Latająca śwynia nadrzewna

Z myśli Nocnego Kwiata

Dzięki pomocy Maurycego i jeszcze kilku magów z gildii, do której się przyłączyliśmy, udało mi się w miarę rozsądnie urządzić ten… pokój, który otrzymałam jako miejsce, w którym mogę mieszkać. Wreszcie mam choćby namiastkę domu. Tęsknię za swoim Kręgiem. Najchętniej wyrzuciłabym z tego pokoju to, co nazywają oknami i wpuściła słońce, powietrze i deszcz do środka, ale mam wrażenie, że właściciel tego domu mógłby być z tego niezadowolony. A podstawowa zasada w nowym środowisku to nie zakłócać jego równowagi, wie o tym każda fae, nawet świeżo Obudzona. No nic, poczekam i zobaczę, co będzie. Na razie choć nie odważę się pozbyć tych okien, wciąż trzymam je otwarte. Niech choć odrobina powietrza ma dostęp do pokoju.


Z myśli Nocnego Kwiata

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Maurycy był taki zaskoczony, kiedy zastał mnie w swoim pokoju. Przecież mieszkałam z nim przez ostatnich kilka dni, a od co najmniej miesiąca mieszkałam z nim w jego poprzednim miejscu i nie miał w związku z tym żadnego problemu. Dobrze chociaż, że się nie gniewał. Niby nie miał powodu, ale z …ludźmi nigdy nic nie wiadomo.
Maurycy przyniósł gazetę. Zdążyłam już zauważyć, że ludzie bardzo polegają na tym, co zostało napisane… To dość wygodny (przynajmniej dla nich) sposób komunikacji. W wypadku fae metoda ta by się po prostu nie sprawdziła.
Niemniej jednak, całe szczęście, że nauczyłam się czytać i pisać…


Z myśli Nocnego Kwiata

Muszę pomóc zielonemu bratu. Oni chcą go zabić! Jakiś przeklęty Rzeczywisty chce zabić zielonego brata! I to najwyraźniej dla własnego widzimisię! Oburzające!
…Na korzyść …ludzi działa jednak to, że ktoś postanowił bronić drzewa. Co prawda metodę wybrał co najmniej dziwną, ale jak długo działa na jego pobratymców… Muszę się tam szybko dostać.


Z myśli Nocnego Kwiata

Płoty… phi. Jakby coś takiego mogło mnie powstrzymać.
Ten idiota dał ogłoszenie w gazecie… Wyznaczył nagrodę dla osoby, która ściągnie z drzewa maga, który postanowił go bronić. Po tym, co było napisane o osobniku, który chciał bronić zielonego brata spodziewałam się, że jednak mogę liczyć na odrobinę rozsądku i współczucia, jednak Rzeczywiści to banda głupców. Pod drzwi tego sadysty chcącego zamordować zielonego brata stawiło się całe stado. Całkiem jak stado goblinów… Powiedz, że będzie gdzieś bezwartościowa błyskotka, i ściągniesz ich dowolną ilość… I nikt z nich nie zastanowił się nad losem drzewa…
W sumie… to są tak głupi, że chyba aż nie potrafię być na nich wściekła. Oni… żyją w ceglanych budynkach. Już nawet nie kamiennych. Z wypalanej gliny, w której nie pozostało nic żywego… Tęsknią za przyrodą, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, a jednocześnie tak strasznie się jej boją… Zostaw człowieka w lesie i z tego, co dotąd widziałam, to będzie po prostu śmiertelnie przerażony…
Co w niczym nie zmienia faktu, że całkowicie bezmyślnie mordują zielonych braci…
Tak jak ten idiota… Jak ktoś z nazwiskiem pochodzącym od wspaniałego, mądrego ptaka może być takim idiotą i kimś tak zadufanym w sobie?
'Nie podoba mi się to drzewo bo burzy moją wizję zagospodarowania terenu'… Jak Maurycy wyciągnął od pilnującej tego miejsca kobiety tłumaczy się to jako 'Rzuca cień na altankę'.
Chyba mu ją zniszczę… Wyjątkowe paskudztwo i to w dodatku udające coś naturalnego. Jak to jest naturalne to ja jestem sparszywiałym trollem!


Z myśli Nocnego Kwiata

Po drodze do chorego drzewa natknęłam się na parkę ludzi, dość młodych, na ile potrafię to ocenić. Popodsłuchiwałam ich chwilkę. Dziewczyna wydawała się bardzo zaniepokojona stanem liściastego brata, chłopak zaś prezentował postawę godną Rzeczywistego i sprawiał wrażenie kogoś, kto uważa to, co mówi towarzyszka za totalne bzdury. Nie zmarnowałam przy nich zbyt dużo czasu i poleciałam dalej. Pod samym drzewem stali jacyś Rzeczywiści i próbowali przekonać - prośbą i groźbą - osobnika na gałęzi do zejścia. Oczywiście, nie mieli szans mnie zobaczyć. Ani oni, ani ten człowiek na drzewie.
Czy ci Rzeczywiści są ślepi czy tylko głupi? Już na pierwszy rzut oka widać było, że stan chorego był dość poważny… Wyglądało na to, że coś zatruwa nie tylko jego, ale i innych dookoła… Przywitałam się z chorym i obiecałam, że pomogę. Chwilę podsłuchiwałam też Rzeczywistych i człowieka na gałęzi. Wydawał się… dziwny, nawet jak na standardy ludzi. I nie miał zielonego pojęcia, dlaczego broni tego drzewa.
Dowiedziawszy się tyle, ile mogłam bez ujawniania się Rzeczywistym, postanowiłam wrócić do wcześniej spotkanej dwójki.


Z myśli Nocnego Kwiata

Dwójka w krzakach właśnie zbierała się do odejścia. To znaczy… on starał się przekonać ją, żeby odejść i prawie się mu udało. Ale ja musiałam się dowiedzieć, co ona wie… Każdy strzępek informacji, nawet jeśli pochodzi od Rzeczywistego, może być cenny podczas ratowania liściastego brata.
Wyszłam więc z ukrycia. Na mój widok zareagowali niespodziewanie spokojnie. I jeszcze trochę, a przyzwyczaję się do nazywania mnie wróżką. Tylko to, że widziałam, że pytają szczerze i z prawdziwej ignorancji, sprawiło, że się nie obraziłam… Zdrowie drzewa jest ważniejsze niż moja miłość własna…


Z zaszokowanych myśli Nocnego Kwiata

To jest… straszne! Co mogło tak okrutnie skrzywdzić to drzewo? Dlaczego nikt tego nie zauważył?! Jak można było do czegoś takiego dopuścić?!
To… to nie jest brat… To jest mały, przerażony braciszek… On nic nie rozumie. Jest nie do końca świadomy, ale się boi… Muszę mu pomóc. Co go tak zatruwa?

Tamta dziewczyna, przedstawiła się jako Aniela… Mówi, że tu jest coś nie w porządku. Jedyna sensowna osoba. Ale nikt, zupełnie nikt nie chce jej wierzyć! No, może poza tym magiem, Setonem. Ale on jest jakiś dziwny… Nawet nie wie, o co tutaj chodzi. Tu jest coś strasznie niebezpiecznego. Muszę coś z tym zrobić. Muszę!

Ale… chyba wiem, gdzie to jest. Udało mi się zbadać drzewo aż do korzeni…
Murycy! On da radę się dokopać do tego miejsca. Oby jak najszybciej!

Aniela po każdym użyciu Mocy w pobliżu blednie i wygląda, jakby miała zwymiotować…

Maurycy z Maksem dokopali się do szkieletu. Nie ludzkiego. Ale co w tym miejscu robiło Dziecię Smoków? I to najwyraźniej ubrane u ludzkie ubrania? Pośród kości leżał wrośnięty w korzeń drzewa przedmiot… Amulet. Ludzki amulet jeszcze sprzed Drgnienia…


Z pełnych przerażenia myśli Nocnego Kwiata po opuszczeniu planu bitewnego

Co to jest?! Wciągnęło nas na Arenę. Czekało tam na nas Dziecię Smoków. Wojownik. Najwyraźniej ten, którego kości wykopali Maurycy z Maksem. I byliśmy jego celem. Jestem winna Robertowi Setonowi przysługę… Wyrwał nas z Areny, zanim zdążyło dojść do walki.

Dramatis Personae

- nag: Maurycy Fulmar
- vic: Nocny Kwiat

Unless otherwise stated, the content of this page is licensed under Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License