niech tylko podporządkuje się rozkazom Izabeli, jest dużo bardziej doświadczonym terminusem.


Z myśli Krystyny Bankierz po odejściu Persefony

Ech… czasem chciałabym umieć radzić sobie z magami tak, jak mój wuj. Mam nadzieję, że uświadomiłam tej Zosi-samosi, że nie zawsze może zrobić wszystko sama. Wymogłam też na niej obietnicę, że jeśli zdarzy się kiedyś podobna sytuacja, przyjdzie do mnie z tą sprawą zanim narazi się na kolejne rany. Jeśli tego nie zrobi… cóż, ignorancję można wybaczyć raz, potem to już jest głupota. A za głupotę się płaci.
Ale… co prawda to prawda, jest dobra. Zwróciła uwagę na większość istotnych rzeczy. Potrafiła nawet podać kilka mniej istotnych szczegółów, i potrafiła przyznać, kiedy czegoś nie wiedziała.
Problem w tym, że gdyby wzięła ze sobą kogoś, najpewniej to starcie potoczyłoby się zupełnie inaczej…
Może nawet mielibyśmy jeńca. Niekoniecznie kralotha…
Dlaczego ona jest tak niechętna do współpracy? To nie ma sensu.
Muszę się dowiedzieć czegoś więcej na jej temat. To może być niebezpieczne dla niej samej…
Ale najpierw ekspert Aster.


Z odręcznego listu zirytowanego czeladnika Błotnickiego, jednego z nauczycieli Persefony

…nie rozumiem Pani pytania. Czwarty rok ma praktycznie wszystkie projekty w grupach czteroosobowych, bez wyjątku. Projekty grupowe muszą być wykonywane w zespołach, nie ma możliwości wykonywania ich samemu. Jeżeli cała grupa nie będzie ciężko pracować, nie ma możliwości by zespół dał radę prawidłowo wykonać polecenia. Jeżeli jest to aż tak dla Pani istotne, jestem skłonny wysłać Pani składy zespołów w poszczególnych projektach i ich wyniki; to akurat nie jest tajemnicą.

W związku z tym niezmiernie żałuję, że ma Pani niesprawiedliwą opinię na temat EAM. Gwarantuję własnym honorem i pełnią swoich kompetencji, że zdaję sobie sprawę ze znaczenia projektów grupowych i robię wszystko, co w mojej mocy by te projekty wspierać.


Z myśli Persefony

Rozmowa z lady Bankierz była nieprzyjemna. Wolałabym, żeby skupiła się na faktach i na samym problemie, niż na mnie. Jestem zmęczona, boli i straciłyśmy jakieś dziesięć minut czasu. Ta rozmowa była wykańczająca. Nigdy jeszcze mnie nikt tak nie potraktował! Co nie powiem - krzyki i biadolenia na moją "głupotę"! A potem pochwała. Obawiam się, że gdyby nie moja głupota, to nie byłoby mnie za co chwalić. Nie wiem, może lady Bankierz ma doświadczenie z bezradnymi magami, którzy napotykając najdrobniejsze niebezpieczeństwo robią sobie krzywdę lub od razu biegną do terminusów, ale ja nie jestem taką osobą.
Ale zrobiłaś sobie krzywdę.
Wiesz, jak wyglądało przyzwanie Ciebie? To była goblińska soczewka. Gdybym zawiodła, pojawiłoby się coś złego. Gdyby do tego doszło, zrobiłabym awatara magii… Mam wszystko przygotowane do tego rytuału. gdyby i to nie wyszło, zadziałałyby zabezpieczenia i bym została ewakuowana. Dom… najpewniej pokonałby stwora. Jeśli nie, inni mieliby dość czasu na reakcję. Sairanseil, każde moje zaklęcie to hazard! Nie mów mi, że to oznacza, że powinnam przestać czarować i powinnam zacząć się chować po kątach! Nadal mam ogromną moc!
Pustka Twoim przeznaczeniem.
Nie sądzę… A nawet jeśli, trafię tam na moich warunkach.


Z myśli zasępionej Kamili

Wiem, że to, co zrobiłam, było najsensowniejszym wyjściem. Wiem, że tak naprawdę, pełniąc obowiązki dowódcy Powiewu Świeżości, mając Tomka i Irenę przy boku, nie mogłam zrobić nic innego. I wiem, że niewiele mogę sobie mieć do zarzucenia, choć bardzo żałuję, że ów Cień nie skorzystał z mojego zaproszenia do rozmowy. Może nie usłyszał, a może nie uwierzył… Nie dowiem się. Tak czy owak… nie znoszę zostawiać niedokończonych spraw. Jedyne, co trochę mi to ułatwia, to świadomość, że zostawiłam sprawę w rękach osoby, której w pewnych kwestiach ufam bardziej niż samej sobie.
Marcin kazał mi to zostawić. Posłucham. Niechętnie, ale posłucham. Muszę dbać o Powiew. Jeśliby teraz stało mi się coś, co uniemożliwiłoby mi pełnienie obowiązków, Powiew wpadłby w jeszcze gorsze kłopoty. A przy tej sprawie moglibyśmy stracić wszelkie wsparcie SŚ. Nie mogłam sobie na to pozwolić… Co nie znaczy, że mi się to podobało. Poprosiłam Marcina o informację, w jaki sposób ta sprawa się skończy. Nie interesują mnie wewnętrzne sekrety SŚ, ale chcę wiedzieć, jak to wszystko się skończy. Mimo, że o to nie prosiłam, Marcin obiecał mi powiedzieć również nazwisko osoby, która za tym stoi, żebym w przyszłości mogła się go wystrzegać.
Takich właśnie magów tępił Ash…
Marcin nie powiedział mi, żebym się nie martwiła. Wiedział, że to nie ma sensu.


Z myśli Krystyny Bankierz

Zgodnie z prośbą tien Tannenbaum, wysłałam krótki liścik chwalący ją do jej rodziców. Pominęłam szczegóły, ale… cóż, przynajmniej na tyle zasłużyła.


Z myśli Persefony dwa dni później

Jednak… Warto było.
Lady Bankierz wysłała liścik, w którym pochwaliła mnie za drobną pomoc w analizie jakiegoś problemu. Moi rodzice… Oni się będą tak cieszyć…
Ten jeden projekt zawaliłam. Nie będę miała czasu na nic innego przez pewien czas. Nie, jeśli z Sairanseilem robimy projekt przeznaczony dla czterech osób. A jeszcze muszę zmieścić spotkania z panią kurator i zachować perfekcyjnie obojętny wyraz twarzy.
Na szczęście z pomocą Sairanseila udało mi się rozchorować. Trafiłam do lekarza, jak tylko po ranie nie było już śladu, zanim złapała mnie…
Środki terminusów są skuteczniejsze, faktycznie… Szkoda, że nie zdążyłam skończyć tego projektu. Moi koledzy z grupy nie potrafiliby rzucić spójnej kuli ognia, nie mówiąc o zaprojektowaniu rytuału. Nieważne, nadrobię, jak tylko stąd wyjdę.
Przynajmniej tutaj ta kurator mnie nie nęka. Nie… Nie byłabym w stanie z nią rozmawiać po tej walce. Wyczułaby, że coś jest nie tak. Za bardzo mnie ta sytuacja rozbiła. Teraz… teraz mam czas się z tym uporać.
Dobrze, Persefono Tannenbaum, maska na twarz, lodowaty uśmiech i nie zbliżaj się do nikogo. Twoja magia tylko ich zrani…


Z myśli zatroskanej Iwony

Ja tam nie wiem… Persefona nie powinna się rozchorować.
To jest: choroba zdarza się każdemu, ale…
Od chwili, w której przyzwała demona pustki spędzałam trochę czasu w bibliotece szukając informacji na temat tych bardzo rzadkich istot. Jej choroba jest wyraźnie powiązana ze wpływem energii negatywnej… i czymś jeszcze.
Persefona sobie 'nie radzi' na EAM już od pewnego czasu, ale połączenie jej choroby i całkowite załamanie jej projektu otworzyło mi oczy na jedną rzecz - jeśli Persefony nie ma w pobliżu, jej zespół w ogóle nic nie robi! Czeladnik Błotnicki bardzo się zdenerwował, gdy jej zespół nie potrafił przedstawić niczego. Bardziej, niż powinien. Nie do końca to rozumiem.
Jeśli mam być szczera, ostatnio coraz mniej rozumiem… i nie podoba mi się to.
Ech, czas wrócić do roli przewodniczącego roku i zabrać się do naprawiania sytuacji…
Wiem, że nie powinnam - nie po tym, co ona robi, i w ogóle - ale jest mi trochę żal Persefony…


Z rozmowy Krystyny Bankierz ze swoim mistrzem na temat eksperta Astera

- Aster. Interesujesz się ekspertem Asterem, pierwszym do dziedziczenia w rodzie?
- Tak, wuju.
- Tien Albert Aster jest reformatorem. Jest jednym z najgłośniejszych i najbardziej znanych magów tej frakcji, mówi się, że to on stanowił inspirację powstania całej frakcji. Jeszcze długo przed Zaćmieniem twierdził, że nawet, jeżeli Srebrna Świeca nie zgadza się z nim z powodów ideologicznych - że Vicinusy i magowie są równoważni - to powinna zgodzić się z powodów czysto pragmatycznych. Twierdził, że współpracujący Vicinus może przynieść dużo większe zyski, niż Vicinus przyzwany na Quarki.
- Rozumiem. Czy przeprowadzał jakieś działania w tym kierunku?
- Zawsze. Do tego stopnia, że przed Zaćmieniem otrzymał dwie poważne nagany. Większość jego działań polegała na paktowaniu z demonami, na traktowaniu demonów równorzędnie do magów - innymi słowy, przedkładał nauczanie demonów i nagradzanie demonów nad nagradzanie magów Srebrnej Świecy. Wolał mieć dwadzieścia procent współpracując z demonami niż pięć procent współpracując ze Srebrną Świecą. Dzięki temu dostał dostęp do wielu ciekawych artefaktów i zaklęć, co w konsekwencji wyniosło go bardzo wysoko w rodzie Aster.
- Jak potężny to ród?
- Jest to ród, który nie ma silnych powiązań politycznych, ale ma dwóch ekspertów oraz mnóstwo sojuszników wśród Vicinusów. No i jest bardzo wspierany przez frakcję reformatorów - ekspert Aster nie ogranicza się do kontaktu ze swoimi sojusznikami. On nie ma nic przeciwko kontaktowaniu swoich sojuszników z innymi magami tej frakcji, pod warunkiem, że dzieje się to na równych prawach. On stał za pierwszymi włączeniami Vicinusów do Srebrnej Świecy. Jakkolwiek on sam czy jego ród nie mają jakiejś szczególnej władzy, są uznawani za "duchowych ojców" frakcji reformatorów. Muszę przyznać, że jak na maga frakcji reformatorów, nie jest taki zły - traktuje wszystkich magów uprzejmie, niezależnie od ich frakcji i w odróżnieniu od wielu towarzyszy, nie wykonuje działań przeciwko innym frakcjom. Powiedziałbym, że nie interesuje się polityką dla niej samej, a raczej wykorzystuje ją jako narzędzie pogłębiania swoich wpływów i wzmacniania frakcji reformatorów. Tak więc nie ma wielu osób, które coś do niego mają.
- Mam powody uważać, że tien Aster naraził na szwank dobro całej Srebrnej Świecy poprzez sprzymierzenie się z kralothem. Jeżeli taki pakt się wyda, zostaniemy naznaczeni jako pozbawione serca potwory.
- Czy chcesz powiedzieć, że pozwala kralothom żerować na magach? To bardzo poważne przestępstwo.
- Na szczęście nie jest aż tak źle. Pożywieniem kralothów są ludzie. Jednak, jeśli sprawa się wyda, nasze stosunki z KADEMem ulegną znacznemu oziębieniu. Co więcej, nie jestem pewna, że możemy sprawę wyciszyć. O ile wiem, na tego kralotha natknęła się już jakaś grupa magów. Podszywali się za nasz łódzki oddział.
- To jest bezczelność!
- Ale skuteczna. Nie zostawili żadnych śladów.
- Kto z naszych się o tym dowiedział? To nie mogłaś być Ty. Ty byś dała radę ich zidentyfikować.
- Młoda uczennica EAM obserwowała jego poczynania już od dawna. Podążała za nim i trafiła na to. Odkrywszy ten folwark postanowiła obserwować i zbierać dowody. Przeszkodziła jej ta grupa oszustów. Zrobiła błąd i dopuściła do bezpośredniego starcia, w którym została - co było do przewidzenia - pokonana. Ledwo udało jej się uciec nie zdradzając swojej tożsamości.
- EAM. To wiele wyjaśnia. Sto procent teorii, zero procent praktyki i do tego jeszcze przysięga próby zachowania maksymalnej apolityczności.
- Muszę powiedzieć, że pomimo swojego braku praktyki, udało się jej trochę mi zaimponować. Nie każdy mag zdoła uciec trzem magom i Vicinusowi.
- Po EAM niczego mniej nie oczekuję. Gdybym obniżył oczekiwane standardy, uznałbym za policzek wymierzony w nasz ród, że Ty się tam nie dostałaś.
- <chwila ciszy> Cóż… zorientowawszy się, że sama nie ma większych szans, przyszła do mnie.
- Poinformuję o tej sytuacji Wysoką Radę, ale nie uzyskam kworum. Nie, nie tak. Jeżeli poinformuję Radę o sytuacji, damy do zrozumienia Asterowi, że wiemy o jego machlojkach, efektywnie pozbawiając się możliwości zadziałania z zaskoczenia. Sprawa jest bardzo delikatna, gdyż dla większości magów z frakcji reformatorów Aster jest osobą bliską z punktu widzenia ideologii, a jego zachowanie - dobrotliwy, uczynny, bardzo pomocny dla magów - jedynie to wspiera. Reformatorzy nie są tak dalekowzroczni, mogą podążać za łatwym zyskiem kilku kryształów Quark teraz kosztem pozycji Srebrnej Świecy, zantagonizowania nas z innymi gildiami, lub, co gorsza, z Centralą. Jeżeli cała Srebrna Świeca, w całej Polsce, zaczęłaby w ten sposób działać, może dojść do nadwątlenia Maskarady. Innymi słowy, lepiej nie robić precedensów.
- Wuju…
- Cicho, dziecko, daj pomyśleć… Mam. Problem zostanie rozwiązany, jeżeli tien Aster z pewnych przyczyn nie będzie chciał podtrzymać współpracy z kralothem. Sama pamiętasz, co powiedział kraloth. On nie chce być ograniczony do jednego mistrza. Nie podoba mu się aktualny układ. To oznacza, że ani kraloth nie ufa Asterowi, ani Aster nie ufa kralothowi - czarodziejka EAM mądrze zrobiła, podsłuchując tą rozmowę.
- Mistrzu… wydaje mi się być ona osobą kompetentną. Mówiąc szczerze, rozważałam, czy nie zaproponować jej przyjęcia jako mojego ucznia.
- Nie możesz zaproponować magowi EAM politycznego wiązania się ze sobą. To jest sprzeczne z samym EAM, wiesz o tym.
- Kiedyś ukończy szkołę. Jednak… jest w niej coś niepokojącego.
- Wtedy możesz z nią porozmawiać, ale przedtem… Nie. To będzie Twój uczeń i Twoja odpowiedzialność. Nie mnie decydować, kogo bierzesz za ucznia, chyba, że robisz katastrofalny błąd polityczny.
- Politycznie ona nie ma większego znaczenia. Jednak szybko myśli i potrafi szybko działać…
- To zrób wywiad - nie chcesz się przez nią pojedynkować, po co przelewać krew Srebrnej Świecy, jeżeli uczeń okaże się być niekompetentny - i nie tłumacz tego mnie, tylko zajmij się tym sama. A teraz wróćmy do ważnych spraw. Aster!
- Przepraszam, mistrzu. Powinnam była pomyśleć.
- Przyjęte.
- Pozwolisz mistrzu, ostatnie pytanie?
- Słucham.
- Czy słyszałeś kiedykolwiek o przypadku choroby terminusów poza naszą profesją?
- Nie. Oczywiście, że nie. To nie byłaby choroba terminusów. Są oczywiście inne schorzenia psychiczne.
- Dziękuję, mistrzu. <chwila milczenia> Czy masz jakieś sugestie odnośnie działania w zgłoszonej przez tien Tannenbaum sprawie?
- Musisz doprowadzić do poróżnienia Astera i kralotha. Być może ktoś ze Srebrnej Świecy będzie musiał ucierpieć. Tym razem cel uświęca środki, ponadto uczniowie i podopieczni Astera sami wiedzą w co się pakują, a jeśli nie, to tym gorzej dla niego. Powodowany świętym gniewem Aster będzie brzydził się kralothów. Jak mniemam, samo wykonanie mogę zostawić już Tobie? Ze swojej strony zapewnię długie, nudne narady na tematy tak ważne dla Astera, że ekspert nie będzie mógł ich opuścić. Innymi słowy, samego eksperta masz z głowy.
- Dziękuję, mistrzu. Nie zawiodę.


Z myśli Kamili

Przedstawiłam Marcina Cierniowi. Skoro sama nie mogę iść z nim na akcję, mogę choć wspomóc go zapewniając mu współpracę, a przynajmniej nie-przeszkadzanie Ciernia. Ten kot… Rozumiem, czemu zranił Irenę, ale sporo siły woli wymagało ode mnie nie rzucenie się na niego od razu. Jest podły, wielki i arogancki. I ma ku temu podstawy. Ale ja się go nie boję. Ostrzegłam futrzaka, że jeśli w jakikolwiek sposób umyślnie zrani Marcina… Chyba zrozumiał.


Z myśli rozleniwionego Ciernia

Kolejny dwunóg? I to taki o zapachu… świeżej karmy? Ile ta Duszka ma dwunogów?
Dobrze. Jeżeli mi się podporządkuje, będę z nim współpracował. Nawet z dwunogiem o zapachu karmy.
To mój teren! Mój teren! Żaden pełz nie będzie działał na moim terenie i żywił się moimi dwunogami!
…W sumie, Duszka ma może cztery dwunogi, ale ja mam całą miejscowość dwunogów. :3

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License