Bankiet na cześć bohaterów

Z dziennika Wisny

Widziałam się dziś z Kamilą. Prosiła, żebym przypadkiem nie wpadła na pomysł zmiany gildii. Przynajmniej nie teraz… z jednej strony szkoda - Świeca daje duże możliwości, zdecydowanie większe niż nasz mały Powiew. A z drugiej strony… w Powiewie jestem krótko, ale zdążyłam się już przywiązać do tych sympatycznych ludzi. W końcu oni przyjęli mnie i stworzyli mi azyl, kiedy tego potrzebowałam. I niektórzy przypominają mi stare, dobre czasy, AZ… wtedy wszystko było nieco inne. Poza tym zostawienie ich w takiej sytuacji byłoby co najmniej chamskie.


Z myśli podirytowanej nauczycielki Srebrnej Świecy

Co oni sobie myślą? Kolejna grupa magów, którzy zamiast wykorzystać okazję, którą dał im los, fakt, że są bogaci, potężni, mają moc magiczną i mają możliwość wybierania sobie przedmiotów i nauczycieli sami, wydają się sądzić, że nauka na Srebrnej Świecy polega na wiecznym imprezowaniu. Jeżeli chcieli imprezować, nie powinni byli wybierać mnie jako swojej nauczycielki. I jeszcze oboje chcieli się specjalizować w jakimś określonym typie roślin. Przyjęłam dwóch bezwartościowych studentów zamiast dwóch może mniej zdolnych, ale za to bardziej zaciekłych magów.
Jest tylko jeden sposób, żeby zmusić tą dwójkę do nauki. Jest tu pewna czarodziejka z Powiewu Świeżości. Interesowała się roślinami i laboratoriami. Ona może nie ma ani ogłady, ani urodzenani pozycji, ani szczęścia czy nawet właściwej przynależności, ale przynajmniej starała się coś zrobić.
Dobrze więc… Niech się do czegoś przydadzą ci moi bezwartościowi studenci.


Z myśli zmęczonej Krystyny Bankierz

Takie sprawozdania zawsze mnie wykańczają. Konieczność pilnowania się, kontrolowania swoich reakcji… Dobrze chociaż, że dali mi urlop. Niczego innego nie oczekiwałam. Zresztą… pomijając 'humanitarny' aspekt sprawy, skąd mają wiedzieć, czy Renata Maus nie zostawiła żadnej niespodzianki? Ja sama nie mogę tego wiedzieć…
Nie sądzę, żeby tak było i nie zamierzam się tym przejmować.
Wreszcie mogę odpocząć…


Z myśli zafrasowanego Maksa

Biedna Aniela… Ta sprawa z lustrem wyprowadziła ją z równowagi, ale zaraz potem widziała portret, który śledził ją oczami i chyba do niej mrugał i uśmiechał się. A wszystko wtedy, gdy lady Bankierz wzięła mnie na stronę, by mi pogratulować działania w Powiewie i zaproponować, że będzie mnie uczyć. Pochlebia mi to. Już drugi super-terminus… Nie wiem, będę musiał poradzić się Kuby.
Ciekawe, czy mogę przejść oba treningi, i Kuby i lady Bankierz.
Ciekawe, czy to przeżyję.
Chyba zrobię tak: jeśli Kuba będzie chciał uczyć Anielę magii chaosu, to żeby kupić im więcej czasu, ja będę uczył się u lady Bankierz. A potem, jak Kuba znajdzie dla mnie chwilę, pójdę do niego. To, żeby Aniela przestała bać się swojej magii, jest chyba najważniejsze.


Rozmowa dwóch bezwartościowych studentów pani ekspert Przebiśnieg

- Słyszałeś to? Tylko jeden z nas ma zdać!
- No…
- Ten, który lepiej wyjaśni jakiejś… czarodziejce spoza Srebrnej Świecy coś, o co ona będzie pytać w zakresie roślin.
- No…
- Ty to masz szczęście… Na Ciebie dziewczyny zawsze leciały. Ja mam jedynie swoją roślinę.
- Na mnie lecą dziewczyny. To jest ułożone, eleganckie, sympatyczne dziewczyny. Tamto jest spoza Srebrnej Świecy, co oznacza, że miała jakiś defekt i się nie dostała.
- Nadal masz u niej szanse. Tak, czy inaczej, to znaczy, że jeden z nas zostanie!
- Ale drugi wyleci…
- Durna Przebiśnieg, co ona sobie myśli?
- Nie wiem… Ja zapisywałem się na zajęcia u niej, bo jest ładna. Nie wyszło…
- Ja się nie uczę. Zupełnie nie mam czasu.
- Nie będę Cię okłamywał. Mam spotkania, nie dotknę książek…
- Ok, mamy trzy dni. Do zobaczenia wtedy.
- To cześć…


Z myśli Juliana, wytrawnego polityka i czarusia

Tak! Nie ma żadnego problemu, jestem sprytny jak lis, śliski jak wąż… Jestem lepszy niż Julia w tych sprawach… Korzystając ze swoich nadludzkich umiejętności udało mi się zawrzeć odpowiednie klauzule w dokumencie przygotowawczym do bakietu na cześć zwycięzców. W ten sposób będę mógł tam umieścić tak niesamowite konkursy jak przepychanie słonia, lot ważek, kwiaty miłości, degustacja najwspanialszych ciast i gadatliwe wino. Jako, że wszystkie surowce zapewniane są przez Srebrną Świecę, wreszcie nie będę musiał ograniczać się do określonej i niezbyt zresztą dużej kwoty. Pokażę, co naprawdę potrafi zrobić Powiew. Kim jesteśmy, dokąd zdążamy i co potrafimy osiągnąć. Jak Julia wróci, oddam jej Powiew w doskonałych stosunkach ze Srebrną Świecą.


Z myśli pierwszego bezwartościowego studenta

AAaaaa!
Nagonasienne, okrytonasienne!… Iskrolistne, Terram, Auram… To jakiś koszmar! Nie da się tak żyć!
Zakuwam, jak jeszcze nigdy! Dobrze, że przynajmniej wrobiłem kumpla, że on się nie będzie uczył…
Muszę podlać roślinę. Muszę podlać roślinę.
Chyba się chwilowo nie pouczę…


Z myśli anonimowego maga frakcji konserwatywnej zajmującego się dokumentem

W tym dokumencie jest tyle luk formalnych, co dziur w żółtym serze. Dobrze, mag Powiewu wyraźnie myśli, że jest sprytny. Dobrze, pozwólmy mu na to. Jak się za bardzo skompromituje, to przynajmniej będziemy się mieli z czego śmiać przez następne parę lat…


Z myśli drugiego bezwartościowego studenta

Dobrze, sytuacja jest tragiczna. Jedyny plus to to, że mój kumpel ma tą swoją roślinę, przez co na pewno nie będzie w stanie uczyć się efektywnie. Na szczęście ja mogę się pouczyć. Ale co poradzę, nie idzie mi. Nie nadrobię w takim czasie tak dużej ilości materiału.
Nauczycielki powinny być do zarywania, a nie do odpytywania.


Z myśli Wisny oprowadzanej po ogrodzie botanicznym

No, no… coraz bardziej mi się tu podoba. Nie dość, że mają tutaj dostęp do potężnego ogrodu botanicznego, to jeszcze znalazło się dwóch całkiem sympatycznych studentów, którzy aż rwą się do opowiedzenia mi czegoś na temat roślin. Wprawdzie jeden sprawia wrażenie, jakby nic nie wiedział, a drugi dysponuje wiadomościami, które w większości są mi znane, jednak przyjemnie się ich słucha. No, i przynajmniej mam towarzystwo. A może powiedzą coś, co mi się przyda w moich badaniach? Jeżeli my, jako Powiew, zabawimy trochę w tej gildii, to mogłabym zdziałać cuda. No, oczywiście cuda z mojego punktu odniesienia.


Z myśli czarodziejki frakcji izolacjonistycznej biorącej udział w pracach nad dokumentem

Przystojny, nie powiem. Dobra, chce ten dokument, jaki jest, niech ma jaki jest. To nie ma znaczenia, i tak podejrzewam, że wielu z naszych na tej imprezie nie będzie. Fajny chłopak z tego czarodzieja…


Z myśli zapisanych Maurycego

Nie no, ja nie mogę. Nie dość że ledwo się wylizałem z ran po walce, nie dość że czuję się odpowiedzialny za to co się stało na terenie Powiewu, nie dość że gościmy praktycznie cały Powiew u siebie, nie dość że mam się nimi opiekować i z Rafałem urządzić ten cały bankiet to jeszcze ktoś sobie głupie dowcipy urządza pod moimi drzwiami i oczywiście musiał trafić prosto na Anielę. Co gorsza w ich apartamencie też podrzucił jakies lustro i też trafił na Anielę. Czemu akurat na Anielę ze wszystkich… no, w sumie dość nielicznych członków Powiewu. Eh… zobaczę co na to Rafał, nie może być tak że w ramach gościny i zadośćuczynienia po takich przeżyciach przyprawimy Anielę o rozstrój nerwowy.


Z notatek Rafała po wizycie Maurycego

…kolega Fulmar przyniósł mi obraz z wyciętymi otworami na oczy i dwoma skomplikowanymi mechanizmami. Same mechanizmy nie były magiczne, choć zarówno obraz, jak i mechanizmy posiadały modyfikacje wywołane przez magię. Wbrew moim najszczerszym wysiłkom nie udało mi się jednak znaleźć niczego, co odpowiadałoby za wyciąganie ręki w kierunku Anieli Cerekwickiej.
Obraz, który został tak bezczelnie zbezczeszczony, był oczywiście kopią. To znowu była działalność Szajki Szerokiego Uśmiechu, zrzeszającej kilkunastu magów niezależnie od frakcji. Nie chcąc wdawać się w komplikacje polityczne (a tak naprawdę: nie chcąc odbierać jednej z ostatnich radości, jakie pozostały nie zabite przez podział frakcji - przypisek MG) poleciłem koledze Fulmarowi, by odniósł obraz do odpowiedniego magazynu i wymienił go na inny. Tymczasem ja poprosiłem magów specjalizujących się w detekcji o wykrycie, kto jest odpowiedzialny za sprawę tajemniczego lustra. Podmiana obrazu jest żartem. Może być lepszy lub gorszy, ale to żart. Zrobienie takiego lustra gościom świeżo po starciu z tien Renatą Maus jest okrutnym i barbarzyńskim gestem, który winien być surowo ukarany niezależnie od frakcji.


Z myśli całkowicie przerażonej Anieli Cerekwickiej

T… t… ten obraz żyje!
Dobra, Aniela, nie panikuj! Ale ten poprzedni nie był nawet w połowie tak straszny! W tym korytarzu jest wyraźnie cieplej! Sam obraz… On aż bucha płomieniami. Płomienie wychodzą z obrazu. Są takie… realne!
Na obrazie jest dziewczyna odwracająca się od jednego ognia. Patrzy w kierunku innego, poza obrazem. Ale gdy… gdy podchodzę troszeczkę bliżej, odwraca się do mnie! Tam coś jest! Coś jeszcze! Coś… ulotnego.
Dziewczyna macha do mnie, uśmiecha się, ona… chce mi coś powiedzieć, ale mimo jej sympatycznych gestów, mimo, że wygląda niegroźnie, to jest… to jest straszne! Bardziej niż ten widok w lustrze!


Z myśli Wisny oprowadzanej po laboratorium przez dwóch studentów

Egzamin! Można się było tego spodziewać. Za bardzo im zależało. Ale żeby tylko jeden mógł zdać? Co za paskudne babsko, mianujące się nauczycielką, wymyśliło takie, budzące niezdrową rywalizację i niszczące więzi międzyludzkie, zasady? Ci ludzie momentami wyglądają, jakby mieli sobie zacząć skakać do oczu. Ciekawe, na jakiej podstawie ta kobieta będzie wystawiać oceny… jeżeli mnie zapyta, to sprawa rozwiązana, ale jeżeli nas obserwuje? To w tym momencie już mam związane ręce, jeżeli chodzi o tę sprawę. Ale przynajmniej postaram się poprowadzić tę wycieczkę tak, by obaj mogli się wykazać. Co może być trudne, bo - póki co - wygląda na to, że jeden z nich się kompletnie na niczym nie zna…


Z dziennika Wisny

Chyba zacznę się interesować roślinami mimetycznymi. Jeden ze studenciaków hoduje takie wysoko rozwinięte erotycznie cudo. Roślina przybiera postać największego obiektu pożądania istoty, która w danej chwili znajduje się w jej zasięgu. I, oczywiście, budzi w tej osobie potężne emocje. Jakie by to dawało fantastyczne możliwości badań nad popędem seksualnym! I można by było w łatwy sposób odwracać uwagę wroga… w końcu od instynktów nie można uciec. A przynajmniej jest trudno. A jeżeli tego typu przedsięwzięcia by się nie udały, to zawsze mogłabym wyhodować takiego małego osobnika, który w razie czego przytrzymałby przy sobie Czarnoczułka, żeby mi nie przeszkadzał. Może ta włochata paskuda w końcu zmieniłaby obiekt pożądania na coś bardziej pajęczego… Ciężko mi go było stamtąd wyciągnąć. I wyglądał na przeszczęśliwego. Swoją drogą, patrząc na idealną samicę Czarnoczułka wygenerowaną przez roślinę dochodzę do wniosku, że powinnam jeszcze trochę poćwiczyć nad swoimi umiejętnościami transmutacji. Jeżeli w pajęczej postaci wyglądam tak, jak tamto, to pozostaje mi się jedynie cieszyć, że własna aparycja ma dla mnie bardzo niewielkie znaczenie. Innym powodem do radości może być też fakt, że mimo mojej obecności w zasięgu rośliny, ona dalej zajmowała się Czarnoczułkiem. Nie ukrywam, że jestem ciekawa, jak wyglądałby mój idealny obiekt pożądania, ale wolałabym to sprawdzić sama. W szczególności bez włochatej paskudy. I pewnie prędzej czy później sprawdzę…


Z dyskusji dwóch bezwartościowych studentów

- Dlaczego jej powiedziałeś?! Przecież nie wolno było!
- I tak się zorientowała, ponadto, wygrałeś.
- Nie będę się uczył, jasne!
- Powiedział człowiek, który zarwał wszystkie noce nad roślinami…
- Hej, musiałem pielęgnować moją roślinkę!
- Co? Moment z nimfą mimetyczną - książki, moment z nimfą mimetyczną - książki..?
- …Tak jakoś… Nie mogła uschnąć… A w tym stanie…
- Jest wyjątkowo… wrażliwa na zaniedbanie, wiem. Mam nadzieję, że wygrałem.
- Powiedział mag, który stara się zrobić alkohol z węgla.
- Z węgla to jest mały pikuś. Chodzi mi o alkohol z różnych roślin, kretynie! Te bogate smaki, te możliwości…
- I tak Cię Przebiśnieg wyciorała.
- Ciebie też…
- …
- Co, zdamy?
- Ja na pewno…
- Ja tam sądzę, że ja…
- To jakaś głupota! Przyszłość dwóch utalentowanych, inteligentnych i przystojnych magów Srebrnej Świecy zależy od jakiejś… powiedzmy, że prawie ładnej dziewczyny spoza gildii…
- Przespałbym się z nią, żeby zdać.
- Żeby zdać to bym się przespał z jej pająkiem i nawet udawałbym, że jest mi dobrze.
- Ale jej mina była najlepsza, jak weszła do pokoju z nimfą mimetyczną, by zgarnąć pająka, a nimfa potraktowała pająka jako osobnika dominującego i nie zmieniła kształtu na przystojnego faceta, pozostając w formie pająka.
- No, jej mina była piękna…


Z myśli Rafała, z ramienia frakcji reformatorów zajmującego się dokumentem

Dobrze… Dokument ma wystarczająco dużo luk, żeby aktualny przywódca Powiewu mógł zrobić co tylko chce i na co ma ochotę. I dobrze. Dzięki temu najpewniej będzie weselej niż na kolejnym nudnym przyjęciu. Jakie to szczęście, że nikt poza mną tego nie zauważył…


Z myśli nieszczęśliwego członka Szerokiego Uśmiechu

Szlag! Przyłapali mnie! Przyszedłem do magazynu, by zrobić stary numer z obrazem… tego magazynu, do którego nikt nie chodzi, bo tam są same gnioty, a tam wlazł jakiś reformator. Zacząłem udawać, że jestem magazynierem. Najwyraźniej to kupił… Do czasu. Całkowicie niesprowokowany wykonał telefon do kogoś bardziej obeznanego i gość wypaplał, że ten magazyn nie ma żadnego magazyniera. Co było robić. Przedstawiłem się, powiedziałem, że reformatorzy to nie mój rewir i że nic mu i tak nie powiem, bo nic nie wiem. Przynajmniej tyle dobrze, że to reformator. Nie ma powodu mówić izolacjonistom, który portret sobie wybrałem…


Z myśli zapisanych Maurycego

No ja nie mogę, co za burdel. Nie dość że nie ma osoby odpowiedzialnej za magazyn, to jeszcze byle kto przychodzi sobie tutaj i grzebie po zasobach. I to ma byc ta zorganizowana gildia? —' Spisałem dane gościa, wiem jak wygląda… jak się okaże że to lustro to też jego robota, znajdziemy. Dowcipy, dowcipami, ale poziom mają tutaj trochę przyziemny —'


Z notatek mistrza Wołkowca po ujęciu sprawcy dowcipu z lustrem

Znowu Szeroki Uśmiech. Te dzieci nie wiedzą, w co się pakują. Ten wyskakujący z obrazu demon to też ich… Ale to dygresja.
Po rozmowie z Rafałem nadałem temat straszenia gości jako sprawę priorytetową i bardzo szybko mag za to odpowiedzialny został ujęty. Zaprowadzono go do sali przesłuchań i pojawiłem się tam osobiście, by nadzorować przesłuchiwanie młodego głupca. Niezmiernie przykro mi to pisać, lecz był to członek naszej własnej frakcji. Na widok mego oszałamiającego majestatu zupełnie się rozkleił i zaczął się kajać. Zostanie surowo ukarany, łącznie z publicznymi przeprosinami gości w obecności znaczących magów wszystkich frakcji oraz prikazem, by poinformował Szeroki Uśmiech, że pewne sprawy będą bardzo surowo karane. Zwłaszcza atak na te bezradne dzieci, które przed chwilą zetknęły się z lady Maus.


Z krótkiej rozmowy Ash i Whisperwind

- Słuchaj, nie nudzisz się patrząc ciągle na te zachody słońca na zamku?
- Zachody słońca na zamku AD są bardzo poważną sprawą, Ash. Nie ma dwóch identycznych.
- Właśnie… powiedz mi, czemu nigdy nie widzę wschodu słońca? Czemu zawsze są zachody? I tak często?
- A! Bo widzisz, to wszystko jest powiązane z pryzmaturgią. Spójrz, mam aparat fotograficzny. Weszłam tu, na sam szczyt zamku, by zrobić zdjęcie zachodu słońca. Setki tysięcy fotografów, na całym świecie robią zdjęcia zachodów słońca i każdy jest inny. Ja wchodzę tutaj, nastawiona na zachód słońca. Wchodzę na sam szczyt zamku. To jest bardzo, bardzo potężny mem.
- Czekaj… Czy chcesz powiedzieć, że zachody słońca tutaj są, bo ty chcesz, żeby one tutaj były?
- Hej, mam aparat. Nastawiłam się odpowiednio. Przygotowałam się do myśli o zachodzie słońca, ten aparat nie jest taki zwykły. Pożyczałam go wielu fotografom, ale tylko do robienia zdjęć zachodu słońca. Można powiedzieć, że uwięziłam w tym aparacie zachody słońca. To nie ja przyciągam zachody, to aparat.
- Czekaj, czy Ty przyciągasz zachody słońca… Czy teraz wszędzie dookoła słońce zachodzi przez Ciebie?!
- Nie, skąd. To tylko… Ech… Obraz zachodu. Jest to, powiedzmy zachód lokalny, będący jedynie na szczycie tej wieży… Wiesz co? Rozmowa z Tobą odziera te zachody z romantyzmu!
- Okej, dobra, przepraszam, już nie pytam!
- Nie ma sprawy… Po prostu, sama wiesz… Też jesteś dziewczyną.
- Tak… Taaak… Chyba rozumiem. A propos 'dziewczyńskich' rzeczy, jesteś wolna za dwa dni? W okolicach wieczoru?
- Chcesz mnie zabrać na randkę?
- Boże broń. Tobie bym tego nie zrobiła. Masz w sobie za dużo z elfa, Whisper, żeby do mnie pasować.
- Delikatna, ulotna i kocham zwierzęta?
- Nie. Zabłocona, niska i śmierdzisz jaszczurkami i innymi takimi.
- Dzięki.
- Tak czy inaczej, mam bal w Srebrnej Świecy. Zaprosił mnie Maurycy. Wiesz, wschodząca gwiazda terminusów frakcji reformatorów.
- Kto?
- No, ten, fotograf od fae.
- Aaaa, trzeba było mówić od razu. Po co Ci tam jestem? Żeby wam pstrykać zdjęcia?
- W rzeczy samej, coś w tym guście. Widzisz, muszę wejść do środka gildii. Z tego, co wiem, naraziłam się tam kilku osobom. Co prawda mój niezbyt rozpalony kochanek…
- Jak oni zawsze tracą entuzjazm, gdy mają z Tobą do czynienia…
- Oj, nie narzekaj… Tak, czy inaczej, przydałoby mi się dyskretne wsparcie. Takie, bym mogła tam pójść ubrana jak księżniczka…
- Ash… Taka przywiązana do słupa, biczowana i wystawiona na wabik potworom?
- Nie, taka w sukni, wyglądająca jak prawdziwa, śliczna, piękna dama.
- Dobra, wchodzę w to. Zdjęcia Twoje… grzecznej, ślicznej Ash z obowiązkowo włosami a'la Twilight…
- Nie przeginaj…
- Dobrze, dobrze. Tak, czy inaczej, wchodzę w to. Zwłaszcza, że i tak Quasar zostawiła mi jakiś nowy kombinezon kamuflujący. Z przyjemnością go przetestuję.


Z myśli zapisanych Maurycego

No dobra, kolejny obraz? Jak spokoju pragnę… czemu wszystkie obrazy w tym budynku zdecydował się nękać Anielę? —' Co gorsza tym razem nie widać żadnego mechanizmu i nie wyczuwam magii.


Z myśli Krystyny Bankierz

To dziecko, Aniela Cerekwicka, wpadła do mojego pokoju szukając pomocy. Wyrzuciła z siebie coś o 'strasznym obrazie', po czym chyba zorientowała się, kogo widzi, bo wyraźnie się spłoszyła i chciała wycofać.
Cóż… początkowo myślałam, że to czyjś głupi dowcip, postanowiłam więc nieco utemperować dowcipnisiów. Później jednak panienka Cerekwicka wspomniała coś o tym, że jest to kolejne podobne wydarzenie tego dnia… Seria głupich dowcipów wobec naszego gościa to zdecydowanie było coś, co mnie interesowało, urlop czy nie.
Co prawda podobno pierwszą sprawą zajął się tien Maurycy, jednak panienka Aniela wyglądała na na tyle przestraszoną, bym poszła z nią w owo 'straszne miejsce'.
W potoku słów, jakim mnie zalało to dziecko pojawiło się coś, co dość mocno mnie zaniepokoiło. Aniela Cerekwicka wspomniała coś o 'strasznym lustrze', w którym zobaczyła siebie zalaną krwią. Tak idiotyczny dowcip - o ile to rzeczywiście był dowcip zasługiwał na zdecydowaną reakcję.


Krótka odpowiedź Rafała udzielona Maurycemu

Nie, w bocznym korytarzu prowadzącym do sal reformatorów nie mamy żadnego żywego obrazu. Żywe obrazy są zbyt cenne. Aha, znowu panienka Cerekwicka… Maurycy, tym akurat się nie przejmuj. Nic tam nie ma. Krótko po Twoim telefonie wysłałem tam terminusa władającego detekcją i nic nie znalazł.


Z myśli zapisanych Maurycego

Eh, Aniela lubi troch panikować, może się Jej coś przywidziało, ale… w sprawie ze świnią nadrzewną też była jedyną, która wyczuła że coś jest nie tak. W tej chwili jest w stanie wzburzenia emocjonalnego, ale bagatelizowanie Jej uczuć na pewno nie poprawi sprawy, trzeba to potraktować na serio, w najgorszym wypadku okaże się że cały wysiłek zaowocuje jedynie tym że poczuje się lepiej. Po tym co ich wszystkich spotkało, warto.


Z myśli lekko rozbawionej nauczycielki Srebrnej Świecy

Zdecydowanie, ta cała młoda czarodziejka chyba myśli, że urodziłam się wczoraj. Przyszła do gabinetu porozmawiać o tej swojej roślinie, podziękować… a głównym celem było spróbować przekonać mnie, żebym przepuściła obu bezwartościowych studentów. Normalnie powiedziałabym, że to handel przysługami, ale w jej wypadku to wygląda na zwykłe dobre serce.
Normalnie ukarałabym obu za zdradzenie jej, o co chodziło, ale… to dziecko jest uzdolnione w wyciąganiu informacji, potrafi być też bardzo skryta. Nie dość. Uczę na Srebrnej Świecy już siódmy rok studentów wszelkiej maści - od najbardziej bezużytecznych po najsprytniejszych manipulatorów. I nigdy, żaden z tych studentów nie dał rady mnie przekonać. Jej też się nie udało.
Oczywiście, od samego początku chciałam, żeby oboje przeszli. Nie są aż tak bezwartościowi. Jednak to był jedyny sposób, żeby mogli się czegoś nauczyć ze swoim nastawieniem.
Szkoda, że to dziecko, które do mnie przyszło, nie jest członkiem Srebrnej Świecy. Ma to, co jest potrzebne, by się czegoś nauczyć. Trudno.


Z myśli Krystyny Bankierz

Poproszona, czarodziejka Cerekwicka zaprowadziła mnie (po pewnym błądzeniu) do obrazu, który wywołał jej niepokój. Przyznam szczerze, że szłam z nastawieniem na poklepanie po główce panikującego dziecka, jednak jej opis, oraz sam obraz sprawiły, że moje podejście uległo zmianie.
Rzeczony obraz okazał się być Wojną Płomieni, zaś młoda czarodziejka Powiewu Świeżości opisała dostrzegane przez siebie płomienie i smutną czarodziejkę wśród ognia. Cały jej opis w niezwykły sposób pokrywał się z legendą stojącą za Wojną Płomieni…
Rzucone przeze mnie zaklęcie detekcyjne nic nie wykazało (niczego innego też nie oczekiwałam). Młoda czarodziejka wydała się tym nieco uspokojona, odprowadziłam ją więc do kwater zajmowanych przez Powiew.


Z myśli podłamanej Anieli

Ja… ja nie rozumiem… Ani pan Maurycy, ani pani Bankierz, ani Wisna, ani nawet Maks, nikt nie widział nic dziwnego w tym obrazie. Nikt nie czuje tego gorąca. Nikt nie widzi tej kobiety! Ja… Czy ktoś na mnie rzucił klątwę? Czy to w ogóle możliwe?


Z myśli zapisanych Maurycego

Normalnie dom wariatów, ktoś zostawił Julianowi praktycznie wolną rękę w organizacji bankietu. Jakby to się tyczyło jakiejkolwiek innej okazji przemilczałbym, ale… nie chcę bankietu, który jest zorganizowany po części z mojej okazji, w którym Julian dostaje pełną swobodę działania. To po prostu brzmi groźnie. Jakkolwiek bym go nie lubił, jego styl bywa… straszny. Wolę nie myśleć jak na to zareagują konserwatyści, czy izolacjoniści… notowania Powiewu mogą spaść. Nie mówiąc już o tym że trzeba minimalizować osobisty obciach.


Z myśli Rafała po rozmowie z Maurycym

Ech… ja to mam pecha.
Wpadł do mnie Maurycy, cały wstrząśnięty tym, że pierwszoroczniaki Srebrnej Świecy uwijają się, by pomagać czarodziejowi Krukowiczowi. Ostrzegł mnie, że to może mieć katastrofalne następstwa. Zaczął pokazywać mi ustęp po ustępie w dokumencie, no… to, co już widziałem. Ale on był taki przejęty… Powiedziałem mu, żeby był cicho, że nikt nie zobaczy… Nie dało się go uciszyć.
Zaproponował, bym ostrzegł naszych. Ale to byłaby dosyć samobójcza polityka. Byłoby jasne, że współpracujemy w tej sprawie z czarodziejem Krukowiczem i uderzyłoby to zarówno w nas jak i w Powiew.
Co było zrobić… Zwołaliśmy kryzysową sesję rady, w wyniku czego pousuwaliśmy wszystkie zapisy. Poza jednym. Dotyczył jeździectwa. O dziwo, na tym najbardziej zależało czarodziejowi Krukowiczowi.


Z myśli dość niezadowolonego Juliana

Jestem śliskim wężem… Ale nie jestem jedyny. Odkryli mój mroczny sekret. Będą różne konkursy, będą różne zabawy, ale teraz mamy sztywno ustalony plan. Udało mi się tylko ich zmylić w kwestii jeździectwa. Myślą, że to będą efektowne manewry na koniach - a z tego, co wiem, każda z frakcji ma uzdolnionych jeźdźców.
Zobaczymy, jak będzie.


Z myśli zapisanych Maurycego

Krystyna została odbita z rąk Renaty? Jak to dobrze się dowiedzieć taką rzecz przypadkiem —' Siedzi człowiek i się martwi co z nią, czuje się odpowiedzialny, nawet jeśli niesłusznie, za jej uprowadzenie, a tu przypadkiem wpada z wizytą bo Aniela się poskarżyła na obraz. Eh… przynajmniej nic jej nie jest, chociaż na pytanie jak się czuje wydawała się trochę… oburzona?


Z myśli zdruzgotanej Anieli, w środku nocy

Obudziłam się. Miałam koszmarny sen. Obraz zszedł ze ściany i zaczął… nas szukać i robić nam straszne rzeczy, a my spaliśmy… Ja… ja muszę być dzielna. Wszyscy mieli taki trudny dzień, nie chciałam nikomu przeszkadzać. Zdecydowałam, że pójdę zobaczyć ten obraz. Jak nie śpię, jak jestem obudzona, to nic mi nie grozi ze strony obrazu. Zdążę krzyknąć. Dookoła wszędzie śpią magowie. Usłyszą mnie.
Założyłam szlafroczek na koszulę nocną i spróbowałam się wyślizgnąć, ale Wisna postawiła tą swoją roślinę przy drzwiach i… i ją obudziłam.
Skoro już nie spała, poprosiłam ją, żeby poszła ze mną zobaczyć obraz. Nie była szczęśliwa, ale się zgodziła. Trochę pobłądziłyśmy, ale trafiłyśmy tam, gdzie miał być obraz.
Obrazu nie było.
Zostawił za sobą płomienie, ale nie wszystkie… Obraz poszedł nas szukać! Wróciłyśmy z Wisną do pokoju - dla niej nie było to nic dziwnego, ale jak dziwny obraz znika ze ściany, to ja wiem, że się dzieje coś strasznego.
Bardzo, bardzo chciałam obudzić Maksa i powiedzieć mu, co się dzieje.
Nie. Nie zrobiłam tego. Sama nie wiem, co się ze mną dzieje.
Wcale nie spałam tej nocy. Przygotowałam Plan na wypadek, gdyby obraz wślizgnął się do środka, by nas wszystkich pożreć. Musiałam czuwać, żeby wszyscy byli bezpieczni…
Boże, jak ja miałam spać, tak czy inaczej..? Z morderczym, psychopatycznym obrazem na wolności…


Z myśli Maksymiliana Łosia wyraźnie zaniepokojonego całą tą sytuacją

Rozmawiałem… Maurycy zasugerował mi, żebym jeszcze ostatni raz poszedł z Anielą zobaczyć, jak wygląda w tej chwili ten obraz. A raczej… miejsce po obrazie.
Mówiąc krótko… intrygująco. Najpierw Aniela nie chciała nic mówić, powiedziała 'jejku, zapomnij już o tym obrazie', a skończyło się na tym, że dała się przekonać. Powiedziała, że te płomienie dalej są, tylko, że jest ich dużo mniej.
Powiedziałem o tym Maurycemu. Na zdrowy, chłopski rozum wygląda to tak, jakby coś zanikało, ale tego już mu nie powiedziałem. Magia niespecjalnie lubi się ze zdrowym, chłopskim rozumem.


Z myśli użalającej się nad sobą Anieli

To niesprawiedliwe… Nie podoba mi się to. Ja chcę do domu…
Najpierw to straszne lustro w łazience. Potem ten… ten obraz (z podobno urządzeniem mechanicznym, ale po co robić takie straszne rzeczy?), teraz ta kobieta w płomieniach. I… cokolwiek nie mówię, nikt tego nie widzi, nikt tego nie może dotknąć! Ja się autentycznie boję dotknąć tego obrazu, boję się go zobaczyć… Ta kobieta wygląda, jakby chciała wyjść. A ja potem nie wiem, czy to jest prawda, czy nie… Wychodzę na rozkapryszoną idiotkę.
Nie rozumiem tej całej magii.
Dobrze, że przynajmniej przyjaciele traktują mnie poważnie. No i… pan Fulmar i pani Bankierz.


Z myśli Krystyny Bankierz

Zadzwoniłam do tien Maurycego, by wypytać go, o co chodzi z tą całą sprawą. Poinformował mnie, że już kiedyś zdarzyła się sytuacja, w której jedynie Aniela Cerekwicka potrafiła dostrzec coś niezauważalnego dla innych. Ten Maurycy powiedział również, że zignorowanie jej ostrzeżeń (a przynajmniej nie potraktowanie ich na serio) omal nie skończyło się śmiercią przynajmniej części zainteresowanych osób.
W tej sytuacji postanowiłam zabrać ów obraz z korytarza i oddać go do laboratorium, by poddano go testom.
Zleciłam skan średni. Uznałam, że badanie powierzchowne nie ma sensu. Co prawda moje zaklęcia są dużo słabsze niż nawet najsłabszy skan powierzchowny terenu, jednak… cóż, skan średni nie trwa aż tak koszmarnie długo, a nie musiałam się aż tak spieszyć.


Z myśli Krystyny Bankierz

Intrygujące… Dziś znów napotkałam Anielę Cerekwicką przed miejscem, z którego zabrałam Wojnę Płomieni.
Wyglądała na wystraszoną. Zapytana powiedziała, że 'dziewczyna zniknęła, ale ogień wciąż tam jest' Towarzyszący jej opiekun, czarodziej Maksymilian Łoś poinformował mnie dodatkowo, że wydaje się, iż płomienie te z czasem zanikają.
Na wszelki wypadek zleciłam laboratorium również skan miejsca powieszenia obrazu - nie było wówczas pewności, czy chodzi o obraz czy miejsce…


Z myśli sfrustrowanego Maurycego

No dobra, ale o co chodzi… przychodzi człowiek porozmawiać o obrazie, ostrzec o tym że już kiedyś Aniela widziała więcej niż inni. Nie zważa na podział między frakcjami, a tu zjebka. Taka jakbym co najmniej młodszą siostrę do łóżka jej zaciągnął i chomika na śmierć zagłaskał. Ok, może powinienem zwrócić uwage na to kilkukrotne "pan" wtrącone tu i ówdzie, ale… niech się zdecyduje na ton rozmowy, chce w pełni formalny, niech od początku taki stosuje, a nie tu troche formalny, tam nie… poza tym głupio mówić per "pani" do kogoś komu się demonlorda z za przeproszeniem tyłka ściągnęło —' Nie wspominając już że może i popełniłem gafę, ale na litość, wystarczyło powiedzieć normalnie, jak cywilizowany człowiek. I co to w ogóle za tytuł "tien" do cholery… eh… idę się napić jakiejś dobrej herbaty bo mi cisnienie skoczyło… co za idiotyczne zwyczaje, żeby w XXI wieku tytułować wszystkich po kolei jak leci… czuję się jak w kiepskim filmie kostiumowym.


Ze zirytowanych myśli Krystyny Bankierz

No to już jest szczyt chamstwa! Ja rozumiem, tien Fulmar nie zna zwyczajów panujących na Srebrnej Świecy, niedawno się do nas przyłączył i się nie orientuje, ale nawet średnio inteligentny chowaniec potrafi się zorientować, kiedy ktoś wielokrotnie, coraz wyraźniej zaznaczając różnicę, daje mu dobry przykład!
Ale nie, będzie mnie tu obrażał!
Za pierwszym razem jeszcze mnie to tak nie zraziło, zwłaszcza, że widać było, że naprawdę przejął się moim zdrowiem.
Ale jeśli ja staram się okazać mu szacunek, to oczekuję tego samego! Nawet poszłam na ustępstwa, nie używałam należnego mu tytułu, zwracając się do niego per 'pan', jako, że najwyraźniej tego sobie życzył. Ale on uparcie nie tylko pomijał mój tytuł (aż tak bardzo nie zależy mi na tym, żeby go używał), ale wręcz zwracał się do mnie po imieniu! Mógłby się zdobyć choćby na elementarną uprzejmość!
Nie przypominam sobie, byśmy przeszli na 'ty'. Nawet z Januszem używamy oficjalnie wobec siebie tytułu 'tien', właśnie po to, by okazać wzajemny szacunek!
A tien Maurycy Fulmar nie miał prawa mówić do mnie per 'ty'. Praktycznie słyszałam niewypowiedziane 'Krysiu'. Nie pozwoliłam mu na tykanie się, i ja nie mu tego nie robiłam. Byłoby to wysoce niewłaściwe… Ale jeśli jeszcze raz zwróci się do mnie w ten sposób, zacznę chyba do niego mówić per 'Maurysiu'!
Ma szczęście, że nikogo nie było w pobliżu, bo zmuszona byłabym zażądać satysfakcji…


Z myśli niezbyt szczęśliwego Maksa

Ten jeden raz, ten jeden, jedyny raz mogliby nie wziąć Anieli na serio. Lady Krystyna Bankierz (nigdy nie przyzwyczaję się do tych tytułów, to brzmi tak, jak w angielskiej komedii…) zainteresowała się Anielą. Chciała jej pomóc, zaproponowała też, że ją przebada. Na tym polega problem. Kuba… ach nie, przepraszam, lord Jakub Urbanek powiedział wyraźnie, że Aniela jest osobą dość wyjątkową i że byłoby niebezpieczne dla niej, gdyby ktoś się o tym dowiedział. Tak, jakby Aniela nie miała już dość trudno bez tego.
Co miałem zrobić? Powiedziałem lady Bankierz, że Aniela jest pod osobistą opieką lorda Urbanka. To on musi zaaprobować wszelkie sprawy… tego typu?
Jestem niezmiernie szczęśliwy, że lady Bankierz przynajmniej nie potraktowała tego jak jakąś formę obrazy czy coś, tylko po prostu przyjęła to do wiadomości. Nie wiem, nie przywykłem do takiej dozy szczęścia. Tak, czy inaczej, poinformuję o tym Kubę. Przepraszam, lorda Urbanka.
Trudno jest myśleć o sympatycznym chłopaku, który… wyżera Ci to, co przygotujesz dla całej gildii jako o szlachetnym lordzie. Prawda jest taka, że Kuba nigdy nie mówił, że jest jakąś ważną, szlachetną szychą czy cokolwiek… Ale… Mimo, że szlachetny szlachcic, to powiedziałbym tak nieco wulgarnie, że Kuba jest wporzo gość.
Maurycy też nie pomógł. Z tego, co wiem, to on zwrócił uwagę lady Bankierz na Anielę. To znaczy… pomógł. Też, podejrzewam, nie chciał, żeby traktowali Anielę jak jakieś nie wiem co. Problem w tym, że po tym, co dowiedziałem się od Ku… lorda Urbanka (nie, ja się nigdy nie przyzwyczaję… To jest beznadziejna sprawa…T__T) Aniela ma rzadką, ale bardzo cenną właściwość, tylko, że zupełnie nie potrafi ona (no… my, jako Powiew też) sobie z tym poradzić.
Muszę ją chronić, i tym razem wszystko wskazuje na to, że lord Urbanek stanowi dla niej najlepszą ochronę.
Muszę wysłać mu liścik.
No… zadzwonić.
Jak go znam, nie będzie gniewał się o to, co powiedziałem lady Bankierz.
Swoją drogą, z tego, co rozumiem z wyjaśnień lady Bankierz, lord Urbanek nie tylko jest lordem, ale i czymś, co nazywają 'seras'. Innymi słowy, jest głową rodu. A każdy mag Srebrnej Świecy z racji przynależności jest czymś, co nazywają 'tien'.
Cóż, jedni nie potrafią odróżniać gatunków roślin w lesie, a inni nie znają tych tytułów. Chyba pójdę za radą lady Bankierz i po prostu będę używał 'tien' wobec wszystkich w Srebrnej Świecy. Tak podobno jest najbezpieczniej i nikogo nie zdołam do siebie zrazić.


Z myśli Krystyny Bankierz

A zatem lord Ubranek objął swoją pieczą również Anielę Cerekwicką… Nietypowe, zazwyczaj mentor posiada tylko jednego ucznia na raz, a przecież on nawet na jednego ucznia nie ma środków. No i już opiekuje się Andżeliką Leszczyńską. Naprawdę nietypowe…
Gdyby to był jakikolwiek inny mag, stwierdziłabym, że ma naprawdę wybujałe ego i preferuje głaskanie tegoż ego nad udzielenie prawdziwej pomocy. Ale z tego, co widziałam, to do niego po prostu nie pasuje.


Z rozmowy telefonicznej Maksa z Kubą, którą mogłaby usłyszeć osoba postronna

Halo?.. Em… Witaj, lordzie Jakubie, seras rodu Urbanków…
Auuu!
Nie krzycz tak! Dobrze, zrozumiałem!
Co, seras? To tytuł oznaczający głowę rodu… Ale racja, chyba go źle użyłem.
Nie, nic mi nie odbiło. Rozmawiałem po prostu z lady Bankierz i wyjaśniła mi… Nie wiem, co tu jest ważne, może dla Ciebie to jest ważne. Dobrze, ja nie w tej sprawie.
Niestety, jest to dość ważne, żebym musiał do Ciebie zadzwonić, więc… lady Bankierz poprosiła, żebym pozwolił jej na przebadanie Anieli. Uważa mnie za jej opiekuna. Podejrzewam, że dlatego prosiła mnie, a nie ją bezpośrednio. Nie, nie zgodziłem się, pamiętam, co powiedziałeś. Powiedziałem, że Ty osobiście opiekujesz się Anielą i że chciałeś mieć wgląd we wszystkie działania, które jej dotyczą.
Nie zrobiłem nic wielkiego, nie przesadzaj. To tylko zdrowy rozsądek.
Ok, jak Ty się wszystkim zajmiesz, to dzięki. Ja naprawdę ciągle się gubię w tych wszystkich dziwnych rzeczach.


Z przemyśleń Krystyny Bankierz

Naprawdę niezwykłe… Aniela Cerekwicka musi być czymś więcej, niż się wydaje, skoro była w stanie dostrzec coś, co ujawnił dopiero głęboki skan naszych laboratoriów.
Przyznam, że sama miałam wątpliwości i nie dziwię się, że laboranci trochę krzywo patrzyli, gdy zażądałam jego przeprowadzenia… Choć muszę powiedzieć, że sprawiło mi niemałą satysfakcję patrzenie jak z zakłopotniem unikają mojego wzroku mówiąc o wynikach badań…
Okazuje się, że obraz, który wzbudził tak wielki niepokój naszego gościa to oryginalna Wojna Płomieni, niestety zmodyfikowana przez Zaćmienie. Nie sądzę, aby kiedykolwiek wróciła w posiadanie rodu Zajcew… W tej chwili ten artefakt jest po prostu zbyt niebezpieczny.
Zaklęta jest w nim bohaterska czarodziejka rodu Zajcew wraz z demonem, którego nie można było pokonać inaczej niż poprzez jego uwięzienie. Owa legendarna już kobieta poświęciła się, by móc właśnie tego dokonać. Od ponad stu lat walczy z demonem zamknięta w stworzonym przez siebie artefakcie… Straszny los. Przed Zaćmieniem obraz ten stanowił ostateczne więzienie zarówno dla niej, jak i dla demona. Okazuje się, że w tej chwili możliwe byłoby uwolnienie ich obojga, gdyby spełnione zostały pewne warunki. Na szczęście jest raczej mało prawdopodobne, że pojawi się jakiś mag chaosu, by rzucać zaklęcia na ten obraz… Niemniej jednak taki artefakt nie jest czymś, co można tak po prostu powiesić w korytarzu uczęszczanym przez pierwszorocznych studentów, a już zwłaszcza z frakcji reformatorów. Jeszcze by któryś wpadł na szlachetnie poroniony pomysł z gatunku 'porzucajmy zaklęcia w obraz'… albo nie daj Boże, 'uwolnijmy czarodziejkę'… Jej już tam nie ma… Po takim czasie musiała oszaleć… O ile cokolwiek z niej jeszcze pozostało… Uwolnienie jej uwalnia również demona. Jakkolwiek jesteśmy w stanie pokonać oboje, nic by nam to nie dało, jedynie ponieślibyśmy straty, a istnieje możliwość ofiar ostatecznych… Ryzyko jest zbyt duże.
Poinformowałam Maksymiliana Łosia o tym, co jego podopieczna zauważyła. Pominęłam jedynie informację o tym, że demona można wraz z czarodziejką uwolnić i to, gdzie przechowywany jest obecnie obraz (bezpiecznie zamknięty w ekranowanym sejfie).
Czasami nadmiar informacji prowadzi do szlachetnie głupich akcji… Co prawda czarodziej Maksymilian Łoś nie wydaje się być osobą skłonną do takich aktów, jednak nie zamierzam ryzykować.
Podziękowałam również samej Anieli.
Co prawda nie mam zielonego pojęcia, w jaki sposób udało się jej to dostrzec, ale uważam, że bardzo dobrze zrobiła informując nas o tym, mimo, że początkowo nikt chyba nie wziął jej na poważnie, łącznie ze mną, za co ją przeprosiłam. Może nie było to konieczne, ale mam nadzieję, że podbuduje to nieco jej pewność siebie. Poprosiłam ją, by zawsze, ilekroć zobaczy coś niepokojącego, coś, czego nie dostrzegają inni, informowała o tym, niezależnie od tego, jak nieprawdopodobne by to nie było. Najprawdopodobniej tak będzie bezpieczniej zarówno dla niej jak i dla otoczenia…


Z myśli Anieli

Aha… Czyli jednak tam coś było. I… to coś… było czymś groźnym… A przynajmniej mogło być. Czyli nie oszalałam. Wszystko widziałam prawidłowo.
Ciągle nie rozumiem, czemu widzę… takie rzeczy. Może… może pan Kuba lub pani Kamila będą mi to mogli wyjaśnić, ale jeśli mam nie mówić nikomu o tym, może to jest ta moja magia chaosu?
Aż mnie ciarki przechodzą…
Pani Bankierz powiedziała, że użycie chaosu na ten obraz mogłoby zrobić coś strasznego. To znaczy, że… ta pani w obrazie… nie, ten obraz, on mnie wołał, on mnie wzywał. Tak samo, jak w nocy, nie umiałam przestać o nim myśleć. Ja… nie chciałam go dotknąć. Bałam się. Ale on chciał być dotknięty.
Teraz go nie słyszę… Ale… ale to straszne, że coś może być tak realne.
Pan Kuba musi mnie nauczyć rozumieć tą magię, inaczej stanie się coś strasznego. To jest jak… jak bomba atomowa!


Z myśli zaintrygowanej Krystyny Bankierz po rozmowie z Anielą

To… naprawdę ciekawe. Kiedy poinformowałam Anielę Cerekwicką o tym, że użycie magii chaosu na obraz mogłoby się źle skończyć, dziewczyna zbladła niczym prześcieradło. Również obecny przy rozmowie czarodziej Maksymilian Łoś zareagował dość gwałtownie, błyskawicznie (i niezbyt zręcznie) uciszając Anielę, zupełnie, jakby chciał ją powstrzymać przed zdradzeniem jakiegoś sekretu…
To naprawdę daje mi do myślenia.
Niezobowiązująco zapytałam Andżelikę Leszczyńską, czy wie coś o innych podopiecznych jej mentora. Uzyskałam odpowiedź przeczącą… Wskazuje to, że lord Urbanek roztoczył swoją opiekę nad Anielą Cerekwicką już po tym, jak przyjął Andżelikę Leszczyńską na swoją uczennicę… Jest to coś naprawdę niezwykłego.
Aha, zapomniałabym. Lord Urbanek włada chaosem.
Nie wiem, o co tutaj chodzi.
Cóż… przynajmniej na razie nie wydaje się być to coś kluczowego dla bezpieczeństwa magów czy dla dobrobytu Srebrnej Świecy, dlatego też na razie nie będę drążyć tematu. Niech to będzie wyrazem mojej wdzięczności za to, iż lord Urbanek uratował mnie z rąk Renaty Maus.


Z myśli rozbawionej Whisperwind siedzącej za reflektorem w sali balowej

Niezły kombinezon. Weszłam tu całkowicie normalnie… Jako Warmaster. Wszyscy przywykli do tego, że się gdzieś włóczy i go w pewien sposób zaakceptowali. Zresztą, nie dziwię się. Mimo stylu jest naprawdę niezły.
Jak tylko przeszłam przez pierwszy system obronny Srebrnej Świecy, przebrałam się i… weszłam jako czarodziejka Powiewu Świeżości, czemu nie? Magowie nie sprawdzali zbyt dokładnie osób wchodzących na bal. Po co by mieli? Jako, że miałam już wszystko przygotowane wcześniej, zniknięcie na samej sali balowej i dostanie się w odpowiednie miejsce było już zagadnieniem trywialnym. A teraz… Siedzę sobie, schowana za dwoma reflektorami, mam trzy persony umieszczone w bardziej prawdopodobnych miejscach, bym mogła zorientować się, gdyby ktoś mnie wykrył, a sama mogę robić zdjęcia, obserwować co śmieszniejsze sceny i upewnić się, że Ash naprawdę ma zamiar być miła i grzeczna.
To jest najlepsze. W życiu bym jej nie uwierzyła.


Z myśli podłamanej Krysi

Nie… Ja pięknie proszę, nie… Przecież… ech… To była trudna bitwa i jestem zadowolona ze swoich działań, ale to wcale tak nie wyglądało! Nie róbcie mi tego…
Oczywiście, koledzy terminusi i tak mają dostęp do pełnego sprawozdania, ale wszystkim innym w pamięć zapadnie to.
A najgorsze jest to, że te dzieciaki wpatrują się w to… przedstawienie jakby to była prawda objawiona. Julianie, staliśmy po tej samej stronie, broniłam Twoich kolegów z gildii, jak możesz mi to robić?!
Ech… jedno trzeba przyznać… Dla każdego z choćby odrobiną wyszkolenia bojowego wygląda to cholernie niepoważnie, ale jest po prostu ładne. I - co ciekawe - nie zdradza szczegółów walki i wszystkich sztuczek. A to, co pokazał, przejaskrawił w tak absurdalny sposób, że nikt w to nigdy nie uwierzy. To musiało zostać zrobione z rozmysłem.
Dlaczego mam wrażenie, że po tym przedstawieniu nasza reputacja jako osób biorących udział w tej walce, niepomiernie wzrośnie..?
Julian Krukowicz jest mądrzejszy niż na to wygląda…
Ale i tak… Dusza terminusa we mnie płacze…
I dlaczego mam wrażenie, że jeszcze będę za to Julianowi Krukowiczowi dziękować? Mam wrażenie, że właśnie zrobił dla mojej i tien Fulmara reputacji więcej, niż normalnie udaje się osiągnąć w ciągu kilku miesięcy…


Z myśli załamanego Maurycego

Uśmiechaj się i wyglądaj godnie. Załamiesz się później, sam w pokoju. No uśmiech, tak, ślicznie, widzisz Maurycy, potrafisz…
Eh, wszyscy się świetnie bawią, a ja oglądam tę błazenadę i zastanawiam się czy Juliana udusić za obciach, czy za to że wygląda to tak ślicznie że nikomu kto nigdy nie walczył na poważnie nie przyjdzie na myśl że w tej walce nie było ani krzty romantyzmu… dobrze przynajmniej że nie pokazuje prawie wcale prawdy, jakby pokazał co naprawdę zrobiliśmy, szczególnie tą szarżę… auć, po prostu auć.

Pociesza mnie jedynie to że Krystyna, o przepraszam, lady Krystyna Bankierz, zdaje się cierpieć równie bardzo co ja… przyznaję, że w tej chwili wydaje się nawet prawie ludzka.

No i… ja wiem że nikt poza nami nie ma szans tego zobaczyć, ale… na litość chórek śpiewających węży którymi dyryguje Baal-baalon? Jakby ktokolwiek to zobaczył, całe notowania Powiewu, które właśnie sobie nabijają spadły by co najmniej o połowę ^^'


Z myśli zafascynowanej Julii Gelwany

Woooow…
Maurycy jest… BOGIEM!
Po tym, jak zniszczył Persefonę, wiedziałam, że jest wyjątkowy, ale to… Woow. Artysta (każdy, kto potrafił tak wiernie przedstawić tak cudowne akty heroizmu musi być niewiarygodnie utalentowanym artystą) przedstawił wizję z niesamowitym rozmachem i powiem, że po prostu zapiera mi to dech w piersiach.
To jest super! Jak niezwykłych czynów musieli dokonywać Maurycy i tien Bankierz naprawdę, skoro ta inscenizacja jest tak bardzo efektowna… Jest po prostu cudowna!
Najpierw Persefona, potem Renata… Tien Fulmarowi nie oprze się żadne zło!


Z myśli dobrze bawiącej się Ash

Fajna impreza, troszkę sztywna, ale czego się spodziewać, jak magowie Srebrnej Świecy robią imprezę dla magów Powiewu Świeżości, już sama nie wiem. To jest jedna z tych sytuacji, kiedy naprawdę nie mam pojęcia, co się tak naprawdę dzieje…
Cóż tam, elegancki bal i dołączony Maurycy, no to trzeba było wykorzystać…
Niestety, nie w taki sposób. A może na szczęście… Nie mogę być zbyt przewidywalna.
Potańczyłam chwilę, było całkiem miło. Pora do domu. Raczej już nic ciekawego się nie będzie działo…


Z myśli zrezygnowanego Maurycego

Wiedziałem, wiedziałem że Julian coś przemyci. Przyznaję, miny sędziów jak się dowiedzieli że wyścig jest na ważkach były bezcenne, ale… może przynajmniej uda mi się nie brać w tym udziału?


Z myśli całkowicie zaskoczonej Ash

Co? Coooo?
J… jeździectwo? Lepiej: na ważkach?
Miniaturowi piloci na ich malutkich ważkach? Nie powiem, dość dzikie, żebym uwierzyła, że to jest wyścig stulecia. Nie wiem, kto to wymyślił, ale ten psychol musiał być naprawdę popieprzony. Innymi słowy… jaki jest jego numer telefonu?
Jest kilka drużyn. W sumie… czemu nie..?
Rrrany, jak Kuba to usłyszy… będzie mi tak zazdrościł!


Z myśli zaalarmowanej Krystyny Bankierz

Co to? Drgnienie światła. Ślad ruchu? Szlag… Albo mam omamy, albo pod sufitem, w okolicy reflektorów ktoś siedzi… Co gorsza, nie potrafię dostrzec tej osoby, za dobrze się ukrywa… o ile tam jest. Ale coś mi mówi, że mamy na sali nieproszonego gościa.
Dobrze, że nie dałam się wciągnąć w ten cały pomysł z ujeżdżaniem ważek… W życiu bym się nie zorientowała.
Ta osoba jest naprawdę dobra. Wciąż nie jestem do końca pewna, co każe mi uważać, że tam jest, ale wiem, że tam jest. Nawet jeśli to tylko paranoja po niedawnym spotkaniu z Renatą Maus, nie mogę tego zlekceważyć.
W sumie dobrze, że trwają przygotowania do 'konkursu jeździeckiego'… Mogę się swobodnie poruszać nie zwracając na siebie niepotrzebnej uwagi… No dobrze, mniejszą uwagę.


Z myśli lekko naburmuszonej Ash

Nie umieją się bawić.
Nie myślałam, że to powiem, ale totalnie, totalnie nie umieją się bawić. W sensie: ok, rozumiem, gdyby to było niebezpieczne, gdyby coś się komuś mogło stać, ale co jest groźnego w lataniu na przerośniętych ważkach?
Ktoś wpadł po prostu na pomysł stulecia, pomysł, za który Warmaster oddałby lewe jądro. No dobra, nie przyda mu się - oba. A tu… O, jest coś, jest coś. Konferansjer, ten Julian z Powiewu Świeżości, wystawił na pierwszą linię czarodziejkę z Powiewu, tą, o którą ta cała sprawa z Renatą była… przynajmniej, jeśli wierzyć Whisper, a ja zwykle wierzę Whisper.
Dobra, dołączył do niej ten mag, co łaził w fartuszku dawać wszystkim coś do jedzenia. Smaczne jedzenie, nie powiem. Teraz to z pewnością Whisper sobie pluje w brodę, że jej tu nie ma i że nie może nic smacznego zjeść.
O, pojawiła się drużyna Srebrnej Świecy. Adam 'My name is Chrząszcz. James Chrząszcz' Szynek sformował malutką drużynę z Kaliną. Będzie bardzo pocieszna chrząszczowa impreza z ważkami.
I jeszcze jedna? A, to ta, też reformatorka, wpatrująca się w Maurycego jak w zwierciadło. Szuka go właśnie. Może być zabawnie.


Z krótkiej rozmowy Krystyny Bankierz ze swoim uczniem

- Andrzej.
- Tak, mistrzyni?
- Nie zdradź się, uśmiechaj i zachowuj normalnie. Mam wrażenie, choć na razie nie potrafię go potwierdzić, że mamy na sali nieproszonego gościa. Zbierz kilka osób i dyskretnie obsadź drogi ucieczki. Osobnik najprawdopodobniej znajduje się pod sufitem, mniej więcej na wysokości sceny. Nie zgrywajcie bohaterów, macie się nie zbliżać, dopóki nie dostaniecie innego polecenia. Nie chcemy spłoszyć naszego nieproszonego gościa.
- Tak jest, mistrzyni.


Z myśli spłakanej ze śmiechu Whisperwind

Chórek anielski?! To tylko wyglądało na chórek anielski! Kotara, a za nią obrazy cherubinków… Oczywiście, nie mogłam tego tak zostawić - na szczęście kombinezon Quasar ma małe moduły transmitujące obraz. Ja tu patrzę, a tam chyba pięćdziesiąt śpiewających węży Powiewu Świeżości odtwarza wszystkie dźwięki, efekty specjalne i muzykę. A dyryguje nimi… Baal-baalon. Sprytne. Ale naprawdę, wizja koziogłowego demona stojącego dumnie naprzeciw grupy pociesznie wijących się śpiewających węży nie wygląda imponująco, choć efekt jest wyśmienity.


Z oberwacji dokonywanych przez Ash

Ta wpatrzona w Maurycego niczym w ostatnią dziewicę dziewczynka poprosiła go, by dołączył do jej drużyny. I zrobił to. Patrząc, jak ona na niego patrzy, chyba nie miał szczególnego wyboru… Gdybym wiedziała, że Maurycy ma zainteresowania w… hm… tak bardzo młodych dziewczynach, to bym go do swoich podopiecznych zaprosiła. Niech się ślini na widok czternasto - piętnastolatek. Kto wie, może przygotuję mu jakąś fantazję pedofilską? Niech się chłopak rozerwie.
Widzę, że w zespole Powiewu Świeżości są w tej chwili tylko dwie osoby - ta cała Wisna i Maks. O, tam jest taka nieśmiała dziewczyna, ona jest z Powiewu! Łeee… Zrobię z niej pilota… Uwielbiam patrzeć na krzyczące ze strachu miniaturowe istotki! Jest tylko jedna rzecz fajniejsza niż obserwowanie krzyczących ze strachu i rozklejających się publicznie dzieci. To samo, tylko w wykonaniu silnych, rosłych mężczyzn.
Oj, nieładnie, panowie i panie ze Srebrnej Świecy. Nikt nie chce pomóc Powiewowi? Dobra, ja im pomogę. I wygramy.
A przynajmniej wylądujemy wyżej niż chrząszcze. Gościowi od chrząszczy nigdy się nic nie udaje.


Z myśli zapisanych Maurycego

Argh… mało tego że Julia prawie wymusiła na mnie przyłączenie się do jej drużyny, to jeszcze Ash przyłączyła się do drużyny w której jest Wisna, Maks i Aniela —'

Rzuciłem wszystkie zaklęcia ochronne na jakie wpadłem, łącznie z otępieniem Anieli. I tak Wisna będzie sterować ważką bezpośrednio, Aniela robi za pasażera. Może Ash nie zdoła nikomu zrobić krzywdy, ale wiem że jeśli tylko się nie postaramy o to naprawdę mocno, komuś coś się stanie. Ash nie będzie się specjalnie przejmować i wszystko co zrobi będzie na poważnie. Dobrze że Krystyna przyłączyła się do tworzenia tarcz.


Z myśli dość przestraszonej Anieli

Ojej… Będę pilotowała… żuka. Ważkę. Insekta.
Robala!
Ale ta śliczna dziewczyna ma rację. Nie mogę cały czas polegać na tym, że albo Maks mi pomoże, albo Kamila mi pomoże… Muszę kiedyś zrobić coś sama. Pan Kuba chce mnie uczyć magii chaosu… A przecież pilotowanie ważki nie może być trudniejsze…
Swoją drogą… Fajnie, że ta dziewczyna nam pomoże. Nie wiem… Może to tylko ja, może mam przywidzenia, znowu, ale ona wygląda mi… inaczej. Ona ma… coś w oczach i w ogóle w rysach twarzy i w ogóle… cała jest dziwna. Ale skoro nikt nic nie mówi i nie widzi… ta… ta pani na portrecie wyglądała groźniej.


Z myśli jednego z uczestników konkursu pragnącego pozostać anonimowym w konspekcie, by Ash go nie dorwała

Cudownie… Ash wspiera Powiew Świeżości. Koniec fajnej gry. Do tej pory to miała być śliczna scenka, piękne akrobacje. Od teraz… Ech… Równie dobrze mógłbym się nie zapisywać do tego konkursu, wiem, jak się skończy.


Z krótkiej rozmowy Krystyny Bankierz z zaprzyjaźnionym terminusem

- Tien Janusz?
- Tak, tien Krysiu?
- Chyba mamy mały problem.
- Tak? Ostatnio mały problem okazał się być Renatą Maus…
- Tym razem mniejszy. Chyba mamy nieproszonego gościa. Nie potrafię tego w stu procentach potwierdzić, ale… jestem pewna, że tam jest.
- Rozumiem.
- Pod sufitem, nad sceną. Wysłałam Andrzeja, żeby obsadził drogi ucieczki, ale przecież nie wyślę uczniów na taką akcję. Sama nie mogę nic zrobić, jak tylko zbliżę się do punktu, z którego coś widać, zaraz oświetla mnie reflektor… Mam trochę związane ręce.
- Sugerujesz atak?
- Absolutnie nie. Mamy na sali mnóstwo cywili, a do tego gości z Powiewu Świeżości… Walka to ostatnia rzecz, jakiej w tej chwili pragnę. Niemniej… nie mogę tego tak zostawić. Musimy wiedzieć, czy i jeśli tak to kto tam jest.
- Masz rację… Cóż, dobrze. Wezmę zatem udział w tym nieszczęsnym konkursie. Wezmę jeszcze ze sobą jednego ze swoich uczniów. Da mi pretekst, żeby tam podlecieć.
- Dziękuję.


Z myśli optymalnie zadowolonej Ash

Nieźle. Mamy pilota, dobra, przez to ja nie jestem pilotem, ale nie mam zamiaru z tego powodu jakoś szczególnie płakać. Mamy też drużynę… Jedną z tych typu 'Boże, dlaczego ja?'
Hm… Musimy wymyślić jakiś pokaz. Ja mam plan. Mi się podoba. Czy spodoba się reszcie… Zobaczymy.
To, co zaproponowała Wisna jest sensowne i logiczne… tyle, że jednocześnie tchórzliwe i bardziej w stylu Venomkissa niż tego, czego ja bym się spodziewała lub oczekiwała. No bo bez przesady, Wisna będzie osobą, która pilotuje, a Aniela będzie osobą, która ryzykuje. Nie podoba mi się to. To jakieś takie… marne. Cóż, zobaczymy, na jak duże ryzyko jest skłonna narazić swoją przyjaciółkę.


Z myśli Ash

Hm… Na szczęście to nie tak, 'Ash, kochana, zrób wszystko, czego pragniesz'. Innymi słowy, ma jakieś tam instynkty ochronne wobec swojej koleżanki z gildii. Pewnych rzeczy mam nie robić. Innymi słowy, ona nie chce, by Anieli coś się stało, po prostu jeszcze bardziej nie chce, by jej coś się stało. Bohaterka.


Z myśli Krystyny Bankierz

Szlag by trafił. Że też muszę być na tak eksponowanej pozycji w tej przeklętej chwili. Nawet nie mogę ściągnąć żadnej z istot służebnych. Chyba będę musiała poprosić Wisnę Mirna o wypożyczenie jej chowańca…


Z myśli Krystyny Bankierz

Dobrze, Wisna Mirna nie miała oporów przed wypożyczeniem pająka. Akurat idealnie pasuje do zadania, które dla niego mam - jeśli kogoś zdziwi pająk wśród reflektorów pod sufitem, to naprawdę ten ktoś zdziwi mnie.
Choć muszę przyznać, że czarodziejka Mirna wyjątkowo rozpuściła swojego chowańca. Jest pyskaty i wyjątkowo bezczelny. Ale najwyraźniej dość inteligentny, żeby pojąć polecenie nieco bardziej skomplikowane od 'pająk, aport reflektor'.
Dziwi mnie tylko, że Wisna Mirna jeszcze go nie ustawiła…


Z myśli niezbyt szczęśliwego Czarnoczułka

Wisna wypożyczyła mnie tej… tej… samicy! Mam nagie zdjęcia ładniejszych od niej! (Choć nie mogę pojąć, kto woli patrzeć na zdjęcia samicy, zamiast robić to, czego od samicy się oczekuje. Ale Julian to Julian… można mu wybaczyć jego… dziwactwa.)
W sumie… kobieta nie jest taka zła. Tylko traktuje mnie z lekceważeniem, jakby nie rozumiała, jakie to ważne, traktować mnie właściwie. Może ona po prostu nie rozumie?
Tak, czy inaczej, dała mi poważną misję. Mówiła głosem jak do czegoś przygłupiego, formułując prosto zdania (a przynajmniej prościej niż Julian), ale ogólnie chciała, żebym poszukał jej dziewczyny. Dobra, poszukam jej dziewczyny. Miała mnie nie zobaczyć. Nic się to nie różni od tego, czego zawsze ode mnie chciał Julian. Tylko tym razem nie chce zdjęć. Powiedziałbym jej, że jestem weteranem, ale nie dała mi dojść do słowa. Plus, wyglądało na to, że Julianowi na tym zależy. Jak Julianowi zależy, Czarnoczułek będzie działał.


Z myśli Krystyny Bankierz oczekującej na powrót Czarnoczułka

Hm… moim podstawowym problemem jest nie znalezienie intruza, tylko znalezienie go tak, żeby się nie zorientował, że został znaleziony. Bez wspomagania nic więcej nie wypatrzę… Cóż, pora się trochę posocjalizować, rzucić kilka tarcz na ważki tudzież ich jeźdźców (zwłaszcza tych z Powiewu, gdyby któremuś stała się krzywda, mielibyśmy mały kryzys polityczny), a potem rzucić sobie zaklęcie wspomagające detekcję…


Z myśli Wisny

No pięknie, co ja narobiłam… wystraszona Aniela na ważce. ANIELA! Muszę się postarać, żeby przypadkiem nie poczuła się ani przez chwilę zagrożona. Pasy, umocnienia, błogosławię cię, moja transmutacjo… i to ja pokieruję ważką, bo Aniela, cóż… nie wydaje się do tego zdolna. O, jak pięknie wyszło zaklęcie tarczy! To będzie czołg, a nie ważka. Wprawdzie finezji nie będzie to to miało żadnej, ale przynajmniej będzie oryginalnie.


Z myśli Ash

Proszę, proszę. Wszystko wskazuje na to, że jako pilota wybrałam najbardziej bezradną osobę w okolicy.
Ja to mam szczęście. Terminuska - bohaterka wieczoru - rzuciła na nią serię tarcz, żeby nic się jej nie stało, a następnie Maurycy rzucił podobnej jakości tarcze mentalne i uspokajające. Hej, ja wiem, że ja w drużynie stanowię pewne… hm… urozmaicenie, ale bez przesady.
Aaa, tam. Zobaczymy, jak się będzie korumpowało moją drużynę. Skoro Wisna lubi grać z drugiej linii, kto wie, może jest skłonna też grać bardzo nieczysto…


Z myśli zadowolonej Ash

Ale mieli głupie miny! Ale na mnie spojrzeli! Jeśli Maurycy, mój niedoszły kochanek (bardzo niedoszły) jest w przeciwnej drużynie, to wypadałoby się pokazać od najlepszej strony. To jest, zrobić siarę. Cóż miałam robić..? Musiałam postrzymać swoją legendę osoby okrutnej i bezwzględnej. Nie ma co, reputacja zobowiązuje. Wzięłam ważkę, użyłam magii krwi i poświęciłam całość przyszłego życia ważki, żeby tylko dała radę teraz. Ale wszyscy mieli miny! Nie tylko nie wyciszyłam zaklęcia. Gdyby była możliwość, żeby zrobić to głośniej, na pewno bym z niej skorzystała. Po prawdzie to chyba nikomu, łącznie z moją drużyną się to bardzo nie spodobało, ale hej, kto ich pyta o zdanie?
I te miny wszystkich szacownych, czcigodnych magów z potężnej gildii, gdy wszyscy patrzyli na mnie z taką dezaprobatą… LOL! To było super! Ta niegrzeczna dziewczynka wam jeszcze pokaże!


Z myśli Krystyny Bankierz

Co jest? Magia Krwi przy drużynach ważek?! <przygotowanie zaklęcia bojowego> Jeśli ktoś skrzywdził magów Powiewu…
Nie… na szczęście nie. <początek dyskretnego rozproszania zgromadzonej mocy> …Mogłam się spodziewać. Er-Lady Ash. Ta kobieta to chodzące kłopoty… Muszę się dowiedzieć, kto jest tam na górze, zanim się okaże, że to coś jeszcze gorszego. Ale najpierw zdecydowanie rzucę tarcze dla czarodziejki Cerekwickiej, zanim ta wariatka kogoś zabije. <zaklęcia tarcz> <zaklęcie detekcyjne>


Z myśli Janusza

Co za… Magia Krwi. Użyta na ważkę. A ta bezczelna dziewucha tylko się uśmiecha. Ona nie zdaje sobie sprawy… Nie, ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co robi. W tej chwili po problemach z Renatą Maus, po komplikacjach wynikających z niejawnej wojny pomiędzy frakcjami - ona używa Magii Krwi na ważki! Może sobie myśleć, że jest wielką skandalistką, ale to jest po prostu głupota. Zwłaszcza, że - bądźmy szczerzy - kto używa czegoś takiego do zabawy? To jest zabawa a nie wojna…
To jedynie potwierdza, że opinie o Academii Daemonice są prawdziwe. Zero odpowiedzialności i szacunku.


Z myśli zapisanych Maurycego

Super, magia krwi. Tego nam tu jeszcze brakowało… ciekawe czemu mam wrażenie że ważka pilotowana przez Julię będzie tą którą Ash obierze sobie za cel. Hm… Julia nie da rady, będę musiał połączyć się z nią mind-linkiem i dawać jej wskazówki, inaczej spanikuje przy pierwszej zagrywce Ash.


Z myśli Wisny

CO?! MAGIA KRWI?! Co ta cała Ash sobie myśli?! A z drugiej strony… ważki i tak żyją krótko, więc to nie zrobi aż takiej różnicy… a w końcu możemy wygrać. Zresztą, ta zagadkowa kobieta jest tak uparta i nieustępliwa, że pewnie i tak zrobiłaby to wszystko po swojemu. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że nie uda jej się przekonać mnie do swoich wesołych zabaw w walkę ważki z Baal-balonem. Bez przesady.


Z myśli Krystyny Bankierz po rzuceniu zaklęcia detekcyjnego

Hm… moje zaklęcie detekcyjne pozwoliło mi ujrzeć trzy persony… i jestem dziwnie pewna, że żadna z tych postaci nie jest prawdziwa. Ale za to wiem w końcu, z kim mamy do czynienia. Tylko… co tu robi er-Lady Whisperwind? Czyżby pilnowała er-Lady Ash? Ciekawe kogo przed kim pilnuje tak naprawdę..?
Albo może po prostu myśli, że może sobie wchodzić, kiedy chce… pasowałoby to do niej.
Cóż, teraz jestem absolutnie pewna, że nie chcę doprowadzić do walki. Nie wiem, jaka jest agenda tej dwójki, ale walka jest dla nas wszystkich bardzo złym rozwiązaniem…


Z myśli Krystyny Bankierz po otrzymaniu raportu od Czarnoczułka

Mam ją! Bardzo dobrze się ukryła. Teraz… nie mogę jej tak po prostu zostawić, żeby sobie wyszła kiedy chce… Musi przynajmniej wiedzieć, że wiemy, że tu jest i że ją tolerujemy… Ale nie może uważać, że za każdym razem może tu wejść jak do baru!


Z krótkiej rozmowy Krystyny Bankierz z zaprzyjaźnionym terminusem

- Janusz, wiem już kim jest nasz nieproszony gość. Alarm tymczasowo odwołany, choć na razie pozostawię uczniów rozmieszczonych w strategicznych miejscach na drogach ucieczki.
- Kto to?
- Er-Lady Whisperwind… Jak tylko będę mogła zejść ludziom z oczu, pójdę z nią porozmawiać. Tymczasem upewnię się, że wie, że my wiemy, że tam jest i że my wiemy, że ona wie, że my wiemy.


Z myśli bardzo rozbawionej Whisperwind

Co?! Taca z kanapkami?! Ha, czyli ktoś się zorientował, że tu jestem. I to jeszcze do oryginału, a nie do którejś z person. Cóż… widać nie jestem tak dobra, jak myślałam… Ale… Ech… Szkoda. Mam paskudne wrażenie, że zawaliłam. I jeszcze ta notka… Nie no, dobrze, że przynajmniej mój czcigodny gospodarz wykazał się poczuciem humoru, inaczej moglibyśmy mieć kryzys polityczny, czego, jak podejrzewam, nikt nie chce.


Z myśli uśmiechniętej Ash

Taak, po prostu cudownie. To dziecko, Wisna, jest skłonna grać nieczysto. Piękne… Ma nawet ciekawe, odkrywcze pomysły. Gdy zaczęłam miotać serią pozornych, mających zranić (przynajmniej na pierwszy rzut oka) sztyletów w naszą ważkę, (żeby było bardziej efektowne, naturalnie), to ona wymanewrowała ważkę tak, by sztylety zatrzymały się przy mojej twarzy. To było przyjemne…
Nie przeszkodziło jej to jednak zaraz samej zabrać się za brudne sztuczki - odepchnęła latającego chrząszcza (nie dziwię się, mnie też wkurzał) i próbowała skrzywdzić jak najwięcej osób w jak najkrótszym czasie. W starym, dobrym, podłym stylu.
Niestety, boję się, że zwycięzców jednak nie dogonimy.
W życiu nie widziałam, żeby ktoś z taką emfazą ujeżdżał małą dziewczynkę pilotującą ważkę. Tak, Maurycy, baw się dalej!


Z myśli zapisanych Maurycego

No dobra, z dobrych wiadomości nasza ważka jest najlepiej przygotowana do tego konkursu, a Ash nie ma zamiaru polować tylko na mnie. Więc konkurs w zasadzie mamy w kieszeni. Z gorszych wiadomości, Julii coś zdecydowanie za bardzo podoba się to co się dzieje… i bynajmniej nie mówię tu o wrażeniach z lotu… za jakie grzechy mnie to spotyka?


Z myśli wyraźnie nieszczęśliwego Adama

Oni grają nieczysto! Miałem taki piękny pokaz! Taki cudowny pokaz! Zepsuli mi pokaz…
Wleciała ta ważka Powiewu Świeżości i całkowicie… całkowicie mi rozwalili to, co chciałem zrobić. To takie niesprawiedliwe!
Spróbowałem im też zepsuć pokaz, ale nic to nie dało…
Ech… To jest niesprawiedliwe! Niesprawiedliwe, niesprawiedliwe!


Z myśli anonimowego członka fanklubu Maurycego Fulmara

Ech, ona to ma szczęście… Jest połączona bezpośrednio myślą z cudownym Maurycym Fulmarem… Ech…


Z myśli odpływającej ze szczęścia Julii Gelwany na mindlinku

Taaak…
Idziemy razem po pięknej plaży… Prowadzisz mnie… Patrzymy w gwiazdy… Są takie piękne…
Tak, Twój delikatny dotyk, prowadź mnie za sobą w lewo, w prawo… Szum skrzydeł najpiękniejszej ważki, dookoła niespełniona kometa naszej miłości…
Maurycy, jesteś cudowny…


Z myśli Janusza, terminusa biorącego udział w konkursie

Nie powiem, albo w Powiewie Świeżości są magowie zdesperowani wygrać za wszelką cenę, albo Ash dodała odrobinę swojego charakterystycznego stylu do ich ważki. Albo oba po trochu. Widziałem minę defilerki. Wyglądała, jakby dostała prezent, nie jak osoba, która znowu wyrwała kolejnej ważce skrzydełka.
Tien Fulmar zajął pierwsze miejsce, z frakcji reformatorów. Drugie zajął Powiew Świeżości. Trzecie miejsce przypadło tien Szynkowi, także z frakcji reformatorów. Nasza frakcja… nasza reprezentacja była bardziej zajęta polowaniem na Whisperwind, więc uplasowałem się na szarym końcu…
Ale… wyścig ważek? Sam w sobie niezły pomysł.


Z myśli dziennika Wisny, po bankiecie

Jest mi głupio, paskudnie i źle. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, nie wiem, co nagle zmusiło mnie do wymyślana takich podłych zagrań w tym konkursie. Obecność Ash? A może rozpaczliwe próby pokazania innym, co to ja nie jestem i że jednak coś potrafię? Jestem beznadziejna. Mam nadzieję, że ludzie szybko o tym zapomną. A jeżeli nie, to cóż… będę musiała się pokazać z lepszej strony. O ile ta lepsza strona w ogóle istnieje.


Z myśli nieco skonfundowanej Whisperwind

Ech… znaleźli mnie. Niefajnie… Całe szczęście, że Krysia Bankierz, terminuska, która do mnie wyszła, jest osobą posiadającą poczucie humoru oprócz przerostu godności, jak większość jej rodziny. W sumie fajnie, że na Srebrnej Świecy też są tacy ludzie. Mnie się to podoba.
Pytała mnie, jak się dostałam, jakie miałam plany… Znowu miły akcent, nie była to rozmowa bohaterskiego zwycięzcy z przegraną Whisperwind, tylko rozmowa zaciekawionego terminusa z w pewien sposób koleżanką po fachu. (nie jestem terminusem, jestem zabójcą!)
Co miałam zrobić? Powiedziałam jej prawdę, jak zwykle. Wbrew temu, co większość znanych mi magów by powiedziała, jak nie wiesz, co mówić, mów prawdę. To naprawdę ma sens.
Spytałam, jak mnie wykryła, choć niespecjalnie liczyłam na odpowiedź. Powiedziała, że miała przeczucie, że nawet nie wie, jak mnie wykryła…
Znam to.
Mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.
W sumie fajnie, że w Srebrnej Świecy też są kompetentni magowie.
Chyba najbardziej drażni mnie to, że do samego końca nie zauważyłam, że mnie wykryła. Owszem, coś było nie tak. Ale nie dość, żebym mogła coś z tym zrobić. Nie dość, żebym miała pewność lub choćby nie bezpodstawne przypuszczenia.
W sumie, Ash miała rację. Warto było przyjść. Choć chyba nie spodziewała się, z jakiego powodu.


Z myśli Krystyny Bankierz po rozmowie z Whisperwind

Er-Lady Whisperwind okazała się być dość konkretną osobą, z którą można porozmawiać. I choć - o ile mi wiadomo - nie należy do żadnego szlachetnego rodu, potrafi się zachować, jak na szlachciankę przystało. Jest może nieco płocha, ma nieco zbyt beztroskie podejście do życia, ale to bardzo kompetentna czarodziejka. Choć ktoś, kto nie zna jej możliwości i osiągnięć nigdy w życiu by tego nie powiedział…
Muszę przyznać, że er-Lady Whisperwind to bardzo sympatyczna osoba. (Co czyni ją podwójnie niebezpieczną.) Chyba mogę powiedzieć, że znalazłyśmy wspólny język…
O dziwo, zapytana, powiedziała mi, w jaki sposób udało się jej dostać na salę. Za prawdę zrewanżowałam się jej prawdą. Wciąż nie wiem, jak ją znalazłam… Tego zupełnie się nie spodziewała, patrząc po jej minie. To znaczy, ani tego, że otzyma prawdziwą odpowiedź, ani samej odpowiedzi.
Dobrze się stało, że to ja poszłam z nią porozmawiać, a nie na przykład Janusz. Jakkolwiek w walce powierzyłabym mu ochronę swoich pleców, to jednak czasem jest nieco zbyt zasadniczy, a mam wrażenie (choć nie jest ze mnie wielki psycholog), że zastraszanie er-Lady Whisperwind mija się z celem.
Cóż… nie pozostaje mi nic innego jak zalecić pozamykanie dziur w naszych systemach defensywnych.
No i… to aż zastanawiające, dlaczego wciąż nie ma niemiłych niespodzianek dla nieproszonych gości. Ot, aktywowany dotykiem teleport do antymagicznej celi, black sleep czy marker… Będę musiała zasugerować kilka zabezpieczeń osobom za to odpowiedzialnym…
Ale muszę przyznać, że chyba największą satysfakcję sprawiło mi to, że er-Lady Whisperwind do samego końca (jak sama przyznała) nie zorientowała się, że została wykryta… To dla mnie jeden z najlepszych komplementów, jakie mi mogła powiedzieć.


Z myśli Krysi

Er-Lady Whisperwind zaproponowała mi, że podzieli się zdjęciami, jakie zrobiła podczas balu. Oczywiście, skorzystałam. Raz, że jest ona naprawdę dobrym fotografem, dwa, że zawsze dobrze wiedzieć, co gdzieś może wypłynąć…
Jedno zdjęcie po prostu rozłożyło mnie na obie łopatki.
Chórki anielskie, niech ich…
Muszę przyznać, że Julian Krukowicz to naprawdę pomysłowy mag, choć czasem jego styl pozostawia wiele do życzenia…
Nie dziwię się, że ów 'chórek anielski' schowany był za kurtyną…
Już widzę reakcję obecnych na sali magów na widok pięćdziesięciu śpiewających węży dyrygowanych przez koziego demona…
Choć muszę przyznać, że to naprawdę dobrze wyszło.
Nie, tego zdjęcia nikomu nie pokażę, choć chyba pójdę pogratulować czarodziejowi Krukowiczowi pomysłu.
Styl stylem, ale pożądany efekt udało mu się osiągnąć naprawdę dobrze.


Z myśli wzruszonej i podekscytowanej Ash

Dobra, nigdzie nie ma Whisper. Gdyby to widziała…
Kłapacz, Krzyk, stójcie na straży. Nikt nie może wejść na tą wieżę.
Nie znam się na pryzmaturgii, w odróżnieniu od Whisperwind żadna ze mnie intelektualistka. Dajesz mi nóż i robię co muszę… co lubię. Ale…
Kurczę, głupio mi.
Dawaj, dziewczyno! Raz w życiu trzeba!
Wysępiłam, to właściwe słowo, od egzaltowanej i sympatycznej czarodziejki Srebrnej Świecy piękną suknię. Wzięłam kryształ Quark, poszłam z nim do biblioteki i zostawiłam na parę dni w towarzystwie harlequinów. Mam go teraz przy sobie. Przygotowałam też kilka książek i filmów o miłości. Mam je przy sobie…
Kurczę, gdyby ktoś to widział… Ale zobaczymy, jak silne jest to pole pryzmaturgiczne.
Ubrałam się jak prawdziwa księżniczka. Tylko włosy zostawiłam a'la ja, ale nie, uczesałam je. Mam diadem. Jestem naprawdę piękna.
Teraz książę… Mam dwa rękawy z marynarki Kuby, które mu oderwałam! Jeżeli to wszystko zadziała… mam przygotowany stary gramofon z walcem, książę i księżniczka tańczący walca na dachu to powinien być odpowiednio silny mem, żeby się pojawił jego obraz…
Tak! Udało się! Piękny taniec…


Z myśli rozmarzonej Ash po tańcu z widziadłem Kuby Urbanka

Mmmmm… To jest cudowne… To widziadło cudownie tańczyło… Jak tylko zaczęła kończyć się energia kryształu Quark, wbiłam mu jeden nóż w oko, a drugi w serce. Moja piękna suknia się tak pobrudziła, ale ten wyraz szoku i bólu na jego twarzy jak spadał z wieży był po prostu bezcenny…
Ech, najlepsze pięć minut mojego życia!
Pocałował mnie!


Z myśli stoickiej Quasar

Whisperwind wróciła z operacji infiltracji Srebrnej Świecy i poinformowała mnie o wyraźnej nieskuteczności nowego kombinezonu kamuflującego. Pozwolę sobie stwierdzić, że w momencie, w którym infiltrowana jest pełna gildia, i w okolicy jest grupa terminusów, problemy z infiltracją mogą nie wynikać z postrzeganych wad produktu, a z… wątpliwej jakości analizy sytuacji dokonanej przez infiltratora. Kombinezon kamuflujący jest w porządku, po prostu Whisperwind żąda od niego za wiele.
Dane czujników z kombinezonu nie wykazały jakichś szczególnych uchybień. Owszem, być może będę musiała troszeczkę rozbudować projekt, ale statystyczne prawdopodobieństwo przesiedzenia całego balu w okolicach reflektora nawet przy perfekcyjnym kamuflażu jeżeli w pobliżu znajduje się ponad pięciu kompetentnych terminusów wynosi praktycznie zero. I właśnie ten limes dążący do zera trafił w Whisperwind, czego jej wziosła i artystyczna dusza najprawdopodobniej nigdy nie będzie w stanie zrozumieć, a nawet, jeżeli, jej wzniosły i artystyczny umysł nie będzie w stanie się z tym pogodzić.


Z krótkiej rozmowy Ash z Warmasterem

- Warmaster, kochanie, słodziutki! E… co robisz?
- No jak to co? Przygotowuję potwora, który pokona er-Lorda Jakuba Urbanka w uczciwej walce!
- <chwila ciszy> <rozpaczliwe powstrzymywanie śmiechu> <śmiech do łez>
- No co?!
- Wygląda… Jakbyś… Czyścił latającej stonodze żuchwę!
- Irwidallas nie ma żuchwy! I nie jest latającą stonogą!
- Ale es-Lordzie!.. Jak coś takiego ma rozwalić… nie wiem, Maurycego, nie mówiąc już o Urbanku?!
- Jak skończę to się dowiesz. I tak nie zrozumiesz.
- Dobra, dobra, już jestem spokojna… XD O, o… tu mam brudny czułek! <wybuch śmiechu>
- <mroczne spojrzenie spode łba>
- Nie, naprawdę, przepraszam. <zamyka oczy, by nie widzieć malutkiego owada>
- Czego ode mnie chcesz? Dostałem priorytetowe rozkazy od samej Sariath. Muszę…
- Tak, wiem, pokonać Kubusia. Spoko, w końcu Ci się uda. Słuchaj, mam fajny pomysł i mam aprobatę Sariath.
- Co?
- Wężowy Kanion Nienawiści.
- Co?!
- Oj, nazwę wymyślisz jakąś lepszą. Jesteś ekspertem od długich i bezsensownych nazw. Ogólnie chodzi o to, że zainspirował mnie ten bal w Srebrnej Świecy. Dokładniej, to wyścig ważek.
- Chwila, moment, nie rozumiem.
- Co brzmi lepiej: Wężowy Kanion Nienawiści czy Ważkowy Kanion Nienawiści?
- Dobra, rozumiem. Trzeba dbać o styl.
- Tak! Dokładnie. Słuchaj, robisz cztery identyczne, paskudne latające węże lub przerośnięte ważki lub cokolwiek. Na każdego wsadzasz po dwóch magów z gildii. Przygotowujemy kanion z pułapkami, potworami i wszystkimi paskudnymi rzeczami, jakie da się wyobrazić. Wiesz, coś takiego, jak wyści podów w części pierwszej gwiezdnych wojen.
- Wydawało mi się, że nie lubisz tego filmu.
- Bo to szajs jest! Byłby super, gdyby Jar-Jar efektownie umierał, wiesz, oczy wypływające i tak dalej.
- Dobra, dobra. Sariath to zaaprobowała?
- Jasne! Powiedziała, że pomoże dostarczyć trochę mocy i komplikacji. Odrobina odpoczynku od wojny wszystkim nam dobrze zrobi. A co, Srebrna Świeca ma mieć lepsze imprezy od nas?
- Czyli co… Mam to zrobić, czy mogę to zrobić?
- Wiesz, to Twój projekt. Sariath powiedziała, że jeżeli chcesz to zrobić, to masz jej pełne wsparcie.
- Dzięki, Ash. To jest… całkiem niezły pomysł.
- No nie? Na jednym wężu Maurycy i ta jego małolata, na drugim Kuba i Ewa, na trzecim Wisna i Maks, a na czwartym…
- Ja i Ty?
- Nie, Ty jesteś potrzebny do zbudowania toru i przygotowania pułapek. Przykro mi, bo naprawdę bym z Tobą poleciała. Jeśli chodzi o kontrolę potworów, nie masz sobie równych, nie tutaj. Nie, polecę ja i Quasar.
- Czemu Quasar a nie Whisper?
- Quasar wyciąga więcej Brutalnych Obrażeń Na Sekundę. Ja natomiast z moimi seksownymi skrzydełkami mogę latać pomiędzy wężami i ciąć ludzi.
- Dobra, pomyślę o tym.
- Dzięki. To może być fajna zabawa. A ja może będę mogła pochlastać parę ludzi, których lubię.


Z myśli zadowolonej Sariath Trawens

Academia wraca do życia. Przez cały czas mogłam liczyć jedynie na Venomkissa, a on, choć kompetentny, jest strasznie irytujący. Ostatnio jednak wpierw Warmaster stworzył naprawdę bardzo potężną istotę, a teraz Ash wpadła na ciekawy, godny przeprowadzenia pomysł. Nawet, jeżeli nie przyda się to jako narzędzie konkursu pomiędzy gildiami, jest to bardzo efektowny sposób sprawdzenia swoich umiejętności i toczenia pojedynków w Academii.
Academia wraca do życia i tym razem pozostanie żywa do końca czasu.


Z księgi historii Powiewu Świeżości, Julian Krukowicz

…Wielki Bankiet ku czci Bohaterskich Zwycięzców zorganizowany przez tymczasowego przywódcę Powiewu Świeżości, Juliana Krukowicza (czyli mnie) zakończył się epickim i legendarnym sukcesem. Nie dość, że przybliżyłem umiejętności i możliwości Powiewu Świeżości Srebrnej Świecy, to jeszcze zrobiłem to na ich koszt - wszystkie surowce zapewniali magowie tej wspaniałej gildii, jaką jest Srebrna świeca.
Wnioskując po Minach zaproszonych magów, nie spodziewali się takiego Wydarzenia, jak lot trzmiela… ważek. Uważam, iż wielce politycznie uczynił nasz zespół, nie wygrywając owego Wyścigu. Troszeczkę szkoda, że ten Sposób pokazania się został wykorzystany dla zmaksymalizowania Efektywności, a nie Efektowności. Jest to coś, z czym Następne Pokolenie Przywódców Powiewu będzie musiało się zmierzyć.


Z myśli Juliana po tym, jak dowiedział się, kto dowodzi Powiewem

Kamila dowodzi? Super! Zawsze była świetnym przywódcą, potrafiła zgromadzić dookoła siebie wszystkich i wszyscy robili to, o co prosiła. Moim zdaniem… jestem po prostu zdziwiony, że tak długo trwało, zanim Kamila została kimś ważniejszym.
Nie wyglądała na najszczęśliwszą, ale to ta jej wrodzona skromność.
Choćby dowodem na to, że Kamila będzie doskonałym przywódcą, jest fakt, że ma naprawdę ciekawy pomysł, jak zmienić strukturę Powiewu Świeżości. Nie mogę zaprzeczyć, że nasza gildia, mimo, że naprawdę super, nie jest traktowana najbardziej poważnie. A przecież… przecież mamy pomysły, mamy ideały, mamy wizję, mamy wszystko, czego potrzeba, żeby stać się najpotężniejszą gildią na świecie! I to nie taką… no… nudną, jak Srebrna Świeca, tylko taką… pomysłową. Taką z jajem! Taką, która będzie miała wpływ na świat.
Nie rozumiem, czemu Kamila chce, żebym nikomu nie mówił o tym pomyśle. Jest przecież super! No ale to Kamila dowodzi. Ona jest osobą, która ma te pomysły, no i… zawsze warto jej słuchać. To znaczy… prawie zawsze.


Z księgi historii Powiewu Świeżości, Kamila Maliniak

…jakkolwiek cieszę się, że bankiet okazał się sukcesem, mam jednak nadzieję, że nie pozostało po nim w Srebrnej Świecy wrażenie, że Powiew… nawet nie wiem, jak to ująć. Po prostu… jak pomyślę o tych śpiewających wężach tuż za kurtyną… zimno mi się robi.
Martwi mnie trochę sposób, w jaki nasza drużyna zajęła drugie miejsce. Nieczysta gra to nie jest sposób działania, jaki chciałabym, żeby promował Powiew Świeżości… I nie podoba mi się to. Po co robić coś takiego w zabawie? W walce to co innego, ale…
Dobrze, że Julian przynajmniej napisał (jak zwykle zresztą) prawdę…


Z rozważań Maurycego po wykładzie Kaliny na temat etykiety i zwyczajów arystokratów

Heh… no dobra… teraz dopiero widzę jak wielką gafę walnąłem w rozmowie z Krystyną… ciągle uważam że te zwyczaje są zwyczajnie głupie i na poziomie na którym się obracamy przynoszą więcej szkody niż pożytku, ale… napiszę list z przeprosinami. Nie warto rozpoczynać konfliktu z tego powodu. Muszę po prostu bardziej się pilnować na przyszłość, przynajmniej w kontaktach z Krystyną… jakkolwiek głupie by to nie było.


List z przeprosinami od Maurycego do Krystyny

Lady Bankierz,
chciałbym szczerze przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie. Obawiam się, że świat w którym żyłem przed przybyciem do Gliwic i w którym się wychowałem jest zupełnie inny niż środowisko w Srebrnej Świecy. W świecie ludzi idee arystokracji i etykiety z jaką w Srebrnej Świecy ma się do czynienia na codzień prawie nie występują, a jeśli to tylko jako coś bardzo odległego i zupełnie nie związanego z życiem codziennym. Zdaję sobie sprawę że nie tłumaczy mnie to i nie zadbałem odpowiednio o swoją edukację po przystąpieniu do gildii. Niestety dopiero nasza rozmowa uświadomiła mi jak duże mam luki w wykształceniu. Aktualnie staram się te luki uzupełnić i mam nadzieję że takie sytuacje nie powtórzą się już w przyszłości. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że ten przykry incydent nie będzie zbytnio rzutował na naszą ewentualną przyszłą współpracę.

Pozdrawiam,
Tien Maurycy Fulmar

PS. Przy okazji chciałbym podziękować za przesłanie skróconych wyników badania obrazu. Cieszę się, że udało się zabezpieczyć niebezpieczny artefakt sprzed Zaćmienia.


Z przemyśleń Maksa po rozmowie z Kubą

Całe szczęście to ciągle jest Kuba, a nie lord Jakub Urbanek, choć z tego, co mówił, chyba część z jego znajomych nie podziela jego poglądu na tą sprawę. Mówił coś o jakiejś podopiecznej.
Już się martwiłem, że coś przeoczyłem i teraz jeszcze popełniłem jakieś faux pas czy coś… Ten świat magów jest naprawdę dziwny.


Z myśli wyjątkowo zadowolonego z siebie Maurycego po rozmowie z Anielą i Maksem

No dobra, przynajmniej to mi się udało. Trochę psychologii, ociupinka medycyny i szczypta magii i proszę, jedno dziewczę z figurą bez zarzutu wyleczone z anoreksji. W sumie sam nie wiem czy bardziej miał być to prezent dla Anieli czy dla Maksa, a pomyśleć że wpadłem na to tylko dzięki podsłuchanej tyradzie o zaklęciu odchudzającym, którą Aniela strzeliła Krystynie w biblioteczce przed atakiem Renaty.

Cieszę się że przynajmniej tyle mogłem zrobić dla nich po tym wszystkim przez co przeszli. Należało im się, szczególnie Maksowi, przynajmniej ten jeden ciężar mogłem z niego zdjąć. On się strasznie przejmuje Anielą… w sumie jak wszyscy w Powiewie, a jak widać w tej chwili także ja… hm… na dłuższą metę to może stać się niezdrowe dla Anieli… będę musiał o tym pamiętać.


Z myśli troszeczkę panikującej Andżeliki Leszczyńskiej

Nie! Niech to… Lady Bankierz chce się spotkać z lordem Urbankiem! Znowu!… Mój mentor ma wybrać czas i miejsce. Formuła wypowiedzi lady Bankierz wskazuje, że nie chodzi o pojedynek czy jakąś sytuację kłopotliwą, ale…
Hm… O co może jej chodzić? Niedawno pytała mnie o to, czy jestem jedyną podopieczną. Czy to może być z tym związane?
Chyba lady Bankierz nie chce mnie jako swojej podopiecznej, to nie miałoby sensu. Nie jestem na tyle znacząca.
A może na odwrót, może jest jakiś mało znaczący Bankierz, którego chcą wcisnąć lordowi Urbankowi? Niegłupie, jego talent terminusa się marnuje na mnie, a na KADEMie prędzej wyszkolisz świniopasa niż dobrze wychowanego terminusa… Ale… Bankierz? To by było coś nowego…
Chyba, że to jakaś przysługa… to chyba z rodu Malickich. Gdyby oni chcieli mieć kontakt z lordem Urbankiem, to… tak, to ma sens. Mogą przejść jedynie przez Bankierzów. Ale wtedy lady Krystyna Bankierz powiedziałaby mi, że chodzi o cele zapoznawcze. Nie musiałaby, ale jest to coś, czego oczekiwałabym po osobie jej klasy - ona robi więcej, niż musi.
Innymi słowy, nie wiem, o co chodzi. Umówię to spotkanie. Zadzwonię tylko do Etykiety Awaryjnej… stop Andżeliko, masz ograniczone fundusze.
Gdyby to spotkanie miało miejsce trochę później… Ale nie, będzie za blisko.
Chwila - mogę opóźnić termin ich spotkania… Ale nie, ani lady Bankierz ani lord Urbanek nie byliby zadowoleni, że przedkładam swoje drobne komplikacje nad ich ważne, prywatne spotkanie.
Na honor, rozwiążę ten problem!
Jakoś…

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License