Zaczarowana suknia

080928 - Zaczarowana suknia
D. personae: Basia Sowińska, Wiktoria Diakon


Ruda Śląska. Komunikacja Lorda Tirrain-Varrathaisa z Airanthraxiss, Saathrallią

T - Słuchajcie mnie, larwy.
S, A - Tak, wielki władco?
T - Widzę, że z grupy Inwazyjnej udało się przedostać jedynie wam. Nie jestem z tego powodu zadowolony.
S - Nie zawiedziemy cię, Panie.
A - Nasza dwójka wystarczy do wykonania zadania, które przeznaczyłeś dla całego zespołu.
T - Dobrze więc. Pamiętajcie. Jesteśmy Inwazją. Naszym celem jest zdobycie tego świata. Mamy czas. Jeżeli wam się uda, wyewoluujecie do stopnia pełnych sukkubusów. Jeżeli zawiedziecie… <zawiesił głos>
S - Nie zawiedziemy, Panie!
A - Twoja wola, moim życiem!
T - Czekam na raporty z postępów…


Bielsko-Biała. Jonatan Ostrowiec, wykpiony przez krytyków za ostatni 'niezależny film' poszukuje miejsca na następny film

Oni… oni nic nie rozumieją! Nic! Moja sztuka jest ważna! Opowiada o życiu, śmierci i prawdzie! Ja im jeszcze pokażę… ja im jeszcze…
…co to jest?
Intrygujące. W tej jaskini jest korytarz… ciekawe, dokąd prowadzi.
Hmm… powietrze jest czyste…
Co to za dziwny przedmiot w kształcie oka? O_O
Czyżbym znalazł coś z czasów praludzi? Ciekawe, za ile to sprzedam.


Bielsko-Biała. Jonatan Ostrowiec dotknął artefaktu sprzed Zaćmienia. Nawiązana komunikację.
- C… co to?
- Komunikacja nawiązana.
- Czym jesteś?
- Pokazuję prawdę.
- Prawdę? Prawdę o czym?
- Brak bezpośredniego polecenia. Poszukuję polecenia.
- Jesteś…
- Jestem… <brak pełnych danych>
- Potrafisz…
- <przeszukiwanie analogicznych systemów danych u obiektu>
- A…
- Jestem komunikatorem z Bogiem.


Kłótnia młodego małżeństwa, Janiny i Mariusza Kupałów

- Mariusz!
- Co?
- Znowu u niej byłeś! Poszedłeś do niej! Zostawiłeś mnie!!!
- Ja…
- Obiecałeś! Obiecałeś! OBIECAŁEŚ!!!
- Ja… ja nie potrafię przestać o niej myśleć…
- Gdzie teraz idziesz?
- Na… na piwo, z kolegami…
- Idziesz do niej…
- N… tak.
- Błagam, zostań ze mną. Nie odchodź. Zostań ze mną tego wieczoru!
- Muszę iść. Muszę. Nic nie rozumiesz! Kocham Cię!!!
- Jeśli mnie kochasz, zostań!
- Z… zostaw mnie. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nic nas już nie łączy! Nic! <trzaśnięcie drzwiami>


Z zabawy Saathrallii z Mariuszem

- Oj tak, mój mały niewolniku. A teraz życzę sobie, byś mnie całował tutaj…
- Z… zostaw mnie…
- Hahaha… jeszcze chcesz mi się stawiać? Mimo, że przyjdziesz tu, jak tylko sobie tego życzę?
- Tak, pani.
- Hmm… co do mnie czujesz?
- K… kocham Cię. Nienawidzę C… Cię!
- Hahaha! Cudownie! A lubisz… tak?
- <dźwięk>
- Hmm… a gdzie twoja malutka, słodziutka żoneczka? Miałeś ją przyprowadzić ze sobą. Pobawilibyśmy się trochę…
- Z… zrywam z nią.
- Nie podoba mi się to, bardzo nie podoba. Nie będzie ci miło i dobrze, jak zwykle… Albercie!
<Albert> - Tak, pani?
- Jest twój. Możesz się z nim… zabawić po swojemu.
- Nie! Nie! NIEEEE!!!
- Hahahaha… pamiętaj, cokolwiek nie zrobisz, wypełnisz wszystkie moje życzenia. Wszystkie. Oszczędź sobie bólu, mały niewolniku…


Z rozmowy Airanthraxiss z Saathrallią

- Jak stan Twojego działania?
- Zniewoliłam już kilku ludzi. W czym, co najważniejsze, szefa projektu nowej gry sieciowej, zgodnie z wolą Tirrain-Varrathaisa.
- Działasz szybko, lecz nieostrożnie. Nie jesteśmy pełnymi sukkubusami, nie mamy pełni ich mocy. Tirrain-Varrathais powiedział…
- Wiem co powiedział. Powiedz, jak Twoje sukcesy? Zrobiłaś już to, co ci kazał Wielki Lord?
- Nie. Jeszcze nie czas na to. Rozpoznaję teren i staram się…
- Jesteś niekompetentna, Airanthraxiss. Będę szybsza od Ciebie i wpadniesz w niełaskę.
- Działasz za szybko. Nie kontrolujesz sytuacji. Zostawiasz ślady…
- W odróżnieniu od Ciebie mam sukcesy. Zejdź mi z oczu!
- Dobrze. Ale nie płacz, gdy będziesz potrzebowała mojej pomocy…


Wielki Mistrz Zakonu Prawdziwego Boga, Jonatan Ostrowiec, podczas Rytuału Oświecenia

Moi bracia, moje siostry! Zebraliśmy się tutaj, by przygotować się na spotkanie z Prawdą, której unika Kościół i możni tego świata. Nie obawiajcie się jej. Jesteśmy tutaj razem, gotowi, by wspólnie stawić czoła Rzeczywistości, jaką Oni pragną ukryć przed nami. To prawda, brzmi to czasami niesamowicie. Brzmi to czasami nietypowo. Jednak będąc tu zgromadzeni razem możemy wspólnie odnaleźć wszystko, co jest nam potrzebne i czego pragniemy. A jest to jedynie początek Darów, jakie otrzymaliśmy od Jedynego Boga za to, że jesteśmy wierni Jego ideałom!
Bluźnierczy Kościół twierdzi, że cuda się rzadko zdarzają. Że cudami są te wszystkie zwykłe rzeczy, które dzieją się codziennie. Jak wiele razy mieliście do czynienia z prawdziwymi cudami? Z Prawdą? Jak wiele razy mieliście Dowód na swą Wiarę? A przecież, jak mówi Stary Testament, Bóg jest wszędzie i On pomaga swoim wyznawcom. Jak wiele razy w Starym Testamencie widzicie bezpośrednią ingerencję Boga w życie prawowiernych? A jak wiele razy zdarzyło się to Wam, moi bracia i moje siostry?
Cóż, oto dowód. Ten symbol oka - Prawdziwy Symbol Prawdziwego Boga - odpowie Wam na Wasze pytania. Czy macie dość odwagi, by zajrzeć w Oko? By poznać Prawdę?
Bóg jest Prawdą.
Nie ma Prawdy bez Boga.


Janina Kupała po zakończeniu Rytuału Oświecenia prowadzonego przez jej brata

D… dziwnie się czuję…
Jonatan… co… jak…
W… widziałam… widziałam p… prawdę.
Nie wiem, czy to jest prawda. Mam szukać kluczy w… lodówce?
Ale suknia… jestem w stanie wreszcie oderwać Mariusza od tej latawicy jeśli przyjdę na bal w tej sukni i zrobię… to co mam zrobić? A w innym wypadku stracę go na zawsze? To nie ma sensu…
…boję się…
Ale… ale… ale jeszcze bardziej boję się, że stracę Mariusza. I… mam wrażenie, że ta kobieta… jest diablicą.
To dziwne uczucie… kontaktu z Najwyższym…
Czyżby…
Czyżby Jonatan miał rację?


Wiktoria, w swoim salonie piękności "Piękna Róża"

Co to jest? Skąd?! Co to za emanacja?
Ona? Kim jest ta dziewczyna?
Ona… lekko reaguje magią w kontakcie z moim polem osobistym. Ale w dziwny sposób. Bardzo dziwny.
…gdzie jest Gosia gdy jest potrzebna…?
Ta magia ją wysysa i jakoś… przekształca. Ona nie jest czarodziejką! Ona jest ofiarą jakiegoś dziwnego czaru!
Nic dziwnego, że tu przyszła. Na pewno czuje się fatalnie. Ale… co to za zaklęcie? I po co?


Z dyskretnej intrygi w rodzie Zajcewów, dwie tajemnicze postacie

- Jak potoczył się plan?
- Znakomicie, Pani.
- Co dokładnie masz na myśli?
- Pani, na bal charytatywny zostanie wysłana Ewa.
- Powiedz mi, który fragment Twojej wypowiedzi ma coś wspólnego ze słowem 'znakomicie'?
- Jaśnie miłościwa, wiecznie rozpieszczana panienka Ewunia postanowiła łaskawie udać się na bal spotkać się z Aleksem Sowińskim.
- Ewa… nie ma powodów spotykać się z tym zdegenerowanym głupcem.
- Pozwoliliśmy sobie rozpuścić pewną pogłoskę, iż nazywał ją 'swoim malutkim kwiatuszkiem' i mówił, jak to ją będzie poskramiał w swoim haremie.
- Hm… czy to prawda?
- Pozwoliliśmy sobie zasugerować mu pewne rzeczy, by stwierdził coś, co przy niewielkiej jedynie dawce nie w pełni dobrej woli mogło być tak zinterpretowane. A przecież znamy Aleksego. Mógłby to powiedzieć. Z pewnością o tym marzy.
- Nie życzę sobie, by doszło do… rozrywkowego balu, z którym mógłby być powiązany jakikolwiek Zajcew, nawet tak marny jak ona.
- Bez obaw, Pani! Aleksy Sowiński nigdy nie miał zamiaru pojawić się na tym balu. Jednak pewna… niewłaściwa gałąź naszej rodziny jest święcie przekonana, że on będzie tam obecny. A wiesz pani, jak bardzo oni pragną, by ich napalona maskotka ogłosiła sukcesję.
- Innymi słowy, Ewa będzie rozjuszona. Uzna, że została podpuszczona, by iść na bal.
- Dokładnie tak, Pani.
- Nie powiem: znakomicie. Powiem jednak: zadowalająco.
- Dziękuję, Pani.


Zapisane w płomieniach przez Ewę Zajcew

CO? Tego starego, zaślinionego, obmierzłego, opasłego impotenta na krótkich, krzywych nóżkach nie będzie na balu?! Znowu mnie wyrolowali! Pokażę im, że nie jestem ich zabawką czy marionetką.
Z Aleksym policzę się później. Teraz mam reputację Zajcewów, którą muszę się zająć… A raczej, którą muszę zniszczyć.
Wyraźnie chciałam wygłosić przemówienie i nie dali mi tej okazji. Powiedziałam, że idę tam tylko dlatego, żeby pognębić ludzi, których nie lubię, i na to też nie mam okazji…
Co oni myślą? Że jestem jak Basia? Ja nie będę słuchać rozkazów! Mnie nie poskromią! Zabiorą mi finanse? Świetnie, będzie jak kiedyś! Pokolenia chowu wsobnego w mojej rodzinie zaczynają się już odkładać na intelekcie strategów.
A Aleksy za to 'poskromienie'… zobaczy.


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Ojciec postanowił wysłać mnie na bal.
Niby nic niezwykłego, ale… najwyraźniej czegoś ode mnie oczekuje.
Jak zwykle zresztą. Oczywiście, położyłam sobie uszka po sobie i grzecznie potakiwałam 'tak, ojcze, oczywiście, ojcze, jak ojciec sobie życzy, z przyjemnością pójdę na bal'.
Przysłał suknię… Choć chyba powinnam powiedzieć 'szatę królowej'.
Niby prosta. Niby w moim stylu (co było sporym zaskoczeniem), a jednak… aż krzycząca 'mam władzę'. No i wyglądam w niej trochę tak… zimno? okrutnie? nie wiem… No nic… najwyżej przeboleję.
Powiedział też, że mam publicznie wystąpić i kazał już przygotować przemówienie.
To też nie było zaskoczeniem, choć zaskoczyło mnie to, że nie oponował gdy oznajmiłam, że mój specjalista od PR-u je zweryfikuje…

Szkoda tylko, że na Ewie suknia nie zrobiła takiego wrażenia, jak miałam nadzieję… Ech…


Z obserwacji Ewy po zobaczeniu Basi

Ha! A to się nam myszka odstrzeliła!
Spojrzenie a'la zimna suka, władcze gesty, diadem prosto od jubilera… aż ciarki biorą. Z niesmaku. Pewnie, na frajerów to działa, i gdyby tak spojrzała na batalion żołnierzy to by stanęli na baczność… może nawet hymn by zaśpiewali. A psy poprawiłyby mundury i zaczęły szczekać. Dobra jest. Ale nie dość.
Szczęśliwie, nie odbiło jej doszczętnie i przywitała się jak powinna. Od razu strzeliłam pomysł z najobrzydliwszą sukienką, jaką w życiu widziała. Cóż… stwierdziła, że jadowity zielony i jadowity różowy najbardziej do mnie nie pasują.
…swoją drogą, ciekawie to mówi o Basi, jak na wszystkich poprzednich arytokratycznych imprach chodziła w takich delikatniutkich, bladoróżowych i blado błękitnych sukieneczkach w stylu 'tu jestem, przeleć mnie', 'jestem niewinna, ożeń się ze mną' lub 'lubię ubierać się jak mała dziewczynka, która nic nie znaczy'. Muszę przyznać, że aktualny styl ubierania Basi bardziej mi się podoba… Choć mniej do niej pasuje.
Poleciła mi jednego ze swoich designerów. Ten gość powinien zrobić mi odpowiednią sukienkę. Taką, żeby zmasakrować tych kretynów, moją kochaną rodzinkę.
A Sowińskim zajmę się później. Nie powiem Basi, co będę ją w intrygi mieszać… Zwłaszcza takie… zawierające kule ognia.


Trójstronna rozmowa Wiktorii z Olą i Ireną

W- Słuchajcie, mam mały problem… pożyczycie mi parę groszy?
I- Wiesz… nie ma sprawy.
O- Dla przyjaciółki wszystko.
W- Potrzebuję jeszcze 600 złotych na nową suknię ;-)
I, O- …
W- Oddam Wam niedługo, naprawdę.
I- Po co Ci kolejna suknia?!
W - Nie uwierzysz… chcę wypożyczyć suknię. Niestety nie ma takiej opcji, więc chcę ją kupić a potem oddać.
O - …nieco niemoralne.
W - Hej, nie zamierzam jej nigdy nosić!
I - Ale… po co Ci ona?
W - Uczepił się mnie taki jeden podstarzały amant i uważa, że jestem uboga i zostanę jego nową zabaweczką. Chodzi za mną i mówi o pieniądzach, pieniądzach i pieniądzach. Normalnie byłoby to całkiem miłe… ale on jest skąpy. Co gorsza, myśli, że mnie tanio kupi. Cóż, rozczaruje się. Pokażę mu mój katalog sukienek i zapytam w czym najlepiej wyglądam, po czym roześmieję się mu w twarz i powiem, że nie dla psa kiełbasa. Jak chce mnie kupić, musi się lepiej postarać ;-).
I - …niemoralne.
O - …ja ją rozumiem. Dobrze <westchnięcie>. Dostaniesz ode mnie to 600 złotych.
W - Dzięki, Olu! Kocham Cię!
O - …wiem. Zwłaszcza, gdy czegoś potrzebujesz ;-).
I - Wiki, ale dla odmiany… oddaj szybko -_-. Zaskocz nas…


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

No, nie. Ojciec przesadził. To przemówienie… powinnam je nazwać 'mową zwycięską' czy może 'tu jestem, strzelaj'?
W wolnym tłumaczeniu sprowadza się do 'to ja jestem jedyną, uznaną i wybraną dziedziczką rodu Sowińskich. Jeśli chcecie mieć jakiekolwiek szanse na sukcesję to przed wami stoi wasz cel' Przecież ja nawet nie mam się jak obronić!
O, nie. Jeszcze mam trochę instynktu samozachowawczego.
Ech… co ja bym bez Jana zrobiła? Przeglądanie historii własnego rodu to zajęcie dla naiwnych… Tych najważniejszych rzeczy tam nie ma. Ale Jan powiedział mi, co się stało, gdy mój ojciec wygłosił podobne oświadczenie.
Nie, dziękuję. Nie mam ochoty na otwartą konfrontację z całym rodem. Pomijając wszystko inne, nie mam na to środków.
Mój spec od przemówień dostał zadanie zmodyfikowania wydźwięku tego, co przysłał ojciec, a krawcowe mają niełatwe zadanie przerobienia sukni… Zdążą.


Z panicznych myśli Ani Wąsowskiej, sprzedającej w sieci butików mody Sowińskich

O mój Boże… wyrzuciła mnie. Jak ona… mogła. Ja… ja nic nie zrobiłam. Przyjęłam tą sukienkę, wiem że nie powinnam, ale… ale… o Boże… co ja teraz zrobię. O Boże… o Boże… nie znajdę pracy. Moja córeczka… alimenty nie wystarczą… to koniec…
Nie… jest nadzieja. Muszę skontaktować się z właścicielem tej sieci i błagać tak mocno, by łaskawie mnie przyjęli z powrotem. Dam im wszystko co zechcą. Wszystko. Po prostu… inaczej to koniec.


Z prostych, szczęśliwych myśli Trepanatora

Heh… Szefowa to umie imprę obczaić. Najpierw zwykły, chamski wyścig, nie dość, że wygrała, to jeszcze dobrze. Nie, żebym się inaczej spodziewał. Potem se siadła na kamieniu, wzięła napój od Zielarza i popijała, od czasu do czasu robiąc 'połykacza ognia'. Ja bym się oparzył, a ona tylko się śmiała. Potem Papuga zelżył wszystkich i od nich psa od najgorszych gliniarzy i prawników. A potem ta, Mysz, ta, co przyjechała z Płomyczkiem (hehe, nie dowie się, jak na nią mówimy) poszła lżeć Papugę. I Mysza miała zęby jak Rychu co kapsle z wina wyrywa…


Z myśli Barbary Sowińskiej

Ech… nie ma to jak urwać się z tego sztywnego biura ^_^. A ten gang Ewy to też niezła frajda. Pokazałam im co to znaczy podskakiwać arystokratce w bluzganiu ]:->
Co prawda na koniec Ewie udało się nas wpakować w krzaki, ale za to potem dała się wyprzedzić… MALUCHOWI :D :D


Starszy pan do swojego wnuczka, strofując za przekroczenie prędkości

Nie wolno, drogi wnusiu, nie wolno! Nie pamiętasz, że w miastach nie wolno jechać szybciej niż 50 kilometrów na godzine? Co z tego, że bezdroża? Był znak, więc to jest miasto! Przekroczyłeś prędkość o prawie 10 kilometrów! Jesteś strasznym piratem! A przecież są jeszcze grzeczni ludzie na tm świecie. Nie dalej jak wczoraj w nocy jechałem sobie swoim wiernym maluszkiem i patrzę, a przede mną motocykl. Taki duży, czerwony. Wymalowany w jakieś płomienie i czaszki, a na nim dwie dziewczyny. Od razu pomyślałem: mafia, patrząc jak się ubrały. A jednak nawet mafia ustąpiła wiekowi. Zjechała na prawą stronę i dała się grzecznie wyprzedzić. A mówię: wyglądały jak Twoja babcia za czasów młodości…


Z mrocznych myśli Ewy

Ech… Nie powinnam tyle pić. Co prawda ja tam pić mogę, szybko się spala… Ale zanim się spali, mocniej działa! Chciałam odwieźć Basię. Niestety, wybrałam złą drogę i wjechałam w krzaki. Jak już wyciągnęłam motor z rowu, jechałam ostrożniej… Wyprzedził mnie maluch T____T I jeszcze zamigał dziękując!… I ani razu nie przekroczył prędkości!… A ja widziałam, jak się oddala!… Niech mnie ktoś zabije…


Wiktoria, w swoim laboratorium w piwnicy mieszkania w starej kamienicy dzielonego z Olą i Ireną

Tak… na razie wszystko przebiega zgodnie z planem. Udało mi się znaleźć suknię, która powinna się spodobać tej dziewczynie, po czym rzuciłam na tą suknię rytualne zaklęcie. Zmodyfikowana oeilierre w połączeniu z komputerem (i GoogleMaps :D) powinna skutecznie wychwycić gdzie znajduje się ta suknia… i dzięki temu będę mogła ją śledzić. Jeśli tylko suknia wykryje jakieś zmiany w natężeniu pola magicznego, będę mogła się przekonać, co tak naprawdę się tam dzieje i czym jest ta absurdalna emanacja energii magicznej jaką wykryłam w "Pięknej Róży"…


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Tuż przed wejściem na bal zostałam zaczepiona przez pewną kobietę… Wydawała się zrozpaczona i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, zaczęła z siebie wyrzucać prośbę o pomoc…
Nie mogłam nic zrobić w tamtym konkretnym momencie, więc dałam jej wizytówkę ze swoim podpisem i kazałam przyjść następnego dnia.
Oczywiście, zanotowałam sobie to, co zdążyła z siebie wyrzucić… każę to sprawdzić agentom.
Naprawdę wydawała się być zrozpaczona… jeśli nie okaże się, że próbuje mnie naciągnąć, postaram się jej pomóc.


Z przemyśleń "pijanej" Ewy w ramionach Murowa

Chyba go zbiję… Boli.
Z drugiej strony, mógł trzasnąć w pysk. Jest lepiej niż ja bym to zrobiła.
Plan był niezły. Weszłam sobie na bal w czarnej sukni. W toalecie szybko się przebrałam w tą właściwą i zaczęłam zabawę. Zelżyłam jakiegoś starego "weterana wielkich wojen", rozchlapałam sałatkę z krewetek na biuście jakiejś paniusi i ogólnie, zachowywałam się tak, jak lubię… pozorując, że choruję na… chorobę Gabriela Janowskiego ;-)
Niestety, Murow mi przerwał. Obezwładnił mnie i wyprowadził. Czy on nie jest słodki? Dba o moje dobre imię… Jeszcze trochę i ogłosi, że jestem dziewicą. :D


Ferdynand Murow ratujący sytuację

To katastrofa! Nie powiem, śmieszna katastrofa. Mała nie wytrzymała presji i chlapnęła sobie o jednego drinka na odwagę za dużo. A przecież wie, że ma słabą głowę! Ech… czy ja zawsze muszę ją ratować?… Co gorsza, ostatnio skończyło się to tym, że wysadziła mi wychodek…
Ech… czego się nie robi dla… koleżanki?
No, psychopatycznej znajomej, na którą nikt nigdy nie zwraca uwagi, i z którą ja jeden się bawiłem, gdy byliśmy mali.
Do czasu, aż wysadziła mój zamek, bo był ładniejszy niż jej.
Dobra, do karetki z nią. Powie się, że ma wysoką temperaturę i tak zadziałały leki.
<chwilę później>
Ona rzeczywiście ma gorączkę!… O_o
Jeżeli brała leki oraz piła alkohol, to by trochę wyjaśniało… Zawsze miała delikatny żołądek…
Ciekawe, co teraz mi wysadzi…


Z rozmowy oburzonych całą sytuacją dwóch arystokratów

- To oburzające! Więcej niż oburzające, bezczelne.
- A widział pan jej suknię? Abstrahując już od zachowania, kompletne bezguście.
- Młody Murow zachował się zaiste elegancko.
- Ależ w rzeczy samej. W związku z tym, że mówił o ślubie i mezaliansie oraz traktował tą… niewychowaną pannicę z taką rewerencją…
- Tak, tak, coś może być na rzeczy… W rzeczy samej, coś może być na rzeczy.


Z przemyśleń Barbary Sowińskiej

Hm… Murow to całkiem intrygujący człowiek…
Świetnie tańczy, ma swoje zdanie… I potrafi się sprzeciwić rodzince… Może się okazać potencjalnym sojusznikiem.
Dał mi do zrozumienia, że część jego przemówienia nie jest prawdą… Jeden z trzech faktów był oczywistą (dla mnie) bzdurą, drugi był możliwy, choć mało prawdopodobny, trzeci brzmiał najsensowniej. Cóż… on sam odrzucił numer dwa. Z tego prosty wniosek - Murow znika na jakiś czas, mając za przykrywkę 'prawdziwą miłość'. No i bynajmniej nie rezygnuje z ubiegania się o zostanie głową rodu…


Z dyskretnej intrygi w rodzie Sowińskich, kilka tajemniczych postaci

- Słyszeliście to? Ona ogłosiła się następczynią!
- Nie, nie. Mistrz gildii pisał jej przemówienie. Zauważ, że on nie napisał, że ona jest następczynią.
- Ale ona… jest jego córką! Jest najbardziej naturalnym kandydatem na następcę głowy rodu!
- Właśnie dlatego została ogłoszona jako pierwsza. Jest na odstrzał. Nie jest nikim ważnym.
- Prawda… ta dziewczyna nie potrafi nawet sama sobie butów zawiązać. I obraca się dookoła tych niewydarzonych barbarzyńców z KADEMu.
- Właśnie dlatego nie będzie żadnym problemem, jeżeli będzie musiał przydarzyć się jej… nieszczęśliwy wypadek. Usunięcie Barbary Sowińskiej jest tak proste, że aż niewarte zachodu.
- Myślicie, że Renata Maus zostanie oficjalnym kandydatem do przejęcia gildii?
- Wszystko jest możliwe. Zależy, która frakcja zwycięży w wyścigu o władzę w rodzie Sowińskich.
- Która frakcja popiera Mausównę?
- Grupa skupiona dookoła 'Świecącego Szymona'.
- Więc w ten sposób chce przejąć kontrolę nad gildią nie wzbudzając podejrzeń!
- Poczekaj! Barbara nie będzie taka prosta do eliminacji! Cały czas podskakuje koło niej ta latawica z KADEMu.
- Ona? Nic groźnego.
- Chyba nie widziałeś jak walczy.
- To nie to… Po prostu oprócz walki, trzeba jeszcze umieć myśleć.
- No fakt, o to chyba nikt jej nie podejrzewa po dzisiejszym wyskoku.
- A jeżeli Barbara kombinuje coś z Murowem? Rozmawiali długo.
- Murow nie ma co wnieść Barbarze. Chyba, że chce zrobić gambit modliszki.
- Ale śmierć Murowa bardzo zmieniłaby sytuację polityczną.
- Nie… Andrzej by się na to nie zgodził, a córeczka nie odważy się nawet kichnąć bez jego zgody.
- Więc… czemu takie oświadczenie?
- Proste: pamiętacie, co się stało gdy po nagłej i niespodziewanej śmierci jego ojca on ogłosił się sukcesorem?
- Schizma, krwawa łaźnia, kilku zacnych ludzi umarło, a środki i reputację odzyskiwaliśmy przez sześć lat.
- Dokładnie. Uważam, że w ten sposób Andrzej chce wysłać sygnał, że nauczył się na swoich błędach.
- Rozumiem. W ten sposób pierwszy, który zaatakuje jego córkę, sam się odsłoni.
- Dokładnie.
- To było zaskoczenie także i dla jego frakcji, prawda?
- Moi agenci mówią mi, że nic nie wiedzieli.
- Być może przekupił Twoich agentów.
- A być może chciał byśmy tak myśleli…
(…)


Janina Kupała, po przeszukaniu lodówki

Klucze… klucze są w lodówce. Dlaczego tam?
I… i te wszystkie rzeczy jakie Mariusz napisał. One świadczą, że coś jest nie tak.
Jestem gotowa. Czarna suknia z butiku Sowińskich… tylko tego mi brakuje. Muszę złapać tą lafiryndę za obie piersi i wypowiedzieć "W imię Tirrain-Varrathaisa, skazuję Ciebie, Saathrallio na banicję za złamanie Maskarady". Ale… po co mi megafony? I czemu mam to zrobić? I na czym to polega?
Jeśli… jeśli odzyskam Mariusza… to jestem skłonna zaryzykować.
Klucze przecież były w lodówce…
Ale co znaczą wszystkie te słowa?


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Moi agenci wykonali kawał dobrej roboty. Jak zwykle zresztą. W końcu za to im płacą. Prześwietlili tą kobietę dość dokładnie. Na razie z tego, czego udało im się dowiedzieć, wygląda na to, że spróbuję jej jakoś pomóc…
Podsumujmy fakty.
Kobieta jest dobrą pracownicą. Sprzedaje co prawda nieco mniej i wolniej niż inne ekspedientki, jednak jej klientki bardzo często później wracają, co przekłada się na dodatkowy zysk firmy.
Faktem jest, że złamała politykę firmy odnośnie zwrotów. Rozumiem, że zrobiła to kierowana współczuciem, ale… współczucie to nie wszystko.
Ma dziecko, które od dawna leży w szpitalu, a ta pensja to jej jedyne źródło utrzymania… Hm…
Chyba wiem, co zrobię.

Nie mogę pozwolić, by - było nie było - złamanie reguł gry przeszło bez kary. Musi to odczuć, bo inaczej będzie to sygnał dla wszystkich mówiący 'jesteśmy naiwni, można nas naciągać do woli'
Ale nie pozostawię jej bez środków do życia.
Wstępnie plan jest prosty: Gdyby odkupiła suknię, zapewne starałaby się ją jak najszybciej sprzedać. Czyli straciłaby na tym tylko część kwoty… Różnicę pomiędzy ceną sukni a tym, za ile by ją sprzedała, będzie musiała zapłacić… Ale nie mnie, ani nawet firmie. Niech to będzie jakaś organizacja charytatywna, dom dziecka czy cokolwiek. Mój człowiek od finansów rozłoży to tak, żeby było odczuwalne, ale żeby jej nie pozbawiło środków… Plus tego jest taki, że nie musi natychmiast znaleźć całej kwoty za suknię…
Nie mogę odwołać decyzji tamtego menedżera… To by było co najmniej niewychowawcze.
Ale mogę dać jej pracę w innym sklepie, przyjmując ją najpierw na okres próbny…

W ten sposób wilk w miarę syty i owca niezbyt pogryziona…
A dziecko… dam jej namiary na moją fundację. Dam jej do zrozumienia, że od niej zależy czy zdobędzie pomoc czy nie… Nie musi wiedzieć, że szepnę za tą sprawą słówko temu czy owemu…

Oczywiście, to jest plan wstępny. Ile z niego zrealizuję, zależy od niej samej… No nic, zobaczymy.

A samą suknię kazałam sobie przysłać - może ten konkretny egzemplarz jest w jakiś sposób wadliwy?…


Z dyskretnej intrygi w rodzie Zajcewów, dwie tajemnicze postacie

- Chyba nie jestem zadowolona.
- Wybacz, Pani! Skąd mogłem wiedzieć?
- Za to ci płacą. Jeżeli ty nie wiesz, zatrudnij kogoś, kto wie.
- Wybacz, Pani!
- Nie doceniałam Ewy. Ta dziewczyna doprowadziła do katastrofy politycznej.
- Ale, Pani… Frakcja, która ją popiera, jest przez jej akcję praktycznie skończona!
- Zastanawiałam się, czy jesteś zdrajcą, czy głupcem. Teraz widzę, że jednak jesteś głupi…
- Nigdy bym Pani nie zdradził!
- Niestety dla nas, aktualnie nie ma żadnego kontrkandydata dla Ewy. W związku z tym jej działania uderzają w cały ród Zajcewów, nie tylko w jej frakcję.
- Ale z pewnością najznaczniejsze rody wiedzą…
- Owszem, ale z politycznego punktu widzenia wygodniej jest im nie zauważać schizmy. Pamiętaj, chcemy dostać się do elity. Musimy być bardziej święci od papieża. To, co ona zrobiła, zdecydowanie osłabiło naszą pozycję.
- Pani, a plotki o tym, że ona i Murow…
- Jeżeli nazwał to mezaliansem… Tak czy inaczej, jest to coś, do czego ta dziewczyna jest zdolna
- Mam nadzieję, że Murow jest tak dobry w łóżku, że wybije tej napalonej kretynce podobne pomysły z głowy…
- Jesteś wulgarny…
- Wybacz, Pani.
- Upewnij się, żeby nie zrobiła niczego podobnego kalibru. Ostatnią rzeczą, jaka jest nam potrzebna, jest wojna z Sowińskimi.
- Tak jest, Pani.


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Przyznam, że tego się nie spodziewałam. Ta suknia jest magiczna… Czyżby ktoś postanowił zaatakować tak szybko po balu? Mało prawdopodobne, ale nie mogę zignorować tej możliwości. Może nie mam najpotężniejszych środków do obrony, ale nie dam się zjeść w kaszy.
Wezwałam Roberta, jednego z mojego 'kółka treningowego'. Niech przebada tą sukienkę. Z kolei moi agenci dostali zadanie namierzenia osoby, która kupiła i zwróciła tą suknię - to ona (on) musiała ją zakląć…

Intrygujące.
Ta suknia ma na sobie czar rzucony poprzez rytuał. I jest to całkiem złożona rzecz - tak naprawdę to kilka zaklęć.
Po pierwsze: czar wykrywający zmiany pola magicznego wokół sukni.
Po drugie: powiązany z pierwszym czar przekazujący uzyskane z niego informacje gdzieś dalej.
Po trzecie: zaklęcie skłaniające konkretną osobę(nie wiemy kogo) do zakupu tego konkretnego egzemplarza sukni.

Niestety, próba namierzenia miejsca, do którego przesyłane są informacje zebrane przez suknię się nie powiodła… Ktoś po drugiej stronie się zorientował (co nie było szczególnie trudne biorąc pod uwagę charakter pierwszego czaru) i po prostu zerwał to połączenie…

Postanowiłam podpiąć własny monitoring do zaklęcia numer jeden, a zaklęcie numer trzy pozostawić nietknięte i wystawić suknię na widoku w butiku, z którego ją przysłano. Wszyscy klienci mają być dyskretnie odwodzeni od jej zakupu. Zresztą, do momentu jej kupienia umieszczam w butiku maga, który ma za zadanie obserwować samą suknię a potem namierzyć kupującego.

Jestem naprawdę zaciekawiona o co tu chodzi…
I chyba trochę się obawiam.


Irena i Wiktoria, w mieszkaniu

- Co to jest?!
- Oeilierre. Ola połączyła mi je z kompu…
- Wpływa na to jakaś magia. Detekcyjna!
- Prawidłowo. Zrobiłam… Co robisz?!
- Pozbywam się metody, za pomocą której ktoś chciał nas wyśledzić!
- Oszalałaś?! To był mój czar! Mój i Oli!
- Nie, Wiki! To nie był Twój czar! Znam Twoją sygnaturę! To był ktoś inny!
- …Milennium…
- Co zrobiłaś? Jak zwróciłaś ich uwagę na nas?
- Zaczarowałam suknię. Połączyłam ją rytuałem.
- Szczegóły potem. Szybko, co z nią zrobiłaś?
- Odniosłam do butiku w Rudzie.
- Dobra… czar wykrywający… Nie mam pojęcia, skąd pochodzi… Za dobrze ukryty.
- Ile wiedzą?
- Nie wiem… Szybko to odcięłam… Raczej szybko zniszczyłam Twoje oeilierre.
- Dobra… Co robimy?
- Wiki, ewakuujemy się. Cała trójka.
- Chodźmy do awaryjnej bazy… Tam nie mają namiaru. Wtedy pomyślimy…


Rozmowa Wiktorii z Olą, parę godzin później

- Czego się dowiedziałaś?
- Na pewno ta Twoja suknia tam jest. Tyle wiem… Jest tam więcej ludzi niż ostatnio. Wydaje mi się, że to pułapka.
- Doskonale… Czyli nie wiedzą.
- Nie jestem pewna, ale to chyba nie Milennium.
- Skąd to przekonanie?
- Oni… Nie było tam żadnych Viciniusów. Ani jednego. Plus, ci ludzie nie zachowywali się, jakby wiedzieli…
- Innymi słowy, Twoje przeczucie.
- Tak, plus, oni nikogo nie szukali.
- Czyli wracamy do Twojej hipotezy, Olu. Że za tą dziwną emanacją magiczną stoi siła, za którą stoi mag, który starał się wykryć pochodzenie tej sukni.
- Wiesz… Moim zdaniem brzmi rozsądniej niż to, że nagle Milennium zainteresowało się wami. Zwłaszcza z takiego powodu. W sensie: nie mają skąd wiedzieć, że to wasza robota.
- Raczej moja…
- Teraz już nasza. Wszystkie trzy byśmy zrobiły to samo, tylko w inny sposób.
- No dobrze… Ale to sprowadza nas do planu Ireny.
- Myślisz, że mnie się to podoba? To ja jestem przynętą.
- Wiesz… będę Cię osłaniać z powietrza. A Irena z dachu. Jeśli to jakaś gildia, grupa magów czy węzłostwór, poradzimy sobie.
- Nie wątpię. <uśmiech>


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Moim agentom udało się stwierdzić, że osoba, która pierwsza kupiła suknię ma jakieś powiązania z salonem "Piękna Róża". Oczywiście, przydzieliłam salonowi obserwatora…
Zgodnie z planem obsługa sklepowa odwodziła klientów od zakupu tego konkretnego egzemplarza sukni do czasu, aż czekający w sklepie mag wykrył uruchomienie zaklęcia w niej umieszczonego… Celem była jakaś kobieta. Co chyba oczywiste, natychmiast dostała 'ogona'.

Robi się trochę niebezpiecznie…
Jak się okazuje, kobieta, która kupiła suknię jest śledzona. Moi agenci oprócz kobiety, która kupiła suknię, zaczęli śledzić również śledzącego - jego obecność wyraźnie wskazuje, że coś jest na rzeczy… Ciekawa jestem, kto zacz…


Z ponurej konwersacji Ireny z Wiktorią

- Nie wiem, jak Ci to powiedzieć, ale gdzieś zrobiłaś błąd. Twój salon jest obserwowany.
- Co?!
- Nie patrz tak na mnie, na pewno się nie pomyliłam. Jedna osoba. Wiem, kto to. Dobry jest. Praktycznie przez przypadek na to wpadłam… I.. używa profilu, który nie figuruje w rejestrach policyjnych.
- Fajnie.
- Wiki, wdepnęłyśmy w coś. Coś dużego. To nie jest kwestia pojedynczego stwora czy…
- Wiem! Wiem… Czekaj, daj pomyśleć…
- Rekomenduję działanie zgodne z planem.
- Co?
- Popatrz: nasz dom może być obserwowany. Na pewno mają namiar na salon. Jesteśmy… Z punktu widzenia przeciwnika osaczone. To jest… jesteśmy osaczone. Oni po prostu nie wiedzą, że my zdajemy sobie z tego sprawę.
- Rozumiem. Chcesz zaatakować, bo będą oczekiwali obrony.
- Powiem tak: Jeżeli walczyłybyśmy przeciwko gildii, nawet małej, nigdy nie spotkałabyś tej kobiety z dziwną aurą. Zostawiłaby jakiś list i zniknęła na pewien czas. Fakt, że tak swobodnie chodziła, oznacza, że albo walczymy z partaczem…
- W co zdecydowanie wątpię, widząc, co się dzieje.
- Ja też. Albo z grupą o bardzo małych surowcach. Oni mają jakiś plan. Muszą mieć jakiś plan. Nawet, jeśli to jest 'wyślijmy człowieka o dziwnej sygnaturze magicznej na miasto, niech zwabi maga, którego możemy złapać i wyssać z niego moc'
- Irena, wiesz, że to nie wyklucza dużej gildii?
- Żadna duża gildia nie może sobie na coś takiego pozwolić. To może wyjść.
- Masz… troszkę idealistyczne podejście.
- No więc co z tym zrobimy?
- Wiesz… Możemy albo się wycofać, albo zaatakować. Szansa, że to jest duża gildia jest ciągle mała. Plus, muszą liczyć się z tym, że nie złapią wszystkich.
- Dobrze, zgłaszam się na ochotnika zatem.
- Ale z planu eliminujemy Olę.
- Zdecydowanie.


Z kłótni Oli z Ireną

- Nie, nie zgadzam się!
- Olu, to nie jest kwestia zgadzania się lub nie. To po prostu jest fakt.
- Jeżeli jest tam tak niebezpiecznie, to czemu Ty masz być przynętą?
- Bo ja po prostu przywykłam. Prawdziwy wojownik nie naraża innych na to, na co sam się nie zdecyduje.
- Irena. Jeżeli dobrze rozumiem, Twoją główną przewagą jest mobilność, prawda? Oraz umiejętności obserwacji.
- Zgadzam się.
- To powiedz mi, jak chcesz być mobilna, jeśli na przykład ktoś zarzuci na Ciebie sieć wśród ludzi?! Jak ktoś rzuci na Ciebie zaklęcie oszałamiające? Tak naprawdę idziesz tam ze świadomością, że cały czas jesteś na muszce snajpera!
- Tak. Zgadzam się. Powiedz mi, jak Ty chcesz sobie poradzić tam, gdzie ja mam być bezradna? Co Ty zrobisz w tych sytuacjach lepiej niż ja?
- Nie wiem! Najpewniej… Och, najpewniej przyłożę dłonie do uszu i zacznę krzyczeć najgłośniej jak potrafię!
- I to ma być rozwiązanie?!
- Tak! Bo Ty będziesz mnie obserwować, Ty będziesz widziała, skąd padł strzał i Ty mnie po prostu uratujesz!
- Nie boisz się, że mi się nie uda?
- Jasne, że się boję! Gdyby był ktokolwiek inny… Ale nie ma nikogo i sama o tym wiesz! Jestem tylko ja i Ty. Tylko ja i Ty.
- Nie mogę Ci na to pozwolić.
- Zatrzymaj mnie…


Z myśli Barbary Sowińskiej

Ha! A jednak to coś większego!
Naszych agentów śledzi "śledź drugi". W zasadzie to nie tyle śledzi moich ludzi co obserwuje "śledzia pierwszego". Osobnik ten jest na tyle dobry, że moim ludziom udało się go namierzyć czystym przypadkiem…
Czyżby jeszcze jakaś inna siła brała w tym udział?… Jestem trochę zagubiona - zupełnie nie rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi.
Muszę obu tych agentów dorwać i wypytać. Jak to dobrze, że wezwałam trzy zespoły…


Komunikat Oli do Wiktorii

Tu Charlie-Bravo. Obiekt Iota osiągnął punkt docelowy. Brak czerwonych śladów na radarze. Kontynuuję obserwację.


Komunikat Wiktorii do Ireny

Ola przejęła się swoją rolą. Kobieta, która kupiła suknię, weszła do domu. Nie widzi nic dziwnego.


Komunikat Ireny do Wiktorii w ogniu akcji

'Małe środki' możemy między bajki włożyć. Dwie grupy. Jedna chce osaczyć Olę, sześć osób. Nie idą jako grupa. Profesjonaliści. Druga… wpadła na ten pomysł, co ja. Idzie dachem. Zlokalizowali mnie. Nie wiedzą, że ja też ich zlokalizowałam. Też profesjonaliści. Wpierw zniszczę swoich przeciwników, potem wyciągnę Olę. Isuzu będzie nas osłaniał.


Komunikat Wiktorii do zespołu

Czerwony Joker! Powtarzam, Czerwony Joker! Wynoście się stamtąd!


Z myśli Ireny w ułamku sekundy przed atakiem

Aż tak źle?… Co ona z góry zobaczyła?


Z myśli Barbary Sowińskiej

O, żesz ty… Ona rozniosła oba zespoły w drobny mak! Sama! Zajęło jej to pół minuty!. Najpierw załatwiła tych, którzy mieli złapać ją, potem zeskoczyła z dachu budynku, na którym siedziała i rozwaliła team mający złapać śledzia numer jeden… Zupełnie, jakby cały czas, od samego początku wiedziała, gdzie oni wszyscy są… Pułapka?…


Z wymiany zdań Ireny z Isuzu

- Zostań w odwodzie! Nnngh…
- Atak mentalny?
- Sparowałam czarem… Znajdź maga! Szybko! Szlag, drugi!
- Skąd wiesz?
- Nie ta sygnatura! Szósta dwanaście!
- Lecę tam… Mam go!
- Zmaterializuj się… Isuzu? Szlag!


Z myśli Barbary Sowińskiej

Na szczęście był jeszcze w odwodzie trzeci zespół… I dwóch terminusów, którzy mieli się trzymać z daleka od samej potyczki…
Swoją drogą, ciekawe, skąd się wziął ten duch… moi magowie mówili, że nie wyczuli ani zaklęcia ani uruchomienia artefaktu… No nic, najważniejsze, że udało się go wygnać.


Komunikacja Wiktorii z Ireną

- Status! Status!
- Nie panikuj. Ola nieprzytomna, czar oszałamiający. Isuzu odesłany. Co najmniej dwóch magów wroga aktywnych. Grupa polująca na mnie zneutralizowana, grupa polująca na Olę zneutralizowana.
- Uważaj, sieć!
- Nie… panikuj! Ola jest w sieci.
- Widzę ruch ludzi zbliżających się w waszym kierunku. Też sześciu!
- Trzecia grupa… A mnie skończyły się granaty dymne, a Maskarada jest na włosku.
- Musimy negocjować!
- Wiki, jestem skłonna… okaleczyć ludzi dookoła.
- Zwariowałaś?!
- Tych, co zaatakowali, nie niewinnych! Masz rację, przegrałyśmy! Cała nadzieja w tym, że nasz przeciwnik tego nie wie.
- Mam jeszcze dwa lub trzy asy w rękawie.
- Świetnie! Tyle, że przeciwnik ma wszystkie kiery i teraz jego ruch!


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Kiedy plan zawodzi, należy się szybko dostosować…
Dużo łatwiej byłoby, gdyby po prostu dali się złapać… Ech…
Najpewniej mogłabym rzucić trzeci zespół po prostu do walki, ale… to by było skazanie ich na co najmniej ciężkie pobicie. Najpewniej bym wygrała, ale jakim kosztem?… Wbrew powszechnej opinii o członkach mojego rodu, szanuję sobie swoich ludzi… Nie byłam skłonna ich poświęcić. Ale przeciwnik o tym nie wiedział. No i wciąż miałam w odwodzie obu terminusów.
Na szczęście w powstałej sytuacji patowej żadnej ze stron nie uśmiechała się wizja krwawej łaźni w biały dzień…
Odrobina blefu, porządny negocjator… delikatna sugestia, że to nie wszyscy moi ludzie w okolicy…
Uzgodnione zostało, że przywódcy obu grup się spotkają.
Znaczy ja i ta druga osoba.
Postanowiłam spróbować przekonać ich do współpracy - o ile nie pracowali przeciwko mnie. Mając tak niewielkie zasoby osiągnęli całkiem sporo… Już za samo to należy im się choć odrobina uznania i szacunku.
No a poza tym… są dobrzy. I to wystarczy - potencjalnie można ich nieźle wykorzystać, i równie prawdopodobne jest, że mogą zostać wykorzystani przeciwko mnie… Choć… jedno jest pewne… Nie zamierzam ich o nic prosić - to by było okazanie słabości. A akurat na to nie mogę sobie pozwolić.


Komunikacja Wiktorii z Ireną po rozmowie

- Co z Olą?
- Nic jej nie jest, ale jest w szoku. Będziesz musiała jej pomóc.
- Jak? Jestem… dziewczyną od kwiatków! Nie psychologiem!
- Ona koniecznie musi się z Tobą zobaczyć! Koniecznie! Jest śmiertelnie przerażona całą sprawą. Powiedziała, że już nigdzie nie idzie! Nigdy!
- Właśnie dlatego miałaś ją zniechęcić, zatrzymać!
- Wiem, ale mi się nie udało! Kiedy będziesz?
- Nie wiem. Obserwowany obiekt się ruszył. Jadę z agentką Zofią. Nie zostawię tego w jej rękach.
- Czyli negocjacje skończyły się pomyślnie?
- Ech, wszystko tylko nie pomyślnie.
- Przegadała Cię?
- Powiem tak: to semantyczna żmija w różowej sukience!
- OO
- Metafora. Nie powiedziałam, kim jesteśmy. Wiem tylko, że nie mają nic wspólnego ani z Milennium ani z tą sprawą. Oni zainteresowali się suknią. To po prostu przypdek…
- …
- Gorzej. Wstyd mi powiedzieć, ale wyciągnęła ze mnie parę rzeczy. Nie wiem, czy jest magiem. Potwierdziła jednak, że śledzi nasz salon. Ona jest mózgiem tej operacji. Zachowuje się trochę jak arystokratka, ale wiesz, świnia w błocie Sowińskich jest lepsza niż złoty cielec na ołtarzach pospólstwa.
- Sowińscy? A co to za jedni?
- Stara, arystokratyczna, zdegenerowana rodzina.
- Brzmi jak Twój tatuś.
- Gorzej. Dużo gorzej.
- O cholera…
- To jeszcze nie koniec rewelacji. Agentka Zofia chce nas zatrudnić.
- Po tym wszystkim?!
- Twierdzi, że nasze cele są zgodne. Może chce nas wypróbować… Tak, czy inaczej, poradziłyśmy sobie ponadprzeciętnie dobrze.
- Polityka… bagno. Dobra, to niech te Sowińskie świnie się taplają w bagnie. Po prostu pokaż mi kogo mam zaatakować a ja to zrobię.
- Irena, ostrożnie z językiem. Sama byłam wysoko postawiona. Wiem, jakie to ważne.
- Dobrze.
- Aha… Mam przydomek 'Virus'. Jestem agentką mającą jakieś powiązania z jakimiś niezidentyfikowanymi Rosjanami.
- Nie mów… Nie dałaś mi jakiegoś idiotycznego przydomka jak na przykład 'Tatiana' czy 'Kurnikova'?
- Nie. 'Yuriko Omega'
- …


Z przemyśleń Barbary Sowińskiej w samochodzie

Rozmowa z ową 'Virus', jak kazała się nazywać okazała się dość interesująca.
Przyznaję, dziewczyna zna się na rzeczy. Świetnie zrobiła makijaż, wie, co przyciąga oko, odwracając uwagę od rzeczywistego wyglądu… Nie mogła przecież wiedzieć, że mnie na sztuczną bliznę nie nabierze… Z całą pewnością ma coś wspólnego z arystokracją… ochroniarz? służąca? członek innej frakcji?… nie potrafię jej umiejscowić, choć jestem absolutnie pewna, że gdzieś ją już kiedyś widziałam. Może z czasem skojarzę…
Twarda z niej negocjatorka, a dyskusja miejscami szła jak po grudzie. Choć odnoszę wrażenie, że jednak ja odniosłam niewielkie zwycięstwo w tym pojedynku…
Cóż… w końcu jakimś cudem udaje mi się czasem dyskutować z ojcem… Ona zdecydowanie nie jest lepsza od niego. Nie ta liga.

'Yuriko'… nie mnie oceniać dobór pseudonimów. Choć Ewa zapewne umarłaby ze śmiechu. Nastolatka, która rzuca czołgami… W ciekawe gry grywa nasza 'Yuriko' albo jej szefowa.
Z kolei na hasło 'Virus' ze strony Ewy poleciałby fireball… dla dezynfekcji.
Gdyby Ewa tam była… inaczej by się to skończyło.
Choć z drugiej jednak strony… Tamte budynki wciąż jeszcze stoją… Gdyby była tam Ewa… Starcie jej i 'Yuriko' mogłoby być nieco… 'wybuchowe'.
Moi agenci śledzili kobietę, która kupiła suknię.
Nie ma to jak dobrzy ludzie. Godzinka, i mają całkiem zgrabne dossier na jej temat. Podstawowe dane o niej przekazałam 'Virus'. Można to odczytać jako swoistą demonstrację siły. Na zasadzie 'nie obchodzi mnie, czy Ty wiesz to, czy nie, pokazuję, że mam tą informację i nie obawiam się nią podzielić'. No a poza tym… jeśli mamy współpracować, to wolę wiedzieć, że moi… tymczasowi sojusznicy… nie zrobią czegoś głupiego z braku wiedzy.


Janina Kupała, na przyjęciu charytatywnym

Tam jest… Zrobiłam wszystko. Przygotowałam megafony. Plakietkę. Musi mi się udać. Po prostu musi.


Mariusz Kupała tańczący z Saathralią

- Nie…
- O… czyżby to była Twoja… apetyczna żoneczka, kochanie?
- Nie, błagam…
- Sama przyszła. Idzie w naszym kierunku. Popatrz na tą zdeterminowaną mordkę… Czy widzisz już pierwsze zmarszczki? Nigdy nie będzie nawet w połowie tak piękna jak ja…
- Nie, nigdy… Jest brzydka. Zostawiłem ją. Nic nas nie łączy.
- Hm… żałosna próba. Powiedz mi, kochanie…


Z medytacji Ireny pod zimnym prysznicem (z braku wodospadu)

Demon. Larwa sukkuba. Wiktoria nic nie mówiła o demonie… Cel wyszedł, podszedł do demona i wykrzyknął zdanie, które chyba rozniosło się po całym mieście. Cóż… Muszę przyznać, że podobało mi się to.
Gdy do tego doszło, wykonywałyśmy polecenia kobiety od Sowińskich. Innymi słowy, wszystko, co zrobiłyśmy, idzie na jej rachunek. Tak samo potencjalne złamanie Maskarady. Jeżeli świat intryg tych Sowińskich ma cokolwiek wspólnego z tym, jak to wyglądało w Srebrnej Świecy przed Zaćmieniem, to agentka Zofia ma dyscyplinarkę.
Jako człowiek, odczuwam przyjemną satysfakcję. Jako wojownik… niezadowolenie. Mogłam to przewidzieć. Od samego początku to wyglądało nienaturalnie.
Coż… demon spanikował. Wybiegł z sali, a nieświadomi niczego agenci Zofii chcieli go powstrzymać. Miło było patrzeć, jak drobna, piękna kobieta rozrzuca dorosłych byków po całej sali. Girl power. Oczywiście, żaden z nich nie był magiem. Co daje pewną informację o Zofii i jej traktowaniu 'środków wtórnych'.
Ale najbardziej zaskoczyło mnie… chyba niesłusznie, że gdy pokonałam demona i go unieruchomiłam, że larwa wypaplała imię swojego przywódcy.
Tirrain-Varrathais.
Nic mi to nie mówi. Zofia też nie miała za mądrej miny. Za to Wiktoria… wyglądała, jak gdyby wszystkiego od początku się domyślała. O, ona umie wyglądać mądrze. Głupia mina Zofii potwierdza moją hipotezę, że to jest agentka a nie arystokratka, jak twierdzi Wiktoria.
Arystokraci skazują ludzi na tortury zachowując minę człowieka, który przed chwilą zjadł coś smacznego, ale już się zdążył znudzić.
Na twarzy Zofii widniało bezwzględne okrucieństwo. Ona po prostu to lubi.


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Wejście na to samo przyjęcie, na które udała się Janina Kupała nie było szczególnym problemem. Moi ludzie wmieszali się w tłum, podobnie ja wraz z Janem. Janina (nazywanie jej obiektem jest takie bezduszne…) prosto jak po sznurku poszła do swojego męża, tańczącego z nadzwyczaj urodziwą kobietą… No i się porobiło. Okazało się, że to była larwa sukkuba.
Po tym, jak ta kobieta nieomal złamała Maskaradę (nawet nie jest magiem!), demon spanikował. Niestety, nie zdążyłam odwołać agentów… Nie mieli z nią szans. Na szczęście ten demon pragnął tylko uciec, więc skończyło się na kilku siniakach i wybitym palcu… Cóż, na szczęście dwójka agentów została na zewnątrz. Dostali zadanie zaopiekowania się małżeństwem Kupałów i przeprowadzenia gruntownego wywiadu… Na ile stan tej dwójki na to pozwoli.
Demon uciekł do zaułka, gdzie dorwała go 'Yuriko'. Stłukła go na kwaśne jabłko, po drodze niemal pakując się prosto na czary moich ludzi… Ta kobieta rusza się po terenie jak jakaś kauczukowa piłka… Nie ma jej w jednym miejscu dłużej niż sekundę, przez co skutecznie uniemożliwia celowanie… Zarówno w siebie, jak i nie w siebie. Ciekawe, ale cóż, moi ludzie potrafią się dostosować. W końcu udało im się unieruchomić demona… Chciałabym móc powiedzieć, że to mój geniusz kazał mi zabrać tych terminusów, ale… po prostu szczęście.
Larwa oczywiście wygadała wszystko, co wiedziała. Potrzebowała co prawda drobnej zachęty (nie ma to jak spojrzenie a'la zimna suka).
Wygadała imię swojego pana… Dobrze wiedzieć, jak nazwyają demona jego podwładni… Nie ryzykowałabym stwierdzenia, że to jest jego prawdziwe imię.
Larwa powiedziała jednak coś, co mnie poważnie zaniepokoiło… Jej pojawienie się tutaj jest częścią jakiejś 'Inwazji'. Martwi mnie to, że dla niej wydawało się to tak oczywiste, że pomimo cierpienia popatrzyła na mnie jak na ostatnią kretynkę, gdy o to zapytałam.
Drugim powodem do zmartwień jest fakt, że gdy larwa nazwała swojego władcę, on zaczął ją do siebie ściągać… Dwójka moich magów miała poważne kłopoty z utrzymaniem jej na naszym planie dość długo. Ale - dali radę.
Co do samej Inwazji… Nie wiem, dlaczego, odnoszę jednak wrażenie, że to coś więcej niż się wydaje…
Będę musiała zapytać ojca.


Z mrocznych myśli Isuzu

Wygnali mnie…
Pewnego dnia Irena się dowie, że ten jej zimny prysznic wcale nie jest taki zimny… Dostałaby zapalenia płuc.
Wtedy ona mnie wygna…
Prawdziwy wojownik przyjmuje to, co przynosi mu los z pokorą i cierpliwością…
Po czym pokornie i cierpliwie to zmienia na lepsze.


Z dyskusji Wiktorii z Ireną

- Bardzo interesujące…
- Co takiego?
- Wyobraź sobie, droga Yuriko…
- … zginiesz za to…
- … że ta kobieta wiedziała, co robić, ponieważ powiedział jej o tym Bóg.
- Świetnie. Widzisz, do mnie też czasem mówi. Tym razem mówi coś o tym, że piąte przykazanie bywa warunkowe, zwłaszcza, jeśli w pobliżu znajduje się dziewczyna o imieniu zaczynającym się na "W", która nazywa mnie Yuriko.
- Mówię serio. Rozmawiał z nią Bóg. A raczej ona tak uważa.
- Wiesz, jak jesteś magiem, to nic trudnego nie ma w tym, by wszczepić fałszywe wspomnienia czy nawet wizje bezbronnym ludziom.
- In - wa - zja? Jaki mag wie o Inwazji? Pamiętasz, kiedy ostatnio słyszałaś to słowo w kontekście demonów?
- Tak… Byłam pod ziemią. I był tam Ash…
- Dokładnie… nie było tam nikogo poza magami z Akademii Zaklęć… Może poza jednym czy dwoma Spojonymi. Ale z tego, co pamiętam, oni zginęli.
- Jestem tego pewna, że zginęli. Ale co Ash miałby wspólnego z tą sprawą? I dlaczego?
- Pamiętasz hotel? Tam, gdzie po raz pierwszy objawił się nam jako 'duch'?
- Tak… Innymi słowy… Wiki, masz rację. Tu zostali zaatakowani ludzie przez demony. Wtedy były porywane dziewczyny przez maga. W obu wypadkach zaatakowani byli ludzie. Ash zawsze, co by o nim nie powiedzieć, starał się bronić ludzi przed potworami i nami… Znaczy, potworami i magami.
- Bardziej politycznie byłoby powiedzieć 'Viciniusami'
- Od polityki to tu jesteś Ty. Viciniusy, meridiany, potwory… nie ma znaczenia.
- Kamila jest potworem?
- Semantycznie… tak. I wcale by się nie obraziła, gdyby jej to powiedzieć.
- Irena… masz rację. Ty mówisz 'potwór', a myślisz 'inna istota'. Jednak nie jest to normalne skojarzenie. Dlatego ukuto słowo 'vicinius', ewentualnie bardziej archaiczne 'meridian'. Bo potwór po prostu się źle kojarzy.
- No dobrze, dobrze. Ale nic to nie wnosi do tematu.
- Stanęłyśmy na tym, że za tym może stać Ash… A raczej jego spadkobiercy.
- Ech… Powiedz mi, co dokładnie dowiedziałaś się, rozmawiając z tą kobietą.
- Jej pole magiczne nie istnieje. Zasugerowałam delikatnie jednemu z terminusów, by to sprawdził. Nawet nie zauważył, że go o coś poprosiłam. Myślał, że sam chciał…
- Nie, Wiki, nie interesuje mnie żeby ten fragment był dokładny. Powiedz mi co się dowiedziałaś, a nie jak to zrobiłaś!
- No dobrze… Ma bardzo, bardzo słabe, stare echo pola magicznego. Element Spiritus i… coś. Nie było to zaklęcie… jak ten terminus to powiedział… uporządkowana fąfacja woli wpływającej na fąfatylność…
- …?
- A kto by to spamiętał?! Chodzi o to, że to nie był czar a efekt!
- No dobrze… To zdecydowanie wygląda bardziej na robotę Asha niż jakiegoś maga…
- Zgadzam się z Tobą… No i co z tym zrobimy, Yuriko?
- Ech… moment. Możemy albo wyjaśnić Zosi, że to może być działanie Asha…
- Nie! Sam fakt, że wiemy o Ashu, że potrafimy to rozpoznać… To za dużo danych! Plus, jeżeli to nie jest robota Asha, jak my będziemy wyglądać?
- Zatem nie ma wyjścia… Musimy tam jechać. Razem z nią.
- Żeby nie doprowadzić do masakry?
- Tak. Arystokracja i jej sługi łatwo umierają…


Rozmowa Ireny z Wiktorią

- Musiałaś jechać tą limuzyną z Zośką?
- No co? Zasłużyłam na odrobinę luksusu. Musiałaś tak ostentacyjnie jechać na motorze odrzucając wszelkie próby zaproszenia?
- Po pierwsze, nie jedziemy na piknik czy na bal, tylko na akcję.
- Irena… na Boga… to nie jest limuzyna sześciodrzwiowa. To tylko zwykły, ekskluzyny samochód…
- Nie dość dobry dla mnie. Niektóre po prostu nie umieją żyć bez takich marnych luksusów. Prawdziwy wojownik pamięta o marności i nietrwałości wszystkiego, co go otacza i o tym, że wygoda przytępia zmysły i prowadzi do fałszywego ukojenia.
- Dobra, dobra… oszczędź mi swojego kazania. Gdzie jest Ola?
- Zawiozłam ją do bazy. Mogłam niestety poddać jej lokalizację, ale się spieszyłam. Musiałam to rozegrać jak najszybciej.
- Nie ma problemu… po prostu kolejne miejsce, do którego nie możemy jechać dopóki tego jakoś nie naprawimy… Zostawiłaś ją tam samą?
- Za kogo mnie masz? Została z Isuzu. Nie chciałam, żeby była sama… Isuzu ma miecz.
- Czyli pozbawiłaś się swojej najpotężniejszej broni?
- Ja sobie poradzę. Olę uśpiłam, żeby się nie bała zostać sama. Nie powinna teraz być sama.
- Prawda… Wynagrodzimy jej to jakoś…
- Może przestaniesz jej szukać chłopaka…


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Jednak jadą ze mną… A mogły sprawę zostawić. Ciekawe… Wciąż coś ukrywają. Wciąż starają się nie pokazać po sobie więcej niż to absolutnie konieczne. A jednak… Tą całą 'Virus' dość mocno wstrząsnął fakt, że sprzedawczyni, która przyjęła sukienkę z powrotem została zwolniona… Prawie na mnie naskoczyła usiłując wydusić informacje o niej… Oczywiście ucięłam dyskusję, ale nie o to chodzi…
Wyraźnie widać, że troszczą się o zwykłych, słabszych od nich ludzi. W końcu 'Yuriko' mogła przemienić potyczkę w krwawą jatkę… A jednak tego nie uczyniła.
No i są wyraźnie silnie ze sobą związane. 'Virus' bardzo wyraźnie ulżyło, gdy dostała sygnał informujący o wypuszczeniu jej towarzyszek… To też może być przydatna informacja.
'Yuriko' pozuje na samotnika… Albo po prostu nim jest. W sumie… to dość rozsądne z punktu widzenia taktycznego - głupio byłoby umieszczać więcej ludzi niż koniecznie potrzeba w pobliżu całkowicie obcego agenta o nie do końca jasnych pobudkach… Cóż, nie dziwię się, że nie chcą zaufać od razu, ale… ech, wszystko byłoby tak proste…
Niemniej jednak… wywiad przeprowadzony przez moich agentów i 'Virus' niezależnie od siebie doprowadziły do tego samego miesjca… Domu brata pani Kupały…
Ciekawe, co zastaniemy na miejscu… Trochę nieswojo czuję się z zaledwie dwoma terminusami jako wsparciem, ale cóż… zawsze jeszcze mam Jana.
I czuję się bezpieczniej z jednym Janem niż choćby z całą armią terminusów.


Wielki Mistrz Zakonu Prawdziwego Boga, Jonatan Ostrowiec, podczas Wspólnego Przeżywania

Bracia! Siostry! Na zewnątrz znajdują się agenci Szatana! Zjednoczcie się ze mną w modlitwie! Przepędźmy pomiot Piekieł tam, skąd przybył! Nie powiem 'nie obawiajcie się', albowiem w nas jest potęga i moc! To oni i tylko oni mogą się czegoś obawiać!


Irena, przed domem Jonatana Ostrowca

Co to?… Emanacja. Rozbłysk. Sięga ku nam! Szybko, do motoru!
… Po drugie, kochana kuzynko, motor jest szybszy i bardziej zwrotny i łatwiej możesz uciec w takiej sytuacji jak ta teraz.


Z myśli Barbary Sowińskiej

Więc i 'Virus' i 'Yuriko' są magami… I teraz mają pewność, że ja też, a Jan nie… Tym lepiej. Będą go nie doceniać. Ale emanacja węzła? Tak potężnego? Z mieszkania, w którym nie ma magów? Co tam się dzieje?
Jan już wezwał wsparcie. Kiedy tylko drużyna terminusów Srebrnej Świecy dojedzie na miejsce, będziemy mogły tam bezpiecznie wrócić i zbadać teren.
I co one mają do terminusów ze Srebrnej Świecy? Spotkałam się już z wieloma reakcjami… Szok, nienawiść, złość… Ale pogarda?


Z myśli Ireny, po neutralizacji zagrożenia

Hm… Zośka jest dobrze wytrenowana… Ma refleks, oraz potrafi słuchać rozkazów, gdy trzeba. Choć nie jest tylko zwykłym agentem, raczej agentem wyższego poziomu.
Charakterystyczne - wpierw oceniła zagrożenie dla swojego towarzysza, a dopiero potem wskoczyła na motor, mimo, że wydałam jej rozkaz. Nie mogła wiedzieć, że ja już oszacowałam i oceniłam sytuację. Tu jestem trochę rozdarta w jej ocenie. Wiedząc, jak reagują magowie na ludzi, lub jak magowie traktują ludzi, bardzo rozsądnie założyła, że ja się nie przejęłam potencjalnym atakiem tej dziwnej struktury magicznej na człowieka, który jej towarzyszy. Z drugiej strony nie wahała się wykonać jedynego sensownego polecenia, gdy okazało się, że nikomu nie stanie się krzywda. Po prawdzie to bałam się, że będą z nią problemy, ale nie jest tak źle.
Terminusi szybko przybyli. Po prawdzie, to trochę za szybko. Też nie byle jacy, a dość kompetentni. Osłabili to, co tam się działo pod ziemią tak, że teraz możemy tam zejść.
Znowu wracamy do osoby Zośki. Albo ma plecy, albo jest kimś ważnym. Lub faworytą jakiegoś zdegenerowanego arystokraty… choć akurat na taki los nie zasłużyła.
Bez problemu zgromadziła oddział - nie, ponad dwa oddziały - tylko dlatego, bo miała kaprys, żeby sprawdzić, kto rzucił zaklęcie na jedną, pojedynczą sukienkę. Potem cały czas towarzyszyło jej dwóch terminusów. Co więcej, jeździ sobie limuzyną (a cokolwiek Wiktoria nie powie, to jest limuzyna. Żadna z moich koleżanek czy znajomych nie posiada takiego samochodu). A teraz pstryknęła palcami i pojawił się oddział terminusów Srebrnej Świecy. Ośmiu magów. Wyraźnie słuchają wszystkich jej poleceń.
Pojęcia nie mam, jak to działa. Ale albo ród Sowińskich jest aż tak potężny - w co po prostu nie wierzę - albo ona jest naprawdę wysoko postawiona. Może być osobistym ochroniarzem jakiejś znacznej osoby. Co sprawia, że już zupełnie nie rozumiem, dlaczego zainteresowała się tą sukienką.
Nie rozumiem tego. Co jedynie sprawia, że sprawa staje się jeszcze bardziej niebezpieczna.
Czy jest bardziej podobna do mnie czy do Wiktorii? Mam nadzieję, że do Juliana…
Cóż, jest jeden plus. Jest dziewczyną. Innymi słowy, "potężni mężczyźni" słuchają się dziewczyny. Świat wreszcie jest na swoim miejscu.
…czemu muszą słuchać akurat jej? _-_.
…z drugiej strony… alternatywą jest na przykład Wiktoria -_-'…


Z myśli Barbary Sowińskiej

Hmm… 'Yuriko'… Sprawna w walce, spostrzegawcza, chociaż… w żadnym wypadku nie dyplomatka. Kojarzy mi się odrobinę z Ewą… chociaż… ich spotkanie mogłoby byc dość… wybuchowe.
Mam wrażenie, że nie ma o mnie najlepszego zdania. Chociaż chyba ta sytuacja przed domem… poprawiła jej mneimanie o mnie. Zastanawiam się, czy to dobrze…
Co ciekawe, odniosłam wrażenie, że dużą satysfakcję sprawia jej patrzenie jak ja komenderuję oddziałem magów. Dlaczego?! To… nijak nie ma sensu.
Terminusi pojawili się szybko. Spróbowaliby nie. Chyba uznali mój status. I jakoś mniej było takich wspomnień w stylu "córeczka tatusia niech się pobawi". A zresztą… pomijając juz wszystko inne, na hasło 'dziki węzeł na wolności' chyba każdy terminus by się stawił.
Na dole zastaliśmy coś… czego nie do końca oczekiwałam. Nie był to węzeł, tylko artefakt, jeszcze sprzed Zaćmienia.
W piwnicy domu zebrała się grupa zwykłych ludzi. Odprawiali coś w rodzaju… mszy? Czuwania? A artefakt pobierał od nich moc. Terminusi nie mogli zniszczyć artefaktu, bo zabiliby ludzi. Oczywiście, nie wchodziło to w grę…


Z myśli Ireny, po zejściu na dół

To przykre…
To naprawdę przykre…
Ech…
Ludzie rozpaczliwie pragną mocy. Pragną potęgi. Potrzebują rozpaczliwie czegoś, co sprawi, że będą czuli się lepsi.
Prawdziwy Wojownik wie, że należy polegać tylko na sobie. Wie, że rzeczywistość kształtują ci, którzy mają tak silną wolę, że otoczenie dostosowuje się do nich… niepotrzebna do tego jest moc. Niepotrzebna jest magia.
Wystarczy porównać na przykład Joannę D'Arc (nie była magiem) i Juliana (jest magiem). Zupełnie inna klasa.
Ci ludzie tu, w piwnicy… to najsmutniejszy widok, jaki widziałam od dawna.
Prowadzę dojo. Pomagam dziewczynom, które się czegoś boją. Które chcą się czegoś nauczyć. Nie wychodzi im. Są przestraszone. Czasem brakuje im odwagi. Środowisko je często zniechęca. Trudno być samodzielną dziewczyną w patriarchalnym społeczeństwie. Czasem są przytłoczone otaczającym je światem. Ale walczą. Starają się. Polegają na sobie. Nie na mnie - ja jestem tylko narzędziem, dzięki któremu są w stanie odzyskać poczucie własnej godności i to im mówię. One uczą się liczyć na siebie. Nie liczą na to, że jakaś 'magiczna siła' rozwiąże ich problemy.
Ci ludzie… oni nie wierzą w magię.
A jednak siedzą tu wszyscy. Wierzą w… jakiś stary, zniekształcony magicznie artefakt.
…czy moze być coś smutniejszego?
…ech…


Z myśli Wiktorii, po zejściu na dół

Artefakt… najpewniej to on jest źródłem problemu.
Źródłem problemu? Czy może… sygnałem?
Czyżby to była robota spadkobierców Asha? Przyznaję… Ash nie zniżyłby się do skrzywdzenia ludzi by uderzyć w demony… z drugiej strony… pod koniec swojego życia stał się dość żałosnym stworzeniem. Zdegenerowanym potworem magii krwi… nie 'viciniusem' a 'potworem'. Śmiertelnie zranił Elwirę, prawie zabił Marcina i chciał pożreć Kamilę. Może… może jego spadkobiercy działają jak on kiedyś… a może, jak pod koniec jego życia.
Jest tylko jedna metoda, by się tego dowiedzieć…


Irena, patrząc, jak Wiktoria dotyka artefaktu pozwalając mu nawiązać z nią komunikację

Nie rób tego!!! Nie!!! Virus!!!


Z notatek Barbary Sowińskiej

A już mi się wydawało, że wszystko wyjdzie zgodnie z oczekiwaniami… naiwność…
Krótki rzut oka na sytuację na dole pozwolił mi stwierdzić, że jeśli wytrącimy ludzi spod władzy tego artefaktu, ów 'węzeł' zacznie tracić moc. To ich wiara go napędzała.
Co jak co… ale na przegadywaniu ludzi to trochę się znam. Pierwszych kilkanaście osób było proste - po odwołałam się do podstawowych ludzkich uczuć. Guru dał się podpuścić i wpadł w kilka pułapek semantycznych.
Zauważyłam, że im mniej ludzi węzeł miał we władaniu, ty bardziej ich eksploatował. Jeśli chcieliśmy, by wszyscy przetrwali, trzeba było działać szybko.
'Virus' zastosowała ciekawą taktykę. Znalazła chłopaka, który chciał się dowiedzieć, jak podrywać dziewczyny i powiedziała, by zapytał, jak poderwać ją. Czyżby panienka nietykalska? Hmm… o dziwo, zadziałało.
'Yuriko' swoim zachowaniem potwierdziła to co i się wydawało wcześniej. Nie jest dyplomatką i nie bardzo potrafi sobie poradzić w kontaktach w dużej grupie. Stała i obserwowała z boku, w każdej chwili gotowa do zareagowania, gdyby coś poszło nie tak. Zupełnie nie jak Ewa. Ale przynajmniej potrafiła przyznać przed sobą, że tutaj nic nie jest w stanie pomóc. Bo osobiście uważam, że sama mogła coś może wymyśleć…
A potem… kiedy 'wiernych' zostało już zaledwie kilku, 'Virus' zrobiła coś co ogromnie mnie zaskoczyło. Guru w którymś momencie rzucił wyzwanie, byśmy 'spojrzeli w oczy prawdy'. I 'Virus' to zrobiła, najwyraźniej niebotycznie zaskakując 'Yuriko'. I mnie.
Nie trzeba było tego robić.
Z drugiej strony… w jej zachowaniu było coś więcej. Zachowywała się, jakby wiedziała co robi i miała bardzo konkretny cel.
Będę się musiała nad tym jeszcze zastanowić…


Z komunikacji artefaktu z Wiktorią

- Komunikacja nawiązana.
- Nareszcie…
- Ja jestem Bogiem. Ukorz się przede mną a objawię Ci prawdę i sprawiedliwość.
- Bogiem? Moim Bogiem?
- Zakłócenie wzorca kontrolnego.
- Przeszukaj mój 'wzorzec kontrolny'. Znajdź mojego 'boga'.
- Jestem… jestem…
- <skupienie>
- Jestem… tobą…
- <radosny, dziewczęcy uśmiech>
- Ja mówię do Ciebie…
- Nie możesz mówić do mnie, bo ja jestem sobą a ty nie jesteś mną.
- Zakłócenie wzorca kontrolnego.
- Jesteś drzewem.
- Jestem tobą.
- Mmm… tak na logikę - jak możesz być mną, skoro ja jestem sobą?
- Jestem tobą… jestem tobą… jestem…
- Jesteś drzewem. Drzewem. Drzewem. Drzewem!
- Jestem… tobą. Jesteś… drzewem.
- Świetnie. Dochodzimy do czegoś.
- Jesteś drzewem.
- Tak, jestem drzewem! Klonem lub lipą. Powiedz mi, o przewspaniałe drzewo, kim jest Ash.
- Drzewo… drzewo… drzewo…
- …?
- Ash… brak skojarzeń.
- Kto jest twoim właścicielem?
- Bóg nie ma właściciela.
- Ale drzewa mają.
- Bóg… moim właścicielem jest mistrz Miernicki.
- Świetnie. Kim ja jestem?
- Jesteś drzewem.
- Czeka mnie jeszcze trochę pracy… mój kochany kasztanowcu…


Z szeptanego rugania Wiktorii przez Irenę

- Ty idiotko! Ty skończona… co ty sobie myślałaś?! Nie jesteś Gosią! Nie jesteś terminusem!
- <słaby uśmiech>
- Nie uśmiechaj mi się tu teraz! Wystraszyłaś mnie na śmierć! Co ja by zrobiła, gdyby coś Ci się stało?!
- Nie byłoby… tak źle jak myślisz… są tu terminusi…
- Tak, terminusi Srebrnej Świecy! Cóż to, nagle ufasz Zośce i jej wesołej bandzie?!
- Nie… ale… musiałam się przekonać…
- Co?! Co było tak ważne?!!
- To nie… Za tym nie stoi Ash. Kamila jest bezpieczna…
- …
- Plus… zawiesiłam artefakt… nie powie nic o nas…
- Złamią to. Ich jest więcej.
- Ale sam fakt, że Kamila… jest bezpieczna… że to wiem… był tego warty…
- …nie strasz mnie tak. Mam tylko Ciebie i Olę…
- …jasne <uśmiech>. Zaufaj mi.
- Nigdy!


Wyjątek z raportu Jana do Barbary Sowińskiej

…po rozwiązaniu całej sprawy z powodzeniem okazało się, iz żaden z ludzi znajdujących się we władzy artefaktu nie ucierpiał w sposób nieodwracalny. Panienki umiejętności przekonywania okazały się więcej, niż wystarczające (a pozwolę sobie stwierdzić, że aż znacznie przewyższające stopień trudności zadania jakiego Panienka się podjęła). Tajemnicze czarodziejki współpracujące z Panienką otrzymały dokument z zaproszeniem na spotkanie z Panienką Barbarą Sowińską, ale pozostały w nieświadomości faktu, iż Panienka Barbara Sowińska i Agentka Zofia Talbot są jedną i tą samą osobą. Pozwolę sobie z przykrością zauważyć, iż czarodziejka zwana 'Yuriko' skrzywiła się wyraźnie i wyraziła nieparlamentarnie o konieczności rozmowy z osobą tak wysoce postawioną nazywając ją 'nie w pełni zgodną z moralnością i standardami intelektualnymi przedstawicielką rodu szlacheckiego'… czy coś w tym stylu. Na to jej towarzyszka zareagowała lekkim oburzeniem, co pragnę zaznaczyć z pokorą. Chciałbym też zwrócić uwagę na to, iż jej towarzyszka, zwana 'Virus' (zaprawdę, młode damy w dzisiejszych czasach dobierają sobie zaiste osobliwe przydomki) nie zaregowała nadmierną obawą czy wątpliwościami co do umiejętności zachowania się w towarzystwie arystokratki, mimo, iż wyraźnie zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo godne zachowanie jest ważne w kontaktach z osobami sfery Panienki. Pozwolę sobie pokornie wyrazić opinię, iż jest ona ('Virus') zaznajomiona z nie tylko zwyczajami arystokracji, ale i plotkami - a nawet opiniami o arystokracji krążącymi w samej arystokracji - czego dowodem jest zdecydowanie stwierdzenie, iż 'Panienka Barbara Sowińska jest osobą wielkiej skromności i ciszy, traktującą swego Wspaniałego Ojca z odpowiednią rewerencją i dozą szacunku'… czy coś w tym stylu.
Z najwyższym poważaniem
~Jan.


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

'Virus' i 'Yuriko' wzbudziły moje zainteresowanie. Choć zapewne, gdyby to przeczytały, byłyby bardzo niezadowolone. Mam wrażenie, że najchętniej uniknęłyby kontaktów zarówno z Zofią jak i z Barbarą Sowińską. Najwyraźniej czegoś się obawiają i pozwolę sobie przypuszczać, że ma to związek z Milennium… może naraziły się komuś w tej organizacji? To daje ciekawy punkt zaczepienia. Gdyby udało się skłonić je do współpracy, mogłabym zaoferować im pewą formę ochrony. Oczywiście, nie absolutną, ale na pewno dość skuteczną.
Po skończonej akcji zaprosiłam je do pobliskiego hotelu (było późno w nocy). Ku mojemu zdziwieniu, przyjęły zaproszenie. 'Yuriko' po raz pierwszy nie oponowała słysząc z moich ust propozycję nie związaną ściśle z zadaniem… to chyba dobry znak. Najwyraźniej w samym hotelu chciały mnie zszokować, domagając się wspólnego pokoju. Yuriko zażądała tego tak wyzywającym tonem…


Z ponurych myśli Ireny w pokoju hotelowym

…gdzie jesteś, Isuzu, gdy Cię potrzebuję…
Nie, nie wolno mi tak myśleć. Prawdziwy Wojownik polega tylko na sobie i na dostępnych środkach. Myślenie w ten sposób sprawi, że nie będę niczym różniła się od tych pseudo-religijnych zombie w podziemiach…
Widziałam, że Wiktoria zdziwiła się, gdy przyjęłam zaproszenie. Co miałam zrobić… była taka słaba. Nie wiem, czy dałabym radę przetransportować ją do kryjówki tak, by jednocześnie zgubić agentów Sowińskich…
Tu przynajmniej mogę się nią zająć. I mam trochę czasu na to, by wykombinować odpowiednią drogę ewakuacji.
Przynajmniej Zofia jako profesjonalistka zrozumiała, czemu chciałam mieć z Wiktorią wspólny pokój. Nie oponowała. To jedynie dobrze o niej świadczy - nie ufam jej i nie będę jej ufać. Zbyt wiele zależy od mojego instynktu i zmysłów.
Pokój jest niewielki. Taki chciałam. Moje pole osobiste obejmuje fragmenty znajdujące się trochę poza pokojem. Dzięki temu jeśli pojawi się tam ktoś - szpieg, zabójca - będę to wiedziała.
Na razie nikogo tam nie ma.
Kolejna bezsenna noc.
Prawdziwy Wojownik nie narzeka. On walczy!
<ziew>.


Z ponurego dialogu Wiktorii i Ireny w hotelu rano

- Mm… ale się wyspałam. Jak minęła noc?
- <mroczne spojrzenie>


Z kłótni Ireny z Wiktorią, przy próbie wypisania się z hotelu

- Co to znaczy: "wszystko opłacone"?
- No… widziałaś liścik, Yuriko.
- Ale… ale…
- Posłuchaj. W dowód uznania. Z nadzieją na przyszłą współpracę. Co z tego Ci nie pasuje?
- Nie podoba mi się to, że ta decyzja była podjęta beze mnie.
- Ir… Yuriko… gdyby ci ją przedstawiła, nie przyjęłabyś jej.
- Masz rację. Chce pokazać mi wyrazy uznania? Niech mi to po prostu powie.
- Wtedy uznałabyś to za, czekaj, jak to nazywasz… 'włazidupstwo'.
- …
- Wiem wiem, prawdziwy wojownik i tak dalej. Ale - może raz, jeden jedyny raz - pozwól sobie podziękować nocą w hotelu i śniadaniem?
- Virus… zrobiłam to, by pomóc niewinnym ludziom. Nie dlatego, by przespać się… przepraszam, siedzieć całą noc w hotelu!
- Nikt Ci tego nie odbiera.
- Ta zapłata zmienia mnie w najemnika.
- Nieprawda. Jest jedynie wyrazami podziękowania za to, co zrobiłaś. Za to, czego ona nie dałaby rady zrobić. Słuchaj - ona nie jest mężczyzną. Nie próbuje Cię kupić ani przelecieć.
- …
- No, chyba że woli dziewczyny ;-).
- ………
- Nie, ale serio: chcesz, by nas rozpoznano?
- …o co Ci chodzi?
- Popatrz: jeśli odmówisz podarunku, zachowasz się dokładnie tak, jak każdy by się tego po Tobie spodziewał. Jeśli go przyjmiesz - zadziałasz nie tak jak osoba, którą… ekhm… nie jesteś.
- …nie chcę działać wbrew swoim zasadom.
- Na pewno jest jakaś regułka o prawdziwych wojownikach i chytrych podstępach.
- …
- No widzisz? Przyjmujemy prezent.
- …dobrze…
- Jedźmy jak najszybciej do Oli.
- Z tym się zgadzam.


Z myśli Barbary Sowińskiej

'Yuriko' i 'Virus', tudzież 'Natalia'… interesujące dwie osoby. Mam nadzieję, że w możliwym do przewidzenia czasie uda mi się skłonić tą dwójkę do współpracy. To co o nich wiem (choć w dużej części pochodzi od nich samych) pozwala mi zaryzykować założenie, że ich działania nie były skierowane przeciwko mnie. Czy tak było, czy nie, nie wiem. Ale przeczucie mówi mi, że mam rację. Choćby samo ich zachowanie, gdy uciekałyśmy na motorze może świadczyć o tym, że nie mają złych zamiarów. Gdyby tak było, 'Yuriko' nie zaoferowałaby mi miejsca na motorze… chyba, że to większa intryga. Ale jakoś… 'Yuriko'?
Cóż, pozostaje mi teraz podjąć jakąś decyzję.


Dyskusja Wiktorii i Ireny, w Bazie Tymczasowej.

- Podsumujmy…
- Ok. Totalna katastrofa.
- …wow.
- No a jak to nazwiesz?! Poczekaj… Twój salon jest śledzony. Mogą wiedzieć o naszym mieszkaniu. Mogą wiedzieć o naszej kryjówce. Na pewno nie znają tego miejsca. Ale… to wszystko co mamy!
- Przyznaję… widzę pewne… komplikacje.
- Komplikacje?!
- Tak… co gorsza, nie wiem, co ona zrobiła z kobietą, która przyjęła zwróconą suknię.
- …świetnie. Po prostu… ech… Prawdziwy Wojownik nie piekli się na rzeczywistość, próbuje ją zmienić!
- …dobrze, że słuchasz własnego kodeksu.
- Trzymam się go! …ale niestety jestem tylko człowiekiem…
- Spokojnie… spokojnie…
- Innymi słowy, akcja - w mojej opinii - okazała się totalną katastrofą. Co gorsza, ci Sowińscy z pewnością się nami zainteresują!
- Prawda… ale jestem w stanie przekuć porażkę w zwycięstwo.
- Masz na myśli…?
- Popatrz: wywarliśmy na niej wrażenie. Wie, że dużo potrafimy. Wykorzystajmy to.
- Jak?
- Popatrz: wystarczy, że sprawimy wrażenie, że jest nas więcej i jesteśmy silniejsi. Podniesiemy swoją pozycję i zmusimy Sowińskich, by dali nam spokój. Jeżeli się uda, może uda nam się ich wykorzystać do współpracy w walce przeciwko Milennium.
- Optymistka z Ciebie…
- Hej, mamy inne wyjście?
- …Nie, żebym jakieś widziała… rób jak chcesz, Wiki, ja zawsze będę stała za Tobą.


Z myśli Barbary Sowińskiej

Chyba jednak odwołam agentów śledzących tą dwójkę. Mam wrażenie, że… przynajmniej na razie nie są dla mnie zagrożeniem. Zapewne ojciec zbeształby mnie za takie podejście i poleganie na przeczuciach, ale cóż… moja skóra. Zresztą… odwołanie agentów wcale nie oznacza utraty zainteresowania. Wciąż mam dość pewny punkt zaczepienia. Każę moim molom sprawdzić dokładnie ten salon. Z kolei ze zdjęć operacyjnych spróbuję zrobić kilka wersji wyglądu tej dwójki. Może wreszcie uda mi się skojarzyć choć odrobinę, z kim mi się kojarzy ta 'Virus'…
W ostatnim odruchu napisałam ten liścik dodając namiary na Jana. Już sam fakt z kim będą chciały się skontaktować troszeczkę mi powie.


Z notatek osobistych Barbary Sowińskiej

Do Jana przyszło zapytanie o możliwy termin spotkania zarówno z Barbarą jak i z Zofią.
Czy one myślały, że pozwolę im się spotkać z oboma jednocześnie? Co to ja, rozdwoić się mam?
Cóż… dostały temin spotkania do obu… Do mnie wcześniej, do Zofii później… Terminy mniej więcej naprzemienne, z co najmniej dwudniowym odstępem w każdym wypadku. Zobaczymy, co wybiorą.

A jednak Barbara, a nie Zofia… Czyli jednak wolą rozmawiać z 'górą' a nie ze zwykłymi agentami. Jaki z tego wniosek? Chcą coś osiągnąć u samej góry. Może to być święty spokój lub też cokolwiek innego.

Hm…
Chyba jestem usatysfakcjonowana wynikiem rozmowy… Mam wrażenie, że ta ich 'organizacja' może być dostatecznie duża jak na moje potrzeby… Choć równie dobrze może tak nie być. Będę musiała wymyślić sposób, żeby to zweryfikować… Chyba poproszę Ewę o pomoc… ]:-> Ona może to zrobić tak, żeby nie było żadnego powiązania pomiędzy mną a tą akcją…
Co do samej rozmowy…
'Virus' oczywiście nie rozpoznała we mnie Zofii… Bo i niby skąd?
Od pierwszej chwili postanowiła przejść do ataku…
Może i jestem nic nie znaczącą, słabą, grzeczną 'córeczką tatusia', ale nie będę tolerować żadnych gróźb skierowanych pod adresem moim lub moich ludzi… Co też jej od razu delikatnie wyjaśniłam i zrewanżowałam się jeszcze subtelniejszym ostrzeżeniem. Mam wrażenie, że zrozumiała aluzję…
'Virus' to zdolna negocjatorka, jednak udało mi się osiągnąć to, co de facto chciałam - możliwość szybkiego kontaktu. 'Virus' chyba chciała mnie, mówiąc brzydko, 'wyrolować'. Zasugerowała metodę kontaktu jak z mhoocznych (i kiepskich) powieści szpiegowskich. Ogłoszenie w gazecie… niby wszystko ładnie, pięknie, ale pozwoliłoby im to zniknąć na amen… Czy ja wyglądam na głupią lub naiwną?
Udało mi się uzyskać (choć chyba powinnam powiedzieć 'wymusić') inną metodę kontaktu. Wikt, opierunek i ochrona jak dla gościa to niewielki koszt za zakładnika. Nawet jeśli jest to Wiktoria Diakon.
Swoją drogą ciekawe… Jako, że agent kontaktowy musi być zdolny do podejmowania pewnych decyzji (co również delikatnie zasugerowałam), nie może to być zwyczajny szeregowy członek… A zatem Wiktoria jest osobą, która coś tam znaczy. Ochrona jej może być nieco uciążliwa ze względu na jej porachunki z Milennium. Z drugiej strony, ochrona ta trwa tak długo, jak znajduje się ona na moim terytorium. A tam już sam fakt, że to terytorium Sowińskich sprawia, że będzie raczej bezpieczna. Ciekawą informacją będzie też to, ile czasu będzie spędzać pod tą ochroną i żyjąc na mój koszt… Na razie mamy prostą, obopólną umowę… Ja nie nasyłam na nich swoich agentów, ale mam za to możliwość kontaktu z Wiktorią Diakon o dowolnej porze dnia i nocy. Oni zaś mogą się kontaktować z Janem - nie dam im bezpośredniego dostępu do siebie. Oczywiście, moje mole jeszcze przez jakiś czas będą się interesować salonem 'Piękna Róża', choć będą to robić bardzo dyskretnie. No i ten temat też chyba nadam Ewie… Choć to jeszcze muszę przemyśleć.
Nie przeszkadza mi utrzymywanie panienki Diakon przez jakiś czas… Zwłaszcza, że w ten sposób stała się moją gwarancją ich intencji. A przy okazji, może uda mi się ją nieco lepiej poznać, a muszę przyznać, że od jakiegoś czasu ta konkretna osoba mnie intrygowała.
Mam również wrażenie, że udało mi się osiągnąć pewne postępy z samą 'Virus'. Przyszła spięta, nerwowa i gotowa na cokolwiek… W miarę rozmowy jednak powoli się rozluźniała. Kiedy (zgodnie z tym, co wcześniej ustaliliśmy) wszedł Jan z plikiem papierów, 'Virus' puściła do niego oczko. Nie wiedzieć czemu wydaje mi się, że nie jest to zachowanie normalne dla osoby przekonanej, że właśnie ma przed sobą spore zagrożenie…
Cóż… zobaczymy, co będzie.
Chyba można powiedzieć, że uczyniłam pierwszy krok na drodze do pewnej niezależności. Mam tylko nadzieję, że noga mi się za bardzo nie powinie…
Ech… w razie czego zawsze mam jeszcze Jana i Ewę…


Początek kłótni w zapasowej, niezbyt luksusowej bazie trzech przyjaciółek

Irena: Igrasz z ogniem.
Ola: Ona ma rację! To zupełne szaleństwo!!!
Wiktoria: …zupełnie nie rozumiem o co wam chodzi <rozbawiona>.
Ola: Grasz z kobietą, która rzuciła kontyngent… nie, armię przeciwko jednemu niewprawnie śledzącemu człowiekowi!
Wiktoria: Jestem dobra w te gry.
Ola: Zupełnie… zupełnie nie liczysz się z nami i tym co powiemy!
Wiktoria: Wręcz przeciwnie.
Irena: …Yu~ri~ko?
Wiktoria: Słuchajcie… może zacznijmy od początku.
Ola: Ale…
Irena: Nie, dajmy jej powiedzieć, co ma do powiedzenia…
Wiktoria: Dziękuję.
Wiktoria: Słuchajcie, musimy zacząć od tego kim są Sowińscy. Podejrzewam, że tego nie wiecie. Jest to bardzo potężny arystokratyczny ród wywodzący się z Warszawy, władcy całej Srebrnej Świecy.
Irena: …
Ola: Co masz na myśli, mówiąc 'władcy'?
Wiktoria: Od ponad stu lat Sowińscy rządzą gildią znaną jako Srebrna Świeca…
Ola: Nieprawda. Zanim Andrzej Sowiński przejął władzę po Zaćmieniu szefem gildii był Roman Baryłowicz. Wiem to, przecież byłam magiem Srebrnej Świecy…
Wiktoria: Ech… a zastanawiałaś się kiedyś, komu raportował Baryłowicz?
Ola: Chyba żartujesz!
Wiktoria: Nie, nie żartuję. Mój ojciec mi to powiedział. Jak chyba pamiętasz, pochodzę ze znanego i znaczącego arystokratycznego rodu.
Irena: <z sarkazmem> Prawie tak znaczącego jak Sowińscy.
Wiktoria: Nie. Ale o podobnym znaczeniu jak Mausowie. Różnica jest taka, że Mausowie zdecydowali się podlegać Sowińskim, a Diakoni nie zdecydowali się podlegać nikomu, tylko wraz ze Świerszczykami i kilkoma innymi rodzinami założyli nieformalny sojusz tworząc osobną siłę. Między innymi za to my trzy teraz płacimy…
Irena: Dobrze, rozumiem <z rezygnacją>. Ale nadal nie rozumiem, co to ma wspólnego z twoim szalonym planem.
Isuzu: Prawdziwy Wojownik cechuje się cierpliwością i rozwagą przed podjęciem nawet pozornie najprostszej decyzji.
Irena, Wiktoria, wspólnie: Dziękuję za wsparcie, Isuzu.
Wiktoria: Dość proste, jak o tym pomyślisz… Sowińscy są, w praktyce, najpotężniejszym rodem w Polsce. Można powiedzieć, że przez to, że mają kontrolę nad Srebrną Świecą są rodem z którym nie można się nie liczyć. Z drugiej strony Milennium - nasi przeciwnicy - dopiero zaczynają funkcjonowanie. Oni dopiero muszą się wybić. I nie są w stanie tego zrobić bez wsparcia ze strony Sowińskich… lub innych potężnych rodów magicznych.
Irena: Czyli, jeśli dobrze rozumiem, Sowińscy to taka mafia?
Wiktoria: Niekoniecznie. Mafia to raczej ród Zajcewów, który stara się dorównać Sowińskim. Sowińscy to raczej… taka ogromna rodzina o niesamowitych wpływach. Wojny w tym rodzie nie należą do rzadkości a, jak się mówi, każdy mag ma trochę krwi Sowińskich w swoich żyłach.
Irena: …ja na pewno nie.
Ola: Ja mam nadzieję, że też nie.
Wiktoria: Tak czy inaczej… to jest okazja na jaką czekałyśmy! Możliwość, by zamiast uciekać, zacząć znowu walczyć, znowu działać. Jako Wiktoria Diakon powrócę do towarzystwa - i to na samym szczycie, wśród najlepszej z możliwych kandydatek, bo samej następczyni - Barbary Sowińskiej!
Ola: To wygląda na dość niebezpieczne…
Wiktoria: Bez obaw. Dziewczyna jest młoda i ambitna. Co więcej, uczyła się na KADEMie, nie na Srebrnej Świecy.
Ola: Dlaczego na KADEMie?
Irena: Może ideały KADEMu jej bardziej odpowiadały?
Wiktoria: Dokładnie. A ideały KADEMu są zdecydowanie bliżej Akademii Zaklęć niż Srebrnej Świecy.
Ola: …wiecie… nie każdy mag Srebrnej Świecy jest zły…
Irena: Wiemy o tym, sama jesteś najlepszym przykładem.
Ola: I nie każdy czarodziej Akademii Zaklęć był od razu najcudowniejszy… chociaż Jerzy Marduk…
Irena: Kolega Jerzy był przypadkiem… terminalnym.
Wiktoria: Może… wrócimy do tematu?
Ola: Przepraszam.
Wiktoria: Z tego co rozumiem, Barbara Sowińska nie tylko dobrze czuła się na KADEMie, ale i zdobyła tam przyjaciół. Niektórzy z nich nadal ją odwiedzają, vide Ewa Zajcew.
Irena: Czekaj. Zajcewowie to ta mafijna arystokracja?
Wiktoria: Ta sama.
Irena: Świetnie…
Ola: Hej, wiesz jak to jest w wyższych kręgach…
Irena: Szczęśliwie, nie wiem. I nie muszę wiedzieć.
Isuzu: Prawdziwy Wojownik staje w ciszy pomieszczenia i nie odzywa się, póki nie oceni pełni sytuacji.
Irena: …przepraszam.
Wiktoria: <uśmiech zadowolenia> Nie tylko Ewa Zajcew. Jakiś 'plebs' z KADEMu nadal się z nią widuje. Co więcej, zaprzyjaźniła się z kilkoma magami z Academii Daemonica.
Ola: Niemożliwe!
Wiktoria: I do tego ma osoby jej lojalne i wierne w Srebrnej Świecy. Połącz to z tym, że teraz została wybrana następczynią swego ojca. Tak, jedynie jedną z wielu… ale nadal następczynią. Przyłączenie się do niej teraz jest więcej niż cenne.
Irena: Co masz na myśli?
Wiktoria: Jeśli przyłączymy się do niej teraz, kiedy nas najbardziej potrzebuje, jesteśmy w podwójnie dobrej sytuacji. Po pierwsze, jesteśmy wśród jej pierwszych stronników… po drugie, sposób w jaki będzie nas traktowała będzie papierkiem lakmusowym dla innych magów chcących się potencjalnie do niej przyłączyć.
Irena: Jakie 'my'?
Wiktoria: Oj, na razie ja się do niej przyłączyłam. 'Virus' oddelegowała mnie, Wiktorię Diakon jako łącznika. Pomyślcie… Milennium zawsze mnie obserwuje. Jeśli staram się coś zdobyć czy osiągnąć, zaraz mój kochany braciszek stara się mi to zniszczyć. A teraz? Atak na mnie będzie atakiem na Barbarę Sowińską! A ja mam możliwość nastawienia najpotężniejszego magicznego rodu w Polsce przeciwko Milennium!
Ola: Nie wspominając o możliwych luksusach ;-).
Wiktoria: <pisk radości>.
Ola: Ale… jak oceniasz Barbarę Sowińską? Co o niej myślisz?
Wiktoria: Uważam, że mogłyśmy trafić gorzej. Barbara Sowińska może umożliwić nam normalne życie, takie, jakie mogłybyśmy mieć, gdyby nigdy nie pojawił się Edward Diakon. I - zauważcie - by to osiągnąć wystarczy jedynie pomagać ją i wspierać. Co więcej, pomagamy jej i wspieramy jedynie w takich sytuacjach, które faktycznie chciałybyśmy rozwiązać: zagrożenie dla magów, ludzi i viciniusów.
Ola: …osobiście wolę formę 'meridian'…
Wiktoria, Irena: <westchnięcie>
Irena: Cóż… jak tak to przedstawiasz, widzę, że nieźle sobie to zaplanowałaś. Faktycznie, przekułaś porażkę w… pewną formę zwycięstwa.
Wiktoria: To cała ja ;-).
Ola: …nasza skromnisia…
Wiktoria: Hej, doceńcie mój geniusz :D.
Irena: Zrobię co w mojej mocy by Cię ochronić, jak to będzie konieczne. Ale… nie wiem czy mi się to uda. Nie tym razem.
Wiktoria: Nie będzie gorzej, niż teraz, z Milennium na naszych plecach i zmuszonych do wiecznego ukrywania się i uciekania. To okazja. Szansa.
Ola: Dużo ryzykujesz.
Wiktoria: Nie więcej niż Wy, przebywając ze mną… a co na to powie Isuzu? Co Prawdziwy Wojownik uważa o moim planie?
Isuzu: Miło, że zapytałaś. <spokojny uśmiech ducha pogodzonego ze swoim losem>. Wojownik zapędzony w kąt walczy. Jednak Prawdziwy Wojownik wie, że znajdując się w kącie jest potrzebny jedynie jeden manewr, by to przeciwnik znalazł się w tym kącie.
Wiktoria: Kocham Cię, Isuzu! <pisk>
Isuzu: Prawdziwy Wojownik potrafi przejrzeć przez miłe złudzenia i zobaczyć prawdę, jak bardzo by smutna i straszna nie była.
Wiktoria: Naprawdę. Bardzo, bardzo Cię lubię. Bez Ciebie nasz zespół nie byłby nigdy tym samym.
Isuzu: <nie wie co powiedzieć>


Rozmowa Jana z Barbara Sowińską

- Słucham, panienko?
- Janie… nikt nas nie słucha. Możesz darować sobie 'panienkowanie'.
- Nawet, jeżeli panienka sobie tego życzy, tego konkretnego polecenia wykonać nie mogę.
- <westchnienie> Nigdy Cię nie przekonam, prawda?
- Obawiam się, iż nawet gdyby ojciec panienki wydał mi ten rozkaz, nie byłbym w stanie go posłuchać.
- Ech… No dobrze, wiem, kiedy się poddać. Tymczasem.
- Jak panienka sobie życzy.
- No dobrze… Powiedz mi, Janie… co sądzisz o 'Virus'?
- Nadzwyczaj interesująca młoda dama. Urodzona aktorka. Intligentna i świadoma swych możliwości. Choć nie jestem pewien czy świadoma tego, czego nie może osiągnąć. Jednakowoż, jak panienka zapewne wie, jest to przywilej młodości.
- Wyczuwam pewien przytyk… ;) Ale ja na szczęście mam kogoś, kto mi podpowie, kiedy pakuję palce między drzwi…
- Jeżeli panienka tak uważa… Pozwolę sobie wrócić do mojej wypowiedzi. Owa młoda dama… bowiem fakt, iż jest młodą damą, przynajmniej z zachowania, uważam za bezdyskusyjny, wykazuje swoistą beztroskę nieprzystającą osobom na odpowiednio wysokiej pozycji, świadomym implikacji każdego swojego ruchu.
- A co sądzisz o wyniku moich negocjacji z panienką 'Virus'?
- Panienka osiągnęła sukces. Pozwolę sobie stwierdzić, iż uważam, iż sama panienka nie spodziewała się tak korzystnego wyniku negocjacji. Z drugiej jednak strony, owa młoda dama sprawiała wrażenie osoby przekonanej iż odniosła sukces. Podejrzewam, iż uważa, że udało się jej osiągnąć cel, którego my nie znamy kosztem panienki. Przynajmniej to wynikałoby z jej miny i zachowania.
- Czyli mniej więcej zgadzamy się w ocenie jej zachowania pod koniec rozmowy… Interesujące jest też to, że na swojego agenta kontaktowego wyznaczyli Wiktorię Diakon…
- Czy mogę dowiedzieć się, co panienkę tak dziwi w tym wyborze?
- Nie wiem, czy mnie dziwi… Mam jednak wrażenie, że kryje się za nim coś więcej… Nie jestem tylko pewna, co to takiego.
- Dziękuję, panienko.
- Wiktoria Diakon może być potencjalnie dość niebezpiecznym gościem… Z drugiej strony, Milennium raczej nie podejmie próby bezpośredniego ataku na terenie Sowińskich.
- Agenci panienki w Milennium donieśli mi, iż przełożony tej organizacji, Edward Diakon, zabiegać będzie o audiencję u panienki w związku z ogłoszeniem panienki jako potencjalnego następcę ojca panienki.
- Ciekawe, czy poruszy temat swojej siostry… Ich wzajemna niechęć (choć może powinnam powiedzieć 'nienawiść') jest powszechnie znana…
- Pozwolę sobie stwierdzić, że jeżeli choćby połowa z tego, co o nim wiemy jest prawdą, to przybywając tutaj będzie już wiedział czy panienka będzie skłonna spełnić jego prośbę czy też nie.
- To może być interesująca dyskusja… Dziękuję, Janie.


Rozmowa Ewy Zajcew z Barbara Sowińską

- Wiktoria Diakon?!
- Tak. Właśnie ona.
- Ten gorący kartofel? Podłożyli Ci ją?
- Hej, zawsze mam Ciebie jako specjalistkę od gorących rzeczy ;)
- No tak, ale… sprytni są. Jednym manewrem kopnęli w jaja dwóch oprychów. No co, nie patrz jakbym Ci jamnika spaliła…
- Nic, nic…
- Popatrz, mają agentkę. Tą Diakonównę. Milennium zaczęło dochodzić do tego, gdzie ona się znajduje. Nie są na tyle mocni, by ją ochronić… Wiec wrzucili ją Tobie. I jeszcze myślą, że uważasz, że lepiej wyszłaś na tej sprawie. Dałaś się wyrolować jak dziwka chroniona przez alfonsa.
- A kto mnie przeleciał?
- Ta Diakonówna na pewno spróbuje.
- No to się rozczaruje… Na pewne próby.. nazwijmy to 'zwrócenia uwagi' czy też szokowania jestem dość uodporniona. Poza tym, moja ochrona trwa tylko tak długo, jak znajduje się ona na moim terenie.
- Daj mi podsumować.
- Słucham.
- Innymi słowy, wcisnęli Ci zblazowaną, rozkapryszoną nimfomankę, która uważa, że potrafi zrobić z siebie show i kręcić światem jak się jej wydaje tylko dlatego, że ma zgrabny tyłek. Ty masz zapewniać jej takie rzeczy jak kawior z bitą śmietaną… Tak, wiem, że zrobiłaś żart Sabince, ale to się już przyjęło. Do tego będzie starała się przelecieć pół Twojej służby, Ciebie, Jana i wszystkich Twoich gości płci dowolnej po tym, jak skończy z Twoją stajnią. Ona będzie odgrywać wielką agentkę, jedząc i pijąc na Twój koszt, a gdzieś tam jej psychopatyczny braciszek będzie obgryzał ściany wiedząc, że ona znalazła się w bezpiecznych objęciach Twojego zdegenerowanego tatusia. Aha. I uważasz, że w tej rozmowie wygrałaś. Dziewczyno, przelecieli Cię bez nawilżacza!
- Ty tak twierdzisz… A jednak… Fakt, że wyznaczyli właśnie ją, może świadczyć o czymś więcej… A poza tym, ona jest przy okazji swoistym zakładnikiem. I zanim mnie znowu zjedziesz…
- …
- Cicho bądź i daj mi skończyć! Zanim znowu mnie zjedziesz jak psa wiedz, że owej 'Virus' zależało na jej bezpieczeństwie. I to co najmniej jak na swoim własnym. A z tej rozmowy wynika moja prośba do Ciebie.
- … Dobra. Nie dziwię się, że Ci ją wcisnęli. Z niej najgorszy możliwy zakładnik. Nie wiedziałam, że ktoś chce mieć z nią cokolwiek wspólnego. Ona jest niebezpieczna dla swoich partnerów i naprawdę nie wiem, co ona może takiego mieć, by to było warte takiego ryzyka.
- Czy do końca życia mam polegać na siłach ojca? Coś muszę sobie zapewnić. A z moją siłą… Niemal wszystko jest dobre. Poza tym, skoro Ty nie możesz uwierzyć, że ktoś chce mieć z nią cokolwiek wspólnego, to dlaczego ktokolwiek miałby ją podejrzewać o współpracę z jakąkolwiek organizacją? Tak, jestem zimną suką i zamierzam wykorzystać tą możliwość, niezależnie od tego jak marna by nie była. Oni są ze mną niezwiązani w żaden oficjalny sposób. I tak pozostanie, jeśli mam cokolwiek do powiedzenia, przynajmniej na razie!
- Hm… może… może nie zrozumiałam do końca. Czyli Ty zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłaś?
- Wiedziałam już w chwili, kiedy padło jej nazwisko. Ale jest to siła, która daje mi szersze możliwości. Są dobre. Czytałaś raport agentów, słyszałaś Jana. Nawet jeśli są tylko dwie czy trzy, są dobre. Ale muszę wiedzieć, czego mogę się po nich spodziewać. Nie wyślę swoich agentów…
- Innymi słowy, Twój plan jest taki: Tak, wiem, że masz problemy, nie nie nabierzesz mnie na darmową ochronę. Innymi słowy, gramy fair. Ja mam władzę, Ty nie. Ja Cię chronię, Ty mnie słuchasz. Jeśli będziesz dobrym pieskiem, może nawet coś zrobimy z Twoim problemem, ale nie myśl sobie, że jesteś bezpieczna tylko dlatego, że jesteś pod moją ochroną, bo jesteś pod moją ochroną tylko jak jesteś tutaj, a jesteś tutaj tylko wtedy, gdy znasz swoje miejsce w szeregu. Dobrze rozumiem?
- Owszem, ale ona nie musi tego wiedzieć.
- Dobrze. Muszę przyznać, że jesteś rozsądniejsza niż się spodziewałam. Podoba mi się to. Chyba Twój ojczulek też to zobaczył i dlatego zrobił z Ciebie nobza. Innymi słowy, awansowałaś właśnie z dziwki na alfonsa. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumna.
- Cóż, droga do właściciela burdelu jeszcze daleka…
- Owszem, ale jesteś na dobrej drodze.
- Rany, gdyby ojciec to usłyszał, chyba zszedłby na zawał…
- I dobrze by mu było. Obracasz się w złym towarzystwie. Nie dopilnował córeczki.
- Cóż, nie mój problem. Tak czy owak… jak mówiłam, mam do Ciebie prośbę.
- Słucham Cię.
- Muszę wiedzieć, czym oni dysponują i jakich środków, poza, oczywiście, tamtą dwójką, mogę po nich oczekiwać. Wolę jednak na razie nie wysyłać do tego swoich ludzi… Tutaj wchodzisz Ty. Co prawda fakt, że się czasem spotykamy…
- Daj spokój. Plus, musisz poprosić. Jak na razie dzisiaj mi tylko rozkazujesz, a nawet mnie uciszyłaś. Nie podoba mi się to. Gdyby to był ktokolwiek inny, dałabym w mordę.
- Przepraszam… Zrobisz to dla mnie?
- Jasne. Brzmi jak coś, przy czym nie będę się nudzić. W zamian za to będę chciała jedną przysługę.
- Słucham.
- Czy mówi Ci coś Aleksy Sowiński?
- Jeden z moich dalszych kuzynków. Nadęty jak ropucha.
- Mam nadzieję, że gdyby coś mu się stało, nie płakałabyś zbyt długo? Och nie, oczywiście, nie mam na myśli poważnych obrażeń cielesnych.
- Chlip. Właśnie go opłakałam.
- Świetnie. Porozmawiaj z nim. Chcę wiedzieć, gdzie jest jego najlepsza, najbardziej elegancka, luksusowa siedziba. Taka, bez której nie może żyć.
- Może poproś Sabinkę o pomoc? Ona ma w tym sporą wprawę…
- Chcę, by wyraźnie wskazywało to na mnie. Kto igra z ogniem, może się poparzyć. Proste przesłanie, a jakie treściwe.
- A mogę spytać, co dokładnie chcesz zrobić? Nie zrozum mnie źle, ale wolałabym nie musieć przeciwstawiać się ojcu samym faktem spotykania się z Tobą… I tak bym to zrobiła, ale…
- Córeczka tatusia. Na Twoim miejscu bardziej bym się wstydziła być z nim spokrewnioną.
- Heh… nie rozumiesz… Może to i burdel, ale ja go chcę. Ale wolę być burdel-mamą.
- Ja rozumiem.
- Oczywiście, dowiem się tego dla Ciebie.
- Rozumiem, że chcesz burdel. Różni ludzie mają różne fetysze. Ja na przykład, jak widać, nie chcę mieć nic wspólnego z burdelem. Wybieram życie z anarchistami. A co do Twojego pytania… Obawiam się, iż Twojego kuzyna czeka mały pożar. Katastrofa budowlana lub coś w tym stylu. Jak chcesz zarobić fory u ojca, podpowiedz mu, żeby się ubezpieczył przed pożarem. Nie wiem, czego bardziej nie znoszę - Twojego kuzyna czy kompanii ubezpieczeniowych.
- To złe i to paskudne…
- Jak daleko mogę się posunąć w testowaniu tej organizacji? Innymi słowy, co chcesz osiągnąć?
- Przede wszystkim, mają się nie zorientować.
- Oj, to oczywiste. Uwierz mi, nikt w życiu nie powiąże tego z Tobą.
- Raczej miałam na myśli, że wolałabym, żeby się nie zorientowali, że to test.
- Nie zorientują się. To nie będzie test. Ani nic ustawionego.
- <uśmiech> Wierzę w Ciebie. Co do tego, czego chcę się dowiedzieć… Przede wszystkim, interesują mnie ich możliwości. Miłym dodatkiem byłaby jakaś informacja o ich powiązaniach lub też tożsamości, ale… <wzruszenie ramionami> Nie wiem, co zrobisz, nie wiem, co z tego będzie się dało wyciągnąć. I chyba nie chcę wiedzieć, co zamierzasz zrobić.
- Nie, nie chcesz wiedzieć. Wezmę grupę pierwszoroczniaków. Ktoś musi przeprowadzić im małe szkolenie.
- <uśmiech> Postaraj się po prostu dowiedzieć tyle, ile możesz bez zdradzania faktu, że ktokolwiek się nimi interesuje… A przynajmniej, że to ja. Tylko… nie daj im za bardzo w skórę… A przynajmniej nie bardziej niż mi na początku.
- Słuchaj, a co są warci, jeżeli nie mogą sobie poradzić z czymś prostym? To nie ma być test, który oni wygrają. To ma być test, który przegrają. Wygrywać może każdy głupi. Do przegrywania… to trzeba umieć.
- Oczywiście… To co ja o nich wiem, jest do Twojej dyspozycji… Choć nie ma tego wiele.
- Albo chociaż to potrafią, albo się nie postarałaś. Spokojnie. Nie wątp w moje umiejętności. Zwłaszcza, jak mam takie środki.
- Gdybym wątpiła, nie poprosiłabym o pomoc.
- Wiem.

Dramatis Personae

- mag: Barbara Sowińska

- vic: Lord Tirrain-Varrathais
- mag: Jonatan Ostrowiec
- czł: Janiny Kupała
- czł: Mariusz Kupała
- mag: Wiktoria Diakon
- mag: Ewa Zajcew
- czł: Ola
- mag: Irena Essner
- czł: Ania Wąsowska
- czł: Trepanator
- mag: Ferdynand Murow
- vic: Isuzu
- czł: Jan
- mag: Michał Byczyński

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License