Spotkania po roku

Misja dla połowy zespołu (Kamila)


Z myśli wybranych Tomka

Pojechała…
Zupełnie mnie nie słuchała… zupełnie, jakbym walił głową w mur.
Ech… z jednej strony, to co chce zrobić jest… odważne. Zupełnie, jak kiedyś, zanim Apostata ją skrzywdził. I… cieszę się, że wreszcie przejęła inicjatywę w swoje ręce. Z drugiej jednak… nie wiem, czy nie za wcześnie. Nie wiem, czy powinna. Czy w TAKI sposób.
Pokłóciliśmy się. Nie chciałem, by wszystko mówiła. Skąd ona wie, jak Julia to przyjmie? Jak inni to przyjmą? Każdy sekret prędzej czy później wyjdzie na jaw. Nie ma innej możliwości. Załóżmy, że po prostu Julia zostanie porwana i popatrzą jej do mózgu. Takie rzeczy się zdarzają. I…?
Cóż… dzięki Ekiertowi jestem w stanie obronić Kamilę… lub się z nią wycofać.
Szlag by to wszystko trafił… a najgorsze, że nie mam na kogo zwalić winy…
Poczułbym się lepiej :3.


Z pamiętnika Kamili

Pokłóciłam się z Tomkiem… Po raz pierwszy od wieków… Postanowiłam wyjść z nory i wreszcie ujrzeć światło dzienne. A Tomek… zupełnie nic nie zrozumiał. Nie chcę wiecznie się chować… Jeszcze trochę i zacznę się bać własnego cienia… Nie chcę! A Tomek musi się z tym pogodzić. Nie mogę wiecznie stać na cudzych nogach… Nie i już.

Postanowiłam opowiedzieć Julii o Zaćmieniu i odpowiedzieć na jej pytania tak, jak będę potrafiła… Nie będzie to miłe, ale… czuję, że tak trzeba. Postanowiłam też powiedzieć jej prawdę o sobie i o tym, czym jestem… Uważam, że powinna wiedzieć kogo ma w gildii…
I… jestem gotowa podjąć ryzyko, że ktoś się kiedyś dowie o tym, czym jestem. W sumie… w sumie to mnie samą to ciekawi.
A jeśli będą chcieli na mnie zapolować… no cóż, będę miała nie tylko Tomka.


Z unikalnego, osobistego kryształu pamięci Julii Weiner

Biedna Kamila… faktycznie, dużo przeszła. Uważam, że słusznie zrobiła, mówiąc mi o tym- zbyt długie trzymanie sekretów prowadzi do paranoi… zwłaszcza, że zawsze informacja wydostanie się na zewnątrz, nieważne kto o tym wie, czy nie…

Jednak nie rozumiem, czemu uważa się za Spojonego. Nie jestem pewna - Teresa nie miała nigdy tak wysokiej pozycji by móc zdobyć te dane - ale z tego co się dowiedziałam, Spojeni powinni mieć trzy centralne systemy kontrolne. Pierwszy, odpowiadający za "człowieka" który uległ Spojeniu, przytłumiony. Drugi, odpowiadający za "viciniusa" który uległ Spojeniu, przytłumiony. I trzeci, będący finalnym systemem kontrolnym, będącym syntezą dwóch pozostałych… z dominacją chyba ludzką. Tak czy inaczej, w dużym uproszczeniu, można powiedzieć, że Spojeni mają trzy umysły, trzy osobowości zamknięte w jednym mózgu. A Kamila… nie. Ona ma jedną osobowość. Nie jest wypaczona… choć da się wyczuć specyficzny, lokalny koloryt. Jednak jest to jeden, silnie zintegrowany umysł i jedna osobowość. Pytałam ją, i ze śmiechem zareagowała na myśl, że może rozmawiać ze sobą (i odpowiadać!) czy słyszeć jakieś głosy.

Owszem, Kamila ma pewne nie-ludzkie własności. Tworzenie kotów będących silnie sprzężonych z jej własnym układem kontrolnym jest tego dobrym przykładem… ale z drugiej strony, mój kolega potrafi siłą woli zmieniać kolor dowolnego moczu i… dowiadywać się od niego pewnych szczegółów. Też nie jest to standardową odmianą magii, raczej jego specjalna własność. I w poziomie manipulacji rzeczywistością niewiele odbiega od tego, co potrafi zrobić Kamila.

Samo sprzężenie z kotami tego typu jest… zastanawiające. Bodźce przekazywane są wyraźnie jednostronnie. Czuje to, co czuje każda z jej poszczególnych kocich końcówek. Moim zdaniem, może prowadzić to do problemu z prawidłową detekcją odczuwania uczuć- co się stanie, na przykład, gdy jedna końcówka jest torturowana a druga odczuwa niesamowitą przyjemność? Moim zdaniem, jest to warte zbadania, ale nie mam zamiaru proponować Kamili poddania się takiemu testowi… przynajmniej, dopóki nie dowiem się dokładnie jaka relacja występuje pomiędzy Kamilą i jej końcówkami. Jak na razie, podejrzewam relację typu _Hivemind_ - superorganizmem jest Kamila, a końcówkami są jej stworzone koty. Superorganizm jest kontrolowany przez umysł rojowy podłączony so superorganizmu. Innymi słowy, jeżeli mam rację, "Kamila" byłaby królową roju.

Co prowadzi nas do następnego pytania. Czym tak naprawdę jest Kamila. Nie sądzę, by była Spojoną. Brakuje jej dodatkowych osobowości, ponadto, z tego co wiem, nie da się przeprowadzić Spojenia z istotą nie posiadającą inteligencji i osobowości. Nie jestem pewna, czy jest likantropem… ale na pewno bardziej mi pasuje likantropia niż Spojenie do jej przypadku. Likantropia w istotę będąca super-umysłem kociego roju… muszę poszukać takiej istoty i dowiedzieć się więcej na jej temat. Jeśli nie znajdę… cóż, może oznaczać to, że Kamila jest po prostu przedstawicielem jakiegoś nowego gatunku, stworzonego przy użyciu zaawansowanej magicznej inżynierii.

Muszę porozmawiać z Whisperwind. Academia Daemonica potrafi doprowadzić do Sprzężenia. Jest to odmiana Spojenia, jednak na innej zasadzie - podłączenie maga do istoty będącej jej symbiotycznym strażnikiem… czy jakoś tak. Może ona pomoże mi rozwiązać tą zagadkę… oczywiście, nie powiem ani słowa o samej Kamili.
Jedno jest pewne. Muszę jej pomóc.

Nie wiem, czy Kamila zdaje sobie z tego sprawę, ale jej niewiedza może być dla niej samej niebezpieczna. I jeśli ona się boi poznać prawdę o sobie, ja muszę to zrobić, zanim będzie za późno…


Z monologu rozmarzonej Whisperwind na szczycie Zamku Academii Daemonica

Uwielbiam Fazę Daemonica…
Jest tu tak pięknie…

Ech, mam kilka ślicznych zdjęć… i co z tego, skoro nie mogę nikomu ich pokazać? Jak raz mi z torebki wypadło szczególnie ładne zdjęcie, musiałam kolegom się tłumaczyć, że to kolega bawił się GIMPem…

Jest mało tak pięknych miejsc, jak Faza Daemonica pod wieczór, gdy w Fazie Naturalnej zachodzi słońce. Wtedy widok ze szczytu zamku jest najpiękniejszy. Obrazy drzew stają się nieco inne, a myśli zasypiających dzieci tworzą piękną, unkalną łunę składającą się z widmowych cieni obrazów radości i prostego, nie skażonego zmęczeniem życiem uczucia. Nie to, co myśli dorosłych… z nich powstają czasem prawdziwe potwory.

Poprzedni zamek Academii… zamek As'Caen był zupełnie inny. Zamek As'Caen był domem potężnego arcymaga, którego pokonał KADEM. Czasem… dało się zobaczyć jego oblicze w lustrach, czy jego personę w poszczególnych komnatach. Arcymag ten nie był nam wrogi, ale i nie był przyjazny. Promieniował od niego smutek… i poczucie straty. On tak jakby z jakiegoś powodu się poddał. Pozostała tylko pustka. Pustka i samotność…

A potem przyszedł KADEM i odebrał Daemonae Illiathi. W sumie, nie dziwię im się. Gdyby mnie ktoś ukradł Illiathi, też bym protestowała ;-). Po drodze zniszczył Akademię - ponownie. Kay'rael zniknął, Sariath… podobno odebrano jej moc. My rozproszyliśmy się, unikając niewoli. Część magów Akademii przeszła na stronę KADEMu. Cóż, ja tam po Slaverze nie będę płakała. Podobno wyleciał z KADEMu za niekompetencję czy nadużywanie mocy… Nie był to głupi plan, przyłączyć się do KADEMu a potem z niego wylecieć… tyle, że nie podejrzewam Slavera o taką inteligencję, by taki plan wymyśleć.

Ash i Twilight… KADEM potraktował je łagodnie. Obserwowali je, nie robiąc im krzywdy. Jak to Ash mówi "był to najgorszy okres w jej życiu, bo musiała być grzeczną dziewczynką". Nie dziwię jej się - nie mogła uciec do Srebrnej Świecy, jak Starlit…

Starlit… właśnie. Jest teraz czarodziejką Srebrnej Świecy, nie wróciła już do Akademii. Mam nadzieję, że nie jest samotna, i że znalazła tam to, czego szukała…

Quasar… ona odeszła z AD po tym, jak stała się pół-maszyną. O dziwo, Zaćmienie ją częściowo wyleczyło i ustabilizowało… i wróciła do domu. Do nas.

Shadow i Midnight po prostu zachowywali się jak zawsze. KADEM nigdy nie miał powodu próbować ich skrzywdzić, czy próbować coś z nimi zrobić. Zaproponowali im nawet uczestnictwo w KADEMie, ale oni odmówili. Nie dziwię im się, ja też nie chciałabym być magiem KADEMu. Pomijając wszystko, to byłaby forma zdrady po zniszczeniu przez nich Akademii.

Venom… on po prostu opuścił zamek wraz z Zodiac i pozostał na Fazie. Był tu sam, przez cały rok. Byli chyba jedynymi magami, których nie dotknęło Zaćmienie w normalny sposób, bo po prostu je… przeczekali. Venomkiss nie wiedział o Zaćmieniu, a za problemy związane z ich magią obarczył winą fakt, że zbyt długo znajdował się na Fazie. Nie wiem, czy ktokolwiek inny niż Venomkiss byłby w stanie przetrwać tak długo na Fazie - to miejsce, gdzie sny stają się czasem rzeczywistością, a osoba pozostająca zbyt długo poza polem ochronnym staje się taka, jaką widzi ją otaczająca rzeczywistość…

Ja, cóż… zniknęłam. Rozpłynęłam się przed KADEMem jak cień. Nie mam złudzeń- na pewno byłam pod obserwacją. Cóż, czekałam. Szkoliłam swe umiejętności i raz na jakiś czas wracałam na ruiny zamku As'Caen… by choć przez moment być jak w domu.

I wtedy, po Zaćmieniu, Sariath i Kay'rael wrócili. Od razu zebraliśmy się z powrotem. Nie mam złudzeń- niejeden raz widziałam, jak Sariath i Kay'rael z kimś rozmawiają. Tym razem nie oni wydają rozkazy. Ktoś dał im ten zamek w prezencie. Ktoś chce, by coś zrobili. Jesteśmy teraz pierwszą linią obrony przed Inwazją, czymkolwiek by Inwazja nie była. W sumie, nie przeszkadza mi to. Wiem, że Kay'rael ma jakiś plan. Nie pozwoliłby komuś po prostu przejąć dowodzenia nad nami, jeśli nie zgadzałby się z tym… lub nie oczekiwał poprawy sytuacji w przyszłości.

Ufam mu.

A na razie… mogę podziwiać widoki na szczycie nowego zamku Akademii, zamku pochodzącego z innego świata. I jestem szczęśliwa.

Dookoła mnie są najlepsi z najlepszych. Wspaniali, inteligentni i sympatyczni (prawie wszyscy) magowie. Jasne, konkurujemy ze sobą. Jasne, walczymy ze sobą. Ale żadne z nas nie zawaha się zaryzykować wszystkiego dla drugiej osoby. Wiem, że mogę na każdym z nich polegać w ważnej sprawie. Nawet na Venomie :P. Nie chciałabym zamienić ich na nikogo innego. Są moimi przyjaciółmi, moją… najbliższą rodziną. Taką, jakiej nikt inny nie ma.

Nowy zamek Akademii jest… inny. Po pierwsze, pochodzi z innego świata. Całkowicie innego świata. Jest po prostu obcy. Nie do wszystkich komnat możemy wchodzić. Plus, wypełniony jest wprost personami. Jak w zamku As'Caen występowała jedynie jedna persona - persona arcymaga, który zginął tam z ręki KADEMu, tak tutaj, w tym nowym zamku znajdują się liczne persony i manifestacje.

Zamek sam się odbudowuje. Naprawiają go cienie. Cienie, nie posiadające twarzy ani imion, będące bezdusznymi istotami. Nie mają person. Nie są straszne, ani śmieszne, są jak… siły natury. Są wszystkim, tylko NIE personifikacją.
Jest to… ciekawe.

Co więcej, w tym zamku mieszkają co najmniej trzy osoby poza nami. Nigdy ich nie widziałam… wiem tylko, że są nieludzkie. Są viciniusami. I wiem, że jeden z nich jest panem tego zamku.

Jak długo pozwala mi na robienie ładnych zdjęć, tak długo go lubię. Dzięki niemu mamy dom.

Jak tu pięknie…


Z pamiętnika Kamili

Julia przyjęła informację o mnie zaskakująco spokojnie… W sumie to jestem trochę zaskoczona - ona najchętniej by dorwała jakiegoś Spojonego lub lykantropa, żeby go przebadać i spróbować porównać jego sygnaturę z moją… Jakoś jej nie wzrusza fakt, że jestem czymś dziwnym, no chyba, że chodzi o niezaspokojoną ciekawość…
Podrzuciłam jej też kilka pomysłów odnośnie samej gildii. Chyba uznała je za sensowne.
Muszę coś zrobić, żeby wzmocnić Powiew, choć niekoniecznie bojowo… Chyba nadeszła pora, żeby odnowić kontakt z Aemiką i Braunem. Ciekawe, jak im się powodzi… Może będą w stanie udzielić nam jakiejś wiedzy?… Kto wie?…


Z księgi historii Powiewu Świeżości, Teresa Rączka

Julia powiedziała mi o pomyśle Kamili, nowego nabytku Powiewu Świeżości. Pomysł mi się podoba, wskazuje, że ta dziewczyna nie jest urodzona do dojenia krów, mimo, że podobno mieszkała na jakiejś farmie pół życia ze swoim narzeczonym. Całkiem nieźle.
Zostawiła mnie z opisaniem fragmentu historii Powiewu Świeżości, gdyż ogarnęła ją obsesja kocich organizmów rojowych. Intrygujące. Musiała przeczytać coś dziwnego, bo nie rozumiem jak można zajmować się czymś tak mało interesującym i tak abstrakcyjnym… niech jej będzie. Uwiecznię to w księdze, to będzie jej głupio przez następne pięćdziesiąt lat, jak to będzie ktoś czytać.
Tak czy inaczej, sam pomysł jest bardzo dobry i ma potencjał być rewelacyjnym. Powiew Świeżości buduje zlecony przez inną gildię projekt i w czasie pracy nad tym projektem może korzystać z zasobów tej gildii. Innymi słowy - zwykle bezwartościowe urządzenie trafia w ręce gildii wyrażającej takie zapotrzebowanie, a my się na ich koszt uczymy. Podoba mi się. Jeśli urządzenie okaże się jakimś cudem być wartościowe, możemy zbudować kopię… bo wiemy jak je zrobić. A chyba nikt nie będzie korzystał z 'unikalnych technologii jeno tej gildii dostępnych' podczas produkcji tego urządzenia, prawda? A nawet jeśli będziemy mieli w Powiewie maga tak organicznie tępego, zawsze da się zrobić jakiś sensowny zamiennik…
Dobrze by było, gdyby Julia potwierdziła moje zapiski.


Z księgi historii Powiewu Świeżości, Kamila Maliniak

Nie doję krów.
Aha, i nie mam narzeczonego.
Reszta odnośnie pomysłu współpracy z innymi gildiami zasadniczo się zgadza.


Z raportu Whisperwind do Kay'raela w sprawie Powiewu Świeżości

…zapytana przez Julię Weiner odnośnie Sprzężenia. Z góry mówię - to nie był mój pomysł. Nie mam żadnego pomysłu, dlaczego Julia mogła zainteresować się Sprzężeniem. Co więcej… nie znam się na tym w ogóle. Nie wiem - skoro kazałeś mi udostępnić im informacje o wpływie Kryształów Eterytowych na amplifikator magiczny, możesz też rozważyć udostępnienie im informacji czym jest Sprzężenie… a potem, jak można przejść na Fazę Daemonica. Nie wiem jak daleko stawiasz granice, ale uważam, że byłoby dużo weselej, gdybyśmy mogli mieć gości z Fazy Naturalnej ;-).
Ale to tylko mój pomysł :P.


Z myśli wybranych Norberta

Koci superumysł rojowy…?
Muszę przyznać, że Julia czasem ma takie wejścia, że nic nie rozumiem.
Ale dobrze, poszukam jej w Wektorze Sigma czy istnieją takie istoty i jak z nimi nawiązać kontakt…
Ale albo Julia pracuje nad czymś nowym, albo jakiś demon przyzwany przez Juliana miał wyjątkowo… oryginalne poczucie humoru. Jak coś takiego może się przydać do amplifikatora magii…?


Z dialogu trójstronnego Juliana, Julii i Ommorathaulgora

Julian - Przybądź, Wielki Demonie Ommorathaulgorze, demonie wiedzy wszelakiej i potęgi niezmierzonej!
Julia - …nie wierzę, że to się uda w takiej formie…
Ommorathaulgor - Otom jest! Jam Ommorathaulgor, a kimże ty jesteś, robaku plugawy?
Julian - Ej, tylko bez takich! Jam jest Julian, Wyelki Demonolog y Yluzyonista!
Julia - …
Julian - Czy możesz, o wielki Ommorathaulgorze, odpowiedzieć łaskawie na moje jedno pytanie?
Ommorathaulgor - Jeno jedno…
Julian - Ależ naturalnie, o wspaniały. W nagrodę otrzymasz ode mnie owe trzy kryształy Quark, jako w Xyędze napisano.
Ommorathaulgor - Takoż zatem niech będzie…
Julia - A więc…
Julian - <przerywając> W jaki sposób i jaki koci organizm rojowy może wspomóc amplifikator magii?
Ommorathaulgor - Wcale.
Julian - Aha. Ok. Dzięki, o potężny Ommorathaulgorze!
<demon znika w kłębach oparów o zapachu landrynkowym>
Julia - …
Julian - Widzisz? Niestety, nic z tego nie będzie…
Julia - …przerwałeś mi…
Julian - Twoje pytanie nie udzieliłoby właściwej odpowiedzi. Po co ci wiedzieć, gdzie jest inteligentny koci organizm rojowy, skoro nie wiesz, czy on może pomóc. Stwierdziłem, że pomyliłaś się w pytaniu, więc się przygotowałem :-) <promieniejąc z dumy>. Baal'baalon pomógł mi w przygotowaniu najlepszego możliwego pytania… a jakby Ommorathaulgor mógł w jakiś sposób pomóc, przekonałbym go Quarkami, by został i odpowiedział na jeszcze jakieś :-).
Julia - …wykazałeś inicjatywę. Przyznaję, że w normalnych okolicznościach byłoby to więcej niż pożądane…
Julian - Czy coś się stało…?
Julia - …nie, nic… <z rezygnacją>.


Z pamiętnika Kamili

Obiecali czegoś poszukać. Nawet gdyby to było jedno zaklęcie lub jedna książka, to i tak będzie to nieoceniona pomoc… W tej chwili dla Powiewu każde wsparcie jest cenne. Umówiliśmy się, że przyjadę do nich w sobotę. Nie mogę się już doczekać… miau!


Z pamiętnika Kamili

Marcin ^^ Zadzwoniłam do niego. Dobrze było usłyszeć głos starego przyjaciela. On znów ma rękę ^^ Podarował mi piękny obrazek. Ze wzruszenia aż ścisnęło mnie w gardle. Marcin jest w Srebrnej Świecy. Mówi, że SŚ podzieliła się na kilka odłamów i on dostał zaproszenie od jednego z nich - odłamu reformatorskiego. Mówi, że oni doskonale wiedzą, że nie jest człowiekiem i nie przeszkadza im to. Wydaje mi się, że mu tam dobrze… Wydawał się zadowolony. Powspominaliśmy trochę… Ech… Marcin <3.


Z notatek Marcina Chabra, terminusa Srebrnej Świecy

Kamila…
Jak słońce po burzy w chwili największej rozpaczy, tak i Kamila pojawiła się w moim życiu ponownie po tym, jak zniknęła. Powróciła tak jak odeszła - nagle i po cichu. Zaprosiłem ją, oczywiście, do mojej ulubionej kawiarenki artystycznej w Katowicach. "Stare płótno" ma zdecydowanie ten unikalny klimat, który mi się tak podoba…
Kamila opowiedziała mi, co wie o Renacie i o samej operacji w okolicach Sośnicowic. Muszę przyznać, że nie jestem zaskoczony, że Renata tak skutecznie zadziałała. Muszę też przyznać, że moim zdaniem Iza i Kalina nie mają większych szans, by znaleźć Renatę, jeśli ta nie popełni żadnego błędu.
Ale niezmiernie cieszę się z powrotu Kamili. Obiecałem tak jej jak i Powiewowi Świeżości pomoc, jeśli będzie taka potrzeba. Moim zdaniem Powiew Świeżości pasuje do Kamili, choć… szkoda, że nie będzie ze mną w zespole Srebrnej Świecy. Cóż, trudno. Jakkolwiek bym nie żałował, nie będę przecież przekonywał jej wbrew jej woli do przejścia do nas.
A szkoda, gdyż moje aktualne zadanie by się jej szczególnie spodobała. Mam otoczyć opieką fae, która się do nas niedawno przyłączyła i jestem osobiście odpowiedzialny, by się dobrze bawiła i by nikt nie próbował głupio zrobić jej krzywdy…


List Asha do Anety Emilii Arii

Droga Aemiko,

Jeżeli dostałaś ten list, w tej chwili już nie żyję, zabity przez Kamilę Maliniak. Jeżeli dobrze obliczyłem skutki moich działań, większość magów powinna stracić moc magiczną i oblicze świata - zwłaszcza polityczne - zmieniło się radykalnie. Wszystko, co było traktowane jako pewne, zostało zmienione. Srebrna Świeca najpewniej upadła a na jej ruinach niegdyś potężni magowie walczą o żałosne ochłapy władzy, rozpaczliwie starając się zachować swoją ginącą pozycję w nowym, lepszym (dla wszystkich oprócz magów) świecie.

Niestety, jeżeli dostałaś ten list, coś nie poszło zgodnie z moim planem. Nie jest to dobra wiadomość, jednak nie jest to coś, czym powinnaś się specjalnie martwić. Specjalnie na tą sytuację przygotowałem specjalne komando - sześciu Spojonych, najlepszych z najlepszych. Osoby, które są świadome, że idą na misję samobójczą, że są znienawidzeni w tym nowym świecie i zdeterminowane, by doprowadzić mój plan do końca. Nie stawaj im na drodze, Aemiko. Nie będą krzywdzić nikogo, kogo nie muszą. W odróżnieniu ode mnie mają silny kręgosłup moralny i - co więcej - czują się dużo bardziej związani z ludźmi niż z magami. Nie zawahają się przebić siłą przez wszystkie przeszkody, jakie staną na ich drodze, gdyż wiedzą, jak wiele od nich zależy.

Nie stawaj im na drodze, Aemiko. Nie informuj o tym innych magów. Nie staraj się im także pomóc. Proszę Cię jedynie o zachowanie spokoju.
Aha, zapomniałbym. Moja śmierć z ręki Kamili była przewidziana. Moi Spojeni zostali o tym poinformowani. Wiedzą, że był to element mojego planu. Nie wolno im jej atakować, czy dążyć do jej zguby pod żadnym pozorem.

Twoja wychowanica jest bezpieczna. Tak samo jak wszyscy, którzy nie będą starali się wejść w drogę moim Spojonym.
~ Ash


Z pamiętnika Kamili

Sobota ^__^ Aneta Emilia Aria i Juliusz Braun…
Oboje wydają się dużo szczęśliwsi niż byli w czasach AZ. Cieszę się z ich szczęścia. Z oczu Aemiki zniknął smutek. A Braun pomimo utraty magii jest wciąż tym samym rzeczowym facetem. Tylko teraz nie jest taki sztywny.
Opowiedziałam im o tym, co się działo ze mną przez ostatni rok, a i oni zrewanżowali się tym samym.
Aemika powiedziała mi, że wciąż jeszcze po świecie chodzą Spojeni, stworzeni przez Asha. Początkowo zmartwiła mnie ta wiadomość, jednak potem Aemika pokazała mi list. Jego autorem był Ash. Napisał w nim, że jego plan się nie powiódł, a nad jego dokończeniem pracuje pozostawiona przez niego ostatnia szóstka Spojonych… Aemika mówi, że jeden z nich już nie żyje. Ash napisał też, że moja rola w jego planie się skończyła…
Ash… Czytając ten list widziałam go, w tym jego płaszczu, pięknego i pozornie delikatnego… I… chyba wierzę. Nie mam się już czego obawiać. Nareszcie…
Zastanawia mnie też o co chodzi z tym całym eterytem. Juliusz wydawał się bardzo zaintrygowany tymi notatkami, które Whisper dała Julii… Powiedział, że sam je nie do końca rozumie… A to znaczy bardzo dużo. Obiecał je przełożyć na bardziej strawny język, choć to z pewnością potrwa. Notatki podpisane były KZ. Nasunęło to Juliuszowi skojarzenie z potężnym Vicinusem, Karolem Ziąbem… Jego historia jest dość… zastanawiająca… Ciekawe, dlaczego (jeśli to rzeczywiście są notatki Ziąba) AD pozwoliło, by trafiły w ręce Julii…
Może kiedyś uda mi namówić Aemikę i Juliusza na kilka gościnnych wykładów?
Moc magiczna Aemiki bardzo spadła, jest podobna do mojej, ale… i tak zawsze będzie dla mnie nauczycielką, podobnie jak Braun… Ech… będąc u nich, poczułam się jak w domu…
Jednego się nie spodziewałam… "Znaleźliśmy kilka książek. Masz pusty bagażnik, prawda?"… W drodze powrotnej auto praktycznie siedziało na nadkolach… Julia chyba padnie z wrażenia…


Z notatek własnych Juliusza Brauna, kiedyś dziekana AZ

Kryształy eterytowe… ostatni raz słyszałem o nich parę lat temu. Nie mylę się… kryształy eterytowe są tym, o co wybuchła wojna KADEMu z… nie, nie z Academią Daemonica. Z arcymagiem Karolem Ziąbem, którego zamek potem stał się siedzibą Academii Daemoniki. Zenek Szern, wtedy jeszcze terminus KADEMu opowiadał mi o ostatniej walce KADEMu przeciwko Karolowi, w której brał udział. Amg Ziąb zginął, w wyniku rany nożem w serce i wzmocnieniu efektu Magią Krwi przez czarodziejkę KADEMu. To on wysysał z naszego świata kryształy eterytowe… i to najprawdopodobniej jego, lub przepisane cudzą ręką jego notatki leżą przede mną, przyniesione mi przez Kamilę…
Zamek się rozpadał. Były tylko dwie grupy, które mogły zdobyć te notatki - KADEM lub siły współpracujące z Ziąbem. Na czele tych drugich stała Ais, czyli Aleksandra Trawens, Sariath AD. Pytanie: po co udostępniła te notatki Powiewowi Świeżości poprzez Whisperwind. I czemu teraz…


Z pamiętnika Kamili

Szlag! Właśnie coś do mnie dotarło… Aemika powiedziała, że odwiedził ich w ich domu Xan'nadaroth… Powiedziała, że powrócił razem z dawnym zamkiem Akademii Zaklęć. Teraz to jest zamek Academii Daemonica…
Ech… dlaczego nie wiedziałam tego kiedy byliśmy na Fazie Daemonica? Przywitałabym się z nim… Sądzę, że potrafiłabym wyrazić niską wdzięczność za wpuszczenie na teren swojego dominium oraz zadowolenie z powrotu do domu. Jestem pewna, że nieważne jak cicho bym to powiedziała, do niego by to dotarło… Ech… nic to, pora ostrzej popracować nad swoją znajomością języka Asari i odświeżyć pamięć…
Może jeszcze kiedyś się nadarzy okazja mu podziękować…
Ale… dlaczego Xan'nadaroth wpuścił AD do swojego zamku?… Przecież zniknął, żeby zamknąć przejście z tamtego planu na nasz i zapobiec inwazji… A teraz okazuje się, że jego zamek to zamek AD i że AD wciąż odpiera inwazję… O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego wrócił?…
Swoją drogą, ciekawe, co się dzieje z Luną…


Baza danych Hiveminda "HQ", Jerzy Marduk.

Kamila Maliniak zaczęła wreszcie działać.
Nie wiem, jakim cudem mogła prowadzić to swoje "proste, wiejskie życie" jako przedszkolanka z tym swoim kolegą i nie zwariować z nudów.
W ciągu tego roku zdarzył się jej tylko jeden kryzys - wielki zlot magów do Sośnicowic. By móc zapobiec ewentualnym problemom, wysłałem swoją agentkę na motorze, by mogła wejść do akcji, gdyby działo się coś złego. Szczęśliwie, nie doszło do niczego szkodliwego, choć moja agentka chciała reagować, gdy niejaka 'Ash' z Academii Daemonica wzięła Kamilę do niewoli. Jednak wszystko skończyło się dobrze - nowy 'nabytek' Kamili, Jakub Urbanek z KADEMu pobił Ash i rozwiązał problem.
Sam Jakub Urbanek jest magiem śmiertelnie niebezpiecznym. Jest tak bezwzględny jak ja i nie waha się przed używaniem metod powszechnie uznawanych za 'nieetyczne'. Innymi słowy, jest potencjalnie doskonałym sojusznikiem lub niebezpiecznym przeciwnikiem. Która opcja zwycięży - przekonamy się, gdy nadejdzie odpowiedni czas.
A więc pozwólmy małemu, ślepemu kotkowi wyciągnąć pazurki i pokręcić się w kółko. Ja będę pilnował, by nie zrobiła sobie za dużej krzywdy. Jestem zdziwiony, że jeszcze nie dostałem maila "Jurek, ratuj", do których tak przywykłem z czasów Akademii Zaklęć…


Z księgi historii Powiewu Świeżości, Julia Weiner

Przyłączenie Kamili do Powiewu faktycznie okazało się punktem zwrotnym w historii naszej gildii. Nie dość, że jej plan nawiązania współpracy z innymi gildiami ma niemałą szansę się powieść, to jeszcze dzięki uprzejmości swoich dawnych nauczycieli zdobyła kilkanaście cennych książek i ksiąg opisujących zaklęcia. Część tych książek, naturalnie, okaże się być mniej wartościowa od innych… ale nareszcie mamy jakąś podstawę, zalążek biblioteki. Nawet, jeśli żadna z tych książek nie okaże się być 'najlepszą z najlepszych', pozycja Powiewu się podniesie. Będzie miało to bardzo korzystny wpływ na możliwość dyskusji z pozostałymi gildiami - i na naszą reputację…


Niezidentyfikowany i nie odebrany komunikat z niezidentyfikowanego źródła

Login:
<NullReferenceException>
Login:
<NullReferenceException>
Login:
<NullReferenceException>
Login:
<NullReferenceEx…>
---Login potwierdzony---
Password:
<NullReferenceException>
---Niski poziom mocy, system się wyłącza---


Z pamiętnika Kamili

Pojechałam do miasta i zrobiłam małe zakupy. Postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i zrobić mały prezent dla miślęgów - postanowiłam je oswoić - oraz zdobyć coś na zajęcia dla dzieci. Co więcej, jeśli dam dzieciom do zabawy koraliki, włóczkę i mnóstwo kiczu, to może zrobią coś tak strasznie kiczowatego, że żaden miślęg się temu nie oprze :3
Usiadłam sobie spokojnie i zaczęłam robić coś na kształt laski dla Wielka Czipsa (czy jakkolwiek by się go nie odmieniało, miślęgi niestety nie opanowały gramatyki…) Zrobiła na Tomku odpowiednie wrażenie. Chyba się miślęgom spodoba. ^_^


Z myśli wybranych Tomka

Kami jest mistrzynią kiczu! No, może źle to zabrzmiało, ale…
Ugh…
Jestem artystą, przynajmniej w części. Nie jestem inżynierem. Ona jest inżynierem, ale ma duszę artysty.
Ale TO wymaga duszy artysty. Coś tak plugawego nie mogło powstać poprzez zwykłe dodawanie numerków. To wymaga splugawienia jakichkolwiek ideałów piękna.
Straszne…


Z pamiętnika Kamili

Ech… no i co ja niby mam zrobić z tą puszką? Bo mechem to trudno nazwać… Co gorsza, wydaje się, że działa, przynajmniej częściowo. Kłopot w tym, że nie mam pojęcia, jak nim sterować, a mój nieszczęsny akumulator samochodowy starcza na jakieś trzy minuty… Strasznie prądożerne to ustrojstwo. No i nie mam zupełnie pomysłu co z tym czymś zrobić…


Z myśli wybranych Tomka

Jasna… byłem święcie przekonany, że to jest pikuś. No Kamila zawsze zrobi, nie wiem, weźmie te swoje maszynki, poświeci się białe światło, samochodzik jeździ, układ jest gotowy czy cokolwiek… A tutaj wysiadła. Wpierw spojrzała na broń i stwierdziła, że nie będzie się tym zajmować, przynajmniej na razie - słusznie. Muszę przyznać, że głupio byłoby zbudować broń maszynie, którą nie umiemy sterować. Wzięła i sprawdziła, jak podłączyć baterię do tej maszyny, tyle, że to jakaś nietypowa bateria. Odpaliła jakieś zaklęcie i dowiedziała się, że to de facto chodzi na akumulatorach samochodowych, ale w jakiej formie?… Jak podłączyła akumulator, to ta maszyna spróbowała wstać, walnęła głową w sufit, przewróciła się i tak w kółko. Żadna metoda sterowania nie działała. Ech… nie mógł zostawić jakichś instrukcji?… Znamy tylko nazwę. 'Maczuga'.


Z pamiętnika Kamili

Tomek zabrał mnie do miasta do kawiarenki dla odprężenia. Kochany Tomuś.
Ale mógłby nie podejrzewać każdej osoby, którą zobaczy dwa razy w ciągu kilkudziesięciu minut o śledzenie nas… Poszłam za taką jedną, tylko dlatego, że on poprosił… 'Wydaje mi się, że nas śledzi, bo jest ładna i ją już drugi raz zauważyłem'… Chyba muszę go jakoś dowartościować… :P


Z myśli wybranych Tomka

Nie wiem… MOŻE jestem zbyt paranoiczny… Ale nie sądzę! Ta dziewczyna była ładna. Ładna w taki charakterystyczny, niewinny sposób. Nie była wyzywająca. Miała długie, czarne włosy. Wielkie, niewinne oczy, za którymi kryło się zamyślenie i smutek, i niewinną twarzyczkę. Na oko miała z szesnaście lat. Wyglądała słodko i niewinnie. I takie są najgorsze! Założę się, że ona śledziła Kamilę. Widziałem ją dwa razy. Tak pięknej dziewczyny (niestety nieletniej…) się nie zapomina! W sensie: nie pomyliłbym jej z inną. Raz nas minęła. Odwróciłem się za nią i skręciła w pierwszy zakręt. Ale potem… potem szła za nami, jak już zjedliśmy te lody. Jasne, mogła iść na spacer, ja w końcu też lubię iść na spacer w ostrej ulewie. Kami wysłała za nią kota, by ją śledził. Nie, nie po to, żebym poznał jej adres domowy, na pewno nie. I wtedy zza rogu wyskoczył ten przeklęty pies. Szlag, szlag, szlag… zniknęła nam… A Kami się zupełnie nie przejmuje i myśli, że ona mi się po prostu spodobała…
Widziałem już piękne dziewczyny, szczególnie Wiktorię. O tak, Wiktorię trudno zapomnieć. Ta tutaj jednak też była piękna w taki dziwny sposób… W taki nieludzki sposób. Była zbyt perfekcyjna. Jak golem… coś w niej było po prostu nie tak. A jednak Kami mówi, że pachniała jak zwykły człowiek. Nie rozumiem…
Boże, żebym tylko nie miał snów erotycznych z nieletnią. Nie wybaczyłbym sobie do końca życia.
No, może przez godzinę…


Z pamiętnika Kamili

I wciąż nie mam pomysłu co zrobić z tym nieszczęsnym mechem po Janku… Na jego głos nie reaguje… Komunikacji na żadnej częstotliwości nie wykryłam… pojęcia nie mam.
Wiem, pogooglam tą nazwę… może coś z tego wyjdzie… To już rozpacz i desperacja…


Z pamiętnika Kamili

Ugh… google może i wielkim przyjacielem i bratem ale czasem chciałoby się żeby jednak czegoś nie wiedział…
Okazuje się, że mech o takiej samej nazwie rzeczywiście występował… W jednej grze pod inną nazwą i w jednym anime…
Chyba dziesiątego sortu, produkcja koreańska, dubbing włoski, amatorskie napisy po angielsku…
Obejrzeliśmy chyba wszystkie odcinki… Ugh… Nigdy więcej.
Ale za to pojawiło się kilka pomysłów… Nie wiem tylko, jak zdobyć próbkę głosu Janka, wydającego jakiś rozkaz temu ustrojstwu… Pomartwię się tym później.


Z myśli wybranych Tomka

Kapitaaaaan Maczugaaaa kontra cybernetyczni niszczyciele planet!!! Nigdy więcej! Boże, to było… A jeszcze tłumaczył to chyba Jar-Jar Binks… Twoja wstać, Twoja iść… Na szczęście w filmie (wzdragam się nazwać to 'anime') Włosi nazywali to 'Mazza-cośtam', czyli do Maczugi mówiono po prostu 'Maczugo, zrób coś' Ale rany… pojedynczy chłopak, Sanjuro, porwał ostatniego sprawnego robota bojowego planety Ziemia klasy Maczuga, nazwał go 'Maczuga' (żeby uważny odbiorca aby się nie pomylił), a sam siebie nazwał Kapitan Maczuga (żeby ten sam odbiorca nie miał wątpliwości). Jego stój składa się z opaski na oczy a'la Zorro i munduru jego ojca, weterana wojny z Cybernetycznymi Niszczycielami Planet, który to ojciec ginie w odcinku trzecim a powraca w szesnatym jako sklonowany zreinkarnowany pingwin arktyczny, któremu wiecznie zimno… Do tego gość kręci z dwoma bliźniaczkami, których nie umie nawet odróżnić (uważny widz też ich nie odróżni… no może poza tym, że jedna ma zawsze włosy ciemne a druga jasne), które rywalizują ze sobą o jego względy a on "nie ma czasu na miłość, gdyż musi uratować świat"… A najgorsze jest to, że jakiś kretyn wyprodukował tego sto dwadzieścia jeden odcinków…
Ale jednak dowiedzieliśmy się czegoś ważnego… Jeżeli Janek trzymał się obrazu mecha z tego… dzieła, to mech reaguje tylko na jego głos, rozkazy poprzedzane są słowem 'maczuga' a w głębi maszyny znajduje się miejsce na jakiś system sterowania… W oryginale miał to być jakiś bio techniczny dżin czy coś… Oczywiście, żeby Kami mogła się tam dostać musi wpierw odspawać tego bydlaka i rozebrać jego połowę…
Chyba się do tego nie pali…
I nie dziwię jej się.


Z pamiętnika Kamili

Poprosiłam Tomka żeby zabrał mnie do kafejki… Musiałam się odtruć po tym… czymś. Nawet oglądane w dwukrotnej prędkości nieźle dało mi w kość. No i dokupiłam dzwoneczki do laski dla Wielka Czipsa. Tomek zbladł na samą myśl.


Z myśli wybranych Tomka

Nie było jej.
Nie żebym jej oczekiwał. Głupia nie jest. Ale… trochę szkoda.
Ech… wyszedłem przed Kami na jakiegoś paranoika. Jak ten Jurek…


Baza danych Hiveminda "HQ", Jerzy Marduk.

Po prostu doskonale… Ktoś Kamilę śledzi, a ja nie mam pojęcia kto to.
Mam osiemdziesięciopięcioprocentowe potwierdzenie, że to mag… A najlepsze jest to, że ani ona, ani ten jej samozwańczy 'obrońca' się nie zorientowali.
A jeżeli się zorientowali, nie przyłożyli do tego odpowiedniego znaczenia.
Czy oni myślą, że ja zawsze będę miał czas się nią opiekować? Kim ja niby jestem?
Ech… HQ, prześlij dodatkowe posiłki w rejon działania Kamili Maliniak.
ASAP


Z pamiętnika Kamili

Wreszcie przestało padać. Chwilowo postanowiłam nie myśleć o naszej 'wspaniałej' "Maczudze", czyli tej kupie złomu w piwnicy. Może coś mi samo przyjdzie do głowy.
Postanowiłam zamiast tego oswoić miślęgi. Nie chcę mieć tego koszmarnego kiczu w domu za długo bo jeszcze ktoś przyjdzie i zobaczy…


Z pamiętnika Kamili

Miślęgi zachowały się zgodnie z tym, czego oczekiwałam. Były nieufne, ale dały się przekonać duchokotowi, żeby wysłać emisariusza. Ciekawe wydaje się to, że najwyraźniej miślęg musi sobie w jakiś sposób zapracować na swoje imię - inaczej nie ma żadnego.
Cóż… trochę przekupstwa i miślęgi same przyszły po błyskotki - żaden nie może się oprzeć kiczowi… Niestety to, co jest w nich tak słodkie jest dla nich również groźne…
Wielka Czipsa zmienił swoje imię na Wielka Wielka Czipsa po tym, jak dostał swoją straszliwą lagę…
A ja… zostałam oswojonym dwunogiem duchokota.
Wielka Wielka Czipsa kazał mi przyjść następnego dnia. Mam dziwne wrażenie, że będzie lało…


Komunikacja Arachne - Amaranth

- Ami, gdzie jesteś?
- Ja…
- Znowu łamiesz doktrynę dwunastą, prawda?
- <sygnał głębokiej miłości>
- Ami, to niebezpieczne! Może coś Ci się stać!
- Jestem dobrze schowana, zamaskowałam się!
- Wiesz dobrze, czym ona jest. Może Cię wyczuć.
- Jestem pod wiatr. I mam przygotowane przyzwania psów.
- Ami…
- Chyba mnie zauważyła! <przerażenie>
- Ami, uspokój się <miłość> Nie panikuj.
<Anavalia: stabilizacja Amaranth>


Z pamiętnika Kamili

A jednak Tomek miał rację! Ktoś mnie obserwuje! Udało mi się zupełnym przypadkiem dostrzec oko, wyraźnie patrzące w moim kierunku… Ciekawe od jak dawna mnie obserwowało. Udając, że nic nie zauważyłam wysłałam tam kota, ale pogonił go pies. Taki sam, jak wtedy w Gliwicach… To nie może być przypadek. Oczywiście pies okazał się być głupi jak każdy inny szczekacz i dał się wykiwać wejściem na drzewo, ale kosztowało mnie to kilka cennych chwil.
Kiedy pies mnie pogonił, oko zniknęło. Nie wiem, kiedy dokładnie, ale mniej więcej wtedy.
Chciałam tam wysłać jednocześnie drugiego kota, ale okazało się, że pojawił się w miejscu, gdzie miślęgi schowały się słysząc szczekanie. No i oczywiście wzbudził panikę…


Z Wielkiej Opowieści Wielka Piękna Odważnik, lokalnego miślęga

Moja patrzeć na oswojona dwunóg Wielka Wielka Czipsa i zaśmierdzieć Zębacz. Zębacz biec i mieć duże kły. Moja mieć włócznia. Przeskoczyć nade mną duchokot i moja, wielki wojownik, stwierdzić, że totem walczyć totem. Zębacz szybszy, ale duchokot łazić po drzewo a Zębacz nie. Duchokot coś polować i nie patrzeć Zębacz. Zwykle duchokot polować miślęg i kończyć jako mniam. Zębacz też. Wtedy Zbrodniarz skrzywdzić duchokot a Zębacz sobie pójść. Głupi Zbrodniarz. Mieć krótkie imię więc głupi. Moja mieć długie więc mądry.


Dyskusja Arachne z Malignusem

- Mal, musimy iść na pomoc Ami!
- Nie możemy.
- Ale… <zdenerwowanie, zniecierpliwienie>
- Druga doktryna.
- Mal! Ami jest… <zdenerwowanie>
- Wiem, Arc. <zdenerwowanie> Ami jest jedyną szansą powodzenia naszej misji. Ale nie możemy złamać doktryny! Nie drugiej!
- Może szóstą?…
- Jeżeli to tylko kwestia interakcji to Ami sobie poradzi. Jedna Kamila nie jest w stanie jej zatrzymać. Jeśli jest tam ktoś jeszcze, złamanie doktryny szóstej przy zachowaniu doktryny drugiej daje szansę ucieczki.
- Mal… <wzrastające przerażenie>
- Co się stało, Arc?
<Salgathraundir: stabilizacja Arachne>
- A jeżeli złamanie doktryny szóstej automatycznie łamie drugą?
- Innymi słowy, zranienie towarzyszy Kamili zrani Kamilę?
- Tak.
- To złamie doktrynę ósmą. Anavalia przejmie kontrolę i odleci.
- Mal, zapomniałeś o czymś.
- A mianowicie?
- Ami jest najbardziej ludzka z nas wszystkich. Czuje się winna.
- Anavalia ją ustabilizuje.
- Anavalia też…


Z pamiętnika Kamili

Kiedy pierwszy kot po drzewach dobiegał do tego, przy którym ukrywał się obserwator, nastąpiło najbardziej bolesne nieporozumienie tego dnia… Jeden z miślęgów chciał zapolować… Niestety, choć rozpaczliwie krzyknęłam żeby nie ranił kociaka, nie zdążył powstrzymać włóczni… Ten ból… Moje ramię… Aż mi w oczach pociemniało, zwłaszcza, że to akurat na tym kociaku się koncentrowałam…
Kosztem jednej łapy i cennej chwili czasu nieporozumienie zostało wyjaśnione… A nieszczęsny miślęg z włócznią dostał imię 'Zbrodniarz' za zranienie duchokota… Nie jego wina… będę musiała to jakoś odwrócić…
Na szczęście Tomek był już w pobliżu, w zasięgu jednego teleportu.


Z myśli wybranych Tomka

To był cichy teleport. Zaszedłem ją od tyłu. Przygotowałem wszystko, co prawdziwy wojownik powinien mieć. Bejsbol i gaz obezwładniający (taki, jak noszą kobiety po 22 na ulicach Katowic) Marna to broń, ale siedziałem na kiblu i… Kamila może się cieszyć, że nie wziąłem spłuczki… Korzystając z tego wiatru dla odmiany ja ją podszedłem. Nie zbyt blisko. Nie chciałem, żeby się dowiedziała o mojej obecności. Ale chciałem odciąć jej drogę ucieczki.


Z pamiętnika Kamili

Niestety, osoba, która mnie obserwowała najwyraźniej wiedziała o mnie więcej niż ktokolwiek poza Tomkiem i Julią… Nie dość, że podeszła mnie pod wiatr, to jeszcze porządnie zamaskowała swój zapach…
Jeden zdrowy kot poszedł tropić psa, który szybko znudził się siedzeniem pod pustym drzewem. Miałam nadzieję, że doprowadzi mnie do swojego pana, ale bestia weszła w strumień i najwyraźniej już z niego nie wyszła… Kolejne nietypowe zachowanie jak na szczekacza…
Na szczęście miślęg nazwany przez Wielka Wielka Czipsa Zbrodniarzem bardzo chciał się zrehabilitować (nawet, jeśliby za żadne skarby świata nie zrozumiał tego słowa). Choć dla mnie trudne byłoby tropienie pozbawionych jakiegoś szczególnego zapachu śladów w ściółce w lesie, to dla miślęga była to kaszka z mleczkiem… Moim podstawowym problemem było nadążyć za miślęgiem na trzech łapach… Specjalnie nie posłałam tam zdrowego kota… Raz ze względu na czas, dwa, że widocznie ranny zwierzak będzie budził raczej litość niż strach… Bolało, ale było warto…


Z myśli miślęga o imieniu Zbrodniarz

Ooooo…. moja Zbrodniarz!…. mieć imię, które źle brzmieć!… Moja nieszczęśliwa! Moja dźgnąć kot bo chcieć jeść! I wtedy Wielka Wielka Wielka Wielkość chcieć źle dla miślęg! To być duchokot a nie mniamkot! A być tłuściutka! I smakołyk być! Teraz moja Zbrodniarz i być nieszczęśliwa…
Duchokot szukać miła dwunóg. Nie móc znaleźć bo miła dwunóg mądra i wejść strumień. Strumień mieć rybka a rybka smaczna i tłuściutka. Dwunóg głodna. Totemokot szukać dwunóg i miślęg pokazać. Dwunóg być. Wtedy miślęg-miślęg dać znać że widzieć nowa dwunóg. Dwunóg być daleko. I osaczyć miła dwunóg jak moja, miślęg-miślęg i miślęg-miślęg osaczyć tłuściutki mniamkot. Moja nie chcieć pomagać totemkot osaczać miła dwunóg. Miła dwunóg miła. I usunąć duże bzz bzz co być blisko dom miślęg. Ale moja Zbrodniarz. Teraz moja pomóc totemkot bo inaczej moja nie móc jeść i mieć bąble na zad. I zawsze znajdować zgniłe liście i nie mieć gdzie spać. Bo tak chcieć Wielka Wielka Wielka Wielkość.


Komunikacja Amaranth - Anavalia

<Amaranth: Nie znalazła mnie> <wysoka ulga>
<Anavalia: Wykryłam emanację magiczną> <prewencyjna stabilizacja>
<Amaranth: Właśnie miałam spanikować>
<Anavalia: Koordynuję Cię. Zawsze będę Cię koordynowała> <głęboka miłość>
<Amaranth: Czyli tak, jest dwóch, jeden nieporadnie się skrada, a drugi to Persona Kamili?>
<Anavalia: Raczej manifestacja>
<Amaranth: Co robić?>
<Anavalia: Nawiązuję połączenie z Salgathraundirem. Arachne może coś wymyśli>


Z pamiętnika Kamili

Kurczę, muszę Tomkowi przyznać rację. Przepraszam, Tomuś… Kiedy w towarzystwie miślęga nie kryjąc się, na trzech łapach wyszłam z lasu, zobaczyłam tam dziewczynę. Co więcej, tą samą dziewczynę, którą Tomek wypatrzył wcześniej w Gliwicach…
Dałam mu znać, gdzie ona jest, a sama podjęłam próbę nawiązania kontaktu. Niestety, dziewczyna najwyraźniej bała się kotka, nawet tak rannego jak ten, którego widziała, więc usiadłam spokojnie, nie zbliżając się do niej…
No i wtedy, jako że ona nic a nic nie rozumiała kota - nie ma się co dziwić, to w końcu nie Tomuś - poprosiłam o tłumaczenie Zbrodniarza…


Z myśli wybranych Tomka

To ona. Bez dwóch zdań.
Oscyluje pomiędzy paniką a atakiem. Mógłbym ją obezwładnić… Tylko trzy kroki, tylko…
Kamila mi nie pozwala.
Nie wiem… Nie. Czuję się urażony! Ona się boi kota bardziej niż mnie! A kot jest za strumieniem i ranny.
Co do cholery, nekofobia czy jakiś sprytny plan?


Z kłębowiska myśli przebiegających Kamili przez głowę

Kurczę, co jest? Dlaczego ona tak się boi? Siedzę spokojnie, wąsem ani uchem nie ruszę, a co zagadam do miślęga, to ona się wzdryga. A jednocześnie na prośby o rozmowę niemal z płaczem odpowiada 'nie mogę'… Coś mi tu nie pasuje…
Na szczęście Tomek pojawił się w samą porę, by zapobiec jej ucieczce… Dwa razy musiał złamać jej zaklęcie teleportacyjne… Dwa razy!! (WOW) I dlaczego ona boi się kota bardziej niż obcego faceta? I to takiego, któremu dopiero co zarzuciła jakieś straszne czyny pół roku temu? Co u licha jest tutaj grane??


Komunikacja Arachne - Amaranth

- Ami, słyszysz mnie?
- Arc! Ona wykorzystuje miślęga żeby tłumaczył, żeby ze mną rozmawiać!
- Przez manifestację?
- Tak… Ale…
- Ana, ustabilizuj ją…
<Anavalia: stabilizacja Amaranth>
- Ami, posłuchaj. Manifestacje są niegroźne. Możesz uciec.
- Na razie sprzedałam im historyjkę że ten jej towarzysz coś mi zrobił dawno temu.
- Dobra… Słuchaj, Mal już tam leci. Gdyby Ven żył, mielibyśmy teleport…


Z kłębowiska myśli przebiegających Kamili przez głowę

Chwila, moment… Już to kiedyś widziałam… Jeszcze sekundę temu ta dziewczyna umierała ze strachu, a teraz… teraz się po prostu bardzo boi. Wciąż jest przerażona, ale znów jest po tej właściwej stronie granicy… Gdzie ja to… Jurek! On też tak potrafi! Czyżby?… Nie, niemożliwe, żebym miała rację. Z drugiej strony… Nie wiem, na razie nie powiem Tomkowi, co mi się wydaje… Ale Spojona? Taka? Nie to że nic nie umie, bo tego nie mogę powiedzieć, ale… jest taka mała i przerażona… Spróbuję ją uspokoić to może uda się czegoś dowiedzieć…


Komunikacja Arachne - Malignus

- Mal, zarówno Ami jak i Anavalia są niestabilne.
- Słuchaj, robię co mogę. Niech Ami zabije manifestację.
- Ale…
- To nie jest złamanie drugiej doktryny. To jest najwyżej złamanie szóstej doktryny.
- Dobrze, spróbuję ją przekonać…
- Arc, mi się to też nie podoba. Ale nie pozwolę, żeby Ami coś się stało.
- Masz rację. Sal, naciśnij Anavalię.
- Hissaragaulth, naciśnij Anavalię. Jak już Ami chce łamać doktryny… to nie mamy wyboru.


Komunikacja Arachne - Anavalia

- Ana!
- Musimy… Nie chcę!
- Jak zniszczysz manifestację… Ami, chronię Cię, ale…
- Ana, ja nie chcę, ja nie chcę, zrozum, Ana! Nie zmuszaj mnie!
- His i Sal.. Oni mogą mieć rację!
- Nie, nie zrobię krzywdy! Nie zrobię nikomu krzywdy! Nikomu!
- Ami, osłaniam Cię przed nimi. Osłaniam Cię. Mal i Arc dali nam pozwolenie na złamanie wszystkich doktryn żebyśmy tylko mogły uciec…
- Nie… Ona nie może wiedzieć o naszym istnieniu! Ona nie może już cierpieć! Ja nie chcę! Czemu mnie nie zostawią w spokoju? Ja chcę po prostu iść!
- Odsuńmy tego chuderlaka i biegnijmy! Nie dogoni nas!


Z kłębowiska myśli przebiegających Kamili przez głowę

Cholera! Na mój widok zerwała się do ucieczki jak jakaś spłoszona łania…
Przewróciła Tomka, przejechała po nim - aż szkoda przyznać - jak po łysym wężu… Przedarła się przez krzaki, nawet nie zwalniając… Była niesamowicie szybka.
Na szczęście nie spróbowała już teleportu… Tomek to świetny facet, ale trzeci raz mogłoby mu się nie udać złamać jej zaklęcia…
No i na szczęście koty biegają szybciej od ludzi, zwłaszcza w lesie, i to dobrze sobie znanym…
Ale teraz to dopiero zraniła moją dumę. <sarkazm>
Czy ja tak straszliwie wyglądam?
A tak na serio…
O co tu chodzi?
Ech… to jak praca z młodym, przerażonym do granic możliwości lwem… Czuję jej strach. Ona się czegoś śmiertelnie boi… I bardzo chce uciec, ale… mam wrażenie, że choć mogłaby, to bardzo nie chce zrobić ani Tomkowi ani mi krzywdy… więc nie ucieka…
Czego ona się tak boi?… Czemu ja ją tak przerażam?…
Na szczęście zatrzymała się na widok kota na swojej drodze. Chyba miała zamiar przeskoczyć, ale… cóż mi pozostało, zamiauczałam rozpaczliwie i tak prosząco jak tylko potrafiłam…
Sama zostanę poza zasięgiem wzroku… Na razie niech Tomek z nią porozmawia.


Komunikacja Malignus - Arachne

- Ona co?
- Anavalia zablokowała Salgathraundira.
<Hissaragaulth potwierdza>
- Ciebie też?
<Hissaragaulth potwierdza>
- Arc, on zostawił nam jakieś nadrzędne systemy, prawda? Każda silna grupa z nas może przejąć kontrolę nad każdym pojedynczym z nas, prawda?
- Ja… tak! Ale… To potrwa! Plus, nie jesteśmy w tym samym miejscu!
- Jadę tam. Co ona teraz chce zrobić?
- Chce się przyznać kim jest…
- Łamiąc trzy doktryny jedną akcją…
- I zdać się na jej łaskę.
- Co!?
<Hissaragaulth: stabilizacja>
- Mal, boję się. Ona…
- Anavalia się na to zgodziła?
- Najwyraźniej tak…
- Ash, zawiodłem Cię…
- <szept> Ja też…
<unifikacja>
<unifikacja: Amaranth>
<unifikacja przyjęta>


Z myśli Kamili

Ona… ona naprawdę myśli, że będę chciała ją zabić!…

<niedowierzanie>

Za co?… Za to, że jest tym, kim ją uczyniono?… Za to, co Ash zrobił?… On… On już nie żyje, a ani ona, ani pozostali nie są winni… I… choć nigdy nikomu poza może Spojonymi się nie przyznam… coś we mnie za nim trochę tęskni…
Wstań, dziecko… Nie bój się mnie, proszę… Tu nie pluton egzekucyjny, a ja nie chcę krzywdzić jego dzieci… Żadne z was nic mi nie zawiniło.
Tacy samotni… Zwłaszcza ona… jak ona za nim tęskni… Tak strasznie…
Nie muszą się mnie bać… Nigdy nie musieli… Nawet gdybym mogła… Po co miałabym ich ranić?
Nie zapomniałam… ale chyba wybaczyłam.
I… żal mi ich. Jeśli będę mogła im jakoś pomóc, zrobię to. Nie pomogę ich planowi. Pomogę im, jeśli to tylko będzie możliwe.


Z przemyśleń Amaranth

Troszkę nabroiłam… Rodzeństwo zrobiło mi burę, ale wiem, że mnie kochają. Ana się ze mną zgadza. Też mnie kocha. Więc… jest chyba dobrze.
Ech… teraz wiem już, że te doktryny jednak do czegoś służą. Ale nie są aż tak ważne jak Arc czy Mal myślą. Nadal uważam, że to wskazówki. Gdyby tata chciał, żebyśmy byli maszynami, nie mielibyśmy wolnej woli. Lub nasi Partnerzy mieliby większą kontrolę.
Kamila… zupełnie inna niż myślałam. Jest… trochę podobna do taty. Tak samo troszczy się o tych, którzy sami nie potrafią się o siebie zatroszczyć. I… naprawdę nie ma w niej takiej złośliwości czy gniewu. Jest w niej za to dużo pokory wobec kultury, której nie rozumie. Oczywiście mogę się mylić. Widzę to tylko na przykładzie miślęgów. Ale tata sam powiedział: oceniaj magów przez ich stosunek do miślęgów. Te najsłabsze są nic nie winne. Nie możesz nic zyskać współpracując z miślęgami a polując na nie dla kryształów Quark możesz zyskać parę…
<Anavalia: stabilizacja Amaranth>
Przepraszam, Ana, po prostu to jest… złe.
Kamila myśli tak samo… chyba.
Śniła mi się kiedyś. Nie raz. Widziałam, jak stoi nad nim, śmieje się i go niszczy. Myślałam… wybór osób, z którymi się spotyka najczęściej… Dorota Michaś, terminus KADEMu, Kuba Urbanek, eksterminator KADEMu, Whisperwind, zabójca Academii Daemonica… sama śmietanka. A przedtem, zanim spotkała się z tymi wszystkimi magami, samotna nauka u Ewarysta Ekierta.
Nie do końca rozumiem relację Kamili z tym jej towarzyszącym magiem, Tomkiem. To jest… dziwne. To znaczy… magowie nie potrafią wymieniać myśli jak my. Nie mogą sobie ufać, nie potrafią sobie ufać. Nie potrafią przekazać tego, co chcą przekazać. Słowa są zbyt ograniczone. No i zawsze mogą kłamać. No i są tak strasznie samotni. Każdy mag jest sam. Nie ma ani Partnera, ani Rodziny. A ci, którzy jeszcze mają rodzinę, kogoś, kto nie jest magiem… Maskarada, ukrywanie swojej tożsamości przed kimś, kto jest teoretycznie bliski… To jakiś koszmar. Ja mam Rodzinę. Ja nigdy nie jestem sama… Ja jestem… szczęśliwa. Na przykład Mal… mnie skrzyczał. Ale dzięki Hisowi i Anie, ja wiedziałam, co on miał na myśli, co on myślał. On też tego nie ukrywał. Nie chciałby nawet. On… chciał, żebym zrozumiała. I dzięki naszym Partnerom ja bez problemu mogłam zrozumieć, co chciał mi przekazać i co czuł.
Pamiętam… kiedyś, w poprzednim życiu, jak ona miała na imię Łucja, jak jeszcze nie istniałam. Ona coś przeskrobała, rodzice ją skrzyczeli. Rozumiem, że nie to mieli na myśli, ale pamiętam, jak ona się wtedy czuła. Nie rozumiała. Nie mogła im… nadać sygnału. To takie nienormalne.
Kamila mogła mieć to wszystko. Mogła być siostrą. Ale nie jest… Strasznie mi jej żal… Będę się z nią czasem spotykać. Jestem ciekawa, jak oni myślą. Kim oni są. Jakie to dziwne, nie mieć kogoś, kto może cię ustabilizować.
To wszystko jest takie dziwne.
Tak bardzo tęsknię za tatą. On umiał wszystko tak prosto wyjaśnić.
Ciekawe, co się stało z jego Partnerem… Gdzieś jest, ale gdzie? I… jak on to zrobił?


Z pamiętnika Kamili

Wreszcie mogę spokojnie usiąść i uporządkować myśli…
Ostatnie dni były…
Ech…
I jak tu nie być paranoikiem? Raz postanowiłam zignorować podejrzenia i co się okazuje? Że osoba, którą Tomek wypatrzył to Spojona…
Po prawdzie… sama byłam trochę zaskoczona swoimi reakcjami…
Aemika dobrze zrobiła pokazując mi ten list…
On… on nie kłamał. Nie mówił całej prawdy, kluczył, ale nigdy nie skłamał… Jeśli powiedział coś wprost, to tak było…
Kurczę, bredzę od rzeczy.
Po kolei, od najmniej ważnych do najważniejszych.
Zaklęcie - nawet nie tknięte… Może w końcu mi się uda je stworzyć… Kiedyś.
Mech - porażka… Muszę coś wymyślić, choć jeszcze pojęcia nie mam co. Ale coś na pewno wymyślę.
Miślęgi - słodkie betyjki, chyba uda mi się je oswoić.
Spojeni…
Mówiąc szczerze, zdawałam sobie sprawę, że będą mnie śledzić, podobnie jak Jurek. Może to i trochę megalomania, ale nie wierzę, że którekolwiek z nich dałoby sobie spokój. Jednak dopóki tylko obserwują, mogę ich ignorować. Co więcej, jest to dla nie dość wygodne - w najgorszym razie zawsze mogą pomóc. Jednak wiem, że niezależnie od ich obecności żadne z nich nie ma wobec mnie złych zamiarów - więc po prostu ignoruję możliwość bycia obserwowaną…
Jednak, kiedy ktoś, kto mnie śledzi ujawnia się, nie zostawia mi wyboru.
Nie mogłam przecież założyć nieszkodliwości tej osoby, zwłaszcza, że chowała się zbyt dobrze… Musiałam zrobić co w mojej mocy, żeby się upewnić, kto to, jeśli nie dla siebie to dla Tomka… I dla miślęgów - osobnik obserwujący mnie w tamtej sytuacji mógłby spróbować zrobić coś miślęgom tylko dlatego, że ja próbowałam je oswoić…

Pościg za dziewczyną był dość kuriozalny… miślęg tropiący, niech to szlag… A potem jeszcze miślęg - tłumacz…
Dobrze zrobiłam początkowo podążając za nią tylko przy użyciu kota - ze zrozumiałych powodów bała się go mniej niż mnie samej…
Biedna Amaranth… W ciągu tego dnia wielokrotnie doprowadziliśmy ją z Tomkiem na skraj załamania nerwowego… I co najmniej kilka razy spanikowała…
Ale jak się okazało byliśmy dostatecznie upierdliwi, żeby w końcu dowiedzieć się o co chodzi… Przykro mi, że ona musiała przez to przejść, ale z czysto samolubnych powodów jestem zadowolona, że jednak nie udało się jej uciec… I jednocześnie wiem, że nie udało jej się głównie dlatego, że sama tego nie chciała…
Swoją drogą, to co najmniej interesujące… Ash zostawił im doktryny, o ile zrozumiałam, wytyczne co robić, czego nie robić… Mają je ponumerowane… Co najmniej intrygujące jest to, że doktryna numer dwa mówi o zakazie wyrządzania mi jakiejkolwiek krzywdy… Nie znam na razie innych, ale ten fakt jest… co najmniej ciekawy…
Naprawdę interesujące… Ciekawe, czym jest pierwsza… Jeśli miałabym zgadywać to powiedziałabym że ma związek z realizacją planu Asha… Ale na razie nie muszę tego wiedzieć.
Ironią losu jest to, że to właśnie doktryny wpędziły Amaranth w pułapkę - kiedy ją zauważyłam i potem znalazłam, nie bardzo mogła uciec bez zrobienia mi krzywdy fizycznie albo wywołania sporej ilości zmartwień… czyli skrzywdzenia w inny sposób - poprzez odebranie spokoju. Biedna, była w kropce. Dziwię się tylko, że reszta nie przyszła jej na odsiecz. Nawet z samą Amaranth nie mielibyśmy większych szans w walce, a gdyby pojawił się ktoś jeszcze…
Może to, co zrobiłam, było okrutne, ale… musiałam ją naciskać do skutku. Popychałam i się cofałam, naciskałam i zaraz odpuszczałam… Nie chciałam, żeby dziewczyna zwariowała ze strachu… Po prawdzie to właśnie jej reakcja na stres sprawiła, że zaczęłam podejrzewać, o co w tym wszystkim chodzi. I, muszę przyznać, że gdy przyszło mi do głowy to podejrzenie, troszę się uspokoiłam… Choć odrzuciłam własne podejrzenia jako nieprawdopodobne.
Ale napięcie i tak było koszmarne…
Kiedy Amaranth z rozpaczą w głosie przyznała się kim i czym jest… Nie poczułam gniewu. Raczej spokój, może dlatego, że trochę się tego spodziewałam… Przez chwilę poczułam się tak, jakby na swój sposób Ash wciąż tu był… Ale nie ten Ash, który groził śmiercią mi i wszystkim moim bliskim. Ten, który ocalił miślęgi, ten który pomógł dziewczynie napadniętej w parku…
Biedna Ami… była tak przekonana, że ją zabiję… Ale… prawda jest taka, że chyba pogodziłam się z przeszłością ostatecznie.
Najwyraźniej tamto załamanie przy Rosie chyba było mi potrzebne żeby się to wszystko ostatecznie poukładało… a list od Asha do Aemiki sprawił, że poczułam się bezpieczna. Nie całkowicie bezpieczna, ale równie bezpieczna jak przeciętna osoba. No i… w końcu choć on mnie skrzywdził, to jednak wskutek tego, co zrobił, mam coś, czego bym inaczej nie miała… I nie jestem sama.
Ami… to jeszcze dziecko, i jak każde odpowiednio duże dziecko oburza się, jeśli tak ją nazwać. Tęskni za Ashem… jednocześnie jest bardzo samotna i ma swoją grupę, do której należy…
Oni wszyscy w tej chwili skazani są na śmierć… Realizacja jego planu może ich zabić. Magowie mogą ich zabić. Mogą zginąć z miliona różnych powodów…
Postaram się im jakoś pomóc, jeśli tylko pozwolą mi na to… Może możnaby włączyć w ten projekt Julię, choć nie tak od ręki i natychmiast… Nie chcę jej narażać. Już i tak niepotrzebnie ryzykuje szukając informacji o mnie. Ale jeśli tylko będę w stanie, muszę im jakoś pomóc…
Właśnie… to, czym jestem… Wiadomość, czym byłam wstrząsnęła mną do głębi… Ale… Ash go zabił. Teraz rozumiem, skąd ten ból wtedy tam, na dole… Bolało jakby wydzierał cząstkę mnie… Bo i tak było…
Ale… nigdy nie byłam świadoma istnienia tamtej istoty… a on by mnie zniszczył. Może i coś straciłam, ale nigdy tego naprawdę nie miałam, więc… nie żałuję.
Tak więc jestem Spojoną. Taką, która straciła swoje Spojenie. Czyli nie jestem Spojoną. Chyba nie ma na mnie nazwy. Ani tym bardziej określenia. A więc… czym jestem? Julia miałby dopiero zagwozdkę. ^^
Nie boję się. I już nigdy więcej nie będę się bać tak, jak kiedyś…
Pora zacząć działać trochę bardziej aktywnie niż dotąd.
Swoją drogą… może w końcu uda mi się znaleźć nieco dłuższą chwilę na powtórki Asari… Jak to dobrze, że robiłam dokładne notatki…


Rozmowa Malignusa z Arachne w kwaterze głównej

- Rozegrała to perfekcyjnie.
- Nie grała.
- To nic nie zmienia. Jednak nadal uważam, że nie powinna się ujawniać.
- Masz rację. Ale teraz nie stanowi to chyba większego problemu.
- Nie. Stanowi jeszcze większy problem.
- Mal?
- Proste: Ami już ze mną rozmawiała i chciała bym spotkał się z… Kamilą.
- Łatwiej myśleć o niej bezosobowo, prawda?
- Naturalnie. Wracając do rzeczy. Nie chcę, żeby Ami się z nią spotykała.
- Dlaczego? Moim zdaniem wyjdzie jej to na dobre. Ma tylko nas. My jesteśmy dojrzalsi i stabilniejsi. Ami jest… naszym sercem. To ona wie czy postępujemy słusznie, czy nie przekraczamy pewnej granicy. Ash nam to powiedział. On chciał, żeby ona moderowała, czy nie postępujemy źle.
- Nie patrzyłem na to z punktu widzenia personalnego. Patrzę na to z punktu widzenia taktycznego. Mamy plan. Mamy misję.
- Ami nie uczestniczy w tej misji. Nie w tej chwili. <sygnał niezrozumienia>
- Owszem. Ale zauważ… Kamila jest magiem. Ma kontakty z innymi magami. Kontakt Amaranth z innym magiem może być dla niej morderczy. Złamała już niejedną doktrynę… Jak Vel. <sygnał zaniepokojenia>
- I Vela już z nami nie ma.
- Dokładnie, Arachne.
<chwila ciszy>
- Mal, co możemy z tym zrobić?
- Nie wiem. Jestem pewien, że Ami będzie chciała kontaktować się z… nie potrafię nazywać jej siostrą. Nie jest nią. Ale ludzkie imię też do niej do końca nie pasuje.
- Krewniak?
- Nie. To nie to.
- Spróbuję wymyśleć jakiś termin.
- Tak, zdecydowanie. Wracając do tematu. Będzie chciała rozmawiać. Poznać ją. Poznać jej znajomych. <sygnał frustracji>
- Cała Amaranth… A Anavalia nie lepsza. <sygnał czułości>
- Prawda. Za to ją przecież kochamy. Ale… prędzej czy później Ami ściągnie na siebie czyjąś uwagę. I ktoś zginie. Przy odrobinie szczęścia nie będzie to nikt z nas. Ani <z wahaniem> Kamila.
- Mal, to jest problem, masz rację. Ale Ami tego nie zrozumie. Na pewno przyjdzie nas zapytać, czy może zobaczyć się z Kamilą. Nie wiem… nie wiem, co wtedy powinniśmy odpowiedzieć. Może Lir będzie wiedział…
- Piękne słowa Lira zupełnie nie działają na Ami. Wiesz, co odpowiem.
- Tak, wiem. 'Jasne.'
- Tak, masz rację. <sygnał zaniepokojenia i rezygnacji>
- Kochany braciszku, musimy jakoś to rozwiązać. Boję się o Ami i nie wiem, co mogę tutaj poradzić. Jestem naukowcem, nie taktykiem.
- Wiem. Vel był taktykiem. <sygnał tęsknoty> Cóż… musimy zintensyfikować moje treningi.
<Hissaragaulth: akceptacja>
- Mal, możesz nie wytrzymać. His też może nie wytrzymać. Nie macie dużej rezerwy. <sygnał silnego zaniepokojenia>
- Nie obawiaj się, najdroższa. Ja jestem lekarzem. Ponadto… His może jeszcze wiele wytrzymać.
<Hissaragaulth: potwierdzenie>
- Mal…
<Salgathraundir: potwierdzenie Hissaragaultha. Niechętna akceptacja planu Malignusa>
- Rozumiem. Mal, zintensyfikuję treningi od jutra. Muszę przygotować nowy czynnik.
- Dziękuję Ci, Arc. Wiem, jakie to dla Ciebie trudne.
- Najdroższy… gdy nadzoruję Twój trening, z każdą chwilą moje serce odrobinę umiera. <sygnał bólu>
- Wybacz. Misja przede wszystkim. Jestem naszym ostatnim wojownikiem. Jeżeli Vel zginął… jakie ja mam szanse? Jeżeli nie zrobię więcej niż wszystko? <sygnał miłości>
- Rozumiem… Gdyby tylko Ami wiedziała…
- Dlatego się nie dowie…


Z myśli Tomka starającego się uporządkować wydarzenia ostatnich dni

Tak… Spojeni. Wiem już, co to znaczy. Myślałem, że coś rozumiem. Myliłem się.
Innymi słowy, Kami była kiedyś Spojoną wbrew swojej woli. W takiej formie, że… to, z czym była spojona, miało przejąć nad nią kontrolę. Ech… oczywiście winny wdzięczność za to jestem komu? Apostacie… Z drugiej strony, tylko dzięki temu potrafimy przesyłać do siebie myśli oraz Kami potrafi wszystkie te dziwne rzeczy…
A fakt, że ma tylko jeden mózg i jest… normalna mnie jakoś nie martwi. Jest to ta Kami, którą znam i lubię, a nie coś dziwnego.
Co do samych Spojonych… mam mieszane uczucia. Pewnie, fajnie, że strzegą Kamili i nie chcą, by stała się jej krzywda. Z drugiej strony, mają na jej punkcie jakąś chorą obsesję. Ta mała była nienormalna. W sensie: zachowała się, jak gdyby Kami była jakimś potworem, co uważam za chyba największą ironię całej sytuacji. No i to przeświadczenie, że Kami będzie chciała ją zabić… Nigdy tego nie zapomnę. Uklękła i odsłoniła szyję, czekając na cios. To było jakieś… po prostu chore. A jednak, w świetle reakcji Kami to wszystko było bardzo poruszające i wzruszające. Dziwne… To są Spojeni? Cień Apostaty? Jego ręka? Nie ujmując im nic, spodziewałem się czegoś… trochę bardziej efektownego. I bardziej niebezpiecznego. W sensie: oni nie mogą nic zrobić. On nie miał żadnych skrupułów i zawahań. Bawił się ludźmi jak pionkami. Oni natomiast… te ich doktryny, jeśli dobrze rozumiem praktycznie pozbawiają ich wolnej woli.
No i to idiotyczne przeświadczenie, że są skazani na śmierć. Ja rozumiem, Spojeni Spojonymi, ale co komu przyjdzie z zabijania takiego dziecka jak ta o pseudonimie Amaranth (przedstawiła się chyba jako Łucja… Ciekawe, czy to jej prawdziwe imię…)
Tak, czy inaczej, za jedno jestem jej wdzięczny. Kami nie boi się już Apostaty. Choć nadal uważam, że był on zły. To, co zrobił, nie miało żadnego usprawiedliwienia.
Zobaczymy, jak to się rozwinie. Cokolwiek się nie stanie, będę przy Kamili.


Komunikacja Jurka z HQ

Intrygujące… Kamila była śledzona przez niezidentyfikowaną dziewczynę. Nazwijmy ją Bravo1. Po pościgu w lesie nasi agenci zarejestrowali, jak idzie do swojego domu z zapłakaną Bravo1. Niestety, mimo wysiłków agentów nie udało się podsłuchać tej rozmowy. Bardzo interesujące. Czyżby Kamila nauczyła się przesłuchiwać jeńców? Jakoś w to wątpię. To nie w jej stylu. Plus, jest zbyt niekompetentna by działać skutecznie. Bardziej prawdopodobne, że faktycznie osaczyła Bravo1 i spróbowała tych swoich ckliwych gadek w stylu 'nikt cię nie skrzywdzi, będzie dobrze, kochajmy się, jesteśmy jedną rodziną, czy chcesz chipsy, bla, bla, bla'…
Najprawdopodobniej Bravo1 jest dobrą aktorką i wcisnęła Kamili taki kit jaki tylko chciała. Jeśli mam rację, będzie teraz łazić za nią jak pies i udawać przyjaciółkę, a Kamila oczywiście to kupi.
Oczywiście, mogę się mylić i Bravo1 może być na tyle głupia by faktycznie zmienić plany i się zaprzyjaźnić z Kamilą. Cóż, w tym wypadku nie stanowi żadnego zagrożenia. Ten wariant możemy zatem odrzucić. Po prostu. Nie dlatego, że jest niemożliwy - ludzie są głupi - ale lepiej zakładać gorszą alternatywę. Musimy poznać mocodawców Bravo1. Szybko.
Oczywiście, jest jeszcze jedna możliwość. Bravo1 jest śpiącym agentem. Ona może faktycznie zaprzyjaźnić się z Kamilą, bo może taki był cel jej mocodawców. Ona może sama nie wiedzieć, że jest agentem, albo że działa zgodnie z planami. Jest to… coś, co sam bym zrobił. Eleganckie, skuteczne, trudne do wykrycia.
HQ, skupiamy się na wariancie pierwszym i trzecim.
Chcę, nie chcę - a nie chcę - jestem niestety spokrewniony z tym nadmiernie ufnym stworzeniem o wątpliwych zaletach. Sama się nie obroni… A ten jej koleś to śmiech na sali. Jeśli ja jej nie pomogę, to zginie.
Tak, potraktuj to jako pracę charytatywną.
Moja jedyna słabość.


Z myśli Kamili

A więc jednak Jurek rzeczywiście jest w pełni Spojony…
Nie zapiszę tego w pamiętniku.
Wiem o nim coś, czego on sam o sobie nie wie ^_____^
Jakby wiedział, że wiem, to by chyba zzieleniał.
Ech… mała rzecz a cieszy :3
miau ^^
Ach, no i oczywiście mnie obserwuje. Nie żebym się czegoś innego spodziewała… Ale to miło mieć takie potwierdzenie.
Swoją drogą, aż miło pomyśleć jak się dręczy tą 'niezidentyfikowaną osobą' mnie śledzącą… ]:->
Kurczę, jaka satysfakcja…
A nasz mhooczny pan Wszystkowiedzący jednak nie wie wszystkiego. :>

Dramatis Personae

- mag: Kamila Maliniak

- mag: Tomek
- mag: Julia Weiner
- mag: Whisperwind
- mag: Teresa Rączka
- mag: Norbert Sonet
- mag: Julian Krukowicz
- mag: Marcin Chaber
- mag: Ash Apostata
- mag: Aneta Emilia Aria
- mag: Juliusz Braun
- mag: Jerzy Marduk
- vic: HQ
- mag: Arachne
- mag: Amaranth
- mag: Malignus
- vic: Zbrodniarz (miślęg)
- mag: Anavalia

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License