Tajemnica odzyskanej mocy

Z myśli załamanej Laetitii Caesar

Co ja… co ja zrobiłam T___T.
Nadziejo! Gdzie jesteś, Nadziejo!!!
Nie powinnam była… straciłam ją, ktoś ją porwał!
Ale kto? Kto mógł być tak podły, kto mógł być tak okrutny? Dlaczego ktoś miałby chcieć porywać Nadzieję? Przecież ona nic nie wie, nikomu nic złego nie zrobiła… Po prostu lubi się bawić, lubi się przebierać…
NIE! Nie mogę tego tak zostawić! To moja słodka Nadzieja! Nie będzie nikt jej wykorzystywał do jakichś niecnych celów!
Uratuję ją!
Ma na sobie ciągle ubrania, które zaprojektowałam, i ma też tatuaże… Te węże to był jej pomysł, są cudowne!
Mam czas do godziny zero. Zbiorę magów, którzy podlegają moim rodzicom… Może podlegają też mnie?…
Byle tylko się niczego nie dowiedzieli…


Z wybitnie rozbieganych myśli Wisny

Gdzie ja jestem? Co to jest? Róż? Lateks? Tatuaże? A… co? Elwira? Ona tutaj? Ale skąd ja wiem, że to Elwira? Skąd… kim ja w ogóle jestem? Jak to się stało, że jestem tu, a nie tam… tam… a co ja w ogóle tam robiłam? Czemu stamtąd nie uciekałam? Czemu czuję się, jakbym się obudziła z głębokiego snu? I… hej, co to za człowiek o wyglądzie prawnika? Czego chce? Czego wszyscy ode mnie chcecie? JA CHCĘ STĄD WYJŚĆ! Tylko gdzie? Czy gdziekolwiek będzie bezpiecznie?… Czy gdziekolwiek będzie się można PRZEBRAĆ?!


Z dyskusji BARDZO niezadowolonego Jurka z HQ

- To się powoli robi idiotyczne. Jak tylko Kamila przychodzi po rozum do głowy i przestaje mi przeszkadzać, zaraz potem kolejna osoba przyprawia mnie o zgryzotę. Elwira LaVelle, ze wszystkich istot magicznych lub mniej…
- Nigdy nie byłeś w stanie jej wyraźnie zrozumieć.
- Tak, ale nigdy też nie teleportowała się w nieznane mnie i sobie miejsce! No, chyba nieznane sobie miejsce, z tą dziewczyna nigdy nic nie wiadomo. W środku znajdowała się naprawdę śmiesznie ubrana dziewczyna - przebrana w jakiś pseudo-szkolny mundurek zrobiony z różowego lateksu z czarnymi motywami czaszek, tatuażami na rękach… oczywiście, czarne węże i różowe serca, z lekko ufarbowanymi włosami i idiotyczną kokardką. Wyglądała jak taka typowa ofiara Live Action Tentacle Porn.
- Obawiam się, że w moich zasobach danych nie mam nigdzie ubranej w ten sposób ofiary Live Action Tentacle Porn…
- HQ, to była metafora. Z pewnością wyglądała jak ofiara przeciętnego śliniącego się czterdziestolatka szukającego w necie nagich piętnastek.
- Zgadzam się, wysokie trafienie.
- Wiem, w końcu robię w tym biznesie… tak czy inaczej, Elwira spotykająca się z naszą 'szaloną piętnastką' nie postąpiła najroztropniej.
- Określiłem na bazie czujników znajdujących sie na Elwirze, że za drzwiami pojawili się magowie po wyteleportowaniu stamtąd owej tajemniczej dziewczyny.
- Widzisz, co ja z nią mam? Po prostu same problemy, przynajmniej tyle, że ostatnio Kamila siedzi cicho i nic nie robi…
- Do czasu…
- Do czasu, zaiste. Ale nie rozwiązuje to sprawy z Elwirą. Przekazałeś mi całość danych, całość tego, co odebrałeś z czujników umieszczonych na Elwirze?
- Oczywiście. Podeszła do tajemniczej dziewczyny i zaczęła jej mówić, że już jej nie jest zimno, mimo, że ta wyraźnie zamarzała. Zaczęła się do niej też przytulać, a potem ostrzegła że 'on' nadchodzi. Wtedy pojawił się ten mężczyzna w okolicach trzydziestki w jasnym garniturze i z ciemnym neseserem w ręku
- Taaa… tacy jak on zawsze są perwersyjnymi prawnikami w naszym zawodzie.
- LaVelle się wyraźnie go bała
- Nie dziwię się. Podchodził bez słowa do tej… chwila, moment, puść mi skan na znanych nam magów na tą dziewczynę.
- Analiza w toku…
- Elwira zaczęła go przekonywać, by nie robił dziewczynie krzywdy. W końcu ten pozwolił jej wyjść z pomieszczenia, wyśmiewając za arogancję. Przyznaję, stwierdzenie 'nie wiem, czy mogę Ci ufać' rozbroiło mnie kompletnie. Miał ją w swoich rękach i kazał jej wyjść, tu ją LaVelle ostrzega przed zagrożeniem a ona zaczyna z ufaniem…
- Osoba zlokalizowana. Wisna Mirna, czarodziejka AZ.
- To jest Wisna Mirna? Nie sądziłem, że ona jest z tego typu osób…
- Pewne okoliczności mogą świadczyć…
- Że co? Absolutna podległość demonicznemu żółwiowi akademikowemu? Jemu wszyscy schlebiali, nie było tam nic z masochizmu czy pragnienia bycia pomiatanym, zwykły pragmatyzm.
- Potwierdzam
- Gdzie ona teraz jest?
- Brak danych. Po dotknięciu klamki przez Wisnę Mirną dziewczyna została przeniesiona gdzieś dalekim teleportem. Niedługo potem LaVelle też się wycofała, po dyskusji z tajemniczym 'Władca Kurhanu by tego nie chciał'.
- Innymi słowy… ta osoba jest powiązana z… nim. I z Kamilą…
- Wszystko na to wskazuje.
- Cudownie. Jak tylko myślałem, że Kamila trzyma się z dala od kłopotów, kłopoty idą szukać Kamili…
- Dziewczyna ma pecha…
- Nie. Unikalny dar. Rodzina służy do tego, by uprzykrzać życie…


Krótka rozmowa rodziców Laetitii

- Kochanie, mała Leti znowu coś kombinuje.
- Wiem. Tym razem sprawa jest dość poważna. Kojarzysz to nieszczęsne dziecko, które towarzyszy Laetitii. Wiesz, tą, która po Zaćmieniu straciła magię, i którą adoptowaliśmy po tym, jak terminus wymazał jej pamięć? I chyba wymazał trochę za dużo…
- Tak, oczywiście, Nadzieja.
- Nadzieja zniknęła.
- Kto? Jak?
- Nie wiem… Ale magowie, którzy nam podlegają, już zostali wysłani na poszukiwania. Laetitia już poprosiła ich o pomoc. Nadal nie chce nas kłopotać swoimi problemami.
- Kochana Leti. Jesteś pewien, że nie powinniśmy się wtrącać?
- Jestem absolutnie pewien. Laetitia musi popełnić mnóstwo błędów sama. Znasz ją. Gdyby naprawdę potrzebowała pomocy, to by do nas przyszła.
- Masz rację. Po prostu trudno patrzeć, jak jest taka smutna.
- Wiesz, jest bardzo zżyta z Nadzieją. Gdyby coś jej się stało, Laetitii byłoby naprawdę bardzo przykro


Z raportu grupy magów poszukujących Nadziei do Laetitii

…Wykryliśmy ślad wskazujący na obecność zaklęć panienki, jednak nie udało nam się namierzyć poszukiwanej dziewczyny. Obecny na miejscu czarodziej wyparł się, że kiedykolwiek ją widział i na pytanie gdzie może się znajdować zaczął wymieniać nam w alfabetycznej kolejności wszystkie miejscowości w Polsce…


Z komunikacji mentalnej pomiędzy Malignusem a Reveriusem

- Pozwoliłem jej odejść.
- Okoliczności…
- Pojawiła się Córka Kurhanu, numer dwa. Elwira LaVelle. Doszło do zabawnego niezrozumienia, gdyż nasza wszystko widząca LaVelle przetłumaczyła moje intencje na 'zabijanie' i starała się mnie usilnie przekonać, że 'smok śpi'. Jeśli śpi, niech sobie śpi…
- Dlaczego…
- Ponieważ się zawahałem, Rev. LaVelle przypomniała mi, że Ojciec byłby niezadowolony gdybym po prostu jej to zrobił nie dając jej wcześniej szansy… coś, o czym warto pamiętać.
- A jak się obudzi…
- Będę wszystko wiedział. Dziewczyna została wysłana do Słodkiej Przyjaciółki Ami, a ta się nie zawaha wołając mnie jeśli będzie groziło im straszne niebezpieczeństwo.
- Kamila… Maliniak… mieliśmy nie mieszać w dyrektywach…
- Już za późno. Po tym, co zrobiła Amaranth, dyrektywa trzecia jest martwa.
- Ty dowodzisz, Mal…
- Wiem. I uwierz, nie cieszy mnie to specjalnie. On powinien tu być. Nadal jednak uważam, że LaVelle miała rację - nie powinienem był działać pochopnie.
- Córka Kurhanu potrafi przedstawiać myśli i przestawiać myśli… Jej słowa są bolesne, gdyż ona nie mówi tego co mówi, ale to co myślisz… Dlatego właśnie nawet Ojciec nie potrafił zniszczyć Drugiej Córki… przedstawiając przestawiła… teraz przestawiła Twoje słowa…
- Nadal nie uważam, by to było problemem w kontekście sytuacji.
- Bo smok śpi… ale smoki kiedyś się budzą…
- Wiemy 'gdzie' smok się znajduje, jeśli koniecznie chcesz trzymać się tej analogii.
- Ale nie wiesz, czy jak smok się obudzi nie będzie już otoczony armią koboldów…
- Koboldy nigdy nie były problemem, Rev.
- Ale ich rodziny też płaczą…


Z pamiętnika Whisperwind

To był udany dzień.
Udało mi się wykopać kilka nowych tuneli dla jeży, by nie ginęły na drogach. W połączeniu z odpowiednimi substancjami po obu stronach, jeże powinny częściej wybierać moje tunele niż niegościnne dla nich drogi.
Właśnie, przy okazji widziałam coś niesamowitego. Obserwowałam sobie takiego jeża, gdy nagle poczułam echo teleportacji. Naturalnie, pierwsze skojarzenie - przeciwnik. Szczęśliwie to była tylko dziewczyna. Ubrana była… cóż, powiedzmy, że gdy Ash idzie na podryw to ubiera się w lepszym guście. Więcej, nawet w klubie gotyckim Hamstera wszyscy mają bardziej stylowe i mniej kiczowate ubrania. Oczywiście, nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam jej dyskretnie zdjęcie. Nieznajoma schowała się za krzakiem, po czym rzuciła kolejne zaklęcie. Stworzyła sobie jakieś workopodobne ubrania. O dziwno, mimo, że je stworzyła, nie spodobały się jej chyba, bo zaraz odrzuciła je ze wstrętem i rzuciła kolejne zaklęcie.
Cóż…
Zacznijmy od tego, że jej ubranie, i tak strasznie niedostosowane do temperatury, stało się jeszcze bardziej skąpe. Powiedzmy, że zaczęła wyglądać jak bardzo tania emo-gothic-pink-cyber-lolita przydrożna. Co gorsza, zaklęcie uderzyło też we mnie, co natychmiast zbiłam polem osobistym. Dobra, kulę ognia przeżyję. Tego nie. To naturalnie wymagało kolejnej dyskretnej fotki. Uznałam, że opublikuję na magicbook.com. Zanim zdążyłam wysłać fotkę, podeszła do mnie i powiedziała, że nie do końca wie, co się z nią dzieje, czy coś w tym stylu. Sprawdziłam starą sztuczkę. Powiedziałam, że jej dotknę i sprawdzę, co jest nie tak, po czym totalnie zafundowałam jej synestezję zmysłów.
Tak! Pomagając jeżom w potrzebie, trafiłam na tajemniczą i skrytą emo-gothic-pink-cyber-lolitę, która właśnie po raz pierwszy zetknęła się z dzikim światem magów. Bądźmy szczerzy, nie mogłam zostawić jej samej. Wysłałabym do Gliwic? Zaraz by sobie ktoś ją zniewolił, zwłaszcza w tym stroju. Cóż, ściągnęłam Hamstera, kazałam mu przynieść trochę moich zapasowych ciuchów (znoszone, ale przynajmniej wygodne i ciepłe), po czym poprosiłam, by odstawił ją do kwatery Powiewu Świeżości. No bo gdzie? Na AD by ją zjedli, w Srebrnej Świecy zniewolili, KADEM… po prostu nie. Łowcy Diamentów… Nie, jeszcze by ich słuchała. Został tylko Powiew.
Tylko Hamster próbował się jak zwykle popisywać i wywinął orła w błoto. Pikanterii dodaje fakt, że starał się wskoczyć na niewidzialnego orła.
Cały on…


Z Wyelkyej Xyęgi Juliana

Po trzykroć cudowny okazał się być ten piękny dzień. Po pierwsze, udało mi się relegować szlachetny obowiązek pilnowania, kto wchodzi do siedziby Powiewu na bardziej godnego tego zaszczytu członka. Baal-baalon założył świeże prześcieradło na głowę i zrobiliśmy mu dziury na oczy. W ten sposób mogłem zająć się mniej ważnymi sprawami, które niestety wymagały mojej natychmiastowej uwagi.
Po drugie, dziewczyna z Akademii Zaklęć, śliczna Wisna, przestąpiła próg Powiewu i prawie pozwoliła się oprowadzić po gildii, gdyby nie to, że o moment za wcześnie pojawiła się Kamila. Ach, jaka szkoda… Próbowałem pokazać Wisnie, która była mną wyraźnie oczarowana, standardową sztuczkę z cylindrem, niestety, przez machinacje Kamili, zazdrosnej strasznie o mnie, z cylindra wyciągnąłem kota. Ech… cóż można poradzić, jak się ma takie powodzenie, jak ja?
Kamila i Wisna oddaliły się na stronę, by porozmawiać na osobności…


Z pamiętnika Kamili

Dziś spotkało mnie spore zaskoczenie. Siedzę sobie spokojnie u Teresy, pomagam jej z układami do jej projektu, a tu nagle odzywa się telefon. Na szczęście praktycznie skończyłyśmy, Teresa i tak była strasznie niezadowolona, że w ogóle pomyślałam o odebraniu… Dzwonił Julian, co mnie zdziwiło, bo był ile? Piętro wyżej?
Okazało się, że do Powiewu przyszedł ktoś nowy, kto chce porozmawiać z szefem. Julian nie chciał chyba przeszkadzać Julii, zadzwonił więc po mnie. Czemu oni wszyscy mnie traktują jak zastępczego szefa?! Nie jestem żadnym zastępcą szefa gildii! Nie chcę być! Zresztą, to właśnie powiedziałam Julii na samym początku. Nieważne. Skoro Julian mnie potrzebował, to poszłam do niego.

Na miejscu okazało się, że razem z Julianem czeka… Wisna! Skąd ona się tu wzięła po roku bez znaku życia?
Odciągnęłam ją na bok i zaczęłam wypytywać, co się z nią przez ten czas działo.
Cóż… cały czas się czerwieniła, i nie bardzo chciała mówić…


Ze wspomnień Laetitii na temat swojej zaginionej przyjaciółki

<chlip>Pamiętam, jak Nadzieja ślicznie wyglądała, jak wtedy wygrałyśmy ten konkurs na najsłodsze zwierzątko domowe. Była tak ładnie ubrana…<chlip> Rozplotłam jej warkocz… Troszeczkę przefarbowałam… To był… tak zwany 'Wiejski Motyw', więc ubrana była w słomę, liście, odrobinę czaszek… Podmalowałyśmy jej oczy na czarno, żeby była straszniejsza… Do tego taką pelerynę <chlip> jak Dracula!… I takie sierpy przymocowane do lateksowych, różowych rękawic… Wszystkim sędziom się podobało! <szloch> Jak ślicznie wyglądała, gdy szła na podium, jak się cieszyła! Dlaczego ktoś chciałby ją skrzywdzić?! Dlaczego ktoś chciałby jej to zabrać?! Z pewnością przetrzymują ją gdzieś w piwnicy i każą jej robić straszne rzeczy! Na przykład… układy nierówności bez kalkulatora! Lub jeszcze gorzej… Przebierają ją w coś… A ona zawsze była taka wstydliwa… Tylko mnie się nie bała.
Nie jest może najrozumniejsza, ale ma wielkie serce. Ona by mnie samej nie zostawiła, ja jej też nie zostawię!


Z pamiętnika Kamili

…A potem rzuciła bombę…
Nie pamięta, co się z nią działo, ocknęła się dziś, a przy niej była ostatnia osoba, którą spodziewałbym się zobaczyć w jakimkolwiek rozsądnym czasie. Elwira! To musiała być ona, tylko ona potrafi mówić rzeczy, które sprawiają, że umysł odmawia współpracy, tak po prostu. Zresztą… Wisna ją zna, a Elwirę naprawdę trudno z kimś innym pomylić… A potem w miejscu, gdzie Wisna była, pojawił się osobnik, w którym z opisu rozpoznałam Malignusa… Nie sądzę, żeby rzeczywiście chciał zabijać Wisnę… Gdyby tak było, to nie rozmawiałaby ze mną. Zresztą… słowa 'zabić' użyła Elwira… co oznacza, że z ogromnym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że chodziło o coś innego.
Ale od początku. Wisna nie pamięta, co się z nią działo po Zaćmieniu. A przynajmniej tak twierdzi. To znaczy… Wierzę w ten fragment opowieści, w którym traci moc magiczną… Tutaj nie kłamała. Ale bardzo starała się zataić, że ma jakieś wspomnienia z okresu po utracie magii. Rumieniła się ślicznie niczym piwonia, ile razy zahaczyłam temat jej życia bez magii. No cóż… Nie ze mną te numery. Wiem, kiedy moi podopieczni coś ukrywają… a jej co prawda szło lepiej, ale nie dość dobrze. Jednak nie naciskałam za bardzo. Dawno się nie widziałyśmy, nie było sensu psuć sobie od razu relacji. I tak trochę od niej wyciągnęłam. Musiałam - jeśli ktoś ją śledził, wolałabym wiedzieć zawczasu, o co chodzi… Ale ona i tak nic z tego nie pamięta… Cóż, sądzę, że raczej dobrze oceniłam jej reakcje. Nie nalegałam na zwierzenia… Przyjdzie z czasem.
Chyba dobrze zrobiłam nie nalegając, bo w końcu Wisna zdecydowała się zrzucić wierzchnie odzienie, jako ilustrację dla swojej opowieści. Muszę przyznać, że wrażenie robiła… piorunujące.


Z Wyelkyej Xyęgi Juliana

Ach! Trzecią cudowną rzeczą, która spotkała mnie w tym wspaniałym dniu było to, że nareszcie udało mi się sforsować straszliwe zabezpieczenia kociej Kamili. Mój agent dał radę podsłuchać rozmowę dziewczyn… Wisna tak pięknie się czerwieni! Mm… I do tego, udało mi się zobaczyć, jak wygląda w swoim ubraniu… Standardowym? Ach! Tak pięknie ubrała się dla Kamili! Choć nie, z rozmowy wynikało, że ktoś jej to zrobił. Co za łotr, co za potwór! Gdybym go tylko spotkał, to bym spytał… Spytał… Jak mu… Jak mu nie wstyd! Wyglądała wprost… moje myśli przerwane zostały przez ostre ząbki bardzo, bardzo zazdrosnego kota. Tak, oczywiście mówimy o Kamili. Szaleje za mną.


Z myśli zaskoczonej Kamili

Julian! Ty…! Ty… Julianie Ty!
Cóż… lepiej Wisna niż ja…


Z pamiętnika Kamili

Najpierw pojawia się Wisna, której nie widziałam od czasu Zaćmienia, mówiąc coś o utracie magii, odzyskaniu jej i dziurach w pamięci z okresu pomiędzy. Potem niemal mimochodem dodaje, że pierwszą osobą, którą spotkała, była Elwira. Za chwilę na scenę wkracza Malignus tylko po to, żeby całkowitym przypadkiem odesłać dziewczynę do Whisperwind, która niemal od ręki odsyła ją do Powiewu Świeżości wykorzystując do tego Warmastera…
Zdecydowanie za dużo tu zbiegów okoliczności.
Nie ma co, dzisiejszej nocy wartę na zewnątrz siedziby Powiewu trzymają koty.
Może i jestem równie paranoiczna co Jurek, ale za dużo tych zbiegów okoliczności.
Swoją drogą… skoro Elwira jest w pobliżu, to Jurek nie może być daleko… Ciekawe, kiedy zdecyduje się przynać, że żyje…


Z bardzo krótkiej rozmowy Teresy z Wisną

- Znasz się na komputerach?
- No… nie.
- A na elektronice?
- Też nie.
- A na maszynach, mechanizmach?
- Nie. Ja…
- Jesteś bezużyteczna. Nadajesz się. Witaj w Powiewie.


Z rozmowy Julii z Teresą

- Nie powinnaś była tak się zachowywać!
- Czy powiedziałam coś nieprawdziwego?
- Słuchaj, ta dziewczyna jest znajomą Kamili. Wyraźnie w jej życiu zdarzyło się ostatnio coś dziwnego. Jest trochę zagubiona, ale możemy jej pomóc.
- O to właśnie mi chodzi. Jeżeli miała coś nie tak z magią, a wszystko na to wskazuje, to jedyny sposób, w jaki może być przydatna, to jeżeli zna się na elektronice, informatyce lub technologii. Zauważ, że większość naszych projektów wykorzystuje technologię.
- Ani ja, ani Ty nie jesteśmy niezastąpione, i ani ja, ani Ty nie będziemy decydować tu o kształcie projektów! Zauważ, nawet tak zaawansowany technicznie projekt jak nasz detektor został zrobiony tylko dzięki temu, że Kuba wysępił z KADEMu Rosę Divina Aerinus. A więc sercem super złożonego mechanizmu jest roślina.
- Prawda. Tyle, że ostatnio nie robiliśmy niczego w skali detektora. Nasze wielkie plany po zetknięciu z rzeczywistością zaczęły kwiczeć. Czym możemy ostatnio się pochwalić? Owszem, zrobiliśmy detektor. Z pomocą KADEMu i Academii Daemoniki. A i Srebrna Świeca przyłożyła do tego rękę.
- Wiesz, z tego, co pamiętam, idea otwartych zaklęć właśnie na tym polegała. Każdy przychodzi i każdy robi.
- Tak, prawda. Ale jak tylko magowie z innych gildii przestali przychodzić… Jakie mamy ostatnie projekty? Ja pracuję nad radarem. Szczęśliwie pomaga mi w tym Kamila. Sama nie byłabym w stanie tego zrobić. A reszta? Nad czym wy pracujecie?
- Dobrze, przyznaję, że ostatnio trochę nie było czasu.
- Dokładnie. Jako, że ja i Kamila jesteśmy czarodziejkami zajmującymi się techniką, aktualnie powstające projekty są ściśle techniczne. I dlatego właśnie stwierdziłam to, co stwierdziłam.
- Wiesz… Wisna może być osobą, która będzie tak przydatna i tak pracowita jak Kamila.
- Owszem. Ale obawiam się, że - niekoniecznie z jej winy - na razie będzie bardziej podobna do Anieli niż do Kamili.
- Daj jej szansę.
- Przywitałam ją na Powiewie. To chyba oczywiste, że daję jej szansę. Nie zrozum mnie źle. Przecież lubię Anielę.


Z myśli wyrwanej ze snu Kamili

Co… co jest? A jednak miałam rację! Pojawili się jacyś obcy i najwyraźniej czegoś szukają. A może kogoś… Mają coś na kształt detektorów… Triangulacja?
Szybko, obudzić Wisnę, Julię i… nie, na razie Teresę nie.


Z myśli prawie całkowicie nieprzytomnej Julii

Kamila… mówi coś o magach… nadchodzą… przygotować działo, obudzić Teresę… STOP! Nie budzić Teresy. Wpakowała jakiegoś bota z Quake'a w działko na dachu i aż marzy, żeby go przetestować. To nie brzmi dobrze.
Szybko zabrałyśmy detektor, wpadłyśmy do pokoju Wisny (o dziwo, nie spała, choć wyglądała na zmęczoną… koszmary?) i wyszło nam na to, że ubrania Wisny i te jej tatuaże są zaklęciem niestabilnym. Innymi słowy, jak każdy czar niestabilny znikną o godzinie zero. Udało mi się pobrać emanację magiczną. Przy odrobinie szczęścia uda mi się rozpoznać osobę, która rzuciła zaklęcie, jeżeli będzie to konieczne.
Kamila wtedy wpadła na doskonały pomysł…


Z myśli złośliwie uśmiechającej się Kamili

No i szukaj kota w lesie…
No dobrze, kota z naręczem koszmarnie różowych ciuszków, ale co z tego?
Wisna siedzi w barierze stworzonej przez Julię, żeby nie było nawet śladu emanacji tych jej tatuaży. Co prawda chyba trochę się bała dać się tam zamknąć, ale na szczęście dała sobie wytłumaczyć, że tak będzie ją najprościej odizolować. Zresztą, o godzinie zero wszystko i tak powinno zniknąć.
A kot… pobiegnie na KADEM. :3


Z ożywionej rozmowy magów szukających Nadziei

- Cel się przesunął!
- Dobrze.
- To wyglądało podejrzanie. Tu w lesie niczego nie ma.
- Dalej Jarek, przetnij drogę Nadziei!
- Cholera! Minęła mnie!
- Co?
- Po prostu mnie minęła! Była za szybka! Nawet jej nie zauważyłem! Po prostu mój podręczny skaner… Mam ją! Podłapałem ślad!
- Gdzie jest?
- Cholera, kieruje się w stronę miasta!
- Teleportujcie się!
- I mamy zakłócić delikatne odczyty? Cud, że te maszynki działają!
- Dobra, wyciągać nogi, biegniemy!
- Co?!
- No ruchy!
- Dobra, możecie sobie darować.
- Niby czemu? Cel zdecydowanie zwolnił.
- Tak, ale nie wiesz, gdzie zwolnił. Nadzieja jest na terenie KADEMu.
- Gdzie?! KADEMu?! Oż kurrr…
- Nawet skanowanie KADEMu będzie niebezpieczne… Rodzice panienki Laetitii nie życzyliby sobie wojny między gildiami, nawet z powodu tak słodkiego cute peta, jakim jest nadzieja.
- Muszę natychmiast zdać raport panience Laetitii. Nie będzie zadowolona z tego, co usłyszy.


Z pamiętnika Kamili

Pościg nieznanych magów za kotem okazał się być nadzwyczaj owocny w informacje… Dla mnie. Cóż, skąd mogli wiedzieć, że są wciąż podsłuchiwani? Padły dwa imiona: Nadzieja i Laetitia. I stwierdzenie cute pet. Imiona jak imiona, ale cute pet bynajmniej mi się nie spodobał.
Zapytana wprost Wisna spłonęła rumieńcem. Najwyraźniej to jej dotyczyło to określenie… I najpewniej to chciała przede mną ukryć zaraz po swoim pojawieniu się tutaj. Biedna… Musiałam ją przytulić… Nie będę więcej naciskać. Opowie kiedy (i jeśli) będzie chciała.
Poszliśmy spać.


Z rozmowy Wisny z dobrym, aczkolwiek świeżym przyjacielem

- Wiesz, kiepsko jest. Nie sypiam po nocach przez to cholerstwo. Nie dlatego, żebym miała za dużo energii czy coś, tylko… heh… boję się zasypiać, wiesz? Przydałoby mi się porządne spojrzenie terminusa, które wymazałoby wszystko od Zaćmienia aż do momentu, w którym znalazłam się w tym bunkrze. Albo nie, lepiej do momentu, w którym założyłam na siebie ciuchy Kamili. Zresztą… nieważne. Ale to boli, wiesz? Cholerna Laetitia, biedne dziecko, na myśl o niej przechodzą mnie ciarki, mimo tego, że w gruncie rzeczy nie zrobiła mi niczego złego z premedytacją. Ale cieszę się, że jestem tutaj. Wśród osób, z których przynajmniej część jest mi znajoma i którym prawdopodobnie mogę zaufać. Może uda mi się zaznać trochę spokoju, wszystko sobie poukładać, trochę popracować nad polepszeniem swoich mocy magicznych… i dać światu zapomnieć o swoim cyber-emo-gotycko-lolitowo-słitaśnym wcieleniu. Swoją drogą, opowiadając ci to wszystko i tak czuję się baaardzo emo. Arghhh… dobrze, że pająki nie bywają różowe. Przynajmniej w tej powłoce czuję, że zachowałam jeszcze jakieś resztki godności.


Z pamiętnika Kamili

Gdy magowie poszukujący Wisny-Nadziei odeszli, odczekałyśmy chwilę i położyłyśmy się spać, włączając działko Teresy. Oczywiście, pozostawiłam na straży koty, i całe szczęście.
Około piątej rano znów zostałam obudzona. Tym razem wokół siedziby Powiewu pojawiło się stado latających czaszek, które najwyraźniej kogoś szukały. Natychmiast pobiegłam do pokoju Wisny, by ją stamtąd zabrać. Dotarłam tam nieco przed tym, jak jedna z tych czaszek podleciała do okna… Długo nie myśląc, rzuciłam się na łóżko, żeby zasłonić ją samą sobą, było to jedyne, co przyszło mi do głowy.
Czaszce udało się dolecieć do okna prawdopodobnie dlatego, że działko w międzyczasie rozstrzeliwało inne czaszki… Gdy rozesłałam koty, żeby obejrzały budynek, okazało się, że porośnięty jest czymś na kształt bardzo słabego oczo-bluszczu. Cóż, kocie zęby okazały się wystarczająco mocne, by złamać to konkretne zaklęcie.
Kiedy działku udało się rozstrzelać kilka czaszek, reszta wycofała się tam, skąd przyszły. Kazałam Wisnie przenieść się do pomieszczenia, w którym nie ma okien (najlepiej do piwnicy), sama zaś poszłam obudzić Julię, rzucając przedtem zaklęcie więzi umysłów, by móc na bieżąco informować Wisnę o rozwoju sytuacji.
W tym momencie koty strażnicze zobaczyły otwierający się portal teleportacyjny, z którego wyszła kilkunastoletnia dziewczynka wraz z trójką magów, najwyraźniej mających jej strzec.
Czym prędzej wyłączyłam również działko. O ile rozstrzeliwanie czaszek (zwłaszcza takich lekko emo, z serduszkami i wszystkim) raczej nie wzbudzi kontrowersji, o tyle zastrzelenie czy nawet tylko postrzelenie maga mogłoby spowodować całkiem spore problemy…


Z myśli bardzo podekscytowanej Laetitii

Tak! Znalazłam ją! Wiedziałam, że ją znajdę! Ten… ten stary, opuszczony, nic nie warty budynek, tak? Ta… broń na dachu, niszcząca bezbronne czaszki! To musi być kryjówka złoczyńców! I teraz muszę ją uratować! Gdyby nie mieli nic do ukrycia, to bym mogła przejrzeć wszystko, poszukać Nadziei, a tak… schowali ją przede mną!
Musieli ją schować! Musieli… bo jeśli to KADEM…

To już jej nigdy nie zobaczę…


Z raportu bardzo ponurego maga do rodziców Laetitii

…to była gildia, o czym wtedy jeszce nie wiedzieliśmy. Panienka powiedziała nam, że 'złoczyńcy' przetrzymują zwierzątko panienki Laetitii w lochach czy piwnicach, i że musi wykonać szybką i dyskretną operację. Zabrała trzech z nas… niestety, nie mieliśmy jak Państwa zawiadomić nie wzbudzając podejrzeń ze strony panienki Laetitii…


Z myśli bardzo śpiącej Julii

Znowu mnie budzą… Drugi raz tej samej nocy! To jakaś klątwa!
Zaczęli podchodzić jacyś magowie, więc Wisna schowała się do piwnicy. Niedługo potem poczułam emanację Paradoksu. No… to było ciekawe - a tymczasem magowie weszli w pole rażenia działka maszynowego Teresy. Szczęśliwie Kamila wcześniej wyłączyła to działko… Mogłoby dojść do tragedii. Tak więc, jak tylko magowie podeszli pod drzwi Powiewu, czekałam już na nich z Kamilą. Zdążyłam się szczęśliwie przebrać w coś nieco bardziej… godnego niż stara piżama, choć gorzej z makijażem i z podkrążonymi oczami.


Z myśli szczęśliwie zakochanego demonicznego pająka w piwnicy

Rrrrooo! Jaki śśliczny odwłok! <klakklakklakklak> I te cudowne nogogłaszczki! Och, piękna, choćmy zrrrobić rrazem pajęczynkę! Zzzatańczmy wspólnie na nici miłości! <klakklakklakklak> Nie wrrracaj już do tej błędnej ludziej forrrmy, moja piękna!


Z myśli (podobno bardzo seksownego) pająka zwanego Wisną

Ups…


Z raportu bardzo ponurego maga do rodziców Laetitii

bardzo nie spodobało nam się to działko na dachu. Panienka niestety chciała prowadzić całą operację i iść na przedzie, co byłoby więcej niż głupie. Jedyne, co udało nam się osiągnąć to zabezpieczyć panienkę wszystkimi możliwymi tarczami i zaklęciem ratunkowym, dzięki któremu trafienie w panienkę zakończyłoby się trafieniem we mnie - wymienilibyśmy się miejscami. Po przejściu przez teren będący w zasięgu efektywnym działka (które okazało się być nieaktywne) panienka Laetitia wdała się w wielce intrygującą rozmowę z dwoma czarodziejkami należącymi do gildii, której główna siedziba znajdowała się w tym budynku. A zaczęła się od słów…


Z pamiętnika Kamili

"Oddajcie mi Nadzieję!"? Czy to… dziecko w ogóle zdawało sobie sprawę jak… głupio to zabrzmiało? Nawet nie bardzo musiałam udawać zaskoczenie… Zacznijmy od tego, że to dziewczę nie sprawiało wrażenia osoby, która z upodobaniem dręczy swoje 'zwierzątka'. Muszę powiedzieć, że tak naprawdę to jej pierwsze słowa zabrzmiały dość żałośnie, choć zaraz potem starała się nadrabiać miną.
Zapytana, o co w tym wszystkim chodzi, odparła, że z całą pewnością przetrzymujemy jej Nadzieję, i że natychmiast mamy ją oddać. Cóż… wymagało to odrobiny wysiłku, ale w końcu powiedziała, że zginęła jej przyjaciółka i że ona pragnie ją odszukać. Co prawda zaraz zaczęła się wycofywać ze stwierdzenia 'przyjaciółka', najwyraźniej uważając przyjaźń pomiędzy magiem a człowiekiem za coś niemożliwego, ale… ona naprawdę miała na myśli, że owa 'Nadzieja' była dla niej osobą bliską.
Widząc pewną (sic!) nadzieję na to, że z dziewczyną da się porozmawiać, i widząc, że magowie, którzy przybyli wraz z nią wydawali się być mocno spięci, ( najwyraźniej wciąż obawiali się działka Teresy… nie dziwię im się) po krótkiej konsultacji z Julią zaprosiłam całą czwórkę do środka.


Z myśli lekko zdumionej Julii Weiner

Naprawdę, w całej tej rozmowie jednej tylko rzeczy nie rozumiałam… No dobrze, nie rozumiałam nic. Nie miałam pojęcia, o co w tym chodziło. To, co wzbudziło moje największe zainteresowanie, to sposób, w jaki Laetitia Caesar odkryła lokalizację Wisny. Kamila poprowadziła rozmowę w taki sposób, że przynajmniej to jedno się wyjaśniło. Otóż… założyła, że to tu, bo wszystkie inne możliwości odbierały jej szansę odzyskania 'Nadziei'. Muszę przyznać, że gdy to powiedziała, towarzyszący jej magowie mieli dość… intrygujące miny.


Z myśli zadowolonej z siebie Laetitii

Tak! Teraz uda mi się wejść do tego budynku. Zejdę z linii ognia tej przerażającej broni (Rany, jeżeli to aż tak bardzo niszczy zombie, to co zrobiłoby z delikatnym ciałem czarodzieja?) i, jak już będę w środku, dowiem się wszystkiego, dowiem się prawdy!


Z raportu bardzo ponurego maga do rodziców Laetitii

…zdecydowaliśmy się zaakceptować zaproszenie. Panienka Laetitia początkowo nie była skłonna do przyjęcia tego zaproszenia, ale udało nam się ją przekonać, żeby weszła. Przyznaję, że może być dyskusyjne, czy bezpieczniejsi byliśmy na zewnątrz czy w środku, jednak nic nie wskazywało na wrogie zamiary magów rezydujących w tej gildii, a nikt nie chciałby bez powodu robić sobie wroga z potężnego rodu Caesar. W tym momencie było już całkiem jasne, że sytuacja jest zupełnie inna, niż panienka Laetitia ją przedstawia, jednak po prostu wycofanie się nie było już opcją. Po pierwsze, dekonspiracja przed panienką, po drugie, wyglądałoby to, jak gdybyśmy chcieli zrobić rajd na gildię, korzystając z tego, że o piątej rano wszyscy śpią, a jak tylko okazało się, że ktoś jest na nogach, uciekamy. Z oczywistych powodów bezpieczniej politycznie było zaakceptować ich zaproszenie - gdyby coś nam się stało na terenie ich gildii wtedy, to byłaby wina gildii, a nie nasza. Przed tym zaproszeniem wszystko, co się stało, było od początku do końca naszą winą. Mam wrażenie, że reprezentantki tej gildii współczuły nam z uwagi na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy i starały się pomóc nam znaleźć z niej wyjście.


Z pamiętnika Kamili

Powodów, dla których zaprosiłam całą czwórkę do siedziby Powiewu było kilka.
Pierwszym było chyba to, że cała trójka ochroniarzy dziewczynki wyglądała na tak strasznie nieszczęśliwą, że aż zrobiło mi się ich żal. Wyglądali na zmarzniętych i bardzo nieszczęśliwych… A mi też ciepło nie było.
Poza tym, widziałam, że bardzo niepewnie czują się na otwartym terenie. Choć starali się tego po sobie nie pokazać, widziałam, że czują się jak kaczki na strzelnicy… Byli spięci i mieli oczy dookoła głowy. Spokojna dyskusja w obecności kogoś tak nerwowego jest praktycznie niemożliwa.
Gdybym czegoś nie zrobiła, sprawa najpewniej skończyła się na jeden z dwóch sposobów, a jeden gorszy od drugiego. Albo jak niepyszni wróciliby skąd przyszli, albo doszłoby do walki…
Wydaje mi się, że moje zaproszenie trochę ich zaskoczyło. I mam wrażenie, że co najmniej jeden z nich popatrzył z odrobiną wdzięczności w oczach…


Z telepatycznego monologu pajęczycy zwanej Wisną, dobrze ukrytej za uchem Kamili

Spróbuj jej jakoś wyperswadować, że mnie tu nie ma. Że w ogóle nie wiecie, kim jest Nadzieja. Niezbyt cieszyła by mnie perspektywa powrotu do domu Caesarów, a nawet sama konfrontacja z Laetitią i tłumaczenie jej, dlaczego nie… w końcu w swoim własnym przekonaniu to dziecko nie zrobiło nikomu krzywdy. Ale też widać, że tłumaczenie o mojej nieobecności tutaj może nic nie dać. W jej oczach widzę skrajną desperację. I chyba niezbyt wierzy w to, że może mnie tutaj nie być… może trzeba będzie zagrać inaczej?


Z myśli zrozpaczonej Laetitii

To… to jest… to ja już nie wiem, co robić. Ona powiedziała, ta starsza czarodziejka, że Nadziei tu nie ma. Żeby się upewnić, pokazałam plakaty, jak Nadzieja wygląda, opowiedziałam, co robiłyśmy razem… Zaoferowała pomoc, więc potrzebowała jak najwięcej informacji. Powiedziałam jej wszystko. To jest… nie, nie wiem, kto mógłby chcieć ją porwać. Że chyba przeze mnie została porwana. Kto chciałby porywać Nadzieję, jak nie przez wzgląd na mnie. Powiedziałam też, że jakby był jakiś okup, to ja zapłacę, mnie stać. Po prostu, by nie cierpiała, by była znowu ze mną…


Z myśli zdezorientowanej Julii

Bardzo intrygujące. Z materiałów, które zaprezentowała Laetitia Caesar, jednoznacznie wynika, że jej 'Nadzieja' i nasza Wisna to ta sama osoba. Przynajmniej w połączeniu z pozostałymi informacjami. Jednak Nadzieja i Wisna wyglądają na zupełnie inne osoby z punktu widzenia psychologicznego. Innymi słowy, w jakiś sposób odzyskanie mocy magicznej przywróciło pierwotną osobowość Wisny. Tą, którą skasowali terminusi. Nie wiedziałam, że jest to możliwe… To jednak oznacza, że jestem skłonna rozgrzeszyć Laetitię Caesar z wielu rzeczy, które robiła. Nie wyobrażam sobie Wisny występującej przed komisją w tak… intrygującym ubraniu. Ale tej Nadziei to wyraźnie sprawiało przyjemność.
Trudna sytuacja…


Z pamiętnika Kamili*

Intrygujące… Miałam rację. Laetitia naprawdę przejmuje się losem Nadziei. Co prawda uważa ją, jako pozbawionego magii człowieka za coś zbliżonego do psiaka, ale dużo bardziej świadomego (co samo w sobie jest przerażające) Niemniej jednak, chyba nie do końca świadomie, Laetitia uważa Nadzieję za swoją przyjaciółkę i naprawdę przejmuje się jej losem.
Próbowałam ją delikatnie zapytać, co by zrobiła, gdyby się okazało, że Nadzieja nie chce już z nią być, ale jej umysł odmawiał przyjęcia do wiadomości istnienia takiej możliwości.


Z myśli Laetitii, najszczęśliwszej osoby na ziemi

Co… co ona mówi? Jakie 'nie chciałaby ze mną być'? Przecież to Nadzieja. Nadzieja nigdy by nie chciała mnie zostawić. Przecież to jakieś… Dobrze, może i czarodziejka, może i wszystkie czarodziejki są sobie równe, niezależnie od gildii i… innych rzeczy, ale… obawiam się, że ta… Kamila, (swoją drogą, dziwne imię) jest troszeczkę… nie wiem, nieprzystosowana do życia? Przecież Nadzieja nigdy by mnie nie zostawiła.
O rany! To… to… to moja Nadzieja! Ale co oni Ci zrobili? Wsadzili Cię w jakieś niekształtne worki! Jak Ty wyglądasz? Ale nieważne, jesteś! Chodź, pójdziemy do domu!


Z myśli rozkojarzonej ex-Nadziei

Biedne dziecko… ona chyba naprawdę mnie lubi i chyba naprawdę zależało jej nie tylko na wciskaniu mnie w te fatałaszki dla wyrośniętych Barbie… jejku… ale co mam jej powiedzieć, żeby jej nie zranić? Na pewno tam nie wrócę, bo sfiksowałabym po jednym dniu. Laetitia NIE JEST osobą, która tak po prostu zaakceptowałaby zwykłą przyjaźń i pozwoliłaby mi się… nie przebierać… poza tym pokazywanie się w towarzystwie tej rodziny całkowicie skreśliłoby moje szanse na to, że świat kiedykolwiek zapomni o mnie jako maskotce wystaw cute petów. Cute petów… aarrrggh… nigdy więcej. Odejdź, Ty małe rozpieszczone bezguście modowe! Przyjaźń? Czemu nie… taka na odległość, kontakt listowny raz na miesiąc i przyzwoita herbatka raz na pół roku… czemu nie? Ej, Leti… nie chciałam ci zrobić krzywdy… no nie rób takiej miny, bo się rozkleję i wszystko popsuję…


Z myśli zmartwionej Julii

Przykry widok. Jeszcze nigdy nie widziałam przejścia od prawdziwej, szczerej radości do ostatecznej rozpaczy… I to wszystko poniżej jednej minuty. Gdy Wisna starała się jakoś odsunąć rozpaczliwie wtulającą się Laetitię od siebie, i wyjaśnić jej, że ona nie jest Nadzieją, nie będzie nią i nigdy w życiu się nią nie stanie, to było mi naprawdę żal dziewczyny. Jednak przyjęła to jakoś… Przez moment bałam się, że będzie chciała zrobić coś głupiego, na przykład rozkazać swoim ludziom atak, czy wpadnie w histerię, czy będzie wszystkiemu zaprzeczać, lub będzie chciała zniewolić Wisnę. Ale Laetitia zachowała kontrolę nad sobą i stwierdziła, że teraz są równe. Innymi słowy, zaakceptowała tą zmianę statusu, choć wyraźnie ją to boleśnie dotknęło. Zapytała Wisnę błagalnie, czy może teraz będą mogły być przyjaciółkami, i czy Wisna, jako równy Laetitii mag nie zamieszka z nią i nie będzie się z nią uczyć. Wisna jednak, jakkolwiek nie odrzuciła opcji przyjaźni, kategorycznie zaprzeczyła, żeby miała zamiar wrócić do Laetitii Caesar.


Z pamiętnika Kamili

Ech… trudna sytuacja. Starałam się trochę przygotować Laetitię na szok, jakim musiało się okazać spotkanie z Wisną, jednak ona tak kategorycznie odrzucała wszelką możliwość, że Nadzieja może nie zechcieć do niej wrócić. Mam wrażenie, że moje słowa usłyszała, ale nie dopuściła do siebie ich znaczenia…
Kiedy Wisna weszła do pokoju, Laetitia była tak szczęśliwa… Patrzenie, jak jej radość zostaje w ułamku sekundy zmieciona było niemalże fizycznie bolesne…
Wisna wcale nie ułatwiała sprawy Laetitii… Nawet nie próbowała. Potraktowała ją dość szorstko, choć - na całe szczęście - nie zrobiła nic, co mogłoby dziewczynę całkowicie załamać. Ale Laetitia już do końca pobytu u nas była lekko otępiała, a za każdym razem, kiedy patrzyła na Wisnę, w jej oczach malowało się niedowierzanie.
Żal mi tego dziecka. Mam nadzieję, że cała ta sprawa nie odbije się na niej tak boleśnie, jak by mogła…
Hm… może ją odwiedzę…?


Z raportu bardzo ponurego maga do rodziców Laetitii

…panienka Laetitia była zdecydowanie wstrząśnięta. To tłumaczyło, dlaczego czarodziejki z tej gildii wybrały tą konkretną drogę dyskusji. Oczywiście, mag nie może być sługą innego maga. Przy okazji, mam wrażenie, że panienka nie wybrała najlepszej metody przekonywania nowo powstałej czarodziejki, która kiedyś była Nadzieją. Na, dość rozpaczliwe przyznam, stwierdzenie panienki Laetitii 'ale ja Cię już zgłosiłam do konkursu' i pytanie, czy nowo powstała czarodziejka nie chciałaby jeszcze ten jeden raz pomóc panience Laetitii, owa czarodziejka, identyfikująca się jako Wisna Mirna zareagowała czymś pomiędzy wstrętem a przerażeniem.
Chciałbym tu zaznaczyć, że przez cały ten czas panienka Laetitia zachowywała się tak, jak prawdziwa szlachcianka, mimo zdecydowanych problemów i ciosów, które na nią spadały. Gdy się wycofaliśmy, nie uroniła ani jednej łzy. Nie powiedziała ani jedego słowa. Nie skarżyła się i w niczym nie uchybiła swojej godności. Jedyne, co powiedziała, to, cytuję: "Nadzieja umarła." Nie wiem, czy chodziło jej o swoje zwierzątko czy o stan umysłu zwany nadzieją.


Z rozmowy rodziców Laetitii po przeczytaniu raportu

- Samuel to głupiec.
- Jest kompetentny.
- Dobrze, jest kompetentnym głupcem, może być? Nie obchodzi mnie godność Leti. Nie to było najważniejsze. Powinien był nas obudzić i przynieść nam ten raport od razu, a nie złożyć 'kolejny raport po śniadanku'.
- I co byś zrobiła? Nie możemy się zdekonspirować. Ale przyznaję, ten jeden raz Leti po prostu była sprytniejsza od nas.
- Atak na gildię? Trudno nie współczuć tamtym magom.
- Powiem Ci, że zgadzam się z Tobą. Ale rozwiązali to, moim zdaniem, perfekcyjnie.
- Biedna Leti… Co się mogło stać?
- Samoczynne odzyskanie magii. Zwróciłaś uwagę, jak według raportu ubrana była owa Wisna Mirna, i że identyfikowała się jako Wisna Mirna.
- Właśnie! Przecież tak się nazywało to dziecko, zanim dostało imię Nadzieja, przed Zaćmieniem, prawda?
- Tak. Innymi słowy, nie tylko odzyskała magię, ale też osobowość. I wszystko wskazuje na to, że pamięć też.
- Kryształ pamięci? Z tego, co wiem, przywódca Powiewu Świeżości, Julia Weiner potrafi robić kryształy pamięci.
- Tak, ale… Z tego, co wiem, przed samym Zaćmieniem, Julia Weiner nie spotkała się nigdy z Wisną Mirną. Dodatkowo, nie widzę powodu, by ktoś miał tworzyć jej kryształ pamięci z pełną osobowością. Byłoby to niezmiernie kosztowne. Zwłaszcza, jeżeli jest to to samo zaklęcie, które wykorzystuje ród Weiner.
- Biedna Leti…
- Prawda, biedna. Poradziła sobie znakomicie, ale będzie teraz potrzebowała dużo wsparcia z naszej strony. Myślisz, że jak znajdziemy jej nowego człowieka, to on da radę wypełnić pustkę po braku Nadziei?
- Nie. Sądzę, że Leti nikomu już tak nie zaufa. To musiał być dla niej niesamowity szok.


Z myśli nieco zagubionego Juliana po przebudzeniu

Wyraźnie coś się działo w nocy. Położyłem się spać… nie, nie tak. Obudziłem się i nagle przesympatyczny pająk imieniem Czarnoczułek zdradza wszystkie znane mi objawy zakochania się w Wisnie! Co więcej, Wisna szła spać jako przestraszone stworzenie, a rano była uśmiechniętą i pewną siebie dziewczyną… Muszę przyznać, strasznie dodaje jej to uroku.
Tylko Julia cały czas śpi. Może jakiś Paradoks?
Ale że Czarnoczułek ma taki dobry gust? Wisna to jest seksowna… Zwłaszcza w tym swoim słodkim wdzianku i z tatuażykami! :3


Z rozmowy Arachne z Malignusem

- Miałeś rację, skarbie. Wszystko się bardzo dobrze ułożyło. Sprawa zakończyła się szczęśliwie.
- Zakończyła? Myślisz, że to koniec? O, nie, Ari. To dopiero początek… To się dopiero zaczyna.

Dramatis Personae

- mag: Wisna Mirna, vel Nadzieja
- mag: Kamila Maliniak

- mag: Laetitia Caesar
- mag: Jerzy Marduk
- vic: HQ
- mag: Malignus
- mag: Reverius
- mag: Whisperwind
- mag: Julian Krukowicz
- mag: Teresa Rączka
- vic: Czarnoczułek
- mag: Arachne

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License