Gdy Opadly Maski

Z myśli Basi po przeczytaniu raportu Ewy

Muszę przyznać, że jestem zaskoczona. Zaskoczona i chyba… przestraszona tym, do czego doszło.
Ewa trochę, mówiąc delikatnie, przedobrzyła.
Ale po kolei…

Ewa uważa, że tak naprawdę nie istnieje coś takiego, że jest to mała, kilkuosobowa grupka. Motywuje to tym, że gdyby istniało coś takiego jak "Organizacja", to żeby odbić Wiktorię nie pojawiłaby się "grupka zagubionych stworków o dużych oczkach", tylko porządny oddział złożony z terminusów. Czy, cytując, "innego paskudztwa". Według oceny Ewy, moc przybyłych na ratunek nie przekraczała czwartorocznych magów KADEMu. Co i tak daje do myślenia, bo oznacza, że mimo wszystko byli dość potężni, nawet jeśli ich styl Ewę nieco zniesmaczył. Co więcej, zebrali się dość szybko, co oznacza, że potrafią się nieźle zorganizować w razie potrzeby. Podobno to oni skontaktowali się z Kubą, prosząc o wsparcie…
A jednocześnie Ewa uważa, że ta grupa nie jest "Organizacją".
Z całą pewnością potrafią walczyć ze sobą jak bardzo dobrze zgrany zespół. Z drugiej strony, nie są nawet z tych samych gildii. Co ciekawe, wśród nich znalazł się również mag Srebrnej Świecy, terminus. Hm… warte rozważenia.
Ciekawe, co ich wszystkich łączy - najwyraźniej świetnie się znają. Wiktoria, terminus ze Srebrnej Świecy, kilkoro magów Powiewu Świeżości… ciekawe, ta mała gildia wydaje się mieć nadzwyczaj interesujących członków… tak, czy owak…
Cała ta sprawa się kupy nie trzyma. I w dodatku coś poszło bardzo nie tak.
Żeby Ewa musiała wzywać Kubę na pomoc? I do tego żeby bitwę zaczynała od Ognistego Zionęcia, wzmocnionego przez Kubę Xar'eisem? Przecież 99.99% walk skończyłoby się zanimby się zaczęło po czymś takim! A jeszcze z tego, co napisała Ewa wynika, że użyte zostało jeszcze jedno zaklęcie strategiczne! Co prawda Ewa napisała coś o "cholernych, słodziutkich koteczkach", ale nie napisała, że były bezużyteczne, czyli musiały się przydawać. No i co zaklęcie strategiczne to zaklęcie strategiczne. Ech… cóż, z opisu samej walki wynika, że było koszmarnie ciężko. Podobno panna Diakon znalazła się pod wpływem jakiegoś starego artefaktu, który znacznie zwiększył jej moc. Z opisu Ewy wnioskując, tak gdzieś do poziomu solidnego czeladnika… A jednocześnie sposób rozwiązania samej walki był dość pomysłowy. Wiktoria dobrze wykorzystała czas, który miała na przygotowanie się…
Cóż, może owa "Organizacja" nie istnieje, ale sama Wiktoria Diakon okazuje się osobą naprawdę wartą tego, żeby mieć ją za sojusznika. I - nawet, jeśli nie ma za sobą wsparcia żadnej grupy, ma przyjaciół, na tyle kompetentnych, żeby w ciągu jednej doby zmontować bardzo przyzwoity atak, i to bez większego wsparcia jakiejkolwiek gildii. Owszem, Kuba z Ewą zapewnili gigantyczną siłę ognia, i bez ich wsparcia cała ta impreza niemal na pewno by się nie udała, jednak nie o to mi tu chodzi…
Tak, czy owak, "Organizacja" zapewne nie istnieje… zwłaszcza, że, jak Ewa zauważyła, Wiktoria Diakon poszła sama zamiast wysłać kogoś innego, znającego się na walce. Ona (wbrew temu, co zdaje się o niej sądzić Węgielski) nie jest głupia, gdyby miała taką możliwość, zapewne by z niej skorzystała.

Muszę przyznać, że jak na osobę, która nie posiada żadnego godnego wzmianki doświadczenia czy przeszkolenia bojowego, ogromnie mi zaimponowała. Jeśli Ewa uważa, że było ciężko, to musiały się dziać naprawdę nie byle jakie rzeczy.
Co więcej, jeśli "Organizacja" nie istnieje, oznacza to, że Wiktoria Diakon może naprawdę chcieć wrócić do mnie, choćby po to, by mieć za sobą jakąś "organizację". Być może dla odmiany naprawdę miała na myśli to, co napisała w tamtym liście? Muszę przyznać, że taka szczerość z jej strony niezmiernie by mnie zaskoczyła…
Jeśli jednak zdecyduje się do mnie wrócić, muszę zrobić coś, żeby zmienić nasze wzajemne układy… W ten sposób tak naprawdę nigdy do niczego nie dojdziemy.

Pewnym problemem może być Mariusz Węgielski. Nie jest głupi, zauważył nieobecność panny Diakon, i już kilkakrotnie próbował delikatnie sondować sprawę. Kilka razy udałam, że nie zauważyłam przynęty, raz wręcz ostentacyjnie ją zignorowałam… Zrozumiał aluzję, ale wciąż popatruje na mnie czasem tym psim wzrokiem mówiącym 'Ale ja nie rozumiem!' Cóż, jego problem. Więcej szkód narobiłabym sobie mówiąc cokolwiek niż pozwalając innym na zwykłe domysły… Ech… przynajmniej już Węgielski nie próbuje mnie tytułować od Wielmożnych Jaśnie Wspaniale Cudownych i tym podobnych idiotyzmów. Co prawda zwykłe 'proszę pani' ledwie mu przez gardło przechodzi, i chyba po drodze drapie, ale przynajmniej mówi już to bez bolesnego grymasu… Tak czy owak, w najgorszym wypadku go spacyfikuję, korzystając z jego psiego nastawienia. Zresztą… wciąż mu nie ufam - było, nie było, to człowiek przede wszystkim Myszeczków, i na razie nie mam powodów uważać, żeby było inaczej…

Muszę przyznać, że czuję się dość paskudnie. Wysłałam Ewę przeciwko nieistniejącej organizacji… Ale też, Wiktoria sama jest sobie winna. Gdyby tak dobrze nie odgrywała swojej roli, nie poczułabym się zagrożona. Co nic a nic nie zmienia faktu, że kilka razy podczas czytania raportu Ewy zrobiło mi się trochę niedobrze… Może i jestem zimną suką, ale nawet ja mam pewne uczucia, wbrew temu, co wydaje się wielu…

Ewa napisała, że Wiktoria Diakon znajduje się obecnie na KADEMie, i że Kuba otoczył ją osobistą opieką. Cóż… cały Kuba. Rycerz w świecącej zbroi do samego końca. Ale taki rycerz, który nie zawaha się walnąć pochwą miecza między nogi, jeśli tylko ułatwi mu to zwycięstwo. A czasem i zbroję powiesi na krzaku, żeby udawała cel… XD

Najchętniej poszłabym porozmawiać z Wiktorią, ale to oznaczałoby przyznanie się, że wiem, co się stało, a przynajmniej, gdzie jest. Gdybym się u niej pojawiła, od razu wyciągnęłaby jedyny słuszny wniosek - że pomimo naszej umowy wciąż ją śledziłam… A tego akurat bym nie chciała, zwłaszcza, że tuż przed jej zniknięciem coś drgnęło i zaczęłyśmy do czegoś dochodzić. Nie, na razie nie mogę się u niej pojawić… Nie mogę nawet przyznać, że wiem cokolwiek o tym, co się działo. Muszę po prostu poczekać.


Z myśli zatroskanej Ireny

Ona ciągle śpi. Nie potrafię jej obudzić. Może ona nie chce się obudzić… Jeżeli tak… to co ja mogę w ogóle zrobić? Miałam nadzieję, że będę w stanie jej sama pomóc. Właściwie można powiedzieć, że większość swoich działań opierałam o takie założenie. A jeżeli się myliłam… Cóż, na razie zostaje nam tylko czekać. Jeszcze nigdy nie byłam tak bezradna.


Z pamiętnika Kamili

Poszłam odwiedzić Wiktorię. Muszę powiedzieć, że trochę się denerwowałam, ale nie utrudniano mi wejścia. Na miejscu spotkałam Irenę, bardzo zmartwioną faktem, że Wiktoria jeszcze się nie obudziła. Muszę przyznać, że i mnie samą też to martwiło… Irena chciała, bym połączyła ją z umysłem Wiktorii, ale ja się wahałam. W końcu nie wiedzieliśmy, w jakim stanie jest Wiki, i bałam się, że jeśli pozwoliłabym Irenie zrobić to samej, stanie jej się krzywda… A wtedy zostanę z dwoma przyjaciółkami w biedzie… Zgodziłam się ją wysłać pod warunkiem, że drugą więzią umysłów połączę Irenę i siebie, by mogła mi dać znać, gdyby coś było nie tak. Jednak w chwili, gdy zaczęłam rzucać stosowne zaklęcie, do pokoju wparował Kuba.


Z myśli sfrustrowanej i niezadowolonej Ewy

Co za… pierdolony idiotyzm!
Ta cholerna Seton wrobiła mnie w mentorowanie jakiejś marnej czarodziejki z pierwszego roku… gorzej, aroganckiej księżniczki ze Srebrnej Świecy. Nazywa się Andżelika, tak? No cóż, tyle w niej anioła co w gównie Norberta, jeśli to co o niej słyszałam jest choć częściowo prawdą…
Ech, nie nadaję się na niańczenie dzieci. Pamiętam ostatni raz gdy robiłam coś podobnego, jeszcze przed Zaćmieniem… skończyło się katastrofą. Uprzedzę tą Andżelikę lojalnie, że się na to nie piszę i nie nadaję, ale co poradzę. Poszłam do Alicji w tej sprawie, a ona - jak zwykle - zrobiła te swoje słodkie oczka i zdziwiła się, że nie chcę pracować z dziećmi. No bo nie chcę!
Mam całą ciężką magię bojową do podciągnięcia! Muszę oddziadzieć! Uczenie jakiejś niekompetentnej, aroganckiej suki mi w tym nie pomoże, zwłaszcza, że potrzebne jest 'współczucie' i 'delikatność' w takich sprawach. Norbert z powodu swojej dziewczyny świata nie widzi a Dorotkę by ta Andżelika zakrzyczała. Bernard natomiast… nie. Po prostu nie.
Ech…
Coś muszę wymyśleć… inaczej będzie ją uczył Bernard!


Z myśli zmartwionej Ireny

Jakub Urbanek przeszkodził nam w rzuceniu zaklęcia mającego pozwolić mi porozmawiać z Wiktorią. Wyjaśnił, że Wiktoria może nie być w stanie kontrolować siebie, może nie być w stanie mnie poznać, lub po prostu może nie chcieć się ze mną widzieć. Spytałam Kamilę, co o tym sądzi, i… cóż…


Z myśli wzburzonej Kamili

A niech to wszystko nagła cholera trafi! Idiotka ze mnie jak rzadko! Trzeba się było ugryźć w ozór, a najlepiej go odgryźć! Kretynka skończona! Tak, to świetny pomysł, obrażać Bogu ducha winnego Kubę i dołować biedną Irenę! Głupi kot! Głupi, głupi, głupi kot!
A niech to wszystko…
Szlag!


Z myśli wściekłej Ireny

Jak to Wiktoria może potrzebować ode mnie odpoczynku?! Nie zgadzam się z tym, że ją ograniczam! Mimo, że robi setki tysięcy rzeczy, których nie aprobuję, nie mówię jej, że jej czegoś nie wolno! Zaciskam tylko zęby i nic nie mówię! Zazwyczaj z Kamilą się zgadzam, ale tym razem moim zdaniem się bardzo pomyliła!
Co gorsza, obraziła też Jakuba Urbanka, a od jego dobrego humoru zależy tutaj… wszystko. Chce - nie chce, to on jest gwarantem naszego prawidłowego funkcjonowania, i jakkolwiek nic nie wskazuje na to, żeby chciał to wykorzystywać, a nawet bardzo wiele dla nas zrobił nic za to nie chcąc, to jednak nie lubię ryzykować.
Jednak to, co powiedziała Kamila… cóż, bądźmy szczerzy, trochę mną wstrząsnęło. Jest psychologiem, zna się na tych rzeczach.


Z myśli szeroko uśmiechniętej Ewy

Nie ma to jak mieć zły tydzień, nic nie powiem…
Ale - nie ma to jak mieć super metodę na odstresowanie! :D
Kuba wygnał jakichś pierwszoroczniaków z sali treningowej, by odstresować to, co Kamila 'goły koci tyłeczek' mu powiedziała. Ja nie rozumiem niektórych dziewczyn, brak im wdzięczności czy coś… heh, nawet ja czasem potrafię okazać wdzięczność, gdy trzeba :P.
No to jak usłyszałam, że Kuba wlazł do tej sali, poszłam za nim. Musiałam uniknąć jakiegoś ciężkiego czaru bojowego w jego wydaniu na starcie (akurat gdzieś w moim kierunku rzucał), ale jak tylko sobie chwilę pogadaliśmy, stwierdziliśmy 'a co tam, czas coś rozpieprzyć'. I rozpieprzyliśmy, a jakże :D. Powtórzyliśmy Smocze Zionięcie z Xar'eisem po raz kolejny… i tak się staraliśmy, że uszkodziliśmy salę treningową, rozpieprzyliśmy te tarcze i uszkodziliśmy część sprzętu :D:D:D:D:D.
Taaaak, to było SUPER!


Z myśli zirytowanej Marty Szysznickiej

Czasami wydaje mi się, że magowie w wieku dwudziestu paru lat nie są już przedszkolakami, którzy wymagają nadzoru i opieki na każdym kroku. Ta chwila jest jedną z tych, które przypominają mi, że 'wydaje mi się' określa wysoki stopień niepewności.
Jeżeli Urbanek i Zajcew koniecznie chcieli poćwiczyć, mogli udać się do innej sali treningowej, nie tej, w której uczą się pierwszo- i drugoroczni magowie KADEMu. Przyznaję, ta sala ma dużo lepsze i ciekawsze wyposażenie niż sala dedykowana dla czwartego roku i magów którzy zakończyli naukę na KADEMie, ale ma ona kilka zasadniczych zalet. Na przykład: nie ulega rozkładowi na tak niskich poziomach mocy jak wysoki czeladnik.
Cóż… Aleksandra Byczyńskiego czeka chyba trochę pracy nad naprawą sali. Z pewnością się ucieszy.


Z myśli Marioli, ważnego członka fanklubu Kuby Urbanka

Wow… to było coś! Kuba dał radę zniszczyć salę treningową… no TO jest moc! Owszem, miał pomoc Ewy Zajcew, ale… podobno te sale treningowe są całkowicie niezniszczalne!
Ech… to jest prawdziwa moc i prawdziwy, super-przystojny chłopak…


Z myśli nieszczęśliwej Andżeliki

Myślałam, że usunięcie tej starej, upośledzonej Weroniki Seton rozwiąże choć te problemy, które są powiązane z nauką - jestem w końcu o wiele zdolniejsza i pracowita niż czarodzieje KADEMu, to wynika z urodzenia. Przyszła nowa nauczycielka i… jestem rozczarowana. Nie powiem, zachowuje się sympatyczniej - trudno, żeby pod tym względem było gorzej - ale w ogóle nie potrafi uczyć. W wypadku Weroniki Seton było oczywiste dlaczego tak jest, po prostu była głupia i nie potrafiła prawidłowo podejść do uczniów. Ale ta nowa, Alicja Waniecka… cóż, ona… Wszystko wskazuje na to, że stara się nas czegoś nauczyć, ale zupełnie nie wie, jak się do tego zabrać.
Stosuje naukę w zespołach i grupach oraz promuje lekką rywalizację, zupełnie nie dbając o delikatne uczucia swoich studentów! I to zamiast normalnych sposobów nauki - podejść do każdego ucznia, pracować z każdym oddzielnie, przyjść do niego do pokoju. Tak, jakby dało się czegokolwiek nauczyć, pracując w zespole! Cóż, widocznie jej się nie chce. I nie próbuje dojść do tego, czy wszyscy wszystko rozumieją czy nie, bo gdyby próbowała, pytałaby na osobności a nie w towarzystwie pozostałych studentów - zupełnie jakby nie wiedziała, że przyznanie się do niewiedzy może być użyte przeciwko tobie…
Nic, po prostu sobie nie radzi w tłumaczeniu i jest niekompetentna… a ja znowu mam problem.
Boję się, że jak spróbuję zmienić nauczycielkę, to następna będzie gorsza. Ta przynajmniej nie jest chimeryczną psychopatką jak poprzednia…
Znowu nie dam rady zrobić pracy domowej.
I to znowu nie będzie moja wina, nieważne co ktoś pomyśli. Nie da się pracować w takich warunkach, nie da się uczyć… nie mam pojęcia w jaki sposób pani Barbara Sowińska dała radę cokolwiek wynieść z tej… marnej uczelni!

Ech… Obowiązkowa godzina w czytelni. Nie idę tam! Nikt tam i tak się nie uczy, tylko 'fanklub Jakuba Urbanka' zbiera się w kółko i pokazują sobie różne dokumenty i raporty z jego akcji. Rozumiem, plebs ciągnie do ostatniego przedstawiciela prawie szlachetnego rodu… ale czuję do niego urazę za zniszczenie planu Emilii… choć oddając mu sprawiedliwość, jakbym naprawdę miała takie problemy, chciałabym, by mi pomógł.

Jestem w złym humorze i jestem usprawiedliwiona by ten zły humor mieć. Wiem, pójdę sobie do mojego ulubionego miejsca w piwnicy. Tam zawsze jest cicho, nikt mi nie przeszkadza, nikt mi nie dokucza i nikt mi nie robi problemów. Cisza, spokój i okazja do rozmowy z Emilią - nigdy nikogo tam nie ma.


Z myśli zasmuconej Ireny

Kamila się myli. A przynajmniej nie ma racji. A przynajmniej mam taką nadzieję. Jej przypuszczenia mogą być słuszne, ona się w końcu na tym zna trochę lepiej - Wiktoria faktycznie może teraz nie chcieć lub nie być w stanie ze mną rozmawiać. W końcu to ona wpakowała mnie w to wszystko, ona zaplanowała, że przejmie nade mną kontrolę używając tej maski… może … mam nadzieję, że nie byłaby taka głupia, ale… to jest Wiktoria. Jakkolwiek nie byłaby wierną i wspaniałą przyjaciółką, często właśnie to sprawia, że zachowuje się idiotycznie. Przez to… nie wiem, co z tym zrobić.
Prawdziwy Wojownik nie czuje do nikogo żalu. To nie była jej wina. Prawdziwy Wojownik także potrafi nie okazywać strachu… Chciałabym móc powiedzieć, że zupełnie, zupełnie nie czuję do Wiktorii żalu. Bo chcę tego. Jednak… jestem… tylko człowiekiem. I choć staram się dążyć do perfekcji, nie jestem w stanie jej osiągnąć. Nie chodzi mi o to, że w masce zrobiła coś złego. Chodzi mi o to, że jako jedyna byłam prawie bezużyteczna podczas walki, a przed nią musiałam polegać na innych bardziej niż na sobie…
Nie… nie jestem pewna… teraz jestem pewna, że nie mogę spotkać się z Wiktorią. Jeżeli ona wyczuje, że się waham, lub że troszeczkę się martwię, to przegrałam, zanim zaczęłam. Wiktoria potrzebuje teraz niezłomnej, silnej przyjaciółki. Kogoś, kto jest silny, zdecydowany i zawsze łagodny. Jestem w stanie taka być, ale… jeśli się nie zmieniła, to w środku jej umysłu coś wytrąci mnie z równowagi…


Z pamiętnika Kamili

Dziś zdecydowanie nie jest mój dzień. Najpierw pozbawiam Irenę pewności siebie i do tego za jednym zamachem obrażam Kubę, a potem jeszcze zupełnie niepotrzebnie zrażam do siebie jakąś nieszczęsną pierwszoroczniaczkę z KADEMu. Ale pchała się do piwnic, gdzie podobno mieliśmy mieć zapewniony spokój i odosobnienie… Nie chciałam pozwolić, żeby przeszkadzała Wiktorii. Poznałam w niej tą dziewczynę, którą wyciągnęliśmy z Kubą z klubu gotyckiego, ale zupełnie mi to nie przeszkodziło… Źle dziś ze mną. Może nie powinnam była wychodzić z domu?… To zdecydowanie nie jest mój dzień.


Z myśli wściekłej Andżeliki

To tak?! Piwnicę też mi zabierają?!
I jeszcze się na dodatek szarogęsi taka zołza… gdyby była kimś ważnym, wiedziałabym o niej. Cóż, plebs poznasz zawsze. Z pewnością to jest jakaś wychowanica Weroniki Seton, czy coś… Do tego się jeszcze strasznie rządzi! Spojrzałam na nią, informując, że mam wyższą pozycję niż ona i proszę o nie przeszkadzanie mi w moich ważnych sprawach, a ona na to, że mam sobie stąd iść. Nawet się nie ukłoniła, nawet nie wykazała elementarnej grzeczności (spuszczony wzrok, przeproszenie za to, że przeszkadza), choć to plaga na KADEMie. A ja NIC nie poradzę, po prostu nic nie poradzę!
Po prostu, co nie zrobię, jestem na straconej pozycji! Zostaje mi tylko uśmiechać się i udawać, że wszystko jest w porządku. Nie dam im tej satysfakcji. Kiedyś będą potrzebować mojej pomocy, jak wrócę do Srebrnej Świecy. Przyjdą i będą mnie ładnie prosić. A ja im wtedy powiem… NIE. I wtedy im będzie przykro, i wtedy będą żałować! Będą żałować i będą płakać, że mnie tak traktowali, ale będzie za późno! Kiedyś będzie sprawiedliwość, w końcu opuszczę tą żałosną uczelnię…


Z myśli Kamili

Irena na szczęście dała się przeprosić…

Nie wiem, co się ze mną dziś stało, ale chyba… Nie, nie ma na to żadnego usprawiedliwienia. Dziś chyba nie powinnam wychodzić z domu… Ech… I jeszcze sprawiłam, że Irena, ta, która zna Wiktorię najlepiej, zwątpiła w siebie… Kuba chce spróbować porozmawiać z Wiktorią. Przecież nie pozwolę mu iść tam samemu… Ech… Wiem, że ze mną Wiktoria porozmawia…


Z myśli bardzo szeroko uśmiechniętej Ewy

A jednak, nawet mnie czasem może spotkać coś dobrego.
Powyżywaliśmy się z Kubą na sali treningowej - mina Marty była super, poczułam się znowu jak za starych, dobrych lat przed Zaćmieniem! Porozmawialiśmy sobie o klęskach i problemach, które nas 'niesłusznie' dotykają. I o tych, które nas słusznie dotykają ;-).
Przedstawiłam Kubie problem z Andżeliką i on… chyba się zmartwił. Nie dziwię się, oboje wiemy, że moje umiejętności pedagogiczne są marne. To co mi się natomiast spodobało to fakt, że Kuba… zdecydował się przejąć rolę mentora nad tą dziewczyną! Innymi słowy, Kuba się chce wrobić z własnej woli w opiekowanie się tą dziewczyną. Nie powiem… szlachetnie z jego strony.
To jednak oznacza, że ja mam czas by stać się silniejsza. Nareszcie!


Z analizy tajemniczej maski dokonanej przez Martę Szysznicką

…kolega Robert Seton nie przyznaje się do stworzenia tego rytuału, co jednak nie było wystarczającą informacją, by móc odrzucić możliwość, że go stworzył. Po przeprowadzeniu kilku badań, zwłaszcza w dokumentach źródłowych, udało mi się jednoznacznie stwierdzić, że wbrew temu, co Kamila Maliniak i Irena Essner twierdzą, nie stworzyły one tej maski. Rytuał ten nie miał za zadanie stworzenia artefaktu, a jedynie przyzwanie artefaktu. Każdorazowe użycie tego rytuału przyzywa ten sam artefakt, który pojawia się niezależnie od jego poprzedniego miejsca pobytu. Pierwotne założenie działania tego artefaktu to było 'artefakt ostatniej szansy' lu 'artefakt dla zdesperowanych magów' Wiedząc, że żadna nie-zdesperowana czarodziejka nie wykona rytuału w tak degradujący dla wielu kobiet sposób, Seton zapewnił sobie, że artefakt ten raczej nie będzie przyzywany przez osoby nie będące w sytuacji kryzysowej.
Jednakże fakt, iż artefakt jest jeden, przyniósł pewne komplikacje, o których twórca rytuału nie pomyślal podczas jego tworzenia (co wielu moich bardziej złośliwych kolegów określiłoby słowem "typowe") Jeden z właścicieli artefaktu w sposób świadomy bądź nieświadomy doprowadził do skażenia go esencją demoniczną. Najprawdopodobniej miało to miejsce podczas jednego z Paradoksów. Po Zaćmieniu, albo podczas Zaćmienia, wystąpiły odpowiednie warunki do tego, by artefakt ten stał się nośnikiem dla demonicznego bytu, najprawdopodobniej powiązanego z tak zwaną Inwazją. Plan owego demona bądź jego mocodawców zakładał, że kilkukrotne wykorzystanie maski przez czarodzieja w połączeniu z naturalną destabilizacją psychiki maga przez artefakt pootwiera kanały wystarczające do przeprowadzenia dokładnego i pełnego opętania.
Demon nie osiągnął swojego celu, gdyż jego aktualna ofiara, czarodziejka o imieniu Wiktoria Diakon, miała do czynienia z owym artefaktem już wcześniej. Używając magii mentalnej wymusiła na sobie określony zbiór zachowań i pragnień, które uznała za akceptowalne, uniemożliwiając w ten sposób artefaktowi osiągnięcie pełnej mocy i demonowi wniknięcie w ciało dziewczyny. Efektem ubocznym obecności demona w masce stał się fakt, że maska w jakiś sposób jest powiązana z Wiktorią Diakon. I nie do końca wiem, jaki efekt na czarodziejce wywarłoby zniszczenie artefaktu. Z drugiej strony, każda osoba, która spróbuje wykonać ten rytuał, najprawdopodobniej przyzwie ów artefakt. Z tego, co widzę, KADEM nie posiada żadnych środków, by uniemożliwić to przyzwanie. Nie jestem pewna, czy jakakolwiek gildia jest do tego zdolna.


Kuba dostający notkę od Zajcewów

Heh… Elegancko ubrany facet dał mi notkę. Mam się nie fraternizować ^_^ Super ^_^ nie będę. Lubię ludzi którzy nie mają trudnych problemów. Przecież nigdy się nie fraternizowałem :D Nie mogę robić czegoś co nie wiem co znaczy prawda? :D Więc Zajcewy nie mają problemów do zmartwień. Życie jest piękne - mogę komuś sprawić przyjemność po prostu NIC NIE ROBIĄC :D Fajnie ^_^


Z myśli załamanej Ireny

Że co?! Co ona zrobiła? Jedyny sposób na wydobycie jej z tego specyficznego stanu hipnozy, w który się wprowadziła to pocałunek chłopaka, prosto w usta… chłopaka, który nie czuje do niej pociągu i jednocześnie jej nie kocha. A do tego robi to z własnej woli! No ja rozumiem. Żadna maska nie jest w stanie stworzyć takich okoliczności. Gorzej, że nie wiem, czy my jesteśmy. Gdyby jeszcze powiedziała dziewczyny to by się jakaś znalazła, na przykład Kamila. Ale chłopak?


Z myśli zaskoczonej Kamili

JANEK?! Co on robi tutaj, na KADEMie?


Z myśli naprawdę zdziwionego Janka

Rany, dziewczyny mają takie miękkie usta…
Wow… Pocałowałem najpiękniejszą dziewczynę na AZ i nie dała mi w twarz, ani nic! Więcej, wszyscy mnie zachęcali, żebym to zrobił! A Irena mnie nie zabiła!
Ale po kolei.
Kuba powiedział, że ma dla mnie super ważne, super tajne zadanie. Cóż, przynajmniej nie był to środek nocy, tak jak ostatnio.
Okazało się, że zaprowadził mnie do piwnicy, w której przetrzymywał Kamilę, Irenę i Wiktorię. Swoją drogą, nie wiedziałem, że Kuba je zna. Kamila ucieszyła się na mój widok, i okazało się, że Kuba nie wie, że ja je znam, co przecież było oczywiste, bo studiowaliśmy na tym samym roku w AZ. Widać nawet Kuba nie wie wszystkiego. Patrząc po broszurkach z tego klubu, do którego dołączyłem, powinno być inaczej.
Pocałowałem Wiktorię, w zamian za co Kuba dał mi w prezencie książkę o mechach z drugiej części Gwiezdnych Wojen. Ważne jest to, że książka ta zawiera odręczne notatki kogoś, kto próbował takiego mecha zrobić, będę więc mógł powtórzyć ten eksperyment…


Z myśli zadumanej Andżeliki, po spotkaniu z Kubą

Hmm…
Spotkałam się z Jakubem Urbankiem na neutralnym gruncie, czyli w małej, niezbyt ekskluzywnej kawiarence na terenie Srebrnej Świecy. Poważnie zastanawiałam się, czy przyjść punktualnie czy się trochę nie spóźnić, ale punktualność przeważyła - mimo, że niższy pozycją, nie będę go traktować jak prostaka, gdyż mi nie uchodzi. Szczęśliwie, Jakub Urbanek był tam przede mną - gdyby się spóźnił i gdybym ja musiała na niego czekać, spaliłabym się chyba ze wstydu.
Porozmawialiśmy chwilę. Oczywiście, nie powiedziałam mu dokładnie na czym polega mój problem z KADEMem - nie zrozumiałby, gdyż nigdy nie był uczony na prawdziwej uczelni. Ech, jeśli naprawdę jest tak dobry, jak daleko mógłby zajść gdyby miał prawdziwych nauczycieli i prawdziwe warunki do pracy…?
Cóż… dowiedziałam się, że KADEM chce w jakiś sposób ściągnąć najlepsze wzorce ze Srebrnej Świecy i przydzielić pewnej grupie uczniów (jak mniemam, tym z największym potencjałem) mentorów. Nareszcie! Gorzej, że jak zwykle: wzorce łatwo skopiować, ale ich wprowadzenie w życie… moim mentorem miała być Ewa Zajcew, z nowobogackich Zajcewów, chcących wejść w szeregi starej arystokracji. Zabawne. Szczęśliwie dla mnie, Jakub Urbanek zdecydował się zostać moim mentorem. Więcej, sam to zaproponował. Czyżby zauważył, że trudno jest samotnej, utalentowanej i przyzwyczajonej do godziwych warunków dziewczynie o błękitnej krwi na barbarzyńskim KADEMie?
Ciekawa jestem, jakie są jego powody i zamiary. Ostrzegłam go, że jego fanklub będzie rozczarowany i że mógłby mieć każdą z tych śliniących się na jego widok idiotek czy każdego z tych prężących żałosne muskuły kretynów. Odpowiedział, że właśnie dlatego wybiera mnie. Oczywiście, w podtekście było to, że oni są z plebsu, a ja jestem szlachetnie urodzona.
Może się myliłam na jego temat?


Z ocenzurowanych myśli Kuby po przeczytaniu w słowniku znaczenia słowa "fraternizować"

Co za popier***ony ród! W pełni zasługuje na taką Ewę jaka jest! Nie dziwię się że robi wszystko żeby to rozpieprzyć. OK… Masz mnie Ewa za sojusznika… Zrobimy im piekło… FRATERNIZOWAĆ! Jak chorym dupkiem trzeba być żeby używać takiego stwierdzenia w ogóle? I co to znaczy "ciesz się że w ogóle dostajesz taką notkę"? No chyba im ta tyłki złoję że siedzieć będą na rzęsach bo mniej boli. No k**wa chyba zapominają się w tych ostrzeżeniach… Już powoli rozumiem co mój dziadek do nich miał!


Z myśli Ireny

Dobrze… Kamila połączy siebie i Kubę z umysłem Wiktorii. Ja zostanę na zewnątrz. Będę pilnowała, i jak coś będzie nie tak, to po prostu ich uwolnię.


Z myśli skołowanej Wiktorii

O, Kamila. Przyszła mnie odwiedzić. W towarzystwie przystojnego chłopaka. Jak to dobrze, że lubi tańczyć. A Kamila także tańczy ładnie. Chłopak nazywa się Kuba. Walczyłam z nim. Kamila tańczy z Edwardem, a Kuba tańczy z Wiktorią. Smutny taki taniec, z którego nic potem nie wynika. Ale Edward przejmuje władzę i Wiktoria, która tak bardzo kocha zabawę, musi umrzeć…
Kamila nie powinna była uderzać Wiktorii w twarz. Takie zaczerwienienie bardzo widać. Trudno się je maskuje. Swoją drogą, ciekawe, ile sposobów umierania znają. Tyle, co ja? Nie spodziewali się… Oczywiście, że się nie spodziewali. Skąd ja, głupia, zblazowana idiotka, miałabym wiedzieć, jak realistycznie wygląda krew rozpryskująca się dookoła?
Wrócić? Tak, oczywiście, że wrócę! Po co mnie przekonują? Dlaczego chcą przekonać mnie do powrotu, gdy ja chcę wrócić?
Muszę tylko… trochę pozbierać się do kupy. Z tego, co widzę, a raczej, co myślę, nie do końca panuję nad swoimi myślami. Nie do końca panuję nad tym, co im pokazuję…
Przez to, że tego nie widzą… przez to pokazuję im rzeczy, które niekoniecznie chcę im pokazać. I nic na to nie mogę poradzić.
Wiem, że mi wybaczą. Zawsze mi wybaczają. Jestem na tyle piękna i sympatyczna, że wszystko mi wybaczą. Ale chyba tym razem wszyscy biorą to na serio. Nie mogę powiedzieć, że ich nie rozumiem…
Irena… jedyny sposób… Nie mogę pozwolić, by Edward zwyciężył, by Milenium zwyciężyło. Ale jak to zrobić? Skoro ja sama jestem już bliżej Edwarda niż Wiktorii?


Z myśli zmartwionej Kamili

Wiktoria… jest tam, to ona. Ale… jest tak rozbita. Zupełnie nie ma nad sobą kontroli. Nawet najmniejszej. Łatwiej ją rozproszyć niż nadpobudliwego trzylatka. Ona… musi się pozbierać. Powinna z tego wyjść, ale… cieszę się, że Irena tam nie poszła. Co prawda oddałam większość inicjatywy Kubie, żeby czegoś nie zepsuć, ale coś jednak osiągnęłam… chyba. Irena… być może widywała już Wiktorię w takim stanie, ale… lepiej, że tym razem jej nie oglądała.


Z myśli wstrząśniętej, ale szczęśliwej Ireny

Udało się! Nie wiem, jak to zrobili, ale Wiktoria otworzyła oczy! Uśmiechnęła się do mnie, powiedziała, że będzie dobrze, tylko musi trochę odpocząć i zasnęła…
Najważniejsze, że otworzyła oczy. Że udało jej się choćby trochę z tego wyjść. Nie jest ani rośliną, ani bełkoczącym szaleńcem, a charekterystyczny uśmiech, jaki miała na twarzy, gdy spojrzała na odwracającego się Kubę świadczy, że również w tych sprawach nic się nie zmieniła.


Z myśli Kamili

Zostać na noc, czy wrócić do domu?…
Wrócę, bo jeśli zostanę, to pewnie znów palnę jakiś kretynizm.


Z myśli Basi

Z tego, co widzę, Kuba zapałał do Mariusza Węgielskiego szczerą i całkowicie bezinteresowną niechęcią. I to najwyraźniej ze wzajemnością…
Siedzę w swoim biurze i odbieram od Węgielskiego raport z ostatniego zadania, aż tu nagle tak totalnie bezczelnie (w swoim stylu) wchodzi Kuba. Przeciętnego maga po prostu bym wyprosiła, ale Kuba mimo wszystko raczej uprzedza, że chce się pojawić.
A Kuba z tak poważną miną (nawet, jeśli Węgielski tego nie dostrzegł, to ja tak) proszący o rozmowę na osobności to raczej rzadki widok.
Cóż… wyprosiłam Mariusza Węgielskiego, mówiąc mu, że skończymy później. Nadął się przez moment jak ropucha, po czym ugryzł się w język i wyniósł…. Ciekawe, czy on kiedykolwiek odważy się mi powiedzieć 'nie' albo zapytać o powody…
Niestety, chyba jeszcze sporo wody upłynie, nim Mariusz Węgielski w ogóle będzie w stanie pojąć, że nie jest moim lennikiem ani niewolnikiem ani niczym innym…


Z myśli śmiertelnie oburzonego Mariusza Węgielskiego

Co to ma znaczyć?! Jestem na ważnym zebraniu u pani Barbary Sowińskiej, składam jej raport z ostatniej akcji, a tu jakiś bezczelny łachmyta się wprasza. Nie, nie 'wprasza'. Po prostu wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi, uśmiechnął się paskudnie do pani Sowińskiej i powiedział "masz, oddaję" i dał jej… 20 złotych!
Pani Barbara Sowińska operuje setkami, jak nie tysiącami dziennie! Dodatkowo nie kontaktuje się z takimi… ludźmi jak ten brudas!
Przestałem składać raport, co chyba oczywiste - nie będę przecież raportował ważnych zadań przy obecności jakiegoś… ech. Gorzej, że powiedział pani Sowińskiej "musimy porozmawiać na osobności" i ona… mnie wyprosiła.
Kto to jest? Zbyt bezczelny na tajnego agenta, zbyt arogancki, by być nikim…


Z myśli Basi podczas rozmowy z Kubą

…że co?!…

Widzę, że Ewa trochę szczegółów pominęła…
To nie tak miało wyglądać! Ok, wiem, że dla Ewy definicja słowa 'dyskretnie' to nie to samo, co dla mnie, ale… ARGH!…
…Teraz muszę to wszystko jakoś naprostować…

Co ten Kuba sobie wyobraża?! Że je tutaj na atłasowej poduszce siedzę i że wszyscy mi nadskakują? Nic nie mogę! Tak, mogę zastraszyć maluczkich i mało ważnych. Ale jestem jak… samotny wilk przy stadzie hien. Tak, groźny dla zajęcy… i niewiele więcej.

…jestem już tym wszystkim zmęczona. Samotnością, lawirowaniem pomiędzy wszystkimi dookoła, kombinowaniem, szukaniem sojuszników, którzy jakby się pod ziemię pochowali… Autentycznie mam ochotę komuś wpieprzyć w wyjątkowo niedystyngowany sposób! I chrzanić etykietę! Ale tego też nie mogę zrobić… I nie obchodzi mnie to, co Kuba zobaczy i sobie pomyśli! Jeśli uzna, że oszalałam, dużo się nie pomyli, bo już niewiele mi brakuje…
Znika na rok, a potem wpada jakby nie było go dwa dni…
Mam naprawdę dość…

Ech… Kuba ma rację. Za bardzo dałam się zakręcić. Muszę się pozbierać. Może nie będzie tak źle…


Z dokumentu napisanego dla siebie przez podłamanego Mariusza Węgielskiego

Dobra… z dobrych wiadomości, wiem kim jest ten szmaciarz. Jest to Jakub Urbanek, eksterminator KADEMu.
Ze złych wiadomości, wyzwałem go na pojedynek.

Co mogłem zrobić? Gdy tylko wyszedł z pokoju pani Sowińskiej zaczął… mnie obszczekiwać. Naprawdę. Zaczął podskakiwać z wywieszonym językiem i szczekać do mnie, od czasu do czasu mówiąc coś w stylu 'może byś przestał zachowywać się jak terier'. Cóż… Wiktoria Diakon była problemem, ale to była… ech… tragedia. Pani Sowińska obserwowała to w milczeniu, nie podejmując żadnego działania, więc to musiał być jakiś test…
Najpewniej był to test tego, czy potrafię się zachować w najdziwniejszych okolicznościach, a do tego czy potrafię obronić honor pani Sowińskiej. Cóż, nie miałem wyjścia - wyzwałem 'szczekacza' na pojedynek. By upewnić się, że robię prawidłowe działania, nie będące ani nieprawidłowym z punktu widzenia obyczajów (nie mógłbym wyzwać na pojedynek człowieka, zwierzęcia lub plebsu) zapytałem o zgodę panią Sowińską. W ten sposób gdybym źle zrozumiał jej plany mogła mnie zablokować czy powstrzymać, ale jednak dała mi przyzwolenia do działania zgodnie z moją wolą. To implikuje, że prawidłowo odgadłem jej zamiary.
Jako, że ja wyzwałem na pojedynek, pozostawiłem przeciwnikowi wybór broni. Jakub Urbanek pozostawił mi możliwość wyboru broni, przez co zdecydowałem się na klasyczny wariant pojedynkowy: miecz pojedynkowy, pistolet pojedynkowy i magia tarcz jako defensywa i ewentualnie znajdowanie słabych punktów we wrogich tarczach. Mój przeciwnik zaakceptował mój wybór i wtedy pani Sowińska zdradziła mi, z kim mam do czynienia…

Innymi słowy, mam pokonać najpotężniejszego maga na KADEMie, eksperta od tarcz i walki wręcz oraz strzeleckiej.
Z tego co rozumiem, jest to test na inteligencję… bo obawiam się, że sama walka może być dość trudna do wygrania. Jednak jeśli dostałem takie zadanie, mam zamiar je wykonać. Pokonam Jakuba Urbanka w uczciwym pojedynku i udowodnię pani Barbarze Sowińskiej, że może i jestem mało znacznym pionkiem w jej arsenale, ale ten pionek ma zęby.

Wiktoria Diakon zniknęła. Ewa Zajcew jest niestabilna. Nawet jeśli Jakub Urbanek jest kolejnym pionkiem pani Sowińskiej, w końcu przy odrobinie szczęścia pani Sowińska się zorientuje, że ma lojalnego i skutecznego agenta tuż obok. Nieważne, jak samobójczych zadań mi nie przydzieli, wykonam wszystkie…


Z myśli Basi

Węgielski wyzwał Kubę na pojedynek! … R.O.F.L.
To dopiero będzie widok!
To było piękne…
Kuba zbierał się już do wyjścia, kiedy Węgielski wrócił do pokoju. Kuba zaczął go obrażać i prowokować. Nie interweniowałam, ciekawa jak Węgielski zareaguje na tak oczywistą prowokację. Przez chwilę nieźle się trzymał, ale Kuba z właściwą sobie łatwością przebrał miarę. Chyba ten terier przeważył…
Ale muszę przyznać, że troszkę się załamałam… Węgielski już wyciągnął zza pasa rękawiczki, aż nagle się zreflektował i zapytał, czy ma moje pozwolenie… Niby dobrze, i zachowanie godne co najmniej pochwały, niemniej jednak ten styl… Jego spojrzenie mówiło 'Pozwól mi, prooooooooooooszę!' Normalnie mały, słodki szczeniaczek dopraszający się o łakocie. Odpowiedziałam mu, że jest wolnym człowiekiem i może sam podjąć tą decyzję. Cóż… muszę popracować nad jego poczuciem własnej… hm… nie wartości, to to on ma. Oj rany, nie potrzebuję słodkiego pieseczka konsultującego ze mną wszystkie decyzje! Potrzebuję faceta z jajami, który potrafi podjąć decyzję i skonsultować ją ze mną bez psiego spojrzenia!
Ale popełnił jeden błąd… nie zainteresował się, z kim rozmawia.
Muszę przyznać, że sprawiło mi okrutną satysfakcję uświadomienie Węgielskiemu, kogo wyzwał na pojedynek…
Cóż… zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Węgielski nie jest głupi, czego nie omieszkam zaznaczyć Kubie. Poza tym, nie będę się mieszać.


Z myśli Basi zaskoczonej nagłym skojarzeniem faktów

Chwila, moment… Wiem już, co mi tak nie pasowało.
Jeśli owa "Organizacja" to pic na wodę i mydlenie oczu, i jeśli rzeczywiście, jak uważa Ewa, składa się z zaledwie kilku członków, to przecież ta cała 'Virus' nie mogła być nikim innym niż Wiktorią Diakon!
No no, muszę pannie Diakon oddać sprawiedliwość - jest dobra w tym, co robi. Mało kto byłby w stanie mnie tak dobrze oszukać.


Rozmowa Midnight z Barbarą Sowińską

- Hej, Basiu.
- Midnight?
- No a kto inny? Przecież znasz ten numer telefonu.
- Coś się stało?
- Czemu nagle coś się miało stać? To, że nie rozmawiałyśmy ze sobą rok, nic nie zmienia.
- Nie, po prostu się nie spodziewałam.
- Dzwonię do Ciebie, żeby ostrzec Cię przed ogromnym błędem, który niedługo popełnisz.
- …Błędem? Co masz na myśli?
- Wiem, że sprzymierzyłaś się z Venomkissem. Abstrahując od moich opinii na temat poziomów mocy, kto jest warty dowodzenia i jak, i tak dalej, oznacza to, że mam bezprecedensowy wgląd w Twoje działania. Wiesz, wszędzie agenci, raportują każde Twoje posunięcie, uczymy się z Twoich błędów… typowe.
- Nic, czego bym się nie spodziewała…
- W czasach KADEMu stałyśmy po przeciwnych stronach, jednak zawsze uważałam, że się dość dobrze rozumiemy. Niezależnie od tego, czy w końcu nasze działania i ideały do Ciebie przemówiły - na co wszystko wskazuje - to jednak zaczynasz robić zasadniczy błąd. Typowy, przynaję, ale nie wiem, czy możesz sobie na niego pozwolić, bo Ciebie nikt nie szkoli, jeżeli się nie mylę? Nie masz kompetentnego doradcy?
- Nie do końca rozumiem. Doradcy w sprawach…?
- Zarządzania ludźmi, koordynacji, zdobywanie sojuszników…
- Cóż, przyznaję, że na chwilę obecną nie mam takiej osoby.
- Widać. Zaraz zrobisz katastrofalny błąd. Przepraszam, już go zrobiłaś. Teraz musisz pomyśleć, jak go naprawić.
- Co masz na myśli?
- Nie wiesz… wystawiłaś swojego człowieka na pojedynek z Kubą Urbankiem.
- 'Wystawiłaś' to zbyt duże słowo…
- No daruj sobie. Znasz Kubę. Więcej, wszyscy wiedzą, że znasz Kubę. Gdyby Ci nie zależało na tym pojedynku, gdybyś chciała go uniknąć, jedno słowo Węgielskiemu - 'nie', albo Kubie 'proszę, nie zachowuj się tak wobec mojego człowieka'. W obu wypadkach Twój człowiek uratowałby twarz. Lub przynajmniej Kuba wyszedłby na chama. A tak, jak się stało, wszystko wygląda na to, jakby to się działo za Twoją zgodą. No bo popatrz: przychodzi jakiś gość z ulicy, przerywa spotkanie, które było wcześniej umówione…
- Wybacz, że wpadnę w słowo, ale z tym 'umówieniem' bym nie przesadzała. Po prostu przyjęło się, że o takim czasie Mariusz Węgielski składa mi raporty.
- Tak, ale to znaczy, że na ten czas przygotowuje sobie raport i tak sobie ustala dzień, żeby wtedy znaleźć dla Ciebie czas. Odsyłając go dałaś mu do zrozumienia, że ten obszarpaniec jest ważniejszy niż on. Żeby nie było, to mógł być tajny agent, takie rzeczy się zdarzają, to jest normalne. Rozumiesz to i mogę kontynuwać myśl, czy masz jakieś pytania?
- Rozumiem tok myślenia, ale potem będę miała kilka zastrzeżeń.
- Jasne. Teraz. Po rozmowie z Tobą, nieznajomy wychodzi i zaczyna na niego szczekać i w ogóle go poniżać na maksimum. Teraz, Ty przy tym jesteś i nie reagujesz. Już zaznaczyłyśmy, że jest on kimś dla Ciebie istotnym. Innymi słowy, Twój człowiek tak się zachowuje wobec Twojego człowieka, a Ty nie reagujesz. Jedyne, co mógł zrobić, to to, co zrobił. I to jest Twoja wina. Znasz takie powiedzenie "Może to tylko i bezwartościowe pionki, ale to Twoje pionki, do cholery!"? Ten konkretny pionek stawiasz zawsze w beznadziejnej sytuacji. Wpierw cała ta afera z Wiktorią Diakon i z niezrozumieniem wymagań, a teraz oznajmiłaś mu z uśmiechem, że wyzwał na pojedynek Kubę Urbanka. Powiedz, co on Ci takiego zrobił? Według raportów Venomkissa ten gość nie zrobił nic przeciwko Tobie do tej pory. Przynajmniej nic świadomie. Owszem, nie jest ci lojalny, ale ja na jego miejscu też bym nie była. Stara się robić co może, i zaraz potem jak nie Wiktoria Diakon to Kuba Urbanek.
Wiesz, bo tu jest jeszcze jeden problem. Zwykle mag, który chce się przyłączyć do innego maga… no dobra, teraz zmyślam, ale brzmi to logicznie. Ten mag patrzy, w jaki sposób traktujesz swoich ludzi. Więc powiedz mi, w jaki sposób szpiedzy obserwujący Twoje metody działania będą widzieli, jak Ty traktujesz swoich ludzi? Masz jednego - Węgielskiego. W sensie… jakie sygnały wysyłasz?
- Dobrze… Zacznijmy od tego, że dziękuję Ci za ostrzeżenie, naprawdę doceniam, że mi to mówisz. A teraz co do Węgielskiego… Sama już nie wiem, co z nim zrobić. Tak, jest dobrym oficerem, jest inteligentny i potrafi myśleć. Ale kiedy tylko znajduje się w mojej obecności płaszczy się tak niemożliwie, że czasami jest mi aż wstyd.
- Czekaj… to Ty nie dla płaszczenia wróciłaś do Srebrnej Świecy?
- Dzięki, że tak o mnie myślisz…
- Hej… Po co miałabyś wracać do Srebrnej Świecy, jak nie po to, żeby przed Tobą się płaszczyli? Chciałaś zrobić coś pożytecznego? Przyszłabyś do nas. Chciałabyś się nauczyć czegoś bezużytecznego? Byłaś na KADEMie. Co więc ma Srebrna Świeca, czego nie ma KADEM czy my? To znaczy… poza płaszczeniem. Nie spotkałam wielu wybitnych magów ze Srebrnej Świecy do tej pory.
- Tutaj mogę zrobić więcej, nawet jeśli aktualnie na to nie wygląda. I nie, nie potrzebuję płaszczenia się.
- Tak, czy inaczej, masz problem… Słuchaj, jeśli Węgielski Ci nie pasuje, to wymień go na kogoś innego z jakiejś innej grupy, frakcji, cokolwiek. Na pewno jest taka możliwość, żeby to zrobić i żeby nikomu nic się nie stało.
- Sęk w tym, że to nie jest tak, że on mi nie pasuje. I to nie jest tak, że wciąż go tępię. Za każdym razem, kiedy zrobi coś dobrze, a raczej dobrze wywiązuje się ze swoich zadań, staram się, żeby wiedział, że doceniam jego pracę. Chciałabym tylko, żeby przestał się płaszczyć. Żeby zachowywał się jak ktoś, kto ma choćby elementarne poczucie własnej godności - a wiem, że je ma.
- Jak ma je mieć? No popatrz. Wpierw działał pod magami Srebrnej Świecy, którzy wymagają płaszczenia. Z tego, co wiem, nie jest nikim ważnym. Potem przyszedł do Ciebie i wykazał jakąś inicjatywę. W sprawie tej, Diakon. Nie wiem, o co chodziło. Ale z tego, co wiem, dostał za to po łapach. No to szybko zrozumiał, że nie życzysz sobie inicjatywy i stara się po prostu robić swoje. A jako, że nie wie, jak wygląda jego pozycja, czego od niego oczekujesz, i tym podobne, płaszczy się, bo to zdrowy odruch defensywny w Twojej gildii. Od płaszczenia nikt jeszcze nie poleciał.
Słuchaj, ja nie mówię, że coś zrobiłaś źle czy dobrze. Po prostu mówię Ci, jaki błąd popełniasz, a co z tym zrobisz, to Twoja sprawa. Po prostu szanuj swoje pionki. Choćby trochę. Bo on Cię może zdradzić. Bo tak naprawdę, dlaczego miałby teraz u Ciebie zostać. Powiedz jeden powód.
- Jeśli już z żadnego innego, to choćby dlatego, że u mnie wciąż ma lepsze perspektywy niż u Myszeczków. Ale masz rację. Jest to coś, czego nie dostrzegłam… Teraz nie mogę chyba odwołać tego pojedynku…
- Technicznie możesz wszystko. To jest Twój człowiek. Możesz nawet powiedzieć 'przegraj pojedynek' i on to zrobi.
- Rzeczywiście, technicznie mogę wszystko… Ale ja wcale nie chcę ostatecznie pognębić Węgielskiego! Nie było moją intencją, żeby się z tego zrobiła wielka afera, i żeby cały ten pojedynek stał się sprawą publiczną! Ja…
- Chcesz to rozwiązać?
- Kto by nie chciał…
- Porozmawiaj z Ash.
- Co proszę?
- Ash. Szalona eksta-defilerka współpracująca z demonami…
- Wiem, kim jest Ash! Jak ona ma tutaj pomóc?!
- Wiesz… to od niej dowiedziałam się, jaki błąd robisz. Albo ktoś jej podpowiedział, albo nabrała doświadczenia. Pamiętaj, że ona bardzo często współpracuje z różnymi istotami.
- Przyznam, że Ash nie byłaby w pierwszej dziesiątce osób, które przyszłyby mi do głowy jeśli chodzi o radę w tej sprawie…
- W mojej też nie. Ale jednak. A tak z ciekawości. Słyszałaś coś, że Venom coś pracuje nad tym, żeby rozszerzyć AD o jedną osobę?
- …Nie?
- Myślałam, że chodzi o Ciebie. Lub o Węgielskiego - takie ostrzeżenie. Operacja ma kryptonim 'Judasz'. Węgielski pasuje, moim zdaniem. Spróbuje się płaszczyć pod Hamsterem i szybko mu przejdzie.
- Dziękuję za ostrzeżenie…
- Nie ma sprawy. Zadzwoń kiedyś.

Dramatis Personae

- mag: Jakub Urbanek
- mag: Kamila Maliniak

- mag: Barbara Sowińska
- mag: Ewa Zajcew
- mag: Irena Essner
- mag: Marta Szysznicka
- mag: Andżelika Leszczyńska
- mag: Jan Wątły
- mag: Wiktoria Diakon
- mag: Mariusz Węgielski
- mag: Midnight

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License