Historia Maurycego

Wyjątki z dziennika Maurycego

17.08.2003

15:00
No i jestem pełnoletni. Nie żeby robiło to jakąś różnicę. Jedyne co godne wzmianki w tym wydarzeniu to że ojciec pamiętał wyjątkowo o tym wydarzeniu. W ramach prezentu dostałem pakiet akcji, a raczej będę dostawał zyski z obrotów tym pakietem przez jednego z ojca maklerów. Prezent może fajny, ale jednak chyba wolałbym żeby zwyczajnie się tu pojawił…


27.03.2005

17:20
Niby jeszcze nie skończyłem semestru, ale mam wszystkie zaliczenia. Wujek obiecał od kwietnia przyjąć mnie na staż. Eh, jeszcze trzy lata i względna wolność. Ale te trzy lata będę dzielił mieszkanie z Darią. W sumie, siostra nie jest taka zła, ale… eh… co ma klasówkę, ja muszę Jej lekarstwo, a to na ból głowy, a to brzucha… ostatnio dostałą posoloną wodę z sokiem malinowym, też pomogło. Im gorzej smakuje, tym lepiej działa… co ja z Nią mam…


02.04.2005

19:00
Od wczoraj na stażu. Ogólnie nie jest źle. Lekarstw dużo do zrobienia nie ma, laboratorium na zapleczu wyposażone tak, że szkolne się nie umywa, a do tego wujo okazał się całkiem fajnym szefem. Ponadto w szafie znalazłem wszystkie farmakopee od 1937. Brakuje jeszcze tylko pierwszego wydania z 1817 i byłby komplet. Fascynująca lektura, dzisiaj już takich nie robią.


07.08.2005

15:00
Eh… i po Woodstocku. I dzięki Bogu. Po prostu musieli mnie tam wyciągnąć. Koledzy, tia… że niby z okazji zakończenia nauki. To ja już chyba wolę staż. Przynajmniej już po i w domu.
Ogólne wrażenia: tłok, pijaństwo, z jednej strony hare kriszna z drugiej nawiedzony ksiądz Tadeusz (na szczęście nie ten Tadeusz) z Przystanku Jezus. Muzyka może być, Halinka się upiła i musiałem Jej pilnować. Ostatniego dnia przyłączyła się do nas grupka satanistów, chłopakom się podobało, mi mniej. Jeden się urżnął i chwalił się rytuałami i zaklęciami jakie spisał przez lata. Szczyl jeden jest młodszy ode mnie, ale myśli, że zjadł już wszystkie rozumy. Na szczęście ojciec Tadeusz przegonił go kijem. Przynajmniej raz się na coś przydał. A mi został notes z jego zaklęciami. Nawet nie wiem jak się nazywał, szukać mi się go nie chciało, a nie spotkałem go już przed wyjazdem. Notes wylądował pod materacem, potem go przejrzę, a póki co lepiej żeby rodzina go nie znalazła. Idę spać, jestem zmęczony.


12.04.2006

17:20
Rok stażu za mną. Z tej okazji kupiłem sobie samochód. Ojciec marudził jak się dowiedział że to wojskowy UAZ, ale co tam. Jest w dobrym stanie, tylko coś tam stuka, jeździ na gaz, więc względnie tanio. Znajomy wujka ma w nim pogrzebać i wymienić co trzeba żeby był w 100% sprawny. Tegoroczny urlop będzie zabawny, chyba pojadę w góry.


07.07.2007

18:15
Dziwnie się coś czuję od wczoraj. Nie potrafię tego opisać, ani tym bardziej zdiagnozować. Eh, żaden ze mnie lekarz, nawet sobie nic nie potrafię przepisać. Łyknę coś na sen i nie wstaję do jutra.


09.07.2007

14:00
No proszę, a dzisiaj to już całkiem rześko. Ciągle męczy mnie jakieś uczucie, którego nie potrafię nazwać, ale jest nieźle, nie czuję się z tym źle. Znalazłem dzisiaj na plaży dziwny kryształek, niewielki, niebieski. Nie potrafię zidentyfikować z czego jest zrobiony, jak go pierwszy raz dotknąłem przeszły mnie takie ciarki, że myślałem przez chwilę że mnie prąd kopnął. A teraz leży spokojnie na biurku i tylko wydaje mi się jakby lekko pulsował, ale Daria tylko popukała się po głowie jak Ją o to spytałem i kazała iść się zbadać.
19:00
Atlas mineralogiczny nie zawiera takich kryształów. Licho wie co to. Zbadałbym skład chemiczny, ale kryształ jest mały, a nie chce go zniszczyć.


13.07.2007

22:30
Dobra. Oficjalnie w dniu dzisiejszym zwariowałem. Osobiście przyzwałem demona. To się kwalifikuje jako ciężka choroba psychiczna. Oby do jutra mi przeszło.
Przy wymianie pościeli dzisiaj podniosłem materac i znalazłem notes zwinięty sataniście dwa lata temu. W sumie nawet nie wiem czemu, ale zacząłem go przeglądać. A potem z głupoty stwierdziłem, że przyzwę demona lubieżności.
Pentagram wyrysowałem od cyrkla na papierze milimetrowym, zamiast świec wziąłem ogrzewacze do herbaty, a zamiast krwi czarnego koguta, postanowiłem poświęcić jajko na twardo z kolacji. Mistrz Pratchett byłby ze mnie dumny.
Niemniej mimo tych wszystkich substytutów pojawił się demon. A przynajmniej twierdzi że jest demonem. Dystyngowany starszy pan, w meloniku i z laską. Nijak nie pasuje do obrazu demona lubieżności. Coś tam pomarudził o niekompetentnych magach, idiotycznych rytuałach i brudnych satanistach. Potem się zreflektował i wymamrotał, że w sumie to i tak poprawa, ale pentagram wyśmiał (no w sumie mogłem pomyśleć i zrobić go większy i na podłodze, ale zważywszy że i tak pojawił się na łóżku to chyba nie było warto).
Na koniec zauważył kryształ i spytał takim wygłodniałym głosem, czy może się poczęstować. Co miałem powiedzieć, zgodziłem się, a on wziął kryształ do ręki, po czym coś rozbłysło i kryształ znikł. W tym momencie stwierdziłem że mam dość, rozłożę mu jeszcze karimatę i śpiwór i idę spać. Rano to jakoś poukładam.


14.07.2007

9:00
Ok demon nie zniknął przez noc. Czyli albo nie zwariowałem, albo moje miejsce jest na oddziale zamkniętym. Póki co jest chętny do rozmowy przy herbatce, więc trzymamy się wersji że jeszcze mi tak do końca nie odbiło.
13:00
Dobra, wygląda na to, że jednak nie zwariowałem. A jeśli tak, to przynajmniej jest to nowa choroba, o której nas nie uczono, ale po kolei.
Demon przedstawił się jako Edward. W zasadzie to Sir Edward, ale w dzisiejszych czasach i w tym kraju po prostu Edward. Jest inkubem i ma coś ponad 2300 lat. Nie wiem na ile mu wierzyć, ale cóż jeśli to demon, to może mówić prawdę. Zakładając że mam wierzyć demonowi. Poza tym coś nie pasuje mi na inkuba.
Zgodnie z tym co Edward mi opowiedział jestem magiem, do tego świeżo upieczonym i pozbawionym mentora. Dowiedziałem się czym jest Maskarada i co to są kryształy Quark. Nic dziwnego że nie było ich w atlasie mineralogicznym.
15:00
Ogólnie dogadujemy się coraz lepiej. Edward zgodził się zostać i nauczyć mnie co wie o magii, choć jak sam powiedział nie ma tego wiele. Póki co wziął mój notes i obiecał przejrzeć pod kątem zaklęć. Od ręki wprowadził poprawki do zaklęcia, którym go przyzwałem.
23:00
Ok… Edward jest demonem, a ja magiem. A do tego magiem, który potrafi rzucić kulę ognia! No… w każdym razie kuleczkę. Ledwo tym świeczkę zapaliłem. Niemniej jak na pierwszy dzień bycia magiem to i tak sporo. Bycie farmaceutą to szalenie ciekawe zajęcie, ale chyba się przekwalifikuję na maga.
A Edward, cóż… Daria dzisiaj wpadła do mnie do pokoju bez pukania kiedy rozmawialiśmy i… cóż… można skreślić starszego dystyngowanego pana. Zanim się obejrzałem Edward zmienił się w młodego, muskularnego blondyna z długimi kręconymi włosami. Daria zaniemówiła. Jak już ją wyprowadziłem z pokoju wyjaśnił, że potrafi zmienić swój wygląd tak żeby pasował do ideału dowolnej spotkanej kobiety. Kiedy był w pełni mocy mógł nawet kilku kobietom pokazywać się naraz w różnych postaciach. Teraz jednak taka jedna przemiana go wyczerpuje na parę dni. Niemniej plus tego jest taki, że Daria nie protestowała kiedy powiedziałem na kolacji że Edward będzie u nas nocował przez jakiś czas. W zasadzie nawet nie tyle nie protestowała, co w ogóle nic nie mówiła.
Miałem drobne wątpliwości co do zapraszania inkuba do w mieszkaniu razem z moją siostrą, ale jak wyjaśnił Edward, nie czerpie mocy z samego aktu seksualnego (choć mógłby), co raczej z podziwu i uczuć jakim go obdarzają kobiety (no i lubi sobie jakąś popodglądać, co jak na inkuba wydało mi się zabawne, parsknąłem śmiechem, a Edward poczuł się lekko urażony). Brzmi dziwnie jak na demona lubieżności, ale chyba jestem gotów mu zaufać.
Przed snem spytałem jeszcze o utratę mocy i wyjaśnił mi pojęcie wyssania quark. Brzmi okropnie. Nie wiem jak można zrobić coś takiego nie wrogiej istocie myślącej i czującej tak jak ludzie.


14.10.2008

17:00
Moja "kariera" jako maga wydaje się rozwijać pomyślnie, ale Edward powiedział, że powinienem znaleźć sobie mistrza, albo przynajmniej gildię magiczną. Niestety jedyne co mógł mi powiedzieć, to że kiedyś spotkał maga, który w przeciwieństwie do innych zamiast go bezsensownie atakować zaczął od rozmowy, po której oboje wyszli na tym lepiej. Mag nazywał się Robert Seton i studiował w Gliwicach. Co prawda nie wiadomo jak Zaćmienie wpłynęło na tę szkołę, ale to jedyny ślad. Wspólnie zaczęliśmy obmyślać plan jak znaleźć tych magów. Chyba trzeba będzie poświęcić parę Quark. A szkoda, bo zdobyłem ich dotąd zaledwie parę, a i tak większość oddałem Edwardowi. Jest szczęśliwy, bo wzrósł do wysokiego ucznia. Mi idzie to tyci wolniej, ale też i sam się muszę przegryzać przez te zaklęcia. Na szczęście Edward przeprowadził wstępną analizę po której wyrwaliśmy większość kartek z notesu. Zaklęcia które pozostały są zadziwiająco pożyteczne.


29.02.2008

21:00
Dzisiaj była osiemnastka Darii. Ojciec powtórzył sytuację sprzed pięciu lat. Eh, nie mógł zwyczajnie przyjechać? Przecież mu pisałem. Cóż… przynajmniej Daria nie jest smutna, bo dostała kartkę urodzinową od Edwarda. Jak ją znam dołoży ją do "ołtarzyka"… nie żebym miał coś przeciwko temu, Edward to najprzyzwoitszy inkub o jakim słyszałem, ale jednak mimo wszystko demon. Niemniej ze wszystkich Jej znajomych rzeczywiście stanowi najlepszą partię… co za dziwny świat.


21.04.2008

18:00
Zaczynam rozumieć czemu demony z taką radością przywitały Zaćmienie. Dzisiaj jakiś przyjezdny kretyn wyssał i odesłał mi Edwarda. Dorwałem gościa w chwili w której Edward właśnie znikał. Dostał z rozbiegu w szczękę tak, że aż chrupnęło. Jak się podniósł zaczął na mnie wrzeszczeć, ale ostrzegawcza kula ognia powstrzymała jego zapędy. Po krótkiej pyskówce dostałem quarki wyssane z Edwarda (jak się dowiedziałem wyssał go bo to inkub i do tego podglądał dziewczyny), po czym zostawiłem go na plaży na odchodnym zdzielając jeszcze raz w pysk. Tym razem za to że mówił o Edwardzie jak o mojej własności i marudził że trzeba go było lepiej pilnować i trzymać na krótszej smyczy. Dupek. I tak pewnie nic nie zrozumiał.
23:00
Przyzwałem Edwarda. Spadło do N- i nie jest zachwycony. Chciałem mu dać quarki odzyskane dzisiaj, ale odmówił. Stwierdził, że póki co chyba woli zostać na N-. Na tym poziomie przynajmniej nie wysysają człowieka (demona), bo nie ma w tym żadnego zysku. Obiecał też skontaktować się z kimś kto mnie może trochę poduczy. Ponoć jest taka jedna chętna fae. Znaczy chętna do nawiązania kontaktu z magiem i udzielenia paru nauk. Po dzisiejszym jestem gotów uznać to za wybitnie nietypowe.


Z przemyśleń Nocnego Kwiatu o Poranku, fae Piątego Kręgu

Nadarza się okazja spełnienia życzenia królowej.
Znajomy Towarzysz, Edward, poprosił mnie, abym pomogła pewnemu Rzeczywistemu.
Mówi, że ten samiec (chyba powinnam nazywać go chłopak) niedawno stał się Obdarzonym wskutek Drgnienia.
Podobno nazywa się Maurycy i do istot nie będących Rzeczywistymi ma podejście, które u nich jest rzadko spotykane…
Kiedy ostatnio byłam w Kręgu, wszyscy otrzymali polecenie dowiedzenia się w miarę możliwości, jak i czy w ogóle po Drgnieniu zmienił się stosunek Rzeczywistych do nas…
Co więcej, ze słów Edwarda wynika, że istnieje spora szansa właściwego wychowania tego konkretnego Rzeczywistego. A to jest warte ryzyka.


Wyjątki z dziennika Maurycego

23.04.2008

13:00
No i poznałem drugą magiczną istotę w życiu. Fae jest niewielka, ma skrzydełka i nazywa się Nocny Kwiat. Jakoś nie wiedzieć czemu kojarzy mi się to z wróżkami kwiatowymi i Disneyem, ale co tam. Jest sympatyczna i ma mi opowiedzieć więcej o magii.
23:00
I znowu wiem trochę więcej. Nocny Kwiat ma się pojawiać co parę dni na "lekcje". Co prawda niewiele może mnie nauczyć z praktycznych umiejętności, ale za to wiele się mogę od Niej dowiedzieć o magii jako takiej.


Z przemyśleń Nocnego Kwiatu o Poranku, fae Piątego Kręgu

Hm… Nawet nie taki zły ten Maurycy. Jest chętny do nauki i nie zachowuje się arogancko… Jest nadzieja.
Przy okazji poznaję lepiej ich obyczaje. Ich sadyby cuchną i są pełne metalu i innych niebezpiecznych rzeczy, ale mają też ciekawe wynalazki.
Ot, choćby coś, co nazywają 'radio' i jeszcze jedno, 'telewizja'. Nie umywa się co prawda do wspólnoty umysłów dostępnej fae, ale i tak jest całkiem przyzwoite.
I… To mnie najbardziej zdumiało. Ich otoczenie pełne jest tego strasznego plastiku! Używają go niemal do wszystkiego. Kiedy Maurycy nie widział, wypróbowałam wszystkie swoje umiejętności na czymś, co nazwał naparstkiem, ale… nic z tego. Muszę się dowiedzieć, skąd bierze się to… coś. Jeśli dowiem się, jak temu zaszkodzić, może nawet królowa w nagrodę przyzna mi prawo do Przemiany?…


Wyjątki z dziennika Maurycego

01.05.2008

16:00
Kilka dni temu puściłem Nocnemu Kwiatowi bajkę Disneya. Tą o Piotusiu Panie. Chyba się zdenerwowała… Rzuciła naparstkiem służącym jej za szklankę w telewizor. Od tego czasu jej nie widziałem…


Z przemyśleń Nocnego Kwiatu o Poranku, fae Piątego Kręgu

Jak on śmiał?! Jak on mógł?! To… AAAAAAAA!!!
<jakiś czas później>
Już mi lepiej… Co za potworność! Tylko Rzeczywiści mogli coś takiego zrobić! Stworzyć opowieść o Wyklętej.
I to tak poszkodowanej na umyśle. I jeszcze w dodatku przedstawić ją jako istotę poszkodowaną!
A to imię… Nawet Wyklęta powinna się go wstydzić!


Wyjątki z dziennika Maurycego

26.05.2008

14:00
No i Daria zdała maturę. Myślałem, czy by nie zrobić jakiejś imprezy w domu, ale wpadła do domu, pochwaliła się, zainkasowała przytula od Edwarda i pobiegła się przebrać. Zaraz idzie gdzieś z koleżankami na miasto świętować. Ciekawe na co zdecyduje się ze studiami?


Z przemyśleń Nocnego Kwiatu o Poranku, fae Piątego Kręgu

Maurycy najwyraźniej przeszedł jakiś rodzaj inicjacji czy coś w tym rodzaju (nie rozumiem do końca ich obyczajów) i postanowił wybrać się na poszukiwanie mentora i nauczyciela. Chwali mu się ten pociąg do wiedzy.
Pojadę z nim… nowe słowo. Mają coś, co nazywają 'samochód'. Śmierdzi, ale to wygodny środek transportu…
Maurycy twierdzi, że czeka nas cały dzień w drodze. Muszę przyznać, że jestem trochę podekscytowana.


Wyjątki z dziennika Maurycego

05.06.2008

19:00
Dzisiaj był mój ostatni dzień na stażu. Jestem już spakowany, jutro czas wyruszyć do Gliwic. Daria robi maślane oczka za Edwardem i marudzi że szkoda że już wyjeżdża (jakie już? rok tu był, rok!). Przez rok spędzony z Nią od jednym dachem nawet nie wiem nic o tym żeby ją podglądał, a już na pewno się do Niej nie dobierał. Ten rok pokazał, że dobrze zrobiłem ufając Mu. Niby demon, a przyzwoitszy od większości moich znajomych, co to się porobiło, żeby inkub był wzorem moralnym. Niemniej do Gliwic póki co stwierdził że nie jedzie, ma chwilowo dość magów. Nie żebym się dziwił, ale jakoś tak łyso będzie bez Niego. Jak się zakwateruję i znajdę sympatycznych magów to mam go przyzwać. Jak nie znajdę sympatycznych magów mam go przyzwać jak tylko będę chciał pogadać, ale wtedy zostawać tam nie ma zamiaru.
Nocny Kwiat jedzie ze mną. Chyba ją ciekawi miasto i możliwość poznania nowych ludzi. Oj będzie zabawnie, ostatni raz byłem tak podekscytowany przy pierwszej udanej syntezie. Nocny Kwiat wcale nie wydaje się być spokojniejsza. Dzisiaj nocuje u mnie, z samego rana jedziemy, to będzie Jej pierwsza podróż samochodem.

Dramatis Personae

- mag: Maurycy
- vic: Nocny Kwiat

- vic: Edward

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License