Interludium - Niedokończone opowieści

Z myśli bardzo niezadowolonej Ash

Ash, jesteś idiotką. Patentową, niekompetentną idiotką. No dobra, nie tak, jak ci wszyscy magowie "pomagający" Anieli, ale mimo wszystko. Wszystko wskazuje na to, że to dziecko nigdy nie miało przed sobą żadnego wyzwania. No ja przepraszam, nie pomyślałam o tym wcześniej… To było takie… rozczulające. Dziewczyna będzie latać na ważce w towarzystwie dużej ilości magów i już, jedna rzuca na nią zaklęcia, żeby spadała łagodniej (to akurat miało sens), zaraz potem druga otacza ją tarczami, jakby dziecko szło na pole bity. Trzecia, ah pardon, trzeci zaraz otacza ją tarczami mentalnymi, żeby nie spanikowała, nie przestraszyła się… No normalnie pod kloszem! Co oni, chcą, żeby nigdy nie dorosła? Dobra, zgadzam się, pięknie to się wpasowuje w moją opinię na temat Maurycego inklinacji do małolat, ale pozostali..?
Nie no, albo ta dziewczyna jest kimś więcej, kimś… nie wiem, córką premiera..? albo oni wszyscy jej nienawidzą i chcą ją skrzywdzić. Jazda na ważkach jest jak diabelski młyn. Srebrna Świeca nie pozwoliłaby sobie na to, żeby stała się jej krzywda! No chyba, że chronią gildię tak bardzo, że chcą skrzywdzić dziecko! Proszę! Ale jeśli jest nieśmiała i lękliwa, to tylko dlatego, że jak każde dziecko demonizuje skutki porażek. Wyobraża sobie, że jak zawiedzie, stanie się coś strasznego. Gdzie tam! Co strasznego może się stać? Może trochę bólu. Na pewno kompromitacja. I co w tym złego? Życie składa się z bólu i kompromitacji! (No, nie tylko, ale nie uniknie się tych dwóch)
Niech ja tylko dowiem się, kto jest jej formalnym opiekunem, a taką mu dam burę… Z pewnością to jakiś bezmyślny dupek.


Z myśli Andżeliki Leszczyńskiej

Hm… Nie mogę przygotować ich spotkania używając pełni swoich środków. Może… Emilia? Nie, za dużo ją proszę o pomoc. Mam! Poproszę o pomoc moją koleżankę, tien Lidię Nomis. Jej rodzice posiadają małą, ale bardzo ładną kawiarenkę. Ostatnio wypadli poza główny nurt polityki… i mody, w związku z tym świeżo założona przez nich kawiarenka jest jeszcze mało znana. Byłam tam. Jest po prostu cudowna. Sądzę, że spodoba się to lady Bankierz. Z mojej strony nie będzie to wiele kosztować, bo można to potraktować jako po prostu spotkanie promocyjne… W ten sposób spróbuję to załatwić.
Kto wie, może uda mi się nawet im trochę pomóc? Oni są kochani.


Z myśli szczęśliwej Andżeliki Leszczyńskiej

Udało się! Ach, jak cudownie! Wraz z tien Lidią opracowałyśmy ogólny układ i choreografię iluzji oraz dźwięków i zapachów. Miejsce miłe, troszeczkę orientalne, odrobina dyskretnej technologii (nie zapominajmy, że lord Urbanek jest magiem KADEMu, a KADEM specjalizuje się w technomancji - nie ma sobie równych w tej dziedzinie) a do tego odrobina przepychu i bogactwa właściwa goszczeniu szlachetnej pani ze Srebrnej Świecy.
Tien Lidia jest ekspertem od takich rzeczy - od pięknego dobierania wystroju.


Z myśli wysokiego szlachcica rodu Zajcew

Co?! Pies Urbanek znowu się ma zamiar fraternizować? Znowu z lady Bankierz! Czy on za grosz wstydu nie ma? Terminuskę będzie bałamucił!
Hę, żartuję.
Wilhelm! A, szlag, Wilhelma nie ma… Dobra, Gąska, wyślij ludzi! Niech upokorzą Urbanka! Chcę widzieć ładny pojedynek lady Bankierz i psa Urbanka!
No co Ty tu jeszcze robisz?! Czekam!


Z myśli Krystyny Bankierz

Bardzo przyjemne miejsce. Cicho, spokojnie, dyskretna obsługa, systemy uniemożliwiające podsłuchanie rozmów… Naprawdę tu pięknie. No i naprawdę dobre jedzenie. Aż dziwne, że nigdy nie słyszałam o tym miejscu. No i dziwi mnie to, że jest tu tak mało ludzi. Owszem, lord Urbanek najpewniej zarezerwował całą kawiarenkę tylko dla nas, ale musi być w miarę rzadko uczęszczana, bo inaczej nikt by się na coś takiego nie zgodził.
Przecież wiem, jakimi środkami dysponuje lord Urbanek. I nawet ta kawiarenka to spora ekstrawagancja.
Czyżbym widziała rękę tien Leszczyńskiej..? Wiem, że jest zaprzyjaźniona z właścicielami.
Nie ma w tym nic złego, to wręcz najbardziej poprawny sposób rozwiązania tej sprawy - wszyscy zyskują.
Może nawet szepnę słówko Januszowi i kilku sympatyczniejszym kuzynom..?


Z raportu infiltratora rodu Zajcew do przełożonego

Sir, infiltracja zakończyła się sukcesem. Biedni głupcy, z którymi mieliśmy do czynienia nie mieli żadnych zabezpieczeń mogących powstrzymać Iwana. Iwan wyłapał z aury serię strumieni kontrolnych i…


Z rozmyślań Krystyny Bankierz na temat rozmowy z lordem Urbankiem

Jako, że odniosłam wrażenie, że lord Urbanek jest osobą zawsze idącą prosto do celu, po prostu przedstawiłam mu sytuację. Poinformowałam go, że trudno byłoby nie zainteresować się Anielą Cerekwicką, zwłaszcza po wydarzeniach, w których brała udział oraz po (co oczywiste) niezbyt zręcznych zabiegach czarodzieja Maksymiliana Łosia mających na celu owo zainteresowanie wygasić.
Co ciekawe, lord Urbanek sprostował wypowiedź czarodzieja Łosia, mówiąc, że on nie tyle przyjął Anielę Cerekwicką jako swojego ucznia, co stara się ją ochronić.
Powiedział mi również, że jest to czarodziejka o niezwykłych umiejętnościach, która w chwili obecnej jest bardzo podatna na wszelkie manipulacje mające na celu jej wykorzystanie. Co więcej, zaznaczył, że wszelkie próby wykorzystania tego dziecka potraktuje jak atak na niego osobiście… Zaraz zaznaczył, że nie uważa, żebym ja miała takie plany, jednak… Gdyby to był ktokolwiek inny, uznałabym to za niezbyt dobrze ukrytą groźbę wymagającą natychmiastowej reakcji. On jednak najwyraźniej powiedział to, co myślał.
Gdy poinformowałam go, że o ile sytuacja nie ulegnie zmianie, nie zamierzam nikomu nic mówić, wyraźnie się odprężył i serdecznie podziękował.
Zapytał mnie, czy gdybym nie uważała, że mam wobec niego dług wdzięczności, próbowałabym coś zrobić w kwestii Anieli Cerekwickiej. Odpowiedziałam mu, zgodnie z prawdą, że dużo zależałoby od sytuacji, ale najpewniej przekazałabym sprawę przełożonym, zgodnie z obowiązującymi mnie przepisami. Fakt, że lord Urbanek istnieje i otacza Anielę Cerekwicką swoją opieką otworzył mi inną furtkę, z czego jestem zadowolona… To dziecko boi się już wystarczająco.
Lord Urbanek poprosił mnie, by w razie jakichkolwiek problemów związanych z Anielą zwróciła się do niego przed przekazaniem sprawy wyżej, co z przyjemnością obiecałam. Zresztą… w tej chwili to oczywiste. Jak długo on otacza to dziecko opieką, również on za nią odpowiada. A w tej sytuacji ja jestem mu winna taką pomoc. Zresztą… szanuję go jako naprawdę świetnego terminusa. Może i należy do KADEMu, ale ród Urbanków nie jest całkowicie nieznany…
Kiedy najważniejsza sprawa została wyjaśniona, poinformowałam lorda Urbanka o tym, jak fakt, że przyjął pod swoje skrzydła Anielę Cerekwicką, wpływa na tien Andżelikę Leszczyńską i na to, jak jest postrzegana na Srebrnej Świecy.
Wydawał się dość… zaskoczony. Stwierdził, że KADEM ma inne podejście do tych spraw i po prostu nie wiedział o tym aspekcie społecznym całej sprawy. Wydawał się być przejęty możliwymi konsekwencjami wobec tien Leszczyńskiej. O ile potrafię ocenić, zależało mu na tym, żeby żadne jego działania nie uderzyły w jego podopieczną… Żadną z jego podopiecznych…
Cóż… jak już to lordowi Urbankowi powiedziałam, to on odpowiada za swoje podopieczne, zarówno za ich działania, jak za ich bezpieczeństwo i dobrobyt.
Cieszę się, że swoim zachowaniem (choć wciąż jest nieokrzesany) potwierdza moją o nim opinię.
Szanuję go jako terminusa i jako maga. Mam nadzieję, że z pewną dozą wzajemności.


Z opowieści rozbawionego Iwana na popijawie Zajcewów

No to ja wtedy wyczaiłem kryształ. Wiesz, siedział na dole, pod samym budynkiem. Ja se myśle, wiesz, magowie, wyczuliby, gdyby coś było nie tak. No i ja - wiecie - zakładam zbroję po dziadku i po prostu idę pod ziemią. Myślę, norma, będą zabezpieczenia, będzie cały system… Po to właśnie mam lapisowaną zbroję! A tu nic! Po prostu, czaicie? Systemy były proooste. Wykopałem sobie odpowiedni teren, radar wykrył, gdzie muszę być… E, e, e… Cicho! W opowieści to jest zbroja, nie zdradzaj sekretów, co - no więc, zrobiłem se fajne miejsce pod ziemią, zhakowałem zabezpieczenia i podpiąłem się do kryształku. I teraz - kurde - nie wiem, co w środku! Znaczy, wiem, tajemniczy pan Q i tajemnicza pani X. No co? Podłączyłem kryształek bezpośrednio do swojego mózgu i zacząłem transmisję! Aaahh, to było cudo! System był dobrze zrobiony, miał fajnego pilota. Był tam wgrany jakiś śmieszny program, wiesz, kwiatki, delikatne wrażenia, fontanny… Huahuahuahuahua!
Ja to zmieniłem! Zmieniłem na coś fajnego! Specjalnie dla pani X był tam taki ruby, nagi (poza slipkami! Brudnymi!) bankier trzymający trzos złota, machający i śpiewający 'hohoho' jak święty Mikołaj!
Jak Mikołaj to co? Nie może być Mikołaja bez klaunów! Zrobiłem damę, wiesz, taką piękną damę taplającą się w błocku, bo co próbuje wstać to przewracają ją świnie! No i mnóstwo takich ludzi cyrku, co robili głupie miny! A zamiast fontanny otwarty pysk rzygający śluzem!
Aaa, muza! Wywaliłem to brzdąkanie na lirze i wsadziłem najnowszy utwór techno-porno-hopu! I żeby się nie nudzili dodałem im pochrząkiwania świnii od czasu do czasu i chichoty, żeby nie mieli wątpliwości, że się z nich leję!
Wiecie, to była faza pierwsza! To co chciałem zrobić to było…


Z wymiany zdań właściciela kawiarenki z operatorem

- Co się stało? Odpowiedz, szybko, co się dzieje?!
- Sir, nie kontrolujemy modułu iluzji! Nie kontrolujemy żadnego modułu!
- Wyłączcie to! Szybko, wyłączcie to!
- Nie mogę! Komendy nie działają!
- Bezpośredni czar w rdzeń, szybko!
- Aaaaa!
- Co jest?!
- Poparzył mnie!
- Spuść rdzeń lapisowy!
- Wszystko zostanie zniszczone!
- To nasza jedyna szansa! Nie chcę krwawej waśni z Bankierzami! Ani z Urbankami!
- Tak jest!
- Ucichło…
- Co teraz? Wszystko zniszczone…
- Prześledź historię zabezpieczeń, sprawdź, co się stało. Ja idę… błagać o litość…


Z myśli Krystyny Bankierz analizującej incydent w restauracji po powrocie do swoich kwater

Co to miało znaczyć? Przez kilka pierwszych sekund to nawet było odrobinę zabawne, ale to? Co niby miał znaczyć ten paskudnie gruby bankier?
Gdyby nie to, że lord Urbanek był równie zaskoczony wydarzeniami, jak ja sama, musiałabym to uznać za rozmyślną obrazę.(Nie mógł grać zaskoczenia. Tak głupiego wyrazu twarzy nie da się udawać, nawet jak się jest klaunem!)
Muszę przyznać, że szlag mnie trafił bardzo gwałtowny, ale widok totalnie ogłupiałego lorda Urbanka nieco ostudził moją wściekłość. Dopiero co odbyliśmy bardzo uprzejmą i kulturalną rozmowę, w wyniku której osiągnęliśmy, jak sądzę, całkiem niezłe zrozumienie. To nie jest coś, co wyrzuca się tak łatwo, dlatego też postanowiłam nie wyzywać lorda Urbanka na pojedynek, choć wyraźnie zaznaczyłam, że mogłabym uznać to wydarzenie za wysoce obraźliwe.
Mam nieodparte wrażenie, że cała ta sytuacja miała mnie sprowokować do rzucenia wyzwania na pojedynek… Ale kto mógł do tego dążyć? Po co? Lord Urbanek? To (na ile potrafię ocenić) trochę nie w jego stylu… Zresztą, straciłby zbyt wiele takim ruchem.
A zresztą… w całej tej odrażającej inscenizacji były również elementy obraźliwe dla lorda Urbanka… Zupełnie, jakby ktoś chciał sprowokować albo mnie, albo jego, przy czym nie robiłoby mu żadnej różnicy, które z nas wyzwie tą drugą osobę… Ale… Naprawdę nie rozumiem, kto miałby atakować mnie. Chyba, że był to atak wymierzony w lorda Urbanka..?
Muszę przyznać, że ktokolwiek to był, był dobry. Mówiąc delikatnie, mój ród nie słynie z opanowania… Przeciętny Bankierz wyzwałby lorda Urbanka od ręki… Ale ja nie jestem przeciętnym Bankierzem. I nie zamierzam dać się tak kretyńsko wykorzystać!
Cóż… na chwilę obecną o całej tej sytuacji wiem ja, lord Urbanek, restaurator i ten, kto to przeprowadził.
Lord Urbanek nie będzie się afiszował z całą tą sprawą. Restaurator tym bardziej. Po tym wszystkim mogłabym go całkowicie i ostatecznie zniszczyć w tej branży…
Jeśli ktoś spróbuje mnie zaatakować, zarzucając tchórzostwo czy brak honoru, przyzna się, że to jego sprawka. Wtedy… no cóż, może i nie jestem typowym Bankierzem, ale jestem Bankierzem! Co prawda nie sprowokowana nie atakuję, ale jeśli ktoś drażni lwa, musi się liczyć z utratą kończyny lub dwóch…
Jako, że lord Urbanek nie orientuje się w subtelnościach polityki, mógł nie zdawać sobie sprawy ze spoczywającej na nim odpowiedzialności za jakość i bezpieczeństwo miejsca spotkania.
Co wciąż nie zmienia faktu, że nie upewnił się, że lokal jest zabezpieczony od tak nieprzyjemnych niespodzianek, a powinien był.
Cóż… Oczywiście, że odpowiednio skarciłam właściciela tego miejsca. Nic go nie usprawiedliwia, nawet, jeśli to był sabotaż. Zwłaszcza, jeśli to był sabotaż. Powinien zabezpieczyć swój lokal przed czymś takim. Dobrze chociaż, że potrafił szybko awaryjnie zniszczyć całą magię w lokalu…
Niemniej jednak, restaurator zasłużył na porządną burę. Miałabym nawet prawo zażądać satysfakcji, ale… maga ocenia się po jego wrogach… Ale muszę przyznać, że szkoda mi trochę właściciela. Musiał stracić ogromną ilość środków.


Z myśli zniesmaczonego wysokiego szlachcica rodu Zajcew

Lady Bankierz? Tfu! Żadna mi lady, tchórzliwa dziewucha! Panienka Ewa za coś takiego spaliłaby chatę i jeszcze skopała Urbankowi tą psią dupę! To jest prawdziwa szlachta, to jest prawdziwy duch!
<dopisek Kić: TO jest prawdziwe warcholstwo!>
A ta Bankierz?! Wyszła stamtąd wzburzona, ale Urbanek nawet nie miał czerwonego śladu na pysku! A co by o nim nie powiedzieć, nie jest pudelkiem. Umie szczeknąć, a nawet ugryźć - nie wierzę, że się kajał i łasił do tej… Bankierzówny!
Heh… jak masz śmieci, to nawet porządnej bijatyki nie da się urządzić! A też… moi szpiedzy są nic niewarci! Dziewucha wyraźnie nie skojarzyła bankiera z rodem Bankierz. Niby ostra babka, terminuska, a tępa jak młotek! <dopisek Kić: I intentionally fail my spot check>
To nie nauczy Urbanka się nie fraternizować, bo nie dostał w dupę!
Ech… Muszę wymyślić coś lepszego.
A na razie, panienka Ewa ma się nie spotykać z Urbankiem.
Tylko jak to zrobić?!
Jak powie się siksie 'nie rusz', to z merdającym ogonkiem poleci! Taki okres buntu <z rozczuleniem> Jej matka to spaliła pół pałacyku, gdy się buntowała… Charakter po mamusi…
Hm… Wilhelm! Urbanek ma obrazić panienkę Ewę! Wzbudzić pogardę dla jego nowych, szlacheckich nawyków! Zajmij się tym!


Z myśli załamanej Andżeliki

Co ja zrobiłam… Dowiedziałam się, co się stało. Natychmiast skontaktowałam się z tien Lidią…
Cóż…
To jest moja wina. Celem był lord Urbanek. Powinnam była zapytać go wcześniej, czy ma jakichś wrogów. Powinnam była chociaż powiedzieć mu, jakie miejsce proponuję… Gdybym to zrobiła, najpewniej odwiódłby mnie od tej myśli lub zaproponował miejsce, które jest niemożliwe do penetracji lub ataku…
Lub nie. Z tego, co wiem, lord Urbanek nie ma pojęcia, jakie miejsce do czego służy. Ale gdybym tylko wiedziała…
Jestem im naprawdę wiele winna. Chciałam pomóc, a prawie doprowadziłam do waśni. Co gorsza, koszty zniszczeń w restauracji są za duże. Nie jestem w stanie tego w żaden sposób naprawić.
…Ale najgorsze jest to, że straciłam dobrą koleżankę…


Z myśli Krysi po otrzymaniu liściku od Andżeliki

Biedne dziecko…
Mieć takiego nauczyciela to naprawdę trudna sprawa. Nie, żeby lord Urbanek był zły czy okrutny. Naprawdę wydaje się dbać o dobro tien Leszczyńskiej, ale po prostu nie wie i nie rozumie, co i jak… Oni pochodzą z zupełnie odmiennych światów…
Cóż… w normalnej sytuacji rzeczywiście większość winy spadłaby na nią. Tym razem jednak braki lorda Urbanka sprawiają, że trudną obwiniać ją samą. Nawet jego ciężko winić… Skąd ma wiedzieć, skąd ma się orientować?
Ech… naprawdę ciężko winić tien Leszczyńską o tą sytuację.
Chyba zaproszę ją do siebie i spróbuję jej to wyjaśnić. Nie mam ochoty na odwiedziny w kolejnym lokalu…


Z myśli Andżeliki Leszczyńskiej

O, nie…
Lady Bankierz… Lady Bankierz wezwała mnie do siebie.
Wysłałam jej liścik… Myślałam, że jest wystarczająco elegancki i przepraszający. W odpowiedzi napisała, że przyjęła przeprosiny… Ale dlaczego chce się ze mną spotkać?
Całe życie byłam przekonana, że jestem w stanie prawidłowo funkcjonować w gildii. Byłam przygotowana do samodzielnego życia. Przeniesienie mnie na KADEM… Byłam święcie przekonana, że to tragedia. Że jest mi wyrządzana krzywda. Jednak… jednak jak tylko otrzymałam kompetentnego i inteligentnego mentora, cały czas go zawodzę. On liczy na mnie, że w sprawach dotyczących Srebrnej Świecy, polityki i zachowania będę w stanie mu pomóc. Tym razem prawie doprowadziłam do krwawej waśni pomiędzy nim a lady Bankierz i zrujnowałam interes naprawdę bardzo zacnych magów.
Może ja faktycznie nadaję się już tylko na KADEM?


z myśli Krysi po rozmowie z Andżeliką

Biedne dziecko. Została postawiona w sytuacji, w której wszystko, co zrobi jest po prostu złe.
Oczywiście, stawiła się na moje zaproszenie. Do pokoju weszła jak na ścięcie. Ech… nie jestem osobą, która potrafi rozmawiać z dziećmi i pocieszać je. Podeszłam do niej tak, jak mój mistrz do mnie. Zapytałam ją, jaki - jej zdaniem - popełniła błąd. Na to pytanie zareagowała zaskoczeniem, podobnie, jak ja kiedyś. Podobnie, jak ja próbowała odpowiedzieć ogólnikami. Ale… już z tych ogólników widać było, że dziewczyna obwinia się o całą tą sytuację. Jak lord Urbanek mógł do tego dopuścić? To znaczy… wiem, jak. Poprzez swoją kompletną ignorancję lord Urbanek nie ma zielonego pojęcia, w jakiej sytuacji postawił swoją uczennicę…
Tien Andżelika Leszczyńska jest naprawdę samotna. Nawet ja to widzę.
I nie ma się do kogo zwrócić. Nie ma nikogo, kto wyjaśniłby jej jakie popełnia błędy oraz pokazał właściwą ścieżkę w kwestiach związanych ze Srebrną Świecą. Jej obecny opiekun jest w tej kwestii po prostu niekompetentny.
Cóż… mam nadzieję, że to małe ćwiczenie pod tytułem 'jaki był Twój błąd' pokazało jej, że akurat w tym wypadku zrobiła, co mogła. Owszem, w normalnej sytuacji cała ta sprawa byłaby jej winą.
W normalnej sytuacji jednak to jej mistrz i opiekun powinien wziąć całą winę na siebie i osłonić uczennicę przed skutkami popełnionych błędów. Och, oczywiście, zdarzało się, że mistrz poświęcał ucznia, de facto zmuszając go do przyjęcia wyzwania na pojedynek… jednak… nie jest to raczej działanie, którego oczekiwałabym po lordzie Urbanku. Zwłaszcza nie po tym, jak naprawdę przejął się wpływem istnienia dodatkowej podopiecznej na sytuację tien Leszczyńskiej… Gdyby teraz zmusił ją do przyjęcia na siebie pełni skutków całego tego incydentu, zaprzeczyłby sam sobie.
Wydaje mi się, (i mam taką nadzieję) że udało mi się trochę wyjaśnić temu dziecku sytuację, w jakiej się znalazło. Mam nadzieję, że tien Leszczyńska nie będzie więcej próbować chronić swojego mistrza przed skutkami błędów, u których podstaw leżą braki nie w jej, a w jego wiedzy i obyciu.
Tymczasem poprosiłam tien Leszczyńską o numer telefonu lorda Urbanka. Dopóki sytuacja nieco się nie ustabilizuje, bezpieczniej dla tien Andżeliki będzie, jeśli zostanie pominięta w komunikacji pomiędzy mną a nim. Oszczędzi to jej niepotrzebnych stresów.
Powiedziałam jej również, że na miarę swoich (mimo wszystko skromnych) możliwości postaram się jej pomóc w rozwiązywaniu problemów natury politycznej, jakie lord Urbanek z całą pewnością będzie powodował.


Z myśli zdezorientowanej Andżeliki Leszczyńskiej

Ja… nie do końca rozumiem.
Chyba, przez czysty przypadek zdobyłam dla mojego mentora sojusznika? Przyznaję, nie jest to sojusznik zaangażowany w dobrobyt mojego mentora, ale… przynajmniej mam świadomość, że nie ma żadnych nieprzyjemnych konsekwencji czy drugiego dna.
Właśnie tym różni się Srebrna Świeca od KADEMu. Jeżeli dobrze zrozumiałam lady Bankierz, zauważyła, że znajduję się w bardzo trudnej sytuacji i uznała, że warto pomóc młodszej koleżance z gildii. Właśnie dzięki takim osobom Srebrna Świeca przetrwała i była zawsze najpotężniejsza.
Naprawdę cieszy mnie, że lady Bankierz zdecydowała się pomóc mi w sprawach związanych z polityką i hm… edukacją mentorów? Owszem, bardzo częste były przypadki, że mentor był wybierany przez ucznia z powodów politycznych (oczywiście, było to aranżowane przez rody a nie przez poszczególne osoby, to dopiero byłoby śmieszne), w którym to wypadku oficjalny mentor miał dużo większe znaczenie polityczne, ale z punktu widzenia magicznego był uczony przez swego ucznia. Moja sytuacja jest zupełnie inna. Mój mentor jest najpotężniejszym magiem KADEMu z punktu widzenia mocy, ale jego wiedza polityczna jest mniejsza niż dowolnego ośmioletniego dziecka! Jego znaczenie polityczne jest bardzo duże, przez co każdy jego ruch będzie interpretowany przez wiele osób, nawet jeśli on sam nie jest świadomy swojego znaczenia.
KADEM mógłby uczyć dobrych obyczajów, jak magowie winni zachowywać się wobec siebie. "Wiedza" to nie wszystko. Nie jesteśmy ani zwierzętami, ani barbarzyńcami.
No, przynajmniej ja nie jestem. I lord Urbanek także nie chce być. Lady Zajcew natomiast…
Cóż… jest to jedyny mag Srebrnej Świecy, co do którego mam pewne wątpliwości, czy należy jej się tytuł 'tien'. Bywały już takie precedensy. Moc to nie wszystko, choć ci reformatorzy zdają się tak uważać.
W sumie… ktoś bardziej cyniczny… na przykład moi rodzice… stwierdziłby, że osiągnęłam duży sukces. Wymieniłam słaby, niewiele znaczący kontakt na zainteresowanie i znajomość kogoś ważnego. Ja jednak uważam… Wolałabym pojedynek z lady Bankierz, publiczne poniżenie i utratę twarzy niż to, co się stało.


Z myśli Krysi

W trakcie rozmowy tien Leszczyńska gorąco podziękowała mi za to, że nie wyciągnęłam konsekwencji wobec restauratora, co przypomniało mi, że (zgodnie z moimi informacjami) tien Leszczyńska pozostaje (lub dotąd pozostawała) w przyjaźni z prowadzącą to miejsce rodziną.
…Straty, jakie ponieśli, musiały być naprawdę spore…
Miejsce zostało naprawdę przygotowane ze smakiem i gustem…
Właściciel restauracji sprawiał wrażenie totalnie załamanego całą sprawą.
Nie umniejsza to co prawda jego odpowiedzialności za marne zabezpieczenia, niemniej jednak… Sam pomysł na miejsce nie jest zły i te kilka chwil ciszy, spokoju i prywatności spędziłam tam z prawdziwą przyjemnością…
Chyba trochę go wesprę w odbudowie, choć zaznaczę wyraźnie, że tym razem docenię dbałość o zabezpieczenia. Sama zresztą mogę przyłożyć do nich rękę. O ile oczywiście nie zamierza teraz zamknąć interesu - a byłoby szkoda.
No i napomknę, że tien Leszczyńskiej bardzo zależało na ich dobrobycie. Może nie pomoże to jej jakoś ogromnie, ale może choć poprawi jej samopoczucie i to dziecko przestanie się tak obwiniać…


Z ponurych myśli Krysi

…Ech, nie ma to jak urlop…
Obrażają maga, pakują w jakieś nieszczęsne bale ku czci… Jakieś artefakty sprzed Zaćmienia wyskakują jak diabeł z pudełka…
Już powoli zaczynam tęsknić za pracą…


Z myśli bardzo zatroskanej Emilii

Moja wina. Zupełnie nie pomyślałam.
Po prawdzie ja bardziej nadaję się do frakcji izolacjonistycznej niż konserwatywnej, patrząc jakie są aktualnie nurty we frakcji konserwatywnej. Nie jestem zaprojektowana do brylowania pośród magów i przekonywania ich do swoich racji. Nie jestem w tym dobra i nie zawsze rozumiem wszystkie implikacje. Przez to, mimo, że jestem bardzo dobrym strategiem, jestem bardzo podatna na manipulację.
Po rozmowie z lordem Urbankiem odebrałam wrażenie, że jest to mag kompetentny, inteligentny i taki, który może zdecydowanie pomóc Andżelice. Zupełnie nie pomyślałam, że jego znajomość świata polityki, etykiety i dobrych obyczajów, oraz samych warunków panujących w Srebrnej Świecy może być aż tak… Niedorzecznie niska! Jest to dość logiczne, on także nie został zaprojektowany do tego, a co więcej, gildia, w której się uczy, zupełnie nie przejmuje się aspektem społecznym działań magów.
Lord Urbanek jest tym, czego Andżelika rozpaczliwie potrzebuje na KADEMie. Kimś, czyje polecenia może wypełniać, kimś, z kim może porozmawiać i kimś, kogo szanuje. Jednocześnie jednak lord Urbanek przez swoją ignorancję będzie stanowił ogromne obciążenie dla Andżeliki. Jeżeli pozwolimy wszystkiemu rozwinąć się tak, jak na razie wszystko na to wskazuje, to jakkolwiek Andżelika będzie bardzo uodporniona na większość problemów, z którymi może się spotkać i może nawet będzie szczęśliwa, to jednak po opuszczeniu KADEMu nie będzie już miała dokąd wrócić, gdyż będzie miała historię, z uwagi na którą będzie pariasem, takim jak tien Diakon, lady Maus, tien Zajcew czy, w pewien sposób, ja.
Cały problem polega na tym, że dla Andżeliki byłoby to straszne. Byłby to los dla niej koszmarny.
Jest to problem, który muszę rozwiązać priorytetowo. Przede wszystkim, muszę dowiedzieć się, co naprawdę się stało w tej restauracji. Muszę też spróbować jakoś naprawić tą sytuację. Nie mam wielu potężnych kontaktów, lecz mam kilka, które powinny być w stanie odrobinę złagodzić ból, którego doznała Andżelika…


Z myśli zaskoczonej Krystyny Bankierz

…Co? Dlaczego tien Emilia Kołatka chce ze mną rozmawiać?.. I do tego prywatnie..? O co jej chodzi? Cóż… spotkam się nią i zobaczę, jaka sprawa jest na tyle ważna, by jeden z lepszych terminusów - taktyków żądał ze mną rozmowy…


Z myśli Krystyny Bankierz po rozmowie z Emilią

Intrygujące. Zgodnie ze słowami tien Kołatki w ową nieszczęsną sytuację w restauracji zamieszana jest osoba, którą tien Kołatka stara się chronić, i która owej ochrony świadoma nie jest… Co ciekawe, tien Kołatka powiedziała również, że to, iż o całej tej sprawie wie, nie wynika z czyjejś niedyskrecji. De facto zasugerowała tym, że wie o tym od kogoś zamieszanego w to wszystko. Jednocześnie raczej nie podejrzewam jej o zorganizowanie tej prowokacji… Nic na tym nie zyskuje - moją współpracę jako terminusa może uzykać od ręki a gdyby chciała mojej osobistej pomocy… Cóż, w pewnych kwestiach zapewne dałoby się i to załatwić.
Tien Kołatka była natomiast bardzo zdeterminowana, żeby nie powiedzieć mi, kogo tak uparcie chroni. Zupełnie, jakby uważała, że zdradzenie mi tożsamości tej osoby może jej zaszkodzić… Cóż, nie będę naciskać… na razie. Natomiast poproszę Janusza, by przez jakiś czas dyskretnie obserwował posunięcia tien Kołatki.
Jeśli chodzi o informacje… Dostała to, czego chciała. Nie widziałam powodu ukrywać przed nią tego, w jaki sposób złamano zabezpieczenia tego lokalu.
Ostrzegłam ją również, że wydaje mi się, iż lord Urbanek ma podejrzenia co do tożsamości winnego. Niejedna akcja padła z tej prostej przyczyny, że dwie grupy dążące do tego samego celu właziły sobie w szodę…


Z myśli Emilii po rozmowie z Krystyną Bankierz

Rozmowa mogła się zacząć dopiero, gdy poinformowałam ją, że nie jestem jej sojusznikiem, i nawet, gdyby lady Bankierz zaproponowała mi współpracę czy bliższe kontakty, odmówiłabym. Lady Bankierz całkiem rozsądnie założyła, że mogę próbować zrobić prowokację i rozwiązać problem, by się do niej zbliżyć - jak to udało nam się zostawić za sobą, reszta rozmowy była całkiem przyjemna.
Niepokojące było zainteresowanie, nie… duże zainteresowanie ze strony lady Bankierz osobami, które chcę chronić i, które - jak zaznaczyłam - są niepowiązane z tą sprawą. Oznacza to, że nie mogę w żaden sposób zdradzić się przed lady Bankierz z niczego, co może w jakiś sposób ujawnić tożsamość Andżeliki.
Zostałam poproszona, bym poinformowała, jeżeli będę przeprowadzała jakąś operację przeciwko sprawcom tego czynu. Zgodziłam się - po akcji. Nikt nie będzie mnie trzymał za ręce i nikt nie będzie mnie ograniczał. Nawet moi podwładni nie są informowani o akcji, zanim się ona rozpocznie, a i oni otrzymują tyle informacji, ile potrzebują do prawidłowego wykonania zadania. Chyba, że operacja jest wyjątkowa. Większość operacji przeprowadzanych przez magów Srebrnej Świecy przeciwko innym magom Srebrnej Świecy zawodzi właśnie dlatego, że kilka osób wie za dużo. Nie muszą tego nawet mówić. Sama świadomość może uaktywnić niektóre zmodyfikowane czary typu Archera… W ten sposób upadła pierwsza Srebrna Świeca.
W zainteresowaniu lady Bankierz moimi… podopiecznymi nie było próby kompromitacji mnie albo skrzywdzenia ich. Na razie. Nie stoimy po jednej stronie i obie o tym wiemy. Nie zamierzam dawać broni do ręki nikomu. Zwłaszcza komuś z rodu Bankierzy, niezależnie od jej intencji.


Z medytacji Emilii na temat przeszłości Srebrnej Świecy

Ród Bankierzy jest jednym z pierwszych rodów założycielskich Srebrnej Świecy. Można powiedzieć, że gdyby nie było Bankierzy, Srebrna Świeca nigdy by nie powstała. To właśnie Ulf Bankierz był autorem projektu 'Doskonałość' i to właśnie ród Bankierzy dostarczył środków i pieniędzy pozwalających stworzyć Srebrną Świecę. Pierwotnie projekt 'Doskonałość' ograniczony był właśnie do ich rodu. Dopiero dwa pokolenia później projekt ten objął całą gildię. Bardzo nieszczęśliwie się złożyło, że mimo projektu 'Doskonałość' Bankierze nigdy nie ufali do końca prominentnym rodom Srebrnej Świecy, w wyniku czego nie było żadnego maga chaosu, który byłby w stanie wykryć skażenie w ich siedzibie głównej… Gdy wizytujący mag - terminus z mojego rodu - przypadkowo odkrył węzeł chaosu kierujący się ku Aquam, było już za późno. Skaza zniszczyła materiał genetyczny perfekcyjnie stworzony przez dalekosiężny plan Ulfa Bankierza i następne pokolenia tego rodu nie podlegały już projektowi 'Doskonałość'. Niestety - choć w perspektywie dzisiejszych czasów to nie dziwi - Bankierze nie chcieli oddać zarządzania finansami i synekur związanych z tym rodem osobom, które były bardziej podatne na manipulacje równianiami 'Doskonałości'. Mimo, że niewielki ród Traszkowskich został przekształcony w zastępców Bankierzy, nic to nie dało, gdyż odjęcie Bankierzom finansów nie było możliwe. Mieli zbyt wielką moc polityczną, a ówczesny przywódca Srebrnej Świecy uznał, całkiem zresztą słusznie patrząc na dane, które posiadał, że w ciągu kolejnych dwóch pokoleń równania 'Doskonałości' powinny przywrócić Bankierzy na odpowiedni poziom. To, czego nikt nie był w stanie przewidzieć to była głęboka, zapiekła nieufność Bankierzy, która sprawiała, że była tak doskonałymi finansistami i która została jedynie wzmocniona przez to, że Srebrna Świeca (z ich punktu widzenia) obróciła się przeciwko nim bez powodu. Ówczesny patriarcha rodu Bankierzy odmówił prawa do eksperymentowania na dalszych pokoleniach tego rodu przy użyciu równań 'Doskonałości' i jednocześnie wykorzystał ogromną sumę pieniędzy, by wynająć najemników spoza Srebrnej Świecy, zwłaszcza z okolic Zaporoża. Magowie ci w sposób naturalny zaczęli łączyć się w pary z Bankierzami i tak jedni, jak i drudzy, zaczęli przejmować umiejętności i obyczaje swych połówek. Szczególną atencją Bankierze darzyli Traszkowskich, gdyż zdaniem przywódcy owych najemników, przywykłego do meandrów polityki wschodnich baronii i caratu, wszystko wskazywało na to, iż Traszkowscy planowali przejąć władzę nad pieniędzmi w sposób polityczny kosztem Bankierzy. Traszkowscy nigdy nie byli potężym ani wielkim rodem. Byli bardzo nieliczni i tylko dzięki temu udało się przeforsować na nich równania 'Doskonałości'. W pewien sposób ten nieszczęśliwy wypadek z Bankierzami był zwiastunem końca potęgi Srebrnej Świecy.
Aha, oczywiście. W dniu dzisiejszym nie ma już ani jednego maga noszącego nazwisko Traszkowski, a Bankierze do dziś opowiadają, jak to wielki patriarcha Ulf Bankierz stworzył Srebrną Świecę i jak później Traszkowscy spróbowali odebrać Bankierzom gildię, którą oni sami założyli.
I muszę przyznać, że z ich punktu widzenia ta interpretacja nie jest fałszywa.


Z radosnych myśli Sabinki

Tak! Tak! Taak!
Poszłam do Kubusia, czy mógłby mi pomóc - zwędziłam Setonowi coś dziwnego i chciałam to zbadać - ale on ma coś jeszcze fajniejszego!
Ech… No z Basią to się fajnie bawiłam robiąc dowcipy Pompatycznemu Staremu Durniowi. Kochany Kubuś podnosi stawkę! Teraz dowcipy będę robić całemu rodowi Zajcewów!
No, nie całemu. Ewa jest nasza.
Oczywiście, Kubuś jest tak totalnie nieokrzesany w świecie polityki. My z Basią trochę przeżyłyśmy, coś tam zrobiłyśmy. Jestem więc weteranem.
Znając Kubusia, jego wyrafinowanie skończy się na tym, że się wrzuci kogoś do błota, lub zrobi zdjęcia, że zdradza żonę. O nie, nie… To nie tak… Tym razem walczymy z całym rodem. Tu muszę być trochę ostrożniejsza.
Skończy się na tym, że ja będę moderować Kubusia, a nie na odwrót. Do czego ten świat zmierza..?
W sumie, nie chcemy wywołać chyba wojny KADEM - Srebrna Świeca, no nie? Basia byłaby w głupiej sytuacji. Po której stronie by stanęła..?
Zapytam ją.


Z myśli Basi po rozmowie z Sabinką

Sabinka przyszła do mnie z 'hipotetycznym' pytaniem, które sprawiło, że żołądek wywinął mi kozła. 'Co byś, Basiu, zrobiła, gdybym wywołała wojnę pomiędzy KADEMem a Srebrną Świecą?' Taaak, oczywiście, pytanie jest czysto hipotetyczne… Jasne, a uczniowie liceum są grzeczni. Tak… zaczęło się od hipotetycznego pytania, a skończyło się na…
O rany… Kuba chce atakować Zajcewów? Ale… po co? Czemu? I czemu Zajcewów..? Cóż, Kuba nigdy nie rozmieniał się na drobne.
W dodatku poprosił Sabinkę o pomoc.
Na szczęście Sabinka już nie jest takim strasznym dzieciakiem i zdaje sobie sprawę z możliwych implikacji, więc przyszła mnie poprosić o radę.
Wiem, że odwodzenie jej od tego pomysłu, zwłaszcza, jeśli Kuba ją o coś takiego poprosił, jest bez sensu (i tak coś wymyśli i wykona swój pomysł), ale przynajmniej będę mogła coś zrobić.
Muszę poprosić Kubę o rozmowę. Nie rozumiem, czemu on chce ich atakować i co chce przez to osiągnąć, ale jeśli zrobi to w sposób niewłaściwy, doprowadzą z Sabinką do wojny pomiędzy naszymi gildiami.
Tymczasem, żeby jej uświadomić, do czego mogą prowadzić nieprzemyślane działania, opowiedziałam jej o zaledwie niewielkim wycinku powiązań politycznych… Podejrzewam, że całokształt dotrze do niej dopiero za kilka dni.
Ale za to zaproponowałam jej wzajemną pomoc. To znaczy… jeśli już będą coś przeciwko Zajcewom robić, to ja mogę 'przypadkowo' odkryć kilka z tych dowcipów i je powstrzymać tak, by ród Zajcew się o tym dowiedział. Mogę kierować to nie na Kubę, ale moi ludzie mogą dowiadywać się, że to działania… na przykład Myszeczków, albo innych ich wrogów…
A przy okazji mogę uzmysławiać Sabince, kto jest kim, kto jest ważny, kto czego się boi…
W dodatku to ja mogę być obiektem takiego dowcipu. Na przykład afront spotykający mnie na balu zorganizowanym przez nich… Mogę zaręczyć, że będę bardzo oburzona.
…Musimy tylko zadbać, żeby nigdy nie było w pobliżu Ewy. Najlepiej byłoby ją gdzieś wysłać, żeby nic z tego nie uderzyło w nią.
…Nic a nic nie zmienia to faktu, że zanim pozwolę Sabince na jakiekolwiek działanie, muszę porozmawiać z Kubą.


Z rozmowy Wiktorii z Kamilą

- …biedactwo. Kochanie, jeżeli chcesz rozmawiać z wielkimi lordami, to się z Tobą zgadzam, absolutnie musisz nauczyć się choćby podstaw etykiety. Musisz też jakoś wyglądać. Całe szczęście, że dokładnie wiem, jak. Poruszałam się na balach i dworskich imprezach, jak jeszcze byłam grzeczną dziewczynką. A uwierz mi lub nie, ale byłam grzeczną dziewczynką.
Posłuchaj. Dopuszczalne w wypadku interakcji z wyżej postawionymi magami, ba, więcej, czasem nawet przyjęte jest, używanie odrobiny iluzji na ubraniach, lub magicznych upiększaczy. Przykładowo większość moich kwiatów, tych nieinwazyjnych, ma się rozumieć, nadawałaby się na taki bal perfekcyjnie. Zaraz pokażesz mi, w której sukni chcesz iść, a ja dobiorę Ci odpowiednią kompozycję kwiatów… Oczywiście, nie masz sukni, prawda?
- Nie, i nie zamierzam iść w sukni. Myślałam raczej o zestawieniu spódnica plus żakiet… Nie zamierzam pozować na wielką damę, ale nie chcę też nikogo obrazić.
- Nie rozumiesz, nie rozumiesz, nie ro-zu-miesz! Myślisz jak człowiek! Zrozum, strój biznesowy w świecie ludzi nie jest strojem biznesowym w świecie magów. Owszem, w bardzo wielu okolicznościach się to przenika. Ale nazwisko Twoich gospodarzy, Caesar, to nazwisko magów z frakcji izolacjonistycznej. Oni odcinają się zarówno od świata ludzi, jak i od świata magów. To oznacza, że oni kompletnie nie będą mieli pojęcia, czemu przyszłaś do nich w worku.
- … Co zatem sugerujesz? I od razu zaznaczam, że nie ubieram żadnej wypasionej sukni balowej!
- Na skuteczny pas cnoty, oczywiście, że nie!
- …
- Suknia balowa a suknia do odwiedzin to dwie zupełnie różne suknie!
- A ja zobaczę jakąś różnicę?
- Na pewno ją poczujesz. Suknia balowa, buciki balowe, ozdoby… ta kombinacja służy tylko i wyłącznie wyglądaniu. Po pierwsze, strój ten ma uniemożliwić Ci pewne typy ruchów. Uwierz mi, nie da się na przykład przeskoczyć kałuży w sukni balowej! Czy poruszać się inaczej niż ostrożnie… co nadaje pewien element gracji i wrażenie, jakbyś płynęła w powietrzu. Co więcej, na bal zapraszasz osoby zaufane, lub przynajmniej osoby, którym chcesz dać wrażenie, że im się ufa. Dopuszczalne jest dużo więcej biżuterii i magii. Z drugiej strony, odwiedzić Cię może byle warchoł, lub co gorsza, Zajcew. Wiesz, nie wpuścisz przedstawicielki mafii, słynącej czasem z wysadzania swoich mniej wartościowych córek obładowanej magicznymi przedmiotami i świecącej magią!
- …wysadzania… córek…?
- Suknie te są dużo lżejsze, mniej 'wypasione', dużo prostsze i zdecydowanie wygodniejsze. Zapewniają też dużo większą swobodę ruchów i dopuszczalne jest dużo mniej zaklęć. Tak się składa, że mam w szafie i te i te.
- …
- A! Pytałaś o nieszczęsną Kalinę Zajcew? To naprawdę smutna historia. Miała spotkać się ze swoim przyszłym mężem. Wiesz, kochała go naprawdę. To nie tak, jak zwykle, że dziewczyna widzi męża dopiero w przeddzień ślubu… Wszystkich, naprawdę wszystkich dziwiło, że nawet dwudziesta pierwsza w kolejce do dziedziczenia i nie posiadająca żadnych sensownych mocy magicznych Kalina Zajcew dostała zezwolenie na poślubienie podobnie jak ona nieważnego z punktu widzenia polityki szlachcica. Więc, jak szła się z nim spotkać w obecności swojego ojca - też bez większego znaczenia - doszło do czegoś z jej suknią i z jej artefaktami. Coś się pomieszało w kanałach mocy i wszystkie jej ozdoby eksplodowały na miejscu. Makabryczny widok, nie było co zbierać. Jej ojciec został jedynie ranny. Nikomu więcej nic się nie stało… Ród Zajcewów wykorzystał to - był to przecież wyraźny zamach, udany zamach na szlachetną panienkę Kalinę. Bardzo szybko, bo w kilka godzin po zamachu, wprowadzili żołnierzy na posesję i przejęli gospodarstwo swego niedoszłego zięcia. Aha, gospodarstwo, którego ów zięć nigdy nie miał dostać. Pamiętam, jak tata o tym mówił. Był wyraźnie zniesmaczony tą sytuacją.
- …
- Tak, czy inaczej, ród Caesar jest zupełnie innego typu rodem.
- I dobrze…
- Spotkanie z nimi niczym Ci nie grozi. Nawet, jeśli wskoczysz na czworaka do błota i zaczniesz pląsać i krzyczeć 'chrum chrum', ciągle nic Ci nie grozi. Słyszałam, że aktualna głowa rodu Caesar jest człowiekiem bardzo łagodnym i przyjmującym świat bardzo stoicko.
- To chyba… dobrze.
- Tak, bo nie szukasz potężnego sojusznika, a jedynie chcesz porozmawiać z potężnym magiem ze Srebrnej Świecy. To jest ta bezpieczna wersja. To jak, rzucam Podręczny Buduar Archer i zaraz wsadzamy Cię w jakąś ładną suknię. Chyba, że przeszkadza Ci, że będziesz nosiła rzeczy, które należą do mnie.
- Nie… Ale…
- <rzuca czar>


Z myśli lekko naburmuszonej Sabinki

No, ładnie. Basia mi nie odpowiedziała na to pytanie! Zła Basia! Zadałam jej bardzo ważne pytanie, a ona nie odpowiedziała! Jestem ciekawa… To nie jest takie proste… Na przykład, mogli coś jej zrobić. Nie wierzę, że wybrałaby Srebrną Świecę, ale chciałam to usłyszeć…
No, ale fajne jest to, że Basia pomoże pojechać Zajcewów. Najpierw chce pogadać z Kubą… Hm… Wszystko wskazuje na to, że ja będę dowódcą tej operacji. Jest to trudne zadanie, ale jestem skłonna się go podjąć. Basia ma wiedzę, Kuba ma zaciekłość, a ja mam pomysły. Wydaje mi się, że czegoś tu brakuje.
Środków?
Pierwszy rok KADEMu? Nie, to jest sprawa polityczna. Mogę nie dać rady zamaskować sygnatury… Tu trzeba czegoś ekstra! Czegoś obcego! Tak absurdalnego, by nikt nie był w stanie się domyśleć, jakie jest źródło.
Muszę się jeszcze zastanowić, ale chyba muszę porozmawiać z Bernardem.


Z odpowiedzi Basi na pytanie Sabinki

Co bym zrobiła, gdyby doszło do wojny pomiędzy KADEMem a Srebrną Świecą? Najprawdopodobniej starałabym się doprowadzić do jak najszybszego zawarcia pokoju… Wojna pomiędzy dwoma z trzech najpotężniejszych gildii w okolicy to coś, co mogłoby zagrozić bezpieczeństwu nie tylko naszemu, ale i wszystkich w okolicy, zarówno magów jak i ludzi… Jest bardzo możliwe, że przez to, kim jestem, i gdzie politycznie jestem, stałabym się jednym z pierwszych celów…
<chwila ciszy>
Nie wiem, co bym zrobiła.
Z punktu widzenia politycznego, jeśli stanęłabym po stronie KADEMu, automatycznie skreśliłabym się na Srebrnej Świecy. Stałabym się wyrzutkiem, nie mającym żadnych wpływów i żadnych możliwości.
Pozostanie na Srebrnej Świecy mogłoby dać mi możiwość doprowadzenia do pokoju… Do rozwiązania konfliktu. Pod warunkiem jednak, że z kolei KADEM by mnie nie odrzucił… Że wy byście mnie nie odrzucili…
Nie chciałabym poświęcać tego, co dał mi KADEM - przyjaźni, was…
Ale i to, co daje mi Srebrna Świeca jest dla mnie ważne. Gdyby tak nie było, zostałabym na KADEMie…
Wojna pomiędzy Srebrną Świecą a KADEMem byłaby moją ostateczną porażką. Gdyby do niej doszło, mogłabym tylko wybierać mniejsze zło.
Nie wiem, które byłoby mniejsze.
Mam nadzieję, że nigdy się nie dowiem.
A jeśli się dowiem, to tak naprawdę mogę nie mieć wyboru…


Z myśli Kamili

Ech… Wiktoria się zapaliła. Teraz się na mnie wyżywa… A ja tylko chciałam wiedzieć, jak się zachowywać wobec rodziców Laetitii… Efekty są ładne, ale… Ech…
Okazuje się, że Laetitia jest córką głowy całego rodu… Pięknie. Jak pływać, to od razu na głębinie. Tyle dobrze, że z tego, co mówi Wiki, rekinów nie ma.
Ech… a ja po prostu chciałam tam nikogo nie urazić…
Ale najlepszy był ten mag KADEMu, który wpadł cały wzburzony, że Wiki rzuciła zaklęcie w strefie zakazanej. A Wiktoria… cóż, jak to Wiktoria. Powiedziała, że się przebieramy, i zaczęła całkowicie bez zażenowania rozpinać bluzkę. Biedny mag, spiekł raka i uciekł… Mam nadzieję, że nie będzie z tego powodu problemów.
Choć na pewno Kuba nie będzie zadowolony…
Ech… jakkolwiek to nie brzmi, cieszę się, że Wiktoria nie należy do Powiewu…


Z notatki nieszczęśliwego maga drugiego roku wysłanej do Weroniki Seton

…rzuciła zaklęcie, będące czymś pomiędzy otwarciem portalu do innego planu a magią przyzywania. Naturalne było, że musiałem to jak najszybciej sprawdzić, w końcu zgodnie z Pani dyspozycjami, miałem być odpowiedzialny za to, by ani naszym gościom nic się nie stało, ani by oni nie spowodowali żadnych problemów. Niestety, nie byłem w stanie wykonać tego trudnego zadania, gdyż zostałem zmuszony do wycofania się z uwagi na to, że czarodziejka, której miałem pilnować, zaczęła przybierać formę negliżu…


Z dopisku Weroniki Seton do notatki maga drugiego roku, przesłanej Kubie

Zajmij się tym.
Mam nadzieję, że Ty jakoś poradzisz sobie z rozbierającą się dziewczyną.
Nie rozczaruj mnie, bo inaczej poproszę Bernarda.
Nie interesuje mnie jak to rozwiążesz, ani jaki będzie efekt. Zakładam po prostu, że każde działanie naszych gości w piwnicy po upłynięciu tygodnia jest automatycznie zaakceptowane przez Ciebie.


Z pięknego, ozdobnego liściku wysłanego przez Wiktorię do Kuby

Słuchaj… przepraszam, nie chciałam Ci robić kłopotu. Nie pomyślałam, ale to była taka ważna sprawa. Rozumiesz, rozmawiałam z przyjaciółką i po prostu nie miała się w co przebrać. Słuchaj, dobrze, ja rozumiem, nie możemy rzucać zaklęć. Jesteśmy tylko kłopotem i najpewniej nieprawdopodobnym obciążeniem dla KADEMu, ale błagam Cię - tak, mogę błagać Cię nawet na kolanach, jeśli tego pragniesz (a wiem, że niektórzy mają takie fantazje erotyczne) - nie odbieraj mi moich ubrań! Wiesz, ja czasem lubię przebrać się na przykład kilkanaście razy dziennie… Pozwól mi wykorzystywać choć ten jeden czar. Jeśli dla KADEMu tak wielkim zagrożeniem byłoby stworzenie przeze mnie pięknych kwiatów w tej ponurej ciemnicy, którą nazywam teraz domem (dopuszczam się samokrytyki, tak, kwiaty też stworzyłam. My, dziewczyny, lubimy być piękne) - proszę, nie mów mi, że zaklęcie umożliwiające dziewczynom przebieranie się stanowi tak niewiarygodne pogwałcenie procedur KADEMu, że może grozić zniszczeniem tej wspaniałej i potężnej gildii.
Proszę Cię jeszcze o jedną rzecz. Jak już wezwałam Buduar, wbiegł jakiś czarodziej, pełen anielskiego gniewu i rozpierany przez prawą furię. Jakim prawem my, przybłędy litościwie przygarnięte przez KADEM, rzucamy nasze ponure czary z piekła rodem? (O, nawet się prawie zrymowało) Nieszczęśliwie, będąc słabą, żałosną niewiastą, jaką niewątpliwie jestem, na widok pięknych ubrań straciłam głowę i zaczęłam się przebierać niepomna straszliwych ran mentalnych, które mogłam zadać nieuformowanemu jeszcze umysłowi. Bardzo, bardzo proszę: Zadbaj, o szlachetny i łaskawy wybawco, by magowie rzucający się, by nas ganić, byli pełnoletni.


Z myśli podłamanej liścikiem Kamili

Wiktoria chyba wraca do siebie. Znów potrafi być taka, jak kiedyś. Cieszy mnie to… I przeraża.
Biedny Kuba.


Z gorącej dyskusji Quasar i Whisperwind

- Mylisz się twierdząc, że nie mam poczucia humoru. Tak jak Ciebie, mnie też stać na bezsensowne sztuczki wywołujące uśmiech na twarzach prostych tego świata.
- Jeżeli uważasz, że poczucie humoru dotyczy tylko 'prostych tego świata', to faktycznie nie mówimy o tym samym, Quasar.
- Nie będzie trudne udowodnienie Ci, że moje poczucie humoru jest wystarczające, by wywołać uśmiech na czyjejś twarzy.
- No, w wypadku Venomkissa to faktycznie nie będzie trudne. Powiesz mu 'o, marchewka' i on od razu wybuchnie śmiechem.
- Nie rozumiem co jest śmiesznego w marchewce.
- Właśnie. Nie rozumiesz. Dowcip nie jest do 'rozumienia', Quasar. To jest coś, co nie podlega rozumowi w takim stopniu jak Twoje dziedziny wiedzy.
- Nadal podtrzymuję, że nie jest to nic na tyle trudnego, bym nie była w stanie zrobić śmiesznego dowcipu.
- Dobrze… przyjmuję Twój zakład. Po prostu chciałam Ci oszczędzić całkowitej kompromitacji.
- Whisperwind, ja nie czuję wstydu, zażenowania czy innych podobnych temu uczuć. Nie musisz się martwić o moje uczucia - nie mam ich.
- Ach tak, racja. Wybacz, znowu zapomniałam.


Z zapisków Marty Szysznickiej

…Po rozmowie z kolegą Aleksandrem Byczyńskim, jego ojcem, koleżanką Alicją Waniecką i kolegą Robertem S
Setonem doszliśmy do wspólnego wniosku, że faktycznie Daemonae Illiathi stanowi źródło pewnych problemów, jak długo znajduje się na fazie naturalnej. Oczywiście, oznaczałoby to pojawienie się możliwości przekazania Daemonae Illiathi magom znajdującym się na Fazie Trzeciej Pryzmaturgicznej zwanej popularnie Fazą Daemonica. Jest jeden problem. Jak długo Daemonae Illiathi znajduje się w naszych rękach, wraz z kolegą Setonem jesteśmy w stanie odkryć sposób dostania się na Fazę Daemonica. Jeżeli utracimy dostęp do Illiathi, KADEM dobrowolnie pozbawi się tej opcji, i gdyby Academia Daemonica upadła, demony będą mieć bezpieczny przyczółek do ataku na fazę naturalną. Z oczywistych powodów KADEM nie może się na to zgodzić.
Z drugiej strony obecność Daemonae Illiathi, co wynika z badań koleżanki Wanieckiej i kolegi Setona, stanowi jedną z opcji umożliwiających przebicia z pominięciem Fazy Daemonica.
KADEM odda Daemonae Illiathi Academii, jeżeli na KADEMie pojawi się możliwość przechodzenia na Fazę Daemonica.
Będą przeprowadzane rozmowy z Sariath Aleksandrą Trawens.


Z rozmowy rodziców Laetitii

- Kto się chce z nami spotkać? Kim jest czarodziejka Kamila Maliniak?
- Pamiętam to nazwisko… w którymś z raportów agentów Leti… Tak, mam! Powiew Świeżości.
- Czarodziejka z Powiewu Świeżości? A to ciekawe… Nie kojarzę żadnego powodu, dla którego mag Powiewu Świeżości chciałby spotykać się z członkami frakcji izolacjonistycznej…
- Może chodzi o Leti..?
- Ale jeżeli tak, dlaczego chce spotkać się z nami?
- Oczywiście, ją przyjmiemy.
- Naturalnie, kochanie. Zobaczmy, o co chodzi czarodziejce Maliniak… Sein! Sprawdź genealogię czarodziejki Kamili Maliniak. Aktualna lokalizacja: Powiew Świeżości. Muszę wiedzieć, jak się mam zachowywać…


Jurek, w kwaterze głównej

- Ktoś szuka informacji na temat Kamili! HQ, metody!
- Wykorzystują metody standardowe. Internet, hipernet oraz najprawdopodobniej księgi.
- Księgami nie mamy się co przejmować! Hipernet - gorzej. Operacja 'Berbeć'. Fałszywa tożsamość.
- Za późno. Dotarli do jej przybranych rodziców.
- Dobra, operacja 'Tęcza'. Na świecie jest kilkaset Kamil Maliniak. To są magowie, nie powinni zorientować się, jeżeli zmienię zapisy w internecie, a nie wierzę, by pytali osobiście. Nawet jeśli…
- Nie będzie konieczne. Operacja 'Tęcza' zakończona powodzeniem.
- Co by Kamila zrobiła, gdyby nie ja…


Z myśli Kamili u drzwi domu Caesarów

Intrygujące. Dostanie się do tego miejsca jest… Trudne.
To znaczy, nie dla mnie. Ale… mieszkają na totalnym odludziu. Teleportować się tu nie da - wszelkie zaklęcia teleportacyjne są zablokowane w dużym promieniu od budynku. Nawet porozmawianie metodami magicznymi jest trudne. Zupełnie, jakby chcieli odstraszyć magów.
Cóż, mają pecha, ja wolę normalne metody komunikacji.
Ale w sumie… ma to sens. W końcu izolacjonistami.
Choć Tomek nie wyglądał na szczęśliwego pozostawiając mnie pod drzwiami.
Ale kiedy on jest zadowolony, gdy ja rozmawiam z magiem potężniejszym od siebie..?


Z rozmowy rodziców Laetitii

- Biedna Leti… To wszystko chyba moja wina.
- To nie jest Twoja wina. Gdy znaleźliśmy to dziecko - Nadzieję, eks-Wisnę Mirnę - na targu mało egzotycznych i tanich zwierząt, była tylko pozbawionym osobowości cieniem człowieka. To, że kupiliśmy ją za symboliczną praktycznie cenę było… aktem łaski dla niej. Nikt nie mógł przewidzieć, że to nieszczęsne stworzenie okaże się być czarodziejką w przyszłości.
- Nie o to mi chodzi. Chodzi mi o typ osobowości. Uformowałam Nadzieję jako lojalną, wierną i inteligentną towarzyszkę Laetitii, ale jako osobę, którą Leti się opiekuje, jako osobę, która się Leti zawsze będzie podporządkowywać. Jako osobę bardziej lojalną wobec Leti niż wobec nas. Tego właśnie maleństwu brakuje…
- Może przesadziliśmy z programowaniem, ale gdyby nie to, Laetitia mogłaby nie wykształcić w sobie tych umiejętności, które wykształciła. To, że teraz tęskni, jest dużo mniejszym złem niż pozostawienie naszego dziecka z ograniczonym potencjałem.
- Wiem, także nie zamierzam rozpaczać. Gdybyśmy nie wzięli tej dziewczyny, najpewniej nigdy nie stałaby się czarodziejką. To znaczy… nie jest szczególnie piękna, nie miałaby szans zostać kupiona jako zabawka jakiegoś szóstego syna. A co prawda niektórzy lubią bezmyślne lalki, lecz wtedy te lalki muszą być nadzwyczaj piękne. A jeżeli już chcesz poświęcać kryształy Quark na przemodelowanie dziewczyny, równie dobrze możesz wykorzystać na przykład nimfę mimetyczną. Tańsza, ładniejsza, nigdy się nią nie znudzisz.
- Laetitia zaczyna wykazywać swoje umiejętności. Zauważyłaś, jak szybko się otrząsnęła?
- Tak. Imprinting równań 'Doskonałości' działa.
- Nikt nie może nigdy się o tym dowiedzieć. Jej zgodność ze wzorcem przekracza nawet moją. Nauczysz ją korzystać z równań?
- W przyszłości? Na pewno. Wpierw jednak musisz dokończyć swoje badania.
- Wiem. Dopiero to zapewni nam gwarancję bezpieczeństwa. Nie zniosę myśli o zamordowanej Laetitii.


Kamila, po rozmowie z rodzicami Laetitii

Muszę przyznać, że poszło nadspodziewanie… dobrze. Państwo Caesar okazali się być może nieco ekscentrycznymi, ale bardzo kulturalnymi i miłymi magami. Chyba troszkę zaskoczyła ich moja prośba o pozwolenie na rozmowę i kontakty z ich córką, ale… cóż, uznałam, że tak będzie lepiej. To znaczy… wszystko się we mnie buntuje na myśl, że mogłabym wejść do czyjegoś domu bez zaproszenia i pchać się do rozmowy z dzieckiem. Nawet, jeśli owo dziecko ma już naście lat, to wypada się przynajmniej przedstawić…
Wydali się zaskoczeni tym, o czym chcę rozmawiać z ich córką, ale chyba ich to nie zmartwiło…
Wyjaśnili, że pozwalają córce na dużą dozę swobody… Cóż, dla mnie brzmiało to trochę, jakby nie do końca się nią interesowali, ale… Nie będę oceniać. Najpierw porozmawiam z Laetitią.


Z myśli Laetitii

O, goście? Jak przyjemnie, ktoś mnie odwiedził!


Kamila, po rozmowie z Laetitią

Nie, to nie jest tak, jak myślałam. To nie rodzice Laetitii się nią nie interesują. To Laetitia chce swobody. Oni po prostu odsuwają się, dając jej maksymalną swobodę. Jednocześnie starają się ją chronić… Teraz rozumiem, co mieli na myśli mówiąc, że 'to jest trudne'…
Swoją drogą, mam wrażenie, że Laetitia Caesar jest troszkę… hm… 'samotna' to złe słowo. Ale taką przyjemność sprawiało jej to, że ma kogoś, kto jej po prostu słucha, że nie miałam serca kierować ją z powrotem na tok rozmowy… Przynajmniej mogła się dziewczyna wygadać.
Z jej opowieści wyłania mi się obraz magów, którym udało się to, czego ja nie zdołałam osiągnąć. Wycofali się i zbudowali swój własny, bezpieczny świat.
Tym bardziej podziwiam rodziców Laetitii, że pozwalają jej samodzielnie zorientować się, jak naprawdę wygląda świat zewnętrzny, nawet jeśli czasem dziecko się sparzy…
Kiedy zapytałam Laetitię, jak cała ta sprawa z Nadzieją wyglądała z jej punktu widzenia, tak od samego początku, otrzymałam opis trochę nieprzystający do wspomnień Wisny… To dziecko naprawdę dbało o swoją towarzyszkę.
Rozumiem nawet (jakkolwiek by to nie brzmiało), dlaczego zakazano jej nazywać ludzi przyjaciółmi czy towarzyszami w świecie zewnętrznym. Ludzie nie są w stanie obronić się przed magiem…
Ale musiałam jej wyjaśnić, dlaczego magowie obecni wtedy podczas rozmowy tak źle zareagowali na określenie 'cute-pet'. Musiałam jej wyjaśnić reakcję Wisny na pytanie o udział w konkursie. Po prostu… nie chciałabym, żeby dziewczyna doszła do jakichś całkowicie błędnych wniosków.
…Laetitia dała mi liścik adresowany do Wisny, mówiąc, że są w nim zawarte przeprosiny… Oczywiście, że go dostarczę. I nie zamierzam go otwierać.


Z myśli Laetitii po rozmowie z Kamilą

Trudna sprawa… Nie spodziewałam się, że aż tak trudna. Ja nie wiedziałam, że to, co chciałam zrobić… że to, o co prosiłam czarodziejkę Mirnę, jest dla niej takie upokarzające. Nie wiedziałam, że Nadzieja i czarodziejka Mirna się aż tak od siebie różniły.
Brak mi jej…
Jest tu wiele przesympatycznych dziewczyn i kilku fajnych chłopaków, ale… nikt z nich mnie tak nie kocha, jak Nadzieja.
To wszystko… dużo z tego to chyba jednak moja wina. Powinnam była po prostu pomyśleć. Nie powinnam była przychodzić po raz drugi i pytać o konkurs. Ona naprawdę mnie nie zna.
Muszę ją przeprosić.


Liścik Laetitii do Wisny

Szanowna czarodziejko Wisno Mirna,
Chciałam bardzo przeprosić za moje niewłaściwe zachowanie.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo moja bezmyślność mogła Panią ranić. Czarodziejka Kamila Maliniak, aktualny przywódca Powiewu Świeżości, spotkała się ze mną i wyjaśniła mi, jak bardzo 'Nadzieja' różniła się od Pani prawdziwej osobowości. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo nie lubi Pani przebierania się, kosmetyków, zmieniania ubrań, aranżacji kwiatów, recytacji poezji i wszystkich tych rzeczy, za którymi Nadzieja pasjami przepadała.
Jeżeli posiada Pani jakąkolwiek pamięć z wydarzeń mających miejsce przed odzyskaniem przez Panią mocy, proszę nie myśleć o tym, jako o okrutnej czarodziejce znęcającej się nad człowiekiem, ale proszę myśleć o tym, jako o zabawie dwóch towarzyszek. Mogę Pani zagwarantować, że nigdy nie zmusiłam do niczego Nadziei i nigdy nie chciałabym zmusić do niczego Pani.
Z całego serca życzę Pani, by Nadzieja nigdy już nie powróciła i by Pani zachowała swoją pamięć, moc i osobowość.
Nie władam żadną mocą polityczną, w związku z tym moje towarzystwo nie przyniosłoby Pani tak naprawdę żadnych korzyści, a tak naprawdę, to jestem dla Pani osobą obcą i to taką, z którą będzie Pani wiązać przykre wspomnienia. W związku z tym, jeżeli nie ma Pani odmiennych zamiarów, zamierzam usunąć się z Pani życia, nawet, gdyby postanowiła Pani przyłączyć się do Srebrnej Świecy.
Życzę powodzenia na nowej drodze życia.
Tien Laetitia Caesar.


Kamila, po rozmowie z Laetitią

Muszę powiedzieć, że możliwość spojrzenia na całą tą sprawę oczami Laetitii oraz jej rodziców sprawiła, że ja sama lepiej zrozumiałam pewne zachowania obu stron, jakie wtedy miały miejsce…
Cóż… chyba udało mi się osiągnąć to, co chciałam, i Laetitia przynajmniej częściowo zrozumiała zachowania zaangażowanych osób. Bardzo uważałam, żeby nie oceniać jej działań w sposób negatywny i nie przedstawiać swoich działań wyłącznie w pozytywnym świetle.
…Muszę powiedzieć, że postawa Laetitii mnie trochę zaskoczyła. Ta dziewczyna z jednej strony jest dużo dojrzalsza niż wskazywałby na to jej wiek, a z drugiej wciąż jest dzieckiem… Wie rzeczy, których wielu dorosłych nie wie. I to nie 'wie' rozumem. One są dla niej naturalne… Ona je po prostu wie. Potrafi spojrzeć na coś w niezwykle dojrzały sposób. To naprawdę… niezwykła dziewczyna.
Powiedziałam jej, że jeśli będzie kiedyś potrzebowała pomocy (na przykład z matematyką), to z przyjemnością jej pomogę. Laetitia Caesar w niczym nie przypomina strasznej dręczycielki ze snów Wisny.


Kamila, po wizycie w domu Caesarów

Naprawdę niezwykłe… Na ile mogłam to ocenić, w domu rodu Caesar mieszka tylko troje magów… Laetitia Caesar wraz z rodzicami. Co wcale nie oznacza, że posiadłość jest pusta. Mieszka tam również bardzo wielu ludzi. Wszyscy oni zostali w jakiś sposób zabrani z 'normalnego' świata, choć nigdy wbrew woli. Pochlebiam sobie, że zobaczyłabym oznaki złego traktowania. Ale… tam byli również starzy ludzie. Nikt, kto źle traktuje służących mu ludzi nie trzymałby osób starych.
Oni…
Ten dom naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Było w nim czuć atmosferę… potęgi? Władzy? Wszystko aż pachniało magią. I to nie taką ostentacyjną. Magią z gatunku 'jestem potężny i nie muszę się z tym afiszować'. Jeśli to domostwo ma na celu robienie wrażenia na gościach, to w moim przypadku po prostu osiągnęli cel.
A jednocześnie nie są to ludzie, którym moc czy władza uderzyły do głowy. Widać, że dbają o służących im ludzi. Widać to w postawie służby, widać to w tym, jak się poruszają, po sposobie zachowania. Cała mowa ich ciała mówi, że jest im dobrze tam, gdzie są.
Naprawdę niezwykłe miejsce…


Z rozmowy Tomka i Kamili

- Kami, wiesz, co właśnie przyszło mi do głowy?
- Tak?
- Obawiam się, że bardzo ryzykowaliśmy.
- W sensie?
- Zauważ, rozmawiałaś z bardzo potężnymi magami na terenie wybranym przez nich. Z magami, których nikt nie odwiedza. Którzy właściwie żyją sami.
- Prawda. Ale… Co w tym złego?
- Gdyby chcieli zrobić Ci krzywdę, nikt by się nigdy nie dowiedział. Wiem, znowu będziesz mi zarzucać, że na wszystko patrzę zbyt paranoicznie, pesymistycznie i po Jurkowemu. Ale to naprawdę nie tak!
- Ale… Czemu mieliby chcieć mi zrobić krzywdę?
- Magowie. Żyjący sami na uboczu. Wycofali się ze świata, gdyż w innym wypadku najprawdopodobniej zostaliby zniszczeni. Można powiedzieć, że ich wycofanie się było najlepszą decyzją ich życia.
- Tego nie mogliśmy wiedzieć. Zresztą… naprawdę zrobiłam, co mogłam, żeby nie odebrali mnie jako zagrożenie.
- Wiem! Nie mówię, że zrobiłaś coś źle. Po prostu… Gdyby zdecydowali się coś Ci zrobić, tym razem nie bylibyśmy w stanie zareagować. Oni są dziwni, Kami. Są naprawdę bardzo dziwni.
- Są.
- Ty wyczułaś, że są sympatyczni, potężni i sympatyczni. Ja… uważam, że są bardzo niebezpieczni.
- Jedno drugiego nie wyklucza…
- Nie, to nawet często idzie w parze. Obejrzyj sobie jakikolwiek horror.
- Tomek
- Cieszę się, że już tam nie jesteś. To po prostu było… Nie wiem… Po prostu… nie pasują mi doskonałości… Może to tylko jakaś wrodzona wada, ale dla mnie to było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.
- Wiesz… a propos doskonałości, to Laetitia wspomniała coś o projekcie Doskonałość. Nie drążyłam tematu, ale mówiła o tym, jakby było oczywiste, o co chodzi. Zapytam Wiktorię. Ona kiedyś należała do Srebrnej Świecy. Może to trochę wyjaśni nam, o co z nimi chodzi. Poza tym… te kilka minut rozmowy to za mało, żeby kogoś oceniać. Zwłaszcza mistrzów magii. Jeśli Cię to pocieszy, w najbliższym czasie nie wybieram się do nich ponownie.
- Wyglądają sympatycznie i nie mogę nic konkretnego im zarzucić.


Z rozmowy rodziców Laetitii

- Bardzo źle się stało, że Laetitia wspomniała równania 'Doskonałości'.
- Dlaczego? Przecież to żadna tajemnica.
- W Srebrnej Świecy na wyższych kręgach nie. Jednak to, że nie jest to utajnione, nie sprawia, że Laetitia powinna to wiedzieć lub o tym mówić.
- Skąd ona wie? Powiedziałeś jej?
- Nie jestem głupi. Nic bardziej nie zwróci uwagi lorda Sowińskiego niż członek rodu Caesar uczący swe dziecko o dawnej potędze i chwale.
- Musimy porozmawiać z Laetitią. Powiedzieć jej, żeby nigdy więcej nie mówiła o równaniach 'Doskonałości'.
- Mam nadzieję, że posłucha. Nie, porozmawiamy z nią razem. Od tego może zależeć jej życie lub konieczność poślubienia jakiegoś…


Z rozmowy rodziców Laetitii

- Czarodziejka Kamila Maliniak. Pełniąca obowiązki przywódcy Powiewu Świeżości i nauczycielka nauczania początkowego. Bardzo wiele odpowiedzialności w rękach tak młodej osoby.
- Zauważ, że zainteresowała się Laetitią nie dlatego, że liczyła na jakieś korzyści z naszej strony, a dlatego, że zainteresowała się samą dziewczynką.
- Innymi słowy, tytuł 'nauczycielka' jest… dobrany prawidłowo.
- Rozmawiała z nią tak, jak moja nauczycielka rozmawiała ze mną.
- Ich gildia została zniszczona…
- Chcesz im pomóc?
- Tak. Pod względem politycznym nie ma to znaczenia. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie zakładał, że mogę wynieść z tego jakiekolwiek korzyści polityczne. Jest to kolejny kaprys ekscentrycznego izolacjonisty.
- W sumie… mamy trochę wolnych środków. Powiem więcej, nasze 'trochę' wolnych środków, podejrzewam, przekracza cały potencjał gildii, jeżeli lady Maus była w stanie sama go zniszczyć.
- Tak, ale nie mam zamiaru wspomagać ich środkami. Kojarzysz tien Juliusza Bierzaka?
- Tak. Czarodziej bez możnych protektorów, szukający swojego pierwszego projektu, którym mógłby się wsławić. Nie jest jeszcze skostniały, więc może uczyć się nowych rzeczy, a jednocześnie jest kompetentny i może do czegoś dojść. Aha, no i tak zdesperowany, że przyszedł nawet do nas z pytaniem, czy może coś zaprojektować i zbudować.
- Nie wiąże się ściśle z żadną z frakcji, ale z uwagi na jego rewolucyjne poglądy zakwalifikowałbym go do reformatorów.
- Chyba masz rację.
- Wyślę mu informację, że chcę mieć odbudowany Powiew Świeżości. Dostarczymy surowce - ale nie zbyt wiele, by musiał nauczyć się oszczędności w gospodarowaniu zasobami, i zaznaczę, że mają kompetentnego architekta.
- Rozumiem. Oni nauczą jego, a on postawi im budynek.
- Dokładnie. Gorzej, że nie wiem, co zrobić z tym, że będzie uważał, że jest winny nam przysługę, zgodnie z systemem działania wewnątrz Srebrnej Świecy.
- Prawda. Nie możemy akumulować przysług, bo podniesiemy swoje znaczenie polityczne, a tego nie chcemy.
- Normalnie wykorzystałbym Nadzieję, żeby zainspirowała Laetitię, by ona to zrobiła. W tej chwili jednak… Mam. Spróbuję wykorzystać jak najszybciej tą przysługę, by przyspieszyć prace nad transcendencją.


Z myśli całkowicie zaskoczonej Kamili

Ale… dlaczego? Nie do końca rozumiem… Owszem, ten czeladnik sporo się od Tomka nauczy, nawet jeśli Tomek nie ma jego mocy. W dodatku będzie korzystał z własnych surowców… Mi w to graj. Jako, że on się uczy od Tomka, to Powiew nic mu nie zawdzięcza i wszyscy są zadowoleni. A nowa, odbudowana siedziba Powiewu to będzie naprawdę coś.
Hm… Chyba poproszę Wiktorię o zaprojektowanie czegoś naprawdę ładnego, co odpowiednio zaprezentuje Powiew. A jako, że budynek został bardzo poważnie uszkodzony, Tomek ma całkiem spore pole do popisu w kwestii projektu. Mam wrażenie, że Julia, gdy wróci, będzie lekko zaskoczona stanem naszej siedziby…


Z wyjaśnień Wiktorii o projekcie 'Doskonałość'

Dawno, naprawdę dawno nie słyszałam tego terminu. Projekt 'Doskonałość' to legenda w Srebrnej Świecy. Tak naprawdę nikt nie wie, czy to prawda, czy to mit. Projekt 'Doskonałość' został zapoczątkowany podobno w bardzo zamierzchłych czasach. Tak zamierzchłych, że nikt już chyba ich nie pamięta <z przekąsem>.
Podobno to była przyczyna, dla której magowie Srebrnej Świecy mieli być tak potężni. Projekt ten, jeśli wierzyć memu ojcu, polegał na tym, że przekształcało się magów. Och, wiem, że to brzmi bardzo drastycznie. Ale nie robiono tego magom, a raczej nieświadomym niczego dzieciom, często nawet, zanim się jeszcze urodziły.
…co, brzmi to jeszcze gorzej?
Wiem, mi też się to nie podoba. Fakt faktem, projekt 'Doskonałość' miał polegać na stworzeniu perfekcyjnych magów. Magów idealnie dostosowanych do tego, co mają robić. Na przykład, mamy maga, który ma być terminusem. Jeżeli projekt 'Doskonałość' jest prawdą - a moim zdaniem to tylko legenda. Mój ojciec też nigdy w to nie wierzył - to taki terminus od samego początku swojego życia byłby… zaprojektowany do bycia terminusem. Tak, dokładnie w taki sposób, w jaki Ty projektujesz maszyny. Nigdy nie chciałby być czymś innym niż terminus. Jeszcze zanim by się urodził, miałby wszelkie potrzebne predyspozycje, by być terminusem. Byłby szybszy, silniejszy, bardziej waleczny, ale miałby też wpojoną naturalną skłonność do wykonywania rozkazów, a nie ich wydawania. Byłby odporniejszy na chorobę terminusów… Ogólnie rozumiesz, do czego piję?
Dalej: nie prezentowałoby mu się alternatyw dla innych stylów życia. To nie byłoby potrzebne, i tak by ich nigdy nie wybrał. Dla niego szczytem szczęścia byłoby być tym, czym od początku miał się stać. Nie zrozum mnie źle, to nie jest problem wolnej woli. On nigdy nie chciałby być niczym innym. Między innymi dlatego uważam to za troszeczkę przerażające. Gdyby moi rodzice zaprojektowali mnie jako arystokratkę, byłabym arystokratką. Nie potrafiłabym wyobrazić sobie innej opcji. Więcej, każda inna opcja byłaby po prostu głupia. To nie byłoby to, czego pragnę. Dobrze, już siedzę cicho… Rozumiem, zrozumiałaś.


Z ponurych myśli Kamili

Laetitia wspomniała o projekcie 'Doskonałość' w związku ze sobą… Czyli ona uważa, że jest owocem działania tego właśnie projektu. Czyli… przynajmniej to dziecko uważa ten projekt za coś, co istnieje naprawdę. Czyli, jeśli to jest prawda, to musieli to zrobić jej rodzice.
Czyli…
Jeśli to prawda, a oni się dowiedzą, że ja cokolwiek podejrzewam, że mam choćby najmniejszy cień podejrzeń w tej kwestii… To mam oficjalnie przerąbane. Na całej linii.


Z rozmowy mentalnej Tomka z Kamilą

- Kami, ani mi się waż tam jechać ponownie! Nigdy!
Ktoś, kto zrobiłby coś takiego swojemu dziecku, jest po prostu…
Po pierwsze, Zaćmienie. Dobrze, nikt nie mógł go przewidzieć.
Po drugie, jak często w magii coś się nie udaje? Po prostu nie wierzę… nie zaryzykowałabyś czegoś takiego. Ja też nie. Nie wiem, kiedy to się robi… ale co się stanie z dzieckiem, jeżeli to nie wyjdzie?
Kami, może ta ich posiadłość to Eden. Ale tam nie ma węża. Tam jest cholerna hydra!
To mnie przeraża bardziej niż Spojeni! Spojeni robią to sobie. Oni robią to swoim dzieciom w imię jakiejś nazistowskiej ideologii ubermenscha!
- Tomek… nie wiem. Wciąż nie potrafię ich ocenić. Wziąłeś pod uwagę, że jeśli jest, jak mówisz, to oni też najpewniej są produktem tego projektu? Ale to prawda, to jest bardzo niepokojące. Być może ten czeladnik przysłany do pomocy pełni jakąś dodatkową rolę, ale nawet, jeśli jest szpiegiem, to powiedz mi, co wyszpieguje? Oni nie mają podstaw czuć się zagrożonymi z mojej strony. W końcu jestem nikim.
Ale w jedym nie mogę się nie zgodzić. Jeżeli ten projekt jest prawdą, a nie legendą, to jest to jedna z najbardziej przerażających rzeczy, o jakich słyszałam…
Ech… być może ciekawość zabiła kota, ale… jestem kotem i włażę, gdzie tylko łepek przejdzie.
- Na tym właśnie polega problem z kotkami. Wpierw wciskają łepek.


Z rapotu lady Caesar do Andrzeja Sowińskiego

…mimo skażenia krwi dokonanego przez Zaćmienie i mimo faktu, że nie jestem wynikiem projektu 'Doskonałość', lord Caesar nadal jest przekonany, że Laetitia podlega równaniom 'Doskonałości', co jest oczywistą nieprawdą. W jakiś sposób - nie od męża - córka dowiedziała się o projekcie 'Doskonałość' i zakłada błędnie, że jest jego produktem. Lord Caesar, zgodnie z pańskim planem stara się nie wykonać żadnego ruchu mogącego zaszkodzić jego rodzinie…


Z myśli Kamili

Chyba mam pomysł na zajęcia dla magów, które Powiew mógłby przeprowadzać i które - mam wrażenie - cieszyłyby się sporą popularnością.
1) Technologia niemagiczna - kurs podstawowy
2) Technologia niemagiczna - kurs rozszerzony
3) Technologia niemagiczna - kurs zaawansowany
Czyli:
1) Co to jest telefon, jak z niego korzystać i dlaczego nie jest iPhonem.
2) Dlaczego komputer bywa lepszym wyborem niż zaklęcie Archera.
3) Jak używać mikrofalówki.
Albo jakoś tak. A zajęcia prowadzić będą Aniela z Maksem. Anieli to na pewno pomoże, a Maks zapewni jej oparcie, gdyby jej uczniowie ją onieśmielali.
Ale na początek zaczniemy od kursu pilotażowego, ot tak dla dwóch - trzech magów.


Z myśli Kamili

Z tego, co rozumiem z opowieści Tomka, pewne rzeczy najlepiej wziąć pod uwagę już od samego projektu… Cóż… skoro budynek i tak jest do przeróbki, Jurek i Janek pomogą w zaprojektowaniu zabezpieczeń, a Tomek uwzględni je w projekcie budynku… Muszę ich tylko szybko poprosić, póki jeszcze można wprowadzać zmiany w projekcie.
Następnym razem, ktokolwiek będzie próbował zaatakować, mocno się zdziwi.
Podejrzewam, że Teresa również chętnie pomoże przy zabezpieczeniach…


Z myśli pozytywnie zaskoczonej Teresy

Myliłam się. Powiedziałam to Kamili.
Uważałam ją za osobę całkowicie niekompetentną, gdyż, po prawdzie, nigdy się żadnym typem kompetencji w tej dziedzinie nie wykazała. Udało jej się jednak sprawnie zdobyć środki do odbudowy Powiewu Świeżości, nie wplątując nas w żadne problemy polityczne. Z mojego punktu widzenia - mistrzostwo. Dodatkowo, ma bardzo dobry pomysł odnośnie szkolenia magów. Nie wiem, jak bardzo będzie to popularne - zwykle magowie nie chcą zajmować się takimi tematami - ale być może uda się przekonać kilku młodszych magów do sprawdzenia, czy nie da im to pewnej przewagi.
Jeżeli magowie dostrzegą, że ludzka technologia jest bardzo przydatna, na dłuższą metę będzie to korzystne dla sytuacji ludzi. Dlatego uważam ten plan za wyjątkowo dobry.
Przeprosiłam Kamilę za moje podejrzenia. Nie dlatego, że nie miałam prawa tak o niej myśleć (na stan mojej ówczesnej wiedzy było to właściwe), ale dlatego, że tak po prostu wypada.
Idzie zgodnie z duchem Powiewu i ma bardzo dobre pomysły. Co więcej, potrafi je wykonać. Zarekomenduję Julii postawienie jej na stanowisku stałego zastępcy.


Z myśli pozytywnie zaskoczonej Kamili

Teresa mnie przeprasza? No… czego jak czego, ale tego nie oczekiwałam.
Chyba tymczasem zaakceptowała fakt, że to ja dowodzę i na razie jest skłonna mi zaufać…
Szkoda tylko, że najpewniej ta sytuacja się zmieni, kiedy przedstawię na forum swoje pomysły na zmiany w Powiewie…
Obawiam się, że Teresa jest pod tym względem mocno niereformowalna… Korzystając z jej dużo lepszego nastawienia do mnie spróbowałam jej uświadomić, że Powiew w tej formie nie ma szansy na przeżycie. Niestety… mam wrażenie, że ja nie mam dostatecznie wielkiego autorytetu w jej oczach, by choć zastanowiła się nad tym, co mówię trochę dłużej… Nie wiem, czy ktokolwiek go ma…
Może… może gdyby powiedział jej to ktoś kto nic z tego nie ma i nie jest w żaden sposób zamieszany w politykę… może wtedy coś by dotarło. Ale… niestety, nie mam takiej osoby.
Ech… tyle dobrze, że Teresa nie będzie mi przeszkadzać… No i nie grozi mi nawet strajk włoski. Przynajmniej dopóki nie robię nic kontrowersyjnego.


Z dyskusji Aleksandry Trawens z Martą Szysznicką

- Academia nie upadnie. Miło mi, że się o nas tak troszczysz, ale nie ma powodu do obaw.
- Powody do obaw są zawsze. Niezależnie od Twoich kompetencji, siła Inwazji nie zależy od Ciebie. Gdyby doszło do silniejszego przebicia, KADEM byłby w stanie pomóc.
- Mmm… Nie. Bez urazy. Macie może trzech kompetentnych magów znających się na walce na czwartym roku.
- Przyjmując, że się z Tobą zgadzam, to ponad czterdzieści dwa procent stanu AD.
- Każdy mag AD jest szczególnie wyszkolony do walki zespołowej. Po pierwsze, potrafią działać w drużynach, po drugie, nie potrzebujesz dwudziestu oficerów na polu bitwy. Magowie AD są wspierani przez siły Kay'raela oraz przez dodatkowe środki. KADEM nie ma wprawy w tego typu walce. Jedynie byście przeszkadzali.
- Wierzę w umiejętności moich uczniów. Rozumiem, że nie chcesz, byśmy mieli dostęp do Fazy Daemonica, ale nie ma od razu powodu, by deprecjonować bardzo dobrych magów.
- Konkursik? Wybierz trzech, ja wybiorę trzech moich. Jak tylko dojdzie do przebicia… jakiegoś sensowniejszego przebicia, załatwię transport magów KADEMu na Fazę Daemonica i zobaczymy, który zespół poradzi sobie lepiej.
- Nie widzę żadnego problemu. Wchodzę w to, choćby po to, by wykazać Ci, że KADEM w niczym wam nie ustępuje z punktu widzenia militarnego. O przekazaniu Daemonae Illiathi porozmawiamy później.
- Z przyjemnością.


Z myśli Sariath Trawens

Marta Szysznicka nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo odmienna jest walka na Fazie od walki w naturalnym świecie. Myśli, memy, siła woli… wszystkie te rzeczy są w stanie dynamicznie zmieniać obraz bitwy. Wolę mieć na akcji zahartowanego komandosa, aroganckiego człowieka bez krztyny magii niż lękliwego lub niezdolnego do pełnej koncentracji czarodzieja, niezależnie od jego mocy.
Obawiam się, że tym razem z przyjemnością oglądać będę porażkę KADEMu.


Z myśli Marty Szysznickiej

Nie wiem, co stało się z Fazą Daemonica po Zaćmieniu. Nie byłam tam. Z tego, co wiem, żaden mag KADEMu nie był. Wiem, że Zaćmienie poważnie wpłynęło na Fazę - jest to coś, co teoretycznie wykazał kolega Seton.
Być może magowie KADEMu nie są przygotowani do specyfiki walki z inteligentnymi istotami na płaszczyźnie pryzmaturgicznej, ale KADEM ma przewagę, której nie ma AD. Mamy technologię i zaawansowane badania. Właśnie z tego mam zamiar skorzystać, by zwyciężyć w tym konkursie. Pan Michał Byczyński, przywódca KADEMu, przewidział tego typu reakcję ze strony Aleksandry Trawens, w związku z czym kolega Seton już od pewnego czasu pracuje nad pewnym prototypem…


Z myśli zadowolonego z siebie Roberta Setona

Tak! Prototyp skończony. W samą porę, zdecydowanie, w samą porę. Okazuje się, że Marta znowu wpakowała się w jakiś zatarg z AD. Nic dziwnego, nigdy się z Olką nie lubiły. Sądzę, że ten mały generator planarny opracowany przy współpracy Alicji, Wioletty i wydatnej pomocy ze strony kilku młodszych magów - Dorotki, Bernarda i Sabinki, tak… To powinno umożliwić symulację działań na Fazie Pryzmaturgicznej. Potrzebny mi jednak ochotnik. O, tak, zdecydowanie, potrzebny mi ochotnik.
Ewa? Nie, pryzmaturgia ją zniszczy. Przynajmniej, dopóki nie opracuję supresorów pryzmatycznych. Bez supresorów Ewa nie ma czego szukać w walce przeciwko inteligentnym przeciwnikom na fazie Daemonica.
Kuba? Nigdy go nie ma. Ponadto, za bardzo polega na swoim ciele i taktyce, a za mało na swoim umyśle. Musiałby poćwiczyć troszeczkę w planie bitewnym. To by mu naprawdę pomogło. Tak, zdecydowanie, poproszę Shadow Huntera, by przeprowadził mu specjalne szkolenie.
Bernard! Tak, on nadaje się perfekcyjnie! Widzi rzeczy takimi, jakie są, jego umysł jest niemożliwy do złamania czy spenetrowania, a przy odpowiednich podpowiedziach i małym szkoleniu Bernard będzie potrafił przekonać siebie - i pryzmaturgiczną rzeczywistość - że świat jest takim, za jaki on go uważa. Tak, zdecydowanie. On będzie najlepszy.
Musi poćwiczyć z Kubą. Bernard podłapie od Kuby błyskotliwość oraz umiejętność sprzeciwiania się, gdy trzeba, a Kuba nauczy się samokontroli i silnej woli. Zmieni swój umysł w broń.
Genialny pomysł.


Z myśli zalatanego Tomka

Ech… Znowu się spóźnię z projektem.
Nic to, warto było. Biegam między Wiktorią, podwożeniem Kamili, przeprojektowaniem Powiewu, pisaniem aplikacji wejściowej na KADEM i projektem do pracy…
Niestety, to ostatnie schodzi na coraz dalszy plan. Nie powinno tak być.
Dobrze, że jest teraz ten nowy czeladnik. On się chce ode mnie uczyć… mi w to graj. Musiałem tylko pokazać mu, jak się to czyta, by mógł zacząć robić jakieś proste rzeczy. Na razie proste rzeczy (na przykład rozbiórka tego, co się nie trzyma kupy, jakieś szkieletowe fundamenty…).
Dobrze, że mam od Michała stare wykłady, rysunki techniczne, plany prostych budowli - podstawy cierpliwie wyjaśnia temu czeladnikowi Teresa - nie zna się na architekturze, lecz zna się na matematyce, a podstawy… Nigdy nie widziałem, żeby ktoś nie potrafił przełożyć rysunku na rzeczywistość i nie do końca rozumiał jednostki…
Będę musiał dołączyć do pomocy, ale jeszcze nie mam czasu. Na razie Teresa jest wystarczająca, a ten mag wyraźnie chce się uczyć i schował dumę do kieszeni.
Na początku byłem bardzo sceptyczny, gdy Teresa zaproponowała pomoc (gość jest ze Srebrnej Świecy!), ale szczęśliwie się myliłem. Teresa ofuknęła mnie (tak, naprawdę!), że nie muszę wszystkiego robić sam i podeszła do czeladnika Bierzaka jak do każdego maga Powiewu. Sukces - użyła nawet tytułu tien! Czeladnik ze swojej strony nie próbował jej udowadniać, że ona się na niczym nie zna i nie próbował jej drażnić jej byłą 'srebrnoświecowością' i jakoś ta współpraca idzie do przodu.
Kamila… Kami znowu się w coś pakuje. Muszę jak najszybciej dostać się na KADEM, bo w tej chwili dookoła Kami za dużo złych rzeczy się dzieje. Jak jestem poza gildią, a Kami jest w… defensywnie bezużytecznej gildii i nie ma żadnych wyraźnych wpływów, zbyt prosto sprawić, by ona… "zniknęła". Jak będzie miała wpływy na KADEMie, sytuacja zdecydowanie się zmieni na naszą korzyść. No i, nie ukrywajmy, połączenie szkolenia KAEMu i szkolenia Ekierta pozwoli mi najpewniej wyrównać poziom do Kuby. A nawet, jeżeli nie, podniesie mi moc wystarczająco, bym znowu był bardzo przydatny… Nie spodziewałem się, że to wszystko będzie tak szybkie!
Wiktoria… Gdy po raz pierwszy pojawiłem się w piwnicach KADEMu (na wyraźną prośbę Kamili) Julia jeszcze była w Powiewie (przed atakiem Renaty), a Wiktoria nie chciała mnie widzieć. To jest… z przyjemnością mnie przyjęła. Ale gdyby miała jakikolwiek sposób, żeby dać mi do zrozumienia, że nie życzy sobie mojej pomocy, bardziej natrętny niż wylanie kisielu na moje spodnie, najpewniej by go użyła. Cóż… widziałem, że Kami na tym zależy, i wiedziałem, że Wiktoria będzie stawiać opór - dobrych parę godzin trwało, zanim stworzyłem Sanktuarium. Podobno poprzedni mag, który chciał 'ukoić jej wrażliwą duszyczkę' wypadł z pomieszczenia szybciej niż się pojawił gdy Wiktoria stwierdziła, że jedyne ukojenie, jakiego potrzebuje to ktoś ciepły do łóżka i zaczęła się rozbierać… Nazywał się… Bernard, to chyba rocznik Kuby.
Cóż, nie ze mną takie numery. Spytałem Kamilę na mindlinku, jak daleko mogę posunąć tą grę. Powiedziała, żebym zrobił wszystko, co nie będzie mnie ranić. Że Wiktoria jest ładną dziewczyną… Ech, na szczęście zdecydowała się nie robić tego triku wobec mnie.
A dziś… Wiktoria już zasypia poza sferą Sanktuarium. Powiedziała, że chce zmierzyć się ze swoimi demonami sama. Bardzo gorąco podziękowała i powiedziała, że jej to bardzo pomogło. Cieszę się, bo jak tam wchodzę to Irena już nie wygląda, jak gdyby chciała mnie zabić. Wiem, jak bardzo Irena i Wiktoria są dla Kamili ważne…
Aha, racja! W sferze Sanktuarium siedzi teraz Julia. Pomaga - zdecydowanie pomaga jej to dojść do zdrowia, choć Julia stwierdza, że w dzień bardzo pomaga jej tak samo obecność tego olbrzyma we włosienicy, którego przepłoszyła Wiktoria. Zasięgnąłem języka i wszystko wskazuje na to, że przychodzi sam, z dobrego serca. Fajny gość…
Poprosiłem moją koleżankę z pracy, taką trochę bardziej artystyczną i uduchowioną, o pomoc w stworzeniu bajecznej konstrukcji. Pomoże mi trochę w zaprojektowaniu Powiewu. Na szczęście Sylwię to bawi, a nie musi przecież wiedzieć, że gildia… budynek, który będziemy projektować, istnieje naprawdę.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License