Kamila: preludium

PC: Kamila
NPC: Brak


Z pamiętnika Kamili

Mój pierwszy wpis w pamiętniku… Może to i nietypowy sposób prowadzenia zapisków, ale co mi tam. Wzięłam przykład z mojego braciszka i postanowiłam porządnie zabezpieczyć swoje zapiski. Bez mojej zgody i pozwolenia nikt nie ma prawa się do nich dobrać…
Cóż… nieoznaczony w żaden szczególny sposób napęd usb, sformatowany programem szyfrującym, a na nim trzy partycje: jawna, nie-szyfrowana, jawna - szyfrowana i ukryta - szyfrowana. A pamiętnik na tej trzeciej. Oczywiście, że będę robić kopie zapasowe… Podobnie zaszyfrowane, na płytkach ze zdjęciami Puszka… W końcu niektóre zdjęcia mogą się źle nagrać, prawda?…
Nie życzę sobie, by ktokolwiek to dostał w swoje ręce bez mojego pozwolenia…
A hasło… powierzyłam Puszkowi. Konia z rzędem temu, kto wyciągnie od kota, jakie jest moje hasło… A królestwo temu, kto to zrozumie.


Z pamiętnika Kamili

Postanowiłam nie umieszczać dat na swoich zapiskach… Tak jakoś…
Od starcia pod ziemią minęło już pięć miesięcy… Każdy szczegół tamtej walki wrył mi się w pamięć…
On chciał nas wszystkich pozabijać i strasznie skrzywdził moich przyjaciół.
Dobrze chociaż, że nie dostał w swoje ręce Anety… Żądał tego tak natarczywie, że postanowiłam, że właśnie tego mu nie dam. Wszystko inne mógł sobie wziąć, ale to jedno musieliśmy dać mu my. I nie daliśmy.
Czy go nienawidzę?… Chciałabym. Wtedy to wszystko byłoby o wiele łatwiejsze…
Przez ostatnie miesiące bałam się wyjść pomiędzy ludzi.
Pierwsze dni po tamtych wydarzeniach są dla mnie plamą. Nie pamiętam, co dokładnie się działo. Pamiętam oderwane obrazy - jakaś twarz gratulująca mi zabicia 'bestii', inna oskarżająca mnie o spowodowanie Zaćmienia, jeszcze inna przyglądająca się z pewnej odległości z lekką obawą… Uciekliśmy z Tomkiem od nich wszystkich. Chciałam tylko, żeby mi dali spokój. Musiałam sobie to wszystko poukładać, a ciągły natłok ludzi wcale mi w tym nie pomagał…
A potem… potem znalazłam sobie spokojną pracę. Przedszkole też może być dużym wyzwaniem. Dzieci wciąż mnie uczą czegoś nowego.
Nie tęsknię do magów ani do magii. Nawet nie próbuję z niej korzystać.
Tomek pracuje w biurze projektowym, a ja w lokalnym przedszkolu i wreszcie mam święty spokój.


Z pamiętnika Kamili

…czułam to od jakiegoś czasu, choć sobie tego nie uświadamiałam. Dziś rzuciłam zaklęcie. Młody Skradacz wlazł do starego bunkra i kawałek muru zawalił się, odcinając mu drogę… Mogłam tam się dostać tylko w kociej formie, ale jako kot nie miałam siły, żeby go uwolnić… No i stało się. Stare nawyki okazały się silniejsze - uderzyłam magią. Zrobiłam to instynktownie, nawet nie wiedząc, że wciąż jestem magiem… Musiałam powiedzieć o tym Tomkowi. Ucieszył się. Wiem, że on próbował trenować już od jakiegoś czasu, ale… ja sama nie czułam takiej potrzeby. Ech… będę się musiała znów nauczyć być magiem.


Z pamiętnika Kamili

Ewaryst Ekiert to zarozumiały bufon i padalec! Jak on śmiał się tak wtryniać w nasze życie?! Jak on śmiał przyjść i zacząć wizytę od słów: 'Wy potrzebujecie nauczyciela, a ja postanowiłem was uczyć'?
Nawet nie zapytał! A żeby go tak Morderca od Myśliwskich przez całą wieś w te i nazad w slipkach pogonił! I pies z tym, że ma rację! A żeby go tak dzikie i wściekłe chomiki pogryzły! Zadufany w sobie bufon! Co gorsza, ma podstawy, żeby takim być! Nie wiem, jaką ma moc, ale Puszkowi aż się futerko naelektryzowało…


Z pamiętnika Kamili

Ech… Może i moc Ekierta nie zna ograniczeń, ale jego umiejętności nauczania jak najbardziej… Ten człowiek nie potrafi zrozumieć, że ktoś może nie rozumieć tego, co dla niego jest tak oczywiste. Co to niby znaczy 'skoncentruj się na …czymśtam…'?
Mam go gdzieś. Nie będę mu niczego udowadniać. Tomek jest najwyraźniej zadowolony, że uczę się znów magii, więc wciąż będę to robić, i postaram się do tego przyłożyć. A Ekiert… cóż, potraktuję go trochę jak Karolka. Wysłuchać, przyjąć do wiadomości to, co powiedział, trochę potakiwać, zrobić swoje.
No i zamierzam Ekierta wykorzystać, skoro sam się prosił. W końcu co jak co, ale w origami jest dobry.


Z pamiętnika Kamili

…Chyba już nie jestem zła na Ekierta. Nauczyłam się rzucać zaklęcia poprzez figurkę origami! :3 Może to mały pikuś, ale i tak wolę tą metodę. Oczywiście, poprosiłam go o to, żeby nadzorował moje próby z ruchem i kontaktem jako ekspresjami… Bez nich w kociej postaci jestem niemal bezradna…
Zastanawiam się czasami, co on ma z tego, że uczy mnie i Tomka…
Z drugiej strony to Ekiert… Nie musi mieć żadnych logicznych powodów.


Z pamiętnika Kamili

Ewaryst Ekiert oznajmił dziś, że to już nasza ostatnia lekcja - nic więcej nas już nie nauczy…
W sumie to chyba go trochę polubiłam. Potrafi być koszmarnie irytujący, ale… pomógł mi i Tomkowi i nikomu nie powiedział, że nas znalazł, ani gdzie jesteśmy…
No i co jak co, ale na origami to on się zna…
Cóż… jakoś nie ciągnie mnie do 'wielkiego świata'. Skoro Ewaryst Ekiert zostawił nas swojemu losowi, to chyba możemy żyć tak jak przedtem, prawda?

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License