Po prostu poszedł po Quarki

080523 - 01 - Po prostu poszedł po Quarki

PC: Jakub Urbanek, Kamila Maliniak
NPC: Tomek Olszacki, Dorota Michaś, Norbert Sonet


Wyjątek z listu Asha, Sprawcy Zaćmienia i Apostaty do Spojonej o imieniu Amaranth.

… A zatem należy przypuszczać, że odwrócenie polaryzacji magii sprawi, że większość rytuałów i zaklęć 'hermetycznych' działających kiedyś ulegnie modyfikacji. Magia zmieni się w sposób nieodwracalny i wszystko, co wiedzieliśmy o magii stanie się nieprawdą. Magia lecznicza będzie, być może, w stanie ranić… lub leczyć, ale inaczej. Lub nic się nie zmieni. Tym większą należy wagę przykładać do ostrożności, zwłaszcza eksperymentując i działając w zakresie sił potencjalnie letalnych i bardzo niebezpiecznych. Obawiam się, że oczekując ostrożności i odrobiny rozsądku od magów XXI wieku wymagam nieco zbyt wiele, ale nic nie mogę na to poradzić. Tym razem to nie ja jestem szachistą, jestem jedynie skoczkiem na szachownicy…


Z pamiętnika młodego czarodzieja:

Ech… nie jest łatwo zarobić na życie w takiej wsi. Co więcej, wszyscy się mieszają w nie swoje sprawy. Trudno… dobrze, że nie ma tu przynajmniej żadnych magów. Mam dość cholernej polityki. Zwłaszcza teraz, jak mojego mistrza już nie ma.
Po prostu stracił moc. I nie zostawił mi ŻADNEJ ochrony! Musiałem uciekać…
Cholera…
Ech, nic to… przynajmniej mam jego księgę zaklęć. Jest dobrze zabezpieczona, w bezpiecznym miejscu. Najważniejsze, że mam ciągle to zaklęcie za które większość magów dałaby się zabić. Stworzenie roślin dających Quarki. Kiepsko u mnie z channelingiem, ale powinienem być w stanie sobie poradzić. W końcu to nie potrwa wieczności a i się w channelingu wyrobię. Zgromadzę Quarki i będę boss. Kupię sobie mnóstwo fajnych rzeczy, żadnej polityki, może wkupię się do jakiejś z gildii, nie będę sam…

Ech… beznadziejne składniki. Dobrze, że mam jeszcze trochę Rosy Diviny Aerinus. Zachachmęciłem mistrzowi… jak jeszcze miał magię. Większy kłopot był z oddechem Mortalisa i zaręczynowym pierścionkiem dziewicy. Skąd ja znajdę dziewicę co już ma pierścionek zaręczynowy? No… ale zdobyłem. Zacząłem już rytuał. Jest kosztowny jak cholera, ale… warto.

Minęły dwa dni, wszystko działa prawidłowo. Dziwne jest jednak to, że kwiaty nowo powstałej rośliny są zielone. Powinny być niebieskie, jak Quarki Aquam… które mogę zbierać…

Czwartego dnia znalazłem w kącie chaty martwego pająka. Nie do końca wiem co o tym myśleć…
<to był ostatni wpis>


Wyjątek z referatu Weroniki Seton na temat magicznych roślin i kryształów Quark

…Ze wszystkich roślin poznanych nauce Rosa Divina Aerinus jest jedną z tych mających największy potencjał dla pozyskiwania kryształów Quark. Sama będąc niewiarygodnie wrażliwą na magię w pewnych etapach swego zycia, staje się całkiem niewrażliwa na innych etapach. Przy odpowiednich modyfikacjach z pewnością, jak udowodnił swego czasu adept Ragnar Aerinus, da się doprowadzić do tego, by dało się bezpiecznie ekstraktować z niej kryształy Quark Aquam w takiej formie, by ilość kryształów Quark Aquam i Terram potrzebnych do jej stworzenia i podtrzymania przy życiu była mniejsza niż ilość kryształów Quark Aquam które da się uzyskać po jej ekstrakcji. Niebezpieczeństwo jednak polega na tym, iż Rosa Divina Aerinus jest rośliną pełną paradoksów- jednocześnie bardzo kapryśną i szybko umierającą, jak i bardzo adaptabilną po przekroczeniu pewnego progu, zdolną do przekształcenia się w zupełnie nową formę - nierzadko niebezpieczną. Dlatego eksperymenty tego typu powinny być przeprowadzane jedynie przez specjalistów, w specjalnie chronionych pomieszczeniach - jest bardzo cienka linia pomiędzy umierającą Rosą Diviną Aerinus a jedną z jej niebezpiecznych, zmutowanych form, które nie są nam do niczego potrzebne. Podczas eksperymentów przeprowadzanych przez uczniów - magów KADEMu ci, mimo, że wyszkoleni, w większości nie potrafili poradzić sobie nawet z utrzymaniem Rosy Diviny Aerinus przy życiu, nie mówiąc już o przeprowadzenie jej w inne formy rozwoju i pożyteczne stadia…


Marta Szysznicka, Dorota Michaś

- Dorotko, mam pewien problem. Chodzi mi o starszego czarodzieja, Brunona Kartofla.
- …tofla?
- Tak. Czarodziej zniknął i KADEM nie jest w stanie go w żaden sposób odnaleźć.
- Kiedy?
- Ostatni sygnał dał 52 godziny temu.
- …czemu … późno?
- Muszę przyznać, że to nasza wina. Ten czarodziej jest jednym z byłych adeptów, z tych… bardziej aroganckich, czepialskich i przepełnionych poczuciem własnej ważności. Po Zaćmieniu on… cóż… stracił moc i nie przyjął tego najlepiej. Jak jeszcze uczył, robił to w takim stylu, że ja zasypiałam na jego wykładach. Nie brakowało nam go zbytnio, przeoczyliśmy jego nieobecność…
- …oj
- Co więcej wszystko co wiedział, po Zaćmieniu okazało się nieaktualne. Nie przyjął tego dobrze. Co więcej, jego ciało było zawsze wspomagane magią… i musiał chodzić o lasce.
- …czemu zniknął?
- Ech… nigdy nie mógł się pogodzić z tym, że musi się wszystkiego uczyć od początku. Stwierdzał zawsze, że jest dobry, jeszcze młody, i pokaże nam jak należy szukać kryształów Quark. Tak więc zdecydował- on uda się na poszukiwania kryształów Quark. W tym był, przyznaję, dobry. Problem w tym, że nie chciał nigdy by ktokolwiek mu towarzyszył… zawsze chciał iść sam. I nie dało się go przekonać… a po co upokarzać starszego maga?
- …rozumiem.
- Nie ma tak wielkiej mocy jak Ty. Jego moc nie przekracza uczniów KADEMu. Jednak to, w czym nadal jest i był dobry to Magia Krwi.
- …dobrze.
- Dorotko, KADEM liczy na Ciebie.
- …dobrze.
- I dziękuję.


Ze słów Kuby Urbanka zapisanych przez przydupasów liczących na względy

No nic - powrót na KADEM wydaje się być pracowity. Kiedyś to bycie uczniem czy terminatorem było bardzo spokojne - nikt nie przeszkadzał w nauce… Wszyscy stwierdzali ze musisz tylko się uczyć i nie ma sensu przemęczać uczniów… A DOWOLNA praca była dla "lepiej wyszkolonych"… no chyba ze chodziło o znalezienie ulubionego kota jakiegoś wykładowcy… a teraz? niedawno człowiek wrócił z jednej rzeczy to już kolejna. Zaginał jeden ze starych, nudnych magów… Taki na którego wykładach jest użyte "Słowo Mocy: Spij"… Nic to - czas znaleźć zagubiona owieczkę… Najfajniejszym fragmentem dnia było ściganie się z takim jednym dresem… Jadę sobie spokojnie podrasowanym Trabantem jakieś 100 na godzinę. Patrze a tutaj dres w BMWicy, wiec go… wyprzedzam. Ten jak nie wrzuci kolejnego biegu… Jak nie pojedzie 150… Ja zwalniam do przepisowej prędkości a ten wjeżdża wprost na… tradycyjny radiowóz :D:D:D pomachałem mu tylko na do widzenia ^_^. Co on sobie myśli, ze jak ma BMW to trabanty może prześcignąć? :P niedoczekanie jego :P


Z "myśli wybranych" Tomka

Ech… a było już tak spokojnie.
Po Zaćmieniu Kamila mi się rozsypała. Dobrze, że pojawił się ten Ekiert (swoją drogą, cholernie arogancki facet!) i zaoferował jej, że będzie ją uczył… a teraz to…
W lesie zaczęło się coś dziać. Zaczęło się prosto, zniknął pies Myśliwskich. Facet poszedł go szukać do lasu, a kobieta- obchodzić domy i pytać po sąsiadach czy nie widzieli dobermana-terrorysty-psychola-drapieżcy. Nie, nie widzieli. Ja bym też starał się nie zobaczyć. Ślady psa prowadziły do lasu, więc co zrobiła Kami? Wysłała tam jednego ze swoich kotków.
I ta roślina ją zżarła. Wypełzła spod ziemi i zjadła. Dobrze, że Kami najpierw wróciła do swojego ciała, mogłaby się bardzo źle czuć. Przeszedłem się w pobliżu lasu- jest jakiś inny, obcy. Zwierzęta poznikały, zresztą, nic dziwnego. Większość została zjedzona. Co to jest?!
Na szczęście to nie atakuje ludzi. Ale magów- tak -_-. Trudno. W nocy się włamałem do domu Myśliwskich- ich córeczka przyniosła kwiatek do domu -____-''' i rozwaliłem go błyskawicami. Swoją drogą… szybko się rozwija, rośnie wszędzie i szybko pełza. Ale nie ma to jak błyskawice…


Z pamiętnika Kamili

To bardzo niepokojące… normalnie cieszyłabym się, że taka krwiożercza bestia jak Morderca Myśliwskich zniknęła i nie pojawia się od dawna, ale to nie jest normalne… Zniknęło kilkoro moich przyjaciół, a i ptaków jest jakby mniej.
Stary Rozbójnik mi o tym powiedział, kiedy poszłam na cotygodniowy spacer po wiosce.
Pani Myśliwska chodziła po wsi pytając wszystkich o swojego 'pieska', jej mąż łaził po lesie.
Tam coś żyje! I choć chciało, nie mogło mu zrobić krzywdy… A ta wizja była bardzo niepokojąca…
Co więcej, wydaje mi się, że to roślina. Dziwnie pachnie… Zjadło mnie chwilę po tym, jak weszłam na woniejący obszar.. To bolało…
Na szczęście poszłam na zwiady.


Z raportu Doroty Michaś z poszukiwań Brunona Kartofla

Mój towarzysz, Jakub Urbanek, wykorzystał moc swojego demona technomantycznego, Vassara, celem odnalezienia śladów na wideokamerach i fotoradarach. Udało mu się zlokalizować obraz poszukiwanego maga na drodze do Kędzierzyna-Koźle z Gliwic. Do samego miasta jednak już nie dojechał. Wiedzieliśmy zatem mniej więcej w którym kierunku miał zamiar się udać i podróż w tamtą stronę była po prostu formalnością. Na ślad poszukiwanego czarodzieja natrafiliśmy w okolicach miejscowości Sośnicowice, gdzie, między innymi, odnaleźliśmy jego samochód. Jako, że w jednym z budynków mieszkalnych zasiedlonych przez ludzi znajdowała się niebezpieczna magiczna roślina- mutacja Rosy Diviny Aerinus, wraz z kol. Jakubem Urbankiem zdecydowaliśmy się na jej eliminację. Kolega Urbanek używając dwóch talerzy złapał żywą próbkę Rosy Diviny Aerinus, którą odpowiednio zabezpieczyliśmy. Wtedy też nawiązaliśmy kontakt z dwójką lokalnych magów. Byli bardzo nieufni, ale nie wykonywali żadnych niebezpiecznych gestów pod naszym adresem. Okazało się, że cały las jest zainfekowany niebezpieczną odmianą Rosy. Powróciliśmy do KADEMu, by uzyskać pomoc kolegi Norberta Soneta, eksperta od magii leczniczej i botanicznej i, przypadkowo, eksperta specjalizującego się właśnie w Rosie Divinie Aerinus.


Z pamiętnika Kamili

Okazało się, że ktoś przyniósł do jednego z domów to paskudne coś. Poszpiegowałam trochę. W środku był mały Rozrabiaka, śmiertelnie przerażony… Jak ludzie mogą być tak ślepi? To zeżarło pająka i najwyraźniej miało też ochotę na małego… Dałam dzieciakowi azyl u nas w domu, a sami z Tomkiem weszliśmy tam w nocy i wytępiliśmy to tak dokładnie jak potrafiliśmy… To znaczy, Tomek wypalał to błyskawicami, a ja to wywabiałam…
Następnego dnia musiałam iść do pracy, ale to nie przeszkodziło mi nic a nic w obserwacji wioski. Raz, oblatywałam wioskę w poszukiwaniu zapachu, dwa, obiegałam dookoła ten dziwny las i trzy, obserwowałam dom, gdzie to przynieśli… Wymagało to odrobiny uwagi, na szczęście tego dnia dzieci były dość grzeczne. Całe szczęście jednak, że to zrobiłam - inaczej nigdy by się z Tomkiem nie dowiedzieli, że do wioski przybyli obcy.


Z "myśli wybranych" Tomka

Po ostrej nocce wypełnionej elektronicznymi pestycydami człowiek sobie śpi, aż tu nagle "Wstań szybko!". Wylatuję przed drzwi, w jednej nogawce od spodni, a Kami w kociej formie nie daje odjechać jakimś turystom. Ja im macham jak miłym ludziom, a to magowie. Co za beznadzieja. No to wracam, mierzę spojrzeniem chłopaka- nazywa się Kubuś (fest śmieszne imię na maga)- a on mi na to "Spóźniłeś się z tym spojrzeniem o 45 sekund". Poczułem się urażony. Każdy by się poczuł…
Nic to, nie pierwszy już raz jestem "taktycznym wieśniakiem Kamili". Ktoś musi, a mi nic nie będzie.
Ten "Kubuś" swoją drogą to niezły wsiok. Ulizany blondynek, spojrzenie macho, śliczne włoski, ma pistolet, zastraszoną panienkę w gablocie… typowy gangsta-dresiarz-szmaciarz, co nawet na adidaski i BMWicę go nie stać, więc jeździ TRABANTEM! No lol, to jakiś… nie wiem, 20 wiek? Dobrze że nie BRYCZKĄ. Może koń mu zdechł, bo go wziął do automatycznej myjni? Wygląda na takiego "inteligenta"… Ale nie, ma gadane… trochę (coś musi)… po prostu go nie lubię. Pogadaliśmy trochę i zdecydowaliśmy się współpracować by oczyścić okolicę. Infekcja jakąś tam różą. Gdzie róża? Oni nigdy róży nie widzieli?


Z pamiętnika Kamili

Jego zobaczyłam, kiedy truchtał dookoła martwego lasu. Zaciekawił mnie ten osobnik. W naszej wiosce absolutnie nikt nie uprawia joggingu. Poszłam więc zanim. Co prawda Anglicy mówią, że ciekawość zabiła kota, ale dobrze, że tym razem za nim poszłam. Doprowadził mnie do swojego samochodu… Przepraszam, trabanta. Kto dziś jeździ trabantem?! Ale nie ma się co nabijać, skoro jeździ to znaczy, że jest dobry. W… pojeździe siedziała jeszcze jedna osoba. Dziewczyna. Czekała na niego. Poszli pod dom Myśliwskich i okazało się, że są magami! Niestety, jako kot nie mogłam im nic przekazać. Nic nie rozumieli… musiałam bardzo brutalnie obudzić Tomka. Na szczęście on, nawet w tak kiepskiej formie (wyrwany z głębokiej fazy snu po ciężkiej nocy i kawie przedtem) jakoś sobie poradził…
On jest kochany, ale mógłby nie robić z siebie wioskowego przygłupa…


Ze słów Kuby Urbanka zapisanych przez przydupasów liczących na względy

Co to za oszołom??? Wypada półnagi… chyba mag przed Dorotkę i mnie… PRZED DOROTKĘ… i zaczyna machać na powitanie _-_ Czy to jest kompletny kretyn czy wioskowy przygłup? Oczywiście Dorotka nie przygotowana na taki "obrót sytuacji" zaczęła panikować, więc się cofnął, porządnie ubrał i wyszedł z miną macho… więc go skomentowałem, że zrobił to dobre 45 sekund za późno… zwłaszcza, że nas obserwował chowańcem przez dobre 15 minut. Mógł być przynajmniej na tyle uprzejmy, żeby się porządnie ubrać…


Z raportu Norberta Soneta z eliminacji skażenia zmutowaną formą Rosy Diviny Aerinus

Przy użyciu podstawowego wyposażenia (trabanta Kuby) dojechaliśmy do tej mniejszej miejscowości. Lokalni magowie… są fajni, ale nieporadni i tacy trochę nierozgarnięci. Ten Tomek jest jeszcze bardziej… intrygujący z punktu widzenia mentalnego niż myślałem, więc na pewno udaje. Ale nie będę ryzykował- przygotuję więcej eliksirów leczniczych. Lepiej mieć kilka więcej na wypadek, gdyby osoba niepełnosprawna umysłowo FAKTYCZNIE okazała się być niepełnosprawna umysłowo.
Po ustaleniu przez Dorotkę z całą pewnością, że użyta została tu Magia Krwi i po przeanalizowaniu próbki wskazującej na istnienie centralnego rdzeniu kontrolnego dla tych wszystkich jednostek Rosy Diviny Aerinus (bardzo ciekawa odmiana… zastanawiam się jak powstała) było absolutnie jasne, że musimy tam iść i usunąć ten problem. Kuba zdecydował się nie wykorzystywać pomocy KADEMu, zresztą słusznie- musimy nauczyć się działać "od nowa" po Zaćmieniu i nie możemy liczyć na to, że jesteśmy w przedszkolu przez całe życie.


Z raportu Doroty Michaś z eliminacji skażenia zmutowaną formą Rosy Diviny Aerinus

Po tym, jak towarzyszący mi kolega Norbert Sonet oddalił się celem dokładniejszej analizy Rosy Diviny Aerinus, skupiłam się na analizie pola magicznego dochodzącego od lasu. Miła niespodzianka- lokalna czarodziejka przedstawiająca się jako Kamila już zlokalizowała gdzie to pole się znajduje i jaki obszar obejmuje. Starała się być pomocna i nie narzucająca się i faktycznie była. Aura z analizowanego obszaru zdecydowanie wskazywała na obecność Magii Krwi, czystej energii magicznej (pochodzącej z Rosy) oraz energii demonicznej. To ostatnie wskazuje na obecność demonów, co najmniej dwóch i co najwyżej pięciu. Niepokojące, ale nie uważałam tego za główne niebezpieczeństwo, nie w perspektywie obecności Rosy Diviny Aerinus. Kolega Jakub wraz z lokalnym czarodziejem przedstawiającym się jako Tomasz wdali się w ciągle eskalowany wyścig zbrojeń z dziedziny przydatności pod względem przygotowania na polu bitwy. Kolega Norbert natomiast dokonał analizy Rosy Diviny Aerinus, przygotował niezbędne eliksiry, po czym zrobił obiad, po którym wyruszyliśmy po ustaleniu planu na pole bitwy- do walki przeciwko Rosie Divinie Aerinus.


Ze słów Kuby Urbanka zapisanych przez przydupasów liczących na względy

Co za gość z tego Tomka… nie dość, że udaje, że mu słoma z butów wychodzi (a przynajmniej mam nadzieję, że udaje…) to jeszcze wdaje się w głupie gierki "Ja będę przydatniejszy"… Koleś pyta, za ile będę z całym sprzetem, i jak mu odpowiadam "za godzinę", to mówi, że ON wróci za 59 MINUT. Rzuciłem mu informację, że w takim razie poczeka minutę i pojechałem się przygotować… Jeżeli Rosa będzie się adaptowała, to trzeba postawić raczej na różnorodność, a nie na ilość… więc na pewno granaty zamrażające, ogniste i środki owadobójcze… Do tego jeszcze paralizator i mój przyjaciel - "Lifesaver" (czyli moja Beretta 92 dla wtajemniczonych). Tak przygotowany powinienem być w stanie przedostać się do środka… O Norberta i Dorotkę się nie martwię, bo wiem że dadzą sobie spokojnie radę i będą bronić mi pleców, tak jak ja będę bronił Ich… Gorzej z tym wioskowym i jego… towarzyszką… mam nadzieję że nie opóźnią marszu, bo czas działa zdecydowanie na naszą niekorzyść…


Z raportu Doroty Michaś z eliminacji skażenia zmutowaną formą Rosy Diviny Aerinus

Bitwa nie była szczególnie kłopotliwa. W pierwszej fazie operacji sojusznik Tomasz odpalił prowizorycznie skonstruowaną przez siebie katapultę zawierającą zdestabilizowane przeze mnie kryształy Quark, by poleciały w oddalone od wektora ataku miejsce lasu, po czym udaliśmy się do skażonego lasu na piechotę. Sojuszniczka Kamila wysłała koty w formie zwiadu i flanki, dzięki czemu byliśmy na czas ostrzeżeni o zmutowanych pszczołach i innych wypaczeniach. Sojusznik Tomasz szedł z przodu w kombinezonie pszczelarskim z silnikiem spalinowym dużej mocy, sojuszniczka Kamila służyła za zwiad, a kolega Jakub pilnował, by nic nas nie zaatakowało od tyłu i od boków. Ja osobiście usuwałam wszystko co było podatne na ogień, to co nie było było usuwane przez sojusznika Tomasza. Do momentu, aż stracił ten silnik, ale nie ma to większego znaczenia. Po drodze zaatakowały nas dwa demony. Pierwszego zablokowała sojuszniczka Kamila swoim kotem (o dziwo, sojusznik Tomasz zwinął się z bólu) a dokończył go kol. Jakub, drugiego zdestabilizowała w locie rzucając w niego innym kotem (intrygująca metoda walki) i znowu dokończył go kol. Jakub. Potem dotarliśmy do wielkiego, wypaczonego mrowiska…


Z raportu Norberta Soneta z eliminacji skażenia zmutowaną formą Rosy Diviny Aerinus

…Jestem pod wrażeniem. Te mrówki były niesamowite. Stworzyły niesamowicie zaawansowaną budowlę, bardzo odporną, z zastępami os strażniczych, z wyhodowaną artylerią, nawet z katapultami i zmodyfikowanymi roślinami. Co więcej, wykorzystywały podstawową strategię. Jednak destabilizujący Quark Dorotki i granat z amunicji do pistoletu Kuby wystarczyły, by mrowisko zostało poważnie nadwerężone. I droga do Rosy stanęła przed nami otworem…


Z "myśli wybranych" Tomka

Ech. Kto by pomyślał, że głupia roślina używa ataków mentalnych? I to tak podstępnych? -_-. Widziałem… widziałem jak Kami pieści się z tym… z tym BĘCWAŁEM Z TRABANTEM. To było tak realne. Starałem się… z trudem powstrzymałem się by nie rozwalić mu głowy. Nie wiem jak to zrobiłem… wiem jednak, że ona się powstrzymała i chciała rzucić zdestabilizowany Quark przez tą małą zastraszoną (swoją drogą, nieźle walczy). Wtedy przybysz ją zatrzymał. I co? I roślinka uciekła pod ziemię (wpierw uraczyła nas wizją o młodym magu co go roślinka zjadła i starszym co umarł używając Magii Krwi) i nas zaatakowało wszystko dookoła. Szczęście, że ten Norbert użył tego oczyszczającego eliksiru w formie gazu, chroniąc nas przed osami. Waliłem błyskawicami jak mogłem, ale nie miałem już sił. Ta mała straciła przytomność z wyczerpania a ten, Kuba, poleciał za rośliną pod ziemię. Szaleniec, ale jednak klasę ma… i umie się bić.


Z pamiętnika Kamili

Ten dzień był drugim najgorszym dniem w moim życiu… zaraz po Zaćmieniu… przecież nie mogłam pozwolić im iść beze mnie. Musiałam tam być. To tak, jakby pozwolić przyjaciołom iść samotnie walczyć z Nim… Nie pozwoliłam Tomkowi się zostawić, choć bardzo chciał.
Ale bałam się. Bałam się strasznie.
Ta walka… rośliny, mrówki, osy, niedźwiedź… wszystko nas atakowało. Wszystko ! Byłam szczerze przekonana, że wszyscy zginiemy!
To było rozpaczliwe. I musiałam się dzielić nie maskując tego magią… Może nie zauważyli, ale jakoś w to nie wierzę… Nic o tym nie powiedzieli… Może…
Rosa na tej polanie była straszna. Zaatakowała nas mentalnie! Ona chciała nas przekupić i zabić! Czy to świństwo uważało, że ja polecę na jakieś wizje, kiedy Tomek może akurat ginąć?? Ale kiedy chciałam rzucić w to paskudztwo Quarkiem zdestabilizowanym przez Dorotkę, ten pachoł (Kuba) złapał mnie za rękę i nie pozwolił! Ten krzak uciekł pod ziemię a ten bohater poleciał za tą zieleniną!.. I zostawił nas na górze, wykończonych i bez środków. A całe robactwo znów zaatakowało… Spanikowałam… Irena nie byłaby zadowolona. Chciałam uciec, ale miałam Paradoks… ja wylądowałam w jeziorze, innych rozrzuciło po lesie. Czuję się paskudnie…


Ze słów Kuby Urbanka zapisanych przez przydupasów liczących na względy

Walka była typowa walka z przygotowanym magiem aquam sprzed zaćmienia. Zmodyfikowane mrówki jako artyleria kwasu, osy których ugryzień NAPRAWDĘ nie chcesz spróbować, drzewa-mordercze liany i pełzające rośliny. Nic z czym nie dałoby się zwyciężyć. Przygotowanie okazało się być skuteczne ale jednak nie dość wystarczające bo pod koniec nie starczyło juz amunicji. Kamila cala blada chciała zniszczyć Rose od razu ale Rosa potrzebując czasu pokazała nam co się właściwie stało. To było ważne żeby moc powiedzieć - Stary mag KADEMU okazał się być Prawdziwym Bohaterem. Rosa zdecydowała się uciec pod ziemie wiec za nią wskoczyłem zostawiając im Wakizashi - myślałem ze sobie poradzą bez problemu… myliłem się. Coś poszło nie tak (chyba paradoksy) i uszkodzenia drużyny były zdecydowanie większe niż myślałem… Będę pamiętał żeby następnym razem pozwolić przeciwnikowi uciec żeby zminimalizować straty drużyny… Chociaż wciąż nie rozumiem czemu Norbert tak dal pokroić siebie i Dorotkę…


Z raportu Wioletty Lemony-Chang z leczenia ambulatoryjnego

Norbert - przebite płuco, ranny.
Dorotka - nieprzytomna, poparzona.
Kuba - zadrapany. Chyba złamał paznokieć.

Jak zwykle.
I jak zwykle- nic im nie będzie.


Z zastrzeżeń do raportu wniesionych przez maga Jakuba Urbanka:

Co do jasnej cholery znaczy złamany paznokieć?! Czy pani Wioletta myśli ze to bardzo dobry dowcip robienia ze mnie jakiegoś strojnisia-pięknisia??? Że co ja niby! Na manicure chodzę i mam długie paznokcie?!


Z przemowy Michała Byczyńskiego na symbolicznym pogrzebie Brunona Kartofla, maga KADEMu

Przyjacielu, poświęciłeś swe życie nauce, ale byłeś nie tylko naukowcem. Nie ukrywałeś się w zaciszu gabinetów, zawsze walczyłeś ze złem, gdy tylko je widziałeś. Byłeś człowiekiem upartym, nie zawsze rozważnie wybierającym swe bitwy, ale zawsze wiedziałeś co jest dobre, a co złe. Nie będąc terminusem, nigdy nie cofałeś się przed zagrożeniem, nigdy nie pozwoliłeś, by niewinnym stała się kiedykolwiek krzywda. Zginąłeś. Ale nie na darmo. Uratowałeś wioskę, wraz z grupą niewinnych ludzi. Gdy tylko zobaczyłeś zmutowane kwiaty Rosy Diviny Aerinus, poznałeś niebezpieczeństwo. Zrobiłeś błąd, przyjacielu- zaatakowałeś, nie zawiadomiłeś nas. Zapomniałeś o tym, że Twa moc Cię opuściła. Nie mogłeś tych kwiatów pokonać, a Twa chora noga zawiodła Cię po raz ostatni, gdy próbowałeś przed nimi uciec. Może ratowałeś komuś życie, a może Twa pamięć i moc Cię po prostu zawiodła. Jednak Twoja decyzja stała się też przyczyną Twej chwały. Oddałeś swe życie Magii Krwi, którą tak doskonale znałeś, by tylko kwiaty zmutowanej Rosy Diviny nie mogły zranić żadnego człowieka. Maga- tak- nie starczyło na to Twej mocy. Jednak odszedłeś, ratując tych, o których magowie zwykle nie pamiętają. Za to jestem Ci wdzięczny jako przełożony KADEMu, jak i zwyczajnie, po ludzku- jako mag żyjący w tym świecie…


Misja trwała 2 sesje, ~8 h. (podwójne PD)

PD:
- baza: 15 + 15 | Kamila: +30/30 +7 | Kuba: +30/30 +7
- ekstra:
+2 za nie zdradzenie między sobą, że jest się magiem: Kamila (2), Kuba (0)
+1 za odnalezienie pamiętnika: wspólne (1)
+1-3 za zrobienie prawidłowego pogrzebu / uhonorowanie starego maga: Kamila (0), Kuba (2)
+1-3 za zrobienie prawidłowego pogrzebu / zadbanie o młodego maga: Kamila (2), Kuba (1)
+2 za dowiedzenie się JAK i DLACZEGO odnośnie śmierci starego maga: wspólne (2)
+1 za zniszczenie Rosy: Kamila (0), Kuba (1)

Dramatis Personae

- mag: Kuba Urbanek
- mag: Kamila Maliniak

- vic: Ash Apostata
- vic: Amaranth, spojona
- mag: Marta Szysznicka
- mag: Weronika Seton
- mag: Dorota Michaś
- mag: Tomek
- mag: Brunon Kartofel
- mag: Norbert Sonet
- mag: Wioletta Lemona-Chan
- mag: Michał Byczyński

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License